W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Wysoka Fala tuż po zakończeniu ceremonii, opuściła główny tłum i skierowała się razem ze swoim nowym terminatorem w kierunku stosu zwierzyny. Kątem oka spoglądała na swojego towarzysza, jednak nie nachalnie, głównie ciepłym wzrokiem patrząc, czy za nią podąża. Pośrednio badała również jego sposób poruszania się, czy rzeczywiście taka chudość mu przeszkadza, czy po prostu miał taki typ budowy, który przy lekkim niedożywieniu już ukazuje wystające żebra. U rudej kotki nie było to aż tak widoczne, głównie ze względu na długą sierść, ale również borykała się z podobnymi problemami. Zatrzymała się przed stosem, chwilę obserwując jego zawartość, po czym sama sobie wzięła wróbla i poczekała, aż kocurek wybierze również swój posiłek. Następnie ruchem ogona zaprosiłaby go w bardziej zaciszne, ustronne miejsce, z którego mogli bezpiecznie obserwować obóz, a sami byli w pewnej odległości od głównego tłumu. Wojowniczka ułożyła martwego ptaszka pod swoimi łapami, kierując wzrok na terminatora.
- P-Praktycznie s-się nie znamy... O-Opowiesz mi c-coś o sobie? J-Jakie są t-twoje m-marzenia, c-co chcesz w ż-życiu robić... C-Co myślisz o z-zostaniu terminatorem? - zadała parę pytań, które mogły nakierować odpowiedź do głównego zapytania, które wypowiedziała jako pierwsze. Sama zaczęła spokojnie jeść swój posiłek, pozwalając, by niebieski mówił tyle, ile chciał. Nie przeszkadzałby jej długi monolog, ale również nie pogardzi paroma słowami. Zawsze to były cenne informacje, które mogła zdobyć i za których pomocą mogła odpowiednio pokierować treningiem Sumowej Łapy.
Ciało kocura pokrywa miękka i krótka sierść w odcieniach szarości. Najciemniejsza barwa występuje na grzbiecie i łopatkach oraz przy nasadzie ogona, na przednich i tylnych łapach szarość jest nieco jaśniejsza. Pyszczek Suma od połowy z siwej barwy przechodzi w biel która pokrywa okolice oczu, pyszczka i brodę przechodząc na szyję oraz wewnętrzną część brzucha i łap. Wszystkie cztery stopy kocura ją delikatnie białawe, tak samo jak wewnętrzna strona ud oraz ogona. Od góry na ogonie widać intensywne, ciemniejsze pręgi (tygrysie) które przechodzą na grzbiet i uda, jednak tam są mniej widoczne. Na przednich jak i tylnych odnóżach również ich nie zabrakło. Wnętrze delikatnych uszu kocurka jest blado jasnego koloru, a nos posiada lekko stonowaną bladą barwę, odchodzą od niego długie lecz wąskie wibrysy barwy białej.
ocurek jest niezwykle wrażliwy na krzywdę innych stworzeń, jednak rozumie, że aby przetrwać niektóre życia muszą zostać ukrócone. Niezwykle interesuje go natura, jej zasady i powinności. Bardzo niechętnie spożywa inny pokarm niż ryby, ba praktycznie chce ograniczyć swoją dietę do stworzeń żyjących w wodzie i jest niezwykle wierny swoim przekonaniom. Ujawnia się więc jego kolejna cecha - upartość... otóż Sumowi nie można nic wytrącić z łebka, jeśli chce coś zrobić to to zrobi, całe szczęście że jest kociakiem który unika rozrób i przestrzega wszelkich zasad. W oczach innych może się wydawać nieco dziwny, wygląda na takiego co przez jakąkolwiek pierdółkę może się rozpłakać i pobiegnąć do mamy, jednak tak nie jest. Kociak woli nie zamartwiać swojej rodzicielki i wszelakie problemy rozwiązywać samemu - jest zwolennikiem rozwiązywania konfliktów słownie, jednak jeśli owy sposób nie zadziała Sum nie będzie się bał użyć siły. Na ogół jest spokojny, lecz łatwo jest się w stanie go rozdrażnić. Cóż, syn Słonego Wiatru zazwyczaj nie wywiera dobrego pierwszego wrażenia - dla obcych z pozoru bywa szorstki i chłodny, przez co potrafi zrazić do siebie. (kp)
Kurze Ziarno, Szczypawka
I ruszył za swoją pręgowaną mistrzynią oddalając się od tłumu nieznanych mu pysków. Jego ogon smętnie szurał po ziemi, szedł powoli bowiem tak jak i jej mistrzyni nie śpieszyło mu się zbytnio. Nie był typem nadgorliwca, nie napierał ani nie wypraszał jej o na przykład wyjście z obozu. Nieznajomy mógłby pomyśleć że Sum jest jakimś ignorantem, małym mysim bobkiem co go nic nie interesuje, kocur mógł się wydawać sztywny w obejściu, jego wzrok był łagodny lecz hardy, pyszczek nie opisywał wielu emocji, zielone oczka wolały unikać spojrzenia nieznajomej, chociaż katem oka obserwował jej postawę, mimikę. Potrafił stwierdzić już po tej chwili znajomości, że chyba nie trafił źle. Że chyba da sobie radę - obawiał się czy jego niedobór sił zadowoli mistrza, bał się że jego tyczkowate łapy nie nadążą za wyćwiczonym wojownikiem. Kocurek przystanął nieopodal stosu i chwilę mu zajęło zanim wybrał sobie odpowiedni posiłek. Musiał wygrzebać jakąś małą rybkę, nie chciał zabierać większych, lepszych kąsków a ptaków czy piszczków nie jadł. Nie miał zamiaru ich jeść, od małego uważając że tak trochę szkoda ich. Uparty kłapołuch w tej kwestii nie słuchał rodziców - nie widział niczego złego w niejedzeniu pewnych grup zwierząt. Sumik chciałby mieć możliwość poobserwowania ptaków czy myszy, ale takich żywych. Tak, tak rozumiał jak to wszystko działa, rozumiał że tak ma być. Chwycił więc śliską, małą rybkę w zęby i udał się w spokojne miejsce gdzie przysiadł i na wzór swojej mistrzyni ułożył zdobycz przy łapach. Wizja opowiadania o samym sobie dla Sumowej Łapy była... dziwna. Bo co niby miałby powiedzieć? Że lubi robaki? Że chciał być tak blisko rodzeństwa że los postanowił zamknąć go w lecznicy skutecznie oddzielając go od nich? Najchętniej nie odpowiedziałby nic, milczałby pogrążając się w własnych myślach.
- Każdy zostaje terminatorem - mruknął nieco szorstko - Więc to dobrze, tak miało być - dodał bez większych emocji. Tak, chciałby się bardziej cieszyć - przecież będzie mógł sobie wyjść z obozu, będzie się mógł nauczyć wielu potrzebnych rzeczy, nauczy się walczyć, będzie silny - A o mnie... byłem chory. Długi czas, dopiero niedawno wyszedłem z lecznicy więc nic zbytnio fascynującego mnie nie napotkało - mruknął zgodnie z prawdą, nie chcąc jej kłamać. Nie wiedział co więcej dodać więc odgryzł kawałek ryby, który natychmiastowo połknął.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
- T-Tak... Masz r-rację. K-Każdy zostaje terminatorem... A-Ale nie k-każdy jest na t-to gotowy, n-nawet pomimo t-tego, ż-że wie, że t-tak będzie... Cz-Czasami kot p-potrzebuje w-więcej cz-czasu, by s-się przyzwyczaić d-do nowej rangi i n-nowych obowiązków... - odpowiedziała, kończąc zdanie tak, jakby chciała coś jeszcze dodać, jednak powstrzymała się od wypowiedzenia następnych słów. Sama była kotem, który nie był gotowy na przyjęcie nowej rangi, szczególnie że trafiła ze swoim mianowaniem tuż przed przenosinami na nowe tereny. Stanu psychicznego nie poprawił fakt, że w trakcie podróży tragicznie zmarła matka rudej kotki, z którą ta była mocno związana. Przyjęła z uwagą fakt, że był chory i nie zdołał praktycznie cieszyć się dzieciństwem. To również mogło mieć wpływ na to, jak teraz wyglądał, nie dość, że dochodzi obciążenie psychiczne na skutek braku kontaktu z rówieśnikami czy siedzeniu cały czas w jednym miejscu, to do tego aspekt fizyczny - mógł nie mieć możliwości nabrać jakiejkolwiek masy, która by mu dodała sił.
- Czy... Czy zdołałeś s-się czegoś n-nauczyć jako k-kocię? Czy r-rodzice opowiadali c-ci o klanie, o r-rangach... O G-Gwiezdnym Klanie? - zapytała, delikatnie poruszając temat tego, co kocurek mógł wiedzieć. Nie pytała o nauki, bo najpewniej ich nie miał wcale, skoro leżał w lecznicy. Ale być może Słony Wiatr znalazł chwilę czasu dla swojego chorego syna, Żołędziowa Cętka również mogła go odwiedzać, chociaż była na tyle zakręcona, że mogła nie przekazać niebieskiemu nic dla niego korzystnego. Jednak być może sam kocur coś słyszał, może zna imię przywódczyni, może terminatora medyka... Każda wiedza była cenna i Wysoka Fala nie zamierzała oceniać jej rozległości.
- Cz-Czy możemy n-nasze s-spotkania zaczynać od p-posiłku...? Chciałabym, b-byśmy się s-spotykali około p-pory z-zachodu słońca, w t-trakcie dnia cz-czasami nie mam cz-czasu, by z-zjeść posiłek... - zaproponowała, jednocześnie dając dodatkowy argument za tym, by Sumowa Łapa się na ten układ zgodził. Jakby zaproponowała jedynie posiłek bez podania przyczyn, mogłoby się to kończyć odrzuceniem przez niebieskiego propozycji. Ruda kotka nie chciała dopuścić do ciągłych głodówek i chciała przyzwyczaić syna Słonego Wiatru do regularnych posiłków. Przynajmniej dopóki nie nastaną mrozy i nie będą musieli zmienić pór wychodzenia na trening, wieczorne chłody mogą być nieodpowiednie dla słabej odporności i krótkiej sierścit erminatora.
Ciało kocura pokrywa miękka i krótka sierść w odcieniach szarości. Najciemniejsza barwa występuje na grzbiecie i łopatkach oraz przy nasadzie ogona, na przednich i tylnych łapach szarość jest nieco jaśniejsza. Pyszczek Suma od połowy z siwej barwy przechodzi w biel która pokrywa okolice oczu, pyszczka i brodę przechodząc na szyję oraz wewnętrzną część brzucha i łap. Wszystkie cztery stopy kocura ją delikatnie białawe, tak samo jak wewnętrzna strona ud oraz ogona. Od góry na ogonie widać intensywne, ciemniejsze pręgi (tygrysie) które przechodzą na grzbiet i uda, jednak tam są mniej widoczne. Na przednich jak i tylnych odnóżach również ich nie zabrakło. Wnętrze delikatnych uszu kocurka jest blado jasnego koloru, a nos posiada lekko stonowaną bladą barwę, odchodzą od niego długie lecz wąskie wibrysy barwy białej.
ocurek jest niezwykle wrażliwy na krzywdę innych stworzeń, jednak rozumie, że aby przetrwać niektóre życia muszą zostać ukrócone. Niezwykle interesuje go natura, jej zasady i powinności. Bardzo niechętnie spożywa inny pokarm niż ryby, ba praktycznie chce ograniczyć swoją dietę do stworzeń żyjących w wodzie i jest niezwykle wierny swoim przekonaniom. Ujawnia się więc jego kolejna cecha - upartość... otóż Sumowi nie można nic wytrącić z łebka, jeśli chce coś zrobić to to zrobi, całe szczęście że jest kociakiem który unika rozrób i przestrzega wszelkich zasad. W oczach innych może się wydawać nieco dziwny, wygląda na takiego co przez jakąkolwiek pierdółkę może się rozpłakać i pobiegnąć do mamy, jednak tak nie jest. Kociak woli nie zamartwiać swojej rodzicielki i wszelakie problemy rozwiązywać samemu - jest zwolennikiem rozwiązywania konfliktów słownie, jednak jeśli owy sposób nie zadziała Sum nie będzie się bał użyć siły. Na ogół jest spokojny, lecz łatwo jest się w stanie go rozdrażnić. Cóż, syn Słonego Wiatru zazwyczaj nie wywiera dobrego pierwszego wrażenia - dla obcych z pozoru bywa szorstki i chłodny, przez co potrafi zrazić do siebie. (kp)
Kurze Ziarno, Szczypawka
Uniósł wzrok ku niebu słysząc wypowiedź swojej mentorki a chłodne powietrze wypełniło jego płuca. Delikatne rozdrażnienie uderzyło w jego serduszko, jednak kocur tego nie ukazał. Czyżby Wysoka Fala miała coś dodatkowego na myśli? Nie znał jej więc nie wiedział do końca co ma o tym myśleć. Niektórzy nie są gotowi na rangę. Jego obawy wypowiedziane na głos, ostre jak uderzenie pazurów. Chciał zostać wojownikiem, chciał być silny i chciał służyć swoim pobratymcom. Zakipiało, zagotowało aż kocur mocniej zacisnął szczęki, obawiając się że będzie musiał starszej kocicy coś udowodnić. No chyba że tylko tak mówi... chyba, że nie ma nim złego na myśli a dziwne rozumowanie kocura zapędza go w nie tym kierunku. Nie okazywał zbyt wiele, widać było że uważnie wsłuchiwał się w jej słowa. Następny podpunkt... nauka. Cóż, z tym też było nieco słabo. W przeciwieństwie do innych kociąt nikt do niego nie przyszedł pewnego dnia i nie opowiadał o wszystkim, co czego go w przyszłości. Nikt nie zainteresował się dostatecznie chorą duszyczką więc kocurek musiał zadowolić Wysoką Falę jedynie szczątkami informacji które jakoś wyłapał.
- No jest kilka klanów... u nas przywódczynią jest Czerwona Gwiazda, mamy też terminatora medyka Barwną Łapę. Kociakami zajmują się matki, wojownicy polują i robią inne dziwne rzeczy. A i Gwiezdny Klan to nasi martwi przodkowie... chociaż nie jestem pewny czy to prawda - pochwalił się niezbyt wielką wiedzą czując swego rodzaju zażenowanie. No tak, inni pewnie już by zaprezentowali jakiś monolog, rozwijając wiele wątków, poruszając najróżniejsze tematy. Nie tym razem. Cóż. Kocur odgryzł kolejny kawałek ryby, szybko zamieniając go w bezkształtną papkę którą z trudem przełknął. Przez chwilę milczał nie wiedząc co myśleć o propozycji, czuł że to wcale nie chodziło o brak czasu, a bardziej o jego własną aparycję. Jakby się głodził czy cokolwiek - musiał jeść by wyzdrowieć, musiał jeść by żyć. Śmierć innych istot nie mogła pójść na marne.
- Jeśli chcesz, aby tak było nie będę się sprzeczał - odparł spokojnie i przekręcił swój łepek.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
- J-Jeszcze m-mamy z-zastępczynię o imieniu Ć-Ćmi Zmierzch... N-Na razie z-zajmuje się r-rozdzielaniem p-patroli i kontrolowaniem t-treningów, ale g-gdy czas Cz-Czerwonej Gwiazdy nastanie i odejdzie do G-Gwiezdnego Klanu, to o-ona zostanie przywódczynią... T-Tak, G-Gwiezdny Klan to n-nasi przodkowie. O-Odchodzą tam k-koty za życia p-przestrzegające k-kodeksu wojownika, k-którym kieruje s-się k-każdy kot w k-klanie, j-jak go pozna... - potwierdzila jego wiedzę i jednocześnie dodała parę słów o zastępcy, którego niebieski nie wymienił. Nic się nie stało, nie musiał tego wiedzieć. Pół życia spędził w lecznicy i na pewno jest mu ciężko, nawet bez uwag mistrza. Co było widać po jego wyrazie pyska.
- G-Gdy k-kot nagminnie ł-łamie k-kodeks w-wojownika, t-to trafia do M-Miejsca, G-Gdzie Brak G-Gwiazd. T-Tam s-skazany jest na t-tułaczkę w C-Ciemnym L-Lesie, gdzie d-drzewa rosną t-tak gęste, że z-zakrywają niebo - powiedziała, dodając jeszcze parę wiadomości o zupełnym przeciwieństwie Gwiezdnego Klanu. Wolała nie pytać się, czy zna to miejsce z czyiś opowieści, nie chciała go jeszcze bardziej dobijać.
- R-Reszta klanów n-nazywa się K-Klanem G-Gromu, Wichru i C-Cienia. P-Przywódcami w n-nich są k-kolejno Ż-Żubrza Gwiazda, Lawendowa G-Gwiazda i K-Krogulcza G-Gwiazda. S-Sąsiadujemy b-bezpośrednio z K-Klanem G-Gromu i Wichru, a o-od K-Klanu Cienia dzielą n-nas Cztery D-Dęby... - opowiedziała trochę o innych klanach, podając jednocześnie przywódców i lokalizację poszczególnych miejsc na wyimaginowanej mapie terenów, by kocurek mógł je sobie wyobrazić.
- Cz-Cztery Dęby są m-miejscem, w którym o-odbywają się z-zgromadzenia. K-Kodeks mówi, ż-że odbywają s-się one na p-polecenie p-przywódców w p-pełnię księżyca. A-Ale... O-Ostatnie zgromadzenie o-odbyło się bardzo dawno temu - dodała jeszcze parę słów o zgromadzeniach, które w sumie nie istniały. Klany nie miały powodu, by się zbierać w jednym miejscu i wymieniać informacjami. Na wiadomość, że Sum zdecydował się zgodzić na jej propozycję, posłała mu delikatny uśmiech i kiwnięcie głową. Dobrze. Być może dzięki temu kocurek nabierze więcej sił.
- J-Jeśli będziesz m-miał jakieś p-pytania, możesz ś-śmiało je z-zadawać - powiedziała, zachęcając jednocześnie terminatora do udzielania się. Być może wtedy wyczuje, jakie tematy go interesują i w jaki sposób mogłaby poprowadzić jego trening dalej.