Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Sam nie wiedział czy ma się cieszyć czy płakać z powodu nowej terminatorki, zwłaszcza kiedy pod opieką nadal miał Jabłkową Łapę, której poświęcał dość dużo czasu. Młoda była dość ambitna i szybko się uczyła, a to w oczach Wietrznego Wąsa był najważniejsze.
Jeszcze tego samego dnia, gdy Wrzosowa Łapa rozmawiała z Czerwoną Gwiazdą, ustalili razem porę i dzień treningu, tj. brzask następnego dnia. Miał na uwadze to, że ruda kotka powinna mieć czas na przywitanie się z rodziną, ogarnięcie miejsca w legowisku i takie tam pierdoły więc nie ciągnął jej w las natychmiastowo, ale w tym miejscu ulgi się kończyły.
Czekał na kotkę przy wyjściu z obozu, o czym została poinformowana. Zaciekawienie jej historią i tym jak wróciła do klanu przeszło mu przez myśl tylko raz, a po tym jednym razie skupił się na zadaniu znacznie ważniejszym. Nie mieli czasu na głupie pogaduszki.
Ruda, tygrysio pręgowana koteczka o krótkim futrze, bez bieli. Wpisuje się idealnie w model przeciętnego kota, pod kątem budowy, może jest odrobinę delikatniejsza pod względem siłowym. Jej oczy kontrastują z futrem, mając piękną szafirową barwę.
Sama jest pełna różnych emocji, trochę gorzej idzie jej rozpoznawanie takowych u innych kotów. Preferuje radosność i stara się by jej rozmówcy się uśmiechali, nawet jeśli nie jest to im w tym momencie potrzebne.
Kosowa Pieśń/Rz
Na swoje całe rude nieszczęście obiecała i przysięgała, że będzie grzeczna i że będzie jak Wiewiórka. A co zrobiłaby jej siostra, gdyby umówiła się z mistrzem o brzasku? Na pewno by przyszła. Na pewno nie wyskoczyłaby na tereny żeby poskakać po skałkach. Na pewno nie wspinałaby się na Błyszczące Głazy. Jakkolwiek siostrzyczka nie byłaby kochana, w takim momencie nie zrobiłaby niż z rzeczy fajnych.
Jakkolwiek nie cieszyłaby się ze zmiany z Głogowego Cienia na kogokolwiek innego, tak musiała oddać mu jedną rzecz - umiał wychodzić z obozu, nie jak ten tu, co to się umówił przy „wyjściu”, Gwiezdny Klanie jaka NUDA.
Ale przecież miała nie narzekać.
- Dzień dobry Wietrzny Wąsie - odezwało się rude stworzenie, o brzasku stawiając się w wyznaczonym miejscu. Mistrz był duży i puchaty. I rudy. I raczej nie dałby się namówić na skakanie po Wilgotnych Skałkach na dobry początek dnia. Szkoda.
Wietrzna Łapa jest bardzo wysokim i eleganckim kocurem o smukłym i masywnym pysku z lekko zakrzywionym mostkiem nosa, ale też szerokich barkach oraz karku. Jego ciało otula zawsze dobrze ułożone długie futro koloru rudo-dymnego. Rozjaśnia się na pysku, szyi i brzuchu, a dodatkowo na piersi i brzuchu ma białe znaczenie, przy czym na piersi jest małe i przez to mniej widoczne, ponieważ znajduje się nad dymnym rozjaśnieniu. Znaczenie znajduje się też na wszystkich łapach pod postacią czterech, bardzo krótkich skarpetek. Wyjątkiem są jedynie dwa środkowe palce u lewej tylnej łapy, a będąc przy palcach - Wietrzny ma ich aż sześć u lewej przedniej łapy, lecz nie przeszkadza mu to w funkcjonowaniu. Jego oczy już dawno się wybarwiły i przybrały kolor brązowopomarańczowy.
Wietrzna Łapa zawsze był zapatrzony w ojca i chciał być taki, jak on. Nadal marzy o tym, by zabłysnąć w oczach starszych kotów i uparcie do tego dąży, nawet jeśli jego rówieśnicy już dawno ukończyli swoje treningi, a on sam został gdzieś z tyłu, zupełnie zapomniany. Jest spokojny i opanowany, a przy tym zawsze uprzejmy, choć zdarza mu się wycedzić jakąś złośliwość, jeśli ta okaże się na miejscu. Gdy choroba zatrzymała go w lecznicy, przemyślał swoje postępowanie i kilka ważnych w życiu spraw, uznając, że nie jest pępkiem świata i to, że zniknie na jakiś czas z klanowego życia, nic nie zmieni. Chce, aby jego obecność i nieobecność były wyczuwalne, dlatego też chce pracować i żyć dla klanu, by umacniać nie tylko go, ale także siebie.
Trzaskająca Łapa [Grom]
Z pewnością nie będą skakać jak dwa barany po żadnych skałkach. Wietrzny musiałby być niespełna rozumu, żeby coś takiego w ogóle przyszło mu do głowy, dlatego miał nadzieję, że Wrzosowa Łapa nie zacznie nagle odstawiać żadnych cyrków i nie będzie musiał marnować czasu na przywracanie ją do porządku. Była od niego starsza, więc nie mogła być głupsza. - Dzień dobry. Nie marnujmy czasu i ruszajmy na Koci Grzbiet, po drodze sobie porozmawiamy. - nie bez powodu chciał się z nią spotkać przy wyjściu z obozu. Musieli odbębnić podstawowe procedury i przemarsz na obszar treningowy był do tego najlepszym czasem. - Oficjalnie będziemy widywali się dwa razy w ciągu dnia. O świcie i o zmierzchu. Na patrole w porze górowania słońca udajesz się ze mną, żebyś mogła poznać wszystkie granice po kolei. Jeśli będziesz miała ochotę, zajmiemy się wtedy mało porywającą teorią oraz kodeksem. - żadnych ulg. Wietrzny Wąs natychmiastowo rozplanował wszystkie dni w życiu Wrzosowej Łapy, dopóki ta nie zostanie wojowniczką. - Od czasu do czasu będziesz miała dni wolne, żebyś sobie odpoczęła od mojej obecności. Rób wtedy wszystko to na co masz ochotę, ale nie zapominaj o swoich obowiązkach. Wymieniaj mech w legowiskach oraz doglądaj matek i starszych. Obóz opuszczasz tylko pod okiem wojownika i chcę, abyś kogoś o tym informowała, jeśli mnie akurat nie będzie w pobliżu. - nie miał zamiaru pozwalać swojej terminatorce na samowolkę. Obowiązek informowania członków klanu o tym, gdzie się podziewała, pomoże nie tylko rzece, ale też jej samej. Nie zapadnie się pod ziemię i nie zniknie jak kamień wrzucony w wodę. W razie czego będą mogli jej pomóc, gdyby długo nie wracała. - Czy się rozumiemy? - zatrzymał się i spojrzał na nią z góry, oczekując oczywiście przytaknięcia, albo co najwyżej pytań. Sprzeciwu nie brał nawet pod uwagę, bo jeśli taki się między nich wkradnie nie mógł ręczyć za swoje czyny i konsekwencje, jakie wyciągnie.
Ruda, tygrysio pręgowana koteczka o krótkim futrze, bez bieli. Wpisuje się idealnie w model przeciętnego kota, pod kątem budowy, może jest odrobinę delikatniejsza pod względem siłowym. Jej oczy kontrastują z futrem, mając piękną szafirową barwę.
Sama jest pełna różnych emocji, trochę gorzej idzie jej rozpoznawanie takowych u innych kotów. Preferuje radosność i stara się by jej rozmówcy się uśmiechali, nawet jeśli nie jest to im w tym momencie potrzebne.
Kosowa Pieśń/Rz
Starsza, czyli nie głupsza? Uśmiałam się. Ale myślę, że będziesz mógł się o tym przekonać sam, cny wojowniku, bo przecież Wrzoska jeszcze się nie rozkręciła. Na razie była przykuta myślą o obietnicy, że będzie grzeczna i ciągłą mantrą „co by zrobiła Wióra”. I chyba tylko dlatego miała jeszcze siłę, żeby utrzymywać tyłek na miejscu, a język w mordce.
Kiwnęła głową na wieść o Kocim Grzbiecie i musiała zacisnąć zęby, żeby nie pobiec do przodu i poczuła, że mogłaby się rozpłakać przez ten brak biegu, gdyby nie to, że musiała słuchać. Bo okazywało się, że jej życie będzie małym koszmarem. Treningi dwa razy dziennie i patrole? Czas dla siebie, podczas którego nie będzie mogła sama wybiegać na skały? Za co to? Opuściła ogon i przez chwilę powłóczyła łapami po czym popatrzyła smutno na mistrza i otworzyła pysk:
- Rozumiem, Wietrzny Wąsie - powiedziała tonem zabarwionym o młodocianą rozpacz. Nie dodała nic więcej, trzepiąc tylko jednym uchem i po westchnięciu prostując postawę. Tak by zrobiła Wiórka, tak by zrobiła Wiórka. Wiórka jest lojalna, Wiórka jest wojowniczką, na nią nikt się nie denerwuje, musisz być choć trochę jak ona. Chociaż troszeczkę.
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Wietrzny Wąs zachorował. Ojej, SZKODA. No, właściwie to serio szkoda, tak ze względu na Świetlik na przykład, ale samym Wietrznym Chaber się jakoś za bardzo nie przejmowała. Nie znała kocura za dobrze tak poza tym, że wydawał się trochę gburowaty, był blisko ze Świetlikowym Zagajnikiem i ostatnio zrobił jej kolejne dzieciaki. Czemu więc w ogóle o tym wiedziała i jakkolwiek się tym przejmowała? Otóż dlatego, że na czas jego choroby, która okazała się trzymać go na tyle długo, żeby utrudniać trening jego terminatorce, dostała w swoje łapki kolejną zdobycz. Tym razem była to Wrzosowa Łapa, o której Chaberka za wiele nie wiedziała, poza tym może, że na całkiem sporo się jej zniknęło z klanu. Miała już teraz całą gromadkę łącznie PIĘCIU terminatorów, chociaż dla Wrzoski była tylko mistrzem zastępczym. Ale to nic, nie? Może uda im się coś fajnego przerobić. Zależy, czy będzie chciała współpracować, będzie chodziła na treningi i coś umiała, bo od razu trafiały jej się same sztuki, które miały w głowach tak pusto, że aż szkoda gadać. Płotkę udało jej się dość szybko wyprowadzić na prostą. Gorzej z Pstrągiem, z którym wciąż czekało ją trochę roboty, ale przecież to ONA – żadne to dla niej wyzwanie, tch. W każdym razie złapała Wrzosową Łapę gdzieś w obozie i kazała jej przyjść następnego dnia o świcie... albo do wyjścia z obozu, albo na Koci Grzbiet, w zależności od tego, czy kotka wiedziała po tej swojej nieobecności, gdzie tereny treningowe klanu Rzeki się znajdują. A następnego dnia czekała na nią punktualnie dokładnie w umówionym miejscu, jakiekolwiek by tam ono nie było.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew
Ruda, tygrysio pręgowana koteczka o krótkim futrze, bez bieli. Wpisuje się idealnie w model przeciętnego kota, pod kątem budowy, może jest odrobinę delikatniejsza pod względem siłowym. Jej oczy kontrastują z futrem, mając piękną szafirową barwę.
Sama jest pełna różnych emocji, trochę gorzej idzie jej rozpoznawanie takowych u innych kotów. Preferuje radosność i stara się by jej rozmówcy się uśmiechali, nawet jeśli nie jest to im w tym momencie potrzebne.
Kosowa Pieśń/Rz
Myślała, że nikt nie uratuje jej z nudy, jaką zafundowała jej choroba mistrza. Niedźwiedzi Kieł okazała się wybawieniem, a wiadomość, że może SAMA przejść z obozu na Koci Grzbiet (bo od razu wybrała tę opcję, jako iż, wiedziała gdzie co jest) dawała czarnej kotce tyle punktów, że Wrzoska raczej nie przestanie jej lubić w całym swoim rudym życiu. Świt czy nie świt, Wrzos z zachwytu nie mogła zasnąć, więc nim jeszcze zrobiło się szaro, pod pretekstem wybrania się na trening, skoczyła na szybkie biagańsko po Wilgotnych Skałkach. Poczuła się tak dobrze, że nie miała najmniejszego zamiaru opuszczać treningu, zamierzała przyjść i z wdzięczności pokazać, że tak, będzie grzeczna, tylko nie uziemiajcie mnie w obozie, matko, litości, muszę biegać.
Gdy niebo zrobiło się bardziej kolorowe, a sama Wrzos miała futro upstrzone błotem, liśćmi i po prostu mokre od rzecznej wody, wbiegła na Koci Grzbiet z szerokim uśmiechem i radością w chabrowych oczach. Zatrzymując się na kilka centymetrów przed zastępczą mistrzynią i siadając na zadzie z impetem.
- Dzień dobry! - zaświergotała pogodnie i czekała na polecenia. Cokolwiek, za tyle radości zrobi cokolwiek.
Krępa, czarna kotka, o krótkiej, wiecznie rozczochranej sierści i silnych, mocnych łapach. Większa od przeciętnego kota, jednak zdecydowanie nie należąca do czołówki najwyższych kotów. Ma głęboko zielone oczy, które rozjaśniają się niemal do żółci na krawędziach. Blizny: urwana 1/4 prawego ucha. | KP
Nie spodziewała się... TAKIEGO powitania. Znaczy, no, nie było w nim nic złego, ale jednak widząc Wrzosową Łapę mokrą, brudną i generalnie wyglądającą tak, jakby zdążyła już udać się na jogging po całych terenach, Niedźwiedzi Kieł trochę się zdziwiła. Spotkania na Kocim Grzbiecie były dla niej znacznym ułatwieniem, bo nie lubiła siedzieć w obozie i sama nierzadko wychodziła wcześniej, ale mimo swoich nieskończonych pokładów energii, rano funkcjonowało jej się znacznie ciężej i chyba nie byłaby w stanie zacząć dnia tak aktywnie. Wyglądało jednak na to, że kotka była, hm, pozytywnie nastawiona, a to mogło też oznaczać, że chętna do współpracy. Ale o tym, cóż, o tym Chaber musiała się jeszcze przekonać. Wszystko po kolei.
– Dobrry, Wrzosowa Łapo – odpowiedziała. – Widzę, że jesteś pełna enerrrgii z samego rrrana. Mam nadzieję, że wykorzystasz to na trreningu – powiedziała i uśmiechnęła się krzywo, ale z wyraźnym rozbawieniem. Ach, zdecydowanie w ten sposób ich współpraca byłaby łatwiejsza. Oby tylko Wrzos była trochę lepszym przypadkiem niż Płotka i Pstrąg jeśli chodziło o stan jej wiedzy, bo Chaber nie miała ochoty znowu pół dnia poświęcać podstawom wszelkiej teorii. – Chodź, przejdziemy się na spacerrr... do Czterrrech Dębów, a może trrochę dalej. Byłaś tam kiedyś? – spytała, chcąc się trochę zorientować w stanie wiedzy kotki. Jednocześnie jednak nie traciła czasu i od razu praktycznie ruszyła w stronę Wilgotnych Skałek, żeby tam przeprawić się na drugą stronę rzeki. Chciała zahaczyć o granicę z Wichrem, żeby po drodze omówić trochę teorii i mieć z nią spokój. W końcu nie wiadomo, jak długo Wietrzny będzie chorował. – A po drrodze możesz mi opowiedzieć, jakie ustalenia mieliście z Wietrznym Wąsem. Wiesz, jakieś zasady, rrregułki i te takie, kiedy mieliście się spotykać, o wychodzeniu z obozu i tak dalej. I co przerrrabiałaś do tej porrry na trreningu – dodała po chwili. Miała do czynienia z kimś starszym... nawet od siebie, a więc istniała spora szansa, że Wrzoska COŚ wie. Pytanie tylko co takiego.
beforeI die,I'mgonna seesomethingthrough standing tall, theplaceIgrewup ★ I BLOW A KISS ★ 'cuzsoonthey'll seea "me" that theyneverknew