Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Atak Makowej Łapy: krytyczny! (150%) Unik Imbirowego Pyłu: krytyczny! (150%)
ostateczny atak Makowej Łapy: nieudany (0%)
Plan Makowej Łapy...był prosty. Chciał wyskoczyć w stronę brata, celując w jego bok i być może wszystko poszłoby wspaniale...gdyby Imbirowy Pył w porę nie odsunął się od lecącego w jego stronę terminatora. W taki też oto sposób rudzielec nawet nie przeczesał futra swojemu mistrzowi.
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Och. Nie wyszło? No cóż, w końcu Imbirowy Pył był doświadczonym wojownikiem, więc Maczek raczej nie mógł spodziewać się niczego innego, niż tego, że brat będzie miał w walce przewagę, ale i tak zrobiło mu się nieco przykro. Jakoś tak liczył, że ta cała walka będzie mu szła lepiej. No ale dobra, to przecież ledwie początek, a syn Lnianego Futerka nie miał w zwyczaju się poddawać, dlatego też zaraz zaczął intensywnie myśleć, co by mógł tu zrobić. Co jeszcze było wrażliwe? Brzuch, pysk? O, tak, pysk! Świetnie! Maczek, niewiele myśląc tak naprawdę, ponownie doskoczył do Imbirowego Pyłu, tym razem wyciągając przed siebie łapę. Miał zamiar zwyczajnie i raczej mało szkodliwie, ponieważ pazurów oczywiście nie wyciągnął, uderzyć mistrza w nos. Ot tak, pac i już. Nie zastanawiał się za bardzo na temat tego, co będzie robić, jeśli już się mu uda.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Atak Makowej Łapy: udany (100%) Unik Imbirowego Pyłu: nieudany (0%)
Tym razem wykonanie było o niebo lepsze. Imbirek nie zorientował się, kiedy Makowa Łapa ponownie do niego doskoczył i szybkim ruchem łapy pacnął go w nos. Bury mentor skrzywił się, przejeżdżając łapą miejsce, w które chwilę temu dostał. Teraz Maczek miał okazję, aby zaatakować podopiecznego Lnianego Futerka!
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Udało się? Udało się! Szczerze mówiąc, Maczek zupełnie się tego nie spodziewał. Ot, zaatakował, bo zaatakował, jednak bez jakiejś szczególnej wiary w swoje własne możliwości. Wiedział jednak, że nie może napawać się (ani tym bardziej dziwić) swoim małym sukcesem zbyt długo. Domyślał się, że żeby mieć walkę z głowy (a co za tym idzie, móc wychodzić z Obozu), będzie musiał ją wygrać, co znaczy, że musi postarać się jeszcze odrobinę bardziej. Chyba da radę, zwłaszcza że powoli zaczynało mu się to nieco podobać. Co prawda nadal nie był zbytnio przekonany, czy dałby radę w takiej prawdziwej walce, gdzie w grę wchodziły pazury i krew, jednak na ten moment starał się o tym nie myśleć.
Starając się wykorzystać chwilową dezorientację starszego brata, Maczek ponownie skoczył na jego grzbiet, z zamiarem przynajmniej przewrócenia go. A co dalej? To się zobaczy!
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Atak Makowej Łapy: udany (100%) Atak Imbirowego Pyłu: krytyczny (150%)
Makowej Łapie udało wskoczyć się na grzbiet zdezorientowanego brata, a także go przewrócić. Imbirowy Pył, widząc w jakiej niekomfortowej sytuacji się znalazł, nie pozostawał zbyt długo dłużny Maczkowi. Podkurczając tylne łapy, kopnął syna Lnianego Futerka w brzuch. Niezbyt mocno, ale z pewnością go poczuł. Dzięki czemu mógł wysunąć się z kleszczy.
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Ojej. Nie dość, że Maczkowi nie udało się wykonać swojego planu, to jeszcze sam został kopnięty w brzuch. Skrzywił się, jego pyszczek opuściło ciche sapnięcie. Dobra, chyba jednak zmienia zdanie, ta walka to jednak nie jest jakoś specjalnie fajna. Tyle że nie miała być ona fajna, czy zabawna, czy cokolwiek, a przydatna i Makowa Łapa w pełni to rozumiał. Nie, żeby w jakikolwiek sposób zmieniało to jego odczucia. Zresztą, i tak nie miał czasu się nad tym zastanawiać — musiał działać. Musiał się postarać. Po ataku brata dźwignął się na łapy, postanawiając, że może jednak nie będzie próbował na niego skakać. Zresztą, czy aby na pewno dałby radę go przewrócić, biorąc pod uwagę różnice w budowie ich ciał oraz w gabarytach? Może to czas, żeby Maczek wykorzystał coś, w czym jest nieco lepszy, niż w rozwiązaniach czysto siłowych, to jest — bycie szybkim? Tak, to brzmiało, jak dobry plan.
Wziął więc rozbieg, tym razem celując nie w grzbiet, a w łapy Imbira, licząc, że może uda mu się go niejako „podciąć”, co z pewnością dałoby mu korzystną okazję do ataku.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Atak Makowej Łapy: udany (100%) Unik Imbirowego Pyłu: krytyczny (150%)
Plan Makowej Łapy ponownie...było dobry, lecz wykonanie niestety słabe. Biegnąc w kierunku burego mistrza, ten niejako przeliczył swoje szanse i zamiast "podciąć" łapy Imbirowi, uderzył w ziemię.
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Maczek nie miał pojęcia, co właściwie robi źle. Przecież tak się starał, a mimo to ciągle lądował na ziemi! Może po prostu zupełnie się do tej całej walki nie nadawał? No ale przecież będzie musiał się jej w końcu nauczyć, bo inaczej skończy gnijąc w Obozie aż nie przejdzie do starszyzny, a wtedy to już będzie mógł o swoich przygodach i wyprawach tylko i wyłącznie pomarzyć. Sapnął ciężko, nieco już tym wszystkim znużony. Chyba naprawdę nie był do tego stworzony - nie potrafił myśleć na tyle szybko, nie potrafił zacząć planować, nie miał pojęcia, jaką taktykę obrać.
Bez większego namysłu ponownie doskoczył do brata, tym razem celując w jego ucho. Nadal nie miał żadnego planu, ale może to coś da?
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
[pssst następnym razem napisz czym atakuje, czy zębami czy łapą]
Cóż tu dużo mówić. Kolejny raz atak Makowej Łapy się nie powiódł. W czym tkwił problem? Może w przeciwniku? Przecież walczył z bardziej doświadczonym od siebie wojownikiem, ale równie dobrze walka rzadko kiedy jest wyrównana i rudzielec musiał nauczyć się, że może kiedyś przyjść taki moment, w którym stawić czoła będzie musiał dwa razy silniejszemu przeciwnikowi! Dlatego, kiedy syn Żółtookiego zbliżył się do niego celując w jego ucho, ten odskoczył w bok, unikając jego ciosu.
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Maczkowi powoli kończyły się pomysły. Niemal żaden z jego ataków nie działał, a on nie miał zielonego pojęcia co powinien zrobić, żeby jakoś tę walkę wybrać. Chociaż tak szczerze, to ciężko było to nazwać walką - to głównie on doskakiwał do mistrza, który z łatwością unikał jego ataków. Przywodziło to na myśl człowieka opędzającego się od irytującej muchy.
Kocurek zmrużył oczy, zastanawiając się, co jeszcze mógłby zrobić. Przecież próbował już tylu rzeczy! Przesunął spojrzeniem po sylwetce Imbirowego Pyłu, a w jego umyśle uformował się nowy plan. Ponownie rozbiegł się, tym razem jednak celując łapą w okolice brzucha. Może to coś da? Byłoby miło, bo Maczek powoli był coraz bardziej i bardziej tą całą walką zmęczony.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
No proszę! Pomysł, aby zaatakować brzuch Imbirowego Pyłu, był bardzo dobrym pomysłem. Makowa Łapa wziął potężny rozbieg i praktycznie bez trudu wycelował w okolice brzucha swojego mistrza. Atak ten był tyle silny, że przez krótką chwilę podopiecznemu Lnianej zabrakło tchu. Kiedy jednak mógł zdobyć się na jakiekolwiek słowo, uśmiechnął się delikatnie w kierunku brązowookiego.
- Baldzo...dobrze. Widzę, że jesteś już zmęczony, dlatego na dzisiaj to już koniec. Świetnie walczyłeś jak na pierwszy laz i nie przejmuj się. Będziemy ją jeszcze szkolić i szkolić aż będziesz znakomicie walczyć, a telaz chodź. - odparł cicho dysząc, a jeżeli Maczek nie miał żadnych pytań, zagarnął go ogonem i obaj skierowali się w kierunku Obozu Klanu Wichru.
Możesz zacząć kolejny dzień, chyba że Mak ma jeszcze jakieś pytanie.
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Uśmiechnął się z zadowoleniem, kiedy jego manewr się udał. Ten mały sukces dodał mu zastrzyku energii, której jeszcze przed chwilą zaczynało mu brakować, dlatego zamrugał zaskoczony, słysząc, że to już wszystko. Z drugiej jednak strony, poczuł też ulgę, że nie musi więcej doskakiwać, głowić się i generalnie robić rzeczy, których robić nie chciał. No i skoro zaliczyli już walkę, będzie mógł wychodzić z Obozu! Nareszcie! To chyba najbardziej cieszyło Makową Łapę — tyle na to czekał i proszę, oto sięgnął swojego celu. Teraz będzie mógł swobodnie chodzić, gdzie tylko chce, co znaczy, że jest tylko o krok bliżej od wyruszenia na swoją wymarzoną przygodę. Gdzieś z tyłu głowy, rudas zdawał sobie sprawę z tego, że w prawdziwej walce pewnie zupełnie nie dałby sobie rady, jednak w swojej euforii i dziecięcej naiwności, nie zwracał na to uwagi. Wciąż trochę wierzył, że jego żadne niebezpieczeństwo nie dosięgnie. Że takie przypadki zdarzają się innym kotom, ale nie jemu.
Skinął lekko głową, jednak nic więcej nie powiedział, nie mając nic do dodania. Zamiast tego posłusznie podążył za Imbirowym Pyłem, nie mogąc już doczekać się momentu, kiedy rozłoży się w swoim wygodnym legowisku w Ciepłych Skałkach i zaśnie, pozwalając zmęczeniu opuścić łapy.
***
Następnego dnia Maczek wstał w wyjątkowo dobrym nastroju. Energicznym krokiem podszedł do stosu zwierzyny, przy okazji radośnie witając się z kotami, które znał, jednak nie zatrzymując się na dłuższą rozmowę — nie miał na to czasu, w końcu trening, to trening i nawet jeśli kocur nigdy nie traktował treningu jako jakiegoś wyścigu, to dobrze by było go skończyć. Szybko pochłonął śniadanie i usiadł przy wyjściu z Obozu, czekając na starszego brata i zastanawiając się, co będą przerabiać tego dnia. Może polowanie? Akurat tego, to Maczek by się z chęcią nauczył, nie tylko dlatego, że wydawało się być czymś dosyć ciekawym, ale też dlatego, że syn Lnianego Futerka chciałby się jakoś przydać Klanowi, w końcu miał już wystarczającą liczbę księżyców na karku, by przestać być darmozjadem i zacząć samemu dokładać się do stosu.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
Trening z Makową Łapą szedł powoli do przodu. Z racji, iż Ropuszka znowuż się rozchorowała, jej trening wciąż pozostawał w tyle, Imbirowy Pył miał więcej czasu, na trening ze swoim bratem, co oczywiście starał się jak najlepiej wykorzystać. Tylko szkoda, że...ostatnimi czasy wiele się podziało. Przez parę dni Imbirek nie mógł opuszczać lecznice Lśniącej Sadzawki, a to za sprawą ataku samotnika. Teraz na szczęście pozostawała tylko zagojona szrama, przecinając praktycznie jego pysk na dwie części.
Nie wstał dzisiaj zbytnio wcześnie. Nie miał siły. Makowa Łapa...to był jego jedyny terminator, który na przestrzeni tych kilkunastu księżycy mógł zaobserwować zmiany, jakie zachodziły w charakterze Imbirka...jak staje się wrakiem samego siebie. Faktycznie ten trening, to było jedyne zajęcie, w którym mógł, choć na chwile oderwać swoje myśli od Gąski, śmierci i Wilczego Pazura. - Witaj Makowa Łapo. - rzekł posępnie, wbijając wzroku rudego braciszka. - Dzisiaj...dzisiaj będziemy tlenować polowanie. Myślę, że...że już najwyższa pora, abyś pomagał klanowi...gdzie, gdzie chciałbyś zapolować? - zapytał na koniec, chcąc przekazać tym synowi żółtookiemu, aby sam wybrał sobie miejsce, w którym będzie chciał polować.
W sumie to śmieszna sprawa - o ile jako kociak Maczek zaliczał się raczej do tych niższych, tak proces dorastania zdecydowanie wyciągnął go w górę i ni z tego, ni z owego, zrobiło się z niego to przysłowiowe drzewko o szczupłej, atletycznej budowie i długich, chudych łapach, sprawiających, że nagle stał się młodzieńcem całkiem wysokim. Słowem - idealny ścigacz królików. Krótkie, tygrysio pręgowane futerko barwy rudej nadal ciągle odstaje na boki, jakby Mak nie odkrył jeszcze jak nad nim zapanować. Oczy wybarwiły się na brąz, a pod nimi znajduje się różowy nos otoczony krótkimi, jasnymi wąsami. Zwykle chodzi dosyć powoli, wyraźnie uważając na to, jak stawia kroki - jest niezdarny, często potyka się i wywraca, więc robi wszystko, by tego uniknąć.
Mak to w gruncie rzeczy kot prosty jak drut. Wesoły, jednak nie nazbyt energiczny, nie stroniący od towarzystwa innych kotów, chociaż nie mający też nic przeciwko chwilowej samotności. Jest optymistą, wciąż nieco naiwnie wierzącym, że świat to w gruncie rzeczy dobre miejsce, pełne dobrych kotów. Ma w sobie dużo empatii, zależy mu na tym, by inni czuli się dobrze, przez co jest dobrym przyjacielem. W stosunku do starszych kotów odnosi się uprzejmie i z szacunkiem, akceptując, że te wiedzą więcej o życiu niż on sam. Nie jest gadułą, mówi tylko tyle, ile uważa za potrzebne, a tak się składa, że zwykle najpotrzebniejsze dla niego są pytania, to też ich zadaje wyjątkowo dużo. Jest bowiem bardzo ciekawski i chce wiedzieć jak najwięcej; świat, to dla niego układanka, a on chce dopasować jak najwięcej jej elementów. Ciężko mu zaakceptować, że są pytania, na które być może nigdy nie pozna odpowiedz - uważa, że jeśli będzie drążyć dostatecznie długo, pozyska każdą upragnioną informację. Ma w sobie też sporą ciągotę do włóczęgostwa, ciągle marzy o podróżach, o odkrywaniu nowych, niezwykłych rzeczy, których nie widziały jeszcze inne koty. Generalnie jest dosyć inteligentny, jednak ma problemy z zapamiętywaniem takich rzeczy jak imiona czy nazwy. W dodatku nie wpadł jeszcze na pomysł, że starsze koty mogą podawać mu nieprawdziwe informacje, to też bezgranicznie im wierzy, co sprawia, że jest nieco naiwny i w gruncie rzeczy, można wcisnąć mu byle kit.
Maczek też zauważał, że jego starszy brat chyba nie czuje się najlepiej, jednak zupełnie nie miał pojęcia, co powinien z tym zrobić, ponieważ Imbirowy Pył raczej nie dopuszczał go do swoich problemów, co nie do końca mu się podobało, ale nie wiedział też, jak powinien zmusić go do otworzenia się przed nim, to też tkwił w jakimś dziwnym, niezręcznym stanie zawieszenia, kiedy dobrze wiedział, że coś jest nie tak i że powinien coś w związku z tym zrobić, czy chociaż powiedzieć, ale zamiast tego udawał, że tego nie widzi, zachowując się jak gdyby nigdy nic. Strasznie to Maczka frustrowało, ale przynajmniej dzięki temu ich trening mógł jako-tako posuwać się do przodu.
― Cześć! ― również się przywitał, jednak o wiele bardziej radośnie niż brat. Niezwykle ucieszył go fakt, że zgodnie z tym, co wcześniej myślał, faktycznie będą omawiać polowanie. Syn Lnianego Futerka był pewien, że z tym poradzi sobie o wiele lepiej, niż z walką, która niestety poszła mu koszmarnie, ale też od początku nie był do nauki jej zbyt pozytywnie nastawiony. ― A gdzie jest najlepsze miejsce do polowania? Znaczy, gdzie jest najwięcej zwieszyny, albo najłatwiej moszna ją spotkać? ― odpowiedział pytaniem na pytanie. On sam miał miejsca, w których wolał przebywać bardziej, niż w innych, więc domyślał się, że ta sama zasada dotyczy też innych istot zamieszkujących las, w tym piszczków.
Mistrz: Zajęczy Sus
Płeć: kocur
Matka: Lniane Futerko [opiekunka]
Pierwsze co rzuca się w oczy po kilku księżycach od przybycia do Wichrowego Klanu to prawa przednia łapka, która niegdyś była o kilka milimetrów dłuższa, powodując niesamowity ból przy chodzeniu; nareszcie wyrównała się zresztą burych łapek. Kiedyś drobna postura Imbira przerodziła się teraz w bardzo dobrze umięśnioną sylwetkę..to pewnie przez fakt, że będąc w klanie, jedzenie cały czas bywa na stosie, a podczas przebywania z matką musiał zdać się na szczęście losu. Jeśli chodzi zaś o oczka, bo to również mocno rzuca się w oczy...nareszcie osiągnęły swój docelowy kolor, w pełni ukazując dawniej skrywany sekret. Są one imbirowe z przebłyskiem koloru oliwkowego. Jego futerko jest średniej długości, dodatkowo jest ono dłuższe na kołnierzyku. Całe ciało wraz z łapkami i ogonem pokrywają liczne tygrysie pręgi. Co do koloru sierści jest ono bure. Dokładniejsze w kp ~
Dawna strachliwość praktycznie zanikła. Jasne niekiedy boi się jeszcze nowego i nieznanego, ale już nie tak jak kiedyś. Udało mu się nawet pogodzić, z tym że matki faktycznie już nigdy nie zobaczy i z tym że go porzuciła. Nie żałuje tego. Zyskał za to wspaniałą matkę - Lniane Futerko i wielu świetnych przyjaciół. Dawna nieśmiałość również praktycznie zanikła...zdarza mu się być niekiedy nieśmiałym w sytuacjach, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia, jak dzielenie się z kimś innym niż niebieskofutra kocica, przykładowo jedzeniem. Chęć poznawania świata, przyjacielskość te cechy dalej pielęgnuje. Uważa, że najważniejsze jest szerzenie dobra i niepozwalanie innym się smucić. Stara się wszystkim pomóc, jak najlepiej tylko potrafi, gdy widzi, że kogoś kąciki pyszczka zwisają w dół. Oczywiście niekiedy nie potrafi na to nic zaradzić, ale ważne są przecież chęci!
- Cóż Maczku... Zbliża się Pola Nagich Drzew...zwierzyna będzie poszukiwała jedzenia, więc zakładam, że będzie tam, gdzie będzie miała większą szansę na jej odnalezienie. - rzekł, patrząc kocurkowi wprost w oczy. Ze zwierzyną to bywało różnie. Nie było jednego stałego miejsca, w którym zwierzyna cały czas by przesiadywała. Ona podążała tam, gdzie miała większe szanse na przeżycie. - Możesz spróbować zapolować w okolicach Leśnej Sadzawki. Myślę...myślę, że tam będziesz miał największe szanse, aby coś złapać. - dodał po chwili, przekrzywiając łeb. Jednocześnie czekał na odpowiedź syna Żółtookiego oraz na jego aprobatę lub też zaprzeczenie. Bez względu na to, co rudy braciszek odpowiedział, westchnął cicho i koniuszkiem ogona wskazał na przejście. Następnie sam przeszedł i poczekał aż Makowa Łapa obierze kierunek. W końcu to on miał wyznaczyć sobie miejsce, w którym miał polować, a on jedynie wskazał mu okolice Leśnej Sadzawki, gdyż sądził, iż tam młodzik będzie miał największe szanse. W międzyczasie padło słowo "Prowadź", a także. - Aby nie zwlekać zbyt długo, powiedz mi...wiesz coś na temat polowania? Może słyszałeś o pewnej zasadzie albo ktoś pokazywał ci pozycję łowiecką?