Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Porywisty Wiatr jedynie kiwnął lekko głową w odpowiedzi na słowa Malinowej Gwiazdy, po czym sam sobie przypomniał, że przecież jakoś przed jego narodzinami w klanie Gromu też miała miejsce taka sytuacja: Wicher dowiedział się wtedy nie o śmierci, a o wygnaniu poprzedniego przywódcy z klanu… więc o ile o dobrowolnym przekazaniu stanowiska i daru dziewięciu żyć nie słyszeli, tak jednak Gwiezdni zdecydowanie mieli swoje sposoby. Fakty były takie, że, jakby się zastanowić, to… tak czy siak powinni na to wszystko przystać. Nie chodziło o to, że Porywisty Wiatr chciał być przywódcą – bo wcale nie czuł się na to gotowy – a raczej o dobro klanu Wichru, którym obecnie przewodził owszem, świetnie nadający się do tego kot, ale, według własnych słów, zmęczony i chory. Co da Gwiezdnym i Wichrowi trzymanie Malinowej Gwiazdy na stanowisku na siłę?
– Ujmującej, mhmm – mruknął, a jego wąsy zadrżały z rozbawienia. Kusiło go posłanie spojrzenia Gwieździstej Łapie, która w tym towarzystwie miała największe powody do wątpienia w to stwierdzenie, jednak sam Zrywek był świadom, że do takich ujmujących to on wcale nie należy. Swoją drogą, chociaż niewiele mówił i skupiał się na otoczeniu, to słuchał uważnie każdego słowa swojej matki, żeby być jak najlepiej przygotowany na to, co mogło… i miało nadejść. Ciekaw był tylko, czy znaczenie tych darów jest tylko symboliczne i tylko w ten sposób Gwiezdni pokazują przywódcom, co ci powinni w sobie rozwijać i co powinno być dla nich ważne… czy faktycznie to im dawali. – Brzmi ciekawie, nie powiem. Myślisz, że dostanę cierpliwość do znoszenia żarcików i ciągnięcia mnie za język? – spytał, udając nieco obruszonego, gdy przejrzał zamiary matki, ale szybko parsknął cichym śmiechem, zdradzającym, że jego słowa nie były wypowiedziane na poważnie.
Jednak do śmiechu nie było mu, gdy przeskoczyli przez Rów i znaleźli się na skraju Grzmiącej Ścieżki. Był przy niej tylko raz – w nad wyraz okropnych okolicznościach, gdyż musiał wtedy zbierać z niej resztki przejechanego kociego ciała. Wtedy, nawet jeśli musiał być bardzo ostrożny, to nie podejmował próby przejścia na drugą stronę, w przeciwieństwie do tego, co teraz. Rzucił kontrolne spojrzenie Lawendowemu Kwiatowi i Gwieździstej Łapie, po czym przycupnął przy samej krawędzi Grzmiącej Ścieżki i napiął mięśnie. Był gotów do przebiegnięcia na drugą stronę najszybciej, jak był w stanie, jednak rozejrzał się i kiedy upewnił się, że na horyzoncie ani nie widać, ani nie słychać żadnego potwora, pociął na drugą stronę, żeby zatrzymać się kilka kroków za Ścieżką.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Chętnie uniosłaby brwi w zaskoczeniu, ale się powstrzymała. Naprawdę pytała, kto był jej mistrzem? Szara chyba nie była zbyt pilną i zorientowaną na klan wojowniczką. Niemniej, Gwiazdka nie zamierzała się obrażać z tego powodu. Przynajmniej na razie. W końcu tak naprawdę to nie ją to mogło potencjalnie obrazić, a jego. — Ten jegomość — mruknęła nieco ciszej, pokazując ruchem głowy na maszerującego przed nimi rudego kocura. Grzmiąca Ścieżka była taka, jaką ją zapamiętała. Nie zaglądała tutaj od czasu treningu z Zawilcowa Skórką, która pokazywała jej, jak niebezpieczna może być ta trasa, zaznaczając, że nie powinno się jej przechodzić z byle powodu, a jeśli już, to robić to bardzo uważnie. Pamiętała, że gdzieś tam jest w miarę bezpieczne miejsce, o którym wojowniczka wspominała, jednak tym razem wcale nie mieli z niego korzystać. Mokry i grząski rów, wolno biegnący potwór dwunogów i dalej cisza. Srebrzysta miała się na baczności, rozglądając uważnie dookoła. Zastrzygła srebrnymi uszami, słuchając o całej idei żyć et cetera. Dar poczucia humoru? No proszę, czasami nawet było go widać. Musiała powstrzymać parsknięcie kiedy matka Zrywka wspomniała o jego jakże ujmującej osobowości. Było to trudne, ale jakoś dała radę, uff. Westchnęła cicho, czując jak serce jej przyśpiesza, gdy tylko wkraczała na szosę. Starała się iść szybko i nasłuchiwać. Nie chciała skończyć jak Sadzowa Łapa, albo, co gorsza, Żaba. Prawdę mówiąc, chyba wolałaby śmierć niż coś takiego. Dobrze, że po niedługim czasie znaleźli się na drugim brzegu i mogła odetchnąć, gdy wchodzili w głąb Borsuczych Pagórków.
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawenda zaczęła coraz bardziej odczuwać niepokój, ale starała się to ukryć. Z każdym krokiem byli coraz bliżej Grzmiącej Ścieżki i lada moment powinien się ukazać Rów. Córka Mknącego Ptaka nawet nie chciała myśleć o przekraczaniu tego niebezpiecznego miejsca. A może jakoś magicznie pojawi się Tonące Słońce i przeprowadzi ją bezpiecznie na drugą stronę? Gdy córka Czyżyka usłyszała odpowiedź Gwieździstej Łapy spojrzała na Porywisty Wiatr. Przez parę uderzeń serca przyglądała mu się, a potem skupiła się na Malinowej Gwieździe, która zaczęła tłumaczyć na czym konkretnie polega dar dziewięciu żywotów. Po wyjaśnieniach, wszystko dla Lawendowego Kwiatu było jasne jak słońce. No, prawie. Pytanie Kijanka jej się podobało, bo miała podobne wątpliwości, jednak on nie potraktował sprawy poważnie, o czym świadczył jego śmiech, za to dla niej to była istotna sprawa. Lawenda spojrzała na rudego kocura i westchnęła cicho. -I te dary w praktyce działają? Otrzymujesz tak jak Porywisty Wiatr powiedział dar cierpliwości i nagle stajesz się cierpliwy?- dociekała. Bardzo ją zainteresowała ta kwestia. Przeważnie na naukach czy treningu nie porusza się tego tematu tak szczegółowo i teraz niebieska kotka ma okazję dowiedzieć się wielu różnych ciekawostek.
Przed oczami Lawendowego Kwiatu pojawił się Rów, a zanim Grzmiąca Ścieżka. Przełknęła głośno ślinę i z szybko bijącym sercem przekraczała pierwszą przeszkodę, co, o dziwo nie było takie łatwe jak myślała. Było dosyć ślisko i ogólnie nie przyjemnie, więc całą uwagę musiała poświęcić na utrzymaniu równowagi. Bezpiecznie przekroczyła Rów i była już przy Grzmiącej Ścieżce, po której przejechał jeden Potwór. Z przerażeniem w oczach obserwowała jak jej towarzysze przekraczają po kolei drogę. W końcu przyszedł czas na nią. Szybko rozejrzała się i upewniwszy się, że nic nie nadjeżdża na drących łapach wkroczyła na Grzmiącą Ścieżkę i najsprawniej jak potrafiła starała się ją przebyć. Gdy dane jej było znaleźć się na drugiej stronie odetchnęła z wielką ulgą.
Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Na szczęście wciąż było cicho i spokojnie. Rów, nawet jeśli nieprzyjemny, nie stanowił realnego zagrożenia czy problemu w przeciwieństwie do Grzmiącej Ścieżki. Ta wciąż była jednak spokojna, kiedy stanęli na jej skraju i przejście przez nią nie było dla nich dużym problemem. Na horyzoncie nie było widać żadnych nowych potworów, słychać – też nie, a więc już po chwili znaleźli się bezpiecznie po drugiej stronie. Dopiero kiedy przeprawili się przez drugi Rów i ruszyli dalej, po jakimś czasie, nim jeszcze zostawili Grzmiącą Ścieżkę kompletnie za sobą, usłyszeli dźwięk kolejnego przejeżdżającego potwora... ale tym nie musieli się już przejmować. Mogli spokojnie ruszać w głąb Borsuczych Pagórków.
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Odwróciła głowę w stronę Lawendowego Kwiatu, w zamyśleniu poruszając wąsami.
- Ciężko powiedzieć. Wiesz, lubię myśleć, że poczucie humoru miałam zanim jeszcze otrzymałam dar dziewięciu żywotów. - stwierdziła cierpko, z rozbawionym błyskiem w zielonych oczach. - I że jednak uda mi się je zachować. Kiedy otrzymujesz życie... to trudne do opisania. Otrzymany dar cię przepełnia, od palców aż po czubki uszu, jakbyś całym sercem była zdolna do odczuwania tylko jednej emocji. - i tak osiem razy, aż dostaniesz zawrotów głowy. - Nie wiem jak trwałe są tego skutki. Możliwe, że dary wzmacniają cechy, które już posiadasz, ale nie zmienią kompletnie twojej osobowości. - także spokojnie, ten jegomość wyjdzie z groty dokładnie taki sam jaki do niej wszedł. Można odetchnąć z ulgą... lub ubolewaniem. Zerknęła przez ramię na Gwieździstą Łapę. - Możliwe też, że mają tylko znaczenie symboliczne. - dodała jeszcze uprzejmie, z zadowolonym drgnięciem mordki. - A tobie zdecydowanie bardziej przydałby się dar poczucia humoru. Może jednak poproszę Gwiezdnych, żeby oddali ci mój. - odpowiedziała pogodnie synowi, odwracając głowę z powrotem i kontynuując marsz. Przed sobą mieli Borsucze Pagórki, gdzieś tam majaczyło się Wrzosowisko, jednym słowem - byli już prawie na progu.
- Szukamy niewielkiego zagajnika. - poinformowała drużynę pierścienia, mimo problemów ze stawami narzucając dość dziarskie tempo marszu. Obiecali w końcu, że będą nadążać. - Ostatnim razem jak tu byłam było ciemniej. - mruknęła pod nosem, bardziej do siebie niż do kogokolwiek. - Wiesz, że pierwszy raz, kiedy wybieram się do Przodków bez twojego ojca? - zagadnęła jeszcze mimochodem, z nutą melancholii w głosie. - A byłam u nich jeszcze kiedy Krucza Gwiazda dostawał życia. - czyli, kolokwialnie mówiąc, kupę czasu temu.
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Lawendowy Kwiat zadała pytanie, jakie go zastanawiało, bardziej bezpośrednio, niż on sam, na co kocur przeniósł wzrok na Malinową Gwiazdę. No, humor to jej dopisywał, na pewno. Gdy usłyszał, że te dary nie zmieniają kompletnie osobowości… z jednej strony odetchnął sobie w środeczku z ulgą, z drugiej: nieco go to martwiło, bo były rzeczy, których po prostu nie miał rozwiniętych na takim poziomie, jak to powinno być u przywódcy, czego był doskonale świadomy. Gwiezdni zapewne też to zobaczą, ale może chociaż jakoś pomogą mu wejść na drogę… rozwoju, żeby na pewno nie nawalił na nowym stanowisku. Rozglądał się po nowej okolicy, zarówno z ciekawością, jak i wzmożoną uwagą. W końcu tutaj mogli być jeszcze mniej pewni, że nie natkną się na jakieś zagrożenie.
– Poproszę – odparł, ledwo powstrzymując się od wytknięcia matce języka. Dar poczucia humoru, też mi coś. W klanie mieli już wystarczająco dużo śmieszków, a na ich czele stał nie kto inny, a sama Malinowa Gwiazda, pff. – Możesz mówić o tym, jakie dostałaś dary? Wszystkie? – spytał, zaciekawiony tematem. Nie był pewien, jak to wygląda, i czy przywódcy powinni zdradzać takie rzeczy… ale z drugiej strony Malinowej Gwieździe nie zostało tego przywódcowania już za dużo, jeżeli wszystko pójdzie po jej myśli.
Właściwie nie myślał długo o wyborze kotów, które wraz z nimi udały się do Szepczącej Sadzawki. Musiał z jednej strony zostawić obóz w kompetentnych łapach, z drugiej: wziąć ze sobą chociaż jednego doświadczonego wojownika, Gwieździsta Łapa zaś była takim bonusem, ot, po prostu uznał, że byłby to miły dodatek do jej treningu – i chciał zobaczyć, jak sobie poradzi. Ojciec również wpisywałby się w ideę doświadczonego wojownika, nawet bardziej, niż ktokolwiek inny… a jednak chciał, by on także czuwał nad obozem i klanowiczami. Nie zdawał sobie jednak sprawy z tego, że szli na tę wyprawę razem nie raz, a dwa.
– Będzie na nas czekał – mruknął jedynie. Mógł o tym pomyśleć, może i jemu, i matce byłoby lżej. Z drugiej strony już i tak Malinowa Gwiazda prowadziła go za łapkę.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Właściwie pytanie Lawendy, mimo iż nie wydawało się mądre na pierwszy rzut oka, było zdaniem Gwieździstej Łapy trafne. Na jakiej zasadzie to działało? Przecież gdyby tak było to gbur, który został przywódcą i otrzymał od Gwiezdnych, dajmy na to, empatię, nagle przestałby być gburem i zacząłby liczyć się ze zdaniem innych oraz ich uczuciami, a także rozumieć ich położenie, sytuację czy motywacje działań? Gdyby tak rzeczywiście było, to wszyscy przywódcy powinni być idealni, a to było niemożliwe. Cofnęła uszy, kiedy usłyszała potwora przejeżdżającego za ich plecami gdzieś w oddali. To wystarczyło, żeby już po chwili zwróciła swoją uwagę na białą kocicę, mającą im właśnie wyjaśnić tajniki otrzymywania żyć i to, jak to właściwie wyglądało. To, co mówiła Malinowa Gwiazda, miało sens. Srebrzysta przygryzła dolną wargę i zaczęła się zastanawiać nad potencjalnymi darami dla Porywistego Wiatru, kiedy jego własna matka od razu powiedziała, co było dla niego najlepsze. — Zdecydowanie — zgodziła się z białą kocicą. Na samym początku znajomości z rudym kocurem stwierdziłaby, że jedno poczucie humoru od przodków by nie wystarczyło i powinien dostać co najmniej trzy, natomiast teraz poznała go nieco lepiej i doszła do wniosku, że jedno byłoby akuratne. Zaczęła rozglądać się za niewielkim zagajnikiem wspominanym przez przywódczynię. Ich rodzinne rozmowy jej już nie interesowały, dlatego skupiła całą swoją uwagę na poszukiwaniach.
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawenda z wielką uwagą słuchała Malinowej Gwiazdy. Starała się jak najwięcej z jej wypowiedzi zapamiętać, aby ewentualnie móc te wiedzę przekazywać dalej. Ogólnie była pod wrażeniem jakie odczucia towarzyszą przy otrzymywaniu żywotów. Zawsze myślała, że to tylko zwykły sen, ale jak widać myliła się. Jest w tym wszystkim coś niezwykłego. Lawendowy Kwiat podziękowała Malinowej Gwieździe za wszystkie wyjaśnienia i skupiła się na dalszej konwersacji już jako słuchaczka. Zaśmiała się cicho, gdy Przywódczy zaproponowała swojemu synowi dar poczucia humoru, a Gwieździsta Łapa to poparła. Ogólnie im bardziej oddalali się od Grzmiącej Ścieżki, tym Lawendowy Kwiat czuła się spokojniejsza i emocję związane z jej przekraczaniem stopniowo opadały. Za to zaczęła mieć coraz większe nadzieje, że napotkają na swej drodze Tonące Słońce. Co prawda głównie przebywał on w okolicy Topiołków, to jednak mógł się tu pojawić będąc na jakiejś przechadzce czy coś. Również im bardziej zagłębiali się w Borsucze Pagórki, tym intensywniej się rozglądała podzwiając otaczające ją krajobrazy.
Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Nawet jeśli rozglądali się dookoła, w Borsuczych Pagórkach nie było nic zbyt ciekawego. Wędrowali, a krajobraz nie zmieniał się zanadto. Wszystko wokół było tak bardzo jednolite i podobne do tego, co widzieli już wcześniej, że gdyby nie to, że prowadziła ich Malinowa Gwiazda, która wiedziała, w jakim kierunku zmierza, mogliby zwątpić, czy aby na pewno się nie zgubili. Szli, szli i szli. Łapy zaczynały ich boleć i nie byłoby wcale niczym dziwnym, gdyby od długiej wędrówki zaczynali już odczuwać głód. A jakby tego było mało, w pewnym momencie niemal zaraz nad ich głowami przeleciała jaskółka, by zaraz wbić się wyżej w powietrze, trochę jakby chciała ich pokusić i się z nich naśmiewać... ale czy normalnie ptak zniżyłby się aż tak, widząc pod sobą drapieżniki? Gdyby ktoś zainteresowany tym nietypowym zachowaniem przyjrzał się jej uważniej, zauważyłby, że chociaż zatacza w powietrzu różne kółka i inne zawijasy, wciąż leci w konkretną stronę. A gdyby bardzo uważnie tam spojrzeli, wkrótce w oczy na pewno rzuciłoby im się coś, na co czekali – trochę drzew na horyzoncie. W końcu jakieś drzewa wśród pustych krajobrazów Borsuczych Pagórków. Czyżby to właśnie było miejsce, którego szukali?
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Wyszczerzyła przelotnie zęby w stronę Gwieździstej Łapy na jej komentarz. Ha! Kocice przeciwko Kjankowi, łączmy się. - Prawda, moja droga? Zupełnie nie wiem po kim. - zwróciła się do bezpośrednio terminatorki, mrugnąwszy do niej porozumiewawczo. Ani chybi po wujku Ptaszynie odziedziczył ten kijaszek w dupce, bo przecież ani jego ojciec, ani tym bardziej jego matka nadmierną powagą nie grzeszyli. Co widać zresztą na załączonym obrazku. - Widzisz? - zapytała triumfalnie swojego świeżo upieczonego Zastępcę. - Coś jest na rzeczy. Może powinnam porozmawiać z Przodkami, żeby dali ci więcej niż jedno takie życie. - to od Malinowej Gwiazdy i jedno ekstra, na wypadek gdyby pierwsze nie podziałało. Żeby zebrać dobre plony trzeba je w końcu posadzić na podatnej glebie, a jeśli chodzi o poczucie humoru Kijanek był... można powiedzieć przeciętny i to byłoby dość optymistyczne podejście do sprawy.
- A jeśli chodzi o moje dary... zabij mnie, ale nie jestem pewna czy wszystkie pamiętam. - wzruszyła lekko jednym ramieniem. Bądź co bądź to było dość dawno, ona już miała swoje księżyce, a chociaż zdecydowanie nie cierpiała na żadną demencję to nie tak, że regularnie recytowała sobie swoje życia do poduszki. - Siła od Bluszczowego Syku, lojalność, ambicja, wiara i pewność siebie od rodzeństwa - swoją drogą, czy Okopcone Serce przypadkiem nie mówiła coś o tym, że Przywódcą jest się do śmierci? Sike, droga siostro. Jak bardzo w stylu Malinowej Gwiazdy, robić Okopconemu Sercu na złość na długo po jej śmierci. Potraktujmy to jako odwet za to jak mnie kiedyś ciągnęłaś za ogon w jędrnym wieku plus minus pięciu księżyców. TO nadal pamiętam doskonale. - ... miłość od Białego Kwiatu, twojej babci... litość? sprawiedliwość? od Zdziczałej Łapy i na koniec dar przywództwa. Od Poranne- - W tym momencie ze świstem przeleciało im coś nad głowami, a Malinowa Gwiazda zmarszczyła czoło. Kiedy ostatnio tędy szła drogę wskazał im księżyc - w najśmielszych snach nie przypuszczała, że tym razem rolę przewodnika spełni... jaskółka. - Od Porannej Rosy. - dokończyła po krótkiej chwili milczenia. - To chyba oznacza, że jesteśmy blisko. - zauważyła cierpko, kiwając lekko głową w stronę majaczącego się w oddali zagajnika. My tu gadu gadu, a życia się same nie rozdadzą.
Wysoki, masywny kocur o długim, miękkim futrze w rudym kolorze, na którym malują się ciemniejsze grube zawijasy, a na łapach - grube pasy. Ma białe znaczenia na wszystkich łapach (na tylnych trochę więcej), części brzucha, klatce piersiowej, szyi i brodzie. Jego oczy są barwy soczystej zieleni, a nos ciemnoróżowy.
Odważny, lojalny wobec klanu i swoich bliskich kocur. Jest spokojny i opanowany, chociaż nie sprawia wrażenia sztywności i jest w stanie żartować. Z głośnego, energicznego, impulsywnego i niecierpliwego kociaka z wygórowanym mniemaniem o sobie wyrósł rozważny wojownik, który jednak potrafi momentami zareagować ostro i się unieść, gdy ktoś powie lub zrobi coś niewłaściwego. Zależy mu na świetnym wywiązywaniu się w obowiązków, ma też w sobie spore ambicje i w przyszłości widzi siebie na stanowisku zastępcy, a potem przywódcy, jednak jest świadomy, że jest w stanie to osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą już teraz, jako wojownik. Nie stroni od towarzystwa, wręcz przeciwnie, podobnie lubi też mieć zajęcie, jednak wyraźnie nie wie, jak zachowywać się w towarzystwie kociąt.
Co za babska solidarność przeciwko niemu, Gwiezdni, trzymajcie mnie. Tylko siłą woli powstrzymał się przed posłaniem na pół serio, a na pół poważnego rozgniewanego spojrzenia swojej terminatorce, ale już na kolejne słowa matki skrzywił się i przewrócił ślepiami. Ciekawe, czy jego rodzeństwu też tak dogadywała, a pff. Zastrzygł uszami, gdy kocica zaczęła wymieniać dary i życia otrzymane od Gwiezdnych, z czego te pierwsze brzmiały jak coś, co z pewnością sam by chciał otrzymać… a miłość i litość, cóż, pewnie też się przydawały. Miał zamiar właściwie zapytać o Zdziczałą Łapę i w zasadzie o Bluszczowy Syk również, jednak coś mu mignęło w górze, na co uniósł lekko głowę. Hm. Jaskółka… kierująca się w stronę jakiegoś zagajnika, czyli dokładnie tego, czego szukali. Co kazało jej zniżyć się aż tak mocno – przypadek… czy wola Gwiezdnych? Na szczęście zapowiadało się na to, że znajdują się już blisko, i całe szczęście, bo bolały go już łapy, chociaż to była jedna z ostatnich rzeczy, na których się teraz skupiał.
– Porannej Rosy… tej, której nie udało się zostać przywódczynią? – spytał dla pewności, wracając na krótką chwilę do tematu. Cóż, z tego co kojarzył z opowieści starszych kotów to Poranna Rosa owszem, brzmiała na kota, który był przywódczy, po prostu nigdy nie wróciła ze swojej wyprawy po faktyczną rangę i życia… było coś ironicznego w tym, że Malinowa Gwiazda otrzymała od niej akurat taki dar.
Gwiazdka odziedziczyła po ojcu nie tylko gęste, długie i wyjątkowo puszyste futro, ale również niewielkie trójkątne uszy o bujnych włosach wyrastających z ich środka oraz niewielkich pędzelkach na ich czubkach w brawie pomiędzy ciemną szarością a czernią. Na srebrzystym, nieco ciemniejszym, niż na reszcie ciała czole, widnieje zgrabna M-ka. Sierść na pysku Gwiazdki jest ciemniejsza - chodzi o gęste i liczne pręgi na jej mordce w barwie zbliżonej do czarnej. Uroku dodają jej oczy w kształcie migdałów, lekko skośne o barwie soczystej zieleni. Koteczka ma również krótki, zgrabny pyszczek ozdobiony symetrycznym białym znaczeniem, ciągnącym się szerokim pasmem od jej brwi do różowego, niewielkiego noska, przez kryzę, aż po brzuch, gdzie zlewa się z jasnym, srebrzystym futrem. Po tacie odziedziczyła też długie, proste wąsy skierowane bardziej ku dołowi. Grzbiet oraz boki kocicy pokrywają czarne klasyczne pręgi. Biel na przednich łapach obejmuje same stópki, a na tylnych sięga do pięt.
Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli, a zazwyczaj opowiada takie rzeczy, które rozmówca chce usłyszeć. Już teraz zalążek talentu aktorskiego wyszedł na powierzchnię i zaczął się prężnie rozwijać. Kłamstwo? Łgarstwo? Przychodzą jej z łatwością. Zmienia maski tak lekko, że wręcz niezauważalnie. Oprócz tego jest bystra i można ją nawet nazwać przebiegłą, dlatego nigdy nie można być pewnym, czy to co robi, czy mówi, jest szczere, chociaż na pewno na takie wygląda. Potrafi być naprawdę słodziutka i to nawet dla gorszych od siebie, mimo że w środku ma dla nich wiele współczucia i poczuwa się lepsza. Tyle, że to nie ich wina, że urodzili się właśnie tacy, prawda?
Nie sądziła, że Malinowej Gwieździe przyjdzie do głowy coś tak podobnego do tego, o czym Gwiazdka sama przed chwilą myślała i nad czym się zastanawiala. Szkoda, że pokrewieństwo z Ptaszyną było tak silne, żeby objawić się w rudym kocurze. Może gdyby był bardziej rozrywkowy, bardziej zabawowy to srebrzysta sama zwróciłaby na niego uwagę, a tak chciała po prostu przejść przez trening i nie pozabijać się nawzajem. Gdy przednia część wichrowego pochodu dyskutowała sobie o życiach, czemu Gwiazdka ukradkiem się przysłuchiwała, sama odezwała się do Lawendy, żeby nie iść w kompletnej ciszy. - Byłaś już kiedyś poza granicami klanu, Lawendo? A może poznałaś jakichś samotników? Nie miałam nigdy okazji żadnego poznać i jestem ciekawa jacy w ogóle są - zagadała do szarej kocicy. Początkowo myślała o nawiązaniu do rozmowy o treningach i wypytaniu wojowniczki o jej terminatorów, ale przecież to byłoby tam okropnie nudne i oklepane. Szczególnie, że brały udział w przywódczej wyprawie! Mimowolnie stuliła uszy, zaskoczona pojawieniem się jaskółki, ale zaraz wróciły na swoje miejsce, a kotka jak gdyby nigdy nic szła dalej pewna swego.
Księżyce: 148
Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus
Płeć: kotka
Matka: Mknący Ptak
Ojciec: Czyżykowy Głos
Partner: Tonące Słońce
Życia: 1
Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Lawenda z trudem opanowywała śmiech. Bawiła ją sytuacja jak Malinowa Gwiazda oraz Gwieździsta Łapa żartowały sobie z Porywistego Wiatru. Chętnie też by coś powiedziała, ale wolała się nie narażać przyszłemu Przywódcy. W sumie nie znała osobiście rudego kocura, ale z jej skromnych obserwacji, również uważała, że do wesołych i pełnych entuzjazmu nie należy. Niebieska kotka z zainteresowaniem słuchała jakie dary otrzymała Malinowa Gwiazda. Na dar litości czy też sprawiedliwości skrzywiła się. Spojrzała na Przywódczynie pytająco, po czym zaczęła się intensywniej rozglądać. Szkoda, że nie było za bardzo czego podziwiać, bo widok był cały czas takie same. Lawenda rozmyślała, gdzie podziała się ta litość i sprawiedliwość, kiedy biała kotka wyrzucała Dynie z Klanu. Na pewno nie kierowała się tymi darami. Ze złych przemyśleń wyrwała ją Gwieździsta Łapa. Lawendowy Kwiat spojrzała na nią swoimi szmaragdowymi oczami i natychmiast uśmiechnęła się promiennie. Wysłuchała całej wypowiedzi i już całkowicie zapomniała o swoim krótkim oburzeniu. Teraz była cała podekscytowana, że może opowiedzieć o swoim zwiedzaniu Ziem Niczyich. - Oczywiście! Odwiedziłam Dziką Plażę, Wrzosowisko oraz Krzywe Drzewo. Samotnika poznałam jednego. Jest on bardzo miły, zabawny, lubi żartować, wygłupiać się i ogólnie jest wesołym, pełnym pozytywnej energii kocurem. Jeśli chcesz mogę cię z nim zapoznać! Tonące Słońce bardzo chętnie porozmawia z kimś, gdyż czuje się trochę samotny- rozgadała się cała uradowana. Starała się w jak najlepszym świetle przedstawić Tonące Słońce, ale chyba zrobiła z niego śmieszka i bardzo nie poważnego kota. Tak jakoś wyszło. Lawendowy Kwiat chciała coś jeszcze dodać, ale jej uwagę odwróciła przelatująca nisko jaskółka. Po chwili na horyzoncie ukazały się drzewa, co córka Czyżyka przyjęła z ulgą. Już ją łapy zaczynały boleć, a żołądek powoli dawał o sobie znać. Pozostało tylko pytanie czy to już cel podróży?
Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Zostało im jeszcze trochę do przejścia, ale ostatecznie zagajnik nie był już tak daleko. Najważniejsze było to, że już go widzieli i mieli pewność, że niedługo tam trafią. Ostatecznie udało im się dotrzeć do celu pod wieczór, kiedy powoli zaczynało się już ściemniać. I chociaż byli daleko od domu, na zupełnie obcym dla większości z nich terenie... wcale niekoniecznie się tak obco czuli. Zagajnik otaczała aura ciepła i bezpieczeństwa. W okolicy panował wielki spokój i pachniało zwierzyną, co na pewno było ulgą dla zmęczonych i głodnych podróżników. Jednak tym, co przede wszystkim zwracało uwagę, była wyczuwalna wręcz w powietrzu moc i opieka Gwiezdnego Klanu. Siła przodków, która zdawała się emanować z samej Szepczącej Sadzawki, znajdującej się na środku zagajnika, najmocniej uderzyła w Malinową Gwiazdę i Porywisty Wiatr – przywódcę, a także tego, kto miał się przywódcą stać. To miejsce wręcz ich wołało, zaś jego okolica uspokajała i dawała przestrzeń na odpoczynek. Pytanie tylko, czy w ogóle chcieli odpoczywać, czy też może od razu przejść do rzeczy.
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Nieszczęściu, imię twoje - kobieta! Nie zmieniła się zbyt wiele od swojej ceremonii na terminatora, niestety, a może i na szczęście, za wyjątkiem nabycia kilku centymetrów wzwyż. Kolokwialnie rzecz biorąc - urosła, i tyle. Teraz plasuje się gdzieś w granicach średniego wzrostu, ale wyżej niż niżej, chociaż nie można też jej nazwać gigantem. Śnieżnobiałe futerko, szczególnie gęste i nieco dłuższe na piersi i przy uszach dość gładko przylega do ciała na długich, zgrabnych łapach. Oczy duże, jadowicie zielone, pełne roztańczonych iskierek, a barwą przywodzące na myśl świeżą trawę Porą Młodych Liści. Na środku mordki intensywnie jasnoróżowy nos, od którego kocica wzięła zresztą swoje miano. Oj, wygląda jak anioł, ale nawet anioły mogą pokazać czasem zęby. W uśmiechu - słodkim jak maliny i ostrym jak ciernie. W starciu z lisem straciła ogon.
Znacie ten cichy głos, który czasem uświadamia wam, że czegoś nie jesteście w stanie zrobić, a co za tym idzie - ratuje wam skórę od kłopotów? Malinowa Łapa nie posiada takiego głosu. Ona czegoś nie zrobi? Ona? A jakże, owszem, zrobi! - i to lepiej od ciebie. Dobiegnie szybciej, uderzy mocniej, skoczy wyżej. Wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. Zdeterminowana i zawzięta, a przy tym uparta jak diabli, zwyczajnie nie wie, kiedy przestać, nawet kiedy na szali jest jej własne dobro. Rzadko kiedy mówi co naprawdę myśli. Malinocentryzm nie wylazł z niej z wiekiem, dalej przepada za byciem w centrum uwagi, a smykałka do aktorstwa tylko głębiej zapuściła korzenie. Bystre i przebiegłe to stworzenie, nigdy nie możesz być do końca pewny, czy to co mówi i robi jest szczere... czy to tylko kolejny akt gry. Przyjmuje maski z łatwością, łże jak z nut i gra innymi jak marionetkami na sznurkach, świadomie bądź przypadkiem - niektóre nawyki wchodzą głęboko w krew. Można długo mówić o jej wadach, ale mimo monstrualnego ego... serce ma porównywalnie wielkie, jeśli nie większe, a lojalność jest u niej równie potężna co determinacja.
Cóż, dar Zdziczałej Łapy - ofiary jej własnych łap, tak bardzo odstającej na tle Wichrowych Przodków - zawsze był dla niej najmniej istotny. Ale czasami nie ma miejsca na litość, która niekiedy jest równoznaczna z głupotą. Ba, Lawendowy Kwiat poniekąd miała rację na obu frontach - gdyby Malinowa Gwiazda była naprawdę sprawiedliwa osobiście dopilnowałaby, żeby Dynię spotkał ten sam los co jego siostrę i Żabią Łapę. Sprawiedliwa Przywódczyni odpłaciłaby okiem za oko i albo pozwoliłaby mu umrzeć na tej przeklętej Grzmiącej Ścieżce, tak jak rozpaczliwie usiłował, albo sama połamała mu tylne łapy jak dwie suche gałęzie. Dyniowa Łapa otrzymał łaskę nieproporcjonalną do przewinienia, opuszczając Klan Wichru zdrowy, nakarmiony i opatrzony i może dobrze, że Lawendowy Kwiat nie zdecydowała się wypowiedzieć swoich wątpliwości na głos. Nie w obecności matki Żabiej Łapy.... i jego brata.
- Oto i ona. - mruknęła tylko, przyspieszając kroku, jakby sadzawka ciągnęła ją do siebie. Może tak było. Może Malinowej Gwieździe po prostu chciało się pić. Nie ma czasu na odpoczynek - nie kiedy drzemka była samym celem wędrówki. Przystanęła nad Sadzawką, kiwając krótko głową Porywistemu Wiatrowi. - Musisz się napić. Jeden łyk wystarczy, żebyś w snach zawitał na Srebrną Skórkę. - poinformowała na wszelki wypadek, gdyby ich towarzyszkom podróży również przyszło do głowy od niechcenia ukoić pragnienie. Jak pewien Bobo swego czasu. Tym razem lepiej oszczędźmy zażenowania zarówno Malinowej Gwieździe, jak i postronnym, bo Borsucze Futro przyjął spotkanie z Przodkami ... niezbyt dobrze. Bardzo nam przykro, tylko dla VIPów. Dla waszego własnego dobra. Narażanie się na gniew i humory przedstawicieli Gwiezdnego Klanu to dla nich bądź co bądź ryzyko zawodowe, osoby towarzyszące już narażać się nie muszą. - No to... na zdrowie. - uśmiechnęła się półgębkiem do syna, jakby wznosiła toast - swój ostatni jako Przywódczyni Klanu Wichru - po czym pochyliła się nad sadzawką i napiła się chłodnej, migotliwej z lekka wody.