Logo Artemidy
Trening Wapiennej Łapy
#16
- Z innego Klanu? Albo spoza niego? - lubiła zadawać pytania. Lubiła myśleć, lubiła wiedzieć odrobinę więcej, niż obowiązkowa norma, a także realizować kilka hipotetycznych perspektyw dla jednego zagadnienia. - To trochę... niepokojące. Wróg mógłby zastawić na nas pułapkę, wykorzystując jedno ze swoich kociąt jako przynętę. Albo oskarżyć mnie o próbę porwania.
Nie rozumiała wprawdzie, jakim cudem znalazłaby kociaka z wrogiego Klanu na swoim terytorium lub granicy, tak daleko od obcego Obozu, ale to osobna sprawa. Nie wszystkie frakcje w lesie znały pojęcia dyscypliny i odpowiedniego pilnowania młodzieży. Mimo wszystko bardziej prawdopodobne byłoby otrzymanie w zamian kompletnego braku wdzięczności, używając kodeksowej "uprzejmości" za pretekst do zaognienia konfliktów lub tworzenia nowych, jeszcze bardziej bezsensownych.
Wapienko kaszlała bezustannie, walcząc o haust mroźnego powietrza. Przez szalejący w płucach odór spalin nieostre brakiem doświadczenia zmysły uległy mętlikowi - do tego stopnia, że wonie lasu rozpłynęły się, zaś Terminatorka nie potrafiła wyczuć nawet świeżych oznakowań granicznych.
Półprzytomnie słuchając wykładu matki, siłą woli próbowała powstrzymać kolejne napady kaszlu, mimo palącego uczucia w gardle, jakby właśnie wspomniany Potwór Dwunogów przejechał po nim z piskiem opon. Kompletnie nie spodziewając się tak kwaśnego smrodu, jeszcze przed paroma uderzeniami serca zaciągała się wszystkim, co je otacza - a teraz bardzo gorzko tego żałowała.
- Mmmhmm. - skinęła głową, strzepując łzy osadzone na rzęsach. Prawdziwa Wojowniczka, z dychawicą czy bez, musiała spatrolować prawdopodobnie najniebezpieczniejszą granicę w całym lesie bez słowa sprzeciwu.
Musiała przecież poznać swojego wroga! W tym wypadku Potwora. Chciała go zobaczyć, nawet swoim mętnym, rozmytym wzrokiem. Chciała po raz pierwszy przekonać się, że bajki Starszyzny nie były wyłącznie bajkami, a Grzmiąca Ścieżka istniała naprawdę, wraz ze śmiercionośną siłą, która nią włada.
I, mając u swego boku Świetlikowy Zagajnik, nie musiała się niczego obawiać. Dlatego, tłumiąc kaszel zaciśniętymi kurczowo wargami, zaczęła maszerować prosto na pobocze.
✧✧✧
✧ be thou as chaste as ice, as pure as snow, thou shalt not escape calumny ✧
✧✧✧
LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
#17
- Owszem - przytaknęła. - ...Mógłby. To bestialskie, wbrew kodeksowi i jakimkolwiek instynktom, ale to możliwe - przyznała po chwili milczenia. Skoro ktoś mógł posunąć się do gwałtu, to mógł i do zastawienia pułapki, jednakże Świetlikowy Zagajnik wątpiła, by ktoś zadał sobie aż taki trud. Są prostsze i bardziej skuteczne metody. - Jeśli znajdziesz kocięta na granicy bądź na naszym terytorium tak naprawdę masz dwa wybory: możesz poczekać na granicy na patrol klanu, który zwęszysz na futerkach kociąt lub zabrać je do naszego obozu. Wtedy tą sytuacją zajmie się Czerwona Gwiazda. Jedyne czego nie możesz zrobić, to zignorować ich obecność - co się z nimi stanie później, to już nie ich interes. Sama postąpiłaby tak samo, choć gdyby Świetlik znalazła kocięta klanu cienia zabrałaby je od razu do obozu. Niekoniecznie po to, by chronić siebie samą bądź te kocięta, ale żeby nie mieć żadnej styczności z tym przeklętym, obrzydliwym klanem, gdyż przez sam ich widok mogły jej puścić nerwy.
Obserwowała krztuszącą się córkę z niepokojem. Zapach owszem, był straszny i gryzący w nozdrza, ale żeby aż tak? Nie mogła się jednak wycofać z rzuconej raz propozycji, ale postanowiła zrobić to szybko i czym prędzej wycofać się tam, gdzie Wapienku przejdzie atak kaszlu.
- Chodź za mną - powiedziała głośniej i ruszyła w kierunku grzmiącej ścieżki, pilnując by terminatorka nie wysuwała się do przodu. Gdy znalazła się nieopodal tego dziwnego zjawiska przykucnęła i dała młodej wyraźny znak, żeby zrobiła to samo. Nie mogąc powstrzymać macierzyńskiego instynktu wysunęła się nieco do przodu, jak gdyby ochraniając koteczkę, lecz zostawiała jej wolne pole widzenia. Szybko do ich uszu doszedł narastający hałas, a ziemia zaczęła drżeć. Kilka chwil później przed nimi przemknął jasnoniebieski potwór z ogłuszającym hukiem i nową falą smrodu. Świetlikowy Zagajnik skrzywiła się i zaczęła wycofywać w kierunku terenów swojego klanu, pilnując czy córka idzie za nią i czy wszystko z nią w porządku.
[Obrazek: 3Czq5DW.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#18
Mhm. Zrozumiano. Święty Kodeks świętym Kodeksem - ale zdrowy rozsądek przede wszystkim. Na całe szczęście kocięta pojemnością swoich rozumków nie stanowiły korzystnych partnerów w zbrodni, a niewielu leśnych Wojowników słynęło z nadmiaru kreatywności. Zalążek ostatniego konfliktu, który obił jej się o uszy, był jedynie dziecinnym stąpaniem sobie na złość po granicy przez nieopierzonych Terminatorów, gdzie nikt nie musiał robić żadnych zasadzek ani niczego pozorować, by sprawę rozdmuchano do kalibru pogłosek o wojnie. Rozczarowujące.
- A co jeśli matka kociąt się nie odnajdzie? Albo nie żyje? - zapytała, tknięta dziwnym wspomnieniem niedawno zmarłej mysiego Kroku. - Czy Klan musi się wtedy takimi kociętami dożywotnio zaopiekować? - gwarantując, że nie ma do czynienia ze ślepymi oseskami oraz brakiem karmiących, co oznaczałoby rychłą śmierć. W ostatnim czasie do Klanu Rzeki dołączało wielu niedobitków z przeszłości, w tym jedna kocica paradująca po lesie z dziwnym tworem Dwunogów u szyi. Po co w takim razie te wszystkie terytorialne procedury, skoro dla niektórych Obóz służył za hotel lub przytułek?
Wapienna Łapa nie zamierzała się wycofywać, robiąc na złość własnemu organizmowi, duszącemu gardłu, cisnącym do oczu łzom i okropnemu pieczeniu w nosie. Do tego stopnia, że nie była w stanie wyczuć żadnej innej woni, a oznakowania zeszłego patrolu, wyraźnie dryfujące w powietrzu, były dla niej nieosiągalne. Zawsze miewała problemy z podzielnością zmysłów, ale nigdy w życiu nie doświadczyła tak silnie otumaniającego bodźca. Wiedziała za to, nad czym będzie musiała popracować, nim wybierze się na pierwsze samotne polowanie.
Wstrzymując oddech, kopiowała ruchy Świetlikowego Zagajnika, przycupnąwszy razem z nią, bardzo blisko. Nim zamruczała dyskretnie, tknięta aktem macierzyńskiej troski, ziemia pod opuszkami zadrżała, a szare uszy przeszył ogłuszający ryk. Wapienko wzdrygnęła się, strosząc sierść, a pazury wbijając z całych sił w zziębnięta ziemię. Widząc nadjeżdżający z zawrotną prędkością obiekt, resztka zdrowego rozsądku kazała stulić jej się we własnym futrze w obronnej gotowości, lecz według zapowiedzi mistrzyni, potwór wcale nie zboczył z Grzmiącej Ścieżki, wymijając je ze złowieszczym świstem powietrza... oraz spalin.
Upewniając się, że zagrożenie zniknęło, Terminatorka nie wytrzymała, odwracając głowę i zginając się na łapach w suchym odruchu wymiotnym. Gwiezdnym dzięki, że od ostatniego posiłku i Ceremonii minęło już trochę czasu.
Nie byłaby w stanie z nim walczyć. Nie w takim - rozkasłanym - stanie. Ale musiałaby, jeśli życie matki lub ich ziemie byłyby jakkolwiek zagrożone! Ze łzami i wydzieliną nosa cieknącymi niemal ciurkiem po mordce, posłusznie opuściła stronę pobocza, chcąc znaleźć się daleko poza zasięgiem smrodu, hałasu i instynktownego strachu wirującego w brzuchu. Po zaczerpnięciu tchu czystszego powietrza, musiała przystanąć, by otrzeć pyszczek łapą z malującym się jawnie obrzydzeniem.
- One... naprawdę nigdy nie opuszczają Grzmiącej Ścieżki? Dlaczego? - zachrypiała. - Nic nie mogłoby ich przecież zatrzymać.
Żaden kot, nawet Sztormowa Łapa, nie był taki szybki. Co więc stanowiło dla nich przeszkodę? Trawa? Drzewa? Koty? Były niedoścignione i prawdopodobnie niepokonane.
✧✧✧
✧ be thou as chaste as ice, as pure as snow, thou shalt not escape calumny ✧
✧✧✧
LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
#19
Zalążkiem był nim i pozostanie. Świetlikowy Zagajnik nie wierzyła w otwarty konflikt przeradzający się w wojnę. Klan cienia dopuścił się wobec niej obrzydliwego czynu i nie spotkały go konsekwencje. Klan gromu naruszał granice od dawna, prowokował i wdawał się z jej klanem w bójki i nie spotkały go za to konsekwencje. Sama pamiętała jak zawróciła Płomienną Łapę z granicy i powiedziała o tym przywódczyni, która całe to zajście zlekceważyła.
- Kocięta mogą zostać przyjęte do naszego klanu i wychowane na przyszłych wojowników, ale nie muszą. Istnieje możliwość odniesienia ich do dwunogów, którzy pewnie takie kocięta przygarną i zrobią z nich kolejnych pieszczochów. Decyzja należy do przywódczyni - wyjaśniła. Wojowniczka traktowała to jako głównie teorię. Nie słyszała o znajdach. Nie słyszała o takim przypadku. Ale może kiedyś do takowego dojdzie.
Kocica patrzyła na córkę ze zmartwieniem i oparła koniuszek ogona o jej bark w pokrzepiającym geście. Nie wiedziała, iż zareaguje aż tak gwałtownie na smród i widok grzmiącej ścieżki oraz potworów. Czas powoli kierować się do obozu, lecz zrobią to okrężną drogą. Chciała pokazać jej kolejną granicę z łanem rzepaku, tą czystszą i bezpieczniejszą.
Świetlikowy Zagajnik poprowadziła koteczkę przez tereny ich klanu oddalając się od dziwactw dwunożnych. Szła powoli u boku Wapienka. Ustawiła się tak, że odgradzała ją od grzmiącej ścieżki. Był to płonny gest, gdyż ten smród już do nich nie docierał, lecz instynkt macierzyński i tak wiedział lepiej.
- Nigdy. I nie wiem, może ma to coś wspólnego z podłożem. Widziałaś ścieżkę, po której się poruszają? Jest całkiem inna od trawy i ziemi. Nie masz się czym martwić, moja droga. Te stworzenia nas nie widzą. Nie reagują na naszą obecność i nigdy nie próbują nas gonić. Jesteś bezpieczna dopóki nie wkroczysz na grzmiącą ścieżkę.
[Obrazek: 3Czq5DW.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#20
Wapienna Łapa zacisnęła wargi, porozumiewawczym skinieniem głowy alarmując, że zrozumiała wszystko i zaspokoiła swoją ciekawość. Nie zwykła dzielić się nadmiarem przemyśleń, ale odniesienie kociąt do Dwunogów wydawało się stokroć lepsze, niż skazanie ich na pewną śmierć. Z drugiej strony znajdy mogłyby w przyszłości przysłużyć się Klanowi Rzeki, jeśli tylko zostałyby wychowane przez sztab kompetentnych rodziców zastępczych - wystarczyło porównać dwa mioty o niedużej różnicy wieku, aby zobaczyć, która matka spisała się lepiej w swej roli. Pochodzenie, czysta krew oraz geny nie odgrywały aż tak kluczowej roli, jak przekazanie właściwych wartości. Zdarzały się również osobniki oporne na inteligencję przykładem Kleszcza, ale jeden niewypał na cztery kocięta to selekcja naturalna. Nie wszystkim dane jest pławić się w chwale czy osiągnąć sukces - są robotnice, królowe... i trutnie.
Poczuła się lepiej, a z pewnością bezpieczniej, czując ogon kocicy na swoim barku. Oprócz lekko zawstydzonego stulenia uszu, nie protestowała przed żadnym gestem otuchy. Wiedziała, że matkę i ich rodzinę spotkało wiele złych rzeczy, koty ginęły na polowaniach lub znikały bez śladu, zaś ona... prawie zadławiła się zwykłą chmurą spalin. Z nosem pełnym smarków nie wytropi teraz żadnego wroga ani nie będzie w stanie polować!
Przelotnie, słuchając odpowiedzi Świetlik, pomyślała o Barwnej Łapie - może będzie w stanie coś poradzić? Jeśli nie, Wapienko zamierzała skrupulatnie, dzień po dniu, przyzwyczajać się do tępiącego zmysły smrodu, aż do wyrobienia odporności.
- Dwunogi są w stanie je... kontrolować? - zapytała, w końcu oddychając głęboko i przejrzyście, bez rzężenia w płucach. Świeże, mroźne powietrze wiejące z odległych ziem niczyich było wszystkim, czego teraz potrzebowała.
- Nie rozumiem też, jak mogą znieść ten smród. Oni i ich pieszczochy.
✧✧✧
✧ be thou as chaste as ice, as pure as snow, thou shalt not escape calumny ✧
✧✧✧
LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
#21
Mogły, to prawda. Nie często zdarzały się takie darmowe okazje do powiększenia klanu, a według niej należało z nich korzystać. Ostatnio klan rzeki raczej rozrastał się niż kurczył, lecz zaginięć i śmierci wciąż było sporo, tak samo jak starszych. A starsi, jak wiadomo, długo już nie pożyją. Są bardziej podatni na choroby, zimno oraz głód.
- Dwunogi znajdują się w ich brzuchach. Wychodzą z nich, jak gdyby nigdy nic i wchodzą, a wtedy potwory ożywają. Nie mam pojęcia na czym to polega i nie wiem, czy komukolwiek się to uda; żeby ich zrozumieć trzeba urodzić się dwunogiem - westchnęła, obserwując kotem oka uważnie swoją córkę i szukając w niej niepokojących oznak zatrucia lub czegoś gorszego. Terminatorka zdawała się szybko wracać do siebie, na szczęście.
- Są do niego przyzwyczajeni. Przywykli. Mają z tym styczność od urodzenia każdego dnia - odpowiedziała. Kolejne chwile poświęciła na nazwach terenów, przez które przechodziły: trawiasta dolinka, koci grzbiet, gdzie zaznaczyła, że to to miejsce treningów (z których rzadko będą korzystać, bo po co kisić się w jednym miejscu?) i ptasie krzewy. Przy nich skręciła.
- To kolejna granica, ponownie z ziemiami niczyimi. Tam nie ma grzmiącej ścieżki, jest za to łan rzepaku. Wracajmy powoli do obozu, moja droga. Poradziłaś sobie doskonale, ale z pewnością jesteś już zmęczona, wrażeń też miałaś już sporo. Powinnaś odpocząć - mruknęła troskliwie. Miały sporo czasu na trening, a zanim wrócą miała jeszcze małe zadanie domowe dla młodej. Ot, żeby się nie nudziła i nie marudziła na brak zajęć, ale o tym za moment.
[Obrazek: 3Czq5DW.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#22
Trzepnęła sceptycznie uchem, słysząc odpowiedź Świetlikowego Zagajnika. Gdyby nie fakt, że słowa padły akurat z jej pyszczka, wzięłaby to wszystko za bajanie kota, który nie traktował Wapiennej Łapy na poważnie. Z racji, że dopiero opuściła Chruśniak, przyzwyczaiła się do dokładnego analizowania zasłyszanych tu i ówdzie treści - Rzeczniacy lubili mierzyć kocięta jedną miarą, traktując je nie jako mniejsze koty, lecz półmóżdżki. Cokolwiek Dwunodzy robili ze swoimi Potworami musiało być prawdą, a po nadzwyczaj kłopotliwym smrodzie, najgłośniejszym na świecie huku oraz ujrzeniu ich zawrotnej prędkości powinno się przymrużyć oko na realizm. W końcu nigdy nie widziała na oczy ducha, a pewnych rzeczy nie wypada kwestionować głośno.
Mijając okoliczne tereny, Terminatorka obserwowała uważnie teren, starając się dostrzec przynajmniej po jednym charakterystycznym elemencie otoczenia - drzewo, krzaczek, głaz, dziura - by myślowo połączyć go z usłyszaną nazwą. Dzięki temu uniknie zgubienia się na... wcale nie tak ogromnych ziemiach, jak wcześniej podejrzewała, skoro właśnie zbliżały się do kolejnej granicy.
Ta pachniała znacznie lepiej - suche, mroźne powietrze, wyraźnie wyczuwalne oznaczenia graniczne ostatniego patrolu oraz brak niepokojącego odoru, z jakim utożsamiała inne Klany.
- Łan Rzepaku również należy do Dwunogów? - zapytała, z opowieści porywanych Klanowiczów wnioskując, że Dwunogi to zjawisko na tyle popularne, iż mogło śmiało stać za progiem i czyhać na nierozważnych Wojowników.
Tymczasem na stwierdzenie o zakończeniu przechadzki Wapienko przegryzła wargę, po czym wyprostowała się dumnie, natychmiast wciągając nosem resztkę gluta. Po ataku kaszlu nie było prawie śladu, oddychała płynnie, a łzy zdążyły wyschnąć, przywracając bursztynowym oczom dawny blask. Tamto to tylko... niepożądana reakcja. Jak ugryzienie pszczoły. Nic nadzwyczajnego.
- Wcale nie jestem zmęczona. Chciałabym zobaczyć coś więcej, na przykład resztę granic. Zwłaszcza tę z Gromem, bo tam trzeba być czujnym. - oznajmiła perswazyjnie, wiedząc, że matka ma na głowie inne obowiązki, ale egoistycznie pragnąc zachować całą jej wiedzę, czas i uwagę dla siebie, bez przerwy.
✧✧✧
✧ be thou as chaste as ice, as pure as snow, thou shalt not escape calumny ✧
✧✧✧
LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
#23
Świetlikowy Zagajnik niewiele obchodziło, czy Wapienko jej uwierzy. Pewne rzeczy przyjdą dopiero z doświadczeniem, a co za tym idzie: z czasem. Terminatorka mogła jej nie wierzyć jeśli nie chciała. W którymś momencie sama przekona się co do prawdziwości słów matki, lecz wojowniczka ufała, że młoda weźmie to wszystko na logikę: gdyby potwory stanowiły dla nich zagrożenie i naruszały ich terytorium nigdy nie osiedliliby się tak blisko niepokonanego zagrożenia.
- Tak. Ale pojawiają się tam tylko w porze opadających liści. W tym czasie lepiej się do tego miejsca nie zbliżać - sama tak naprawdę nigdy tam nie była, lecz słyszała opowieści starszych. Czasami niepokoiło ją, że są przez dwunogów aż tak bardzo otoczeni.
Świetlikowy Zagajnik przystanęła i spojrzała krytycznie na terminatorkę. Czy to dobry pomysł po jej problemach z oddychaniem i po suchych wymiotach przez smród grzmiącej ścieżki? To mogło jej zaszkodzić. Lecz czy nie gorzej będzie zabijać entuzjazm i chęć do nauki młodej kotki przez nadopiekuńczość matki i głupie obawy?
- Jeśli jesteś tego pewna... - mruknęła na początku z wahaniem, ale ostatecznie ominęła obóz. Zamiast tego kierowała się w stronę bobrowej tamy. Ufała córce. A jeśli się na tym zaufaniu przejedzie nigdy więcej nie ulegnie.
- Co wiesz o klanie gromu? - zadała bardzo ogólnikowe pytanie, dające młodej spore pole do popisu. Kocica zerkała kątem oka z troską na córkę, lecz dopóki ta nie chwiała się na łapach i kroczyła pewnie u jej boku wszystko jest w porządku.
[Obrazek: 3Czq5DW.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#24
- Rozumiem. To stąd tyle... zniknięć i porwań. - mruknęła z nieznacznym spowolnieniem tonu, w interpretacji mogącym służyć nawet jako znużone westchnięcie. Dlaczego Wojownicy i Terminatorzy są na tyle nieroztropni, by się tam w ogóle pchać? Ich terytorium nie było wprawdzie olbrzymie, lecz wystarczające, więc czego na dobrą sprawę mieli szukać poza granicami? Szczęścia? Nastoletniej miłości? Rozrywki? Dobre sobie. W każdym bądź razie... nie wszystkie zniknięcia były aż tak wielką tragedią, na jaką wyglądają.
- Jestem. - ucięła błyskawicznie, zaciskając żuchwę i mięśnie mimiczne bez mrugnięcia. Tym samym zamierzała udowodnić Świetlikowemu Zagajnikowi, że nie jest ani wyczerpana, ani zniechęcona, ani tym bardziej wstrząśnięta przygodami na poboczu Grzmiącej Ścieżki. Jest gotowa, by wyciągnąć z tego treningu jak najwięcej, nawet, jeśli miały przed sobą ledwo poceremonialny wstęp do trwającej księżycami edukacji. Z każdego kolejnego dnia zamierzała czerpać równie intensywnie, zachłannie i owocnie. Taki miała cel.
Poruszywszy z zadowoleniem wąsami, podążyła śladem matki. Oprócz kwaskowatego smaku na podniebieniu oraz kilku sztywniejących długotrwałym chodem mięśni, czuła się doskonale, a otrzymanie pytanie tylko podsyciło jej skryty entuzjazm. Zdążyła usłyszeć o ostatnich wydarzeniach nie tylko z plotek, bo od samego świadka, Wietrznego Wąsa, co poniekąd weryfikowało ich wiarygodność.
- Stanowią zagrożenie. - miauknęła sucho, z lekkim skrzywieniem kącika ust. Bo ciekawe niby dla kogo. Dla Klanu Rzeki? Dla ich terenów? Dla zdrowia i życia? Bzdura. Raczej dla bandy porywczych, nieopierzonych Terminatorów łasych na prowokację. - Ich Terminatorka walczyła z trójką naszych kotów i nie przestała się rzucać nawet po przybyciu Czerwonej Gwiazdy. Była prawdopodobnie niepoczytalna. To nie pierwszy taki incydent, dlatego nasze granice muszą być ściśle patrolowane. - wytłumaczyła, oprócz tego mogąc przytoczyć kilka anegdotek lub obelg kierowanych często w stronę cuchnących gromiaków, ale ostatecznie powściągnęła język. Damie na treningu nie wypada. - To Bobrza Tama? - zapytała, skinąwszy nosem na drewniany obiekt, w którego stronę najprawdopodobniej zmierzały.
✧✧✧
✧ be thou as chaste as ice, as pure as snow, thou shalt not escape calumny ✧
✧✧✧
LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
#25
- Prawdopodobnie. Niektórzy są ciekawi świata, ale nieostrożni i gubią drogę do domu - tu skrzywiła się delikatnie, lecz z wyraźną dezaprobatą. Zawsze uważała, że trzeba być niewyobrażalnie głupim, by oddalić się na taką odległość, żeby stracić szansę na powrót. - Inni wpadają na dwunogów, którzy dochodzą do wniosku, że zrobienie z każdego kota pieszczocha to doskonały pomysł. Tak w ogóle to jak wiele wiesz już o pieszczochach i samotnikach? - skoro były przy tym temacie warto o niego zaczepić. Plany pierwszego dnia znacznie się zmieniły i przebiegały inaczej, niż chciała Świetlikowy Zagajnik, lecz w sumie nic w tym złego. Nie trwoniły czasu. Każda wiedza jest ważna. Wapienna Łapa jest inteligentna i bystra, potrafi korzystać z zasłyszanych informacji. Wyciągała wnioski i myślała. Szukała drugiego dna. Terminator idealny! Dokładnie tego oczekiwała od swojej córki.
- Tak - przytaknęła. - Na ten klan trzeba uważać... ale i nie tylko grom stanowi zagrożenie. Historia naszego klanu opowiada też o klanu cienia, który naruszał nasze granice do tego stopnia, że nasz dawny przywódca, Świetlikowa Gwiazda, odebrał im kawałek ich terytorium. Działo się to dawno temu i w innym miejscu - powiedziała i umilkła. Miała w tym dwa cele. Pierwszym jest zwrócenie uwagi córki na to, że oprócz gromu są też dwa inne klany z czego jeden na pewno stanowi zagrożenie, tyle że ciche i lekceważone. Drugi: na porównanie czasów obecnych i dawnych. Wnioski wyciągnie sobie sama.
- Dobrze słyszałaś, ale to jeszcze nie wszystko. Klan gromu słynie z niestabilności oraz burzliwości. Nawet za mojego życia kilka razy zmieniali się tam zastępcy, a niedawno ich medyczka, Ognisty Żar, została zabity przez terminatorkę, która w konsekwencji została wygnana... ona nazywała się chyba Sasanka. Z racji na to, że Ognisty Żar nie zdążyła nikogo wytrenować ich klan pozbawiony jest medyka. Przywódcą klanu gromu jest Trzmiela Gwiazda. To kocur z biało-niebieskim futrem i pręgami. Ponoć jest gruby. Zastępczyni to Żubrze Gardło, słyszałam, że ma rudo-czarno-białe futro i zielone oczy. O medyku, czy raczej jego braku, już mówiłam, ale mają za to terminatorkę medyka, Truskawkową Łapę, która ma białe, długie futro i z tego co wiem szkoli się pod okiem medyka z klanu cienia lub klanu wichru - to było oczywiste przypuszczenie. Księżycowy Pył miała tylko jej syna, Barwinka, a Truskawkowa Łapa nie nauczy się wszystkiego z powietrza. Ktoś musiał przekazywać jej wiedzę i kandydatów nie było wielu.
- Nie chcę, żebyś chodziła na granice sama dopóki nie nauczysz się walczyć, rozumiesz? Nie chcę cię ograniczać, ale to niebezpieczne. Zawsze miej ze sobą towarzystwo... ale nie byle jakie. Pamiętasz jak skończyła moja siostra polując ze Śnieżnym Sercem? - pytanie retoryczne. Świetlikowy Zagajnik spojrzała na Wapienko znacząco, lecz z zaufaniem. Pokładała w niej nadzieje i daleka była do wyznaczania jej towarzystwa. Niech sama to zrobi, ale musi wybrać mądrze. Towarzystwo idiotów oraz tchórzy nie popłacało i Mknąca Łapa mogła na to stwierdzenie tylko przyklasnąć z gwiezdnego klanu.
- Dobrze kombinujesz - wymruczała. Powiedziała jeszcze "ostrożnie" i przeprawiła się przez drewnianą konstrukcję, wczepiając się pazurami w drewno. Tama to nie most stworzony przez dwunogów, a chwiejna konstrukcja i lekceważenie zdradliwego podłoża mogło skutkować niechcianą kąpielą. - A to granica z klanem gromu. Czujesz ich zapach - to nie było pytanie, a stwierdzenie.
[Obrazek: 3Czq5DW.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#26
Och, to całkiem prawdopodobne, sądząc po tym, jak olbrzymi i bezkresny wydawał się horyzont Łanu Rzepaku, Porą Nagich Drzew pozbawionego koloru oraz zaludniających go rezydentów. Wapienna Łapa nie czuła wprawdzie wewnętrznej potrzeby eksploracji tego, co nie należy do Klanu Rzeki, twierdząc, że piękne w swej chłodnej, minimalistycznej prostocie ziemie były domem idealnym. Gdyby tylko wilgoć zdążyła całkiem wyschnąć... ale złogi topniejącego śniegu nie będą tu tkwić wiecznie, prawda? Opady też niebawem się skończą, oddając miejsce suchym, pogodnym dniom. Lub tym chmurnym, szarym, wybornie melancholijnym.
- Pieszczochy żyją z Dwunogami, służąc im albo będąc porwanym i więzionym, tak jak Pajęcza Łapa. Ona wróciła do Klanu, ale została przez nich... naznaczona, tą błyszczącą skórą na szyi. - nie miała przyjemności rozmawiać z córką Czerwonej Gwiazdy, czując wobec niej dziwny rodzaj uprzedzenia. Cokolwiek zrobili z nią Dwunożni zmieniło ją w dość specyficzne dziwadło, co z jakiegoś powodu drażniło Wapienko. - A sro...amotnicy to wszystkie koty nieurodzone w Klanie albo ci, którzy swój Klan opuścili, dobrowolnie lub nie. Żyją na ziemiach niczyich i nie stanowią zagrożenia, dopóki nie wkroczą na nasze tereny. Wtedy trzeba ich przegnać. Czasami są agresywni, co pasuje do ich... dzikiej natury. Pozbawionej zasad i wartości. - opisała, bardziej przekazując matce obraz własnego wyobrażenia "nieokrzesanych" włóczęg, niżeli suche fakty czy inne recytowane na każdym treningu definicje.
- A Klan Wichru? On też nam się czymś naraził? - spytała, mrużąc podejrzliwie ślepia. Czyli nie tylko Grom stanowił czarną owcę lasu, skoro nikomu nie można było do końca ufać. Cóż, Przywódcy i Wojownicy to płynna rotacja, a wraz z nią charakter całego Klanu ulegał diametralnym zmianom. Trwałość sojuszy była w tym momencie równie krucha, co cienka warstwa lodu skrzącego na krawędziach Grzmiącej Rzeki.
- Sądzisz, że Czerwona Gwiazda podejmie teraz te same kroki? Takie rozwiązanie brzmi dużo lepiej niż kolejny rozlew krwi czy niekończący się konflikt. - "konflikt" interpretowany jako wiązanki obelg mijających się pasywno-agresywnie patroli i paranoiczne sikanie na granice, aby wróg nie wystawił przez nią choćby wąsa. Dużo szczekania, mało siły sprawczej.
Zamrugała, słuchając barwnego opisu Klanu, dość skrupulatnie kryjąc wielki znak zapytania, jaki równie dobrze mógł pokazać się na jej czole. Brak medyka? Gruby Przywódca? Zabójcze Terminatorki? Kiedy jedna wzięła na klatę trzech Rzeczniaków, druga zamordowała własnego medyka? Niebywałe. I strasznie... chaotyczne. Jakim cudem coś tak zagmatwanego wciąż żyje, nazywając się Klanem?
- Czy to... normalne, żeby przyszłego medyka szkolił ktoś z innego Klanu? Księżycowy Pył ma dużo pracy, a trenowanie u niego to wielki zaszczyt. Dlaczego miałby godzić się i odpowiadać za obce koty? - miauknęła dociekliwym głosem, wiedząc, jak wielką dumę przyniosło rodzinie mianowanie Barwinka. Nie widziała żadnego powodu, by ufać pozostałym w tak delikatnej kwestii, ani tym bardziej - wyrażać zgodę bezinteresownej (?) pomocy. Klan Gromu sam wpakował się w to bagno.
Następnie zacisnęła wargi, słysząc zakaz dotyczący granic, ale nie ośmieliła się werbalnie zaprzeczyć. Kiwnęła ogonem, kierując źrenice na szumiący nurt Grzmiącej Rzeki, uspokajający w swej odpychającej naturze. W rzeczywistości nie miałaby nic przeciwko samotnemu patrolowi i bliższym obserwacjom, a nuż dowiedziałaby się czegoś ważnego? Ostrzegła Obóz przed inwazją? Dokonała czynu godnego Wojowniczki?
- Pamiętam. - odparła ściszonym głosem, nie pyskując, nie wdając w zbędne dyskusje ani nie zaczynając zdania od słynnego "ALE....". - W takim razie chcę nauczyć się walczyć najszybciej, jak to możliwe. W międzyczasie będę ćwiczyć z innymi Terminatorami.
Oznajmiła pewnie, chociaż jej mina wkrótce zrzedła drastycznie podczas pokonywania Tamy. Zatrzymując się na kilka uderzeń serca, zaczerpnęła głęboki, dyskretny wdech, po czym uważnie, w dość nietypowym dla siebie rozkroku podążyła śladami mistrzyni, zostawiając na zbutwiałym od wilgoci drewnie wyraźnie ślady pazurów. NAPRAWDĘ nie życzyła sobie ŻADNEJ kąpieli.
- Czuję. Śmierdzi. - sapnęła, oddychając szybciej, z wyraźnym wysiłkiem. Patrzenie w tak bliskiej odległości na nurt rzeki sprawiało, że wszystko wokół wydawało się... szybsze. Chwiejniejsze. Groźniejsze.
✧✧✧
✧ be thou as chaste as ice, as pure as snow, thou shalt not escape calumny ✧
✧✧✧
LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
#27
- To co miała na szyi to... Obroża, czy jakoś tak. Dwunodzy zakładają to pieszczochom, nie wiem po co. Chyba ich w ten sposób oznaczają. Dwunodzy zapewniają im jedzenie, ciepło oraz bezpieczeństwo, lecz odbierają coś znacznie ważniejszego: wolność. Według kodeksu wojownicy muszą odrzucić wygodne życie pieszczocha. Jeśli chodzi o samotników masz całkowitą rację i twoja wiedza dorównuje mojej. Jestem dumna, że nie próżnowałaś jako kociak - pochwaliła terminatorkę z zadowoleniem i ciepłem w głosie. Zawsze uważała córkę za inteligentną i najlepszą, lecz im dłużej miała z nią do czynienia tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że ma przyjemność trenować kogoś naprawdę wielkiego. Wapienko wiele osiągnie pod warunkiem, że czyjaś głupota i egoizm nie staną jej na drodze.
- Jeden z wojowników klanu wichru skrzywdził moją ciotkę, Kukułczy Puch. Został za to wygnany - żaden klan nie był czysty i bezpieczny. Świetlikowy Zagajnik nie wdawała się w szczegóły dotyczące ciotki i zamierzała ukrócić dalsze pytania Wapienka nakazując jej porozmawiać z krewną jeśli pragnęła odpowiedzi. Robiła to ze względów prywatnych, ale i moralnych, gdyż ciotka mogła nie życzyć sobie rozmowy o przeszłości, tak samo jak Świetliczka.
- To się zdarza. Lśniąca Sadzawka, medyczka klanu wichru, została wytrenowana przez Łososiową Łuskę, poprzednika Księżycowego Pyłu, a przy okazji także członka naszej rodziny. Był on bratem twojej babci - znów to przeklęte pokrewieństwo. Wojowniczka traciła już rachubę i nie wiedziała, jak nazywać poszczególnych członków rodziny, która była zdecydowanie zbyt rozrośnięta. - To konieczność. Medyk pewnie mógłby odmówić pomocy i skierować takiego kota do innych klanów, ale nie jestem pewna. Medyków obowiązuje ich własny kodeks, ich własne zasady i nie wiem, czy mogą o czymś takim decydować, czy są zobowiązani do pomocy - mruknęła zamyślona. Za niedługo będą mogli porozmawiać o tym z Barwinkiem, pod warunkiem że będzie mógł podzielić się z nimi odpowiedzią.
- Zajmiemy się tym jutro, obiecuję. Umiejętności bitewne są najważniejsze, gdyż to od nich zależy twoje życie w groźnych chwilach - zamierzała poświęcić tej sztuce najwięcej czasu. Wapienko na to zasługiwała. Dzisiaj nie mogły przerobić wszystkiego, a biorąc pod uwagę, iż większość terminatorów zaczynało swoje szkolenie dopiero następnego dnia lub jeszcze później, to jej córka była mocno do przodu ze wszystkim.
- Zgadzam się - wymruczała rozbawiona. - Zapamiętaj ich zapach. Dzięki temu wytropisz ewentualnych intruzów. Teraz idziemy ku granicy z klanem wichru, ale po drodze odwiedzimy jeszcze jedno miejsce.
[Obrazek: 3Czq5DW.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#28
Słysząc dobrze wybraną pochwałę, Wapienna Łapa pokusiła się na delikatne uniesienie kącików warg, wyraźnie ucieszona. Owszem, nie próżnowała, zwłaszcza po tym, jak przekręciła słowo "samotnik" i Sztormowa Łapa zaczął stroić sobie z niej żarty. Dałaby sobie ogon uciąć, że teraz dzięki niemu wiedziała jeszcze więcej i zmyłaby mu ten głupi uśmieszek z pyska. Dodałaby też, że wbrew nazwie wcale nie muszą trzymać się pojedynczo, ale z perspektywy czasu pewne kwestie stawały się oczywistością.
- Skrzywdził. Czyli napadł i zaatakował, tak? W dodatku nadal żyje, nie wiadomo gdzie, wrogo nastawiony do obydwu naszych Klanów? - zapytała swoim typowym tonem, nieświadoma, o jakiej zbrodni wspomniała właśnie matka. Tak czy inaczej, kara dla Wojownika, który wdał się w zwykłą bójkę przygraniczną, była dziwnie surowa - ale jeśli wspomniana "krzywda" to usiłowanie morderstwa, powinien zostać zgładzony tak, jak Śnieżne Serce. Przecież mógł czaić się wszędzie, pragnąc zemsty na kotach, które doprowadziły do jego wygnania.
Zadumała się przez moment, mając większy problem z pojęciem zawiłych gałęzi drzewa genologicznego niż wiedzy teoretycznej o polityce Klanów. Najwyraźniej talent medyczny mieli we krwi, a Barwna Łapa odziedziczył go najwięcej, by jego imię również zapamiętano na wiele przyszłych pokoleń.
- Dziwne. Przecież Klany są w napiętych stosunkach i cały czas ze sobą rywalizują. Brak medyka to coś, co moglibyśmy wykorzystać na swoją korzyść, żeby raz na zawsze ukrócić incydenty przy granicy. - który Klan ryzykowałby rany, śmierć czy kalectwo własnych Wojowników w imię rozdmuchanego kilkoma wybrykami konfliktu? Chociaż... to całkiem abstrakcyjne, zupełnie jak perypetie Gromu. Kto wie.
- Hm. Porozmawiam na temat tych zasad z Barwinkiem. Zawsze myślałam, że medyk musi służyć tylko swojemu Klanowi, tak jak my. - zaufanie zaufaniem, ale bycie "ponadczasowym" w imię leczenia chorób nie jest roztropnym podejściem. Lojalność, przynależność, dedykacja oraz bycie najlepszym w swoim fachu to cechy, które powinny zmienić Rzekę w mocarstwo, a nie stać się ogólnodostępnym miłosierdziem.
Po przekroczeniu Tamy stłumiła nieprzyjemny dreszcz idący wzdłuż kręgosłupa, szybko zapominając o złych odczuciach przez dryfujące zza granicy odory sąsiadów. Nie wywoływały wprawdzie ataku duszności, ale degustowały Wapienko do tego stopnia, że zmarszczyła nos, stawiając uszy czujnie na sztorc.
- Ciężko go zapomnieć. I przeoczyć. - zupełnie jak borsucze bobki, wtrąciła z przekąsem. - Jak się nazywa to miejsce?
✧✧✧
✧ be thou as chaste as ice, as pure as snow, thou shalt not escape calumny ✧
✧✧✧
LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
#29
- Jeśli chcesz, możesz z nią o tym porozmawiać - odpowiedziała twardo. I to był koniec dyskusji (przynajmniej z jej strony) rozmów na temat Kukułczego Puchu. Był dla niej niewygodny i przypominał jej, że powinna porozmawiać ze swoimi dziećmi i powiedzieć im ten jeden szczegół z ich życia, który jak dotąd zainteresował tylko i wyłącznie Wapienną. Musiała to zrobić nim zrobi to ktoś inny. Westchnęła. - Dokładnie tak. Z tego co wiem tamten kocur zbiegł, ale... Klany preferują wygnania, nie morderstwa, co według mnie jest głupotą. Tamten kocur jest teraz wolny, tak jak Śnieżne Serce. Może na nas czyhać, może nam wciąż zagrażać, a jego wygnanie tak naprawdę dało mu wolną łapę. Słyszałam opowieści o tym, że kiedyś w szeregach naszego klanu przebywał gwałciciel, który został wygnany. Świetlikowa Gwiazda zdał sobie sprawę, że to nie był dobry wybór i naprawił swój błąd, gdyż udało mu się tamten przypadek wytropić i zabić. Innych klany nie stać na ten gest - powiedziała chłodno. Bycza Łapa też został tylko i wyłącznie wygnany. Potencjalnie niebezpieczny osobnik został po prostu wyrzucony z domu, puszczony wolno, by robił co chciał i w Świetliczce budziło to obrzydzenie, acz i nadzieję: być może on tutaj wróci i da jej okazję do zatopienia pazurów w jego gardle. Kocica wciąż się łudziła, że to usunie niewidoczne na pierwszy rzut oka blizny, które zostawił jej tamten pamiętny dzień.
- To co mówisz jest mądre, ale ponownie: klany nie myślą w ten sposób. Przeważnie przywódcy nie chcą walki, tylko rozmowy. Z jednej strony to dobrze, gdyż zapobiega się rozlewowi krwi. Z drugiej to błąd. Klan gromu narusza nasze granice od bardzo dawna i ośmielę się stwierdzić, że w tym przypadku rozmowy nie pomagają. Tamta wariatka mogła kogoś zabić i kiedyś może to zrobić. Nie wiemy co zrobił z nią klan gromu... czy w ogóle cokolwiek zrobił - prychnęła zniesmaczona. Klan gromu nie współpracował, to pewne. Na dodatek był wystawiony na atak przez brak medyka. Świetlikowy Zagajnik nie liczyła Truskawkowej Łapy. Jej imię o czymś świadczyło.
- Medycy mają swój własny kodeks. Obowiązują ich inne zasady. Sądzę, że rozmowa z twoim bratem to dobry pomysł, sama chciałabym się czegoś dowiedzieć, ale nie jestem pewna, czy będzie mógł nam coś powiedzieć - rola medyka owiana była pewną szczyptą tajemniczości.
Świetlikowy Zagajnik wciąż nie dostrzegła strachu córki przed wodą, lecz na pewno szybko wyjdzie to na wierzch. Szybciej niż obie sądzą, gdyż nie będą wracały przez bobrową tamę; to zwyczajnie zbyt długa droga, a czas leciał. Dzień nie trwał wiecznie.
- Zostawiłyśmy za sobą obgryzione drzewa, a od strony naszych terenów kamienisty brzeg grzmiącej rzeki oraz martwe pnie. Przed nami natomiast znajduje się miejsce nazywane czterema dębami. Wiesz coś o nich? - spytała, spychając nieprzyjemne wspomnienia dotyczące tego miejsca. Jak zwykle zdusiła wszystko w sobie, zepchnęła emocje daleko w głąb siebie. Miała w tym wprawę. Wielką wprawę.
[Obrazek: 3Czq5DW.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
17
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
#30
Zerknęła kątem oka na matkę, ale nie zamierzała nalegać na drążenie tematu. Z jednej strony posiadanie tajemnic dotyczących czegoś tak ważnego, jak stosunki międzyklanowe, było według Wapiennej Łapy nadużyciem prywatności, bowiem każdy kot w lesie powinien zostać poinformowany i przestrzeżony przed dokonaną na granicy zbrodnią. Z drugiej zaś... doskonale wiedziała, że pewne rzeczy bolą, kryjąc się na każdym kroku, nawet w przepełnionym Obozie. Nawet Świetlikowy Zagajnik nie mówiła im wszystkiego. Nawet... Czerwona Gwiazda, o której partnerze, prawdopodobnie zmarłym ojcu kociąt, nikt nie wspominał. Wapienko również potrafiła milczeć, zachowując dla siebie gorzkie przemyślenia z powyższymi włącznie, by nie tworzyć niepotrzebnych rozproszeń od toki nauki.
- Gwałciciel? - ściągnęła łuk brwiowy, wyraźnie zbita z tropu. Nie miała okazji usłyszeć niczego o tym obrzydliwym akcie z wiadomych przyczyn, a Kodeks Wojownika wspominał jedynie o zbrodniach pokroju zdrady czy morderstwach. Nie chciała przy tym zabrzmieć jak niedouczone kocię, zgadując, że kara śmierci z łap mądrego Przywódcy była odpowiednio uzasadniona. - Świetlikowa... Gwiazda musiał być bardzo rozsądnym kotem. Twoje imię nie zostało nadane przypadkiem, prawda? Znałaś go? - zapytała mimochodem, biorąc pod uwagę dobre decyzje, o których wspomniała matka, a także imię otrzymane na cześć zmarłego lidera. Ciekawe, czy imiona Przywódców Gromu lub Cienia ktokolwiek chciałby nosić z dumą. Wątpliwe.
- Jeśli w ogóle przeżyła. Słyszałam, że Czerwona Gwiazda dała jej srogą nauczkę, a potem zawlekła półżywą tam, skąd przyszła. A jeśli nie mają medyka... nie sądzę, by zdążyli sprowadzić kogoś zza granicy wystarczająco szybko. - stwierdziła, mogąc jedynie wyobrazić sobie z umiarkowaną satysfakcją to, co stwardniała jak korzeń drzewa kocica zrobiła z byle Terminatorką. Aczkolwiek jedna wymierzona sprawiedliwość to za mało. Potrzebowali czegoś, co echem odbije się po każdym fundamencie wrogiego Klanu.
- A jakie kroki podjął Klan Rzeki? Oprócz częstszych patroli, oczywiście. Wiesz cokolwiek na temat zdania Przywódczyni? Dlaczego nie powiększy naszego terytorium tak samo jak Świetlikowa Gwiazda? Wydaję mi się, że to odpowiedni moment, by przestać rzucać słowa na wiatr. - brak wrogiego medyka, dostatek kociąt i nowych Terminatorów, łagodna Pora Nagich Drzew i świeży zasób Wojowników. Jeśli istniał czas idealny na oficjalnie zakończenie tego śmiesznego konfliktu żelazną łapą, to właśnie, według Wapiennej Łapy, teraz.
Krocząc obok matki, przeszyła wzrokiem malujący się na horyzoncie pagórek, w którego sercu rosło jedno, bardzo rozłożyste drzewo. Dzięki braku listowia błyskawicznie pojęła, dlaczego został nazwany czterema dębami - jego pień wyraźnie rozwidlał się na czworo ku niebu.
- Pachnie... niczym szczególnym. To teren niczyi? - zapytała, zbierając informację na temat tego miejsca teraz, ponieważ nie miała z nim styczności w żadnej opowieści. Tymczasem przez nos wypełniony bogatą gamą dzisiejszych doświadczeń nie zdołała wyczuć nikłej nuty zwietrzałych zapachów będących mieszanką wszystkich czterech Klanów.
✧✧✧
✧ be thou as chaste as ice, as pure as snow, thou shalt not escape calumny ✧
✧✧✧
LVL 1 70 / 100
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości