Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Niech to Gwiezdni! Skrzywił się, gdy jego łapa ominęła Śliwkową Pestkę, a ona sama zadała udany cios. Mimo że był dość delikatny, to kocur poczuł dzwonienie w czaszce - czy to rzeczywiście przez cios, czy przez poczucie porażki, nie miał bladego pojęcia. Zafalował nerwowo ogonem, pozwalając bólowi w zębach rozpłynąć się w próżni. Chyba nie powinien tak mocno zaciskać szczęk. Jednak! Nie było czasu do stracenia, przecież ten cały Gromiak nie czekałby, aż zdąży się wykurować! Ponownie obrał za cel głowę i uderzył łapą w jej bok. Starał się nie wykorzystywać całej siły - w końcu nie chciał skrzywdzić Śliwkowej Pestki, jednak zgodnie z zasadą oko za oko, chciał pokazać, że też coś potrafi.
A raczej zaczyna umieć, bo to pierwszy raz, kiedy bił się prawie poważnie, a nie... tak o, z kolegami. Na przykład z Rabarbarem, chociaż polegało to bardziej na delikatnym popchnięciu, a następnie jęczeniu, jak bardzo zostali ranni. Co jak co, ale zamiłowanie do dramaturgii mieli niesamowite!
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Dzwonienie w uszach czy nie było czymś co też Śliwka by planowała uczynić swojemu terminatorowi. W każdym razie kiedy po powodzeniu ataku ponownie ustała na wszystkich czterech łapach, Sroczka zdecydował się ponowić atak, jednak tym razem uderzyć nie w samą głowę, a jej bok! Niestety, mistrzyni go przechytrzyła i odskoczyła w bok sprawnie, jak młoda żaba poruszająca się po mokrych kamieniach Wilgotnych Skałek. Co za tym wyszło? Sroczka ponownie nawet nie dotknął mistrzyni, a ta zwiększyła nieco odległość między nimi.
Śliwkowa Pestka obserwowała uważnie próby kocurka w tym, aby ją trafić. Miała troszkę za sobą jak chodzi o ćwiczenie walki, mogła powiedzieć i pochwalić się nawet prawdziwą praktyką! Dlatego też nieudane próby młodzika nie sprawiały, że chciała się z niego śmiać. Uśmiechnęła się w jego stronę pogodnie i po kolejnej próbie i jej uniku, poruszyła uszami, po czym wzięła głębszy wdech, chcąc uspokoić nieco bijące serce. xx— Staraj się n-nie powtarzać ataków, słońce, dobrze? — mruknęła z lekkim uśmiechem i powróciła do pozycji, po czym wyskoczyła w jego kierunku chcąc wskoczyć na jego grzbiet.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Pudło! Widać rzeczywiście czekała przed nim długa nauka walki, bo nie miał do niej talentu. Albo był bardzo głęboko ukryty! Nie wypadając z pozycji, stanął naprzeciw kotki na ugiętych łapach. Faktycznie, może powtarzanie celu nie było najlepszym pomysłem...? x— Jasne — odpowiedział, kiwając głową i zadrżał wąsami, gdy Śliwkowa Pestka wyskoczyła w jego kierunku. Ojej! Nie miał ochoty znowu zostać trafionym wprawioną w boju łapą mistrzyni, dlatego prędko odskoczył od lecącej wojowniczki. Może i był wyższy, ale jeśli atak powiódłby się, mógłby załamać się pod ciężarem drugiego kota. Oczywiście nie dlatego, że Głogówna była gruba - co to, to nie! - a ponieważ on sam upodobnił się do kruchej gałązki.
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Chyba Srocza Łapa nie miał dzisiaj szczęścia! Jak na razie żaden z jego ataków się nie powiódł, a i z unikami szło dość kiepsko, chociaż Śliwkowa Pestka nie zamierzała mu tego wypominać. Walki jak to walki, nie da rady przecież nauczyć się od razu! W każdym razie Sroczce nie udało się odskoczyć w ogóle, a Śliwka z wyćwiczoną precyzję uderzyła w jego grzbiet, osiągając swój cel; albowiem spokojnie się go uczepiła, mogąc przyprawić biało-czarnego o chwilowy brak równowagi spowodowany zarówno uderzeniem, jak i jej ciężarem. I co teraz powinien począć kocurek?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Sroka zachwiał się pod atakiem Śliwkowej Pestki. Siedziała mu na grzbiecie, nie wiedział nawet, że tak się da! Drgnął wąsem w panice i rozstawił szeroko łapy, tak, by na pewno nie upaść i nie odsłonić się jeszcze bardziej. Chociaż... może to wcale nie był taki zły pomysł? Przewrócić się na grzbiet i docisnąć wojowniczkę swoim własnym ciężarem? Nie wiedział, czy to zadziała, jednak zawsze warto spróbować, prawda? Kocurek stanął na tylnych nogach i runął do tyłu. Oby tylko tym razem mistrzyni nie zdołała zrobić uniku, bo cały manewr mógł poskutkować obitym grzbietem!
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Czy to ptak? Czy to samolot? Nie! To w końcu udana akcja Sroczej Łapy! Śliwkowa Pestka postanowiła nie wykonywać żadnego ruchu, w dalszym ciągu jedynie wczepiając się pazurkami w jego grzbiet, chcąc utrudnić mu nieco poruszanie się i możliwe próby jej zrzucenia. Nie przewidziała jednak tak gwałtownego ruchu do tyłu! Otworzyła pyszczek w zdziwieniu i już po chwili uderzyła mocno grzbietem o ziemię, mając na sobie ciało Kapustki, które dociskało ją do ziemi. Z charakterystycznym westchnięciem z jej płuc uciekło powietrze, a po jej ciele przeszła nieprzyjemna fala bólu. Cóż, to nie Sroczy grzbiet będzie obity, a ten należący do jego mistrzyni!
Cale powietrze uleciało z płuc zaskoczonej wojowniczki, a nieprzyjemny ból w jej grzbiecie w dość szybki tempie przepłynął przez każdy członek jej ciałka. Westchnęła cicho i nieco się skrzywiła, po chwili nieznacznie uśmiechając. Zastosowany przez kocurka ruch był...znakomity! dawać by się mogło, że odkładał na niego siły, bowiem poprzednie ataki nie wychodziły mu wcale tak dobrze. Można również śmiało powiedzieć, że Owocówka była z niego bardziej niż zadowolona, była dumna! xx— B-bardzo dobrze! — wysapała spod niego ze słyszalnym zadowoleniem w głosie, może nawet i cichym mruczeniem? Czuła, że ten malutki Sroczka rośnie w jej oczach i uczy się w zastraszającym tempie. Cieszyła się, że szybko podejmował decyzje, które okazywały się jak najbardziej trafne. To...bardzo dobry znak! Nie pozostała mu jednak dłużna i po chwili ugięła tylne łapy i zaczęła nieprzyjemnie uderzać o kościste ciało swojego terminatora, chcąc się go z siebie pozbyć.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Zacisnął mocno powieki, spodziewając się rozchodzącego się od kręgosłupa bólu, który pozbawiłby go tchu w piersi, jednak... nic takiego nie nadeszło. Trafił za to na miękki brzuch Śliwkowej Pestki, która przyjęła na siebie zderzenie z ziemią. Czyżby... wreszcie mu się udało? Tak! Sroka uśmiechnął się szeroko, pokazując niebu zęby. x— Dziękuję! — miauknął radośnie, po chwili zdając sobie sprawę, jak bardzo musi ciążyć swojej mistrzyni. Może nie należał do największych czołgów, ale wciąż był dorosłym kocurem i swoje ważył! Nim zdążył się podnieść, poczuł kopanie w plecy, po którym zsunął się z wojowniczki i stanął w pozycji do walki. Może ziemia nie obiła mu pleców, ale Śliwkowa Pestka już mogła!
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Chociaż bardzo łatwo udało się kocurkowi przygnieść koteczkę do ziemi, tak nie pozostało to bez odpowiednich konsekwencji. Mimo próby sprawnego zejścia z brzucha Śliwki, nie udało się to biało-czarnemu tak jak chciał, albowiem jego mistrzyni zdążyła skopać jego zad i trochę grzbiet na tyle mocno, że sam mógł poczuć drażniący ból we wcześniej wspomnianych okolicach.
Czarno-biała sprawnie podniosła się z ziemi kiedy to udało jej się nieco skopać swojego przeciwnika, a ten zszedł z jej brzucha i ustał na własnych łapach. Otrzepała futerko i delikatnie łapą strąciła z grzbietu ostałe jeszcze źdźbła trawy czy innych niepotrzebnych ozdób. Poruszyła z zadowoleniem uszami i wibrysami, patrząc na stojącego w odpowiedniej pozycji kocurka. Trzepnęła ogonem dając znak, że...Koniec! Podeszła do niego i dotknęła nosem jego czoła w dumnym geście. xx— Wspaniale ci poszło, jestem z ciebie dumna. — zamruczała i cofnęła się delikatnie, przekrzywiając łebek. — No to teraz p-powiedz mi, jakie wnioski z tego wyciągnąłeś.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Najwidoczniej nie udało mu się zgramolić na tyle szybko, by pozostać bez szwanku. Bądź co bądź, Śliwkowa Pestka była doświadczoną wojowniczką, więc jej kopniaki musiały zostawić na Sroce piętno. Dość bolesne, jednak z pewnością nie tak bardzo, jak zderzenie z ziemią. Usiadł przed czarno-białą, schylając głowę, by przyjąć dotknięcie nosem, i uśmiechając się dumnie. No, jednak trochę potrafił, jeśli chodzi o walkę. Tylko trochę. x— Dziękuję! — miauknął jeszcze raz, stawiając uszy. Jak powie o tym rodzicom, to chyba spuchną ze szczęścia. Ich synek taki dorosły... — Że chyba zamiast się bić z innymi, powinienem ich przygniatać swoim ciężarem — zażartował, poruszając w rozbawieniu wąsami. Codziennie zje trochę więcej i proszę, maszyna do zgniatania! — Muszę jeszcze trochę popracować nad swoją szybkością. I nie celować dwa razy w to samo miejsce, tak jak mówiłaś — powiedział, tym razem na poważnie.
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Na pyszczku mistrzyni biało-czarnego pojawił się szczery uśmiech rozbawienia przez jego słowa. Zachichotała pod nosem i poruszyła wibrysami delikatnie kręcąc przy tym krągłym łebkiem. xx— Tym mnie bez dwóch zdań załatwiłeś. Nie chciałabym być twoim przeciwnikiem w tamtym momencie. — miauknęła szczerze. Kiedy jednak kocurek powiedział swoje prawdziwe wnioski, czarno-biała odzyskała nieco powagi i skinęła łebkiem w geście aprobaty i uznania. Wyciągnięte przez kocurka wnioski były jak najbardziej słuszne. To co wymienił jeszcze wyćwiczy, w końcu sama kotka nie miała z tym problemu a...No do najlepszych w przeszłości nie należała. Żeby nie było i teraz kimś niesamowitym nie była! Chodziło bardziej o to, że jak najbardziej da się wszystko doszlifować do...Zadowalających jakkolwiek efektów. Sroczka miał do tego predyspozycje i liczyła, że w przyszłości będzie nawet od niej lepszy! W prawdzie niezbyt wysoko powieszona poprzeczka, ale od czegoś trzeba zacząć, prawda? xx— Bardzo dobre wnioski, Kapustko. — zwróciła się do niego kocięcym imieniem i obdarowała szerokim uśmiechem, dając znak do powrotu. — Będziemy jeszcze ćwiczyć d-do twoje ceremonii, ale powiadomię Czerwoną Gwiazdę o tym, że jesteś już gotowy. A teraz l-leć do obozu, znasz drogę! Pochwal się rodzicom, na pewno będą zadowoleni. — zamruczała, idąc kawałek z kocurkiem. Teraz, kiedy nauczył się polować z większą pewnością mogła go odesłać samotnie do obozu, który znajdował się dosłownie rzut kamieniem od Kociego Grzbietu. Nim ten się jednak oddalił, czarno-biała zawołała go jeszcze. xx— Chciałabym, abyś za trzy wschody słońca przyszedł właśnie tutaj. Pójdziemy na obiecane rybki! — i po tym obwieszczeniu odprowadziła kocurka możliwie wzrokiem a sama udała się na polowanie aby rozchodzić nieco obity grzbiet.
Fabularny koniec treningu.
//Możesz zacząć nowy dzień, pobawimy się w rybki :3
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Zachichotał, gdy Śliwkowa Pestka przyznała mu rację na temat powalania przeciwników masą. Dobrze, że to nie była prawdziwa walka, bo przy przewrocie na plecy, odsłonięcie brzucha byłoby bardzo ryzykowne. W końcu nigdy nie wiedział, czy w krzakach nie czaił się ktoś inny, albo jeszcze prościej - czy atak w ogóle się uda. Bo jeśli przeciwnik zdołałby się odczepić od jego grzbietu na czas, dostałby łaciatego na talerzu. No chyba, że wtedy będzie już szybki jak burza i również zdoła się przeturlać, chroniąc delikatne części. Wtedy wyskoczy na przeciwnika i jednym kłapnieciem zębów złapie go za kark, a ten będzie błagał o litość! A Kapustka jako honorowy wojownik, szanujący Kodeks, puści go wolno, by rozpowiedział całemu światu o zdolnym młodziku Klanu Rzeki.
Wspomnienie o jego ceremonii wywołało u kocura świerzbienie palców. No tak! Zanim zostanie tym wielkim, legendarnym wojownikiem, o którym kociaki będą uczyły się w żłobkach, musi najpierw przejść swoją ceremonię! Ciekawe, jakie otrzyma imię? Będzie musiał pogawędzić o tym z rodzicami. Właśnie, rodzice! KONIECZNIE musi im powiedzieć o zakończeniu treningu, jak tylko wróci z obozu! x— Się wie, Śliwkowa Pestko! Dziękuję za cały trening, to był świetnie spędzony czas! Mam nadzieję, że będziemy w przyszłości jeszcze patrolować i polować — podziękował, nim na dobre odszedł od Śliwkowej Pestki, która ustaliła spotkanie na naukę łowienia ryb. Pokiwał energicznie głową, a potem jeszcze raz krzyknął podziękowania i pożegnania, następnie biegnąc do obozu. Rodzice pękną z dumy. Ich mały kawaler!
_________
Równo za trzy wschody słońca, najnowszy nabytek wśród prawie-wojowników Klanu Rzeki, stawił się na Kocim Grzbiecie z wysoko postawionym ogonem i wylizanym na gładko futerkiem. Nikt do końca nie wiedział, kiedy Sroka przestanie chorować na dumę z powodu ukończenia treningu, jednak sam poszkodowany nie uważał tego za coś szkodliwego - i miał rację. Jedyne, co się zmieniło, to nieco weselszy krok, trochę częstsze stanie na palcach i ciut wyżej uniesiona głowa. Nie wypominał żadnemu ze znajomych szybszego ukończenia treningu, w końcu to byłoby okropnie niemiłe!
Kocur usiadł wygodnie na trawie, obserwując otoczenie w poszukiwaniu Śliwkowej Pestki. Może tym razem zdąży ją zauważyć, nim ta go podejdzie!
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Tak jak obiecała, po trzech wschodach słońca stawiła się na spotkanie ze Srocza Łapą, niedługo zresztą klanowym wojownikiem; na rybne polowanie! Nie było to obowiązkowe do przerobienia na treningu, jednak każdy rzeczniak powinien tę umiejętność posiadać. Wstydem byłoby przecież nie umieć upolować ryby, a być członkiem Klanu słynącego przecież z tej umiejętności. To samo tyczyło się również pływania, które Owocówka miała w planach spróbować przerobić. Kiedy doszła na Koci Grzbiet, Sroczka już na nią czekał, czujnie rozglądając się dookoła za swoją mistrzynią. Uniosła ogon i podtruchtała do niego. xx— Srocza Łapo! — miauknęła pogodnie w jego stronę w formie przywitania a jej wibrysy zadrżały dumnie. Po krótkim przywitaniu, nie chcąc marnować czasu - dała znak ogonem i oboje zawrócili w kierunku Wilgotnych Skałek, gdzie czarno-biała chciała zapolować. Nim tam jednak doszli, czarno-biała Głogówna lekko szturchnęła brzózkę idącą obok ogonem w bok, posyłając uroczy uśmiech. xx— Co podzieli twoi rodzice n-na wieść o ukończonym treningu? Byli dumni?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
;;__;;
Tutaj była! Nigdzie się nie skryła, za żadnym źdźbłem trawy. Co zabawne, sama wyglądała jak źdźbło trawy, z wysoko postawionym wąskim ogonem. Srocza Łapa zamruczał za zadowoleniem i podszedł do niej parę kroków, kiwając głową wesoło. Chwytaj ostatnie chwile swojego treningu z mistrzynią, bo to może się już nigdy nie powtórzyć. A jeśli się powtórzy - to z pewnością nie będzie to już z Głogówną, ani tak przyjemne. Podejrzewał, że wojownicy zdegradowani do terminatorów nie mieli zbyt miłej wtórnej edukacji. x— Śliwkowa Pestko! — odpowiedział radośnie i również uniósł kitę. Szli w stronę obozu, pewnie do Wilgotnych Skałek! Wyglądały na dobre miejsce do łowienia ryb - a także raków, o czym łaciaty nie miał już tak wielkiego pojęcia. Za to wojowniczka z pewnością miała, tak samo jak i doświadczenie. x— Dumni? Jasne! Mama tak długo lizała mnie między uszami z radości, że prawie mam tam łysy placek! Tata niemal wyskoczył ze swojej sierści z emocji! I powiedział, że kto wie, kto wie, może będziemy mieć taki sam człon? Więc byli zdecydowanie dumni! — opowiedział mistrzyni, chichocząc na końcu. W swojej historii ani trochę nie przesadzał, same suche fakty. W dodatku bardzo rozczulające, bo Kapustka miał wrażenie, że w oczach rodziców mignęły mu naprędce wytarte łzy, od których on sam zaczął pociągać nosem. We wzruszeniu i refleksji, jak to życie szybko mija.
Mistrz: Kosowa Pieśń
Płeć: kotka
Matka: Kosowa Pieśń
Ojciec: Głogowy Cień
Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Czarno-biała kotka zamruczała cichutko na wesołe przywitanie, również sama chłonąc ostatnie tak naprawdę, chwile treningu ze Sroczką jako terminatorem. Nie mogła uwierzyć w to, że udało jej się wytrenować swojego pierwszego terminatora z którym to złapała tak dobry kontakt! Kapustka był naprawdę przemiłym kocurkiem i Śliwce serduszko rosło z dumy na myśl, że to jej przyszło go uczyć i pozwolić na wkroczenie do dorosłego życia tak jak powinien. Delikatnie, wyrozumiale i...rozważnie! Przejechała z nim wszystko, nawet to co nie było obowiązkowe na treningu, jednak Śliwka chcąc jak najlepiej dla biało-czarnego kocurka - mówiła mu o rzeczach dodatkowych, a jednak ważnych. Księżyce które razem przeszli nie wypadną jej tak szybko z łebka. Chociaż zacznijmy od tego, że zwyczajnie by na to nie pozwoliła! Kiedy padła odpowiedź co do reakcji rodziców kociaka, Śliwka nie mogła się powstrzymać od rozbawionego chichotu. Wyciągnęła nieco szyję aby obejrzeć sierść między uszami kroczącego obok niej kocurka. Może rzeczywiście malował się tam prawie łysy placek? Kto wie! xx— Na szczęście s-sierść masz na miejscu — zapewniła z rozbawieniem i przymrużyła oczy. Na słowa o takim samym członie jak ojciec Kapustki, Lisi Ogon, zafalowała ogonem. Sroczy Ogon? Bardzo ładne imię! Było delikatne i lekkie, wręcz idealnie przypasowane do wysokiej brzózki o gołębim serduszku jaką był bez dwóch zdań Srocza Łapa. Przynajmniej w oczach Owocówki. Ostatecznie udało im się dojść na Wilgotne Skałki, gdzie też Głogówna się zatrzymała i ogonem dała kocurkowi znak, aby przysiadł obok niej przy brzegu Grzmiącej Rzeki. xx— Tak j-jak obiecałam, dzisiaj ryby! — odparła wesoło, po czym poruszyła uszami i owinęła ogon wokół łapek. — Hm..no i może pływanie. W-wiesz coś może na temat łowienia ryb, Srocza Łapo? M-może tata ci coś mówił?
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l