Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Wybiło południe, kiedy słońce znalazło się w zenicie. Burzowe chmury posępnie zwiesiły się na horyzoncie, lecz to z pewnością nie przeszkodzi jej dziś w poprowadzeniu treningu. Miała wielkie ambicje i plany, które śmiało mogły konkurować z tymi Deszczowej Łapy. Nie chciała zawieść swojego terminatora, Ciemniejącego Nieba, a już w szczególności Świetlikowej Gwiazdy, który zaufał jej i wyróżnił nad innymi mianowanymi na wojowników terminatorkami. Od dzisiaj miała pełne prawo do kształcenia rzecznych charakterów i postanowiła robić to na swój sposób - niezwykle bezpośredni, być może odrobinę szorstki, lecz z całą pewnością szczery i obiektywny.
Przepełniona dobrymi myślami usiadła przed wyjściem z obozu i od niechcenia przesunęła językiem po swoim futrze, czyszcząc tym samym zaschniętą krew, która oblepiła futro po spożytym posiłku. Nie miała zamiaru poganiać Deszczowej Łapy - w końcu mieli cały dzień, choć lepiej, żeby nie musiała tu sterczeć do wieczora.
Niebieski, szorstkowłosy kot; wysoki; długie łapy; szczupły z delikatnym zarysem mięśni; ogon długi i chudy; ślepia w kolorze zieleni wpadającej w niebieski. [więcej w KP]
[Deszczowa Łapa dojrzewa, a wraz z nim opis jego charakteru się zmienia; tbc]
Srocza Łapa [KG], Śnieżna Bryza [GK]
Poranek Deszczowa Łapa spędził w Zrośniętych Drzewach wraz z bratem ostrząc pazury o wykryty przez nich, do tego przeznaczony pień. Wschodząca Łapa zdążył odejść na swój trening, w czasie, gdy niebieski postanowił sprawdzić jeszcze raz, ile ma czasu do rozpoczęcia wymarzonego treningu. Podniósł łeb, by spojrzeć na ciemniejące niebo. Dostrzegł chmury, które nie były niczym wyjątkowym w Porze Opadających Liści, a niosły ze sobą i obietnicę ulewy. Ta myśl była pokrzepiająca. Niebieski lubił deszcz - nie, żeby faworyzował swoje imię ponad wszystkimi słonecznymi łapami. Najlepiej go jednak było obserwować z wnętrza kociarni. Jak polować w takich warunkach? Na pewno jeszcze się nauczy.
Uznając, że słońce dzielnie walczy na niebie, wskazują południe przetruchtał do umówionego wcześniej z Jastrzębim Szponem miejsca - wyjścia z obozu. Zauważył, że jego mistrzyni już była na miejscu. Fala wątpliwości zalała kocura: czy uda mu się nie zbłaźnić już na samym początku? A może nie jest jednak aż tak świetny, jak wydawało mu się, że mógł być. Szybko, acz z niemałym trudnem odsunął od siebie te myśli - będę tak dobry, jak wiele będę trenował. To sobie postanowiwszy stanął przed szaro-beżową kotką. Wyprostował się, starając nie sprawiać wrażenia aż tak młodego.
- Dzień dobry - przywitał się. Końcówka jego ogona delikatnie ruszała się na boki. Był trochę zestresowany, ale jeszcze bardziej zaciekawiony tym, co się miało dziać.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Nie była w stanie zliczyć ile uderzeń serca przeczekała, aczkolwiek nie było ich za wiele. Zadziwiające. Zarejestrowała obecność niebieskiego cielska, łudząco podobnego do Iskrzącego Nosa, tudzież Ciemniejącego Nieba, lecz nie pomyliła go z nikim innym. Deszcz. Podniosła się do pozycji stojącej i postąpiła kilka kroków do przodu, uśmiechając się do kocura, kiedy swój nos przycisnęła do jego czoła. - Witaj, Deszczowa Łapo. Mam nadzieję, że jesteś wypoczęty i najedzony - uniosła prawą brew, a wraz z nią uniósł się prawy kącik mordki w szyderczym uśmieszku - Dziś Twoje łapy czeka prawdziwy wycisk. Ruszajmy - zarządziła, przesuwając ogonem w powietrzu, po czym ruszyła w stronę dzikiego lasu. Plan ich trasy miała już dawno ułożony i zmienić go mógł jedynie roztrzaskujący się na beżowo-niebieskim łbie meteor, a to było bardzo nieprawdopodobne. Nie zauważyła stresu syna Brudnego Kamienia. Wręcz przeciwnie. Wydawał się być pewnym siebie i gotowym do pracy, a z tej racji jakoby wyrósł o kilka milimetrów w górę. Interesujące.
Skierowała się na wschód, w stronę Kociego Grzbietu, gdzie będą się spotykać przez następnych przynajmniej sześć księżyców. - Dziś pokażę Ci granice, żebyś nie skończył jak Zachodząca Łapa, i opowiem o wszystkich istotnych rzeczach, jakie musisz wiedzieć o otaczających nas ziemiach - i choć była to wiedza teoretyczna, Jastrzębia traktowała ją jako niezwykle ciekawą i interesującą. Lubiła słuchać o, bądź co bądź, pierdołach, a fakty i ciekawostki o świecie były wysoko ponad kodeksem - Żeby nie tracić czasu... wiesz co nieco o rangach w klanie, prawda? - pytanie było niemalże retoryczne. Sądziła, że tak bystry kocur jak Deszcz ma tego typu szczegóły w jednym, maleńkim paluszku i zaraz jej tu pięknie wyśpiewa te podstawy podstaw, które, niestety, musieli przekatować, niezależnie od tego jak bezużyteczne by nie były. - Powiedz mi wszystko. Wszystko, co wiesz na ten temat - zaleciła, wyrównując swój krok do spacerowego tempa.
Niebieski, szorstkowłosy kot; wysoki; długie łapy; szczupły z delikatnym zarysem mięśni; ogon długi i chudy; ślepia w kolorze zieleni wpadającej w niebieski. [więcej w KP]
[Deszczowa Łapa dojrzewa, a wraz z nim opis jego charakteru się zmienia; tbc]
Srocza Łapa [KG], Śnieżna Bryza [GK]
Pewność siebie i dobre samopoczucie Jastrzębiego Szpona dodały Deszczowi odwagi. Uda mu się. Z ulgą zauważył też, że kotka na jego widok nie wykrzywiła się, ale posłała mu delikatny uśmiech. Zrobiło mu się miło. Był kotem, który miał szczęście widzieć nie tylko straszne, wymagające szacunku "ja" kotki, ale także jej mniej oficjalną stronę. A przynajmniej tak mu się wydawało. Usłyszał dodatkowo o dalekiem wyprawie. Świetnie, ucieszył się w duchu. Wreszcie będzie miał możliwość wyrobić sobie kondycję. W kociarni nie było za bardzo gdzie się rozciągnąć.
I wtedy zdał sobie sprawę z jeszcze jednej rzeczy: wychodzili z obozu! Deszczowa Łapa był nie mniej tym podekscytowany niż wtedy, gdy raz wymknął się ze Wschodem do Błyszczącyh Głazów na polowanie. Nic wtedy im się jednak nie udało złapać... Ani zostać złapanymi. Tyle dobrego. Wyciągał swoje długie łapy, starając się dorównać kotce. Z początku udawało mu się tylko dzięki swojej szybkości, potem musiał wkładać już trochę więcej samozaparcia, by utrzymać tempo.
Starał się zapamiętać, dokąd szedł, by nie zapomnieć drogi. Taka przebieżka przed treningami w przyszłości dobrze mu zrobi. Może nawet będzie pokonywał tę odległość tylko po to, by zobaczyć, jak szybko będzie potrafił przemierzyć ten dystans.
Na słowa Jastrzębiego Szponu przytaknął, jednak zaraz doszedł do wniosku, że kotka nie ma czasu się odwracać i czekać na jego reakcję.
- Dobrze - miauknął w odpowiedzi. Przyglądał się podłożu, po którym stąpał, choć teraz głównie pokryte było liśćmi. Patrzył też na korę drzew, szukając oznaczeń. Tutaj jednak ich nie odnajdował, musieli nie być jeszcze na żadnej granicy.
Wtedy jego mistrzyni zwolniła tempa. Deszczowa Łapa był jej za to wdzięczny - ciężko by mu było odpowiedzieć na jej polecenie. Pytanie z obserwacji, doskonale. Jego spacery po obozie i obecność pod Mroźną Skałą na ceremoniach przyda się.
- W klanie mamy Przywódcę, który zwołuje koty z klanu na ceremonie. Mianuje kocięta na terminatorów, a terminatorów na Wojowników. Odprawia pogrzeby. - Niebieski był na pogrzebie Wroniego Pióra. Doskonale go pamiętał. - Rozwiązuje konflikty klanowe oraz decyduje o tym, jaką klan podejmie postawę wobec drugiego klanu - Deszcz przypomniał sobie, jak Świetlikowa Gwiazda zakomunikował Klanowi Rzeki o Klanie Gromu. - Jest zastępca, który po śmierci przywódcy zostanie przywódcą. Wyznacza on, które koty pójdą patrole i na którą granicę. Ogólnie - jest jego prawą łapą i dba o to, czym już przywódca nie ma czasu się zająć. Medyk leczy koty i ma tylko jednego terminatora, który potem zostanie medykiem. - zastanowił się, czy coś jeszcze wiedział o medykach, ale niestety (albo i stety) miał mało z Łososiową Łuską do czynienia. - Są też wojownicy, którzy bronią klanu, polują i karmią najpierw kociaki, matki, starszyznę i chorych, a dopiero na samym końcu siebie. Chodzą też na patrole i szkolą terminatorów na nowych wojowników.
Deszcz nabrał powietrza i zdawało się, że skończył, on jednak tylko uzupełniał tlen w płucach. Ten teren nie był jednak najrówniejszy. - Są terminatorzy, którzy uczą się, jak być wojownikami. Są też matki, które siedzą w kociarni z kociętami, dopóki te nie będą w stanie same o siebie zadbać. Jest starszyzna, czyli koty, które już same nie dałyby sobie rady jako wojownicy. Odpoczywają i głównie opowiadają stare dzieje.
Czy Deszczowa Łapa znał jeszcze jakiekolwiek rangi klanowe? Nie przypominał sobie, by kogokolwiek poznał albo wiedział coś więcej.
Zaczął wyciągać łapy dalej, przed siebie. Zauważył, że w ten sposób się mniej męczy, a jednocześnie szybciej pokonuje dystans. Miał nadzieję, że dobrze odpowiedział. Przynajmniej z tego, co potrafił zaobserwować do tej pory.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Uważnie słuchała Deszczowej Łapy, z radością odkrywając, iż nie będzie musiała samodzielnie wałkować mu tej wiedzy. Jego słowa były zaskakująco dokładne i mądre, nie miała im nic do zarzucenia. Nie przerywała mu ani przez chwilę, pozwalając na wdechy, chwile przerwy, na przemyślenie. Dopiero na końcu zamruczała z aprobatą, na chwilę unosząc ogon wyżej. - Doskonale - pochwaliła niebieskiego ze specyficznym dla siebie, ostrym błyskiem w oliwkowych ślepiach - Dodatkowo zastępcą może zostać kot, który wytrenował przynajmniej jednego terminatora. Zastępca musi zostać wyznaczony nim księżyc dojdzie do szczytu nieba, a słowo przywódcy jest prawem - spojrzała w stronę kocura z tajemniczym wyrazem pyska - Tym samym mamy za sobą już kilka punktów kodeksu. Prawie połowę - oznajmiła spokojnie. Syn Brudnego Kamienia ledwie zaczął, a już był daleko na przedzie. Fakt, że przykładał się do nauki przez ostatnie sześć księżyców właśnie wychodził na wierzch w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Wiele kotów przeraża się faktem klanowych zasad, bo jest ich dużo, są trudne do przyswojenia, męczące, a jakże nużące! Niczym obserwowanie rosnącej trawy! Błąd. Ona sama niegdyś narzekała na teorię, lecz w rzeczywistości znaczną jej część znała od maleńkości. Kwestii "ile księżyców musi mieć kocię, by zostać terminatorem" i to samo z terminatorem na wojownika nie poruszała - sądziła, że Deszczowa Łapa wie o tym doskonale.
Tym samym doszli na Koci Grzbiet. - To jest Koci Grzbiet. Tutaj będziemy trenować, choć postaram się umilać Ci czas i zmieniać otoczenie. Wiem, że gapienie się na ten pagórek każdego dnia bywa żmudne - westchnęła lekko, zawieszając na chwilę spojrzenie na terminatorze - Zapamiętałeś drogę? - wolała się upewnić, żeby później nie mieli problemów ze spotykaniem się w tym miejscu. Nie miała zamiaru codziennie przychodzić po Deszczową Łapę. Kocur był duży, za kilka księżyców prawie dorosły - sam doskonale sobie poradzi z przemierzeniem tej odległości. Przynajmniej powinien.
Niebieski, szorstkowłosy kot; wysoki; długie łapy; szczupły z delikatnym zarysem mięśni; ogon długi i chudy; ślepia w kolorze zieleni wpadającej w niebieski. [więcej w KP]
[Deszczowa Łapa dojrzewa, a wraz z nim opis jego charakteru się zmienia; tbc]
Srocza Łapa [KG], Śnieżna Bryza [GK]
Słysząc zadowolenie swojej mistrzyni odetchnął. Jednak udało mu się jak do tej pory nie ośmieszyć. Co więcej, ośmielił się, po informacji przez nią dodanej o zastępcy, którą od razu zapamiętał, a przynajmniej powtórzył ją w głowie, by nie zapomnieć, zadać pytanie.
- Czy to prawda, że Przywódca ma wiele żyć? - zasłyszał tę plotkę, jednak nie był pewny co do jej prawdziwości. Bo niby skąd i jak przywódca miał je dostać tylko z racji tego, że był liderem klanu.
Ucieszył się, gdy usłyszał, że ze swojej wiedzy ogólnej znał już dużą część kodeksu. W takim razie nie był on aż tak bezsensowny. Jak narazie wszystko wydawało mu się w miarę klarowne. Truchtał za kotką, przyglądając się temu, jak się poruszała, po czym przyspieszył, by dorównać jej krokowi. Przed nim długa droga, by mieć kondycję Jastrzębiego Szponu.
Gdy chwilę szli w milczeniu zastanowił się, co właściwie działo się z kotami, które nie mogły zostać wojownikami, ani medykami, ani matkami, ani starszyzną. Co się robiło z takimi kotami? Już miał otworzyć pysk, by o to zapytać, kiedy kotka oświadczyła, że dotarli na miejsce. Czuł ulgę, bo z każdym krokiem miał świadomość, że jeszcze będzie musiał wrócić do obozu. Powtórzył sobie jednak, że to wszystko dla dobre jego kondycji i na początku wcale nie musi być łatwo - jak ze wspinaniem na Stary Pień.
- Na pewno tu trafię - przytaknął. - Na razie mi się tu nie znudzi, po ciągłym patrzeniu na nasz obóz obóz - odpowiedział uśmiechając się przelotnie. Może nie cały czas patrzył jedynie na obóz, jednak generalnie mówił prawdę. Inny kot mógłbby mu wyciągnąć ślepia, a on i tak wszystko by potrafił odnaleźć bez najmniejszego problemu. No, może co najwyżej poobijał.
Wyciągnął łeb do góry i nabrał głęboko powietrza najpierw w nozdrza, a potem do otwartej mordki, starając się wyczuć, co go otacza. Podobało mu się to świeże, przyjemne powietrze. Szczególnie zapach mokrej ściółki był tym, który tak mu się spodobał. Końcówka jego ogona poruszała się na prawo i lewo. Stwierdzil, że klan Rzeki posiadał przepiękny kawałek terenu.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
- Nie wiem - odpowiedziała zgodnie z prawdą - Nie ma na to dowodów. Nie widziałam, żeby Świetlik umarł i odrodził się na nowo, mój ojciec też nic na ten temat nie wspominał - mruknęła cicho z lekkim niesmakiem. Dowiedzieć się tego można na dwa sposoby, jednym byłoby zabicie Gwiazdy i baczne przyglądanie się temu, co dalej nastanie, a drugim... - Przekonasz się, kiedy sam zostaniesz Gwiazdą - uśmiechnęła się do niego lekko, wiedząc, że wiele kotów chciałoby niegdyś zasiąść na Mroźnej Skale. Ona sama nigdy nie miała takich ambicji. Nie uważała się za kota dobrego do przewodzenia masie, do podejmowania ważnych decyzji, do kształtowania całego organizmu. Na to miejsce zasługiwali tylko nieliczni. Sądziła, że Ciemniejące Niebo świetnie pasowałby na takowym stołku, a Deszcz wydawał się być równie przyszłościowy i odpowiedzialny. Deszczowa Gwiazda. Interesujące. Ciekawe, czy niegdyś ta myśl się ziści. - Tak czy owak, chodźmy dalej. Dzisiaj nie zagrzejemy tu miejsca - zarządziła, kierując się w stronę wschodniej granicy z ziemiami niczyimi. Podróż ta najdłuższa nie była, bowiem Szare Brzozy widać było z oddali. Szła jednakże krokiem umiarkowanie szybkim, by syn Zroszonego Listka nie musiał się zanadto męczyć. Mieli caluteńki dzień na podróż, a wolne tempo mogą co najwyżej przypłacić mokrym futrem, jeśli ciemne chmury zbliżą się zanadto. Dotarli do granicznego pasma nim w ogóle zdążyła to zarejestrować. Przystanęła przed brzozami i spojrzała na Deszcza. - Co czujesz? - rzecz jasna miała na myśli zapachy. Nieopodal znajdowała się Grzmiąca Ścieżka, której swąd do najprzyjemniejszych nie należał, ale był zarazem bardzo charakterystyczny i często charakteryzował więcej rzeczy i istot, niż przeciętnemu kotu mogłoby się wydawać.
Niebieski, szorstkowłosy kot; wysoki; długie łapy; szczupły z delikatnym zarysem mięśni; ogon długi i chudy; ślepia w kolorze zieleni wpadającej w niebieski. [więcej w KP]
[Deszczowa Łapa dojrzewa, a wraz z nim opis jego charakteru się zmienia; tbc]
Srocza Łapa [KG], Śnieżna Bryza [GK]
Słowa Jastrzębiego Szpona sprawiły, że kot aż poruszył czubkiem ogona szybciej, niż ostatnio. Plotki bywały zdradliwe i kocur nie za mocno był przekonany, czy życzy Świetlikowej Gwieździe sprawdzenia tej informacji. A może już to zrobił? Będzie musiał o to go kiedyś mimochodem zapytać. Deszcz jednak wątpił, by Ciemniejące Niebo o czymś nie wiedział albo zataiłby przed szarą kotką. Z zamyślenia wyrwało go "zostaniesz Gwiazdą" wypowiedziane przez Jastrzębi Szpon. Spojrzał na nią i odwzajemnił uśmiech, który zdecydowanie zdradził jego myśli o objęciu kiedyś tego miejsca. Gorzej, jeśli te 9 żyć to prawda i będę umierał raz za razem z rozprutym brzuchem, zażartował sam do siebie. Nie miał zamiaru kiedykolwiek dać się komuś dobrać do swojego brzucha. Ale i kto takie rzeczy planował?
- Jak już zostanę Gwazda i to będzie prawda, to ci na pewno powiem - przyjął żartobliwy ton, jednak w duchu obiecał sobie, że jeśli wiele żyć jest prawdziwą informacją to zużyje je na spokojną starość.
Ruszył dalej, w ślad za kotką. Łapy go jeszcze nie bolały, co wziął za dobry znak. Czuł tylko, że serce bije mu szybciej, mistrzyni jednak nie nadawała zbyt rygorystycznego tempa. Podobał mu się ten trening. Zdecydowanie spacery i przebieżki leżały w jego naturze. Wiedział też, że Jastrzębi Szpon utrzymuje takie tempo specjalnie dla niego. Dotarli do brzóz. Deszczowa Łapa wciąż zapamiętywał najważniejsze punkty w krajobrazie, by nigdy nie pomylić drogi. Albo skończyć jak Zachodząca Łapa, powtórzył w myślach. Ciekawe, czy Jastrzębi Szpon wiedziała więcej na temat obrony Rzecznej kotki przed Gromowcami, niż ujawniała.
Przystanął w tym samym momencie, co jego mistrzyni, uważnie stawiając łapy, by nie przekroczyć żadnej linii. Był cichym kompanem, zatopiony w rozmyśleniach. Na pytanie kotki otworzył pysk i skupił się na zapachach. Opisać zapach pory opadających liści.
- Korę, liście, ziemię - te wydawały mu się oczywiste, skupił się, lecz jeden dominujący zapach mu w tym przeszkadzał. Próbował dalej - Zapach Rzecznych... - wydawał się rozmyty przy tym, co czuł. Skrzywił się w końcu. - I coś, co bardzo drapie w gardło - odpowiedział, po czym odkaszlnął. - Pachnie... nienajlepiej - podsumował to najgrzeczniej jak umiał. Okropne.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Deszczowa Łapa z pewnością nie będzie musiał sprawdzać działania żyć na samym sobie - już po spotkaniu z gwiezdnymi będzie wiedział na czym stoi i z pewnością rozwieje to jego wszelkie wątpliwości co do trupków w chmurach.
Czekała, aż syn Zroszonego Listka dokładnie wyselekcjonuje odpowiednie zapachy i poda jej swoje przemyślenia, by dopiero wtedy opowiedzieć mu o tym miejscu. - To Grzmiąca Ścieżka. Długa droga z czarnego kamienia, który często jest ciepły, nieco lepki i obrzydliwie cuchnący. Biegają po niej potwory dwunogów, które smrodem nie są gorsze, głośno ryczą, a ich oczy świecą się niczym słońce. Wiele zwierząt ginie pod ciężarem ich okrągłych łap, dlatego też wystrzegaj się tego miejsca. Podobno potwory nie schodzą na trawiastą ziemię, lecz takim lepiej nie ufać - sama również bardziej zawęszyła w powietrzu, a jej futro lekko się uniosło. Wyłapała bowiem kolejny zapach, nieco metaliczny, trochę odległy, bardzo zmieszany z przytłaczającym swądem asfaltu - Wyczuwam coś martwego - czarne źrenice zwęziły się do cienkich kreseczek, a powieki przymrużyły - Idźmy dalej, przekażemy najbliższemu patrolowi, by to sprawdził - wolała nie sprawdzać tego samodzielnie z Deszczową Łapą. Nie wiedziała, co mogą tam zastać, a wolała nie narażać swojego terminatora na nagłe niebezpieczeństwo. To nie było w planach.
Ruszyła na południe, gdzie przechodzili przez kretowisko. - Te ziemiste kopce należą do kretów. Jest ich tu mnóstwo, ale rzadko wychodzą na powierzchnię. Podczas Pory Opadających Liści i Nagich Drzew raczej ich nie zobaczysz, gdyż schodzą jeszcze głębiej pod ziemię - wzruszyła barkami, uważnie przyglądając się temu, co jest przed nimi - Zbliżamy się do rzeki.
Niebieski, szorstkowłosy kot; wysoki; długie łapy; szczupły z delikatnym zarysem mięśni; ogon długi i chudy; ślepia w kolorze zieleni wpadającej w niebieski. [więcej w KP]
[Deszczowa Łapa dojrzewa, a wraz z nim opis jego charakteru się zmienia; tbc]
Srocza Łapa [KG], Śnieżna Bryza [GK]
Spoglądał na Jastrzębi Szpon, sprawdzając, czy jej ten zapach w takim samym stopniu przeszkadza co jemu, jednak nie spostrzegł by jakoś specjalne wrażenie zrobił on na niej. Jemu wydawał się bardzo dokuczliwy.
Grzmiąca Ścieżka. Nic dziwnego, że stała się granicą. Nikt o zdrowych zmysłach i bez wielkiego przymusu nie postawiłby łapy na powierzchni tego czarnego, bardzo brzydko pachnącego nawet w tej odległości kamienia. Wyobraził sobie ogromne potwory, które przypominały bardziej lisy ze świecącymi ślepiami. Lisy były najniebezpieczniejszymi zwierzętami w lesie, jakie mógł na ten moment sobie wyobrazić. W jego łbie brzmiało to wystarczająco wiarygodnie... Tylko dlaczego dwunogi miałyby trzymać takie właśnie liso-potwory. Deszczowa Łapa szybko zdecydował, że w jego prywatnym rankingu dwunogi właśnie wskoczyły na listę najbardziej niebezpiecznych. Odetchnął z uglą, że potwory nie wybierają się nigdzie poza czarną ścieżkę. Może taka była ich kara za zabijanie wszystkiego, co wejdzie im pod okrągłe łapy?
Uwagę niebieskiego przykuło, że mistrzyni wyczuła coś więcej. Martwe? I na tyle ważne, by informować o tym patrol? Miał ochotę zaprotesować, jednak kotka nie dała mu na to szans. Postanowił, że może uda mu się wkręcić w patrol, który będzie szedł w tę stronę. Nie chciał dowiadywać się z drugiej ręki o informacjach.
Ruszył za Jastrzębim Szponem, z uglą stwierdzając, że oddalają się od nieprzyjemnie pachnącego miejsca. Kopce wyglądały... Dziwnie.
- Polujemy na krety? - dopytał dla pewności. Nie miał pojęcia, jak mieli wyciągać z nor krety, a nie za mocno uśmiechało mu się wykopywanie dołów w poszukaniu... Właśnie. Nie wiedział nawet, jak wyglądają. - Prawdę mówiąc, nigdy nie widziałem kreta na stosie świeżej zwierzyny, więc pewnie nie - odpowiedział sobie na głos szybciej, niż zdążył siebie przed tym powstrzymać. Postanowił zamaskować konwersację z samym sobą. - Nauczysz mnie kiedyś łowić ryby? - powiedział, nie kryjąc powracającego podekscytowania. Nie wiedział zupełnie nic o takich polowaniach.
/ Pospieszyła się, no, ale trudno :D. Miała zgodę od Świetlika.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
Och, przez pierwszych kilka razy również krzywiła się na kwaśno-gorzki zapach Grzmiącej Ścieżki, podobne jak na zapach Klanu Gromu i Klanu Wichru, a także woń borsuków i lisów. Krzywiła się na wszystko, co nie było Rzeką, teraz jednakże dorosła na tyle, by nie stroić tego typu dąsów.
Spojrzała na kocura, kiedy zadał pytanie. -... - już otworzyła pysk, by odpowiedzieć, lecz ten ją ubiegł. Jak widać potrafił sam sobie rozwiać wątpliwości. Pokiwała głową potakująco. - Otóż to. Zapolować na nie można przy okazji, kiedy akurat widzisz, że taki osobnik wyszedł na powierzchnię. Są ślepe, lecz mają dobry węch. W innym przypadku nie ma sensu marnować na nie czasu - a czarni, ogrodowi kopacze musieli mieć naprawdę dobry powód, aby opuścić swoje bezpieczne schronienie. Nie działo się to za często, dlatego też za często te zwierzęta nie leżały na stosie - Nauczę. Jako przykładny kot z Klanu Rzeki musisz wiedzieć jak łowić ryby i jak pływać - problem w tym, że dni były mroźne, tak samo jak i woda. O ile połów ryb mogli przerobić bez konsekwencji, tak była średnio przekonana co do całkowitego zanurzania się w wodzie. Będą musieli zaczekać. Decyzję z pewnością pozostawi Deszczowej Łapie, kiedy nadejdzie w miarę odpowiedni dzień.
Skinęła głową i poprowadziła syna Zroszonego Listka dalej, by po chwili dotrzeć do rzeki, której nurt w tym miejscu był wyjątkowo spokojny. Nie spieszyła się, pozwalając Deszczowi napawać się tą chwilą. Sama była zachwycona podczas pierwszego zetknięcia z rzeką i własnym odbiciem w jej tafli. Być może każdy tak ma, a być może to tylko ona wykazywała aż takie zafascynowanie. Podeszła do wody i zaspokoiła pragnienie, by dalej wyselekcjonować najpłytszy odcinek, którym przeprawią się na drugą stronę. Zaczekała na gotowość kocura i majtnęła ogonem, wskazując kierunek. Powoli weszła do wody, marszcząc nos i obnażając górne kły, kiedy mroźna ciecz otoczyła łapy. Grunt, że nie muszą płynąć. Gdy byli na drugim brzegu otrzepała kończyny i zerknęła na terminatora. - Niedługo dotrzemy do granicy z Klanem Wichru. Znasz imiona ich... ważnych kotów?
Niebieski, szorstkowłosy kot; wysoki; długie łapy; szczupły z delikatnym zarysem mięśni; ogon długi i chudy; ślepia w kolorze zieleni wpadającej w niebieski. [więcej w KP]
[Deszczowa Łapa dojrzewa, a wraz z nim opis jego charakteru się zmienia; tbc]
Srocza Łapa [KG], Śnieżna Bryza [GK]
Ucieszył się, że nauczy się zarówno pływać, jak i łowić ryby. Poczuł, że jeśli nabędzie te dwie umiejętności, to będzie mógł siebie nazwać klanowiczem Rzeki. Uśmiechnął się, nie kryjąc się ze swoim szczęściem. Możliwe, że wyrwał mu się nawet zadowolony pomruk.
Dotarli, zgodnie z obietnicą Jastrzębiego Szpona, do rzeki. A więc to było to miejsce, gdzie niebo spadało na ziemię. Z bliska było o wiele piękniejsze, niż gdy pierwszy raz wypatrywali go ze Starego Pnia ze Wschodem. Możliwe, że wtedy nawet mogli widzieć tylko jakąś podłuższą kałużę. Deszczowa Łapa stał i patrzył na wodę, która przemykała w nieznanym mu kierunku.
- Dokąd płynie ta woda? - zapytał, spoglądając na fale utworzone na jej powierzchni.
Widział głazy, które leżały na dnie, porośnięte czymś zielonym. Będzie musiał się kiedyś dowiedzieć, co to jest. Może sprawdzę to razem ze Wschodem i Śnieżką? Widział też bardzo małe rybki, których boki połyskiwały w promieniach słońca. Podszedł bliżej, uważając jednak, by się nie ześliznąć. Czuł na grzbiecie mrowienie, które przestrzegało go przed kąpielą. Nie umiał pływać, więc nie będzie się zanurzał. Nie miał rybiego móżdżku.
Mistrzyni wybrała miejsce, w którym weszła do wody, kierując się w stronę drugiego brzegu. Deszczowa Łapa, nie zastanawiając się zupełnie nad tym, że rzeka może być inna w dotyku, niż zwykłe kałuże w obozowisku, wtruchtał do niej za Jastrzębim Szponem. I wtedy do niego dotarło jaka naprawdę była woda, przynajmniej pod względem temperatury. Pisnął cicho z zaskoczenia. ZIMNO. Nigdy nie czuł czegoś tak lodowatego. Jeśli tak wyglądała pora nagich drzew... Dopiero kiedy nadejdzie, kocur zrozumie czym jest przejmujący chłód, polowanie w śniegu, przemoczone futro, wiatr i głód. Rzeka dała mu przedsmak tego, co go czeka. Zaskoczenie sprawiło, że terminator wystrzelił do przodu i minął kotkę, by tylko dostać się na ląd. Wszystko, byleby nie stać w TYM. Na brzegu nie było lepiej, ale i nie było już więcej wody.
Podniósł łeb i wtedy zorientował się, co zrobił. Spojrza na Jastrzębi Szpon, po czym uśmiechnął się krzywo z zawstydzenia. Pięknie. Ponownie opuścił wzrok na swoje łapy. Postanowił tak tego nie zostawiać. Podszedł do rzeki, po czym powoli pochylił się, by przemóc się i ponownie z nią zetknąć pod pretekstem ugaszenia pragnienia. Spojrzał na taflę wody, stojąc bezpośrednio nad nią i aż jego ślepia się powiększyły. Rzeka ponownie go zaskoczyła. Widział w dole młodego kota o niezbyt ostrych rysach, zapewne przez falującą wodę. Poruszył łbem, a następnie wyciągnął go trochę bliżej, by zanurzyć język. Kot, które widział w wodzie zrobił to samo. To ja, stwierdził zaskoczony. W kałużach widział czubki swoich uszu, które były tego samego koloru, co reszta jego ciała - a przynajmniej ta, którą widział, gdy siebie czyścił. Zapomniał już o tym, jak zimna była ciecz, tak był zadziwiony długością swoich wąsów, kolorem ślepi i całokształtem, na jaki się składały. Kot nie był przekonany, że to co widzi jest ładne. Przypominał trochę ojca Jastrzębiego Szponu, tylko bez białych łat. No i szczuplejszy.
Oderwał się od wody, zlizując ostatnie krople z wąsów, po czym wrócił do swojej mistrzyni. Nie do końca był pewny, czy nadal chciał patrzyć w oczy wodnego kocura. Kolejny raz miał zamiar przejrzeć się w ten sposób, gdy już zostanie wojownikiem. Wtedy będzie mógł siebie ocenić. Stanął przy kotce, mając nadzieję, że nie będzie śmiała się z jego zderzeniem z zimną rzeczywistością.
Klan Wichru! Przystanął, by spróbować ich zapachy, ale chłód w łapach wciąż nie dawał mu spokoju. Na pytanie kotki potrząsnął przecząco łbem.
- Niestety nie - przyznał. - Wiem, po ostatniej ceremonii, że Klan Gromu ma przywódcę Trzmielą Gwiazdę i zastępcę Puszczykowego Ogona. Naszym przywódcą jest Świetlikowa Gwiazda, medykiem Łososiowa Łuska, a zastępczynią czarna kotka - której imienia nie znam, bo z jakiegoś powodu nikt nigdy przy nim nie zwrócił sie po imieniu do tejże kotki. - O Klanie Cienia też niewiele wiem.
O no proszę, Deszczowa Łapa nie znał się zupełnie na polityce zagranicznej klanu Rzeki. Postawił uszy, ciekawy, czy oprócz imion dowie się czegoś więcej o tych kotach. Chciał jak najlepiej znać swoich, być może przyszłych, wrogów.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
- Do ujścia - spojrzała na Deszczyka w sposób dumny i odrobinę patetyczny - Rzeka to potężny twór - Nie bez powodu jesteśmy Klanem jej poświęconym. Córka Ciemniejącego Nieba przez księżyce swojego życia usłyszała od starszyzny różne opowieści o rzece, które ostatecznie łączyły się w interesującą całość - Wypływa z wielkich skał, sięgających chmur, a nawet ponad nie. Spływa z kamiennych ścian wartkimi strumieniami, wzbiera na sile, by przekształcić się w rwące potoki. Ma swoje koryto, lecz potrafi wyrzeźbić kolejne, by spaść ze szczytów pod postacią olbrzymich wodospadów. Towarzyszy temu głośny szum, a czasami nawet ryk - nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Szumiąca woda była dość logicznym zjawiskiem, lecz rycząca? - później ten mały, górski strumyczek zamienia się w wielką rzekę, która wpada do innych rzek, przepływa przez jeziora i ostatecznie wpływa do Wielkiej Słonej Wody, by usnąć w jej głębinach - ot, taka tam historyja. Brzmiała całkiem interesująco w jej mniemaniu i niektórym mogła nawet zaimponować.
Tak czy owak o tej porze roku ta wspaniała rzeka potrafiła dać w kość nawet kotom, mieszkającym tuż przy niej. Deszczowi chyba nie spodobała się temperatura, a jego szybki przelot wzburzył wodę, której ciężkie krople wylądowały na Jastrzębiej. Wciągnęła głośno powietrze do płuc, zaskoczona tym, co się właśnie stało. - H-hej - mruknęła, łypiąc ślepiami na niebieską sylwetkę, która praktycznie była już na lądzie - Prędzej czy później będziesz musiał w tym pływać - uśmiechnęła się lekko, zadziornie, wyobrażając już sobie tę sytuację. Z pewnością nie spodoba się to synowi Zroszonego Listka, lecz nie będzie w tym sam - w końcu ona także będzie musiała wejść do tej piekielnie zimnej wody i pokazać mu, jak to się robi.
Dokładnie otrzepała łapy na brzegu i usiadła na chwilę, otulając je ogonem, by mogły się odrobinę ogrzać. - Naszą zastępczynią jest niebieska kotka imieniem Czerwony Mak - poprawiła terminatora, choć wcale nie dziwiła mu się tej pomyłki. Czerwia była rzadko widywana i w pewnym sensie można by uznać, że unika publicznego pokazywania się. - Koty z Klanu Wichru należą do najwyższych w całym lesie. Większość ma długie łapy i szczupłe ciała, dzięki czemu mogą polować na zające bez większych problemów. Żyją na otwartych przestrzeniach, okropieństwo - wiatr, który przelatywał między wichrowymi uszami musiał być nie do zniesienia, zwłaszcza w momencie, kiedy wokół panował skwierczący ziąb - Ich przywódczynią jest Malinowa Gwiazda, zastępcą Sokoli Cień, a medykiem... medyka nie mają. Lśniąca Sadzawka jest terminatorem medyka i dopiero przyucza się do tej rangi.
Niebieski, szorstkowłosy kot; wysoki; długie łapy; szczupły z delikatnym zarysem mięśni; ogon długi i chudy; ślepia w kolorze zieleni wpadającej w niebieski. [więcej w KP]
[Deszczowa Łapa dojrzewa, a wraz z nim opis jego charakteru się zmienia; tbc]
Srocza Łapa [KG], Śnieżna Bryza [GK]
Opowieść o rzece zafascynowała Deszczową Łapę. Rzeka wydawała się o wiele potężniejsza niż taki cień, czy wiatr. Była nieobliczalna, dzika, skuteczna, a jednocześnie potrafiła zmienić się w spokojną, kojącą i gaszącą pragnienie. Niebieski kot chciał zobaczyć, jak wyglądają dalsze odcinki rzeki, o których opowiadała Jastrzębi Szpon. Usłyszeć, jak pomrukuje i ryczy. Zobaczyć skały, które przecięła, by utorować sobie drogę. To wszystko brzmiało wspaniale, magicznie. Nie wiedział, czym jest Wielka Słona Woda, ale jeśli rzeka do niej zmierzała, to też musiała być imponująca. Kiedyś będzie musiał się wybrać, by to wszystko sprawdzić - nawet, jeśli będzie to wtedy, gdy będzie już miał 100 księżyców i zdecydowanie mniej sił.
Ta opowieść jednak nie sprawiła, że Deszcz przemyślał jaka naprawdę jest rzeka i nie powstrzymała go przed wparadowaniem do wody bez zastanowienia, tylko po to, by zaraz pognać do brzegu i w konsekwencji ochlapać Jastrzębi Szpon. Usłyszał jej głos i groźbę o pływaniu. Spojrzał na nią trochę spode łba.
- Mam nadzieję, że później - wymamrotał już bardziej do siebie. - Rzeki są niemożliwie zimne. - Zdecydowanie nie miał ochoty na kąpiel w czymś tak okropnie zimnym. Nikt go nie przekona, że po jakimś czasie można się do tego przyzwyczaić.
Dyskretnie podejrzał, jak jego mistrzyni otula łapy ogonem. Usiadł więc i zrobił to samo. Było o wiele lepiej, ale wciąż uważał, że ma za krótki ogon. Najlepiej okręciłby się nim ze trzy razy, zasłaniając całe łapy. Nie wiadomo dlaczego, przypomniał sobie o przywódcy jego klanu. Świetlikowa Gwiazda na pewno nie wchodził do rzeki. On już w ogóle nie miał czym ogrzać sobie łap.
Kotka zaczęła mówić, więc Deszczowa Łapa podniósł pyszczek i zwrócił ku niej uważnie słuchając. Czarny Mak jest niebieska? Deszcz przymrużył jedno oko, starając się to sobie przypomnieć. Dziwnie pada światło na Mroźną Skałę, skoro nie potrafił odróżnić tego koloru od czarnego. No i niezbyt często widywał kotkę - tak postanowił przed sobą usprawiedliwić swoją niewiedzę. Czerwony Mak. Kiedyś Czerwona Gwiazda, jeśli dożyje, a nic nie wskazywało na to, by coś miało się jej stać. To będzie ciekawe. Głównie dlatego, że zupełnie jej nie znał.
- Zastępcy nie powinni być bardziej... zaangażowani? - zapytał ostrożnie. - Niezbyt często widywałem do tej pory Czerwony Mak.
Chyba, że wciąż polowała i patrolowała tereny, przygotowując się do pory nagich drzew? To też było możliwe, choć Deszczowej Łapie taka odpowiedź nie za mocno odpowiadała. Skąd wtedy zastępca miał wiedzieć, co się dzieje w klanie i w razie śmierci Przywódcy objąć jego stanowisko?
Dodatkowo, opis kotów z Klanu Wiatru zaniepokoił Niebieskiego. On sam był już dosyć wysoki, jak na swój wiek. Tak samo Wschodząca Gwiazda. Zastanowił się przez chwilę, czy Brudny Kamień nie miał kociąt tak naprawdę z jakąś Wietrzną kotką, a następnie umówił się ze Zroszonym Listkiem, by udawała, że to jej kocięta. Odrzucił jednak tą myśl. Wschód i tak wystarczająco nie lubił rodziców. Podanie mu jeszcze jednego, nawet nie uzasadnionego powodu, dla którego mógłby ich nie znosić było zupełnie nie po myśli Deszcza. Skierował myśli ponownie na omawiany temat. Koty z Klanu Wichru musiały być bardzo szybkie, ale zapewne niewielkiej wagi. To także nie była dobra informacja. Sam nie wygrywał konkursu na najcięższego kota w klanie. Był jednak bardzo szybki. Wierzył, że za nimi by nadążył. Musi tylko więcej poćwiczyć, szczególnie bieganie od obozowiska do Kociego Grzbietu.
Niebieski kot przysłuchiwał się temu, co mówi Jastrzębi Szpon.
- Jeśli nie mają medyka, to od kogo uczy się Lśniąca Sadzawka? - dopytał zaciekawiony. - I kto decyduje o tym, który kot zostanie medykiem? Też przywódca? - nie widział nigdy takiego mianowania, dlatego wolał się upewnić.
Co i raz końcówka jego ogona poruszała się, odkrywając odrobinę łapy, by zaraz zakryć je na nowo.
Rozejrzał się jeszcze raz, dłużej zawieszając oczy na rzece i lasem ciągnącym się za nią. Nie wyobrażał sobie już teraz życia bez wody, bez drzew. Było tutaj przepięknie.
Przeżute długą podróżą ciało porzuciło nadmiar tkanki tłuszczowej, pozostałej po ciąży i porodzie. Ostre, kanciaste kontury ciała ciasno otulają dobrze rozwinięte mięśnie, pracujące ostatnimi czasy ciężej, niż zazwyczaj. Jastrzębica stąpa twardo na niezwykle długich, skocznych łapach, utrzymując lepszą równowagę dzięki biczowatemu ogonowi. Ma szeroki kark, jak na kocicę, a także masywny łeb, który optycznie wyszczuplają długie, spiczaste uszy. Szorstkie, nieprzyjemne w dotyku futro jest jednolicie niebieskie, blaknąc jedynie na brzuchu, piersi, pysku i wewnętrznej stronie łap, gdzie przybiera pszenny odcień. Gdzieniegdzie, w szczególności na bokach i grzbiecie, widać ubytki w krótkiej sierści. (KP)
Pewna siebie i swoich racji, Jastrzębica jest uosobieniem upartości i gorliwości. Zawsze twardo stawia na swoim, nie daje sobie w kaszę dmuchać i przed byle kim karku nie ugina, chyba że zmuszona do tego zostanie po wypluciu ostatniego tchnienia. Burkliwa i często nieprzyjemna w obyciu; za najważniejsze i wzorcowe cechy u kotów uważa siłę, nieugiętość i przede wszystkim lojalność wobec klanu. Nie toleruje nieposłuszeństwa i wszelkie objawy słabości gotowa jest wytępić przy użyciu siły, jeśli słowa nie podołają. Jej kanciasty zad stwardniał, dosłownie i w przenośni. Pobyt na osiedlu umocnił w niej przekonanie, że w lesie i jego okolicach nie ma miejsca na użalanie się nad sobą i popełnianie błędów. (KP)
/Piszę na szybko, więc post okrojony i trochę chaotyczny.
- Może i powinni - spojrzała na kocura, wzdychając ciężko - Ale zastępcy są jedynie cieniem przywódców. Organizują patrole, czasaaami doglądają treningów. Nic więcej - są tylko i wyłącznie po to by ładnie pachnieć i dobrze wyglądać na ceremoniach. Nic dodać, nic ująć. Dopóki patrole odbywały się regularnie i bez żadnych większych przestojów, stos zwierzyny nie świecił pustkami, a treningi jako tako brnęły do przodu - Czerwonemu Makowi nie można było nic zarzucić. - Lśniąca Sadzawka była terminatorem Szałwiowego Dymu, medyka Klanu Wichru, który chyba zaginął - chyba. Nie wiedziała, co się wydarzyło wśród ważnych osobistości za granicą i szczerze powiedziawszy miała to głęboko pod ogonem zainteresowań. Liczył się tylko obecny stan obsady - Zapewne zdążyła się od niego nauczyć tego i owego, a teraz... cóż. Albo trenuje ją medyk z innego klanu, albo eksperymentuje z ziołami na własnych klanowiczach - parsknęła z lekkim rozbawieniem, wyobrażając sobie te nienaturalnie groźne testy jagód śmierci i innych, rozmaitych trucizn oraz kolorowych grzybków. Wichrzacy niewątpliwie chodzili z głową w chmurach. - Medykiem zostaje terminator medyka, a jeśli taki nie istnieje... no, podobno Gwiezdny Klan nawiedza przywódcę we śnie i ogłasza swoją wolę - ostatnie słowa powiedziała z sarkastycznym akcentem, kręcąc głową na boki, po czym zniżyła łeb i szepnęła nad uchem Deszcza - Innymi słowy przywódca - ot, filozofia.
Ruszyła dalej, wzdłuż granicy z Klanem Wichru, dopóki nie dotarli do Zielonego Pagórka, z którego rozciągał się widok na Cztery Dęby. Skinęła głową kocurowi, opuszczając tym samym terytorium Klanu Rzeki. Teraz znajdowali się na ziemi niczyjej i wspólnej zarazem.