Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Nie był szczególnie zachwycony tym, że jego terminatorem nie stał się Sójcza Łapa, ale nie znaczyło to jeszcze, że nie cieszył się perspektywą trenowania innego kociaka z miotu swojej starszej siostry. Po tym, co wiedział o Sójce, nie był zachwycony sposobem wychowywania dzieci w wykonaniu Krokusowej Łąki i Zielonej Stopy… chociaż reszta ich kociąt wydawała się być w porządku, a przynajmniej tak myślał Zrywek. Malinkę kojarzył z bycia gadatliwą, nieco roztrzepaną i energiczną, choć spodziewał się, że od czasu ich ostatniej rozmowy trochę dojrzała, w końcu minęło parę księżyców; szybko pomyślał, że może dobrze by było zacząć ten trening od czegoś praktycznego, żeby nie zniechęcać kotki samą teorią. W każdym razie… zwarty i gotowy czekał w porze górowania słońca w pobliżu Kolczastego Łuku, cierpliwie wypatrując swojej nowej terminatorki.
Malinka to bura szylkretka o krótkim, ale miękkim futerku. Bure plamy z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami, zajmują praktycznie większość jej ciała, znajdując się na całym grzbiecie, ogonie oraz na tyłach główki koteczki. Rudość nie jest u niej aż tak liczna, ale wciąż jakaś jest, gdyż można ją zaobserwować kilka średniej wielkości plam na obu barkach, prawym uchu, nieco na drugim uchu, lewym boku, na szyi od prawej strony oraz nieco na przedniej nogi, lecz najwięcej ma ją na twarzy. Kociak posiada również biel na futrze, która jest dziwnych miejscach. Jej cała lewa, przednia noga jest pokryta w białej barwie, lecz u reszty nóg, dosięga ona tylko do kciuka lub zgięć. Szyja, brzuch oraz nieco pyszczka oraz plamka nad nosem również jest na biało. Budowa Malinki nie jest za wspaniała, aczkolwiek można już stwierdzić, że będzie ona długonoga i być chuda. Ogon i uszy są normalnej długości. Duże, owalne oczy są zielone, jak świeża trawa.
KP ;D
Rosa [rzeka]
Wiewiórka, Żwawa Łapa, Herbat [zagineni]
Długonoga szylkretowa kotka wyskoczyła z legowiska jak strzała, zjadła także prędko śniadanie i wręcz poleciała jak kuzyn Lot w kierunku rudego, masywnego mistrza, czekającego na nią przy wyjściu. Jej oczy śniły szczęściem i niedowierzaniem. Tak, w końcu nadszedł ten dzień. W końcu wyjdzie z tego ciasnego obozu na ten otwarty świat. Sprawdzi w końcu czy teza o zmieniającej się trawie w różnych miejscach jest prawidłowa.
Jeśli Zrywek się spodziewał, jakiejkolwiek drobnej zmiany w charakteru, to się zaskoczy. W ogóle się nie zmieniła, ba wręcz przeciwnie, jej obecne cechy się natężyły, te dobre, ale i tak samo te złe. - Witaj Polywisty Wietlze! Co będziemy dzisiaj robić? Wyjdziemy w końcu z obozu? Zwiedzimy glanicę? - Typowo gęba szylkretki wydała z siebie tyle słów, ile tylko mogła. No plus jest taki, że chociaż nauczyła się witać na początku. Z ciepłym uśmiechem na pysku i determinacją w oczach oczekiwała na werdykt wujka. Jej łapy świerzbiły, ogon i uszy stały na baczność, każdy mięsień był napięty. Była gotowa na jakąkolwiek przygodę.
i closemyeyesandi cansee theworldthat's waitingup forme thati callmyown throughthe dark,through thedoor throughwhereno one'sbeenbefore but itxf e e l sxlikehome
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Kocur nie musiał czekać długo, co go cieszyło; chociaż koty nie miały precyzyjnych metod odmierzania czasu to kocur nie tylko przepadał za punktualnymi terminatorami, a wręcz tego się po nich spodziewał i takie miał oczekiwania. Miał dobry humor, chociaż trzeba przyznać, że nawet w dobrym humorze był kocurem spokojnym i opanowanym, co niektórzy odbierali opacznie jako sztywność; miał nadzieję, że nie zniechęci swoim sposobem bycia swojej nowej terminatorki, która była przecież młodziutka… i najwyraźniej zwarta i gotowa. Na widok kotki podniósł się.
– Dzień dobry, Malinowa Łapo. Chyba nie sądziłaś, że będziemy trenować w obozie, hmm? – spytał z lekkim rozbawieniem w głosie. Skinął lekko na siostrzenicę, by ta szła za nim, i skierował się od razu do Kolczastego Łuku, żeby następnie przejść przez Kłujący Korytarz. – Uważaj na ciernie – mruknął do kotki, nie chcąc, by ta się poraniła już na początku treningu. Gdy przeszli kręty tunel między splątanymi gałęziami głogu i berberysu kocur wyprostował się i zerknął w stronę swojej terminatorki, idąc dalej w stronę Wyjących Wzgórz.
– Proszę bardzo, oto tereny. Idziemy teraz na Wyjące Wzgórza, które są miejscem odbywania się treningów, i będziemy się spotykać co dwa dni – na zmianę w porze górowania słońca i przed zachodem. Na razie chciałbym, żebyś za każdym razem czekała na mnie tutaj, przy wyjściu z Kłującego Korytarza i nie wypuszczała się sama poza obóz, dopóki nie poznasz granic i nie nauczysz się walki – przekazał najpierw kotce wszystkie informacje… organizacyjne, można to tak nazwać. Miał nadzieję, że weźmie sobie to poważnie do serca; on sam to traktował bardzo poważnie, zwłaszcza przez to, że jego niezbyt doświadczony terminator, Krucha Łapa, zaginął, podobnie jak jego brat. Nie chciał tego samego losu dla Malinki. – A co do tego, co będziemy dzisiaj robić… myślałem o czymś praktycznym. Możemy zacząć od ćwiczenia walki, polowania, ale jeżeli chcesz dzisiaj zobaczyć granice, to po drodze sobie porozmawiamy o różnych rzeczy – dodał na koniec i zamilkł, czekając na zdanie i decyzję Malinowej Łapy.
Malinka to bura szylkretka o krótkim, ale miękkim futerku. Bure plamy z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami, zajmują praktycznie większość jej ciała, znajdując się na całym grzbiecie, ogonie oraz na tyłach główki koteczki. Rudość nie jest u niej aż tak liczna, ale wciąż jakaś jest, gdyż można ją zaobserwować kilka średniej wielkości plam na obu barkach, prawym uchu, nieco na drugim uchu, lewym boku, na szyi od prawej strony oraz nieco na przedniej nogi, lecz najwięcej ma ją na twarzy. Kociak posiada również biel na futrze, która jest dziwnych miejscach. Jej cała lewa, przednia noga jest pokryta w białej barwie, lecz u reszty nóg, dosięga ona tylko do kciuka lub zgięć. Szyja, brzuch oraz nieco pyszczka oraz plamka nad nosem również jest na biało. Budowa Malinki nie jest za wspaniała, aczkolwiek można już stwierdzić, że będzie ona długonoga i być chuda. Ogon i uszy są normalnej długości. Duże, owalne oczy są zielone, jak świeża trawa.
KP ;D
Rosa [rzeka]
Wiewiórka, Żwawa Łapa, Herbat [zagineni]
Rozejrzała się dokoła siebie instynktownie, na żartobliwe pytanie mistrza. No fakt nie widziała nikogo z reszty terminatorów trenujących z mistrzami tutaj i nigdy nie widziała. - No lacja - miauknęła rozśmieszona, chichotając też pod nosem. Łapy tak ją paliły, że bez większych pytań ruszyła za rudym kocurem w głąb wyjścia, które było otoczone jakimiś cienkimi pazurami. Ciekawość wzięła na chwilę pałeczkę, stanęła i zbliżyła nosek do jednego z nich by go obwąchać. Jednakże na szczęście odsunęła się zanim zdążyła nadziać po usłyszeniu ostrzeżenia wujka. Zamrugała na kilka uderzeń serca, by następnie szybkim truchtem podążyć znów za mistrzem. Powoli wysunęła głowę z pomiędzy gałęzi, gdy dotarli do drugiego końca tunelu. Jej zielone ślepia rozbłysły podziwem na wielkość okupowanego terenu przez Klan Wichru. Wyszła prędko i niezgrabnie z wyjścia by jeszcze lepiej się rozejrzeć. Oczy świeciły tyci gwiazdkami, gęba aż jej opadła z zachwytu. Spełniło się jej jedno z kilku marzeń. Było to może drobne marzenia, ale dodawało jej to olbrzymie szczęście. Tak była zagapiona w ten widok, że nie skupiała za wiele uwagi na resztę słów. Jednym uchem kilka słów wleciało, drugim wyleciało, ale chociaż zostały te najważniejsze jak: "Wyjące Wzgórza", "Co dwa dni tutaj" i "Nie wychodzić samemu". Odwróciła się do wuja i kiwnęła prędko głową na znak, że zrozumiała lub tak myślała że rozumie. Spojrzała jeszcze raz na piękno przyrody. Jej wzrok zwłaszcza przykuły kwitnące kwiaty, które były omal niewidoczne przez szarą poświatę, chmurę?? Mimo tego wciąż było wspaniale tutaj. - Pięknie tu... - westchnęła do siebie. Wpatrywała się tak jeszcze przez chwilę zanim nie usłyszała głosu Zrywka. Obróciła się ponownie do niego by go lepiej słyszeć. Zapowiada się na wspa- Chwileczkę. Walki?? Chodziło mu o typowe siłowanie na niby kociąt czy o coś innego... Malinowa Łapa poczuła jakieś dziwne ukucie w sercu, pierwszy raz w życiu. Doznała jakiegoś uczucia, którego jeszcze nigdy wcześniej nie czuła. Niepokój. Nie rozumiała czym to było i czemu czuję się tak niedobrze przez to. Oj nie życzyłaby to nikomu. To na pewno nic takiego.. Wujek nie uczyłby jej czegoś złego. Na pewno. Walki to pewno inne słowa na...dyplomacje. Tak, tak. Na szczęście nie myślała już nad tym ani chwili dłużej, gdy usłyszała bardziej weselszą nowinę. Zwiedzą resztę terenu! Humor znowu jej powrócił. Czym się martwiła wcześniej? A już nie pamiętała. I jeszcze dodatkowo będą ciekawe wykłady! - Świetnie! Nie mogę się doczekać! - miauknęła podekscytowanie, robiąc kilka pośpiesznych kroków w przód. Zanim kapnęła się.. - To któlędy? Daleko to? Będzie też tam tak ładnie jak tu? - ... nie wie gdzie ma iść. Zadała kilka podstawowych pytań z determinowanym oraz podekscytowanym wyrazem pyszczka i oczekiwała na odpowiedzi rudasa.
i closemyeyesandi cansee theworldthat's waitingup forme thati callmyown throughthe dark,through thedoor throughwhereno one'sbeenbefore but itxf e e l sxlikehome
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Tereny z pewnością nie wyglądały jeszcze tak ładnie, jak podczas prawdziwej Pory Młodych Liści w rozkwicie – o ile pojawiały się liście i pierwsze nieśmiałe kwiaty, to jednak pogoda była raczej nieprzyjemna i według Porywistego Wiatru nie było się czym zachwycać, chociaż pamiętał, że ma do czynienia z, tak naprawdę, kociakiem, który poza obóz nosa raczej nie wyściubiał i w życiu nie widział takiej ilości otwartej przestrzeni. Pozwolił więc kotce się porozglądać i pozachwycać – najważniejsze było, że słuchała tego, co mówił, i zgodziła się na te warunki. Problematyczne za to było to, że właściwie Malinowa Łapa nie wybrała jednej opcji z propozycji, które przedstawił, tylko chyba od razu nastawiła się na granice i pogadanki. Lekko go to skonfundowało.
– …czyli chcesz iść na granice, tak? Bo w zasadzie chodziło mi o to, że możesz wybrać spośród tych opcji – odezwał się do kotki, wspinając się na Wyjące Wzgórza, które to tak czy siak miał zamiar jej dzisiaj pokazać. – Tak, granice znajdują się kawałek od obozu. Przejście całych granic dobrym tempem zajmuje około pół dnia, więc zobaczymy, czy dzisiaj zobaczysz je sama… a czy tak ładnie, to sama ocenisz. Tereny są dosyć zróżnicowane. A skoro o tym, wiesz może, jak nazywają się inne klany, jakie żyją niedaleko nas?
Malinka to bura szylkretka o krótkim, ale miękkim futerku. Bure plamy z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami, zajmują praktycznie większość jej ciała, znajdując się na całym grzbiecie, ogonie oraz na tyłach główki koteczki. Rudość nie jest u niej aż tak liczna, ale wciąż jakaś jest, gdyż można ją zaobserwować kilka średniej wielkości plam na obu barkach, prawym uchu, nieco na drugim uchu, lewym boku, na szyi od prawej strony oraz nieco na przedniej nogi, lecz najwięcej ma ją na twarzy. Kociak posiada również biel na futrze, która jest dziwnych miejscach. Jej cała lewa, przednia noga jest pokryta w białej barwie, lecz u reszty nóg, dosięga ona tylko do kciuka lub zgięć. Szyja, brzuch oraz nieco pyszczka oraz plamka nad nosem również jest na biało. Budowa Malinki nie jest za wspaniała, aczkolwiek można już stwierdzić, że będzie ona długonoga i być chuda. Ogon i uszy są normalnej długości. Duże, owalne oczy są zielone, jak świeża trawa.
KP ;D
Rosa [rzeka]
Wiewiórka, Żwawa Łapa, Herbat [zagineni]
Oh, to o to mu chodziło. No tak, nie załapała za pierwszym razem. Za bardzo się zajęła...a resztą. Terminatorka zmarszczyła w zamyśleniu, mając nadzieje że przypomni sobie drugą opcję. Coś na "p". Pomo, poko..hmm. Co jeszcze wojownicy robią. Chronią, pol- - A plzeplaszam, może być też polowanie, ale wolę baldziej zwiedzić telen. Chcociaż jak ty mi ladzisz wujku? Co mi się baldziej plzyda? Co baldziej się plzyda klanowi? - zarzuciła naiwnie. Pomoc klanowi, jest pomocą dla rodziny. Nie chciała jej zawieść. Wiele członków jej rodziny było w końcu szanowanymi wojownikami, nie chciała być inna.
Kiedy mistrz zaczął opowiadać o terenach, Malinka nieco odpłynęła i zaczęła to wszystko wyobraźać. Jak wielka była ta przestrzeń. Jak obwita w życie była. Jak się czuła na niej wolna. Czuła miękką trawę pod łapami, przyjemny wietrzyk oraz zapach kwiatów. Jednakże z transu wybiło pytanie. O innych klanach. No tak to nie zwykły spacerek, tylko trening. Klany, klany, nazwy reszty klanów. No jej nazywał się Klanem Wichru. A inne? Hmm. Przerabiała już kiedyś ten temat z Wiśniową Łapą, ale było to tylko wspomnienie o nich. Szylkretka wyśliła wszystkie zmysły by dotrzeć pamięcią do tego dnia. Jeden był coś na "cie-", drugi na "rze-", a trzeci. Nie zdążyła skapnąć się przy trzecim. Straciła kontakt, wspomnienie się urwało. - Klan Cienki, Klan Rzepki i ... nie pamiętam - miauknęła prędko i energicznie, nie czując jak wielkie głupoty gada.
i closemyeyesandi cansee theworldthat's waitingup forme thati callmyown throughthe dark,through thedoor throughwhereno one'sbeenbefore but itxf e e l sxlikehome
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
– Wszystko, Malinowa Łapo. Wszystko się przyda i tobie, i klanowi. Tak naprawdę to prędzej czy później musisz nauczyć się wszystkich tych rzeczy, bo zarówno polowanie, jak i patrolowanie granic i czasami walka w obronie klanu są obowiązkami wojownika. Więc… to nie jest wybór, co zrobimy na treningu w ogóle, a raczej, od czego chcesz zacząć teraz, dzisiaj – wyjaśnił młodej kotce cierpliwie i ze spokojem w głosie. Miał dziwne wrażenie, że albo Krokus z Zielonym naprawdę niewiele jej mówili, albo kotka nie miała kocięcych nauk, ewentualnie te były bardzo, bardzo powierzchniowe… albo to i to, więc zaczynali teraz z nieco niższego pułapu, niż miał okazję zaczynać z Kruchą Łapą czy Gwieździstą Łapą. Ale nic to. Rudo-biały wojownik wierzył w swoje możliwości, a także w to, że Malinka da sobie radę na treningu, i postrzegał to jako pewne wyzwanie.
– No, prawie, byłaś blisko. Tak naprawdę to są to: klan Cienia, klan Rzeki i trzeci – klan Gromu. Granice dzielimy z klanem Cienia i klanem Rzeki, natomiast klan Gromu znajduje się kawałek dalej… zresztą, sama zobaczysz. – Podejrzewał, że dla ciekawskiej kotki odwiedzenie pagórka, na których rosły Cztery Dęby, będzie niemałą atrakcją. Na razie nie chciał o nich wspominać, żeby nie odwodzić uwagi Malinki od głównego tematu. – Dobrze, a powiesz mi jeszcze coś na temat rang w klanie? Na przykład jaką ty masz teraz rangę, jakie będziesz miała obowiązki, kim byłaś wcześniej, jaką ja mam rangę i co muszę robić, jaką ma twoja babcia – odezwał się, przy okazji rzucając kotce sugestie, które, jak mu się zdawało, powinny jej pomóc w udzieleniu odpowiedzi.
Malinka to bura szylkretka o krótkim, ale miękkim futerku. Bure plamy z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami, zajmują praktycznie większość jej ciała, znajdując się na całym grzbiecie, ogonie oraz na tyłach główki koteczki. Rudość nie jest u niej aż tak liczna, ale wciąż jakaś jest, gdyż można ją zaobserwować kilka średniej wielkości plam na obu barkach, prawym uchu, nieco na drugim uchu, lewym boku, na szyi od prawej strony oraz nieco na przedniej nogi, lecz najwięcej ma ją na twarzy. Kociak posiada również biel na futrze, która jest dziwnych miejscach. Jej cała lewa, przednia noga jest pokryta w białej barwie, lecz u reszty nóg, dosięga ona tylko do kciuka lub zgięć. Szyja, brzuch oraz nieco pyszczka oraz plamka nad nosem również jest na biało. Budowa Malinki nie jest za wspaniała, aczkolwiek można już stwierdzić, że będzie ona długonoga i być chuda. Ogon i uszy są normalnej długości. Duże, owalne oczy są zielone, jak świeża trawa.
KP ;D
Rosa [rzeka]
Wiewiórka, Żwawa Łapa, Herbat [zagineni]
- Skolo wszystko, to i też ja dam z siebie wszystko by to pojąć - Determinacja zabrzmiała w jej głosie z mieszanką optymizmu. Dotrzyma swej obietnicy i nie zamierza go zawieść. Tak samo nie zawiedzie mamy, taty, babci, dziadka, rodzeństwa, nikogo. Miała wątpliwości co do niektórych obowiązków, jednak jak powiedział wujek, tego też będzie musiała się nauczyć jeśli chce być dobrą wojowniczką i przynieść dumę. - Ii ploooooszę! Glanicę wpielw! - pisnęła jak mały kociak domagający się matki o więcej mleka. Za bardzo pragnęła zobaczyć inne miejsca. Trudno było jej się skupić na późniejszym monologu od szumienia wiatru, lecz zmusiła każdy z pięciu zmysłów do trybu czujności. Tak się skupiała, że omal nie rozbolała ją głowa i zapomniała jak się chodzi. Jednakże byłby to tylko drobiazg, najważniejsze w tej chwili była nauka. A ciekawość i żąda wiedzy jej nieco pomagała. Słuchała uważnie o innych klanach, czyli o innych kotach jak ona i wujek. Skoro prowadzą oni wszyscy taki sam tryb życia to czemu nie ma jednego klanu? Co różni inne koty od niej? Mają kwiatki na głowach? - Wujku, czemu mamy cztely klany? A nie jeden? Czym się lóżnią inne klany od nas? Nie lepiej byłoby dla wszystkich pomagać nawzajem? - Resztę myśli pomyślała nagłos, no bezpośrednio do mistrza.
Następne pytanie z testu, były nieco łatwiejsze, bo je lepiej pamiętała, więc nie było to tak męczące na skupianiu się. - O! Opowiadałeś kiedyś mi o tym! Chyba. Lub wspominałeś. Byłam kociakiem. Jestem telaz telminatolką. Czyli tlenuję na wojownika, któlym też jesteś ty. I.. - zaczęła chaotycznie po czym zwolniła na moment. No dawaj Malina, jedziesz. Wspominał już o tym co robią. Już zapomniałaś? - ...I ty pomagasz plzetlwać klanu, polując, patlolując i chloniąć. A to jest jeszcze plostlze, mama ciągle mi o tym wspominała. Babcia jest plzywódczynią, głową klanu, tak chociaż mi mówiła i to pamiętam. - miauknęła pewnie wyraźnie, no jak mogła wyraźnie bo przez wadę nie brzmiało to tak. No teraz jej kolej na pytania. - Jak się stałeś wojownikiem? Zlobiłeś coś niezwykłego? Wyrosła ci dodatkowa pala kłów? Czy dzięki temu też stanę się szybciej wojowniczką? Nauczysz mnie tego? Kuzyn Lot kiedyś uczył mnie chodzić po Grubo- znaczy po dlzewach. Czy to plzyda mi się jak będę wojowniczką? - Masa pytań, ale czy znajdzie na nię odpowiedzi?
i closemyeyesandi cansee theworldthat's waitingup forme thati callmyown throughthe dark,through thedoor throughwhereno one'sbeenbefore but itxf e e l sxlikehome
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Uśmiechnął się do Malinowej Łapy z… dumą. No proszę. Wręcz nie spodziewał się takiej determinacji po Malinowej Łapie, ale bardzo go to ucieszyło, a skoro zapowiedział kotce, że pozwoli jej wybrać – to, jakżeby inaczej, kiwnął głową i za chwilę zamierzał skierować się na granice. Na razie jednak wspinał się pod Wyjące Wzgórza, chcąc pokazać kotce, gdzie będą trenować… a poza tym mogła z nich dostrzec dużą część terenów, co zapewne ją ucieszy.
– To, że mamy cztery klany, wynika głównie z historii powstania klanów. Jak skończymy rozmawiać o rangach, to ci ją opowiem – i wtedy ci powiem więcej o tym, czemu to całkiem niezły pomysł, że są cztery – zapowiedział kotce, nie chcąc wchodzić teraz w tak rozległy, głęboki temat, gdy w międzyczasie chciał porozmawiać o rangach i już zaczęli ten temat.
– Mhmm. Zwolnij, Malinko, dobrze? – odezwał się najpierw w reakcji, bo zanim zdążył zareagować na jej wypowiedź o rangach, to kotka zasypała go milionem pytań, co prawda związanych z tematem, ale ciężko było nadążyć. – Po kolei. Terminatorzy, oprócz trenowania, mają też inne obowiązki: polują, jak już się tego nauczą, żeby wykarmić resztę klanu, wymieniają mech w legowiskach, wykonują różne prace porządkowe w obozie, pomagają starszym. To od dzisiaj dotyczy także ciebie. Z wojownikami masz rację, chociaż tutaj jeszcze bym dodał, że ważną częścią bycia wojownikiem jest przestrzeganie Kodeksu Wojownika, o którym będziemy rozmawiać na treningu, ale raczej nie dzisiaj. Przywódca prowadzi ceremonie, mianuje wojowników i terminatorów, podejmuje wszystkie najważniejsze decyzje w klanie. Drugi człon jego imienia to zawsze „Gwiazda”, dodatkowo od Gwiezdnego Klanu przywódca otrzymuje dar dziewięciu żyć – dodał do wypowiedzi kotki, starając się mówić niezbyt szybko i robiąc przerwy między kolejnymi rangami, żeby Malinowa Łapa mogła sobie to wszystko przetrawić i zapamiętać.
– A co do twoich pytań: aby stać się wojownikiem, należy ukończyć trening. To tylko i aż takie proste. Chociaż czasami to nie wystarczy, na przykład jeżeli zachowanie terminatora budzi wątpliwość jego mistrza albo przywódcy – ostrzegł kotkę. Tak naprawdę wiele kotów nawet nie dożywało ukończenia treningu i zostania wojownikiem, ewentualnie było porywane przez dwunogów, przepędzane przez drapieżniki, czy po prostu… uciekały. Mimo wszystko tereny nie były idealnie bezpieczne i przetrwanie na nich stanowiło, tak na dobrą sprawę… swoistą selekcję. Koty zbyt strachliwe albo w drugą stronę, zbyt brawurowe i za mało krytyczne wobec swoich własnych możliwości, często znikały z klanu i nigdy nie zostawały wojownikami, dlatego ukończenie treningu było jednocześnie tylko i aż wymogiem do bycia mianowanym. – I tak, chodzenie po drzewach może ci się przydać. Niektóre koty polują na zwierzynę, która przysiada na gałęziach, ale może to być przydatne także w momencie, gdy uciekasz przed drapieżnikiem – dodał, po czym szybko zastanowił się, czy odpowiedział na wszystko, o co pytała Malinowa Łapa. Na szczęście jego pytania dotyczyły mniej więcej tej samej kwestii i chyba udało mu się wszystkie zapamiętać.
– A kojarzysz może Sokolego Cienia? Taki umięśniony, czarny długowłosy kocur. On także pełni pewną ważną funkcję w klanie. Tak samo ważna, chociaż pełniąca już inną rangę, jest taka cała biała, długowłosa kotka z jasnoniebieskimi oczami, która często przebywa w Ziołowym Wzgórzu, Lśniąca Sadzawka. Wiesz, jakie rangi mają te koty?
Malinka to bura szylkretka o krótkim, ale miękkim futerku. Bure plamy z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami, zajmują praktycznie większość jej ciała, znajdując się na całym grzbiecie, ogonie oraz na tyłach główki koteczki. Rudość nie jest u niej aż tak liczna, ale wciąż jakaś jest, gdyż można ją zaobserwować kilka średniej wielkości plam na obu barkach, prawym uchu, nieco na drugim uchu, lewym boku, na szyi od prawej strony oraz nieco na przedniej nogi, lecz najwięcej ma ją na twarzy. Kociak posiada również biel na futrze, która jest dziwnych miejscach. Jej cała lewa, przednia noga jest pokryta w białej barwie, lecz u reszty nóg, dosięga ona tylko do kciuka lub zgięć. Szyja, brzuch oraz nieco pyszczka oraz plamka nad nosem również jest na biało. Budowa Malinki nie jest za wspaniała, aczkolwiek można już stwierdzić, że będzie ona długonoga i być chuda. Ogon i uszy są normalnej długości. Duże, owalne oczy są zielone, jak świeża trawa.
KP ;D
Rosa [rzeka]
Wiewiórka, Żwawa Łapa, Herbat [zagineni]
Szylkretka dostrzegła nieco niespodziewany uśmiech kocura, na co terminatorka odpowiedziała tym samym, aczkolwiek bez powodu. Była szczęśliwa, bo ktoś inny jest też i to dzięki jej. A zwłaszcza kiedy jest to bliski. Potruchtała za nim pod wzgórza, a jej oczom ukazał się kolejny boski widok. No to zależy bo przez mgłę dalej średnio co było widać. Ale wciąż było ładnie! Chaotycznie zaczęła się obracać wokół siebie, żeby jak najwięcej może, ślepia znów błyszczały zachwytem, a pyszczek nie umiał wydać z siebie żadnych dźwięków. Widziała obóz, łąki, różne lasy i kawałki terenów innych klanów. Jednakże najbardziej zaciekawiło ją cztery duże dęby na samym środku różnorodnych ziem. Jakieś magiczne miejsce? Miała już się zapytać, gdy wujek zaczął tłumaczyć poprzedni temat, przez co kotka zdekoncentrowała się i skupiła się na jego mowie, która zapowiadała dość ciekawy temat. - Długa jest ta histolia? - wymknęło jej się jeszcze jedno szybkie pytanko, zanim Zrywek zdążył znów odpowiadać. Zwolnić? Oj lekki problem, bo Malinka nie ma czegoś takiego jak hamulec. Jak się rozkręci to bieda nasza, skończy dopiero gdy braknie jej tchu w piersiach.
Malinowa Łapa słuchała uważnie, analizując oraz próbując nie doprowadzić innych myśli. Nauka jest trudno, gdy ma się pszczoły w głowie. Uśmiechła zadowolona, podobały się jej nowe obowiązki, a zwłaszcza pomoc innym kotom. Tylko które można już uważać za stare? - Kim są stalsi? Są stalsi niż ty, ciocia Ślimak, ciocia Laczek, mama, tata, kuzyn Lot i nawet od babci i dziadka? Mogę ich poznać? Lub pozbielać im tlochę kwiatków? Na pewno będą ładnie wyglądać w ich legowiskach! - podpytywała wuja, nie czekając kiedy skończy, bo do tego czasu już zapomni. Lepiej dmuchać na zimne. Podniosła uszy na wzmiankę o kodeksie, chciała już o nim coś się dowiedzieć, skoro jest to bardzo ważna rzecz w życiu wojownika, jednak wuj sam obiecał, że porozmawiają o tym innym razem. Ciekawe czy będzie Malinka pamiętać. Chociaż następny pod temat jeszcze bardziej ją zaintrygował. Babcia ma dość dużo pracy. Czyli też dużo frajdy! Wszyscy też ją pewno dzięki temu lubią i kochają! Strzygnęła wibrysami zaciekawiona, gdy padło ostatnie zdanie. - To oznacza, że babcia ma supel moce? Czy Gwiezdy Klan dał jej też moc latania? Czemu nie dał innym kotom też moce? - miauknęła naiwnie. Fajnie by było. Czy wszyscy nie byliby dzięki temu szczęśliwsi?
Nie stercząc dłużej nad tym tematem, wysłuchiwała następnego wykładu w skupieniu. Niestety jej uszy nagle się skupiły na świcie wichru, przegapiając jeden temat. Potrząsnęła lekko głową by zrestartować się i spróbowała ponownie się skupić. Na pewno nie była ta wiedza tak potrzebne w tej chwile. Chyba. No taką miała nadzieje.
Ucieszył ją fakt, że jakaś jej umiejętność jest pomocna, tylko nie zrozumiała jednego. - Czemu miałabym przed kimś uciekać? - Na jej pyszczku było wymalowane zdziwienie. Nie rozumiała. Każdy dotąd nie groził jej lub zrobił coś jej złego. Czemu inni mieliby być inni? Nie lepiej podyskutować to? Zawsze jest jakieś dobre rozwiązanie dla innych! Determinacja skupienia wróciła ponownie na twarzyczce. Pora by ona odpowiadała. - Muskulalny, długowłosy, czalny kocul. Chyba widziałam go kiedyś jak lozmiawiał z Malinową Gwiazdą. Chyba że to był klzak. - zachichotała. - A co do kotki, hmm, ją też widziałam. Chyba. Właśnie koło Ziołowym Wzgólzu. To jej legowisko? Pachnie tam ładnie. Co ona tam tlzyma? - miauknęła wścibsko. No teraz było najtrudniejsze wyzwanie. Kto kim był. Podpowiedzią na tą zagadkę było, że są to ważne rolę. Rodzice jak uczyli mówili o trzech. Przywódca, Medyk, i coś z końcówką "stępca". Nie starczyło jej pamięci by zapamiętać to ostatnie. - Ktoś z nich jest Medykiem i Plzeeestępca? - Nie miała zielonego pojęcia czy to drugie słowo było nawet prawdzie, a tym bardziej co oznaczało. Rzucała słowa na wiatr. Kto wie może trafi.
i closemyeyesandi cansee theworldthat's waitingup forme thati callmyown throughthe dark,through thedoor throughwhereno one'sbeenbefore but itxf e e l sxlikehome
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
– Tak – odparł na pytanie o historię powstania klanu. – Mowa przede wszystkim o starszyźnie, czyli kotach, które żyją ponad sto księżyców, jednak wojownicy też mają prawo poprosić cię o pomoc w różnych rzeczach – odpowiedział krótko, czując lekkie ćmienie z tyłu głowy pod wpływem tak wielu pytań Malinowej Łapy. Szybko doszedł do wniosku, że prawdopodobnie nie powinien odpowiadać na absolutnie wszystkie pytania kotki, gdyż niektóre nie wiązały się z tematem rozmowy, a po każdej jego odpowiedzi ta miała kolejną falę pytań, przez co Zrywek sam mógł się wkopać w nieskończoną pętlę pytań i odpowiedzia.
– Nie. Nie ma super mocy, tylko dar dziewięciu żyć, który przysługuje tylko przywódcy.
Na pytanie kotki lekko zmarszczył nos w… zaskoczeniu. Czy Malinowa Łapa nie zdawała sobie sprawy, czemu kocięta nie mogą wychodzić z obozu? Czy nie zdawała sobie sprawy z istnienia drapieżników, wrogich kotów, dwunogów? Och, Krokusowa Łąko; w jakiej ty bańce trzymałaś swoje kocięta?
– Tereny nie są tak bezpieczne, jak obóz. Mogą znaleźć się na nich drapieżniki, które mogłyby cię rozszarpać. Mogą tu przyjść dwunodzy, którzy mogą chcieć cię porwać do swojego gniazda, z daleka od rodziny i klanu – odpowiedział cierpliwie, spokojem maskując zaskoczenie i zdegustowanie swoją starszą siostrą. – Lśniąca Sadzawka to medyk, tak. Sokoli Cień to z kolei zastępca – odpowiedział, jednak na razie nie mówił dalej, nie chcąc prowadzić naraz kilku rozmów, bo zaczynał sam się w tym motać.
Malinka to bura szylkretka o krótkim, ale miękkim futerku. Bure plamy z ciemniejszymi, tygrysimi pręgami, zajmują praktycznie większość jej ciała, znajdując się na całym grzbiecie, ogonie oraz na tyłach główki koteczki. Rudość nie jest u niej aż tak liczna, ale wciąż jakaś jest, gdyż można ją zaobserwować kilka średniej wielkości plam na obu barkach, prawym uchu, nieco na drugim uchu, lewym boku, na szyi od prawej strony oraz nieco na przedniej nogi, lecz najwięcej ma ją na twarzy. Kociak posiada również biel na futrze, która jest dziwnych miejscach. Jej cała lewa, przednia noga jest pokryta w białej barwie, lecz u reszty nóg, dosięga ona tylko do kciuka lub zgięć. Szyja, brzuch oraz nieco pyszczka oraz plamka nad nosem również jest na biało. Budowa Malinki nie jest za wspaniała, aczkolwiek można już stwierdzić, że będzie ona długonoga i być chuda. Ogon i uszy są normalnej długości. Duże, owalne oczy są zielone, jak świeża trawa.
KP ;D
Rosa [rzeka]
Wiewiórka, Żwawa Łapa, Herbat [zagineni]
Przytaknęła głową, na znak że rozumie. Chociaż nie wiadomo czy ktokolwiek chciałby jej pomocy, pewno by pomylił z wyrośniętym kociakiem niż sądził, że jest pełno prawną terminatorką. Mimo to szylkretka i tak byłaby zdeterminowana by pomóc. - Jak dokładnie działa ten dal żyć? Odmładza ją? - pytała dalej, nie dostrzegała niestety jego zmęczenia nimi. Może go oszczędzi, gdy to dostrze. Lub bardziej będzie go męczyć co mu jest.
Lekko wzdrygnęła zaskoczona na reakcje następną reakcje mistrza. Kwiatek jej na głowie urósł? Czy może nagle zmieniła kolor futra? Obejrzała się prędko, by sprawdzić tą tezę. Nie. Burość, rudość i biel wciąż obecna oraz nigdzie się nie wybierała. No to co tak go zaskoczyło?
Podniosła łebek gwałtownie by właśnie się tego dowiedzieć, wysłuchując go. Znowu coś uszczypnęło ją w serca. To nie miłe uczucie co wcześniej. No a kysz, a kysz niepokoju. Czuła pustkę w głowie, nie rozumiała powagi problemu. - Ale wujku...Czemu? Czemu miałyby mnie rozszarpać? Czemu dwunodzy mieliby mnie porwać? Czemu mieliby zrobić złe rzeczy wobec innych? Czemu? - To ostatnie pytanie było wyryte w jej trawiastych oczach, które wlepiła w równie zielone oczy mistrza. Nie było tam żalu, gniewu, czy jakichkolwiek złych emocji. Po prostu niezrozumienie.
Uszka stanęły dębem na imiona i rangi dwóch z trzech ważnych kotów. Lepiej by ich nie zapomniała. Nikt raczej nie będzie zadowolony gdy nazwie się go krzakiem, nawet jeśli to piękny chaszcz róż.
Nagle podniosła głowę do góry. Nie wiedziała czemu, prawdopodobnie było to zniecierpliwienie lub co innego. Mgła na niebie była mniej gęsta, logicznie oraz także normalne, że przez nie przechodziły promienie słoneczne. Łapki paliły do marszu. Ile to było by sprawdzić całą granicę?
i closemyeyesandi cansee theworldthat's waitingup forme thati callmyown throughthe dark,through thedoor throughwhereno one'sbeenbefore but itxf e e l sxlikehome
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
– Z tego co wiem, to nie. Raczej to wygląda tak, że w razie sytuacji, w której normalny kot umarłby i udałby się na Srebrną Skórkę, to przywódca może się odradza. I tak osiem razy, bo za dziewiątym przywódca jest już śmiertelny jak każdy inny kot. Oznacza to, że przywódca może… poświęcić się w niebezpiecznych sytuacjach – wytłumaczył najlepiej, jak potrafił, chociaż tak naprawdę nie rozmawiał nigdy na ten temat z matką ani tym bardziej żadnym innym przywódcą. Nie wiedział nawet, czy faktycznie tak jest, jak to wygląda w praktyce i tak dalej, ale cóż – dobre cokolwiek.
– Świat to nie tylko ciepło i bezpieczeństwo, Malinowa Łapo – powiedział spokojnie i cierpliwie. Znaleźli się już na szczycie jednego z Wyjących Wzgórz, dlatego w razie czego poczekał, aż kotka się rozejrzy, bo było stąd widać dużą część terenów. Choć nie dawał tego po sobie poznać, to czuł zawód. Zawód i rozczarowanie swoją starszą siostrą. Każdy kociak powinien od najmłodszych księżyców rozumieć zagrożenie, jakie może zaistnieć poza obozem; każdy kociak powinien od początku rozumieć, że życie to nie tęcza, przytulanie się i radość, żeby potem się srogo nie rozczarować. Istniała druga strona tego medalu: niebezpieczeństwo, krew, śmierć. Było coś przykrego w tym, że Porywisty Wiatr musiał tłumaczyć to kotce w wieku sześciu księżyców, która zachowywała się, jakby dotąd nie słyszała o czymkolwiek złym. Miał świadomość, że musi to zrobić odpowiednio… subtelnie, ale i zarazem stanowczo, tak, by do kotki dotarło, by na pewno zaczęła zdawać sobie sprawę z pewnych rzeczy.
– Tak samo jak my polujemy na mniejsze od siebie zwierzęta i je zabijamy, by wykarmić siebie i swój klan, tak samo pożywiać się muszą inne zwierzęta, takie jak borsuki czy lisy, od których my jesteśmy mniejsi. One także łapią te same zwierzęta, co my, jak gryzonie, więc nawet jeśli nie postrzegają nas jako swoją ofiarę, to… jako konkurencję – zaczął po krótkim namyśle, na chwilę przysiadając. Jego ton spoważniał, ale nie brzmiał surowo; kocur chciał ująć to wszystko w słowa jak najlepiej i… naprawdę chciał jak najlepiej wyjaśnić te kwestie kotce. – Tak samo jak my chronimy swoich terenów i bliskich, tak samo czasami te zwierzęta – lub inne koty, spoza klanów – czują się zagrożone lub chcą mieć kawałek ziemi dla siebie, w związku z czym atakują. Przez to koty z naszego klanu, i innych też, zostają ranne lub umierają. Poza tym… nie wszyscy mają dobre intencje wobec innych. Właśnie dlatego tak ważni są odpowiednio wyszkoleni, odpowiedzialni wojownicy, którzy chronią słabszych, kociąt i starszyznę; właśnie dlatego przed swoją ceremonią nie mogłaś opuszczać obozu, a teraz nie powinnaś z niego wychodzić sama, Malinowa Łapo. Dwunogi z kolei są strasznymi, nieprzewidywalnymi istotami, które porywają koty i je więżą dla własnych, egoistycznych celów. Twoja ciocia, Biała Łapa, dopiero co wróciła po takim porwaniu. Nie było jej prawie dziesięć księżyców, podczas gdy niektóre koty, gdy raz trafią do dwunogów, nigdy nie wracają do swoich rodzin.
Miał nadzieję, że to wystarczy, by Malinowa Łapa zrozumiała powagę sytuacji, jednak w razie czego był gotów do udzielenia odpowiedzi na jej pytania czy wątpliwości i do kolejnych wyjaśnień.