nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
A więc jednak, Korzonek znowu zrobił to samo, z tym, że teraz to jemu cokolwiek wyszło. Gwizd ostatecznie uprzykrzył życie jedynie powietrzu, bo przeciwnik od niecałego uderzenia serca znajdował się o skok dalej. Dziadek Sokół ciągle nie dawał sygnałów do kończenia walki, a terminatorzy z pewnością zdążyli się już wdrożyć – a przynajmniej Wietrzyk wciągnął się w grę ataków i uników na tyle, żeby nie kończyć jej z własnej woli. Niestrudzenie kontynuował wyprowadzanie ciosów, a entuzjazm i chęć trafienia umożliwiała ignorowanie wypływu energii. Na razie wnuk Zająca nie zdążył jeszcze się mocno zziajać, więc jego myśli krążyły głównie wokoło Popielatego, szukając punktów na ciele, które można by zaatakować.
Można powiedzieć, że spodobały mu się łapy syna Zaśnieżonej. Odczekał parę chwil, jakby dla zmyły, które wykorzystał, by mocniej ugiąć tylne nogi, aby i wybicie było mocniejsze. Jeśli Korzonek stworzył mu w ogóle do tego okazję, to brat Lota odbił się od ziemi i podjął próbę podcięcia przednich łap przeciwnika za pomocą własnych kończyn. Chciał oczywiście spowodować utratę równowagi.
Korzonek śmiało może uchodzić za syna Wilczego Pomruku. Jego futro jest czarne dymne, tyle że długie, co znacząco odróżnia go od rodziców; zarówno tych prawdziwych, jak i fałszywych. Ironicznie oczy odziedziczył po Bursztynowym Wschodzie: są intensywnie płomienno-bursztynowe, odznaczające się na tle ciemnego futra.
Korzonek dba o swój wygląd. Jest elegancki, dostojny, olśniewa urodą. Porusza się również z dostojeństwem i gracją. Kocur ma długie łapy. Wysoki jak jego prawdziwy ojciec (mówiąc szczegółowo jest idealnie tego samego wzrostu, co Bursztynowy Wschód) i szczupły.
Kocur jest bardzo stonowany i spokojny. Stroni od idiotycznych zabaw i zbędnych rozmów, ot, woli się nie przemęczać, używając innych do swoich celów. Typ obserwatora i stratega. Zawsze dokładnie ocenia sytuację i uwikłanych w jego brudne plany delikwentów, by dobrać odpowiednie środki, dzięki którym sam pozostanie nie tylko czysty i niewinny, ale także na nieszczęściu wybije się na szczyt, będąc w oczach starszych tym najlepszym. Kocur jest typem samotnika. Woli spędzać czas samotnie, na uboczu, lecz zawsze swoją uwagę kieruje na innych, obserwując ich każde potknięcie i błąd, by w przyszłości móc tę analizę wykorzystać dla własnego interesu, jaki by nie był. Jest wcieleniem ideału; Los nie poskąpił mu niczego. Jego ruchy są pełne gracji i dostojności, a niezwykła uroda, delikatna, niewieścia i ponętna stoi w zdecydowanej sprzeczności z czarnym wnętrzem - można śmiało nazwać o bestią, czy nawet samym diabłem w pięknej, lśniącej skorupie, na której nie sposób dostrzec skazy. Mówi innym to, co chcą usłyszeć, by przypadkiem sobie nie zaszkodzić. Z szacunkiem odnosi się do starszych i wyższych rangą, ale tylko po to, by zyskać w ich oczach, by zmanipulować i później móc używać do własnych celów - lepiej mieć więcej sojuszników, niż wrogów. Korzonek należy do tych mściwych i pamiętliwych. Jest w stanie poświęcić całą swą energię i czas by komuś zaszkodzić, choć nigdy nie zrobi tego w jawny sposób. Zdecydowanie woli wykorzystywać moc plotek i pomówień niż pazurów i kłów.
Barwna Ścieżka (wicher)
Udało się. Czuł już lekkie znużenie długą i męcząca dla obu stron walką, lecz co miał zrobić innego, jak przystąpić do kontrataku skoro nadarzała mu się taka dobra okazja? Popielata Łapa odbił się od ziemi i skoczył w stronę Gwiżdżącej Łapy. Planował wylądować na jego grzbiecie i przygwoździć go do ziemi. Syn Splątanego Wąsa nie był kurduplem, ale i Popielata Łapa nie należał do mikrusów, więc taki atak mimo wszystko mógł się powieść.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Atak Gwizda: słaby (50%) 27 - 18 = (50%) 4
Atak Popielatego: krytyczny (150%) 26 - 15 = 17 (150%)
Wnukowi Sokoła nie szło dzisiaj wręcz wybitnie. Może w ogóle nie stosował techniki, która była dla niego odpowiednia? Ledwie musnął łapy przeciwnika, na dokładkę tylne, bo w tym czasie drugi uczeń jego dziadka już lądował na jego grzbiecie i przygniatał go do ziemi! To nie było wcale takie miłe, jak można było się spodziewać.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
I znowu niekoniecznie mu wyszło. Uchylił mordkę, lecąc ku łapom Popielatego, kiedy nagle przednie nogi kocura się podniosły, a pale Gwizda ledwo trąciły tylne kończyny dymnego – może dlatego, że cios wycelowany był w przednią parę? Tak czy siak, Wietrzyk nagle poczuł ciężar na grzbiecie, przyciskający go do podłoża. Łapy mu się rozjechały i teraz leżał na brzuchu, a na jego szerokich plecach znajdował się przeciwnik. W pierwszej chwili niebieski wydał z siebie zaskoczone charknięcie, potem trochę rozpaczliwie zaczął się szamotać bez ładu i składu, chcąc zrzucić z siebie pomarańczowookiego, a sobie umożliwić ponowne ustanie na nogach. Do jego mózgu zaczęły docierać informacje, że nie za bardzo mu idzie, ale skupił uwagę na próbach oswobodzenia się, więc nie rezygnował z walki. Z pewnością leżenie pod Popielatym nie było przyjemne, nic więc dziwnego, że terminator myślał przede wszystkim o zrzuceniu go z siebie.
Korzonek śmiało może uchodzić za syna Wilczego Pomruku. Jego futro jest czarne dymne, tyle że długie, co znacząco odróżnia go od rodziców; zarówno tych prawdziwych, jak i fałszywych. Ironicznie oczy odziedziczył po Bursztynowym Wschodzie: są intensywnie płomienno-bursztynowe, odznaczające się na tle ciemnego futra.
Korzonek dba o swój wygląd. Jest elegancki, dostojny, olśniewa urodą. Porusza się również z dostojeństwem i gracją. Kocur ma długie łapy. Wysoki jak jego prawdziwy ojciec (mówiąc szczegółowo jest idealnie tego samego wzrostu, co Bursztynowy Wschód) i szczupły.
Kocur jest bardzo stonowany i spokojny. Stroni od idiotycznych zabaw i zbędnych rozmów, ot, woli się nie przemęczać, używając innych do swoich celów. Typ obserwatora i stratega. Zawsze dokładnie ocenia sytuację i uwikłanych w jego brudne plany delikwentów, by dobrać odpowiednie środki, dzięki którym sam pozostanie nie tylko czysty i niewinny, ale także na nieszczęściu wybije się na szczyt, będąc w oczach starszych tym najlepszym. Kocur jest typem samotnika. Woli spędzać czas samotnie, na uboczu, lecz zawsze swoją uwagę kieruje na innych, obserwując ich każde potknięcie i błąd, by w przyszłości móc tę analizę wykorzystać dla własnego interesu, jaki by nie był. Jest wcieleniem ideału; Los nie poskąpił mu niczego. Jego ruchy są pełne gracji i dostojności, a niezwykła uroda, delikatna, niewieścia i ponętna stoi w zdecydowanej sprzeczności z czarnym wnętrzem - można śmiało nazwać o bestią, czy nawet samym diabłem w pięknej, lśniącej skorupie, na której nie sposób dostrzec skazy. Mówi innym to, co chcą usłyszeć, by przypadkiem sobie nie zaszkodzić. Z szacunkiem odnosi się do starszych i wyższych rangą, ale tylko po to, by zyskać w ich oczach, by zmanipulować i później móc używać do własnych celów - lepiej mieć więcej sojuszników, niż wrogów. Korzonek należy do tych mściwych i pamiętliwych. Jest w stanie poświęcić całą swą energię i czas by komuś zaszkodzić, choć nigdy nie zrobi tego w jawny sposób. Zdecydowanie woli wykorzystywać moc plotek i pomówień niż pazurów i kłów.
Barwna Ścieżka (wicher)
I znowu to syn Zaśnieżonej Ścieżki był górą. Udało mu się przewrócić wnuka Sokolego Cienia tak jak planował. W sumie to był zaskoczony, że wyszło mu to już za pierwszym razem i to wyszło dobrze, doskonale wręcz, lecz nie dał się pochłonąć tym uczuciom, zamiast tego skupił się na przytrzymaniu niebiesko-białego kocura przy ziemi. Popielata Łapa próbował oprzeć łapę o jego kark i przygnieść mu głowę do ziemi, natomiast tylną przycisnąć jego ogon. Z racji zakazu używania pazurów zadanie to było znacznie utrudnione, gdyż nie mógł zahaczyć się o swojego przeciwnika, nie mógł nawet przytrzymać się go zębami, ponieważ to skutkowałoby niechybnie rozerwaniem skóry i przelaniu krwi. Dymny kocur mógł tylko liczyć na to, że jego ciężar i siły wystarczą do przytrzymania przeciwnika i wygrania tej potyczki.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Atak Gwizda: udany (100%) 28 - 19 = 9
Atak Popielatego: udany (100%) 24 - 8 = 16
Teraz dopiero się narobiło. Popielaty próbował dociskać przeciwnika do ziemi, co na pewno nie było łatwe bez pazurów i zębów, ale wnuk Sokoła nie pozostawał dłużny. Efekt był taki, że obaj poobijali się dość mocno, Popielaty chyba dostał nawet głową Gwiżdżącego w szczękę i choć skończyli poplątani i zmęczeni, to na pewno ten ruch czegoś ich nauczył, pytanie tylko, czego.
- Dość - Sokół odezwał się spokojnie, bez żadnych emocji. - Jakie są wasze przemyślenia? - zapytał zaraz, poruszając lekko ogonem i czekając na to, co mają mu do powiedzenia. Nie zamierzał na razie mówić im, co zrobili dobrze, a gdzie popełnili błędy, ale tez trudno powiedzieć, żeby był niesamowicie zachwycony. Z drugiej jednak strony zdawał sobie sprawę z tego, iż był to dopiero początek, więc na wiele kwestii był skłonny przymknąć oko. Na razie jednak ciekaw był, co jego uczniowie będą w stanie sami powiedzieć.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
Korzonek śmiało może uchodzić za syna Wilczego Pomruku. Jego futro jest czarne dymne, tyle że długie, co znacząco odróżnia go od rodziców; zarówno tych prawdziwych, jak i fałszywych. Ironicznie oczy odziedziczył po Bursztynowym Wschodzie: są intensywnie płomienno-bursztynowe, odznaczające się na tle ciemnego futra.
Korzonek dba o swój wygląd. Jest elegancki, dostojny, olśniewa urodą. Porusza się również z dostojeństwem i gracją. Kocur ma długie łapy. Wysoki jak jego prawdziwy ojciec (mówiąc szczegółowo jest idealnie tego samego wzrostu, co Bursztynowy Wschód) i szczupły.
Kocur jest bardzo stonowany i spokojny. Stroni od idiotycznych zabaw i zbędnych rozmów, ot, woli się nie przemęczać, używając innych do swoich celów. Typ obserwatora i stratega. Zawsze dokładnie ocenia sytuację i uwikłanych w jego brudne plany delikwentów, by dobrać odpowiednie środki, dzięki którym sam pozostanie nie tylko czysty i niewinny, ale także na nieszczęściu wybije się na szczyt, będąc w oczach starszych tym najlepszym. Kocur jest typem samotnika. Woli spędzać czas samotnie, na uboczu, lecz zawsze swoją uwagę kieruje na innych, obserwując ich każde potknięcie i błąd, by w przyszłości móc tę analizę wykorzystać dla własnego interesu, jaki by nie był. Jest wcieleniem ideału; Los nie poskąpił mu niczego. Jego ruchy są pełne gracji i dostojności, a niezwykła uroda, delikatna, niewieścia i ponętna stoi w zdecydowanej sprzeczności z czarnym wnętrzem - można śmiało nazwać o bestią, czy nawet samym diabłem w pięknej, lśniącej skorupie, na której nie sposób dostrzec skazy. Mówi innym to, co chcą usłyszeć, by przypadkiem sobie nie zaszkodzić. Z szacunkiem odnosi się do starszych i wyższych rangą, ale tylko po to, by zyskać w ich oczach, by zmanipulować i później móc używać do własnych celów - lepiej mieć więcej sojuszników, niż wrogów. Korzonek należy do tych mściwych i pamiętliwych. Jest w stanie poświęcić całą swą energię i czas by komuś zaszkodzić, choć nigdy nie zrobi tego w jawny sposób. Zdecydowanie woli wykorzystywać moc plotek i pomówień niż pazurów i kłów.
Barwna Ścieżka (wicher)
Mimo ciosu nie dał się zrzucić i twardo trwał przy swoim aż wreszcie usłyszał sygnał zwiastujący koniec. Popielata Łapa był z siebie zadowolony w przeciwieństwie do Sokolego Cienia, który najwyraźniej oczekiwał po nich więcej, tylko czego dokładniej?
Dymny kocur puścił Gwiżdżacego i odsunął się o krok otrzepując przy okazji długie futro. Po dzisiejszym starciu zostaną mu siniaki zwłaszcza na szczęce, jednakże druga strona oberwała bardziej i Popielata Łapa zamierzał przypisać zwycięstwo do swojego konta.
- Na pewno muszę popracowac nad zręcznośścia i reflekssem - odpowiedział spokojnie, nie okazując po sobie znużenia, które powoli zaczęło go atakować. Tarzali się długo i pokonanie syna Splątanego Wąsa wymagało od niego wysiłku. A co do spostrzeżeń nie miał ich wiele. Wykorzystywał otoczenie, celował w czułe punkty i porażkę odniósł jedynie przy próbie wykonania uniku.
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
Pewnie obu terminatorom Sokoła przybędzie parę siniaków, ale nie na tyle bolesnych, by wymagały udania się do Lśniącej. U Gwizda większość koncentrowała się na grzbiecie, który przeciwnik usilnie przygniatał do ziemi, ale odrobinę bolał go też łeb, w miejscu, w którym spotkał się ze szczęką dymnego, która jednak finalnie musiała bardziej boleć.
W końcu dziadek dał sygnał do skończenia walki, a po uderzeniu serca siła, wgniatająca Wietrzyka w ziemię, zelżała, a on sam mógł podnieść się nareszcie z pozycji leżącej. W ślad za Popielatym otrzepał pobieżnie niebieską sierść, której doprowadzenie do pełnego porządku jednak wymagało, z racji uprzedniego położenia syna Splątanej, dokładniejszej toalety. Co do przemyśleń, Gwiżdżąca Łapa nie czuł się przegranym, choć docierało do niego, że nie poszło mu wcale aż tak dobrze. Zastrzygł uszami w stronę pomarańczowookiego, by po chwili miauknąć po prostu:
— Ja tef. — Musiał przyznać, że słabo szło mu reagowanie na ciosy Korzonka i większość z nich trafiała właśnie tam, gdzie syn Zaśnieżonej celował, co nie działało wcale odwrotnie – drugi terminator mógł pochwalić się lepszym refleksem. Gwizd czekał, co więcej powie Sokół.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
- Dlaczego? Chciałbym, żebyście rozwinęli to, co mówicie. To wasze odczucia i przemyślenia są teraz najważniejsze, ja mogę dopiero później je uzupełnić. Gwiżdżący? - rzucił, unosząc lekko brwi i patrząc na nich uważnie. Obaj mogli dojść do wniosku, że ich mentor nie był do końca zadowolony z wypowiedzi, jakimi go uraczyli, bo cóż one właściwie oznaczały? Byli tutaj, by o wszystkim porozmawiać, by zwrócić uwagę na popełniane błędy, byli tutaj po to, by się uczyć i tego właśnie od nich oczekiwał. Nie zakładał jednak, by musiał wkładać im całą wiedzę do łbów, w końcu nie on walczył, nie on poruszał ich łapami, nie on był kimś, kto w przyszłości miał za nich decydować w czasie bitew, jakie ich czekają. Jeśli faktycznie chcieli być wojownikami, to przyszła najwyższa pora na to, żeby wzięli się za analizowanie tego, co sami robili. To był pierwszy krok w dorosłość. Owszem, umieli polować, ale to nie było aż tak skomplikowane, jak stawianie czoła przeciwnikowi, który również potrafił walczyć, bo nie oszukujmy się, nawet zwykła kuna wiedziała doskonale, gdzie wbijać kły.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
— Fłabo mi fło telowanie, a to tef łeflekf, pławda, dadku? — odpowiedział tuż po tym, jak zabrzmiało jego własne imię. Choć można by odczytać te słowa w głowie tonem nieco zarozumiałym, jakby niebieski chciał udowodnić Sokołowi swoją rację, jakby chciał być mądrzejszy, ale tak naprawdę w jego głosie zabrzmiała po prostu chęć upewnienia się. Nie speszyło go to, że czarny wyglądał na raczej niezadowolonego z ich odpowiedzi, ale miał nadzieję, że to małe wyjaśnienie bardziej przypadnie mistrzowi do gustu. Trybiki w mózgu terminatora ciągle jednak pracowały, a chociaż biało znaczona mordka się przymknęła – ale nie do końca, wąska szparka została, by syn Gładkiego mógł zaczerpywać powietrze przez usta – Gwiżdżący chciał dodać coś jeszcze, bo czuł, że może, a nawet że powinien. Czarny znał swego wnuka na tyle, by rozpoznać, że ten jeszcze myśli. Jego sprawa, co zrobi z tą wiedzą, lecz szary po chwili znowu zaczął mówić. — Mufę chyba nautyt fię uników, bo nie umiem w połę odfkotyt w bok, jak Popielata Łapa mnie atakował — uzupełnił pierwszą wypowiedź, szukając w sylwetce dawnego zastępcy reakcji. Prawie że przestał zwracać na Korzonka uwagę, choć gdy wspomniał jego imię, obrócił łeb w jego stronę. Podobnie pewnie stało się, kiedy to syn Zaśnieżki się odezwał.
Korzonek śmiało może uchodzić za syna Wilczego Pomruku. Jego futro jest czarne dymne, tyle że długie, co znacząco odróżnia go od rodziców; zarówno tych prawdziwych, jak i fałszywych. Ironicznie oczy odziedziczył po Bursztynowym Wschodzie: są intensywnie płomienno-bursztynowe, odznaczające się na tle ciemnego futra.
Korzonek dba o swój wygląd. Jest elegancki, dostojny, olśniewa urodą. Porusza się również z dostojeństwem i gracją. Kocur ma długie łapy. Wysoki jak jego prawdziwy ojciec (mówiąc szczegółowo jest idealnie tego samego wzrostu, co Bursztynowy Wschód) i szczupły.
Kocur jest bardzo stonowany i spokojny. Stroni od idiotycznych zabaw i zbędnych rozmów, ot, woli się nie przemęczać, używając innych do swoich celów. Typ obserwatora i stratega. Zawsze dokładnie ocenia sytuację i uwikłanych w jego brudne plany delikwentów, by dobrać odpowiednie środki, dzięki którym sam pozostanie nie tylko czysty i niewinny, ale także na nieszczęściu wybije się na szczyt, będąc w oczach starszych tym najlepszym. Kocur jest typem samotnika. Woli spędzać czas samotnie, na uboczu, lecz zawsze swoją uwagę kieruje na innych, obserwując ich każde potknięcie i błąd, by w przyszłości móc tę analizę wykorzystać dla własnego interesu, jaki by nie był. Jest wcieleniem ideału; Los nie poskąpił mu niczego. Jego ruchy są pełne gracji i dostojności, a niezwykła uroda, delikatna, niewieścia i ponętna stoi w zdecydowanej sprzeczności z czarnym wnętrzem - można śmiało nazwać o bestią, czy nawet samym diabłem w pięknej, lśniącej skorupie, na której nie sposób dostrzec skazy. Mówi innym to, co chcą usłyszeć, by przypadkiem sobie nie zaszkodzić. Z szacunkiem odnosi się do starszych i wyższych rangą, ale tylko po to, by zyskać w ich oczach, by zmanipulować i później móc używać do własnych celów - lepiej mieć więcej sojuszników, niż wrogów. Korzonek należy do tych mściwych i pamiętliwych. Jest w stanie poświęcić całą swą energię i czas by komuś zaszkodzić, choć nigdy nie zrobi tego w jawny sposób. Zdecydowanie woli wykorzystywać moc plotek i pomówień niż pazurów i kłów.
Barwna Ścieżka (wicher)
Syn Bursztynowego Wschodu cieszył się, że Gwiżdżąca Łapa nie zwraca się do niego. Musiał się bardzo postarać, by przełożyć ten bełkot na zrozumiałe słowa. Zerknął na niego przelotnie szukając połamanych kłów, wybitych zębów bądź innych uszczerbków uzębienia tłumaczących jego tragiczną wadę wymowy. Przyganiał kocioł garnkowi, czyż nie?
- Zepssułem jeden z dwóch uników, które wykonałem, a to o jeden raz za dużo - rozwinął zgodnie z prośbą mistrza. Co do reszty nie miał zastrzeżeń, gdyż nie dostrzegał więcej swoich pomyłek.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Słuchał. Nie byli zbyt chętni do tego, by mówić, powiedzmy, że cało się to odczuć, a Sokół też nie chciał ich jakoś niesamowicie mocno naciskać. Miał jednak nadzieję, że nawet ze sposobu, w jaki obecnie prowadzą rozmowę, jego podopieczni coś wyniosą i zrozumieją, że mowa o włąsnych błędach bywa użyteczna, a nie jest tylko i wyłąćznie karą. Pokiwał w końcu nieznacznie swym wielkim łbem.
- Koncentracja. Tego brakuje wam obu, planujecie ataki, choć nie do końca przyglądacie się sobie wzajemnie. To zapewne z czasem ulegnie zmianie. Wykonywanie uników też nie należy do najłatwiejszych rzeczy pod słońcem, zdaję sobie z tego sprawę. Nie koncentrujecie się również na tym, co w was najlepsze, a musicie się zastanowić, czy jesteście silniejsi, czy może szybsi. Kwestia wykorzystania okolicy do walki jest nieco dyskusyjna, ale mam nadzieję, że z czasem będziecie w stanie dobrze sobie z tym radzić. Zachęcam was, żebyście dalej próbowali, bo ja za was walki nie wygram. Najważniejsze, żebyście czuli własne ciała, własne łapy, zęby, bo to one mają wam dać przewagę - powiedział w końcu, patrząc to na jednego, to na drugiego terminatora, a potem zarządził powrót do obozu, bo na dzisiaj wystarczyło tego dobrego. Zmęczyli się obaj wyraźnie, więc nie było sensu ciągnąć ich gdzieś dalej, trzeba było zająć się wypoczynkiem i w kolejnych dniach przystąpić do nowych nauk.
//Gwizd - proszę cię, zacznij nowy dzień, jakieś dwa dni przed najnowszą ceremonią, Popielaty - dziękuję za udział w walce
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
— Dobwe, dadku — miauknął tylko, kiwając jednocześnie lekko łbem. Nie dostrzegł spojrzeń Popielatego, skupiał się głównie na tym, co mówił Sokoli Cień. Zdawał sobie sprawę, że jego trening trwa już trochę czasu i chyba został nieco w tyle za Lotem, do tego coraz bardziej chciał już być tym dobrym, silnym wojownikiem, o zostaniu którym marzył od dawna, chyba jeszcze zanim zachorował. Wiedział jednak, że ma, co ćwiczyć, i miał zamiar to robić pod okiem doświadczonego mistrza. Wrócił do obozu z dziadkiem i kolegą ze szkolenia, nie wypowiadając w trakcie drogi prawie żadnego słowa, bo tempo wystarczało, aby odebrać mu resztę tchu, którego po walce naprawdę nie zostało mu wiele.
***
Czekał na dziadka dokładnie tam, gdzie się umówili, czy to podczas poprzedniego treningu, czy przypadkowego zetknięcia i krótkiej rozmowy. Zastanawiał się, co jeszcze zostało im do omówienia teraz, bo walkę i polowanie ciągle ćwiczyli, choć zdążyły wejść już Gwizdowi w krew. Przestał popełniać karygodne błędy, szło mu całkiem nieźle, a nawet jak już się mylił, zwykle były to drobne potknięcia, które łatwo dało się skorygować. Jakby widział na horyzoncie widmo własnej ceremonii na wojownika, gdzie otrzyma w końcu imię Gwiżdżącego Wiatru, którego od zawsze się spodziewał i na które od zawsze czekał. Może nie dawał tego po sobie mocno odczuć, ale chciał jednak zostać tym wojownikiem. Widział w tym dużo więcej magii, niż rzeczywiście posiadało, jednak miał wrażenie, że gdy tylko zacznie używać innego imienia, z dnia na dzień stanie się silniejszy, bardziej doświadczony i bardziej umiejętny. Ale najpierw wypadało skończyć trening, a od tego momentu… cóż, jeszcze trochę go dzieliło.
Mistrz: Malinowy Nos
Płeć: kocur
Matka: Tymiankowy Listek [NPC] (*)
Ojciec: Czyżykowy Głos [NPC] (*)
Partner: Zajęczy Sus
Wszechogarniającą czerń rozjaśniają tylko dwa punkty, od których można spokojnie dostać gęsiej skórki. Oczy Sokoła, które w kocięctwie były krystalicznie wręcz niebieskie, stały się złote, lśniące i w istocie wielce niepokojące, przypominają bowiem ślepia drapieżnika, od którego pochodzi imię kocura. Jego uszy nadal są raczej niewielkie, dość szerokie u nasady, osadzone na płaskim łbie i w dużej mierze kryją się pośród długiej, lśniącej sierści Sokoła. Jego szczęka stała się mocniejsza, tak jak i całe ciało, które zdecydowanie nie jest już ciałem kocięcia, lecz kocura wkraczającego w dorosłość. Syn Czyżykowego Głosu i Tymiankowego Listka jest bowiem krępy, dość wysoki, jego łapy zdecydowanie pokazują, jak wielka kryje się w nich siła, a szeroki kark podpowiada, że lepiej z nim nie zadzierać...
Zapraszam do KP
Racza Sadzawka (KW), Tonące Słońce (S), Koziczy Skok (KG), Lodowy Pył (KC), Srebrzysty Pazur, Jasny Poranek, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Sad. To stąd mieli zaczynać swoją wędrówkę, chociaż Sokół nie był pewien, jak daleko zajdą, biorąc pod uwagę chmury, które się nad nimi zbierały. Trudno było powiedzieć, w którym odkładnie momencie zostaną zmoczeni, ale nie zamierzał z tego powodu odkładać treningu. Już zbyt wiele przeszedł w życiu, by obawiać się czegoś takiego, czy coś podobnego, więc po prostu wędrował spokojnie na spotkanie z wnukiem, któremu skinął łbem, gdy tylko dostrzegł go siedzącego pod jednym z drzew.
- Gwiazd - powiedział w formie powitania, a następnie uśmiechnął się do niego lekko i skinął na niego łbem, by ruszyli dalej. Zamierzał zabrać go aż na granicę i przekonać się, czy wnuk wie, jak ja oznaczyć i czy rozpozna dokładnie, gdzie ta przebiega. Co prawda na pewno miał już z tym doświadczenie, ale mimo wszystko Sokół chciał przekonać się na własne oczy, jak sprawy się mają.
- Rangi. Wróćmy do nich, miałeś się czegoś więcej dowiedzieć i zastanowić nad tym tematem - rzucił więc luźno, czekając na to, co terminator będzie miał do powiedzenia. Wędrował spokojnie wśród drzew, nie spiesząc się zbyt mocno.
neversaydie............... ...............neversayno you got tolook themin theeye a n d.d o n ' t .l e t.g o when it'syourownbloodyou'll bleed and yourownt e a r syou'llc r y when you'rebought upto believe that it's thestrong whosurvive ✫ NEVER SAY DIE ✫
nieco wyższy od przeciętnego kota; szerokie barki i biodra, masywny, dość umięśniony; długowłosy; niebieski jednolity z białymi znaczeniami; złotooki
Spokojny, powolny kocurek, któremu uśmiech niemalże nie znika z pyszczka. Przyjazny wobec wszystkich i wszystkiego, rozmowny, pełen optymizmu. Lubi towarzystwo innych wichrzaków, choć nie zabiega specjalnie o uwagę - tak samo jak od niej nie stroni. Nie należy do wycofanych i nieśmiałych kotów, Najlepiej czuje się w swobodnych rozmowach. Nieco roztargniony, jednak pracowity i zaangażowany tak mocno, jak tylko umie. Daleko mu do analityków, kieruje się emocjami, tym, co podpowie mu serduszko. Wpływowy, dobroduszny i poczciwy. Uroku dodaje mu wada wymowy (która na pewno utrudnia zrozumienie słów malca), polegająca na wymowie "r" jako "ł", a głosek podobnych do "s" jako "f". Wydaje się, że Wietrzyk jest kompletnie niezdolny do złych czynów. Niestety, mimo tych wszystkich pozytywów, młodzik chyba zapomniał ustać w kolejkę po rozum, bo ma problem z zapamiętywaniem informacji czy rozwiązywaniem jakichś małych zagadek.
Dziadek nie przepadał za spóźnieniami, więc Gwizd starał się zawsze przybywać w omówione miejsce na czas, a przynajmniej przed mistrzem, w końcu kotki nie umieją się umawiać na konkretną godzinę, bo nie są w stanie precyzyjnie określić czasu. Gdyby czekał na czarnego dłużej, może spróbowałby coś upolować, tak dla rozgrzewki, ale ów pomysł nie zdążył mu nawet wpaść do głowy. Po prostu zerkał dokoła przez ten krótki czas.
— Teft, dadku — odpowiedział, uśmiechając się uderzenie serca wcześniej od byłego zastępcy. Gest ten z jego strony był oczywiście mniej powściągliwy, chociaż emocje w obu grymasach kryły się podobne. Wstał na znak ojca Splątanej i dostosował tempo do kocura. Co jakiś czas, w przerwach od mówienia i słuchania, lustrował wzrokiem okolicę, szukając charakterystycznych punktów, po których mógłby rozpoznać, gdzie są.
— Dobwe, tłochę pytałem łoditów i kogof jefte — potwierdził, nie bez zadowolenia. O wielu rzeczach zdarzało mu się zapominać, ale o zadaniu bojowym akurat pamiętał. No, ale czy o tym, czego się dowiedział, też? — Powiediet wfyftko? — spytał cicho, jakby się upewniając, co wojownik ma na myśli, ale gdy dostał z jego strony jakiekolwiek potwierdzenie, zaczął mówić w swoim niespiesznym tempie, robiąc krótkie przerwy na zastanowienie praktycznie po każdej kropce. — Jeft pfywódta, Poływifta Gwiawda, ma diewięt wyt od Gwiewdnych, wądi Klanem Wichłu. Jeft waftęptyni, Lawendowy Kwiat, wajmuje fię patłolami i tef tłochę wądi, ale bałdiej pomaga pfywódty. Medytka, Lfniąta Fadawka, lety chołe i łanne koty, mowe łowmawiat w Gwiewdnym Klanem, wbieła wioła do letenia, ma dwóch tełminatołów, Olchową Łapę i Kwawnikową Łapę, oni fię utą na medyka — powiedział, by po omówieniu hierarchicznych wyżyn zrobić nieco dłuższą pauzę na zaczerpnięcie oddechu i zebranie myśli. Bądź co bądź, prowadzenie monologu i spacer naraz umiały czasem wyrwać dech z piersi. — Wojownity fą po tłeningu i polują, waltą i wkolą tełminatołów, tełminatowy chodą na tłeningi, wymieniają mech na pofłaniach i tef chodą na polowania i patłole. Ftałfi odpotywają w Fkłętonym Pniu, kotięta mają mniej nif feft kfięwytów i nie mają obowiąwków, matki mufą ich pilnowat. — Dobrnął do końca, a teraz zerkał na Sokoła, czekając, jak oceni jego stan wiedzy. Łapał nosem nieco więcej powietrza niż zazwyczaj, a do tego starał się nie zwalniać. Nie było to jednak takie trudne, bo Sokół nie narzucał tempa na łeb na szyję. Po jego oczach dało się poznać, że mimo małych wątpliwości, był z grubsza zadowolony.