Księżyce: 113
Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】
Płeć: kocur
Matka: Jaskółczy Głos 【*】
Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】
Partner: Ostry Kwiat
Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Siedział przy wyjściu z obozu już dłuższy czas, tępo wpatrując się w leśną gęstwinę. Nie miał pojęcia, od czego miał zacząć, w którą stronę się udać, choć wiedział, że droga wiodła przez Grzmiącą Ścieżkę, a więc gdzieś na wschód. Najrozsądniej byłoby najpierw przejść przez Czarny Ogon, a potem wzdłuż niego, ale tak naprawdę wszystko zależało od zdania Szarej Kory i Ostrego Kwiatu, to one były na wyprawie Krogulczej Gwiazdy i to one wiedziały, w którą stronę winni byli się kierować. Miał nadzieję, że obie wypoczęły i nabrały sił, bo czekała ich długa droga, pełna niebezpieczeństw. Sam fakt przejścia przez Grzmiącą Ścieżkę napawał Polnego lękiem i kołataniem serca. Jeden błąd i zginie nie tylko on, ale i jego towarzyszki. Klan wtedy nie przetrwa. W jednym momencie stracili dwa najważniejsze koty, a on musiał teraz to wszystko poskładać do kupy i sprawić, że znów będzie działało tak, jak dawniej. Zupełnie nie myślał o tym, co zrobi jako Gwiazda, teraz liczyło się tylko to, aby dotrzeć bezpiecznie na miejsce. Oblizał zmarznięty od zimnego powietrza nos i wstrząsnął kryzą, przymykając powieki.
Całkiem smukła, zgrabna i wysoka koteczka, ale z pewnością nie najzgrabniejsza i najwyższa w klanie - po prostu poprawnie przeciętna. Jej krótkie i nieco szorstkie futerko zdrowo błyszczy i niemal w całości wygląda tak, jakby dosłownie przed chwilą córka Deszczowej Chmury wytarzała się w jasnym popiele - włącznie z nosem. Tylko na wąskiej piersi kotki wyrosło kilkanaście białych włosków, które utworzyły tam małą, nieforemną łatkę. Pysk Szarówki zachowuje rozsądne, nieprzykuwające uwagi proporcje. Ciekawe są natomiast jej oczy, ponieważ jedno z nich (lewe) przybrało odcień chłodnej bladej żółci, wydając się przez to wręcz białe, z kolei drugie (prawe) jest intensywnie niebieskie. Jej wywinięte wąsy chętnie tańczą, gdy zagra im lekko chociażby polny wiaterek. Ogon ma natomiast gruby i gęsty, nieco podobny do drucianej szczotki.
Wojowniczka klanu Cienia, jakich wiele, a przynajmniej tak sama o sobie myśli, nie dostrzegając zbytnio posiadanych zalet. Na pewno jest poprawna - rozmowna, ale nie gadatliwa, skrupulatna przy wykonywaniu powierzonych jej obowiązków, ale nie przesadnie ambitna, nie najbardziej asertywna na świecie i nie nazbyt uległa. Po prostu przeciętna. Nie zapada rozmówcom w pamięć na długo, jednak nauczyła się żyć w cieniu kotów o bardziej wyrazistych osobowościach. Nadal uwielbia spędzać czas poza gwarnym obozem, kiedy jej myśli zostają puszczone luźno z wiatrem, by pędzić wraz z nim w nieznane. Dawniej wyobrażała sobie, że za jej smutnym usposobieniem i zgorzkniałymi myślami stoi inny kot - taki, który tragicznie zmarł i po swojej śmierci, pełen cierpienia, postanowił w niej zamieszkać. Czas oraz zdobywane doświadczenia, zwłaszcza te z wypraw do Szepczącej Sadzawki, nieco osłabiły te fantazje, lecz mimo to w głębi duszy nadal wierzy, że odpowiedzią na wszystko jest reinkarnacja. Skoro ma cudownych rodziców, co jeść oraz gdzie spać, to nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do czucia się tak źle w swoim życiu... Takim to sposobem Szara Kora uparcie odsuwa od siebie najprostsze (a zarazem najlepsze) wyjaśnienie, dlaczego ma zawsze zgaszoną barwę głosu, rzadko kiedy czuje coś ponad obojętność, a w jej oczach brakuje zdrowego blasku...
Gorzka i Aroniowa Łapa, Krew
Pożegnawszy się na wszelki wypadek z mamą, Szara Kora przyszła w ustalone z pozostałymi członkami eskapady miejsce. Już po raz drugi miała wyruszyć do Szepczącej Sadzawki, ale teraz wszystko przebiegało inaczej... Przede wszystkim była wojowniczką z wyprawowym doświadczeniem, a nie byle terminatorką, która w dodatku rościła sobie prawo do przeżycia czegoś magicznego w miejscu spotkań z przodkami. Nadal miała co prawda podróżować razem z Ostrym Kwiatem, lecz główną postacią specyficznego pochodu Cienistych nie była więcej zdeterminowana i oziębła Krogulczy Szpon. Teraz Przywódcą klanu Cienia zamierzał zostać kot o stokroć dla Szarówki ważniejszy, ktoś, do kogo prawdziwie przywiązała się przez księżyce treningu - jej Mistrz... Z tego względu samo nastawienie popielatej do misji ewoluowało w bardziej osobiste. W nerwach tylko poskubała coś przy stosie zwierzyny, ale tak naprawdę nawet siła stada dzików nie nakłoniłaby jej do wmuszenia posiłku w rozedrgane wnętrzności.
Na widok Polnego Westchnienia szary pyszczek ozdobił szacunek wymieszany w nierównych proporcjach z lękiem - ten drugi przeważał...
- Mistrzu - zaczęła cicho, korzystając z tego, że partnerka kocura jeszcze do nich nie dołączyła. - Czy to na pewno dobry pomysł? Straciliśmy już dwie Gwiazdy, a co jeśli Ty też... - pociągnęła błagalnym tonem wątek, patrząc kocurowi prosto w oczy i licząc na to, że nie będzie kazał jej dokończyć tego zdania tylko po prostu się domyśli jak brzmiało w całości. Kora wiedziała, że nie powinna się odzywać, rozumiała po co tu jest - aby robić za przenośną mapę i eskortę - jednak nie wybaczyłaby sobie nigdy, gdyby chociaż nie spróbowała odciągnąć Polnego od zdradzieckiego przeznaczenia. Jak wynikało z dotychczasowych doświadczeń, dar dziewięciu żyć gubił ich posiadaczy, a nie czynił niezniszczalnymi...
Księżyce: 119
Mistrz: Pluskający Potok [*]
Płeć: kotka
Matka: Krogulczy Szpon [*]
Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*]
Partner: Polna Gwiazda
Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Kolejna wyprawa do Szepczącej Sadzawki i Ostra również musiała w niej brać udział. Bolało ją to, że musiała ponownie tam iść. Znała drogę i nie należała do nieprzyjemniejszych i co jeżeli tym razem nie pójdzie tak gładko jak ostatnio? Nigdy by sobie nie wybaczyła gdyby komuś się stała krzywda kiedy ona byłaby w pobliżu a teraz...? Teraz mieli przejść przez Kładkę i znów Grzmiącą Ścieżkę. I to jeszcze musiała zrobić z miłością jej życia jak i również Szarą Korą, do której się przywiązała i lubiła. Czemu jej matka musiała tak szybko umrzeć? Dlaczego zostawiła ją z tym całym bólem i musiała teraz grać ta najsilniejszą, która bezpiecznie wszystkich przeprowadzi? Nikt jej nigdy nie powiedział, że otrzyma takie ciężkie zadanie. Niestety ale nie miała teraz nic do gadania. Musiałą być twarda, nie mogła się łamać. Musi być teraz wsparciem dla innych by chociaż inni nie cierpieli tak jak ona teraz.
Gdy zjadła posiłek i odpoczęła w legowisku wojowników, ruszyła w ustalone miejsce. Na jej pysku nie widniał uśmiech a jej postawa prawie, że przypominała postawę Krogulec za życia. Tak... Starała się teraz nią naśladować. Jej matka zawsze była silna i stanowcza. Teraz właśnie tego potrzebowała by pokazać innym, że mogą na niej polegać i też robiła to dla siebie. Dzięki temu teraz nie płakała jak jakiś kociak i patrzyła się smętnie w jakiś punkt. Starała się by smutek i rozpacz nie zapanował nad nią. Nie mogła stracić kontroli, nie teraz.
Gdy wreszcie dotarła do zebranych, usłyszała trochę słowa Szarej Kory, nie wszystko ale to wystarczyło by jakoś się wtrącić. - Nikogo już więcej nie stracimy. -mruknęła bez emocji, patrząc na widok przed sobą a następnie dodała. - Wrócicie do klanu choćby nie wiem co.-nie pozwoli by oni również cierpieli. Specjalnie powiedziała "wrócicie" gdyż Ostra nie zamierzała im obiecywać czy ona wróci bez szfanku do obozu. Nie cofnie się przed tym by chronić tą dwójkę. Wolała się poświecić niż widzieć jak kolejne ważnej dla niej koty umierają przed jej oczami. - Idziemy. Szkoda marnować czasu.-zakończyła. Nie miała już nic więcej do powiedzenia.
Obniżyła trochę swoje brwi i ruszyła przed siebie. Musieli minąć Borsucze Pagórki a to nie powinno stanowić problemu. Potem dopiero trafią na gorsze przeszkody.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Dzień był chłodny i ponury; choć do zachodu słońca wciąż było daleko, gęste, deszczowe chmury pokryły niebo i sprawiły, że było o wiele ciemniej. Ich ciężkie, ciemne brzuchy mogły oznaczać tylko jedno: jeżeli wiatr nie przepędzi chmur, prędzej czy później zostaną złapani przez deszcz bądź śnieg w trakcie drogi. Nie było więc czasu do stracenia - Ostry Kwiat ruszyła przodem, wyznaczając kierunek marszu całej trójki.
Tereny Klanu Cienia były znajome, każde z nich mogło poruszać się po nich z zamkniętymi oczami - nic więc dziwnego, że szybko i sprawnie dostali się w okolice granicy z ziemiami niczyimi, od których dzielił ich płytki Czarny Ogon. Płynąca wąską strugą woda szumiała cicho w błotnistym dnie rowu, który musieli przeskoczyć, by ruszyć dalej.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Księżyce: 113
Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】
Płeć: kocur
Matka: Jaskółczy Głos 【*】
Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】
Partner: Ostry Kwiat
Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Do jego uszu dotarł dźwięk kroków, lekki i płynny, a tą, która była za nie odpowiedzialna, była nie kto inny, niż jego była terminatorka, która była jak zawsze na czas. Może niezbyt rozsądne było branie dwóch tych samych kotów na wyprawę, może powinien był wziąć ze sobą kogoś, kogo jeszcze tam nie było, aby dać mu szansę i pozwolić się wykazać... ale Klan potrzebował Przywódcy, a oni musieli dotrzeć do Szepczącej Sadzawki jak najszybciej. Już pomijając fakt, że nie mieli w swoich szeregach medyka. – Nie mam zamiaru wybierać się jeszcze długo na srebrną skórkę, Szara Koro – odpowiedział spokojnie i uraczył byłą uczennicę krótkim, subtelnym i pocieszającym stuknięciem w bark. Zamierzał żyć i żyć, tak długo, aż Gwiezdni nie zawołają go do siebie. Rozumiał oczywiście obawy popielatej wojowniczki, w końcu w krótkim odstępie czasu aż dwie Przywódczynie straciły wszystkie swoje życia, co u wielu mogło wzbudzić obawy, czy takowe życia w ogóle są otrzymywane od Gwiezdnych przez przyszłych przywódców. Kiedy dołączyła do nich Ostra, Polny nastawił uszy, bo jedno słowo wzbudziło jego wątpliwości. Nie dał tego po sobie jednak poznać, a jego mordka wciąż pozostawała taka sama. – Chciałaś chyba powiedzieć wrócimy – stwierdził, podnosząc się z miejsca. Koniec biadolenia, mieli długą drogę do pokonania. Swoje włości pokonali szybko i sprawnie - z resztą - nie było co się dziwić, poruszali się tędy praktycznie codziennie.
Nie byłby już w stanie zliczyć ilości skoków, jakie wykonał nad Czarnym Ogonem. Miejsce to na całej swojej długości należało do terenu, w którym, gdyby nie obóz, mógłby spać, jeść i żyć bez końca. Doskonale wiedział jednak, że należało zawsze patrzeć, gdzie stawia się łapy, bo niektóre kamienie mogły być zdradliwe; niestabilne, luźne, śliskie lub ostre, dlatego zanim próbował skoczyć - dokładnie obejrzał brzeg, aby mieć pewność, że mu się powiedzie. Zniżył łeb, aż w końcu znalazł dość spory i płaski głaz, na który wszedł, a następnie wybił się naprzód, silnymi i mocnymi łapami. Czarny Ogon nie był szeroki, a już na pewno nie głęboki, dlatego nawet, jeśli by mu się nie udało - nie utopiłby się w ciemnej, wodnej toni. Potem poczekał na resztę towarzyszy, obracając łeb w kierunku wschodu. Tam mieli iść. Polny znał mniej więcej Tereny Niczyje, ale jego eskapady też miały swoje granice, najdalej dotarł w okolice Malinowych Krzewów, dalej nie postawił nawet stopy, o wiele bardziej gustując w terenach położonych na zachód od terytorium Klanu Cienia, a szkoda. W każdym razie, kiedy jego towarzyszkom udało się pokonać Czarny Ogon, ruszyli dalej.
Całkiem smukła, zgrabna i wysoka koteczka, ale z pewnością nie najzgrabniejsza i najwyższa w klanie - po prostu poprawnie przeciętna. Jej krótkie i nieco szorstkie futerko zdrowo błyszczy i niemal w całości wygląda tak, jakby dosłownie przed chwilą córka Deszczowej Chmury wytarzała się w jasnym popiele - włącznie z nosem. Tylko na wąskiej piersi kotki wyrosło kilkanaście białych włosków, które utworzyły tam małą, nieforemną łatkę. Pysk Szarówki zachowuje rozsądne, nieprzykuwające uwagi proporcje. Ciekawe są natomiast jej oczy, ponieważ jedno z nich (lewe) przybrało odcień chłodnej bladej żółci, wydając się przez to wręcz białe, z kolei drugie (prawe) jest intensywnie niebieskie. Jej wywinięte wąsy chętnie tańczą, gdy zagra im lekko chociażby polny wiaterek. Ogon ma natomiast gruby i gęsty, nieco podobny do drucianej szczotki.
Wojowniczka klanu Cienia, jakich wiele, a przynajmniej tak sama o sobie myśli, nie dostrzegając zbytnio posiadanych zalet. Na pewno jest poprawna - rozmowna, ale nie gadatliwa, skrupulatna przy wykonywaniu powierzonych jej obowiązków, ale nie przesadnie ambitna, nie najbardziej asertywna na świecie i nie nazbyt uległa. Po prostu przeciętna. Nie zapada rozmówcom w pamięć na długo, jednak nauczyła się żyć w cieniu kotów o bardziej wyrazistych osobowościach. Nadal uwielbia spędzać czas poza gwarnym obozem, kiedy jej myśli zostają puszczone luźno z wiatrem, by pędzić wraz z nim w nieznane. Dawniej wyobrażała sobie, że za jej smutnym usposobieniem i zgorzkniałymi myślami stoi inny kot - taki, który tragicznie zmarł i po swojej śmierci, pełen cierpienia, postanowił w niej zamieszkać. Czas oraz zdobywane doświadczenia, zwłaszcza te z wypraw do Szepczącej Sadzawki, nieco osłabiły te fantazje, lecz mimo to w głębi duszy nadal wierzy, że odpowiedzią na wszystko jest reinkarnacja. Skoro ma cudownych rodziców, co jeść oraz gdzie spać, to nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do czucia się tak źle w swoim życiu... Takim to sposobem Szara Kora uparcie odsuwa od siebie najprostsze (a zarazem najlepsze) wyjaśnienie, dlaczego ma zawsze zgaszoną barwę głosu, rzadko kiedy czuje coś ponad obojętność, a w jej oczach brakuje zdrowego blasku...
Gorzka i Aroniowa Łapa, Krew
Nieruchomo jak kamień, w wyraźnym napięciu obserwowała dużą mordkę kocura, aż nagle drgnęła gwałtownie, kiedy za plecami usłyszała w pierwszej kolejności nie Polnego, jak się spodziewała, a ostry głos jego partnerki. Szarówka obróciła głowę w kierunku szylkretki i ostrożnie zmierzyła ją wzrokiem, aby przeprowadzić swoje obserwacje. Od stóp po koniuszki uszu kocicę skuwał jakby pancerz; chociaż straciła matkę, z zewnątrz w ogóle nie emanowała smutkiem, pozostawała silna, gotowa ich poprowadzić prosto do Szepczącej Sadzawki, nawet jeśli Szara Kora także znała drogę i w razie czego mogła pomóc z nawigowaniem. Póki co jednak młodsza z wojowniczek nie wychylała się zza Polnego Westchnienia, widząc jak bardzo Ostry Kwiat potrzebowała przekuć swój gniew i żal w działanie. Rzeczywiście, przypominała w tej chwili bardzo Krogulec... I to, tak naprawdę, uczyniło jej zapewnienia niezbyt wiarygodnymi dla pesymistycznie nastawionej Szarówki - w końcu poprzednia Przywódczyni też planowała długą kadencję... Wszyscy byli jednakowo bezradni wobec losu i nigdzie nie było powiedziane, że ten będzie się z nimi dobrze obchodził. Słowa, że będzie dobrze, albo że przeżyją wszyscy nie znaczyły nic.
- Dobrze, Ostry Kwiecie, prowadź.
Czarne wargi ledwo się poruszyły. Kora wróciła kolorowymi ślipkami do Mistrza, który nawet mimo okoliczności potrafił podnieść ją na duchu, a potem skwapliwie poruszyła pyszczkiem z góry na dół.
- Mam nadzieję - powiedziała cicho, ignorując dreszcz złych przeczuć przebiegający wzdłuż kręgosłupa. Po tym, jak kocur dźgnął ją przyjaźnie, machinalnie oderwała łapę od ziemi i chociaż kilka pierwszych kroków w jej wykonaniu było topornych, wkrótce zaczęła maszerować w równej linii z Polnym Westchnieniem, podczas gdy lekko przed nimi wędrowała samotnie Ostry Kwiat. Potem szyki nieco się przemieszały, bo Szara została trochę z tyłu, brzemienna podobnie jak ta bura chmura na niebie, lecz zamiast w deszcz czy śnieg - w osobliwe refleksje. Dopiero przy Czarnym Ogonie popielata się pozbierała. Musiała. Dla Polnego i dla klanu Cienia wyczekującego ich powrotu. Wybrała najwęższe miejsce między dwoma brzegami, a następnie przefrunęła, oby bez komplikacji, przez wodę.
Księżyce: 119
Mistrz: Pluskający Potok [*]
Płeć: kotka
Matka: Krogulczy Szpon [*]
Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*]
Partner: Polna Gwiazda
Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Chyba najlepszym sposobem dla Ostrej było to by swoje wszystkie emocje przelać w działanie by nie załamać się i po prostu mieć dość. Musiała teraz być silna i musiała zadbać o bezpieczeństwo Polnego Chwastu i Szarej Kory. To było jej ważne zadanie. Klan czeka na nich, potrzebuje i pragnie lepszego rozdziału w życiu klanu. Nie chciała zawieść. Musiała dokończyć misje do końca. Choćby miała zostać zraniona.
Na słowa swojego partnera nic nie powiedziała i jedynie się popatrzyła smutno w bok ale tak by nikt tego nie zauważył. Nie mogła tego obiecać że wszyscy wrócą. To ze raz wszyscy wrócili cali to nie znaczy, ze drugi raz tak będzie. Musieli mieć to z tyłu głowy. Grzmiąca Ścieżka to nie była zabawa. To było przerażające miejsce. Nie jeden kot tam umarł przez potwora, który zgniótł jego całego. Nie dopuści do tego by jej towarzysze ucierpieli. Nie zniosła by tego.
Pogoda nie była za dobra na taką podróż ale nic się na to nie poradzi. Wojowniczka jedynie liczyła na to że z tych chmur nie zacznie padać. Szczerze to już śnieg by bardziej zniosła niż deszcz. No ale cóż nie ma co narzekać. Trzeba po prostu iść i tyle.
Po dłuższej chwili, wreszcie dotarli do Czarnego Ogona. Dała najpierw Polnemu a potem Szarej przejść przez niego gdyż chciała się upewnić że oni bezpiecznie przejdą, bez jakichkolwiek przeszkód. Gdy tak się stało i sama Ostra postanowiła przejść przez Czarny Ogon tak jak pozostali. Poszła śladami Szarej Kory, potruchtała tam gdzie był najwęższe miejsce miedzy brzegami a następnie wysoko skoczyła chcąc się dostać na drugi brzeg.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Udało im się pokonać Czarny Ogon bez komplikacji - Polny Chwast co prawda nie docenił szerokości rowu kryjącego wąski strumień i jego tylna łapa zsunęła się po błotnistym brzegu, jednak wystarczyło, by wbił pazury w ziemię i podciągnął się, aby było po wszystkim. Pierwszy punkt kontrolny tej podróży został pokonany. Następnym była Grzmiąca Ścieżka.
Zdawało się, że Gwiezdni im sprzyjali; idąc wzdłuż Czarnego Ogona, nie natknęli się na żadnego drapieżnika, który mógłby im zagrozić, co mogło być szczególnie niebezpieczne, teraz gdy wyszli spomiędzy drzew i szli po otwartym terenie. Gdzieś w oddali widzieli patrol Klanu Wichru, jednak z tej odległości mogli co najwyżej dostrzec uniesione w górę ogony, które mogły być jednocześnie pozdrowieniem, jak i ostrzeżeniem, gdyby trójka kotów zdecydowała się zboczyć z trasy zbyt mocno.
Gdy dotarli do szpaleru Szarych Topoli, powietrze stało się bardzo wilgotne, a chwilę później zaczęła padać mżawka. Była bardzo drobna, drobniejsza niż ziarenka piasku i niezauważalna, dopóki nie patrzyło się w górę, lub podmuch wiatru nie skierował kilku większych kropli prosto w pysk. Nie utrudniała więc dalszego marszu, a jedynie była. Teraz pozostało im pokonać rów oraz Grzmiącą Ścieżkę. Wyglądało na to, że mieli szczęście - z żadnej ze stron nie było widać jaskrawych ślepi potworów, nie było też słychać ich ryku.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Księżyce: 113
Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】
Płeć: kocur
Matka: Jaskółczy Głos 【*】
Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】
Partner: Ostry Kwiat
Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Chyba już nic nie było w stanie go zdziwić, na osunięcie łapy zareagował jedynie krótkim wstrzymaniem powietrza, ale dzięki szybkiej reakcji udało mu się nie pobrudzić łapy za bardzo, z resztą, czekała ich długa droga, a razem z nią zapewne niejeden błotnisty dołek do pokonania. Patrol udało im się ominąć, poruszali się terenami, które nie należały do nikogo, a więc byli w pewnym sensie bezpieczni. Polny próbował nawet rozpoznać koty z Klanu Wichru, ale te były najwidoczniej za daleko. Wszystko szło im wręcz idealnie, bez żadnych problemów i komplikacji, poza tym, zastępca mógł poznać trochę terenów, na których do tej pory jeszcze nie było mu dane postawić łapy, a to było okazją do nabycia nowego doświadczenia… jak choćby przejście przez Grzmiącą Ścieżkę, która była tuż przed nimi.
Błoto w rowie przed nią osadziło się na jego gęstym i długim futrze na brzuchu, jednak pręgowany kocur starał się o tym nie myśleć, bo jego głowę zaprzątały myśli o czarnym, prostym i lśniącym szlaku, który oddzielał ich od upragnionej Szepczącej Sadzawki. Kocur cofnął uszy i rozejrzał się uważnie i ku jemu zadowoleniu - ogarniała ich cisza, nigdzie nie widział blasku oczu potworów, nie słyszał ich dźwięków, jedynie nozdrza wypełnione były smrodem dziwnej nawierzchni ścieżki. Nigdy przez nią nie przechodził, nigdy nie widział jej na oczy. We łbie mu się mieszało od tych wszystkich emocji, od strachu, żalu, stresu ale i podekscytowania. Wypuścił w końcu powietrze z nozdrzy, robiąc krok naprzód. – Korzystajmy z tego, że nie ma żadnego potwora. Biegusiem! – zawołał do swoich dwóch towarzyszek i ruszył naprzód, chcąc w kilku zwinnych susach pokonać płaski, czarny jak noc pas i znaleźć się po drugiej stronę wraz z Ostrym Kwiatem i Szarą Korą. Już niedaleko do celu.
Całkiem smukła, zgrabna i wysoka koteczka, ale z pewnością nie najzgrabniejsza i najwyższa w klanie - po prostu poprawnie przeciętna. Jej krótkie i nieco szorstkie futerko zdrowo błyszczy i niemal w całości wygląda tak, jakby dosłownie przed chwilą córka Deszczowej Chmury wytarzała się w jasnym popiele - włącznie z nosem. Tylko na wąskiej piersi kotki wyrosło kilkanaście białych włosków, które utworzyły tam małą, nieforemną łatkę. Pysk Szarówki zachowuje rozsądne, nieprzykuwające uwagi proporcje. Ciekawe są natomiast jej oczy, ponieważ jedno z nich (lewe) przybrało odcień chłodnej bladej żółci, wydając się przez to wręcz białe, z kolei drugie (prawe) jest intensywnie niebieskie. Jej wywinięte wąsy chętnie tańczą, gdy zagra im lekko chociażby polny wiaterek. Ogon ma natomiast gruby i gęsty, nieco podobny do drucianej szczotki.
Wojowniczka klanu Cienia, jakich wiele, a przynajmniej tak sama o sobie myśli, nie dostrzegając zbytnio posiadanych zalet. Na pewno jest poprawna - rozmowna, ale nie gadatliwa, skrupulatna przy wykonywaniu powierzonych jej obowiązków, ale nie przesadnie ambitna, nie najbardziej asertywna na świecie i nie nazbyt uległa. Po prostu przeciętna. Nie zapada rozmówcom w pamięć na długo, jednak nauczyła się żyć w cieniu kotów o bardziej wyrazistych osobowościach. Nadal uwielbia spędzać czas poza gwarnym obozem, kiedy jej myśli zostają puszczone luźno z wiatrem, by pędzić wraz z nim w nieznane. Dawniej wyobrażała sobie, że za jej smutnym usposobieniem i zgorzkniałymi myślami stoi inny kot - taki, który tragicznie zmarł i po swojej śmierci, pełen cierpienia, postanowił w niej zamieszkać. Czas oraz zdobywane doświadczenia, zwłaszcza te z wypraw do Szepczącej Sadzawki, nieco osłabiły te fantazje, lecz mimo to w głębi duszy nadal wierzy, że odpowiedzią na wszystko jest reinkarnacja. Skoro ma cudownych rodziców, co jeść oraz gdzie spać, to nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do czucia się tak źle w swoim życiu... Takim to sposobem Szara Kora uparcie odsuwa od siebie najprostsze (a zarazem najlepsze) wyjaśnienie, dlaczego ma zawsze zgaszoną barwę głosu, rzadko kiedy czuje coś ponad obojętność, a w jej oczach brakuje zdrowego blasku...
Gorzka i Aroniowa Łapa, Krew
Z nowymi pokładami determinacji truchtała obok zaprzyjaźnionej pary, by na widok patrolu poczuć lekkie, niepojące ściskanie w żołądku. Z powodu odległości Wichrzacy byli tylko anonimowymi smugami, a mimo to Szara Kora starała się wytężyć wzrok i upewnić, że wśród celników o zadartych ogonach nie ma aby na pewno smukłej kotki, której coś jakiś czas temu obiecała... Chaotyczna Łapa. Miały się spotkać i razem udać do Szepczącej Sadzawki, jednak krótko po zaplanowaniu całej misji Szarówka została wojowniczką, potem musiała odbyć milczące czuwanie i... Wskutek całego zamieszania z tym związanego... Tak zupełnie przypadkiem... Wystawiła koleżankę z klanu Wichru. Wolała nie myśleć, jak bardzo Chaos się na nią zezłościła, jak jej pomarańczowe wielkie oczy zwęziły się do wąziutkich szparek, kiedy nie pojawiła się umówionego dnia na granicy i wreszcie jak bardzo pstrokata poczuje się zdradzona, kiedy wyjdzie na jaw, że Szara, a i owszem, była znowu przy Szepczącej Sadzawce, ale w innej ekipie. Okropność. Jakoś jej to później wynagrodzi...
Nieco później chłodne kropelki wody wsiąkające niepostrzeżenie w sierść skłoniły Szarówkę do przystanięcia i uniesienia do góry poważnego pyszczka, przez co sama wyglądała tak, jakby płakała; udawane łzy dostawały się za powieki i z powrotem wypływały na zewnątrz, gdy popielata intensywnie mrugała, aby się ich pozbyć. Dawniej myślała, że w ten sposób Gwiezdni ubolewają nad żyjącymi, ale teraz... Nie była co do tego przekonana. Gdyby byli czymś więcej niż zbiorem legend albo nieruchomych obserwatorów... Gdyby pokazali jej swoją magię, podzielili się nią, och, albo gdyby któryś z mieszkańców Srebrnej Skórki wyjaśnił jej, czemu cudzy duch ją prześladuje, czemu cierpi nawet po śmierci, a ona wraz z nim... Ale nie, nic z tego się nie wydarzyło. Była tylko cisza, pustka, a obecnie również siąpiący deszcz. Ostatni raz naiwnie przesunęła kolorowym spojrzeniem po ponurych chmurach, szukając nań kształtu kociego oka, które by ją obserwowało, ale niebo było tylko posępnym, czystym sufitem ich świata. Ruszyła więc dalej. Jakoś, sama nie wiedząc jak, dotarła do Grzmiącej Ścieżki, która podobnie jak Czarny Ogon wymagała od niej stuprocentowej uważności. Młoda wojowniczka zerknęła na swoich towarzyszy, dodając to Ostrej, to Polnemu otuchy, po czym śmiało podeszła do krawędzi lasu, za którą rozpościerał się już ciemnoszary, twardy tor dla Potworów. Na komendę Mistrza zareagowała automatycznym, ślepym posłuszeństwem - kiedy Polny rzucił swoje hasło "biegusiem", Szara Kora spięła mięśnie i równocześnie z Zastępcą puściła się biegiem przez asfalt, nawet nie sprawdziwszy, czy rzeczywiście droga jest bezpieczna. Bezwarunkowo ufała kocurowi. Biegusiem to znaczy... Biegusiem.
Księżyce: 119
Mistrz: Pluskający Potok [*]
Płeć: kotka
Matka: Krogulczy Szpon [*]
Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*]
Partner: Polna Gwiazda
Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Wszystko do tej pory wydawało się iść po myśli Ostre, Nic na razie nikomu się nic nie stało a oni bez problemu pokonali pierwszą przeszkodę a potem przechodząc przez pola, nie napotkali żadnego drapieżnika, który mógłby im zagrażać. W oddali jedynie wojowniczka mogła zobaczyć ogony należące do kotów z klanu Wichru. Nic więcej. Przez całą drogę milczała i skupiła się w pełni na swoim zadaniu. Nawet pogoda, która się trochę zmieniła nie robiła dla niej wrażenia. Drobne kropelki uderzały o jej buro-rude futro a wojowniczka jedynie od czasu do czasu, trzepła uchem bądź głową by odgonić je trochę ze swojego pyska.
Po dłuższej chwili znaleźli się przy Grzmiącej Ścieżce. Szylkretka delikatnie się skrzywiła na jej widok, bo nie przepadała za tutejszym smrodem, który drażnił jej nos. Śmierdziało tutaj potworami i trochę dwunogami i to chyba były dwa mało przyjemne zapachy dla klanowego kota. Fakt faktem trochę zwietrzałe gdyż w pobliżu nie było słychać ani widać dwunogów bądź potworów. Wzdychnęła a następnie ruszyła za Polnym i Szarą Korą, którzy przeszli szybko rów by następnie się zatrzymać przy Grzmiącej Ścieżce. Gdy tylko jej partner dał znak, wojowniczka ruszyła wraz z pozostałymi chcąc jak najszybciej przejść chyba najtrudniejszą przeszkodę.
Najniższy spośród wszystkich Rybek, jednak zbudowany najmocniej z nich. Ma szerokie barki, grubą szyję i ogon oraz dużą, kanciastą głowę. Garbaty nos kończy się brudnoróżowym, szerokim nosem i wywiniętymi w górę wąsami. Uszy małe, lekko zaokrąglone, oczy wąskie i lekko skośne, w kolorze bursztynu. Burą, klasycznie pręgowaną sierść ma gęstą i często potarganą na lewej stronie pyska. Biel oblewa pysk, pierś, brzuch, palce przednich łap oraz goleń wraz ze stopą tylnych. Na lewej przedniej łapie ponad nadgarstkiem szpetna blizna, pod nią - wykrzywiony nadgarstek i dłoń pozbawiona czucia.
Na pierwszy rzut oka - nieprzyjemny gbur. Na drugi, trzeci i wszystkie inne... w sumie też.
Przedostali się przez rów, a następnie przebiegli na drugą stronę Grzmiącej Ścieżki bez problemu. Wyglądało na to, że pomimo nieprzychylnej pogody wszystko inne szło po ich myśli, jakby Gwiezdni w istocie prowadzili ich za ręce i pilnowali, by na ich drodze nie stanęło żadne niebezpieczeństwo. Drugi punkt kontrolny mieli za sobą. Teraz pozostawało odnaleźć Szepczącą Sadzawkę, co nie powinno być trudne, biorąc pod uwagę fakt, iż obie towarzyszki Polnego Chwastu już przebyły tę samą trasę i wiedziały, w którym kierunku należało się udać.
Znakiem od gwiezdnych mogło być wszystko - trudniejsze było rozpoznanie, co było znakiem, a co jedynie przypadkiem. Szara Kora kątem oka dostrzegła zająca, a przynajmniej tak mogło jej się wydawać, bowiem królik w istocie swoją posturą bardziej przypominał długołapego, smukłego zająca. Wyglądał osobliwie. Śnieżnobiała sierść zdarzała się od czasu do czasu u królików i zajęcy, zwłaszcza o tej porze roku, jednak czy kiedykolwiek widzieli królika, którego podłużny pysk, smukłe łapy i dość długie uszy miały kruczoczarną barwę? Wyglądał jak kot. Patrzył przez chwilę na trójkę kotów jednym, czerwonym okiem, po czym podniósł się z ziemi i odbiegł ile sił miał w łapach, znikając gdzieś za Borsuczymi Pagórkami, które ustąpiły miejsca małemu, brzozowemu zagajnikowi. Dotarli na miejsce.
x ★ ★ ★
behind my eyelids are islands of violence, my mind shipwrecked, this is the only land my mind could find. I did not know it was such a violent island, full of tidal waves, suicidal crazed lions; they're trying to eat me, blood running down their chin and I know that I can fight or I can let the lion win. I begin to assemble what weapons I can find 'cause sometimes to stay alive you got to kill your mind...
Księżyce: 113
Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】
Płeć: kocur
Matka: Jaskółczy Głos 【*】
Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】
Partner: Ostry Kwiat
Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Udało im się bezpiecznie pokonać Grzmiącą Ścieżkę. Droga teraz była już prosta i nawet mzawka, która moczyła ich futra nie była w stanie ich już zatrzymać. Pręgowany zastępca zwolnił w pewnym momencie, kiedy oczom jego i obu wojowniczek ukazał się… królik? Jego sylwetka i kolor sierści zmyliły go na początku, i aż uniósł swój gęsty ogólnie w ostrzegawczym geście, bo wziął go za jakiegoś wyjątkowo dziwnego kota, jednak szybko zorientował się, że był to jedynie zwykły długouchy zwierz, który patrzył na nich… dziwnie. A co, jeśli był to jakiegoś rodzaju znak? Od Gwiezdnych? Być może. Ruszyli więc jego śladem, aż nie dotarli do zagajnika, który bez nawet cienia wątpliwości był ich celem. – No… to chyba tutaj, nie? – mruknął cicho 8 spojrzał na obie swoje towarzyszki, choć doskonale znał odpowiedź na własne pytanie. Im dalej stawiali swoje kroki, tym bardziej buro-biały czuł narastający stres. Serce mu przyspieszyło, a przez jego ciało przeszedł lekki dreszcz, kiedy spostrzegł Szepczącą Sadzawkę, odetchnął bezdźwięcznie. Przystanął i wyprostował się, rozglądając dookoła. Wyglądało na to, że byli tu sami. – Odpocznijcie sobie… albo zapolujcie, nie wiem, ile to wszystko potrwa – polecił i uśmiechnął się blado do każdej po kolei, samemu podchodząc do błyszczącej tafli. Przycupnął nad nią i przez kilka chwil jakby zawiesił się. Czy naprawdę był na to gotowy? Czy jego Klan będzie go szanował i słuchał? Był tylko Polnym, tylko wesołym i pozytywnym kotem, u którego na próżno było szukać surowości i stanowczości, a teraz miał sięgnąć po władzę? To nie było w jego stylu, ale co mógł zrobić? Potrzebowali Gwiazdy, potrzebowali kogoś, kto nimi pokieruje nawet, jeśli Polny nie był idealnym wyborem, tak musiał chociaż spróbować. Postarać się. Zacisnął powieki i z zaciśniętym gardłem wziął pierwszy łyk wody. Niech się dzieje, co ma się dziać.
Całkiem smukła, zgrabna i wysoka koteczka, ale z pewnością nie najzgrabniejsza i najwyższa w klanie - po prostu poprawnie przeciętna. Jej krótkie i nieco szorstkie futerko zdrowo błyszczy i niemal w całości wygląda tak, jakby dosłownie przed chwilą córka Deszczowej Chmury wytarzała się w jasnym popiele - włącznie z nosem. Tylko na wąskiej piersi kotki wyrosło kilkanaście białych włosków, które utworzyły tam małą, nieforemną łatkę. Pysk Szarówki zachowuje rozsądne, nieprzykuwające uwagi proporcje. Ciekawe są natomiast jej oczy, ponieważ jedno z nich (lewe) przybrało odcień chłodnej bladej żółci, wydając się przez to wręcz białe, z kolei drugie (prawe) jest intensywnie niebieskie. Jej wywinięte wąsy chętnie tańczą, gdy zagra im lekko chociażby polny wiaterek. Ogon ma natomiast gruby i gęsty, nieco podobny do drucianej szczotki.
Wojowniczka klanu Cienia, jakich wiele, a przynajmniej tak sama o sobie myśli, nie dostrzegając zbytnio posiadanych zalet. Na pewno jest poprawna - rozmowna, ale nie gadatliwa, skrupulatna przy wykonywaniu powierzonych jej obowiązków, ale nie przesadnie ambitna, nie najbardziej asertywna na świecie i nie nazbyt uległa. Po prostu przeciętna. Nie zapada rozmówcom w pamięć na długo, jednak nauczyła się żyć w cieniu kotów o bardziej wyrazistych osobowościach. Nadal uwielbia spędzać czas poza gwarnym obozem, kiedy jej myśli zostają puszczone luźno z wiatrem, by pędzić wraz z nim w nieznane. Dawniej wyobrażała sobie, że za jej smutnym usposobieniem i zgorzkniałymi myślami stoi inny kot - taki, który tragicznie zmarł i po swojej śmierci, pełen cierpienia, postanowił w niej zamieszkać. Czas oraz zdobywane doświadczenia, zwłaszcza te z wypraw do Szepczącej Sadzawki, nieco osłabiły te fantazje, lecz mimo to w głębi duszy nadal wierzy, że odpowiedzią na wszystko jest reinkarnacja. Skoro ma cudownych rodziców, co jeść oraz gdzie spać, to nie ma przecież żadnych racjonalnych powodów do czucia się tak źle w swoim życiu... Takim to sposobem Szara Kora uparcie odsuwa od siebie najprostsze (a zarazem najlepsze) wyjaśnienie, dlaczego ma zawsze zgaszoną barwę głosu, rzadko kiedy czuje coś ponad obojętność, a w jej oczach brakuje zdrowego blasku...
Gorzka i Aroniowa Łapa, Krew
Osobliwe stworzenie, które nagle mignęło w kadrze Szarej Kory wzbudzało lekki dyskomfort... może właśnie przez to pomieszanie cech kota i królika, a może za sprawą rubinowego oka, ale nie ulegało wątpliwości, że młoda wojowniczka wyczuwała jakąś nadnaturalność w zwierzęciu i zupełnie instynktownie otworzyła pysk, żeby poinformować o tym resztę.
- Myślę, że powinniśmy iść tak, jak pobiegł ten królik - wskazała grubym ogonem na znikającego właśnie za horyzontem cichego bohatera, dzięki któremu być może bezbłędnie trafią w pożądane miejsce.
Polne Westchnienie nie protestował przeciwko jej koncepcji, wręcz sam wysnuł taką samą, a że mimo nieznajomości drogi to on był tu głównym dowodzącym, poszli śladami długouchego przez faliste tereny, aż ziemia pod ich łapami nie wyrównała się znowu. Wtem ukazało im się małe źródełko między brzozami.
Podchodząc bliżej Szarówka z konsternacją uświadomiła sobie, że kora owych drzew była szara, dosłownie jakby jej imię nadano na cześć tych tu brzóz... Poniekąd stawała się powoli strażniczką tego miejsca i przyszłych Gwiazd, więc ciekawe, czy może w okolicy rosły też ostre kwiaty?
- Powodzenia Mistrzu - miauknęła życzliwie do burasa, gdy ich oczy spotkały się na króciutki moment. Chyba pierwszy raz widziała u Polnego coś na kształt tremy, ale okoliczności totalnie go z tego rozgrzeszały. Uśmiechnęła się pokrzepiająco do kocura, później do Ostrej, po czym usiadła w pewnej odległości od Sadzawki, obserwując, cóż rozgrywało się przy jej brzegu.
Księżyce: 119
Mistrz: Pluskający Potok [*]
Płeć: kotka
Matka: Krogulczy Szpon [*]
Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*]
Partner: Polna Gwiazda
Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Udało się. Wszystkie najtrudniejsze przeszkody zostały pokonane a Ostra poczuła jak samoistnie jej mięśnie się trochę rozluźniają. Odetchnęła z ulgą a następnie ruszyła za pozostałymi. Oby powrót do klanu był również bezpieczny …
Idąc znaną już drogą do sadzawki, katem swojego oka zauważyła nietypowego zając a może królika? Nie wiedziała po prawdzie bo trudno było jej stwierdzić przez dziwaczne umaszczenie jakie posiadał. Ostatnio był motyl to królik tez mógłby robić za przewodnika. Najwidoczniej Gwiezdni lubią wysyłać w góry jakieś zwierzątka by poprowadziły je do celu podróży. Machnęła na to jedynie ogonem i ruszyła razem z innymi , podążając za dziwacznym uszatym.
I faktycznie, królik był po to by Polny wraz z towarzyszkami dotarły na miejsce. Widząc czystą wodę sadzawki, kotka poczuła jak wracają do niej wspomnienia ze wcześniejszej wyprawy. Przymrużyła lekko oczy a następnie spojrzała się na burego, którego wręcz zżerała trema. Podeszła do niego i otarła się policzkiem o jego policzek, starając się jakoś pocieszyć go i wesprzeć. Dobrze wiedziała, że nie miał teraz łatwo i właśnie teraz najbardziej jej potrzebował w tej trudnej chwili. Obiecała sobie i jemu samemu, ze może zawsze na nią liczyć i zawsze będzie dla niego oparciem. Dlatego nawet w tak trudnym i dla niej czasie, starała się być jak najlepszą pomocą dla wojownika. Uśmiechnęła się do niego delikatnie i z czułością a przynajmniej starała się uśmiechnąć tak jak kilka chwil temu kiedy jeszcze nie dowiedziała się o śmierci swojej rodzicielki. Następnie puściła go i pozwoliła mu zrobić to co niegdyś Krogulec. Ona sama podeszła do sadzawki i położyła się, czekając aż jej partner odbędzie spotkanie z gwiezdnymi, którzy dadzą mu dziewięć żyć. Przy okazji zabrała kilka łyków wody by nawilżyć nieco swoje gardło a potem czekała i odpoczywała po wędrówce. Miała nadzieje, że spotkanie z Gwiezdnymi będzie również pewnego rodzaju pociechą i kopniakiem do działania dla Polnego Chwasta. No cóż… Nic tylko czekać.