Wyrosła, i to sporo, od czasów kocięcych. Ma długie, chude łapki, na których mieści się szczupłe, pokryte długą, białą sierścią, ciałko. Sierść ta niemal błyszczy w słońcu, albowiem Truskawka sporą wagę przywiązuje do tego, by nie było na niej ani grama nieczystości, żeby nic nie psuło piękna tej szaty. Kotka nadal strasznie szybko rośnie i jest całkiem możliwe, iż kiedyś będzie jedną z tych wyższych w klanie. Posiada okrągłą główkę, która cechuje się długim pyszczkiem, na końcu którego widoczny jest różowy nosek. Nad ów noskiem, skrzy się para soczyście żółtych oczu. Na czubku głowy znajdują się duże uszka, które wiecznie obracają się we wszystkie strony świata; rzadko można je zobaczyć gdy są bez ruchu. Po dokładnie drugiej od głowy stronie, znajduje się długi, puchaty ogonek, którym często zwykła wyrażać swoje niezadowolenie, czy niepokój (przy czym częściej to pierwsze). Najczęściej porusza się truchtem, nawet jak nigdzie się jej nie spieszy. Ot, taki nawyk.
Nadal jest strasznie uparta, a teraz wręcz się w tym pogorszyła - tylko ona ma rację. A jeśli jej nie ma, to spójrz zdanie wcześniej. Potrafi się kłócić godzinami, byle wyszło na jej. Nie przyzna się, że faktycznie, nie miała w czymś racji, tylko będzie próbowała w jakikolwiek sposób pokazać, że jej racje, to faktyczne racje. Jeśli kiedykolwiek palnęła, że coś zrobi - to możesz być pewien, że to zrobi, nieważne co. Nie wierzysz? Potrzymaj jej piwo. Łatwo zyskać jej sympatię, owszem, ale równie łatwo ją stracić, zależnie od tego jak prowadzi się rozmowę, i co najważniejsze - gdy podważy się jej zdanie - to kaplica. Jest bardzo ambitna, chciałaby być w przyszłości kimś wielkim. Znanym, świetnym wojownikiem, najlepszym na świecie łowcą, przywódcą, zastępcą, nawet mogłaby być medykiem, byle się jakoś wyróżniać. Albowiem chciałaby ona być kimś wyjątkowym. Kimś innym niż wszyscy. Uwielbia wściubiać nosa w życie innych. Nie ma dla niej tematów tabu, czy prywatnych. Jest ciekawskim typem - oprócz wtrącania się we wszystko, co może, zadaje również tysiąc pytań na sekundę. Musi wszak wiedzieć wszystko! Jednak, nie jest uważnym słuchaczem; nudzi ją, gdy ktoś cały czas nawija i nawija. To ona woli robić za nawijacza!
No i niestety, z chmurami nie wygrały, nim w ogóle można było dojrzeć już z oddali Szepczącą Sadzawkę... Z nieba zaczęło kropić. Truskawka drgnęła czując pierwszą kroplę, która spadła z nieba i uniosła pysk wpatrując się w chmury, które wypuszczały z siebie coraz więcej takich kropel. Rzuciła szybkie spojrzenie Lśniącej Sadzawce, jakby niemo pytając co teraz. Póki co nie lało, więc jej zdaniem mogły kontynuować, ale jakby zaczęło lać pewnie pierwsza zaczęłaby narzekać. Póki co jednak biała medyczka nie przerywała wyprawy, zarządzając dalszy marsz. Truskawka mruknęła tylko coś pod nosem odnośnie tego, że ma nadzieję, że nie rozpada się bardziej i spięła się w sobie by nawet nieco przyspieszyć, mając nadzieję że nie zacznie padać mocniej i dotrwają już tak do Sadzawki.
Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Z początku padało jedynie lekko, później natomiast deszcz przybrał trochę na sile – nie nadto, ale tak, że z pewnością nie było to najprzyjemniejsze w świecie doświadczenie. Na całe szczęście opady nie trwały zbyt długo. Choć Lśniąca Sadzawka i Truskawkowa Łapa zdążyły dość porządnie zmoknąć, deszcz w końcu ustał. Jeszcze przez jakąś część trasy niebo było zachmurzone, a trawa mokra, ale w końcu zza chmur wyszło słońce, pozwalając im się nieco szybciej wysuszyć. Całą resztę trasy przez Borsucze Pagórki pogoda im sprzyjała. Szły dalej przed siebie, aż wreszcie zobaczyły przed sobą drzewa, które medyczka mogła już rozpoznać. Charakterystyczny zagajnik był już na horyzoncie. Zdaje się, że całkiem niedaleko.
/bardzo przepraszam za zamuł, nieobecność wzięła mnie z zaskoczenia :"D teraz mogę to pociągnąć trochę szybciej, skrrt
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Choć zdążyło nas przemoczyć, deszcz wbrew pozorom nie padał wcale tak długo. W pewnym momencie ulewa zaprzestała, a spomiędzy nadal szarych chmur wyszło słońce, które towarzyszyło nam przez kawałek drogi, dopóki nie przeszłyśmy przez Borsucze Pagórki, a naszym oczom nie ukazał się zagajnik. Dla mnie było to miejsce znajome, natomiast dla Truskawkowej było ono zupełnie obce i nie mogła nie zdawać sobie sprawy z tego, że właściwie dotarłyśmy na miejsce.
Widząc, że cel podróży jest na wyciągnięcie łapy, przyspieszyłam nieco, chcąc znaleźć się tam jak najszybciej i mieć to już za sobą.
Wyrosła, i to sporo, od czasów kocięcych. Ma długie, chude łapki, na których mieści się szczupłe, pokryte długą, białą sierścią, ciałko. Sierść ta niemal błyszczy w słońcu, albowiem Truskawka sporą wagę przywiązuje do tego, by nie było na niej ani grama nieczystości, żeby nic nie psuło piękna tej szaty. Kotka nadal strasznie szybko rośnie i jest całkiem możliwe, iż kiedyś będzie jedną z tych wyższych w klanie. Posiada okrągłą główkę, która cechuje się długim pyszczkiem, na końcu którego widoczny jest różowy nosek. Nad ów noskiem, skrzy się para soczyście żółtych oczu. Na czubku głowy znajdują się duże uszka, które wiecznie obracają się we wszystkie strony świata; rzadko można je zobaczyć gdy są bez ruchu. Po dokładnie drugiej od głowy stronie, znajduje się długi, puchaty ogonek, którym często zwykła wyrażać swoje niezadowolenie, czy niepokój (przy czym częściej to pierwsze). Najczęściej porusza się truchtem, nawet jak nigdzie się jej nie spieszy. Ot, taki nawyk.
Nadal jest strasznie uparta, a teraz wręcz się w tym pogorszyła - tylko ona ma rację. A jeśli jej nie ma, to spójrz zdanie wcześniej. Potrafi się kłócić godzinami, byle wyszło na jej. Nie przyzna się, że faktycznie, nie miała w czymś racji, tylko będzie próbowała w jakikolwiek sposób pokazać, że jej racje, to faktyczne racje. Jeśli kiedykolwiek palnęła, że coś zrobi - to możesz być pewien, że to zrobi, nieważne co. Nie wierzysz? Potrzymaj jej piwo. Łatwo zyskać jej sympatię, owszem, ale równie łatwo ją stracić, zależnie od tego jak prowadzi się rozmowę, i co najważniejsze - gdy podważy się jej zdanie - to kaplica. Jest bardzo ambitna, chciałaby być w przyszłości kimś wielkim. Znanym, świetnym wojownikiem, najlepszym na świecie łowcą, przywódcą, zastępcą, nawet mogłaby być medykiem, byle się jakoś wyróżniać. Albowiem chciałaby ona być kimś wyjątkowym. Kimś innym niż wszyscy. Uwielbia wściubiać nosa w życie innych. Nie ma dla niej tematów tabu, czy prywatnych. Jest ciekawskim typem - oprócz wtrącania się we wszystko, co może, zadaje również tysiąc pytań na sekundę. Musi wszak wiedzieć wszystko! Jednak, nie jest uważnym słuchaczem; nudzi ją, gdy ktoś cały czas nawija i nawija. To ona woli robić za nawijacza!
Zerkała cały czas w niebo, niemo prosząc chmury by przestały w końcu płakać i zlitowały się nad nimi, dały im przejść dalszą część drogi bez ich protestów w postaci deszczu. Nie przepadała za deszczem, choć nie mogła powiedzieć, by specjalnie rozpaczała, że jest mokra. Ot, teraz jej futro zaczynało jej nieco ciążyć, co nie pomagało, biorąc pod uwagę, że ze względu na szybkie tempo była już nieco zmęczona. A, faktycznie, ponieważ nie znała drogi do Szepczącej Sadzawki i nie wiedziała jak owa Sadzawka tak właściwie konkretnie wygląda, to też nie miała pojęcia, że zagajnik do którego się zbliżały to był cel ich podróży. Na szczęście, w międzyczasie faktycznie przestało już tak padać, jej modlitwy się spełniły, mimo to jednak mokre futro nadal ciążyło nieco przyszłej medyczce, jednak, o dziwo, siedziała cicho, zaciskając delikatnie zęby. To, co niedługo będzie miało miejsce, powinno wynagrodzić jej te cierpienia - a przynajmniej taką miała nadzieję.
Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Do Szepczącej Sadzawki pozostało już mało, ale jednak wciąż trzeba było ten kawałek przejść. Lśniąca Sadzawka przyspieszyła, ale zarówno ona, jak i Truskawkowa Łapa, mogły już odczuwać zmęczenie długą wędrówką. Bolały je łapy i na pewno dałoby się im to we znaki, gdyby musiały przejść jeszcze większy kawałek, ale na szczęście cel ich podróży był blisko. Ostatecznie do zagajnika dotarły dość późnym popołudniem. Lśniącą Sadzawkę przywitała dobrze już przez nią znana aura spokoju i bezpieczeństwa. Truskawkowa Łapa również ją czuła, jednak dla niej było to zupełnie nowe wrażenie. W całym zagajniku czuć było obecność Gwiezdnych. Płynęła, zdaje się, od strony samej Szepczącej Sadzawki, która wydawała się lśnić w delikatnych promieniach słońca. Jednocześnie zagajnik zachęcająco pachniał zwierzyną, a po tak długiej wyprawie z pewnością były głodne. Co teraz? Postanowią trochę odpocząć, czy od razu przejdą do działania?
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Wyruszyłyśmy o świcie, a na miejsce dotarłyśmy trochę po porze górowania słońca. Nie był to zły wynik, aczkolwiek nie był to też wynik szczególnie dobry. Wędrówka jednakże była na tyle długa, że zdążyłam się zmęczyć i podejrzewam, że Truskawkowa Łapa miała podobnie. Niemniej, dotarłyśmy na miejsce i czuć było tę unoszącą się w powietrzu charakterystyczną aurę. Dla mnie było to już normalne, dla białej terminatorki z klanu Gromu mogło być to jednakże uczucie nowe i nieznajome.
— To tutaj — powiadomiłam ją, podchodząc do brzegu Szepczącej Sadzawki. — Jeśli chcesz - zapoluj i zjedz. Ja to zrobię, gdy będzie już po wszystkim — dodałam. Byłam dorosła, potrafiłam wytrzymać jeszcze trochę bez jedzenia. Truskawkowa Łapa natomiast była młodzikiem i prawdopodobnie ciężej było jej się obyć bez posiłku przez tak długi czas. Nie była do tego przyzwyczajona.
Wyrosła, i to sporo, od czasów kocięcych. Ma długie, chude łapki, na których mieści się szczupłe, pokryte długą, białą sierścią, ciałko. Sierść ta niemal błyszczy w słońcu, albowiem Truskawka sporą wagę przywiązuje do tego, by nie było na niej ani grama nieczystości, żeby nic nie psuło piękna tej szaty. Kotka nadal strasznie szybko rośnie i jest całkiem możliwe, iż kiedyś będzie jedną z tych wyższych w klanie. Posiada okrągłą główkę, która cechuje się długim pyszczkiem, na końcu którego widoczny jest różowy nosek. Nad ów noskiem, skrzy się para soczyście żółtych oczu. Na czubku głowy znajdują się duże uszka, które wiecznie obracają się we wszystkie strony świata; rzadko można je zobaczyć gdy są bez ruchu. Po dokładnie drugiej od głowy stronie, znajduje się długi, puchaty ogonek, którym często zwykła wyrażać swoje niezadowolenie, czy niepokój (przy czym częściej to pierwsze). Najczęściej porusza się truchtem, nawet jak nigdzie się jej nie spieszy. Ot, taki nawyk.
Nadal jest strasznie uparta, a teraz wręcz się w tym pogorszyła - tylko ona ma rację. A jeśli jej nie ma, to spójrz zdanie wcześniej. Potrafi się kłócić godzinami, byle wyszło na jej. Nie przyzna się, że faktycznie, nie miała w czymś racji, tylko będzie próbowała w jakikolwiek sposób pokazać, że jej racje, to faktyczne racje. Jeśli kiedykolwiek palnęła, że coś zrobi - to możesz być pewien, że to zrobi, nieważne co. Nie wierzysz? Potrzymaj jej piwo. Łatwo zyskać jej sympatię, owszem, ale równie łatwo ją stracić, zależnie od tego jak prowadzi się rozmowę, i co najważniejsze - gdy podważy się jej zdanie - to kaplica. Jest bardzo ambitna, chciałaby być w przyszłości kimś wielkim. Znanym, świetnym wojownikiem, najlepszym na świecie łowcą, przywódcą, zastępcą, nawet mogłaby być medykiem, byle się jakoś wyróżniać. Albowiem chciałaby ona być kimś wyjątkowym. Kimś innym niż wszyscy. Uwielbia wściubiać nosa w życie innych. Nie ma dla niej tematów tabu, czy prywatnych. Jest ciekawskim typem - oprócz wtrącania się we wszystko, co może, zadaje również tysiąc pytań na sekundę. Musi wszak wiedzieć wszystko! Jednak, nie jest uważnym słuchaczem; nudzi ją, gdy ktoś cały czas nawija i nawija. To ona woli robić za nawijacza!
A gdy już zaczynała mieć dość i już chciała zacząć narzekać, że to za daleko, że co to ma być i czy to nie mogło być bliżej, to doszły gdzieś, gdzie... Wow, no było całkiem ładnie, plus w powietrzu odczuwalna była dość przyjemna aura. Biała zaczęła rozglądać się dookoła z zaciekawieniem, mając wręcz pewność, że to tutaj. Dziwnie się czuła, miała wrażenie, jakby Gwiezdni już teraz wygodnie rozsiedli się dookoła, ale nie było ich widać. Z jej gardła wyszło nawet krótkie "oo", gdy tak się rozglądała, a medyczka odezwała się że to tu. Gotowa była już teraz połączyć się z tymi Gwiezdnymi, samej podchodząc do brzegu Sadzawki wpatrując się w nią nieco rozszerzonymi z ekscytacji oczami, czekając aż wyjdzie stamtąd jakiś Gwiezdny, kto wie, może jej rodzicielka, którą miała ogromną ochotę jeszcze raz zobaczyć, gdy Lśniąca Sadzawka zaproponowała jej by coś sobie upolowała. Pokręciła szybko głową. Owszem, była zmęczona, owszem, była głodna, ale to mogło poczekać jeszcze tę chwilę. Nie chciała przedłużać momentu swojego mianowania, chciała to już mieć najlepiej za sobą. Zresztą, nie raz i nie dwa chodziła głodna cały dzień. Więc rzuciła szybkie spojrzenie Lśniącej Sadzawce. Co teraz? Miały, hm, poczekać aż coś się wydarzy? Czy może się zanurzyć? Albo, hm, napić?
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Czekałam na odpowiedź Truskawkowej Łapy - jeśli zamierzała polować, poczekałabym, nie chcąc spotykać się z gromowymi przodkami sam na sam. Terminatorka jednakże nie zamierzała się udać na łowy, prawdopodobnie będąc zbyt podekscytowana, by to zrobić. Widać było po niej, że czekała na tę chwilę bardzo długo i nie mogła się doczekać.
— Napij się — poleciłam, po czym sama uczyniłam to samo i zasnęłam po chwili, wiedząc, że gdy się obudzę, będziemy już na Srebrnej Skórce, a otaczać nas będą przodkowie przyszłej gromowej medyczki. Ciekawe, czy i tym razem przyjdzie do nas Jaskółcza Nadzieja, tak jak miało to miejsce wtedy, gdy byłam tu z Ognistym Żarem. A może jednak zjawi się ktoś inny?
Wyrosła, i to sporo, od czasów kocięcych. Ma długie, chude łapki, na których mieści się szczupłe, pokryte długą, białą sierścią, ciałko. Sierść ta niemal błyszczy w słońcu, albowiem Truskawka sporą wagę przywiązuje do tego, by nie było na niej ani grama nieczystości, żeby nic nie psuło piękna tej szaty. Kotka nadal strasznie szybko rośnie i jest całkiem możliwe, iż kiedyś będzie jedną z tych wyższych w klanie. Posiada okrągłą główkę, która cechuje się długim pyszczkiem, na końcu którego widoczny jest różowy nosek. Nad ów noskiem, skrzy się para soczyście żółtych oczu. Na czubku głowy znajdują się duże uszka, które wiecznie obracają się we wszystkie strony świata; rzadko można je zobaczyć gdy są bez ruchu. Po dokładnie drugiej od głowy stronie, znajduje się długi, puchaty ogonek, którym często zwykła wyrażać swoje niezadowolenie, czy niepokój (przy czym częściej to pierwsze). Najczęściej porusza się truchtem, nawet jak nigdzie się jej nie spieszy. Ot, taki nawyk.
Nadal jest strasznie uparta, a teraz wręcz się w tym pogorszyła - tylko ona ma rację. A jeśli jej nie ma, to spójrz zdanie wcześniej. Potrafi się kłócić godzinami, byle wyszło na jej. Nie przyzna się, że faktycznie, nie miała w czymś racji, tylko będzie próbowała w jakikolwiek sposób pokazać, że jej racje, to faktyczne racje. Jeśli kiedykolwiek palnęła, że coś zrobi - to możesz być pewien, że to zrobi, nieważne co. Nie wierzysz? Potrzymaj jej piwo. Łatwo zyskać jej sympatię, owszem, ale równie łatwo ją stracić, zależnie od tego jak prowadzi się rozmowę, i co najważniejsze - gdy podważy się jej zdanie - to kaplica. Jest bardzo ambitna, chciałaby być w przyszłości kimś wielkim. Znanym, świetnym wojownikiem, najlepszym na świecie łowcą, przywódcą, zastępcą, nawet mogłaby być medykiem, byle się jakoś wyróżniać. Albowiem chciałaby ona być kimś wyjątkowym. Kimś innym niż wszyscy. Uwielbia wściubiać nosa w życie innych. Nie ma dla niej tematów tabu, czy prywatnych. Jest ciekawskim typem - oprócz wtrącania się we wszystko, co może, zadaje również tysiąc pytań na sekundę. Musi wszak wiedzieć wszystko! Jednak, nie jest uważnym słuchaczem; nudzi ją, gdy ktoś cały czas nawija i nawija. To ona woli robić za nawijacza!
Medyczka kazała się jej napić, więc szybko pochyliła się nad taflą wody i zanurzyła w niej język, nie chcąc specjalnie przeciągać tej chwili. Przez jej ciało przeszedł dreszcz zadowolenia, ekscytacji i zniecierpliwienia. Tak chciała już dostać nowe imię, nową rangę, w końcu być medyczką klanu Gromu, nie jakąś marną terminatorką. Nigdy się na to nie pisała szczególnie, nigdy o tym nie marzyła, ale im bardziej się to przeciągało, im jej trening trwał dłużej, tym bardziej nie mogła doczekać się tej chwili. Ciekawiła się, ile Gwiezdnych będzie miała okazję zobaczyć i, przy okazji, jakie imię dostanie. Rzuciła spojrzenie Lśniącej Sadzawce, gdy tylko podniosła łeb znad Sadzawki, a następnie ułożyła się wygodnie i zamknęła oczy, zasypiając.
Zamarznięta posiada długie, gęste i białe futro. Koteczka jest mniejsza od innych kotów w jej wieku. Pomarańczowe duże i nieco skośne oczy wwiercają się zazwyczaj w rozmówce.
Ciekawski uparciuch patrzący na świat w różowych okularach. Psoci, knoci i łomoci, ale tylko jak się nudzi. Łagodna i cierpliwa, chyba że ktoś tą cierpliwość nadwyręży.
Nietoperza Łapa [KG], Ostra Łapa [KR]
Oczekiwanie.
Nie tylko Lśniąca Sadzawka i Truskawkowa Łapa, oczekiwały na pojawienie się na Srebrnej Skórce. Kiedy otworzyły oczy, tylko Truskawka mogła rozpoznać, na jakim terenie się znajdują. Otaczały je pięknie pachnące, rozkwitające i fioletowo-różowe wrzosy. Całe pasmo tych roślin było otoczone lasem, w przeciwieństwie do jego realnego odpowiednika. Dowód na to, że gdzie kocice się znajdują, był doskonale widoczny przed nimi. Czekająca na nie obie niewielka kocica z białym futrem przetkanym gwiazdami uśmiechała się troskliwie na ich widok.
Czy to właśnie jej się spodziewały? Kolejnej białej kocicy do kompletu. Zmarźluch nie mogła sobie odpuścić tej delikatnie psotnej myśli. Jednak mimo to córka Kolorowego Wiatru zbliżyła się do nich. - Witajcie.
Ciepły, troskliwy ton kocicy ani trochę nie zmienił się od czasu jej śmierci, a jej ogniste ślepia migotały wesoło, jak za życia.
Zbliżyła się do Truskawkowej Łapy i przytuliła zdecydowanie większą od siebie córkę. Jakoś tak wyszło, że wszystkie jej dzieci ją przerosły. - Jak ty wyrosłaś kochanie, a teraz skończyłaś trening, jestem z ciebie taka dumna i żałuje, że nie mogłam z wami być.
Zaraz też przeniosła uważne troskliwe spojrzenie na medyczkę. Najwyraźniej Zmarźluch odnalazła się świetnie, troszcząc się o wszystkie koty ze Srebrnej Skórce, kiedy jej dzieci były tak daleko. Zamarznięta pilnowała obu córek w klanie, a i syna, który postanowił, że klan nie jest dla niego. Miała jednak niepowtarzalną okazje być pierwszą, która pogratuluje córce rangi. - Lśniąca Sadzawko nazywam się Zamarznięta Sadzawka i dziękuje w imieniu moim i całego Klanu Gromu za wyszkolenie mojej córki.
Wierzba posłała medyczce wdzięczny i ciepły uśmiech. - Obserwowałam was podczas drogi i cieszę się razem z Gwiezdnym Klanem, że bezpiecznie do nas dotarłyście.
Gwiezdna nie mogła niestety jeszcze przedłużać, była podekscytowana możliwością bycia przy zdobyciu dorosłej rangi przynajmniej jednego z jej dzieci. Tak samo i inni gwiezdni, którzy obserwowali białe kocice z linii drzew, można było ich zauważyć, gdy wiedziało się gdzie patrzeć. Posłała obu kocicom łagodny uśmiech. - Zacznij, proszę ceremonie Lśniąca Sadzawko.
F r e e z e your brain
Swim in the ice
Get l o s t in the pain
Shut your eyes tight
‘Till you vanish from sight
Let nothing r e m a i n
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Gdy się obudziłyśmy, bez dwóch zdań znajdowałyśmy się na Srebrnej Skórce. Otoczenie jednak było dla mnie nieznajome. Nie potrafiłam stwierdzić, cóż to za miejsce, choć jak się domyślam, Truskawkowa Łapa nie miała tego problemu. W końcu to była jej ceremonia, więc wszystko było dostosowane do niej.
— Witaj, Zamarznięta Sadzawko — przywitałam się z kocicą, matką terminatorki, jak się okazało. Była dla swojej córki taka... ciepła i miła, co trochę mnie obrzydzało. Jeśli była taka także i za życia, to domyślam się, że to ojciec był tym twardym rodzicem, odpowiedzialnym za wychowanie kociąt. W przeciwnym razie wątpię, by Truskawkowa Łapa wyrosła na kogoś porządnego, mając rodziców, którzy są... tacy i pobłażają na każdym kroku. Zawilcowa Skórka, pomimo tego, że ostatecznie okazała się być obrzydliwym tchórzem jak wszyscy inni, wiedziała, jak należy podchodzić do potomstwa, przynajmniej częściowo. Pobłażała Iskrze, który bez dwóch zdań był jej faworytem i widać, jaki był tego skutek. Miłością i ciepłem nie wychowa się porządnych wojowników, a mięczaków pokroju Szałwii. Takie są fakty.
Skinęłam głową Gwiezdnej, nie przerywając jej wcześniej pogawędki z córką, nieważne jak mdła by nie była. Czekałam w spokoju na swoją kolej i, gdy w końcu ten czas nadszedł, zaczęłam.
— Ja, Lśniąca Sadzawka, Medyk Klanu Wichru, Wołam do Przodków, by spojrzeli na tę Terminatorkę. Ciężko trenowała, by zrozumieć wasze ścieżki i z waszą pomocą będzie mogła służyć swemu Klanowi przez wiele księżyców. Truskawkowa Łapo, czy obiecujesz postępować według Kodeksu Medyka, pozostawać z dala od rywalizacji między Klanami i chronić wszystkie koty nawet kosztem własnego życia?
Wyrosła, i to sporo, od czasów kocięcych. Ma długie, chude łapki, na których mieści się szczupłe, pokryte długą, białą sierścią, ciałko. Sierść ta niemal błyszczy w słońcu, albowiem Truskawka sporą wagę przywiązuje do tego, by nie było na niej ani grama nieczystości, żeby nic nie psuło piękna tej szaty. Kotka nadal strasznie szybko rośnie i jest całkiem możliwe, iż kiedyś będzie jedną z tych wyższych w klanie. Posiada okrągłą główkę, która cechuje się długim pyszczkiem, na końcu którego widoczny jest różowy nosek. Nad ów noskiem, skrzy się para soczyście żółtych oczu. Na czubku głowy znajdują się duże uszka, które wiecznie obracają się we wszystkie strony świata; rzadko można je zobaczyć gdy są bez ruchu. Po dokładnie drugiej od głowy stronie, znajduje się długi, puchaty ogonek, którym często zwykła wyrażać swoje niezadowolenie, czy niepokój (przy czym częściej to pierwsze). Najczęściej porusza się truchtem, nawet jak nigdzie się jej nie spieszy. Ot, taki nawyk.
Nadal jest strasznie uparta, a teraz wręcz się w tym pogorszyła - tylko ona ma rację. A jeśli jej nie ma, to spójrz zdanie wcześniej. Potrafi się kłócić godzinami, byle wyszło na jej. Nie przyzna się, że faktycznie, nie miała w czymś racji, tylko będzie próbowała w jakikolwiek sposób pokazać, że jej racje, to faktyczne racje. Jeśli kiedykolwiek palnęła, że coś zrobi - to możesz być pewien, że to zrobi, nieważne co. Nie wierzysz? Potrzymaj jej piwo. Łatwo zyskać jej sympatię, owszem, ale równie łatwo ją stracić, zależnie od tego jak prowadzi się rozmowę, i co najważniejsze - gdy podważy się jej zdanie - to kaplica. Jest bardzo ambitna, chciałaby być w przyszłości kimś wielkim. Znanym, świetnym wojownikiem, najlepszym na świecie łowcą, przywódcą, zastępcą, nawet mogłaby być medykiem, byle się jakoś wyróżniać. Albowiem chciałaby ona być kimś wyjątkowym. Kimś innym niż wszyscy. Uwielbia wściubiać nosa w życie innych. Nie ma dla niej tematów tabu, czy prywatnych. Jest ciekawskim typem - oprócz wtrącania się we wszystko, co może, zadaje również tysiąc pytań na sekundę. Musi wszak wiedzieć wszystko! Jednak, nie jest uważnym słuchaczem; nudzi ją, gdy ktoś cały czas nawija i nawija. To ona woli robić za nawijacza!
Gdy tylko otworzyła oczy ujrzała znajomy widok i wszechobecne wrzosy. Zamrugała zaskoczona, rozglądając się z zawiedzeniem, jakby ta wyprawa była snem, ale gdy się przyjrzała, to zauważyła, że teren, który tak dobrze kojarzyła, jednak różni się od swojego prawdziwego odpowiednika. No i zaraz obok niej była Lśniąca Sadzawka. A przed nimi... Terminatorka otworzyła szerzej oczy, czując że brakuje jej tchu i w ogóle słów, by się odezwać. Miała nadzieję ją zobaczyć, że to właśnie ona przyjdzie po nią na Srebrnej Skórce, ale... I tak mocno się zaskoczyła tym, że tuż przed nią stała Zamarznięta Sadzawka.
- Mamo... - wyszeptała w końcu. Czuła się... Huh, nawet nie potrafiła stwierdzić JAK konkretnie się czuła. Równocześnie była niesamowicie szczęśliwa, że spotkała się z mamą, która przecież zginęła już tak dawno temu, według białej terminatorki, a równocześnie smutek i rozpacz, bo... No właśnie, mogły się spotkać tylko tutaj. Podczas snu. Nie na żywo, nie miną się w obozie, nie porozmawiają tak o, jedząc wspólnie obiad, czy nie pójdą razem na polowanie. Terminatorka dawno już nie czuła się tak rozdarta między dwoma uczuciami, więc ograniczyła się tylko do zerwania na równe łapy i sama wtuliła się w długie futerko rodzicielki, mrucząc przy okazji, nie za głośno, ale jednak, z zadowoleniem, że ją widzi. W tym momencie była jeszcze bardziej dumna z siebie, że udało jej się ukończyć trening, a Zamarznięta Sadzawka będzie pierwszym kotem, która zobaczy ją jako medyczkę klanu Gromu. Cieszyła się, że to akurat ona będzie jej towarzyszyć podczas tej, hm, ceremonii?
Miała tyle pytań do rodzicielki, które cisnęły się jej do pyska, ale wiedziała, że nie mają dostatecznie dużo czasu, nie teraz, gdy obok stała Lśniąca Sadzawka, która pewnie czekała, aż będzie mogła zacząć mianowanie. Ba, sama Truskawka chciała przejść do tej części jak najszybciej, ale równocześnie... Równocześnie bardzo chętnie przedłużyłaby ten moment, żeby porozmawiać z mamą. Pochyliła się więc tylko nad uchem rodzicielki by wyszeptać jej "przepraszam", które miało sugerować, że przeprasza, że nie zdążyli jej pomóc, że... Że umarła, rozszarpana przez samotnika, że musiała umierać samotnie, i... Odsunęła się od niej nieco, z mieszanym wyrazem pyska. Oczy bowiem wyrażały radość, ale kąciki pyska miała skierowane ku dołowi.
Po chwili Zmarźluch skierowała kolejne słowa ku medyczce, które miały zacząć ceremonię mianowania. Truskawka szybko odwróciła się w stronę Lśniącej Sadzawki, z którą tu przyszła, uniosła delikatnie ogon, wyprostowała się bardziej i rzuciła jej poważne spojrzenie, jakby nagle otrząsając się ze wszystkich emocji, jakie wokół niej krążyły, przybrała absolutnie obojętną minę i, choć wewnątrz niej wrzało, na zewnątrz wyglądała na całkowicie opanowaną. Oczekiwała tego momentu już od dobrych dziesięciu księżyców. Tak więc, gdy medyczka skończyła mówić Truskawka szybko odparła:
- Przysięgam.
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Księżyce: 124
Mistrz: Każdy po kolei
Płeć: kotka
Matka: Zawilcowa Skórka
Ojciec: Chmielograb
Trwałe urazy: mała blizna na lewej przedniej łapie po ukąszeniu szczura, podłużna blizna ciągnąca się przez cały brzuch
Średniej postury, długowłosa biała kotka z jasnoniebieskimi oczami. Szczupła
Uparta, pyskata, butna. Nie sili się na miłe słówka, odbierana jako przeważnie nieprzyjemna i niemiła.
Błękitna Toń [KG] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
— Więc z mocy Gwiezdnego Klanu nadaję Ci prawdziwe imię Medyka. Truskawkowa Łapo, od tej chwili będziesz znana jako Truskawkowy Gąszcz. Gwiezdny Klan uznaje Twoją inteligencję oraz wierność, pomimo ciężkiej sytuacji, a my witamy Cię jako prawdziwego Medyka Klanu Gromu — powiedziałam, gdy tylko już-nie-terminatorka klanu Gromu złożyła przysięgę. Nie było sensu, by zwlekać z tym dłużej niż było to konieczne.
Pozwoliłam, by wszyscy wyskandowali nowe imię Medyczki, dałam jej także szansę na to, by porozmawiała z matką choć przez chwilę, jeśli czuła taka potrzebę, podczas gdy sama odsunęłam się bardziej w bok, nie chcąc im przeszkadzać. Było już po wszystkim, chciałam wracać, ale nie mogłam tego zrobić sama, więc jeśli faktycznie nowo mianowana Medyczka nie potrafiła się powstrzymać i musiała chwilę potrajkotać z matka, to nie będę jej przeszkadzać, nawet jeśli uważałam to za zbędne i głupie.
Zamarznięta posiada długie, gęste i białe futro. Koteczka jest mniejsza od innych kotów w jej wieku. Pomarańczowe duże i nieco skośne oczy wwiercają się zazwyczaj w rozmówce.
Ciekawski uparciuch patrzący na świat w różowych okularach. Psoci, knoci i łomoci, ale tylko jak się nudzi. Łagodna i cierpliwa, chyba że ktoś tą cierpliwość nadwyręży.
Nietoperza Łapa [KG], Ostra Łapa [KR]
Spotkanie matki i córki było słodko-gorzkie, inaczej nie dało się go określić. Obie zdawały sobie sprawę, że mogą się spotkać tylko podczas snu. Puchaty ogon ognistookiej kocicy zamiótł ostro wrzosy, kiedy usłyszała od córki przeprosiny. - To nie była twoja wina ani niczyja inna Truskawko.
Czy dużym zaskoczeniem dla Wichrowej medyczki mógł być fakt, że to właśnie biała kocica z rodziców Truskawki była kotem odpowiedzialnym za wychowanie kociąt? Żadna z nich miała się tego nie dowiedzieć.
Teraz jednak miała odbyć się ceremonia i Zmarźluch mogła tylko dumna obserwować, jak jej starsza córka osiąga rangę, na którą pracowała tak długo. Kiedy jednak Lśniąca Sadzawka zaczęła mówić, od strony lasu zbliżali się też i inni gwiezdni, chcący obserwować nową medyczkę Gromu. Zebrane tu koty wierzyły w nią, Grom potrzebował w końcu prawdziwego silnego medyka, a jej córka zdawała się idealnym kandydatem.
Gwiezdna zastrzygła uszami, słysząc nowe imię córki i była pierwszą, którą je skandowała. - Truskawkowy Gąszcz! Truskawkowy Gąszcz!
Chwile rzeczywiście zajęło, nim wszystko się uspokoiło. Czas ponownego pożegnania. Zmarźluch kiwnęła, dziękczynnie Wichrowej kocicy zauważając, że ta odsunęła się na bok, pozwalając im porozmawiać chociaż przez chwilę, dokładniej jednak pożegnać się. Matka przytuliła wyższą córkę i podniosła ostro łeb by polizać ją po głowie. - Jestem z ciebie dumna córeczko i gratuluje.
Kocica uśmiechnęła się ciepło i troskliwie. - Pamiętaj, że zawsze będę was pilnować.
Upewniła się szybko, że nikt nie podsłuchuje, nim przybrała na pysk tak znany z psikusów psotny uśmiech i wyszeptała konspiracyjnie. - I przekaż, proszę Żurawinie, że całkiem podoba mi się jej wybór.
Mama czuwała nad wszystkimi swoimi dziećmi, nawet jeśli nie mogła tego robić fizycznie.
Po chwili jednak zwróciła się głośniej do obu kocić. - Odpocznijcie i wracajcie bezpiecznie, Gwiezdny Klan nad wami czuwa.
Sen we śnie zapadł niespodziewanie szybko, kiedy otulał je zapach wrzosów i aura spokoju oraz bezpieczeństwa. Obie medyczki odpoczywały, a kiedy już prawdziwie obudziły się przy Szepczącej Sadzawce może i były głodne, ale zdecydowanie wypoczęte. Gwiezdny Klan czuwał nad nimi.
F r e e z e your brain
Swim in the ice
Get l o s t in the pain
Shut your eyes tight
‘Till you vanish from sight
Let nothing r e m a i n
Wyrosła, i to sporo, od czasów kocięcych. Ma długie, chude łapki, na których mieści się szczupłe, pokryte długą, białą sierścią, ciałko. Sierść ta niemal błyszczy w słońcu, albowiem Truskawka sporą wagę przywiązuje do tego, by nie było na niej ani grama nieczystości, żeby nic nie psuło piękna tej szaty. Kotka nadal strasznie szybko rośnie i jest całkiem możliwe, iż kiedyś będzie jedną z tych wyższych w klanie. Posiada okrągłą główkę, która cechuje się długim pyszczkiem, na końcu którego widoczny jest różowy nosek. Nad ów noskiem, skrzy się para soczyście żółtych oczu. Na czubku głowy znajdują się duże uszka, które wiecznie obracają się we wszystkie strony świata; rzadko można je zobaczyć gdy są bez ruchu. Po dokładnie drugiej od głowy stronie, znajduje się długi, puchaty ogonek, którym często zwykła wyrażać swoje niezadowolenie, czy niepokój (przy czym częściej to pierwsze). Najczęściej porusza się truchtem, nawet jak nigdzie się jej nie spieszy. Ot, taki nawyk.
Nadal jest strasznie uparta, a teraz wręcz się w tym pogorszyła - tylko ona ma rację. A jeśli jej nie ma, to spójrz zdanie wcześniej. Potrafi się kłócić godzinami, byle wyszło na jej. Nie przyzna się, że faktycznie, nie miała w czymś racji, tylko będzie próbowała w jakikolwiek sposób pokazać, że jej racje, to faktyczne racje. Jeśli kiedykolwiek palnęła, że coś zrobi - to możesz być pewien, że to zrobi, nieważne co. Nie wierzysz? Potrzymaj jej piwo. Łatwo zyskać jej sympatię, owszem, ale równie łatwo ją stracić, zależnie od tego jak prowadzi się rozmowę, i co najważniejsze - gdy podważy się jej zdanie - to kaplica. Jest bardzo ambitna, chciałaby być w przyszłości kimś wielkim. Znanym, świetnym wojownikiem, najlepszym na świecie łowcą, przywódcą, zastępcą, nawet mogłaby być medykiem, byle się jakoś wyróżniać. Albowiem chciałaby ona być kimś wyjątkowym. Kimś innym niż wszyscy. Uwielbia wściubiać nosa w życie innych. Nie ma dla niej tematów tabu, czy prywatnych. Jest ciekawskim typem - oprócz wtrącania się we wszystko, co może, zadaje również tysiąc pytań na sekundę. Musi wszak wiedzieć wszystko! Jednak, nie jest uważnym słuchaczem; nudzi ją, gdy ktoś cały czas nawija i nawija. To ona woli robić za nawijacza!
Czekała, z szybko bijącym sercem, wpatrując się uważnie w lico Lśniącej Sadzawki, czekając na to, co następnie wypłynie z jej pyska. Nie oszukujmy się, najbardziej czekała na imię, modląc się tylko do Gwiezdnych, którzy ich zapewne otoczyli, w końcu byli na Srebrnej Skórce, ale nie rozglądała się uważnie, żeby to jakkolwiek potwierdzić, żeby to nie był NOS. Nie dość, że już jej siostra miała człon Nos, to jeszcze było to imię, którego totalnie nie chciałaby usłyszeć od nikogo więcej, skierowanego w jej stronę. Miała nawet ochotę przestąpić parę razy z łapy na łapę, nie wiedząc czym właściwie ekscytuje się bardziej. Zostaniem Medykiem, czy nowym imieniem, które przy dobrych wiatrach nie będzie brzmiało źle. Truskawkowy Gąszcz. Takie miało być jej nowe imię, jako Medyka Klanu Gromu. Cóż. Jej pierwsza myśl? Nie było Nosa, więc idealnie. Dopiero po chwili zaczęła bardziej, hm, analizować to imię, można rzec. I musiała przyznać, że brzmiało... Dobrze. Rozmyślała kiedyś nad swoim imieniem i myślała nad podobnym członem, zaraz obok wielu innych, i wtedy średnio jej przypadło do gustu, ale... Teraz jak myślała o nim jak o SWOIM IMIENIU, to nie brzmiało wcale źle! No i było podobne do imienia Maliny, bo heh, ona miała Chaszcze, a Truskawka oberwała Gąszczem, co białej w sumie przypadło do gustu, bo wojowniczka była dla niej kimś w rodzaju mentora, pokazała jej wiele rzeczy i była dla medyczki (o jak to pięknie brzmi) bardzo ważnym kotem.
Uniosła wyżej łeb, rozglądając się dookoła z szerokim uśmiechem. Nigdy nie sądziła, że będzie tak... szczęśliwa z tego tytułu? Owszem, czekała na niego, nie mogła się doczekać aż zostanie medyczką, ale to nigdy nie było jej MARZENIE. Sądziła więc, że po prostu chwilę się tym pocieszy, wróci do klanu i, yy, następnego dnia się otrząśnie. Ale... Na jej pysku aktualnie wykwitł prawdziwy, szczery, radosny uśmiech, a przez całe jej ciało przeszedł dreszcz podekscytowania. Udało się. Zrobiła to - została Medyczką. Najpierw spojrzenie skierowała ku Lśniącej Sadzawce - i oprócz błysku podekscytowania - medyczka mogła wyczytać, iż w jej oczach lśni również podziękowanie, wdzięczność, za to że nie zostawiła jej, jak jej poprzedniczka, a udało im się razem, w dość szybkim tempie, przebrnąć przez resztę treningu i teraz stały tutaj, wśród Gwiezdnych, ona z nową rangą i imieniem. Następnie spojrzenie zwróciła ku mamie. I, choć jej oczy nieco się zaszkliły, spoglądając na nieco mniejszą, białą kocicę, to nie wypłynęła z nich ani jedna łza.
Uśmiechnęła się ciepło do mamy, wtulając nos w sierść na jej szyi, tym samym nieco pochylając się, i mrucząc chwilę. Żałowała, że to jedyny moment, w którym prawdziwie może to zrobić. Na szczęście, w obozie czekała na nią również Żurawina, której jak najprędzej będzie musiała o tym opowiedzieć. A przy okazji Żurawiny... Drgnęła widocznie, gdy matka uśmiechnęła się psotnie, a następnie wyszeptała jej, że... Jest zadowolona z wyboru jej siostry? Mózg Truskawki na chwilę się zwiesił. Wybór? Jaki wybór, który... Och. OCH. Nagle do głowy wpadła jej ostatnia rozmowa z siostrą, w której napomknęła ona o tym, że, hm, prawdopodobnie jest zakochana. O to chodziło? No, jakby, nie widziała innego wyboru o który mogło chodzić... Zmarszczyła widocznie brwi i delikatnie nosek. Miała OGROMNĄ ochotę zapytać, ale z drugiej strony uznała, że da siostrze tę satysfakcję i tego nie zrobi - sobie przy okazji załatwi zajęcie na kolejne księżyce, gdy będzie z ukrycia ją szpiegować, o. O ile nie będzie miała co robić w lecznicy, oczywiście.
- Dziękuję. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś, no... Wpadniesz? - dodała, uśmiechając się delikatnie. Naprawdę miała ochotę na dłuższą pogawędkę z rodzicielką, a aktualnie nie miały za wiele czasu. Co prawda, Lśniąca Sadzawka nieco usunęła się w bok, ale Truskawka domyślała się, iż medyczka nie będzie czekać w nieskończoność i w końcu zacznie się denerwować. Pewnie chciała już wracać do obozu, w końcu ona sama miała dwóch terminatorów, którymi też pewnie musiała się zająć i w ogóle. A droga nie taka krótka w końcu. - A Żurawinie i jej wyborowi pogratuluję osobiście, jak go znajdę - dodała, wyszczerzając nieco kiełki, już na odchodne. Wtuliła jeszcze na chwilę pysk w gwieździstą sierść Zamarzniętej Sadzawki, po czym cofnęła się, kiwnęła głową do Lśniącej, dając jej znak że skończyła i... Zamknęła oczy, które nagle zaczęły jej nieco ciążyć.
By obudzić się znów przy Szepczącej Sadzawce. Nie jako Truskawkowa Łapa. Jako Truskawkowy Gąszcz. Nowy, lepszy medyk Gromu. Wstała po chwili, wypuszczając ciężko nagromadzone powietrze przez nos. Cóż, było trochę zbyt emocjonująco. Postarała się wydobyć na pysk jak najbardziej obojętny wyraz. To nie tak, że nagle wszystkie emocje z niej wyparowały, nie. Teraz postanowiła nieco zagrać.
- Ruszamy? - zagadnęła do medyczki. Dzięki temu, że śniła, nieco odpoczęła i teraz miała więcej energii do tego, by od razu zacząć wracać. Zapoluje po drodze, albo kto wie, uda jej się dojść w takim stanie do obozu. Aktualnie absolutnie nie czuła się głodna, więc była gotowa od razu wracać. A gdyby medyczka odpowiedziała twierdząco, od razu skierowałaby się w drogę powrotną, choć nadal czekając na przewodnictwo medyczki, bo jednak w drugą stronę to nieco inaczej, albo cóż, obie by zapolowały, kto wie.