Wschód pojawił się na horyzoncie, a właściwie wyszedł z krzaków, kiedy Obłoczna Łapa schwytała ptaszysko. Całe szczęście jej się udało złapać całego ptaka, a nie tylko parę piór, no nieźle.
- Tak, zakopać i zabrać do obozu w drodze powrotnej. - przypomniał, patrząc, jak biała terminatorka zakopuje zwierzynę. - Będziesz musiała na pewno jeszcze dużo poćwiczyć polowania, ale to w końcu pierwszy raz. Chcesz złapać coś jeszcze czy wracamy? - ciesz się Obłoczek, mistrz dał ci wybór, ale czemu nie, niech kocica poczuje się doceniona!
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Ślimacza Muszla (NPC)
Ojciec: Ostowy Kolec (NPC)
Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Obłok ucieszyła się, w końcu dostała pochwałę od mistrza, może niedługo będzie polować nawet lepiej, niż on? Chociaż co ona gada, jeśli nigdy nie widziała, jak poluje Wchód. W sumie to polowanie było dosyć fajnie, więc wolała jeszcze tutaj pobyć, niż wracać od razu do obozu.
- W sumie, to z chęcią mogę jeszcze coś upolować. - odparła.
Nie wyczekując odpowiedzi mistrza, poszła ponownie pod wiatr, ostrożnie i uważnie wypatrując zdobyczy. Tym razem liczyła na jakiegoś gryzonia, chociaż w sumie to wszytko jedno, na co się natrafi, na to i narzuci.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Obłoczna zdecydowała się na kolejne podejście do upolowania zwierzyny. Tym razem jednak dłuższą chwilę kluczyła, zanim udało jej się na cokolwiek trafić. W pewnym momencie jednak do jej nosa wraz z powiewem wiatru do nosa polującej kocicy dotarł świeży, mocny zapach gryzonia! Jeśli Obłoczna Łapa zdecydowała się za nim podążyć, po przejściu paru kroków wśród krzewów mogła dostrzec szarawe futerko popieliczki, która ostrożnie eksplorowała podszycie, ciągnąc swój puszysty ogon za sobą.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Ślimacza Muszla (NPC)
Ojciec: Ostowy Kolec (NPC)
Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
W końcu po pewnej chwili wyczuła gryzonia. Obłok, przypominając wszystkie zasady polowania, od razu schyliła się, przerzucając ciężar ciała na tylne łapy, ostrożnie skradała się w stronę, z której dochodził zapach, nadal uważając, by iść pod wiatr a także wyostrzając przy tym wszystkie zmysły i starała się nie natknąć na żadną suchą gałązkę. Jak tylko odległość była gdzieś z trzy ogony, po krótkim przygotowaniu, szybko rzuciła się na biedną popielniczkę z zamiarem uśmiercenia jej swoimi zębami, wbijając je prosto w tułów.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
/kiedy podchodzisz do zwierzyny, też musisz opisać całą pozycję łowiecką - ugięcie łap i ustawienie ogona i łba w linii grzbietu c:
Niestety, nawet najlepszym nie sprzyja czasem szczęście. Popieliczka rozglądała się dookoła, i choć nie wyczuła zapachu łowczyni, to w pewnym momencie odwróciła się i zobaczyła białe futerko terminatorki zmierzające w jej stronę. Na reakcję nie trzeba było czekać długo - gryzoń szybko wziął nogi za pas i uciekł w najbliższy gąszcz, by szybko wspiąć się na drzewo i niestety, Obłoczek nie miała nawet szans go dogonić.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Ślimacza Muszla (NPC)
Ojciec: Ostowy Kolec (NPC)
Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Ah, jaka szkoda, a było tak blisko! No ale cóż, nawet mistrz musi czasem ponieść porażkę. Obłok prychnęła z niezadowolenia, jednak nie zamierzała się tak łatwo poddawać i poszła po raz kolejny w poszukiwaniu jakiegoś nieostrożnego zwierzątka. Ponownie się podniosła i podążyła w kierunku, z jakiego wiał lekki wiatr, mając nadzieję, że jeszcze coś się znajdzie.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Cóż, każdemu się zdarza pech, no trudno. Obłok też przecież polowała po raz pierwszy, nie mogła od siebie wymagać złapania każdej zwierzyny, która się napatoczy! Los jednak dał jej kolejną szansę, bowiem po chwili marszu pod wiatr zobaczyła przed sobą poruszające się źdźbła trawy, spomiędzy których po chwili czmychnęło brązowawe ciałko myszki. Drobny gryzoń poruszał się przez chwilę, a później przystanął w jednym miejscu; najwidoczniej znalazł tam coś ciekawego.
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Ślimacza Muszla (NPC)
Ojciec: Ostowy Kolec (NPC)
Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
No i ponownie trafiło się coś ciekawego. Zachowując dotychczasowy kierunek, Obłok zwolniła tępo, a następnie przystanęła. Napinając mięśnie, przerzucając ciężar na lekko ugięte tylne łapy i pochylając łeb tak, żeby był na jednej linii z grzbietem, ponownie skoczyła na gryzonia, wysuwając pazurki, celując w mały tułów myszki.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Cóż powiedzieć, tym razem terminatorka miała więcej szczęścia. Myszka pozostała na miejscu, do ostatniego momentu nie uciekając, aż w końcu już nie mogła, bo dosięgły ją pazury kocicy. Gryzoń od razu wyzionął ducha, a Obłoczek miała kolejną zwierzynę na koncie.
Wschód wyłonił się z krzaczorów nieopodal terminatorki, bo tym razem też obserwował ją z ukrycia. Jej technika była jeszcze tak niedopracowana, że z żalem obserwował uciekającą popielicę, jednak nie zareagował, a wyszedł dopiero, kiedy myszka dokonała żywota w białych łapach.
- No dobra, powiedzmy że umiesz polować. Pamiętaj, że od dziś nie możesz jeść, dopóki nie zapolujesz dla starszyzny. - powiedział, podchodząc do kocicy i zerkając na mysz pod jej łapami. - Masz jakieś pytania?
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Ślimacza Muszla (NPC)
Ojciec: Ostowy Kolec (NPC)
Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
No i ponowny sukces! Postanowiła na razie położyć swoją zdobycz, aby jeszcze trochę pogadać z mistrzem. W końcu to chyba nie powinno długo trwać, racja? A, przecież podobno będą jeszcze ryby. Obłok szybciutko zakopała zwierzynę i zaznaczyła gałązką miejsce, odpowiednio kładąc ją.
- Dobrze, wszystko rozumiem. - odpowiedziała. - Czy teraz idziemy łowić ryby?
Zastanawiała się, jak to jest, ale pewnie łowienie ryb będzie znacznie trudniejsze, niż polowanie na gryzonia czy łapanie ptaków, chyba że... okaże się na lądzie.
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Wszystko zrozumiałe? No dobra, Wschód nie zamierzał dopytywać. Przekazał jej w końcu całą teorię, widział ją w akcji, no, wystarczyło. No to skoro tak, to chciał zarządzić pozbieranie zdobyczy i powrót do obozu, jednak padło pytanie o ryby. Naprawdę mówił wcześniej coś o rybach? Nie przypominał sobie.
Nieświadomie zmarszczył lekko brwi w zastanowieniu i spojrzał na Obłoczną Łapę. W sumie trochę się dziś napolowała, nie mógł przecież jej zmuszać do większego wysiłku. Nie była Skierkiem, który się tego domagał, a za zamęczenie terminatorki to Czerwia by mu mogła uszy odgryźć. Z drugiej jednak strony czy przy łowieniu mogła się jakoś szczególnie zmęczyć?
- A czujesz się na siłach, żeby parę złapać? - zapytał więc, żeby w razie czego nie było na niego. Poza tym hej, warto czasem posłuchać zdania terminatora, no nie?
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Ślimacza Muszla (NPC)
Ojciec: Ostowy Kolec (NPC)
Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Właściwie to Obłok nie czuła zbytniego zmęczenia, więc z chęcią by zaczęła łapać ryby. Po prostu chciała w jeden dzień załatwić całe polowanie, a cóż to za polowanie Rzecznego kota bez ryb?
- W sumie to nie jestem zmęczona, więc z chęcią mogę przystąpić do oswajania łowienia ryb. - zamruczała radośnie. To miłe było, że mistrz pyta o podobne rzeczy. Szczerze mówiąc, Obłoczna Łapa nie spodziewała się podobnego pytania. Myślała, że on tylko wymaga i wymaga od niej wysiłku, a tu proszę!
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Właściwie polowanie na ryby nie było polowaniem, a łowieniem. Po prostu siedziało się na tyłku i czekało, aż rybki same grzecznie przypłyną, no ale Obłoczna się o tym dowie dopiero za momencik. To była ta przyjemniejsza część zdobywania pożywienia, choć Porą Nagich Drzew ogon mógł porządnie się ochłodzić zanim nazbierało się tyle, ile chciało.
- No to w drogę, nad rzekę! Tylko najpierw zakop tą zdobycz. - polecił, poczekał, aż polecenie zostanie wykonane i ruszył w stronę Grzmiącej Rzeki, która była stosunkowo niedaleko, bo jej szum było słychać nawet tutaj. - Ogólnie łowienie ryb nie jest takie trudne, jak się wydaje, a już na pewno nie tak trudne jak polowanie. - zaczął więc wykłady z teorii, kiedy upewnił się, że terminatorka go słucha. - Musisz pamiętać oczywiście o paru rzeczach. Przede wszystkim musisz usiąść przy brzegu tak, by nie rzucać cienia na wodę, poza tym nie możesz hałasować ani głośno gadać. No ale jak już siedzisz na brzegu to bierzesz swój ogon i zanurzasz jego końcówkę w wodzie, i właściwie to tyle, siedzisz i czekasz, aż jakaś głupia rybka podpłynie, bo pomyśli że to jedzenie. A wtedy w swojej łapce wyciągasz pazury i szybko próbujesz wyrzucić rybę z wody na brzeg. Rozumiesz? Jak jest już na brzegu to wystarczy że ją zabijesz zanim jakimś cudem zwieje do wody. I to cała logika łowienia!
Mistrz: Bursztynowy Wschód i Wiewiórczy Skok
Płeć: kotka
Matka: Ślimacza Muszla (NPC)
Ojciec: Ostowy Kolec (NPC)
Trwałe urazy: blizna na końcu ogona
I tak oto kotka wyrosła jak powinna. Długie, piękne nogi zgrabnie poruszają się po podłożu i nie plączą się tak, jak dawniej. Teraz elegancko chodzi już tylko z przyzwyczajenia. Ciało jest szczupłe i przestała zupełnie przypominać chmurę. Jedyne, co ją z nimi teraz łączy, to imię i, może kolor sierści. Co się tyczy tego futra, to gruba warstwa coś bardzo zmalała, i teraz nie jest tak odporna na chłody, jak kiedyś. Dodatkowo na jej ogonie widnieje blizna, która została jako pamiątka po nieudacznym sparingu z Kornikiem. Oprócz tego, nic się nie zmieniło.
Już nie jest taka rozbrykana i chętna do zabawy, jak kiedyś. Wciąż jednak zdarza się odwalić lub powiedzieć coś głupiego, czy przyzna się, to zawsze pozostaje tajemnicą. Bliscy są dla niej ważniejsi, niż cokolwiek, choć i kłuci się z nimi czasami. Będzie próbować znaleźć wyjście z sytuacji i smucić, gdy nie będzie żadnego wyjścia. Nawet takie zdeterminowane kocice jak ona miewają upadki, od których odechciewa się czegokolwiek robić. Teraz już bardzo wyrosła i jest bardziej nastawiona na naukę i inne ważniejsze sprawy od zabawy. Jest już zupełnie inna i odrobi te wszystkie stracone księżyce jak trzeba.
Wsłuchując się w mistrza, Obłok pokiwała główką, dając znak, że wszystko rozumie i może zacząć. Doszła do brzegu i upewniła się, czy jej ciało nie rzuca tam cień. Raczej nie, więc położyła się równolegle do brzegu, uchylając mordkę tak, by nie było widać odbicia. Następnie powoli zanurzyła ogon. Zadrżała od zimnej wody, ale postarała się do tego przyzwyczaić i skoncentrować się na przypływających nieopodal rybach. Ciekawe, ile będzie musiała czekać?
WHYDON'TYOUBEYOURSELF? If you wait for an answer
From somewhere up above
Youmay never hear thelaughter
You'vebeen dreaming of
Wygodniej byłoby terminatorce, gdyby siedziała nad wodą i łowiła, ale być może i leżenie okaże się być dobrym sposobem na łowienie ryb? W każdym bądź razie przynajmniej nad rzeką kocica mogła odpocząć po wcześniejszym polowaniu. Wokół było spokojnie, wiał delikatny wietrzyk, a parę długości ogona dalej siedział rudy wojownik, przyglądając się jej w milczeniu.
Jeśli Obłoczna Łapa obserwowała wodę, w pewnym momencie mogła dostrzec parę szaroczarnych grzbietów nieopodal, pod taflą wody oraz czasami przebijające się srebrzyste błyski. W okolice końcówki ogona Obłocznej zawędrowała bowiem mała grupka płotek, które nieufnie podchodziły do nieznajomej rzeczy znajdującej się tuż przy powierzchni. Kręciły się jednak niedaleko, aż w końcu jedna z odważniejszych osobniczek podpłynęła do ogona terminatorki i delikatnie go skubnęła.