W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Zgodnie z ustaloną porą, o górowaniu słońca skierowała się przed wyjście z obozu, by rozpocząć czekanie na swoją nową terminatorkę. Pomimo że w głowie Wysokiej działo się dużo, wolała odepchnąć negatywniejsze myśli na bok, chcąc skupić się na swojej pracy. W gruncie rzeczy... Ciekawiło ją, jaka będzie kotka, która przez wiele księżyców była poza zasięgiem Klanu Rzeki i która niedawno wróciła. Czy będzie musiała nauczyć się żyć w klanie całkiem od nowa? Czy może coś jednak pamiętała? Z tego, co kojarzy, pierwszy raz ma taki przypadek, dlatego też mięśnie jej barków pozostawały lekko napięte, a wzrok wpatrzony w kamień niedaleko Mroźnej Skały, co pozwalało rudej na przewertowanie wszystkich myśli, jakie przewijały się przez jej głowę. Na pewno będzie wszystko w porządku. W końcu, sama terminatorka powiedziała, że postara się nie sprawiać problemów, co było... Urocze. Nawet bardzo urocze. Raczej terminatorzy nie przejmują się, jak mistrz sobie poradzi, a tutaj? Dostała zapewnienie, że obie będą się starać ze wszystkich swoich sił, by Kasztanowa Łapa mogła osiągnąć upragniony awans i koniec treningu.
Mistrz: Taka miła pani (Wysoka Fala)
Płeć: kotka
Matka: Ognistopręga
Ojciec: Gdzie jest? (Rudzikowy Ogień)
Partner: Pożyjemy, zobaczymy
Pobyt u dwunogów zrobił jej dobrze. Jej wciąż buro-rude krótkowłose futerko stało się zadbane i lśniące. Plama na mordce nadal jest gdzie była, a z tej samej twarzy na świat patrzą dwie kuleczki w kolorach błękitu i bursztynu.
Jej ciało też się zmieniło. Łapy stały się długie, a ciało smukłe. Nie ma mocno widocznych mięśni, lecz można powiedzieć, że jest w miarę wysoka.
Na jej pyszczku prawie zawsze maluje się uśmiech, a oczy błyszczą chęcią załatwienia wszystkiego pokojowo
Kiedy została porwana przez dwunogów, miała dużo czasu na przemyślenia, czym sobie zasłużyła na taki los. Była wiecznym kociakiem, kotem zapomnianym przez klan. Ale może to lepiej.
W rezultacie zaczęła doceniać życie! Chce załatwić wszystko pokojowo i z uśmiechem na pyszczku, by potem ze spokojem wrócić tam gdzie musi.
Ceni sobie bliskich bardziej niż cokolwiek innego, a ich zdrowie jest na pierwszym miejscu.
Stara się być taką ciocią dobrą radą. Uwielbia dawać innym rady, nawet jeśli są głupie.
Ulewna Łapa [ded], Falująca Łapa [Z]
Nastał kolejny dzień, a z nowym dniem przychodzą też nowe myśli. A tych właśnie kotka miała dużo. Zastanawiała się nad treningiem, nad tym, jak może on przebiec a co najważniejsze - jaka będzie jej mistrzyni. Już na ceremonii wymieniła z Wysoką Falą kilka zdań, lecz były to rzeczy które tuż po mianowaniu każdy mistrz uzgadnia ze swoim podopiecznym, jak na przykład to, o której się spotykają, gdzie mają się spotkać i takie ogółem duperele. Ruda wtedy sprawiła wrażenie lekko niepewnej, lecz kolorowej to nie przeszkadzało. Jak to kiedyś już pomyślała - niech będzie taka, jaką ją matula urodziła. I tak to lepsze niż gdyby dostała jakiegoś masywnego, brutalnego kocura którego nie obchodzi nic oprócz dobrej techniki zabijania.
Nim się obejrzała, słońce już górowało dając jej znak, by ruszyła tyłek i poszła na trening. Tak też zrobiła. - Nie spóźniłam się? - zapytała miło, podchodząc do mistrzyni, gotowa na ewentualne wyjście poza obóz.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Widząc swoją nową podopieczną na horyzoncie, posłała jej delikatny uśmiech. Nawet nie kontrolowała godziny, tolerowała lekkie spóźnienia i dopóki nie musiałaby czekać do wieczora, nic by się nie stało.
- N-Nie, nie... Ch-Chodźmy, p-pójdziemy n-najpierw na K-Koci G-Grzbiet - powiedziała, po czym przeszła przez wejście do obozu, by ruszyć w stronę terenów treningowych. Nowa podopieczna lekko ją stresowała, nie wiedziała, czego się konkretnie spodziewać po niej. Kasztan się wydawała bardzo miła i dość łagodna, z czego... Się cieszyła. Dawno nie miała tak przyjemnego w pierwszym wrażeniu podopiecznego. Kotem podobnym była Wieczorna Łapa, która jednak zniknęła, nim zdołały cokolwiek treściwego przerobić. A szkoda, bo zapowiadała się naprawdę przyjemna współpraca.
- T-To... O-Od czego ch-chciałabyś zacząć? C-Co już umiesz? - zadała pytania, spokojnie przemierzając dzielącą ich odległość do niewielkiego wzgórza, na którym najczęściej mistrzowie zabierali swoich terminatorów. Nie wiedziała, w jaki sposób ma przeciwdziałać zniknięciom i w jaki sposób prowadzić treningi, aby jej podopieczni nie umierali, ale... Zdecydowała się jednak nie zmieniać formuły, która zadziałała przy niektórych z nich.
Mistrz: Taka miła pani (Wysoka Fala)
Płeć: kotka
Matka: Ognistopręga
Ojciec: Gdzie jest? (Rudzikowy Ogień)
Partner: Pożyjemy, zobaczymy
Pobyt u dwunogów zrobił jej dobrze. Jej wciąż buro-rude krótkowłose futerko stało się zadbane i lśniące. Plama na mordce nadal jest gdzie była, a z tej samej twarzy na świat patrzą dwie kuleczki w kolorach błękitu i bursztynu.
Jej ciało też się zmieniło. Łapy stały się długie, a ciało smukłe. Nie ma mocno widocznych mięśni, lecz można powiedzieć, że jest w miarę wysoka.
Na jej pyszczku prawie zawsze maluje się uśmiech, a oczy błyszczą chęcią załatwienia wszystkiego pokojowo
Kiedy została porwana przez dwunogów, miała dużo czasu na przemyślenia, czym sobie zasłużyła na taki los. Była wiecznym kociakiem, kotem zapomnianym przez klan. Ale może to lepiej.
W rezultacie zaczęła doceniać życie! Chce załatwić wszystko pokojowo i z uśmiechem na pyszczku, by potem ze spokojem wrócić tam gdzie musi.
Ceni sobie bliskich bardziej niż cokolwiek innego, a ich zdrowie jest na pierwszym miejscu.
Stara się być taką ciocią dobrą radą. Uwielbia dawać innym rady, nawet jeśli są głupie.
Ulewna Łapa [ded], Falująca Łapa [Z]
Oh, jak dobrze, że się nie spóźniła! Nie chciała przecież już na pierwszym treningu dawać wrażenia spóźnialskiej.
Cieszyła się, że wyjdzie poza obóz. Niby spędziła poza klanem wiele czasu i miała okazję już pozwiedzać okoliczne miejsówki, jednak nadal fajnie wychodziło się na tereny już tak... Oficjalnie. - Ok. - Odpowiedziała krótko, lecz miło na oznajmienie, że na początku pójdą na koci grzbiet. Nie pamiętała ten lokacji, ale nie przeszkadzało jej to, zawsze przecież uczy się czegoś nowego.
Pytanie o jej umiejętności było trochę... Krępujące. Wszak kotka nie wiedziała prawie nic. Ba, nawet nie pamiętała, czy miała nauki! - Nie umiem... Emm... Praktycznie nic nie umiem... - odpowiedziała zakłopotana, specjalnie ignorując pierwsze pytanie, ponieważ nic nie przychodziło jej do głowy. - Trochę mnie tutaj nie było i nie pamiętam wiele... - po tych słowach spuściła głowę i zrobiła przepraszającą minę.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Zastrzygła uchem, słysząc nowe, nieznane wcześniej słowo, które widocznie było jakimś synonimem potwierdzającym zrozumienie wypowiadanych słów. Prawdopodobnie kotka nauczyła się tego podczas swojej nieobecności w klanie, ale nadal... Dziwnie. W ramach odpowiedzi na zadane wcześniej pytanie przez rudą, szylkretka zaczęła się widocznie wstydzić i krępować, czego wolałaby starsza z nich uniknąć.
- W p-porządku. T-To zaczniemy o-od początku - odpowiedziała ciepło z lekkim uśmiechem na to, delikatnie trącając jej bok końcówką ogona, chcąc jakoś pocieszyć Kasztan, która widocznie wstydziła się swojego braku umiejętności. Wszystko było jednak do nadrobienia, a córka Ognistopręgiej na pewno sobie wszystko przypomni, jak tylko zaczną o czymkolwiek konkretnym mówić.
- Ch-Chciałabyś m-mi powiedzieć o... O s-swojej historii? J-Jeśli nie chcesz, t-to nie musisz, oczywiście - powiedziała, pytając się trochę o to, czemu kotka zniknęła, co robiła i w jaki sposób udało jej się przeżyć tyle poza obozem. Nie chciała wywierać na niej większej presji, jeśli nie chciała odpowiadać na pytanie, to również było w porządku! Wysoka jako mistrz była bardzo wyrozumiała i nie zależało jej na szybkim szkoleniu terminatorów, wolała robić wszystko powoli i dokładnie, ale też dostosowywała się tempem do podopiecznego.
- J-Jeśli chcesz... Z-Zaczniemy o-od rang. P-Powiedz mi, cz-czym zajmuje s-się wojownik i t-terminator? Cz-Czym się między s-sobą różnią? - zadała pytanie, zaczynając powoli omawiać temat rang i na razie wchodząc tylko na teren dwóch z nich, dwóch najprostszych. Może kotka niewiele pamiętała, jednak Wysoka chciała zobaczyć, jak głęboki jest poziom jej niewiedzy i czy może tli się w jej głowie jakieś światełko zrozumienia.
Mistrz: Taka miła pani (Wysoka Fala)
Płeć: kotka
Matka: Ognistopręga
Ojciec: Gdzie jest? (Rudzikowy Ogień)
Partner: Pożyjemy, zobaczymy
Pobyt u dwunogów zrobił jej dobrze. Jej wciąż buro-rude krótkowłose futerko stało się zadbane i lśniące. Plama na mordce nadal jest gdzie była, a z tej samej twarzy na świat patrzą dwie kuleczki w kolorach błękitu i bursztynu.
Jej ciało też się zmieniło. Łapy stały się długie, a ciało smukłe. Nie ma mocno widocznych mięśni, lecz można powiedzieć, że jest w miarę wysoka.
Na jej pyszczku prawie zawsze maluje się uśmiech, a oczy błyszczą chęcią załatwienia wszystkiego pokojowo
Kiedy została porwana przez dwunogów, miała dużo czasu na przemyślenia, czym sobie zasłużyła na taki los. Była wiecznym kociakiem, kotem zapomnianym przez klan. Ale może to lepiej.
W rezultacie zaczęła doceniać życie! Chce załatwić wszystko pokojowo i z uśmiechem na pyszczku, by potem ze spokojem wrócić tam gdzie musi.
Ceni sobie bliskich bardziej niż cokolwiek innego, a ich zdrowie jest na pierwszym miejscu.
Stara się być taką ciocią dobrą radą. Uwielbia dawać innym rady, nawet jeśli są głupie.
Ulewna Łapa [ded], Falująca Łapa [Z]
Odetchnęła z ulgą, kiedy mistrzyni przyjęła jej niewiedzę w bardzo łagodny sposób.
Reagowała tak, bo pomimo chęci zostania wojownikiem jednak trochę bała się treningu. Nie znała dobrze Wysokiej Fali i mimo tego, że kotka była bardzo miła i wyrozumiała w stosunku do niej, to nadal bała się, że jakiś jej błąd może ją rozzłościć i już nie będzie tak fajnie.
Kasztanka uwielbiała opowiadać o tym, co ją spotkało poza klanem. Miała kilka kłopotów z różnymi kotami, ale z każdego udało jej się wyjść z uśmiechem i bez użycia walki. Były to jednak historie poboczne, a sama jej podróż była no, dosyć nudna. - Nie jest zbyt ciekawa. Kiedy byłam małym zbuntowanym kociakiem... Nie, uciekłam przecież jakoś w wieku dziewięciu... A może dwunastu? Dlaczego w ogóle byłam w tedy kociakiem? Dobra, nie ważne. - Znowu odchodziła od tematu. - Jakimś cudem udało mi się dotrzeć aż do siedlisk dwunogów. Oni mówią na siebie ludzie, wiesz? - Nauczyła się tego słowa od dwunogów oczywiście, lecz nadal dziwnie to brzmiało. Człowiek... - Ale wracając do historii, to pewnego dnia przypomniałam sobie o klanie. Uciekłam wtedy z siedliska i postanowiłam poszukać klanów. Wtedy w takim rowie gdzie odpoczywałam znalazły mnie dwie kotki i zaprowadziły do Ćmiego Zmierzchu. Koniec. - mimo tego, że nie była to jakaś super interesującą opowieść, to i tak opowiedziała całą.
Rangi... Z nich coś jeszcze pamiętała. Był wojownik, terminator, starszyzna, zastępca, przywódca, matka i kociak. Przypomniała sobie je podczas życia w obozie, odwiedzając przedstawicieli wszystkich tych rang. - Terminator musi chodzić na treningi, polować i pomagać starszym - przynajmniej tyle udało jej się wiedzy zdobyć, oglądając terminatorów robiących swoje obowiązki. - Wojownicy też polują, szkolą i oczywiście bronią klanu! - po tych słowach na chwilę zamilkła, by pomyśleć nad następną odpowiedzią. - Różnią się od siebie tym, że wojownik jest wyższą rangą. - To było jedyne co przyszło jej do głowy.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
- W-Wiesz... Często b-bywa tak, ż-że kot z-zostaje na r-randze kociaka... M-Mogłaś b-być w-wtedy chora na p-przykład - odpowiedziała kotce, gdy się zawahała i zmieniła temat, jednocześnie chcąc ją upewnić, że to nie było nic dziwnego. Dziwne było to, że wyszła z obozu, jak nie miała jeszcze własnej ceremonii. Słuchała uważnie do końca, jedynie czasami kierując ucho w stronę otaczających ich terenów, cały czas pozostając czujna i gotowa do ewentualnej obrony przed drapieżnikiem.
- P-Porwanie p-pewno musiało być t-traumatyczne... Cz-Czy dwunodzy d-dobrze cię t-traktowali, jak u n-nich byłaś? I... L-Lepiej, j-jak nie b-będziesz używała słowa l-ludzie na o-określanie d-dwunogów... A w-w ogóle... J-Jakie znasz jeszcze i-inne słowa, k-których się w k-klanie nie używa? - zadała pytanie, nieco zaciekawiona tematem innej mowy samotników oraz pieszczochów. Ludzie... Nie budziło to słowo żadnych skojarzeń, nie było do praktycznie niczego podobne, zaś dwunogi kojarzyło się z posturą dziwnych stworzeń i przez to, co robią kotom, było nacechowane negatywnie. Dodatkowo Wysoka chciała się upewnić, co łyse istoty robią z kotem po jego porwaniu, a tu miała perfekcyjny przykład kota, który u nich żył przez ładnych parę księżyców.
- T-Tak... Różnią się t-też na p-przykład imieniem. W-Wojownicy mają i-imię dwuczłonowe, z-zwykle z d-drugim członem p-pasującym do pierwszego, a t-terminatorzy z-zawsze na d-drugim członie m-mają słowo "Łapa". O-Oznacza to, że s-się jeszcze u-uczą i chodzą n-na treningi, k-które przeprowadzane s-są przez w-wojowników, c-co również ich o-odróżnia. W-Wojownicy m-mogą p-prowadzić t-treningi, t-terminator n-nie może tego r-robić... O-Oboje jednak m-mogą prowadzić nauki d-dla kociąt... I o-obowiązkiem t-terminatora j-jest również d-dbanie o mech w l-legowiskach, p-polowanie, p-patrole i b-bronienie klanu są o-obowiązkami z-zarówno terminatora, j-jak i w-wojownika - odpowiedziała, miała nadzieję, że wyczerpująco na pytanie, odchrząkując i przełykając ślinę. Ciężko jej się tyle mówiło, szczególnie że na etapie treningu, na którym był jej drugi terminator, zwykle słuchała i w razie czego poprawiała Rabarbarową Łapę.
- P-Poznałaś j-już z-zastępczynie K-Klanu Rzeki, Ć-Ćmi Zmierzch... A-A wiesz m-może, jakie ma obowiązki i prawa? I cz-czy wiesz, k-kto jest u n-nas przywódcą? - zadała kolejne pytania, by sprawdzać powoli wiedzę szylkretowej i jednocześnie uzupełniać ją o kolejne cegiełki wiedzy. Dodatkowo posłała jej ciepły uśmiech, aby się w ogóle nie stresowała, bo Wysoka nie zamierzała jej tu zjadać.
Mistrz: Taka miła pani (Wysoka Fala)
Płeć: kotka
Matka: Ognistopręga
Ojciec: Gdzie jest? (Rudzikowy Ogień)
Partner: Pożyjemy, zobaczymy
Pobyt u dwunogów zrobił jej dobrze. Jej wciąż buro-rude krótkowłose futerko stało się zadbane i lśniące. Plama na mordce nadal jest gdzie była, a z tej samej twarzy na świat patrzą dwie kuleczki w kolorach błękitu i bursztynu.
Jej ciało też się zmieniło. Łapy stały się długie, a ciało smukłe. Nie ma mocno widocznych mięśni, lecz można powiedzieć, że jest w miarę wysoka.
Na jej pyszczku prawie zawsze maluje się uśmiech, a oczy błyszczą chęcią załatwienia wszystkiego pokojowo
Kiedy została porwana przez dwunogów, miała dużo czasu na przemyślenia, czym sobie zasłużyła na taki los. Była wiecznym kociakiem, kotem zapomnianym przez klan. Ale może to lepiej.
W rezultacie zaczęła doceniać życie! Chce załatwić wszystko pokojowo i z uśmiechem na pyszczku, by potem ze spokojem wrócić tam gdzie musi.
Ceni sobie bliskich bardziej niż cokolwiek innego, a ich zdrowie jest na pierwszym miejscu.
Stara się być taką ciocią dobrą radą. Uwielbia dawać innym rady, nawet jeśli są głupie.
Ulewna Łapa [ded], Falująca Łapa [Z]
Uważnie słuchała mistrzyni i już przygotowywała odpowiedzi w głowie.
Co prawda nie była chora, lecz zwyczajnie bardzo wystraszona, ale nie miała ochoty o tym wspominać i po prostu to przemilczała.
Traumatyczne? Nie było to straszne, bardziej przyjemne. Nie trzeba było samemu polować, a dwunogi robiły za nią wszystko. Oczywiście, było to fajne, ale jednak klan był jej domem. - Tak, traktowali mnie bardzo dobrze. - po tych słowach na chwilę przestała mówić, zastanawiając się. - Na ich gniazda mówią domy. Są też w stanie jeść mięso z jakiegoś dużego zwierzęcia. To się chyba nazywa pierzowina? Albo coś na "w"? Nie jestem pewna. Albo mają takie metalowe coś nabite na drewno i nazywają to młotek. - nie miała pomysłu co więcej mogłaby powiedzieć. Kiedy u nich mieszkała bardziej obchodziło ją przetrwanie niż uczenie się słów, a kiedy bardziej zadomowiła się w nowym miejscu, niezbyt zwracała na większej uwagi oprócz proszenia o jedzenie i innych takich podstawowych czynności.
Potem Wysoka Fala opowiedziała o innych różnicach między terminatorem a wojownikiem, na co szylkretka tylko przytaknęła.
No tak, Ćmi Zmierzch... Nie wiedziała jakie zastępczyni ma prawa, ale o obowiązkach jako tako miała pojęcie. - Musi układać patrole, rządzi klanem podczas nieobecności przywódcy... Nie wiem więcej... - powiedziała odwracając wzrok.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Po słowach Kasztan zastanowiła się chwilę. Dwunogi traktowały porwane koty dobrze? Może to dlatego część z nich nigdy nie wracała. Przymknęła delikatnie oczy, pogrążając się w myślach, ile zaginionych kotów odeszło z własnej woli, ile zostało porwanych... I ile zdecydowało się na stałe zamieszkać u łysych istot.
- Domy, p-pieprzowina, m-młotek... Dziwne s-słowa - stwierdziła ostatecznie, analizując je w głowie. Żadne z nich się w ogóle nie kojarzyło. No, może prócz drugiego wyrażenia z mocno niecenzuralnym słowem. Czemu ludzie nazywali rzeczy tak mało intuicyjnie? Co było złego w ich nazwach, jakie przyswajały sobie koty z klanów? Kojarzą się dużo mocniej, nawet takie podstawowe słowa, jak gniazdo.
- Tak, m-masz rację. A-A dodatkowo d-dba o to, b-by każdy t-trening był d-dobrze przeprowadzony, o-ogólnie pomaga p-przywódcy... I wiesz... K-Kodeks m-mówi, że może z-zostać nim k-kot, który w-wytrenował przynajmniej j-jednego terminatora. D-Dodatkowo, g-gdy Cz-Czerwona G-Gwiazda s-straci o-ostatnie życie, t-to właśnie z-zastępca zostaje przywódcą. I m-musi wybrać swojego nowego z-zastępcę nim k-księżyc dojdzie do sz-szczytu nieba, podobnie j-jest, g-gdy p-poprzedni zastępca u-umrze lub zrezygnuje... - powiedziała spokojnie, dodając powoli pierwsze punkty kodeksu wojownika do ich wspólnej nauki. Miała nadzieję, że takie tempo jej terminatorce odpowiadało, nie chciała w końcu, by się poczuła przytłoczona nauką i ilością informacji. Dla ich obu trening to miała być przyjemność i pozwalała szylkretce uczyć się we własnym tempie.
- A... C-Co wiesz o p-przywódcy? I... I innych rangach?
Mistrz: Taka miła pani (Wysoka Fala)
Płeć: kotka
Matka: Ognistopręga
Ojciec: Gdzie jest? (Rudzikowy Ogień)
Partner: Pożyjemy, zobaczymy
Pobyt u dwunogów zrobił jej dobrze. Jej wciąż buro-rude krótkowłose futerko stało się zadbane i lśniące. Plama na mordce nadal jest gdzie była, a z tej samej twarzy na świat patrzą dwie kuleczki w kolorach błękitu i bursztynu.
Jej ciało też się zmieniło. Łapy stały się długie, a ciało smukłe. Nie ma mocno widocznych mięśni, lecz można powiedzieć, że jest w miarę wysoka.
Na jej pyszczku prawie zawsze maluje się uśmiech, a oczy błyszczą chęcią załatwienia wszystkiego pokojowo
Kiedy została porwana przez dwunogów, miała dużo czasu na przemyślenia, czym sobie zasłużyła na taki los. Była wiecznym kociakiem, kotem zapomnianym przez klan. Ale może to lepiej.
W rezultacie zaczęła doceniać życie! Chce załatwić wszystko pokojowo i z uśmiechem na pyszczku, by potem ze spokojem wrócić tam gdzie musi.
Ceni sobie bliskich bardziej niż cokolwiek innego, a ich zdrowie jest na pierwszym miejscu.
Stara się być taką ciocią dobrą radą. Uwielbia dawać innym rady, nawet jeśli są głupie.
Ulewna Łapa [ded], Falująca Łapa [Z]
W sprawie słów dwunogów szylkretka zgadzała się z rudą. Wiele było trudnych do wymówienia, a nawet zapamiętania. Może po prostu te istoty nie miały problemu z poplątanymi i trudnymi słowami? Im więcej o nich myślała, tym bardziej ich nie rozumiała. - Skoro oni sami są dziwni, to nie dziwi mnie, że ich język też jest dziwny. - uśmiechnęła się do Wysokiej Fali ciepło. Mimo tego, że uczyła Kasztankę powoli, to takie tempo wcale jej nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, kotce bardzo podobało się powolne tłumaczenie wszystkiego, więc pomarańczowooka nie miała się o co martwić. - Zrozumiano! - Powiedziała jako potwierdzenie, że zrozumiała co mistrzyni powiedziała. - Przywódca staje się przywódcą kiedy poprzedni zginie lub zrezygnuje. Musi wtedy rządzić klanem, mianować terminatorów i kocięta oraz trzymać wszystko w ładzie. - mówiąc "trzymać wszystko w ładzie miała na myśli unikanie bitw, wyrzucanie złych typków, karanie winnych itp. - Do starszyzny przechodzi się kiedy jest się już starym, a dbają o nich w większym stopniu terminatorzy. - dowiedziała się tego, słuchając rozmowy dwóch uczniów i dzięki swojej mamie, która z resztą do samej starszyzny należy. - Kociaki nie mogą wychodzić poza obóz i są pod opieką matek aż do skończenia sześciu księżycy, kiedy to zazwyczaj odbywa się ich ceremonia. - Po tych słowach lekko przygasła. Nie lubiła tej rangi z racji, że przyszło jej w niej siedzieć aż do dwunastu księżycy, kiedy to z resztą uciekła. Ale nie czas na rozmyślanie, trzeba skupić się na treningu.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
- Z-Zastępca... - poprawiła nieśmiało kotkę, która pewno się zamotała w tych wszystkich rangach. To było zrozumiałe, bo dostawała dużo zapomnianej wiedzy, dużo czasu minęło, odkąd słyszała o takich słowach. Cieszyła się jednak, że szylkretka nie zapomniała wszystkiego i jakoś trening może iść do przodu również z jej udziałem.
- P-Przywódca ma też d-dar dziewięciu żyć... I z-zawsze ma i-imię zakończone cz-członem Gwiazda. D-Do starszyzny m-można przejść w wieku p-powyżej stu k-księżyców... I z k-kociakami masz r-rację. W-W wieku cz-czterech k-księżyców m-mogą odbyć n-nauki z w-wojownikiem lub t-terminatorem - rozszerzyła nieco wiedzę o rangach kotki, przygotowując się poprzez odchrząknięcie do opowiadania o następnych rangach, które znajdowały się w klanie. Chciała już zakończyć temat rang, bo prawie o wszystkich już opowiedziały i jakoś im się udało wszystko posklejać do kupy.
- W k-klanie s-są jeszcze m-medycy. M-Medyk to k-kot, który z-zna się na z-ziołach, l-leczy chorych i rannych, z-zajmuje się lecznicą o-oraz j-jest łącznikiem m-między G-Gwiezdnym Klanem a ż-żywymi. T-To głównie o-on d-dostaje p-przepowiednie i w-wizje od G-Gwiezdnego Klanu. M-Może mieć s-swojeg t-terminatora, k-który u-uczy się t-tego, jak b-być medykiem. J-Jak skończy t-trening, z-zostaje pomocnikiem m-medyka i otrzymuje przy Sz-Szepczącej Sadzawce n-nowe imię - opowiedziała o medykach, przerywając na moment, by Kasztan mogła zadać jakieś pytanie, które by mogło wpaść jej do głowy, nim rozpoczęła temat kolejnych rang.
- W k-klanie są r-również matki. M-Mogą być n-nimi zarówno k-kotki, jak i kocury... T-Te koty będące matkami n-na stałe, o-opiekują się kociarnią i kocicami oraz i-ich kociętami, d-dbają o ich b-bezpieczeństwo... N-Niektóre k-kotki przyjmują rangę m-matki jedynie n-na czas c-ciąży i w-wychowywania k-kociąt, potem w-wracają do swoich obowiązków w-wojownika.
Mistrz: Taka miła pani (Wysoka Fala)
Płeć: kotka
Matka: Ognistopręga
Ojciec: Gdzie jest? (Rudzikowy Ogień)
Partner: Pożyjemy, zobaczymy
Pobyt u dwunogów zrobił jej dobrze. Jej wciąż buro-rude krótkowłose futerko stało się zadbane i lśniące. Plama na mordce nadal jest gdzie była, a z tej samej twarzy na świat patrzą dwie kuleczki w kolorach błękitu i bursztynu.
Jej ciało też się zmieniło. Łapy stały się długie, a ciało smukłe. Nie ma mocno widocznych mięśni, lecz można powiedzieć, że jest w miarę wysoka.
Na jej pyszczku prawie zawsze maluje się uśmiech, a oczy błyszczą chęcią załatwienia wszystkiego pokojowo
Kiedy została porwana przez dwunogów, miała dużo czasu na przemyślenia, czym sobie zasłużyła na taki los. Była wiecznym kociakiem, kotem zapomnianym przez klan. Ale może to lepiej.
W rezultacie zaczęła doceniać życie! Chce załatwić wszystko pokojowo i z uśmiechem na pyszczku, by potem ze spokojem wrócić tam gdzie musi.
Ceni sobie bliskich bardziej niż cokolwiek innego, a ich zdrowie jest na pierwszym miejscu.
Stara się być taką ciocią dobrą radą. Uwielbia dawać innym rady, nawet jeśli są głupie.
Ulewna Łapa [ded], Falująca Łapa [Z]
Kotce coraz mniej dokuczało uczucie zakłopotania, kiedy to podwinie jej się noga przez jakiś błąd i nie czuła się już źle, kiedy Ruda ją poprawiła. Oczywiście, był to dla niej powód do radości, której postanowiła pozostawić dla siebie.
Znów kiwnęła głową, na znak, że przyjęła informacje przekazane przez mistrzynię.
No tak, zapomniała o medyku i matkach. Wiedziała o samych rangach, ale wielkiej wiedzy o nich nie posiadała, więc dobrze, że Wysoka Fala ją rozszerzyła. Bo po to tutaj są, co nie? Żeby rozszerzać wiedzę.
Kasztanka cicho westchnęła, po czym spojrzała w niebo. Rangi już chyba mają przerobione. - W sumie to fajnie by było być taką matką. - Co prawda kociaki mogły być dla niej naprawdę irytujące, ale zawsze jest trochę zabawy w przekazywaniu wiedzy innym i patrzeniu, jak dorastają. Szylkretka zdawała sobie sprawę, że wiążą się z tą rangą obowiązki, ale chociaż nie trzeba wtedy niczego zabijać.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
- T-Tak myślisz? M-Moim zdaniem, t-to bardzo duża o-odpowiedzialność... J-Jak przy b-byciu w-wojowinkiem cz-czuje się p-presję w cz-czasie p-patrolów, d-dodawania zwierzyny na s-stos cz-czy t-treningu t-terminatorów... T-Tak p-przy kociętach t-trzeba s-stale uważać... N-Nie wiadomo, c-co może im przyjść d-do głowy. A t-ty, jak u-uwazasz? - zadała pytanie, chcąc poznać poglądy szylkretowej kotki. Wysokiej dobrze się rozmawiało z córką Ognistopręgiej, była podobna do niej i dzięki temu mogły się dogadać.
- N-Nie martw s-się, jak cz-czegoś nie uda c-ci się zapamiętać, będziemy p-powtarzać rangi w d-dalszym treningu... I co b-byś chciała t-teraz robić? P-Przejść do bardziej p-praktycznych rzeczy cz-czy wolisz p-pozostać dz-dzisiaj przy t-teorii? - zapytała się po raz kolejny, pytając szylkretkę o zdanie. Była na tyle dorosła, że pewno z łatwością wybierze coś pomiędzy dwiema opcjami, a nawet, jak nie zna jeszcze za bardzo klanowego życia, to wojowniczka coś dla niej znajdzie odpowiedniego.