Płeć: kocur
Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- Tu nie, ale tam dalej tak! - sprostował, widząc jak ta się rozgląda. Trzepnął zaraz delikatnie uchem. Piach nie był znowu tak bardzo przeszkadzający... Przynajmniej ten przykryty śniegiem mu nie przeszkadzał. - Ja tam nie zwracam na to uwagi. Dużo gorsze są małe kamienie...
Otrzepał się, niby obrzydzony, na samą myśl o tych paskudztwach między łapami. Dzięki Gwiezdnym, nie wbił się mu jeszcze nigdy cierń, więc nie wiedział jakie to jest okropne uczucie. Potem wzruszył ramionami, przysłuchując się jej uważnie. On się nigdy nie bawił. Jak był mały to nie było kiedy, potem nie miał z kim, teraz nie ma jak... no, chyba że jest z Barwą! Z nią może. - Możesz się bawić z kim chcesz i mówić, że... że trenujesz innych na przyszłość, ale tak naprawdę się tylko bawić - szepnął, niby jakby to miała być tajemnica między nimi dwoma. Nikogo tu nie było, nikt tego nie usłyszy, ale tak brzmiało to... bardziej specjalnie, o! Nie wszczynał więcej tego tematu. - Wiesz co? Widziałem ostatnio przybłędę, któremu ktoś dawał jedzenie i on coś wtedy mówił. I... ja nie wiem kto to, ale jak pójdziemy razem to może nam coś powie? I nawet nie zrobi krzywdy? Może wie coś, czego nie wiemy my i może nam się to przydać?
Zagadał spokojnie, choć dość chaotycznie i znikąd. Można było powiedzieć, że nawiązał to do tego, że chce się z nią bawić a całe pójście do Samotnika uznać za wygłupy, ale równie dobrze można było go posądzić o bycie głupkiem, który po prostu szukał nowych tematów nonstop. - Wezmę coś małego od nas. Ode mnie, znaczy się. Ty poczekasz a ja wrócę i pójdziemy. Dobrze? - zaproponował prędko, strosząc uszy. Zaraz jednak odchrząknął. - No... ale następnym razem oddasz jakąś zwierzynę, równie dużą... żebyśmy byli uczciwi. Wtedy nikt z nas nic nie straci. Okej?
Całkiem spora koteczka o pięknych, żółtych oczach. Jej długie futro, niezbyt starannie ułożone, w większości zabarwione jest na kolor rudy - plamy bieli widoczne są jedynie na pyszczku, z którego obficie spływają na gardło i pierś, na dolnej części łapek oraz na końcówce ogona. Pokrywają także cały brzuch.
Duże dziecko, które - choć już nabrało nieco rozsądku, pomyślunku i zwykle myśli bardziej głową niż sercem - nadal uwielbia korzystać ze swojej bujnej wyobraźni i świetnie odnajduje się w towarzystwie kociąt i młodszych. Ma bardzo duży dystans do siebie, dużo żartuje i zwykle ma dobry humor, co z daleka widać, bo strzela uśmiechami na prawo i lewo. Jest kontaktowa i towarzyska i, choć bardzo lubi wdawać się w dyskusje i bywa nawet kłótliwa, raczej bez kłopotu pozostaje w dobrych relacjach z wszystkimi, zawdzięczając to swojemu dystansowi i tendencji do nietrzymania urazy. Z przepraszaniem nie ma już takiego kłopotu co kiedyś, tak samo jak z Kodeksem Wojownika - za którym nadal nie przepada, ale wreszcie się tolerują i nie przeszkadzają sobie nawzajem. Jest żywym przykładem, że bycie odpowiedzialnym i patrzenie na świat przez różowe okulary wcale się nie wykluczają - często to nawet ona jest głosem rozsądku, gdy przyjdzie co do czego. Do każdej nowej relacji podchodzi pozytywnie i puszcza mimo uszu potknięcia innych, ale daleko jej do naiwności. Może sprawiać wrażenie niedoświadczonej i łatwej do omamienia, ale nic bardziej mylnego - ma głowę na karku i zna się na kotach, więc niełatwo ją zwieść.
Pszczela Łapa [KG], Wrzos [KW], Cardan [NKT]
Uśmiechnęła się i spuściła lekko wzrok. Jest głupia czy głupia? - Wiesz, małe kamienie przynajmniej da się normalnie wyjąć. Piasku... gorzej - odpowiedziała tylko, nie chcąc zostawić go bez odpowiedzi. Nie przykładała jednak do tego większej wagi, bo ten temat chyba był jasny i całkiem oczywisty.
Nachyliła się w jego stronę i spojrzała na niego wesoło. - Może ktoś da się nabrać - przytaknęła pogodnie. Może mówić, że pilnuje, aby kociaki wiedziały jak to robić, że daje im dobry przykład, czy coś. Ale chyba nie była aż tak zdeterminowana, aby wymyślać takie historyjki. Przekrzywiła łebek rzuciła mu uważne spojrzenie. - Masz na myśli pieszczocha? - spytała niepewnie. Słyszała o nich różne rzeczy, ale na pewno nie na tyle dobre, aby obdarowywać ich jedzeniem tylko za chwilę rozmowy. - Jak dużo musi mieć do zaoferowania, albo... za jak ważnego się uważa, aby oczekiwać prezentów w zamian za parę słów? - powiedziała, nie do końca przekonana. Oni gadali, nie obdarowując się niczym. Jak każde inne, normalne stworzenie. - Zgoda - kiwnęła prędko głową. Umowa wydawała się być całkiem uczciwa, nawet, jeśli przez tego przybłędę bezsensownie stracą posiłek. Skoro z jakiegoś powodu bengalowi na tym zależy... chyba nie było aż tak źle, aby nie móc zmarnować nawet jednej czy dwóch zwierzyn.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- Nie wiem kto to. Po prostu chodzi - wzruszył delikatnie ramionami. Może był pieszczochem? Nie był tak blisko nieznajomego, by to określić. Potem skrzywił się w lekkim uśmiechu. - Może jest głodny? I nie umie polować sam skoro jest pieszczochem...? Nie ważne. Zobaczymy kim jest i co zaoferuje. Czekaj tu, odwróć się plecami i nie patrz gdzie idę!
Poinstruował ją, po czym mając już zgodę że patrzeć nie będzie (co jest logiczne, wiedziała jaka jest jego sytuacja i nie chciał żeby ktoś był zły, że pokazał jej gdzie jest obóz), poszedł do Pożogi. Biegł najszybciej jak się tylko dało, gdyby nie plaskający śnieg, unosiłby się za nim kurz!
[...]
Wrócił. Na ludzkie minęłoby z czterdzieści minut jak go nie było, może nieco mniej. Zdyszany, rozglądał się czy na pewno nikt go nie widział. Dla niej wziął marnego wróbla, dla siebie równie nic wartą mysz. Rzucił obie zdobycze pomiędzy nich, biorąc głęboki oddech. - Ale pamiętaj oddać. Dobrze? - powtórzył jeszcze raz, kładąc po sobie uszy. Nikt pewnie nie zauważy nawet tego ubytku. - Bierz go, idziemy! Bo musimy jeszcze przybłędę znaleźć.
Mruknął, biorąc ostatni oddech. Po tym wziął myszkę w mordę, uśmiechnął się lekko do Barwy i machnął głową, by szła za nim.
Całkiem spora koteczka o pięknych, żółtych oczach. Jej długie futro, niezbyt starannie ułożone, w większości zabarwione jest na kolor rudy - plamy bieli widoczne są jedynie na pyszczku, z którego obficie spływają na gardło i pierś, na dolnej części łapek oraz na końcówce ogona. Pokrywają także cały brzuch.
Duże dziecko, które - choć już nabrało nieco rozsądku, pomyślunku i zwykle myśli bardziej głową niż sercem - nadal uwielbia korzystać ze swojej bujnej wyobraźni i świetnie odnajduje się w towarzystwie kociąt i młodszych. Ma bardzo duży dystans do siebie, dużo żartuje i zwykle ma dobry humor, co z daleka widać, bo strzela uśmiechami na prawo i lewo. Jest kontaktowa i towarzyska i, choć bardzo lubi wdawać się w dyskusje i bywa nawet kłótliwa, raczej bez kłopotu pozostaje w dobrych relacjach z wszystkimi, zawdzięczając to swojemu dystansowi i tendencji do nietrzymania urazy. Z przepraszaniem nie ma już takiego kłopotu co kiedyś, tak samo jak z Kodeksem Wojownika - za którym nadal nie przepada, ale wreszcie się tolerują i nie przeszkadzają sobie nawzajem. Jest żywym przykładem, że bycie odpowiedzialnym i patrzenie na świat przez różowe okulary wcale się nie wykluczają - często to nawet ona jest głosem rozsądku, gdy przyjdzie co do czego. Do każdej nowej relacji podchodzi pozytywnie i puszcza mimo uszu potknięcia innych, ale daleko jej do naiwności. Może sprawiać wrażenie niedoświadczonej i łatwej do omamienia, ale nic bardziej mylnego - ma głowę na karku i zna się na kotach, więc niełatwo ją zwieść.
Pszczela Łapa [KG], Wrzos [KW], Cardan [NKT]
Wzruszyła ramionami, wciąż pozostając nieprzekonaną. Gdyby ktoś inny i w innych okolicznościach zaproponowałby jej coś takiego, pewnie by się nie zgodziła. Ale teraz była poza Gromem, sama, dorosła i samodzielna, mogła więc robić co chce. A tak się złożyło, że chciała iść do tego pieszczocha, przybłędy czy kimkolwiek on był! Więc to zrobi, tylko dlatego, że chce. Właśnie tak.
Nie protestowała, przytaknęła krótkim skinieniem głowy i posłusznie się odwróciła. Gdyby chciała odkryć ich obóz, po prostu śledziłaby go albo kogokolwiek z członków jego grupy. Nie widziała jednak takiej potrzeby, usiadła więc na ziemi i cierpliwie przyglądała się drzewom dookoła, próbując zając czymś głowę.
Nie było go długo. Chwilę nawet wahała się, czy nie zawrócić, w końcu robiło się już coraz później. I już miała to zrobić, gdy wreszcie przyszedł. - Co robiłeś tak długo? - mruknęła pod nosem i kiwnęła głową na jego następne słowa, po czym zgarnęła swojego wróbla i ruszyła obok niego.
Srebrzysta sylwetka przemykała między drzewami Pierzastego Lasu. Ojciec nigdy dokładnie nie wytłumaczył jej, w jakim porządku klany były rozlokowane... Skąd więc miała wiedzieć, że granice z Klanem Cienia minęła po drodze? Straciła ponad pół dnia, obchodząc granice. Z opowieści te tereny, nie wydawały się aż tak rozległe. Żuczek westchneła, mocno trzymając w zębach złapaną już zwierzynę. Błyskawica lubił ubarwiać swoje historie, ale tu zdecydowanie zabrakło mu odpowiedniej skali.
Kocica w końcu zatrzymała i rozejrzała się uważnie przy jednym z drzew na granicy Pierzastego Lasu i Jagodowego Zagajnika. Wyglądało na to, że jest sama.
Srebrzysta upuściła na ziemie tłustego gołębia. Voodoo uznała, że musiał się zapuścić do lasu z niedalekiego siedliska, co przyniosło mu tylko zgubę. Żałosny gołąb nawet nie stawiał zbyt dużego oporu.
Żółtooka podniosła uszy, nasłuchując potencjalnego towarzystwa, po czym sama podjęła się oskubywania ptaszyska. Co jakiś czas odrywała spojrzenie od posiłku i czujnie lustrowała okolice.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: drobne blizny na całym ciele
Jest to mlecznobiały orientalny kocur o pysku, uszach, ogonie i łapach pokrytych ciepłą szarością, która rozlewa się również na boki w okolicy ud. Sierść pokrywająca ciało jest krótka i gładka, a pod nią liczne stare i nowe blizny, które sprawiają, że miejscami nie przylega tak idealnie jak powinna. Kazo jest bardzo wysoki, niewiele brakuje mu do osiągnięcia limitu kociego wzrostu. Przy tym jego sylwetka jest bardzo smukła, choć wiszący na podbrzuszu luźny fałd skóry nieco ową smukłość zaburza. Jego łapy, choć chude, nie sprawiają wrażenia delikatnych dzięki mocnemu, wyraźnemu umięśnieniu, które pokrywa również resztę kota. Pysk oprószony siwizną, przyozdobiony jest długimi, białymi wąsami oraz ciemnym, lawendowo-różowym nosem; wyżej znajdują się wąskie, skośne kobaltowe ślepia o bystrym wyrazie. Profil twarzy ma prosty, zaś jego ogon jest bardzo długi i biczowaty.
Stanowczy, wymagający kocur o stoickim usposobieniu. Nigdy nie unosi się gniewem bez poważnego powodu. Najczęściej robi za cień Rojsta, wypełniając jego polecenia. Wobec swoich podwładnych jest zdecydowanie mniej surowy niż ryży przywódca, brak też w jego postawie przejmującego chłodu. Trudno powiedzieć o nim więcej, gdyż nawet w obrębie klanu trzyma się na uboczu, skupiony na swojej misji. Tylko czasem, gdy nikt nie patrzy, na szare oblicze wstępuje tęsknota, którą kieruje ku gwiazdom. Wykorzystuje ją jako motywację do działania, by osiągnąć swój cel i - wreszcie - móc spocząć ze spokojem i świadomością, że dokonał wspaniałej rzeczy.
Złoty Język[KP]; Mak[KRz]; Księżycowy Pył[GK]
Przemierzanie okolic cmentarza stało się codziennością orientalnego kocura, nic więc dziwnego, że znalazł się akurat w tej okolicy. Ponadto wyczuł zapach innego kota, który z całą pewnością nie należał do Klanu Cienia ani Klanu Wichru. Postanowił z ciekawości nim podążyć, lekkim jak na swój wiek krokiem przemierzając Leśne Ostępy. Nie zdradzał nadmiernie swojej obecności.
Zauważył samotniczkę zanim ona zauważyła jego, choć ewidentnie była czujna, mimo że zajęta. Kazo odchrząknął cicho, celowo zdradzając swoją obecność, gdy znalazł się w zasięgu jej wzroku. Zbliżył się niespiesznie, z postawą nie sugerującą złych intencji, choć wyraźnie był ostrożny. Zatrzymał się w odległości dziesięciu kocich kroków od nieznajomej. Najwyraźniej przeszkodził jej w jedzeniu. Ups.
- Witaj. Przepraszam, że ci przeszkadzam w posiłku, ale szukasz może czegoś w tej okolicy, czy tylko przechodzisz obok? - zagaił.
Być może była kotem powracającym do klanu. Kazo słyszał, że tym stosunkowo często zdarza się gubić, a później mogą mieć problemy ze znalezieniem drogi powrotnej.
<br><center><div class="calosc"><img src="https://i.imgur.com/3gRXngj.png"><div class="teksttlo"><span class="linia1">soldier keep on marching on</span>
head down till the work is done
<span class="linia3">waiting on the morning sun</span>
<font class="linia4">soldier keep on marching on</font></div></div></center>
Wychowanie w mieście powinno sprzyjać ostrożności, niestety tym razem szczęście nie dopisało Żuczkowi. Wiatr niósł jej zapach w niekorzystnym dla niej kierunku, lub po prostu śmierdziała jeszcze miastem, może oba?
Samotniczka znieruchomiała prawie natychmiast po usłyszeniu chrząknięcia. Poderwała łeb, wbijając żółte spojrzenie w przybysza. Jej długie futro zjeżyło się, a mięśnie napięły się w gotowości do ucieczki lub obrony. Natychmiast straciła zainteresowanie oskubywaniem biednego gołębia.
Raczej gdyby chciał ją zaatakować, nie oznajmiłby jej o swojej obecności, mimo to ostrożności nigdy nie było za wiele. Kocur zdawał się jednak nastawiony w miarę pokojowo. Czyżby klanowy patrol? Sądziła, że za drugą rzeką klany nie mają swoich terenów, ale mogła się mylić. Srebrzysta kocica uniosła wyżej podbródek, a jej ogon machnął ostrzegawczo, gdy zdecydowała się odpowiedzieć. Jej mięśnie nadal były spięte, ale futro opadło po początkowym szoku. - Witaj. To właściwie zależy. Czy przekroczyłam granice któregoś z czterech klanów?
Płeć: kocur
Trwałe urazy: drobne blizny na całym ciele
Jest to mlecznobiały orientalny kocur o pysku, uszach, ogonie i łapach pokrytych ciepłą szarością, która rozlewa się również na boki w okolicy ud. Sierść pokrywająca ciało jest krótka i gładka, a pod nią liczne stare i nowe blizny, które sprawiają, że miejscami nie przylega tak idealnie jak powinna. Kazo jest bardzo wysoki, niewiele brakuje mu do osiągnięcia limitu kociego wzrostu. Przy tym jego sylwetka jest bardzo smukła, choć wiszący na podbrzuszu luźny fałd skóry nieco ową smukłość zaburza. Jego łapy, choć chude, nie sprawiają wrażenia delikatnych dzięki mocnemu, wyraźnemu umięśnieniu, które pokrywa również resztę kota. Pysk oprószony siwizną, przyozdobiony jest długimi, białymi wąsami oraz ciemnym, lawendowo-różowym nosem; wyżej znajdują się wąskie, skośne kobaltowe ślepia o bystrym wyrazie. Profil twarzy ma prosty, zaś jego ogon jest bardzo długi i biczowaty.
Stanowczy, wymagający kocur o stoickim usposobieniu. Nigdy nie unosi się gniewem bez poważnego powodu. Najczęściej robi za cień Rojsta, wypełniając jego polecenia. Wobec swoich podwładnych jest zdecydowanie mniej surowy niż ryży przywódca, brak też w jego postawie przejmującego chłodu. Trudno powiedzieć o nim więcej, gdyż nawet w obrębie klanu trzyma się na uboczu, skupiony na swojej misji. Tylko czasem, gdy nikt nie patrzy, na szare oblicze wstępuje tęsknota, którą kieruje ku gwiazdom. Wykorzystuje ją jako motywację do działania, by osiągnąć swój cel i - wreszcie - móc spocząć ze spokojem i świadomością, że dokonał wspaniałej rzeczy.
Złoty Język[KP]; Mak[KRz]; Księżycowy Pył[GK]
Spodziewał się jej reakcji, z resztą dlatego postanowił zachować dystans. Choć nieznajoma była niska, wciąż posiadała zęby i pazury, których pewnie nie zawahałaby się użyć w razie konieczności. Kazo żył na tyle długo, by wiedzieć, że wielkość i masa nie zawsze świadczyły o sile kota, a doświadczenie niekoniecznie ratowało przed czystą głupotą.
- Na razie nie - odparł spokojnie, zawieszając neutralne spojrzenie na mordce samotniczki. - Granica Klanu Cienia jest trochę dalej. Radzę ci uważać, gdyż cztery klany są raczej wrogo nastawione do samotników - dodał, w głowie wspominając swoje własne pierwsze spotkanie z Cienistym patrolem.
Zaciekawiło go to, że kotka również wiedziała o czterech klanach, choć nie pokazał tego po sobie. Czyżby była ich zaginionym wojownikiem bądź uczniem?
<br><center><div class="calosc"><img src="https://i.imgur.com/3gRXngj.png"><div class="teksttlo"><span class="linia1">soldier keep on marching on</span>
head down till the work is done
<span class="linia3">waiting on the morning sun</span>
<font class="linia4">soldier keep on marching on</font></div></div></center>
Voodoo miała kły i pazury, ale z pewnością nie miała w walce tyle doświadczenia co prawie trzy razy starszy od niej kocur. Więc on nie był patrolującym wojownikiem. Kocica zastrzygła uszami na odpowiedź i uśmiechnęła się krzywo, słysząc drugą część wypowiedzi. Dokładnie tego szukała. Zmrużyła oczy, słysząc o wrogości względem samotników. - A więc będę potrzebowała znaleźć miejsce na granicy, z którego będę mieć przewagę nad patrolem. - Żuczek stwierdziła to bardziej do siebie niż kocura, ale nie było problemu z usłyszeniem tego. - Dziękuje za informację nieznajomy.
Teraz kiedy kocur jej nie zaskakiwał znienacka, zdawał się o wiele mniej groźny. To wcale nie tak, że zdradzi, kocurowi w zamian jakieś bardzo groźne dla niej informacje. - Wracając do twojego pytania... Szukałam Klanu Cienia, wpadnę na granice i jeśli patrol nie urwie mi łba na sam mój widok i uda mi się porozmawiać z kim chce, będę szukać w okolicy jakiegoś schronienia na dłużej.
Kocica oblizała wąsy w nawyku, zanim znów się odezwała. - Jak sądzę, jesteś samotnikiem, a skoro to nie granice klanów, to czy przypadkiem weszłam na twój teren?
Płeć: kocur
Trwałe urazy: drobne blizny na całym ciele
Jest to mlecznobiały orientalny kocur o pysku, uszach, ogonie i łapach pokrytych ciepłą szarością, która rozlewa się również na boki w okolicy ud. Sierść pokrywająca ciało jest krótka i gładka, a pod nią liczne stare i nowe blizny, które sprawiają, że miejscami nie przylega tak idealnie jak powinna. Kazo jest bardzo wysoki, niewiele brakuje mu do osiągnięcia limitu kociego wzrostu. Przy tym jego sylwetka jest bardzo smukła, choć wiszący na podbrzuszu luźny fałd skóry nieco ową smukłość zaburza. Jego łapy, choć chude, nie sprawiają wrażenia delikatnych dzięki mocnemu, wyraźnemu umięśnieniu, które pokrywa również resztę kota. Pysk oprószony siwizną, przyozdobiony jest długimi, białymi wąsami oraz ciemnym, lawendowo-różowym nosem; wyżej znajdują się wąskie, skośne kobaltowe ślepia o bystrym wyrazie. Profil twarzy ma prosty, zaś jego ogon jest bardzo długi i biczowaty.
Stanowczy, wymagający kocur o stoickim usposobieniu. Nigdy nie unosi się gniewem bez poważnego powodu. Najczęściej robi za cień Rojsta, wypełniając jego polecenia. Wobec swoich podwładnych jest zdecydowanie mniej surowy niż ryży przywódca, brak też w jego postawie przejmującego chłodu. Trudno powiedzieć o nim więcej, gdyż nawet w obrębie klanu trzyma się na uboczu, skupiony na swojej misji. Tylko czasem, gdy nikt nie patrzy, na szare oblicze wstępuje tęsknota, którą kieruje ku gwiazdom. Wykorzystuje ją jako motywację do działania, by osiągnąć swój cel i - wreszcie - móc spocząć ze spokojem i świadomością, że dokonał wspaniałej rzeczy.
Złoty Język[KP]; Mak[KRz]; Księżycowy Pył[GK]
Skinął głową, gdy otrzymał podziękowanie, choć uważał je za zbędne. Czuł się zobowiązany do ujawnienia kotce tej informacji, by była przygotowana na potencjalne nieprzyjemności. Co prawda nie wszystkie koty z klanów były tak problematyczne, ale z dotąd zdobytych przez niego doświadczeń i informacji wyciągnął jeden wniosek: lepiej dmuchać na zimne.
Uniósł prawą brew na wiadomość, że samotniczka poszukiwała Cienistego. Koty z tego klanu były dziwnie rozchwytywane przez samotników. Najpierw Ahab, teraz cętkowana kotka. Zaraz jednak powrócił do neutralnego wyrazy pyska, skupiając się na dalszych słowach rozmówczyni.
- Nie, nie weszłaś. Mieszkam trochę dalej, wraz z grupą kotów - uspokoił ją, po czym zamyślił na moment. - Żyjemy na wzór starych klanów, choć na własnych zasadach. Mówisz, że potrzebujesz schronienia na dłużej. Jesteśmy w stanie ci je zaoferować, jeśli interesuje cię życie w większej kociej społeczności - zaoferował.
Było więcej rzeczy, które musiała wiedzieć, ale wszystko po kolei. Równie dobrze nieznajoma mogła preferować życie w samotności.
<br><center><div class="calosc"><img src="https://i.imgur.com/3gRXngj.png"><div class="teksttlo"><span class="linia1">soldier keep on marching on</span>
head down till the work is done
<span class="linia3">waiting on the morning sun</span>
<font class="linia4">soldier keep on marching on</font></div></div></center>
Kocica odetchnęła lekko, słysząc, że nie weszła na teren samotnika, zaraz jednak podniosła uszy w zaciekawieniu i przekrzywiła delikatnie łeb. Grupa kotów? Stare klany? Chodziło o te tradycyjne cztery? - Zainteresowałeś mnie teraz, nieznajomy. Nazywam się Voodoo.
Delikatnie skinęła łbem, kocurowi kiedy się przedstawiała, zaraz jednak ponownie wbiła w niego zafascynowane spojrzenie złotych ślepi. - Czego oczekiwalibyście w zamian? Jakich zasad musiałabym przestrzegać? Oraz czy to oferta jednorazowa? Oczekujesz odpowiedzi tu i teraz, czy mogę odpowiedzieć dopiero po przekazaniu cienistym mojej wiadomości?
Pytała rzeczowo, chcąc dowiedzieć się, co teoretycznie musiałaby zrobić. Do klanu raczej by jej nie przyjęli, była przecież tylko pół klanowej krwi i była raczej za stara na kocię. Fakt, że dostała taką propozycję, był z pewnością fascynujący. Jak zabawnie, że jedna z jej wcześniejszych rozmów akurat, dotyczyła życia w grupkach kotów.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: drobne blizny na całym ciele
Jest to mlecznobiały orientalny kocur o pysku, uszach, ogonie i łapach pokrytych ciepłą szarością, która rozlewa się również na boki w okolicy ud. Sierść pokrywająca ciało jest krótka i gładka, a pod nią liczne stare i nowe blizny, które sprawiają, że miejscami nie przylega tak idealnie jak powinna. Kazo jest bardzo wysoki, niewiele brakuje mu do osiągnięcia limitu kociego wzrostu. Przy tym jego sylwetka jest bardzo smukła, choć wiszący na podbrzuszu luźny fałd skóry nieco ową smukłość zaburza. Jego łapy, choć chude, nie sprawiają wrażenia delikatnych dzięki mocnemu, wyraźnemu umięśnieniu, które pokrywa również resztę kota. Pysk oprószony siwizną, przyozdobiony jest długimi, białymi wąsami oraz ciemnym, lawendowo-różowym nosem; wyżej znajdują się wąskie, skośne kobaltowe ślepia o bystrym wyrazie. Profil twarzy ma prosty, zaś jego ogon jest bardzo długi i biczowaty.
Stanowczy, wymagający kocur o stoickim usposobieniu. Nigdy nie unosi się gniewem bez poważnego powodu. Najczęściej robi za cień Rojsta, wypełniając jego polecenia. Wobec swoich podwładnych jest zdecydowanie mniej surowy niż ryży przywódca, brak też w jego postawie przejmującego chłodu. Trudno powiedzieć o nim więcej, gdyż nawet w obrębie klanu trzyma się na uboczu, skupiony na swojej misji. Tylko czasem, gdy nikt nie patrzy, na szare oblicze wstępuje tęsknota, którą kieruje ku gwiazdom. Wykorzystuje ją jako motywację do działania, by osiągnąć swój cel i - wreszcie - móc spocząć ze spokojem i świadomością, że dokonał wspaniałej rzeczy.
Złoty Język[KP]; Mak[KRz]; Księżycowy Pył[GK]
- Kazo - przedstawił się, gdy i kotka to uczyniła.
Wysłuchał jej pytań z uwagą. Koty nie decydowały się na tak wielki krok bez upewnienia się w co wchodziły, co było zrozumiałe. Tylko naiwni lub zdesperowani pchali się bez wahania w nowe, obce im warunki bez żadnych informacji.
- Oczekiwalibyśmy lojalności i przestrzegania naszego kodeksu, utworzonego na wzór klanowych. Zostałabyś przyjęta jako Nowicjuszka i w tym okresie zapoznawałabyś się z panującymi u nas warunkami. Masz wtedy czas na zdecydowanie czy takie życie ci odpowiada, a jeśli tak, to jaką ścieżką chcesz podążyć - wyjaśnił spokojnie, nie spiesząc się ze słowami; potrzebowali nowych kotów, ale nie byli zdesperowani.
Obserwował reakcję kotki, gotów odpowiedzieć na jeszcze więcej pytań. Starał się być elokwentny, choć nie miał do tego naturalnego talentu. Po miesiącach życia u boku Rojsta musiał nauczyć się godzić z pewnymi rzeczami. Zawsze miał łapy pełne roboty.
- Nie musisz odpowiadać teraz. Możemy umówić się na spotkanie w tym samym miejscu za kilka dni. Jednak jeśli zdecydujesz się teraz - mieszkamy blisko Klanu Cienia, a w przyszłości nasze granice będą do siebie przylegać - dodał jeszcze, mrużąc kobaltowe ślepia.
<br><center><div class="calosc"><img src="https://i.imgur.com/3gRXngj.png"><div class="teksttlo"><span class="linia1">soldier keep on marching on</span>
head down till the work is done
<span class="linia3">waiting on the morning sun</span>
<font class="linia4">soldier keep on marching on</font></div></div></center>
Kocica zmrużyła delikatnie ślepia, słysząc imię kocura. - Miło poznać.
Pchanie się do grupy, przynajmniej bez poznania jakichkolwiek szczegółów, było durne. Ewentualnie dobre dla kogoś, kto był zdesperowany i samotny. Voodoo nie była samotna, już nie. - Brzmi rozsądnie, jak nazywa się wasza grupa? Nie jestem jednak sama, mam towarzysza, który również byłby skłonny dołączyć do waszej grupy, czy to byłby problem?
O towarzyszu mówiąc, powinna się zbierać. Trochę za dużo czasu, spędziła niedaleko cienistej granicy. Jeśli Dett był przy ich miejscu pierwszy, mógł wpaść na granice szturmem. Kocica zaczekała na odpowiedź, nim odezwała się i posłała kocurowi nikły uśmiech. - W takim razie widzimy się za parę dni Kazo, chyba że w jakichś okolicznościach, spotkamy się wcześniej. Żegnaj.
Jeśli kocur miał coś jeszcze do dodatnia, wysłuchała tego. Po czym złapała gołębia w zęby i szybkim krokiem ruszyła w kierunku, z którego wcześniej przybyła. To była krótka rozmowa, acz bardzo treściwa.
Płeć: kocur
Trwałe urazy: drobne blizny na całym ciele
Jest to mlecznobiały orientalny kocur o pysku, uszach, ogonie i łapach pokrytych ciepłą szarością, która rozlewa się również na boki w okolicy ud. Sierść pokrywająca ciało jest krótka i gładka, a pod nią liczne stare i nowe blizny, które sprawiają, że miejscami nie przylega tak idealnie jak powinna. Kazo jest bardzo wysoki, niewiele brakuje mu do osiągnięcia limitu kociego wzrostu. Przy tym jego sylwetka jest bardzo smukła, choć wiszący na podbrzuszu luźny fałd skóry nieco ową smukłość zaburza. Jego łapy, choć chude, nie sprawiają wrażenia delikatnych dzięki mocnemu, wyraźnemu umięśnieniu, które pokrywa również resztę kota. Pysk oprószony siwizną, przyozdobiony jest długimi, białymi wąsami oraz ciemnym, lawendowo-różowym nosem; wyżej znajdują się wąskie, skośne kobaltowe ślepia o bystrym wyrazie. Profil twarzy ma prosty, zaś jego ogon jest bardzo długi i biczowaty.
Stanowczy, wymagający kocur o stoickim usposobieniu. Nigdy nie unosi się gniewem bez poważnego powodu. Najczęściej robi za cień Rojsta, wypełniając jego polecenia. Wobec swoich podwładnych jest zdecydowanie mniej surowy niż ryży przywódca, brak też w jego postawie przejmującego chłodu. Trudno powiedzieć o nim więcej, gdyż nawet w obrębie klanu trzyma się na uboczu, skupiony na swojej misji. Tylko czasem, gdy nikt nie patrzy, na szare oblicze wstępuje tęsknota, którą kieruje ku gwiazdom. Wykorzystuje ją jako motywację do działania, by osiągnąć swój cel i - wreszcie - móc spocząć ze spokojem i świadomością, że dokonał wspaniałej rzeczy.
Złoty Język[KP]; Mak[KRz]; Księżycowy Pył[GK]
Skinął krótko głową, zamiast się odzywać na to krótkie pozdrowienie. Kotka mogła to łatwo zinterpretować jako odwzajemnienie słów.
Uniósł nieznacznie brwi słysząc, że kotka miała towarzysza, który również mógłby chcieć do nich dołączyć. Nie mógł powiedzieć, że się tego spodziewał. Zastanowił się chwilę przed odpowiedzią.
- Myślę, że nie powinno być problemu - odparł. - Tak długo jak jest gotów respektować nasze zasady, każdy jest mile widziany. Zwiemy się Klanem Pożogi.
Najwyraźniej tyle na razie wystarczyło kotce, bo zdecydowała się zebrać do dalszej drogi. Kazo nie zamierzał jej zatrzymywać, widząc, że się spieszyła.
- Do zobaczenia, Voodoo - rzucił za nią, odprowadzając ją spojrzeniem.
Samotniczka szybko zniknęła w leśnych zaroślach, zaś Prawa Łapa kontynuował swoją przechadzkę, nim wreszcie zdecydował się wrócić do obozu.
zt.
<br><center><div class="calosc"><img src="https://i.imgur.com/3gRXngj.png"><div class="teksttlo"><span class="linia1">soldier keep on marching on</span>
head down till the work is done
<span class="linia3">waiting on the morning sun</span>
<font class="linia4">soldier keep on marching on</font></div></div></center>
Futro Rudzika jest całe szare. Sierść kocura jest krótka. Budowa Rudzik jest najzwyklejsza choć kocur jest trochę bardziej postawny od przeciętnego kota. Nogi szarego są dość długie a oczy soczyście zielone. Uszy są dość duże. W jasnym świetle sierść kocura wydaje się jaśniejsza. Nos kocura jest czarny.
Żuraw jest wyluzowany ale energicznym kotem. Pomaga bardzo chętnie czym zdobywa przyjaźń innych kotów. Jest miły ale również asertywny. Nikt nawet największy naciągacz nie wmówi mu co chce a co nie chce. Nie potrafi gniewać się na innych bardzo długo ale ciągle coś tam pamięta kto mu coś zrobił. Jest dość zapominalski ale stara się pamiętać o wszystkim. Rzadko bywa arogancki tylko wtedy gdy się wkurza co również zdarza się rzadko. Niebieski ma duże pokłady cierpliwości. Kocur jest również bardzo gadatliwy i szczery. Kłamie bardzo rzadko a jeśli to zrobi najpóźniej dwa wschody słońca już to mówi kotu któremu skłamał. Żuraw lubi znajdować kryjówki i różne rzeczy do kolekcjonowania.
Rudzik ruszył na polowanie. Był dość blisko tymczasowego obozu Nowego Świtu. Nie chciał się zgubić więc to właśnie tam zaczął polowanie. Kocur opadł do ziemi i wyczulił zmysły chcąc upolować jakąś zwierzynę.