Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Mechaniczne łapy wyprowadziły ją z obozu i pokierowały do granicy z Klanem Gromu, dokładniej do Jodłowej Skarpy. Sama nie wiedziała po co jej łapy stanęły tutaj, co mają robić. Chociaż z reszta, co by się nie stało, i tak jest szansa, że umrze, prawda? Jedną opcją, po co miałaby nie odraz szukać sposobu na odwiedzenie Srebrnej Skóry był Alga. Braciszek, który za pewne jest martwy nadal trzymał ją przy życiu. Chociaż gdyby zaatakował ją jakiś borsuk, nie miała by nic przeciwko temu. Po co miałaby szukać Algi? Aby dobić siebie bardziej? A można w ogóle być w większym dole? Bezduszna w to wątpiła, ale skoro jej mózg zadecydował, że ma dobić siebie jeszcze bardziej, to niech tak będzie. I tak niedługo zobaczy mamę. Taki wrak z pewnością długo nie pożyje. Miała gdzieś, czy ktoś za nią biegnie czy nie, czy Przymrozek dostanie nowego mistrza czy nie. Nie byłą pewna czy wróci do obozu. Po co, aby straszyć kocięta? Jednak łapy nie dały jej pomyśleć i wyszła z cienistych terenów, starając znaleźć zapach jakiegokolwiek dwunoga czy też dużej grupy pieszczochów, aby dostać się na osiedle. Nie bała się, czy coś ją zaatakuje, bo raczej samotnik nie będzie dobijał martwego kota.
//Dałam to jako wyprawę, bo Fala będzie się sporo przemieszczać, ale jeżeli mam to dać na tereny/coś byłoby nie jasne, to proszę informację na pv.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Wiele emocji kłębiło się w powietrzu wokół szylkretowego futra wojowniczki, która opuściła pogrzeb szybkim, zdecydowanym krokiem. Po co? Czy sama to wiedziała? Czy jej motyw był pchany logiką? Na pewno nie. Jedno jednak było pewne - łapy kotki zaprowadziły ją daleko od obozu pod samą granicę z Klanem Gromu, a później; jeszcze dalej co oznaczało, że córka Jesionowej Kory przekroczyła granice i znalazła się na zdradzieckich Ziemiach Niczyich. Zostawiła za sobą znajome miejsca. Próbowała odciąć się od kąśliwych podszeptów we własnej głowie, jednak nie udawało jej się. Pchana chęcią odnalezienia brata czym prędzej zaczęła węszyć w poszukiwaniu jakichkolwiek tropów mogących doprowadzić ją do Osiedla, albo kogoś bądź czegoś co wskazałoby jej drogę. Niestety, w miejscu w którym rozpoczęła nie było ani zapachu pieszczochów, ani samotników a tym bardziej dwunogów! Nawet zwierzyna zdołała się schować przez Wzbierającą Falą. Nie zostało jej nic innego jak dalsze próby bądź powrót. Kocica jednak zdawała się zdeterminowana co do kontynuowania pochopnie podjętej decyzji. Tyle dobrego, że żaden drapieżnik nie krążył w pobliżu i córka Jesionowej Kory mogła bez obaw przeszukiwać kępy okolicznej trawy za jednym z potrzebnych zapachów, które miały wskazać jej drogę na Osiedle, gdzie - podobno - przebywał Alga. Na razie jednak nic nie wyczuła, chociaż wiatr wiał prosto w jej pyszczek, popychając rozleniwione chmury na niebie nad wojowniczką.
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Szła i szła - nic. W końcu czy Gwiezdni by coś jej dali? Tak od razu? Oczywiście, że nie. Jedne co dostaje to smutek. Coraz większą i większą dawkę. Fali czasami czuła, że bierze na siebie wszystkie smutki świata. Dobre słowo - czuła, bo teraz znalezienie u niej jakichkolwiek uczuć graniczy z cudem. Tak więc czy jest sens wierzyć w Gwiazdy? Widziała mamę, ale tylko raz. To przecież może być wytwór jej wyobraźni. Tęskniła za nią więc ją sobie wyobraziła i przyśniła. Ot, cała filozofia. A może są jacyś inni bogowie? Na przykład Smutni. Mieszkają w podziemiach, a zrozumieć ich mogą tylko te osoby, które straciły kota w życiu. I proszę, szybka wiara wymyślona przez naszą mała Falę. Szkoda tylko, że nikt o niej nie usłyszy. Ale pomarzyć można, a jakaś nowa wiara, zawsze może dać jej więcej szczęścia, którego tak panicznie potrzebowała. Tak więc Smutni, proszę dajcie mi trop - pomyślała i ruszyła z głową w dół, gdzie jak wymyśliła mieliby żyć nowi Gwiezdni. Lepiej niech żyje w przekonaniu, że znajdzie brata, niż będzie martwa.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Modły do wymyślonych na poczekaniu nie-Gwiezdnych chyba podziałały, bowiem jak kotka zrobiła jeszcze parę kroków przed siebie z łbem bliżej ziemi, do jej nozdrzy w końcu coś wpadło. Był to słaby, jednak w miarę świeży zapach pieszczocha, który musiał tędy niedawno przechodzić jednak wiatr powoli rozwiewał jego ślad zapachowy. Jednak nawet teraz kocica z łatwością mogła oszacować, że pieszczoch przechadzał się sam, a lekka nić zapachowa zdawała się prowadzić w kierunku Pszczelich Pni, może trochę dalej. Jedno jednak było pewne - Wzbierającej Fali się udało! Plany odszukania brata stały się o wiele realniejsze wraz z pojawieniem się woni, jednak! Wstrzymać konie. Nim Fala pozna swojego możliwego przewodnika po Osiedlu, najpierw musi go wytropić, prawda? Zobaczymy jak w tym zadaniu pomocą jej nie-Gwiezdni sprzymierzeńcy. Musiała się jednak pośpieszyć z podążaniem za wonią, bowiem wiatr, który wcześniej pośpieszał chmury w dalszym ciągu co jakiś czas zrywał się i poruszał trawą. Lepiej nie zwlekać, bo jeszcze woń zniknie i tyle z pomocy.
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
No Smutni, Dzień Dobry, macie swoją pierwszą wierzącą. Złapała ślad, najprawdopodobniej pieszczocha czy innego tego typu samotnika. A co jeśli to pułapka? Albo zapach nie prowadzi na Osiedle? Nie ważna, to jeden z wielu wielu kroków jakie musi zrobić aby odnaleźć piaskowego brata. Tak więc jej mechaniczne łapy od razu wyruszyły w kierunku do jakiego prowadzi zapach. Będzie szła, puki nie dojdzie gdziekolwiek. Dobra, Smutni dajcie mi proszę więcej podpowiedzi. Szła tak spokojnie, zwiększając nawet chód do delikatnego truchtu, aby jak najszybciej się tam znaleźć. tam czyli gdziekolwiek. Oderwała również wzrok od ziemi. Musi coś widzieć. Na razie chce jeszcze pożyć. Sprowadzi Algę do domu i wszyscy będą zaskoczeni. I Płomykówka już będzie musiała jej ufać. I w końcu przestanie czuć ból. Przynajmniej w jakiejś tam mniejszej części, chociaż znając jej szczęście to i tak by znikną. Ech, czy jest sens się fatygować?
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Nie-Gwiezdni zdaje się, że jedynie na chwile byli dla Wzbierającej Fali jakkolwiek przychylni, a może też sama kotka ubzdurała sobie, że to właśnie oni zesłali jej zapach? Co prawda ten całkowicie nie zaniknął, jednak kotka najwyraźniej z pośpiechu i przez oderwanie nosa od ziemi straciła wcześniej znaleziony trop jakiegoś pieszczocha, który znacznie, znacznie się zatarł. Być może była to też wina wiatru, który nagle i niespodziewanie zmienił kierunek nieco krzyżując plany pstrokatej Cienistej. Nie wszystko jednak było stracone! Wzbierająca Fala jednak ponownie musiała odszukać zapach, bądź na czuja kierować się w stronę Pszczelich Pni gdzie teoretycznie prowadził wcześniej znaleziony zapach. Jednak takie posunięcie nie gwarantowało jej spotkania pieszczocha. Chociaż tak naprawdę nic jej tego nie gwarantowało. Kota mogło tam nie być, mógł już wrócić na osiedle - jednak istniała szansa, że kotka zdąży go jeszcze złapać. Tylko może tym razem powinna zanosić prośby do prawdziwych przodków?
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Chyba i Smutni jej nie lubili. Już po chwili zgubiła zapach, jakby tajemniczy kot rozpłyną się w powietrzu. Co ma tera zrobić. Zawrócić? Czy brnąć w tą bezsensowną sytuacje dalej, a na końcu przekonać się że Algi tam nie ma. Że Alga nie żyje. A co jeśli umrze? Albo ktoś zrobi jej krzywdę? Czy nie powinna się tym cieszyć? Przecież tego chce. To dlaczego sama nie da rady tego zrobić? Czyżby jest za słaba? Czyżby każdy tak uważała. Miała delikatny natłok myśli, z których coraz głośniejsza była opcja zwrócenia i szukania sposobu śmierci na rodzinnych terenach, bo wtedy jest większa szansa, że ktoś znajdzie jej ciało i będzie miała pogrzeb. Co wtedy? Czy ktoś będzie za nią płakał jakby chciała? Czy nikt się na nim nie stawi? Prędzej to drugie. Eh, to nie ma sensu. Ale i tak nie wróci. Może dojdzie bardzo daleko i zawróci? Kiedy jej mechaniczne łapy zapadną się pod tym wrakiem? Na razie jednak ruszyła przed siebie, a dokładniej tam, gdyż urwał się zapach. Szła prosto, tak jakby kot szedł dalej, cały czas prosto, nigdzie nie skręcając.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Kotka ruszyła przed siebie, ignorując utraconą woń pieszczocha, którego przecież planowała wytropić. Czy było to dobre posunięcie? Nie, zdecydowanie nie! Im dalej parła wojowniczka tym dalej odchodziła od wcześniej załapanej woni, aż kompletnie ją zgubiła. Tu już nawet Gwiezdny Klan nie miał jak pomóc, chociaż? Kiedy pstrokata wojowniczka podeszła już do Pszczelich Pni, do jej nozdrzy wpadł dziwny, aczkolwiek zwietrzały trop. Nie należał on do kota, ani tym bardziej do drapieżnika czy zwierzyny - ów zwietrzały, słaby zapach jaki teraz połaskotał, bądź podrażnił nozdrza zrozpaczonej kocicy należał do...dwunożnego! I to nie jednego, bo jak kocica możliwie skupiła się na nowej woni, mogła wyczuć, że dużo, dużo wcześniej przechodziła tędy dwójka dwunożnych. Kiedy? Dokąd zmierzali? Tego nie mogła dokładnie ustalić bez dokładnego rozejrzenia się po okolicy dziwnych, kwadratowych pni.
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Po co ona to robi? Po co szuka Algi? Go nie ma. Jest martwy. Jak wszyscy, których znała. Czy ona kiedyś poczuje szczęście?! Czy ona prosi o wielę?! Ona chce tylko rodziny... Tylko miłości! Choć trochę! Czemu to wszystko jest takie... Bez sensu? Takie bez życia? Czy ona je jeszcze ma? Przecież widzi na szaro-czarno, bo radość znikła wraz z kolorami. Jej łapy nadal mknęły, ale ona już nie miała siły... Nie miała chęci. Chciałaby po prostu zobaczyć się z mamą. Tyle. Czemu to jej się przytrafia? Jest tyle kotów... Ale nie, bo tylko jej! Po co komu innem dawać szansę na smutek? Dorzućmy wszystko dla jednego kota! Niech tylko ona się męczy! Czuła się po prostu martwo, nie miała ochoty na nic. Z jej martwych oczy popłynęły łzy, ale nie pojedyncze kropelki, a całe rzeki. Upadła, zwinęła się w kulkę i po prostu myślała. Nie ma sensu iść dalej. Po prostu nie ma. Co ma teraz zrobić? Czekać na śmierć? Chyba tylko to jej zostało. Przywoła swoim płaczem drapieżnika? Może pieszczocha? Byle kogo, ona nie ma już psychiki, aby dalej się męczyć. Płakała i czekała. Jeżeli nic się nie pojawi, beżytny wrak wróci na swoje tereny, aby tam zakończyć swój bezsensowny żywot... Śmierć jest już blisko czy daleko?
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Kocica zignorowała nowy zapach jaki wpadł do jej nozdrzy zastępując ten wcześniejszy zwiastujący pieszczocha. Zamiast ruszyć nowym zapachem, Wzbierająca Fala...padła. Dosłownie! Z jej oczu zaczęły lecieć strumienie łez a żałosny szloch i płacz głuchym echem odbijały się od drewnianych ścianek Pszczelich Pni pośród których też córka Jesionowej Kory postanowiła zawiesić swoje poszukiwania brata. Leżała skulona i płakała czekając na...na co dokładnie? Chyba sama nie mogła się do końca zdecydować. Jedno jednak było pewne, stracenie zapachu pieszczocha zbyt mocno uderzyło w i tak niestabilną emocjonalnie wojowniczkę powodując taki a nie inny stan. Wiatr wokół niej cicho świstał i poruszał gałęziami okolicznych drzew, jak i uginał lekkie źdźbła trawy rosnącej dookoła. W chwilach ciszy kiedy to pstrokata nabierała oddech mogła słyszeć ciche bzyczenie dochodzące z pobliskiego ula w którym zamieszkiwały pszczoły. Poza nimi była tu kompletnie sama. Nie było wokół niej żadnych kotów, drapieżników czy zwierzyny. Oddała się samotnej rozpaczy oczekując cudu i taki...o dziwo się zdarzył! Po nieokreślonym czasie płaczu i dygotania w konwulsjach smutku ktoś usłyszał żałosne zawodzenie Wzbierającej Fali i pewna pulchna, biało-ruda sylwetka o krótkiej sierści zmierzała w jej stronę dość leniwym krokiem. Kiedy ów sylwetka podeszła bliżej, oprócz o wiele mocniejszego i świeższego zapachu pieszczocha kocica mogła poczuć...Szturchnięcie. Dokładnie to biało-rudy kocur o poszarpanych uszach i bliźnie na grzbiecie nosa pacnął wojowniczkę w bark, nachylając się nad nią. Obwąchał ją i cofnął uszy w zaskoczeniu, a po chwili powietrze przeciął przyjemny w brzmieniu głos. — Te, leśny dzikusie, czego ryczysz? — nie było to może najdelikatniejsze pytanie, jednak...zawsze jakieś! Kocur zrobił krok do tyłu i rozejrzał się dookoła jakby spodziewał się, że zaraz więcej leśnych dzikusów wyskoczy na niego i go rozszarpie. Kiedy zdał sobie sprawę, że Wzbierająca Fala jest tu totalnie sama i nigdzie indziej nie czuć jej ostrego, charakterystycznego zapachu, uniósł ogon do góry i wrócił spojrzeniem na płaczącą kotkę. — Wstawaj. Co ty tu do najświeższego siana, w ogóle robisz? — zapytał kierując ciekawsko uszy w jej stronę oczekując jakiś wyjaśnień. Przysiadł na trawie przez co jeszcze bardziej było widać, że tam gdzie mieszka na pewno nie cierpi głodu.
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Ona po prostu leżała. Bez chęci do życia, w zasadzie możnaby było ją teraz pochować a to i tak nie robiło by różnicy, bo w zasadzie jedyne czym różni się od trupa to tym, że jej złamane serce jeszcze bije, chociaż w każdej sekundzie może przestać. I właśnie o to jej chodziło, ale jak na złość nigdzie nie było żadnego borsuka czy lisa, albo i nawet samotnika, czy czegokolwiek, co zrobiłoby jej krzywdę. Ale ciszę, w której echem odbijał się tylko jej pusty płacz nagle przerwał jakiś dźwięk, a jak się później okazało, głos. Był to głos kocura i w jednej chwili powietrze zapachniało pieszczochem dwunogów. W oczach Fali zaszkliła się delikatna iskra nadzieji. Nie wiedziała jak wygląda kocur, ale skoro jest kocurem i pieszczochem to istnieje szansa, że to Alga. Otworzyła oczy, w nadzieji, że zobaczy piaskowe futro brata, ale... Takie nie było co jeszcze bardziej dobiło biedną Falę. Czemu to nie może być Alga?! Czemu Gwiezdni jej tak bardzo nie znoszą?! Z jej oczu popłynęła kolejna rzeka łez, a ona zdecydowała się odezwać.
- Zabij mnie. Proszę. - wyszeptała niezwykle pustym i nieprzyjemnym głosem.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Pieszczoch zamrugał zaskoczony słowami pstrokatej. Ne tego się spodziewał, zdecydowanie. Rozejrzał się jeszcze raz. To musi być jakiś żart, prawda? Czy te leśne koty zastawiły na niego pułapkę kiedy wyczuły jak któryś raz z kolei kręcił się niedaleko ich granic? Pamiętał, że przy jednej z nich koty nie przywitały go zbyt przyjaźnie i ledwo zwiał z powrotem na Siedlisko gdzie mieszkał. Pamiętał ich wrzaski i syki kiedy to naprawdę ledwo im umknął. Wypuścił świszcząco powietrze przez nos, marszcząc przy okazji jego grzbiet. Jeżeli to faktycznie była zasadzka...Klanowe koty faktycznie były niezwykle dzikie, skoro za przynętę służyła jedna z nich! W prawdzie nie wyglądała na groźną i ryczała jak bóbr, że kocur miał ochotę ją tu zostawić i odejść gdzieś gdzie było cicho - jednak w każdej chwili mogła skoczyć mu do gardła! Chociaż...wierząc jej słowom, to bardziej ucieszyłaby się gdyby to on skoczył do gardła jej. Trzepnął lekko uchem i pokręcił łbem. — Chyba jesteś odwodniona, zaczynasz bredzić — stwierdził, pochylając się nad nią. Nie wiedział ile szła i czemu w ogóle tu była. Nie miała ran, więc chyba przed niczym nie uciekała, chociaż...Nie wyglądała najlepiej. Miała zmierzwione i zmatowiałe futro a do tego znalazł ją w kompletnej rozsypce. Zdawało mu się nawet, że kiedy podniosła na niego wzrok załamała się jeszcze bardziej przez co nawet lekko się oburzył gdzieś we własnym wnętrzu. Po setnym rozejrzeniu się czy aby na pewno nikt nie planuje na niego wyskoczyć, podniósł się i podszedł od boku do wojowniczki, próbując pomóc jej wstać tak, by podpierała się o niego. No...nie mógł jej tu zostawić, prawda? Nie był dzikusem! — Chodź, mieszkam niedaleko. Napijesz się, może coś zjesz...Nie wyglądasz najlepiej — mruknął już nieco pogodniej, chcąc uspokoić roztrzęsioną koteczkę i kiedy możliwie udało się mu ją podnieść i ruszyć w znaną mu stronę, zadał proste pytanie. — Jak ci na imię? — uniósł lekko brew, po chwili dodając. — Ja jestem Ludwik, czy coś...
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Słowa kocura mocno zdziwiły Falę i nawet gdzieś trafiły do jej serca, co można przyrównać do naklejenia plastra na wodospad i liczenie na to że woda już nie będzie lecieć. Czy tak czy siak, iskierka, naprawdę malutka iskierka coś w niej pobudziła i zerknęła na kocura, nadal martwym i bezżytnym wzrokiem.
- Co mi to da? Znając moje szczęście i tak znikniesz jak wszysycy - wyszeptała pomiędzy łzami. Wszyscy odchodzili od niej, jakby miała jakąś klątwę. Może lepiej tu zostać? Wtedy nikt od niej nie odjedzie, bo nie będzie miała nikogo. Wracając jednka do słów kocura... Ktoś się o nią martwił. Co prawda był to przypadkowy pieszczoch, nikt z jej rodziny, ale zawsze ktoś. Ba, kocur zaproponował jej nawet schronienie! To jeszcze mocniej uderzyło w Falę i na jej złamanym serduszku pojawiły się dwa dodatkowe plastry. Nie była za tym, aby iść w bezpieczne miejsce, ale nie zdążyła zaprotestować, a jż stała na łapach podniesiona przez Ludwika, bo tak miał na imię kocur. Nie było to świetne imię, ale i tak nie miało to znaczenia. Postanowiła odpuścić, i opierając się o kocura powoli ruszyła do przodu. Może kocur zna Algę? Może nie będzie aż tak źle?
- Dlaczego mi pomagasz? - spytała, a jej płacz delikatnie się uspokoił. Nie lał się już wielkimi rzekami, a bardziej potokami, bo nadal było ich dużo. Po chwili dodała jednak imię: - Wzbierająca Fala, ale samo Fala wystarczy - mruknęła boleśnie pustym, choć już tak nie do końca pustym głosem.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Kocur ugryzł się w język by nie powiedzieć o parę słów za wiele po pierwszej wypowiedzi podniesionej na równe łapy kotki. Była i tak wystarczająco roztrzęsiona i osłabiona, niezbyt uprzejmym byłoby oznajmienie jej, że owszem - zniknie. Nie zamierzał przecież zostawać z nią nie wiadomo jak długo! Chciał jedynie dać jej pić i jeść. Wątpił by jego właściciele ucieszyli się z dodatkowego pyska do wykarmienia kiedy sam Ludwik jadł całkiem sporo. Jednak dwa wschody słońca w ta czy w drugą pod przykrywką powinny dać szylkretce czas na odzyskanie sił i powrót tam skąd przyszła bądź...Kontynuowanie wędrówki. Dlatego też chwile milczał by ostatecznie mruknąć: — Odpoczniesz i poczujesz się lepiej — zaczął zerkając na kotkę. — No...i będziesz mogła wrócić do siebie czy coś. Pachniesz jak te klanowe koty o których słyszałem i...czasem chodziłem niedaleko granic, więc raczej sądzę, że chciałabyś tam wrócić — ruszył brakami, wbijając w nową znajomą wyczekujące wyjaśnień spojrzenie. Co tu robiła, czemu była w takim a nie innym stanie! Tyle pytań, a Ludwik zdecydowanie potrzebował na nie odpowiedzi, chociaż poza spojrzeniem wyraźnie dającym cynk, że chciałby coś więcej wiedzieć, żadne pytanie nie padło. Odchrząknął po chwili cicho zdając sobie sprawę, że mogło być to niegrzeczne, i na moment odwrócił spojrzenie prowadząc wojowniczkę w stronę ogrodzenia otaczającego wybieg dla koni jego właścicieli. — Bo by cię jeszcze coś tu zjadło, a jak już cię znalazłem, nie chce mieć cię na sumieniu — rzucił lekko, bo...Taka była prawda. Nie chciał mieć jakiejś kruchej i ryczącej kocicy na sumieniu i później się z nim męczyć, bo jej nie pomógł! A tak to chociaż mógł spróbować postawić ją na łapy, może dowiedzieć się czegoś o klanach...Jakieś plusy z tego będzie miał. — Wzbierająca Fala — powtórzył nieco się krzywiąc. — Dziwaczne i długie. Zdecydowanie lepiej brzmi samo Fala. Więc...Falo, co tutaj robisz?
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Z każdym słowem kocura Fala coraz bardziej się uspokajała, aż doszła do takiego momentu, gdzie jest w stanie wmiarę normalnie mówić i nie płacze już tak drastycznie, a tylko trochę. Nadal ta cała sytuacja z martwym dziadkiem była dla niej przytłaczająca, ale pomoc jaką ofiarował jej Ludwik, może i nie była wielka, ale była i to dawało Fali jakieś chcęci do życia, a nawet zaczęła się zastanawiać co robić dalej. Musiała przecież wrócić do klanu... Musi wytrenować Przymrozka, który ciągle stoi w miejscu... Ta myśl spowodowała u niej łzy, ale trójkolorowa mocno zacisnęła szczęki i uroniła tylko trochę łez. Na całe szczęście kocur zaczął rozmowę.
- Yy, tak będę musiała jeszcze dzisiaj wrócić - wymruczała niechętnie, nadal niezbyt przyjemnym głosem. - Nie chcę, ale muszę. Dla mamy - wymruczała i spojrzała w niebo, co spowodowało kilka dodatkowych łez. W między czasie poczuła na sobie spojrzenie kocura, co oznaczało kolejne tłumaczenie historii. - Yy, no ten... Moja mama kiedy była w ciąży wyszła na osiedle dwunogów i tam nas urodziła... Ze mną na świat przyszedł tylko brat, którego i tak zabrał jakiś samotnik... Kiedy wróciłam z mamą do obozu to wygnali mi ojca, więc nawet go nie poznałam. Potem, kiedy miałam mniej więcej osiem księżycy, mama poszła zobaczyć się z tatą, a wujek jakimś cudem zabił ojca, a później ktoś inny, tego samego dnia, zabił mamę... Wujek mnie nienawidzi, a każdy kogo poznałam albo umierał albo znikał... Poza wujkiem miałam jeszcze dziadka i dziś rano był jego pogrzeb. Poza nim nie miałam naprawdę nikogo, więc zwyczajnie poszła szukać śmierci - wymruczała przy okazji odpowiadając na pytanie "co tu robi". Szuka śmierci, ot co. Zabrzmiała obojętnie, jakby to była zwykła, zmyślona historia. Poleciało jej parę łez, nic poza tym. Dopiero teraz również przewróciła oczami i rozejrzała się po okolicy. Ludwik był naprawdę grubym, biało-rudym kocurem. Wyglądam wmiarę przyjaźnie. Może to będzie jej pierwszy przyjaciel na drodze nowego życia? Oby, bo nie wie czy przeżyje stratę kolejnego kota, szczególnie tego, który jej pomógł. Odczepiła się od niego, tak że szła już o własnych łapach, niezbyt szybko, ale się włuczyła, a to już było coś, bo nie były to mechaniczne łapy, a jej łapy. Zobaczyła, że zmierzają do... Legowiska dwunożnych, którzy na dodatek mieli jakieś monstra niedaleko legowiska. Czy był sens iść dalej? Chyba nie, jeszcze ją gdzieś przetrzymają. Ale czy nie lepiej tak będzie? Czy jest sens wracać do klanu? Nie wiedziała, ale i nie zaprotestował i włuczyła się dalej za kocurem.