Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Noc po ceremonii miał niespokojną i z nerwów spędził ją w legowisku starszyzny, przy boku matki, pilnując, czy wciąż oddycha. Czuł, jak słabnie, jak opada z sił, jak coraz mniej mówi i je… ale jej serce wciąż biło, a Zając przy niej był i czuwał, upewniał się, że niczego jej nie brakuje, że jest jej wygodnie, ciepło, ma co pić i tak dalej. W tym wszystkim nie miał za bardzo okazji przemyśleć bardziej koncepcji na trening Białej Łapy i zdecydował się po prostu pójść trochę na żywioł – zobaczyć, na co Biała Łapa będzie miała w ogóle ochotę, od czego będzie chciała zacząć, i tak dalej.
Więc zgodnie z zapowiedzią, Zajęczy Sus czekał na Białą Łapę z samego świtu przy wyjściu z obozu. Zjadł wcześniej niewielkiego gryzonia, a pomimo ciężkiej nocy, podczas której niewiele spał, starał się wyglądać na jak najbardziej przytomnego i skupionego.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Tik, tak
Za to Pijawka, po ceremonii czuła się... Dziwnie. Tak dziwnie, że zamiast iść do nowego legowiska, poszła do mamy, gdzie zazwyczaj spała. W sumie to miała nadzieję, że mamie to jakoś nie będzie przeszkadzało, że sobie tam prześpi noc... W końcu przy jej boku czuła się bezpiecznie. W legowisku terminatorów co prawda był Kijanka i Raczek oraz reszta rodzeństwa, ale to nie to samo. Teraz każdy mail swojego legowisko a ona tak nie chciała. Co złego było w tym, że spali wszyscy razem, jako kociaki a teraz nie mogli. Jakby robiono im na złość... Klik, klak
Kotka rano wyszła ostrożnie na dwór, rozglądając się uważnie dookoła. To miał być jej pierwszy dzień treningu. Przełknęła ślinę. Zapomniała, że teraz nazywa się Biała Łapa. Już nie jest kociakiem i nie ma na imię Pijawka. Stawiając łapę za łapą, powoli i ostrożnie zaczęła zbliżać się do nowego mentora, którego spostrzegła z daleka. Nie był w sumie największym, jakiego znała, można by rzec, że był stosunkowo niski. Śnieżnobiała jednak dalej czuła się nieco niepewnie. Gdy wreszcie udało jej się jakoś dojść do Zająca, bez napadów nagłej paniki, kiwnęła mu głową na przywitanie. - Dzień...dobry - odparła po chwili cicho, spoglądając na burego swoimi żółtymi oczkami.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Wojownik nie czekał specjalnie długo na swoją terminatorkę. Nie był zresztą pod tym względem specjalnie rygorystyczny: w końcu koty nie miały zegarków i nie miały możliwości precyzyjnego odmierzania czasu, także dopóki nie czekał jakoś bardzo długo na ucznia, to było w porządku. Obserwował ją nieco apatycznie, gdy powoli i ostrożnie stawiała kolejne kroki, by się do niego zbliżyć, nie zamierzając jej popędzać. W końcu każdy powinien robić wszystko w swoim tempie, szczególnie, dopóki czegoś się nie nauczy, a to był jednak pierwszy dzień treningu, więc Biała Łapa mogła się czuć nieco niepewnie, co w pełni zresztą by zrozumiał.
– Dzień dobry, Biała Łapo – przywitał się uprzejmie z córką Maliny, zmuszając się do lekkiego uśmiechu, jednak nie objął on jego zatroskanych ślepi. – Jesteś gotowa do wyjścia poza obóz? – upewnił się, nim się podniósł i postąpił chociaż jeden krok poza Kolczasty Łuk. Mimo wszystko kotka nie wyglądała na szczególnie pewną siebie i entuzjastyczną, więc chciał być pewien, że chce dzisiaj wyjść. Równie dobrze mogli zacząć te treningi w obozie, chociaż wtedy by musieli poświęcać czas teorii, a on jednak zazwyczaj wolał zaczynać od tych praktycznych zagadnień.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Bum, bum
Przywitał się... Słysząc głos swojego mentora, nieco zadrżała. Następnie skierowała złote tęczówki ku synowi Twardej Gwiazdy. Zaraz potem machnęła delikatnie ogonem. Nie wiedziała w sumie, co będą robić. Nawet się nad tym nie zastanawiała, bo cały czas przejmowała się swoim mianowaniem, tym, że zostają w pewien sposób rozdzieleni z rodzeństwem. Przełknęła powoli gulę w gardle, która przeszkadzała jej nieco w mówieniu, a raczej wyduszeniu z siebie jakiegokolwiek słowa. Więcej niż dzień dobry, nie wiedziała, czy z siebie dzisiaj wydusi. Ram, tam
Spojrzała na wyjście z obozu. Miała tam... Iść? Serce Pijawki zabiło szybciej. Nigdy nie była poza obozem i bała się tam iść. Wolała teraz siedzieć przy mamie, wtulona w jej śnieżnobiałe futerko. Zaraz potem ponownie spojrzała na Zająca. Nie chciała go w jakikolwiek sposób zawodzić, ani tym bardziej smucić jeszcze bardziej, gdyż już teraz wyglądał jakby był jakiś taki... przygaszony. Kiwnęła więc niepewnie głową, spoglądając ponownie na Kolczasty Łuk. Czas ruszać...
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Jego słaby nastrój nie miał najmniejszego związku z Białą Łapą i chciał jak najbardziej to ukryć, ale… cóż, szło mu raczej miernie, nawet jeżeli się starał. Wiedział jednak, że powinien poprowadzić trening najlepiej, jak tylko był w stanie, dlatego wziął głęboki oddech, kiwnął lekko głową, po czym ruszył w stronę Wyjących Wzgórz, z którymi winien zapoznać terminatorkę na samym początku, bo to tam miały się w większości odbywać ich spotkania. Na resztę terenów i granice jeszcze przyjdzie czas – może nawet dzisiaj, zależy, co będą w ogóle robić.
– Miałaś może nauki, Biała Łapo? – spytał po chwili milczenia, która w jego ocenie nieco za bardzo się przeciągnęła, ale musiał zebrać myśli i pomysły na dzisiejszy dzień. – Co już wiesz na temat życia w klanie oraz tego, co jest poza naszym klanem? – dodał jeszcze. W zasadzie to była ważniejsza kwestia niż to, czy ktoś jej „oficjalnie” prowadził nauki.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Trach, trach
Kotka chwilę wzbraniała się przed wyjściem. Stała tak jak słup soli, przed Kolczastym Łukiem, bojąc się postawić jakikolwiek krok w przód. A co jeśli, czekało na nią tam coś strasznego? Ten cały... lis o którym mówił jej Kijanka? Przełknęła ślinę. Nie wiedziała co ma zrobić. Powiedziała mentorowi, że jest gotowa jednakże jej psychika, nie pozwalała wykonać białej żadnego kroku bliżej. Musiała się jednak przełamać. Tak więc poczekała, poczekała, aż Zając wyjdzie z obozu pierwszy. Gdy tak się stało, ruszyła jak strzała w jego stronę, przywierając do boku burego kocura. Zupełnie jakby jej pierwsze imię, Pijawka, miało dosłowne znaczenie. Ciach, ciach
Biała szła przy jego boku. Wiedziała, że jest widoczna, jednakże czuła się bezpieczniej...trochę bezpieczniej. Na pytanie o naukach kiwnęła głową twierdząco - Z... Gołąbkiem - dodała po chwili ciszy, nim nie zostało jej zadane ponownie pytanie. Nie lubiła zbytnio mówić, więc czemu musiała to robić? No nic, przecież nie zostawia się pytania bez odpowiedzi, prawda? - Lisy.... są... poza naszym... klanem - powiedziała drżąc na całym ciele. Przełknęła ponownie ślinę, aby zmusić się do ponownego mówienie - Jest... liderka mamusia... zastępca wujek i... medyczka oraz... wojownicy...terminatorzy... matki... kociaki... - powiedziała po chwili, równie cicho co poprzednim razem.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Nie wyrwał za mocno do przodu, wręcz przeciwnie: obejrzał się, by upewnić się, że kotka za nim podąża, i w razie konieczności poczekał, gdy go doganiała. Wyglądała dość… niepewnie, trochę tak, jakby wcale nie czuła się aż tak gotowa na wyjście z obozu, jak twierdziła, ale jednak parła dzielnie do przodu i nie przeszkadzało mu, że praktycznie się przykleiła do jego boku. Mimo wszystko miał w głowie myśl, że to wciąż jeszcze… cóż, na dobrą sprawę: prawie że kociak. Miała prawo tak reagować i on potrafił to jak najbardziej zrozumieć, zwłaszcza że za młodu sam się bardzo wielu rzeczy obawiał. Pokiwał lekko głową, „Gołąbka” łącząc z postacią syna Burzowego Pomruku. Biała kotka nie powiedziała za wiele, a na dodatek mówiła cichym, drżącym głosem, jakby najchętniej w ogóle by się nie odzywała, tyle tylko, że Zajęczy Sus musiał ją trochę pociągnąć za język, bo musiał określić jej stan wiedzy. Inaczej, cóż, nie mogli za bardzo ruszyć z treningiem, bo powtarzanie się byłoby trochę bez sensu.
– Jest jeszcze pomocnik medyka, terminator medyka oraz starszyzna. Potrafisz powiedzieć coś na temat każdej z tych rang? – spytał niezbyt głośnym i spokojnym głosem, zerkając na terminatorkę kątem oka.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Ding, Dong
Kotka starała się jakoś... ukryć przed potencjalnymi niebezpieczeństwami. Wiedziała jednak, że to, nie jest teraz możliwe. Zajęczy Sus to nie była mama, która miała dokładnie takie samo futerko, a jedyne co je obie różniło, to kolor oczu. Mamusia kotki posiadała zielone tęczówki, za to Pijawka żółte, przechodzące w złoto. Nie chciała już nic więcej mówić, po prostu z nadzieją, że może jednak jej jakoś nie widać. Zupełnie jakby miała teraz założyć pelerynę-niewidkę i po prostu stając się niewidoczną dla otoczenia. No niestety, do takiego magicznego przedmiotu dostępu nie miała. Stuk, Puk
Ponownie musiała coś powiedzieć. Znowu musiała przełknąć tą dziwną gulę, aby zmusić się do jakiegokolwiek wyrazu, ba, dźwięku. Wzięła głęboki wdech, po czym spojrzała powoli na mistrza. - Jest...Ja...Tak - wydukała cicho. No to teraz zaczęły się schody! - Przywódca... rządzi klanem - zaczęła dosyć niepewnie, dalej lekko drżąc na całym ciele. A to dopiero nawet nie połowa! - Zastępca... pomaga...przywódcy - no brawo, jeszcze trochę jej jednak zostało - Medyk... leczy.... pomocnik medyka...pomaga... - ponownie przełknęła tę dziwną gulę w gardziołku. A może ona istniała tylko w głowie małej Białej Łapy? - terminator medyka... uczy się... leczyć... wojownik...poluje... walczy...broni.... klanu - westchnęła, szybko wypuszczając powietrze z nozdrzy. To było straszne, ba, w sumie to będzie najdłuższa wypowiedź w jej życiu - terminator... się uczy...na wojownika... starszyzna... odpoczywa... kociaki... się bawią... matki... opiekują się...nimi - już koniec? Miała ochotę z miejsca zalać się łzami, albo po prostu uciec do obozu, do mamy.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Biała Łapa brzmiała na mocno niepewną, a Zajęczy Sus był w stanie wyczuć drżenie jej ciała. Strasznie się stresowała, chociaż wszystko wskazywało na to, że liznęła już jakieś podstawy i wiedziała co nieco na temat rang… więc w sumie nie było powód do obaw. Oczywiście była to wiedza dość ogólna, jaką posiadała większość kociąt, które nawet nie miały jeszcze nauk, ale wojownik wcale nie wymagał więcej. W końcu był tu po to, by kotkę wszystkiego nauczyć, prawda? W międzyczasie znaleźli się już na Wyjących Wzgórzach, które znajdowały się praktycznie przy obozie, o czym poinformował mimochodem swoją terminatorkę, i kocur przysiadł na śniegu.
– Ogólnie to się zgadza, ale uzupełnię twoją wiedzę i dodam trochę szczegółów, dobrze? – odezwał się łagodnie do białej kotki, a jeżeli ta nie miała nic przeciwko, to zaczął mówić. – Przywódca jest najważniejszym kotem w klanie. Tak jak powiedziałaś, rządzi klanem, podejmuje najważniejsze decyzje, może zdecydować na przykład o czyjejś karze, mianuje też terminatorów i wojowników. Ach, i co ważne: przywódca otrzymuje od Gwiezdnego Klanu nie tylko imię, rangę, ale także dar dziewięciu żyć i błogosławieństwo, dzięki któremu może właśnie mianować wojowników. Zdarza się także, że z przywódcą kontaktuje się Gwiezdny Klan, na przykład żeby zesłać przepowiednie – wypowiedział się na temat pierwszej z rang, o której w sumie… było do powiedzenia chyba najwięcej. Biała Łapa doskonale wiedziała, że jej matka jest przywódczynią, ale mogła nie znać wszystkich detali, z jakimi wiązało się to stanowisko – albo mogła ich po prostu nie pamiętać. Zamilkł na chwilę, by zebrać myśli. – Przywódca razem z zastępcą… tworzy taki duet, powiedziałbym, to znaczy zastępca pomaga przywódcy w większości kwestii, a także załatwia w klanie te sprawy, które nie wymagają bezpośredniej ingerencji przywódcy. Zastępca organizuje także patrole i sprawuje nadzór nad treningami terminatorów, to znaczy jeżeli są jakieś kłopoty z terminatorem, na przykład nie stawia się on na trening, to można o tym porozmawiać z Sokolim Cieniem i pomyśleć nad jakimś rozwiązaniem. Zastępca zostaje przywódcą po śmierci lub… odejściu z klanu poprzedniego przywódcy. – Tylko, że czasem to tak nie działa, ale Zajęczy Sus był przekonany, że przypadek Gradowego Podmuchu i Malinowej Gwiazdy to jedyna taka sytuacja, wyjątek od reguły, a nie nowa reguła. – A, i zastępca nie ma tego błogosławieństwa od przodków, więc nie może nadać imion i rangi nowym wojownikom, ale może mianować kocięta na terminatorów, jeżeli przywódca jest niedysponowany. Na razie wszystko jasne? – upewnił się, nim przeszedł dalej.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Szur, Szur
Wyjące Wzgórza... Więc to tutaj było to miejsce treningowe. Niestety, niezbyt przypadło do gustu młodej Pijawce, jednak może nie ze względu na wygląd, bo ładne było ale.... ale na nazwę. Samo wspomnienie, że coś wyje, kojarzyło się jej z jakimś strasznym stworem, który przyjdzie do niej w nocy i zje. Na samą taką myśl, napuszyła się nieco, a futro na jej ogonie jak i grzbiecie, stanęło dęba. Zaraz jednak, ponownie starała się je wygładzić, chociaż delikatnie, ale coś jej nie wyszło. Nawet mocniej przytuliła się do mistrza, chcąc jakby mieć większą pewność, że tutaj jest, że nic się jej nie stanie. Zamieniła się również w słuch, dalej jednak spoglądając z przerażeniem na otoczenie, starając się skupić na rangach. Szczerze, to zainteresowała ją kwestia dziewięciu żywotów, które miała mama. Kra, kra
- Dziewięć... żyć? Mama... może żyć... dziewięć żyć? - zapytała dosyć niespójnie z nadzieją, że jednak Zajęczy Sus zrozumie, o co jej chodzi. Słuchała zaraz potem dalej, dowiadując się coraz bardziej nowych dla niej rzeczy. Kiedy jednak zadano jej pytanie, czy wszytko zrozumiałe, pokiwała głową, chociaż... - A...tata może żyć... tak długo...jak mama? - bo do tej kwestii jeszcze nie doszli, ale chciała wiedzieć.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
– Tak, ma dziewięć żywotów. Oznacza to, że jeżeli na przykład pokona ją w walce jakiś drapieżnik, to się odradza i może wykorzystać kolejny dar, kolejne życie – Chociaż do dzisiaj Zajęczy Sus nie wiedział do końca, jak to działa, czy mija jakiś czas od jednej śmierci do odrodzenia się z nowym życiem, czy… czy co właściwie. Cóż, o takie detale trzeba by wypytać przywódcę, najlepiej takiego, który faktycznie już utracił jakieś żywota, żeby mógł powiedzieć z własnego doświadczenia – ale, oczywiście, wojownik nie miał pojęcia, czy pozostali przywódcy, ba, czy nawet Malina, stracili jakieś życia. – Czasami jednak obrażenia są tak poważne, że Gwiezdny Klan nie jest w stanie przywrócić przywódcy do życia – dodał z cichym westchnięciem. – I nie, wojownicy, tacy jak ja czy Fiołkowy Świt, nie posiadamy tego daru – odpowiedział na pytanie kotki, poruszając lekko ogonem, po czym zamilkł, czekając na ewentualne pytania, zanim przejdą dalej, bo nie omówili nawet połowy klanowych rang.
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Klup, klup
Biała przysłuchiwała się słowom mistrza z zainteresowaniem. Czyli jej mamusia, będzie mogła odrodzić się dziewięć razy, za każdym razem kiedy przyjdzie jej…umrzeć. Na samą myśl, Pijawka zadrżała na całym ciele. Nie chciała, aby to kiedykolwiek się stało. I jeszcze to, że mama może, po prostu nie wstać… Przełknęła ślinę, po czym kiwnęła głową. Okej, dobrze, to już rozumiała. Jak się jednak dowiedziała, to wojownicy nie dostają tego daru. Spojrzała z przerażeniem na Zająca. Czyli co? Jak ktoś zaatakuje jej tatę i nie daj Gwiezdny Klanie, przegra, to już się nie odrodzi. O nie, nie będzie mogła do tego dopuścić. Nie miała więcej pytań więc tylko spojrzała żółtymi tęczówkami na syna Twardej Gwiazdy, czekając na jego dalsze instrukcje.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Nie zdziwiłby się wcale, gdyby Białej Łapie nieco ciężko było pogodzić się z takim stanem rzeczy. W końcu… jej matka będzie nie tylko mogła się uratować z każdej opresji, ale też po prostu będzie żyła o wiele dłużej niż Fiołkowy Świt, który miał tylko jedno życie. Taką samą świadomość zresztą zapewne miała przywódczyni, a Zając podejrzewał, że może być to nieco ciężkie – ale nie każdy mógł mieć przecież dar dziewięciu żyć, nawet były przywódca wracał do pierwotnego, jednego żywota. Wracając jednak na ziemię, terminatorka zamilkła i nie zadawała już więcej pytań, dlatego pozwolił sobie kontynuować swój wywód o rangach. Owinął łapy ogonem w próbie obronienia się przed chłodem.
– Tak jak wspomniałaś, medyk leczy rannych i chorych, a także zbiera w tym celu zioła. Jak zapewne wiesz, u nas medyczką jest Lśniąca Sadzawka – zaczął swoją wypowiedź. W gruncie rzeczy o innych rangach… nie było tyle rzeczy do powiedzenia, co przy samym przywódcy i zastępcy, także teraz będzie z górki. – Medyk jest też swoistym łącznikiem klanu z Gwiezdnym Klanem, to znaczy przodkowie mogą często do niego schodzić we snach. Czasami tylko na rozmowy, a czasami po to, żeby zsyłać przepowiednie, tak samo, jak przywódcy. Zresztą, podobnie jak przywódca, medyk ma od Gwiezdnych błogosławieństwo, które pozwala mu mianować wojowników – na wypadek gdyby przywódca był chory lub go… nie było wcale, tak, jak po zniknięciu Kruczej Gwiazdy z klanu Szałwiowy Dym mianował… hm, dwie twoje starsze siostry, to znaczy Krokusową Łąkę i Stokrotkowy Płatek, a także Szyszkowy Ogon, Czajkowy Lot, Paprociowy Pył oraz Miękkiego Obłoka. – Może to było zbyt dużo szczegółów, ale jednak był to przykład na to, że rzadko, ale jednak zdarza się, że medyk mianuje jakichś wojowników. To był chyba jedyny taki przypadek za jego życia, ale jednak się zdarzyło i to przecież nie tak dawno, nawet jeżeli Białej Łapy jeszcze nie było na świecie.
– Dalej mamy terminatora medyka, który się szkoli, oraz pomocnika medyka, czyli kota po treningu, który dla medyka jest jak… zastępca dla przywódcy. A, i medyk może odejść do starszyzny, jeżeli wytrenował swojego następcę. Wojownicy faktycznie polują, walczą, bronią klanu, ale również chodzą na patrole, to znaczy sprawdzają każdego dnia granice, by reszta klanu była bezpieczna, i by przegnać intruzów. Obowiązuje nas Kodeks Wojownika, o którym opowiem Ci później w trakcie treningu. Dobry wojownik… jak widzisz dobrego wojownika, Biała Łapo? – Zdążył zauważyć niechęć koteczki do mówienia, ale jednak trening opierał się na dialogu, a nie na monologu, a i chciał od niej coś wyciągnąć, jakąś opinię, obraz wojownika. Coś, do czego być może sama chciała dążyć?
Najmniejsze z kociąt Fiołkowego Świtu i Malinowej Gwiazdy. W klanie pod względem wzrostu wygląda jednak w miarę przeciętnie. Pijawka jest również drobna, ale na pewno nie wygląda jak chucherko! Jej ciało pokrywa śnieżnobiałe, długie futerko, a na uszach znajdują się niewielkie pędzelki. Mordkę kotki zdobią również złote oczka.
Pijawka pod względem charakteru, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. No... może trochę. Odkąd została porwana przez dwunożnych, jest jeszcze bardziej strachliwa, niż była w lesie. Praktycznie w ogóle nie opuszcza miejsca przy szybkie okna lub pod łóżkiem młodego dwunoga. Boi się praktycznie wszystkiego, co jest głośne lub jej praktycznie nieznane... Chociaż dosyć długo żyła u ludzi to nie przyzwyczaiła się do wielu ich rzeczy... Na szczęście wreszcie wróciła na znane tereny, gdzie mimo wszystko, czuję się bezpiecznej...
Kra, kra
Śnieżnobiała córka Malinowej Gwiazdy, wtulała się w futerko swojego mistrza, dalej z nieufnością patrząc na otaczający ich krajobraz. I chociaż w tym spojrzeniu, zapewne było więcej strachu, niż braku zaufania, to co jakiś czas wojownik mógł poczuć, jak drży. Wgapiona była w pustą przestrzeń, cały czas zastanawiając się nad tym, czemu Fiołek nie mógł mieć dziewięciu żyć, tak jak Malina. Czyżby chodziło oto, że Gwiezdni uważali, iż lider jest po prostu ważniejszy dla klanu? No... i w sumie to miało sens... Westchnęła po chwili, wyrwana z zadumy, przez słowa starszego wojownika. Lśniąca Sadzawka, czyli medyczka Klanu Wichru. Ah, a więc to ona zapewne siedziała... siedziała tam. Dobrze pamiętała pogrzeb jednej z terminatorek, ale do dzisiaj nie wiedziała, co tak naprawdę się z nią stało. Nie pytała, ani też niezbyt chciała to wiedzieć, bo prawda mogła być okropna, straszna. A przecież to Pijawka. Ona się właśnie takich rzeczy bała. Przy okazji dowiedziała się też o bardzo ważnych kwestiach. Medyk mógł mianować wojowników, ba, jeden z prawdopodobnie poprzednich medyków, mianował jej dwie starsze siostry oraz paru innych wojowników. Gwiezdni też schodzili do medyków, aby im coś przekazać. To również była ciekawa kwestia, bo jak to mogło być... Jednocześnie jednak odczuwała lęk. A co jeśli ona coś przeskrobie i Gwiezdni do niej zejdą, bo tak? Żółtooka wysunęła języczek, aby po chwili przejechać nim po wargach, nieco rozdygotana. Dowiedziała się też paru ciekawych rzeczy o wojownikach. Patrole na których przegania się intruzów... Oraz, że obowiązuje ich ten słynny Kodeks Wojownika. No ale wszystko co dobre się kończy, bo teraz to ona miała coś powiedzieć. Wypuściła powietrze z nozdrzy, chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią Klup, klup
- Dobry wojownik... musi być...lojaljo... lojalo...lojalny - odpowiedziała po chwili, po kilku nieudanych próbach wypowiedzenia tego słowa. No cóż, języczek jej się w poplątał - Opiekuńczy... Wyrozumiały... Bronić... klanu... i być...miły - dokończyła po chwili, nie chcąc już dodać nic. Jej głos, jak zwykle był cichy i słychać było jego drżenie.
Should I ask myself in the water What a warrior would do? Tell me, underneath myarmor Am Iloyal, brave andtrue? Am Iloyal, brave andtrue?
Jeden z najmniejszych kocurów w całym Wichrze. Jego futerko jest bure tygrysio pręgowane z białymi znaczeniami na piersi, brodzie, tylnych łapach i palcach przednich łap, a oczy - bladozielone. Ma bliznę na brodzie i oderwane 3/4 małżowiny lewego ucha. Powoli zaczyna mieć problemy ze wzrokiem, jego chód jest nieco sztywniejszy, niż kiedyś, a na pyszczku, nad białą żuchwą, pojawiają się pierwsze siwe włoski.
Stosunkowo mało pewny siebie, ale zdaje sobie sprawę ze swoich mocnych stron i bardzo się stara, by być dobrym wojownikiem, mistrzem, oraz po prostu dobrym kotem. Kiedyś robił to, by jego nieżyjący ojciec mógł na niego spojrzeć z dumą, teraz jednak chce być taki przede wszystkim dla siebie. Wciąż ma w sobie ciekawość świata, ostatecznie jednak przegrała ona z lojalnością wobec klanu, w którym się urodził. Dość wrażliwy i emocjonalny, przejmuje się wieloma rzeczami i nawet najdrobniejsze krzywe spojrzenie ze strony kogoś innego może sprawić, że będzie o tym myślał wiele dni, nie mówiąc już o poważnych sytuacjach, typu niepowodzenia związane z treningami jego terminatorów. Z reguły spokojny i opanowany, stosunkowo towarzyski, ale też się nie lubi narzucać innym, czasem nawet radosny i gadatliwy. Może się jednak wydawać, że te ostatnie dwie cechy trochę przygasły pod wpływem wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce w jego życiu. Łatwo się przywiązuje, za bliskich gotów jest poświęcić życie, podobnie zresztą za klan Wichru. Wypowiada się nieco chaotycznie i nie potrafi kłamać czy chociażby ukrywać prawdy, dlatego większość bardzo łatwo odczytuje jego emocje. Niestety, w sytuacjach stresujących czy takich, gdzie czuje się bezsilny, czasami nie potrafi powstrzymać irytacji i potrafi powiedzieć o parę słów za dużo, chociaż stara się nad tym panować.
Czekał. Znowu czekał i znowu nie naciskał, dając Białej Łapie czas i przestrzeń na przemyślenia, a także na udzielenie odpowiedzi w jej własnym tempie. Musiał się przystosować do swojego terminatora i nie miał nic przeciwko temu, zwłaszcza, że terminatorka… w jego oczach naprawdę się starała, chociaż wyraźnie walczyła ze sobą, by wypowiedzieć choćby jedno słowo. A staranie się przecież było dobrą rzeczą, prawda? Lojalny. Opiekuńczy. Wyrozumiały. Bronić Klanu. Miły. Zbierając to w całość… wychodził obraz nie tylko dobrego wojownika, ale i dobrego kota. Tyle tylko, że nie każdy był opiekuńczy, wyrozumiały i miły. Nie każdy był jak Fiołkowy Świt czy Zajęczy Sus – mieli w końcu w klanie również takie koty, jak dumny, pewny siebie i arogancki Lodowa Skóra, jak nierozmowny i niezbyt emocjonalny Wilgotny Nos, jak burkliwa Burzowy Pomruk, jak szorstki Sokoli Cień czy nawet Malinowa Gwiazda, która czasami, przy zręcznym użyciu słów, potrafiła mówić rzeczy, które niekoniecznie były przyjemne, nawet jeżeli tak brzmiała. Z byciem miłym też nie należało przesadzać, szczególnie, gdy jednym z twoich obowiązków jest przeganianie intruzów… Wziął głębszy wdech.
– Lojalny… na pewno. Wobec klanu, wobec Kodeksu Wojownika, wobec swojej rodziny – zaczął zgodnie z kolejnością wymienioną przez żółtooką terminatorkę, jednak jego następne słowa się tej kolejności już raczej nie trzymały. – Obrona klanu to jedno z jego zadań, oczywiście. Natomiast bycie miłym, wyrozumiałym… powiem tak: nie trzeba być miłym, żeby być dobrym wojownikiem, Biała Łapo – przyznał otwarcie. – Rozumiem, że taki jest dla ciebie ideał, natomiast… nie jest to konieczność. Dodałbym do tego natomiast świadomość własnych mocnych stron i ograniczeń, oraz odwagę, ale… taką rozważną odwagę. Według mnie dobry wojownik owszem, broni klanu, ale przy tym nie rzuca się na przeciwnika, z którym nie ma żadnych szans. Czasami trzeba ratować się ucieczką, a potem poinformować klan o zagrożeniu i pozbyć się go wspólnymi siłami – dodał jeszcze, po czym kiwnął lekko głową, jakby na znak, że skończył tę kwestię i że mogą przejść dalej. Przez chwilę jednak milczał, czekając na ewentualne pytania, wątpliwości, zastrzeżenia co do tego, co właśnie powiedział.
– Do obowiązków terminatorów, oprócz chodzenia na treningi, należy także pomaganie starszyźnie i wymienianie mchu w legowiskach – poinformował kotkę po chwili. – Do starszyzny trafiają koty, które mają ponad sto księżyców, ale na własne życzenie wojownik może przejść do starszych trochę wcześniej… kociaki zaś nie mają obowiązków, ale poznają świat i w ten sposób przygotowują się do dorosłego życia. Matki nad nimi czuwają, dbają także o kociarnię i w razie niebezpieczeństwa w okolicach obozu ich pierwszym zadaniem jest zadbanie o bezpieczeństwo najmłodszych.