Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
Na naszym forum nie obowiązują żadne, narzucone zasady dotyczące pisania postów. Tyczy się to zarówno ich długości, jak i formy. Można pisać krótsze posty, jak i dłuższe, warto jednak pamiętać o komunikatywności, zasadach poprawnej polszczyzny i przejrzystości. Zachęcamy do pogrubiania dialogów, biorąc
Kod:
[b]kwestie w odpowiedni kod[/b]
lub wyodrębniania ich innymi sposobami. Więcej o stosowaniu kodów można dowiedzieć się tutaj. Jeśli chodzi o formę, ogranicza Cię tylko Twoja wyobraźnia: korzystaj z wybranego typu narracji, trybu, perspektywy. Kształtuj swój własny styl. Ważne tylko, byś po wyborze starał się być konsekwentny, ale najważniejsze, byś czerpał jak najwięcej przyjemności z gry. Pamiętaj, że podejście Twojej postaci zawsze może ulec zmianie, tak jak ty i Twoje podejście do pisania ulegają zmianie. Poniżej, przykładowo cytujemy kilka postów postaci, prowadzonych w świecie przedstawionym naszego forum. Ukazują różnorodność narracji, która może okazać się inspirująca. Zapraszamy do gry i życzymy przyjemności z rozgrywki.

Kwitnąca Łapa napisał(a):Kwiat lubiła się chować. Znaleźć sobie ciemne miejsce i odpocząć w spokoju. A tego potrzebowała dużo. Niby minęły już księżyce od kiedy wróciła do Klanu, a wciąż nie mogła się przyzwyczaić do zgiełku jaki panował w obozie. Tyle kotów, tyle dźwięków. I każdy zakątek był odwiedzany, i każdy zakątek był przez kogoś znany. Dlatego Kwiat ciągle próbowała znaleźć coś dla siebie. Jakiś zakątek na uboczu, jakąś norę. Tym razem prawie jej się udało. Przespała dłuższą chwilę i obudziła się wypoczęta. Jednak gdy chciała wyjść z nory coś - czy raczej ktoś - zasłaniał wyjście.
- Czy możesz się przesunąć? - spytała chłodno, pojawiając się za plecami kocura.
Była wybitnie niezadowolona, że po tak wspaniałym śnie od razu zostało jej przypomniane, że musi się użerać z całą zgrają niedorajd mieszkających w tym Klanie. Żeby tak usiąść i nawet nie zauważyć, że ma się za plecami jakąś dziurę, z której coś może wyjść. Niedorzeczność! Gdyby tak zrobiła wracając do domu przez tyle księżycy już dawno by ją coś zjadło.

Lśniąca Sadzawka napisał(a):Rozumiem. Jeśli jednak spotkasz kogoś, kto będzie potrzebował pomocy i nie będziesz potrafił mu jej udzielić, nie bój się go do mnie przyprowadzić. Jeśli tylko będę w stanie, zawsze pomogę — powiedziałam z troską. W rzeczywistości jednak nie do końca się tym przejmowałam. Po prostu liczyłam na to, że ratując większą ilość żyć, w dodatku także i tych, które dla mojego własnego klanu są bezwartościowe, zyskam dodatkowe punkty u Gwiezdnych. Szukałam okazji, by jakoś móc ponownie wkupić się w ich łaski, by jakoś móc zapłacić za swoje grzechy, nawet jeśli większość z nich popełniłam właśnie przez nich i przez to, że całe życie rzucają mi kłody pod łapy.
Łopian przerabiasz na maść. Z żarnowca robisz okłady. Zarówno w przypadku ran, jak i skręceń, czy zwichnięć — odpowiedziałam, jednak nie od razu, a po chwili, jakbym się nad czymś zastanawiała. Nie chciałam podawać mu tej wiedzy jak na tacy, nie chciałam tak po prostu dzielić się czymś, o co sama musiałam walczyć, ale miałam nadzieję, że mi się to opłaci. Kiedyś.

Biedronkowa Łapa napisał(a):Kotka wysłuchała jej wyjaśnień co do trzech zwierząt o które pytała młodsza i pokiwała głową. Więcej jej nie było trzeba. Miała ważniejsze sprawy. Popielny Żar trochę ostudziła dumę młodszej co do jej wiedzy o Wężowej Gwieździe, dlatego Biedronka nic więcej nie powiedziała, bo teraz już nie wiedziała komu ma wierzyć i co myśleć, dlatego... Nie myślała o tym dalej. Tak jej było najprościej.
-GRZYBOWA GRAŃ? - oburzyła się młodsza gdy usłyszała tą nazwę. Już wcześniej coś tam narzekała na nazwy, ale TA zdecydowanie była dla niej NAJGORSZA. - dobra, dobra, POWOLI. Co to ta cała GRAŃ i dlaczego ta nazwa jest... Taka! - parsknęła, nadal oburzona. Kto też wymyślał te wszystkie nazwy? -nie wiem kto wymyślał te nazwy, ale wydziwiał na siłę. - prychnęła. W środku była ZAŁAMANA tymi nazwami, a usłyszała dopiero... Mało. -możemy porozmawiać o tych innych klanach, spoko. Mam nadzieję, że mają tam chociaż sensowne imiona.

Chaotyczny Lot napisał(a):Czarownic nie należy denerwować i ewidentnie Szarówka miała okazję się o tym właśnie przekonywać, bowiem Chaotyczna Łapa nadal nie chciała na nią spojrzeć, na kroczek w swoją stronę odpowiedziała kroczkiem w tył, w głąb tych zakazanych Wichrowych terenów, a jej cienki ogon chlastał furiacko powietrze. Cała ta naiwna gadanina o wspaniałym Mistrzu i zmartwionych współklanowiczach rozzłościła ją i wzbudziła jej zazdrość. Tak? Takim jesteś oczkiem w głowie, Szaraczku? Ja mam Mistrzynię o dojrzałości kocięcia i ani ona, ani nikt inny by pewnie nie zauważył, gdybym zniknęła na dzień czy dwa bez zapowiedzi.
Jednak zatroskana mina na popielatym pyszczku i dalsze próby złagodzenia konfliktu przebiły się przez najeżoną skorupę i ujęły za wrażliwe w gruncie rzeczy serduszko Chaos. Terminatorka uraczyła nową koleżankę łaskawszym spojrzeniem i odetchnęła głęboko.
- Rób jak chcesz - zgodziła się, pozornie obojętnym tonem - Tak długo, jak nie będziesz wspominać konkretnie na mój temat, nie obchodzi mnie, z kim sobie tam będziesz paplać. Jak przywiążą Cię za ogon do drzewa w Obozie na księżyc i będą przynosić do jedzenia tylko resztki po szczerbatej Starszyźnie, to nie moja sprawa. Jeśli będą Cię torturować o informacje, to powiedz, że jestem kocurem, mam na imię Przebiśniegowa Łapa i czarno-białe futro - rozkręciła się być może trochę na wyrost, ale należało być przezornym - Pełnia jest za dwa dni. Możemy spotkać się dwa dni po pełni o zachodzie słońca nad Czarnym Ogonem i wszystko się okaże. Jeśli Cię nie będzie, uznam że jesteś jednak przywiązana.

Płomienna Łapa napisał(a):Tempo pracy serca Płomiennej Łapy przyspiesza, zmysły się wyostrzają, a kłótnia z ojcem niemal odchodzi w niepamięć. Rozdrażnienie przeradza się w podekscytowanie. Niesamowite jest to, że dane mu było wyjść poza obóz i mało tego - znalazł się prawie sam na sam z (prawdopodobnie) samotnikiem, a ojca nie ma obok, by kwestionować jego wybory. Zresztą, o czym my mówimy - jeśli tylko Czerwony Pazur tutaj przyjdzie, to będzie można pożegnać się z niepowtarzalną okazją rozmawiania z dzikusem. A ze słów niejakiej Wzbierającej Fali wynika, że jej los trafił w łapy dwóch terminatorów, którzy przypadkiem znaleźli się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Płomyk nie jest zły do szpiku kości, nie chce znęcać się nad ranną, na pewno nie. Ale jest skonfliktowanym wewnętrznie dzieciakiem, który chętnie zazna adrenaliny w życiu, a także nie pogardzi budującą rozmową. Unosi wysoko ogon.
- Nie martwimy się - zapewnia pewnym głosem. - Może i jesteśmy młodzi, ale naukę walki mamy już za sobą. Myślę, że w pojedynkę poradzilibyśmy sobie bez problemu.
W jego głosie nie ma wrogości, lecz nie brakuje nieufności pomieszanej z ciekawością. Nerwowo nasłuchuje odgłosów z tyłu, czy na pewno nie zbliża się do nich Czerwony Pazur.
- Kto cię tak urządził, hm? Nie jesteś stąd, więc skąd? Zdradziłaś swój klan? - rzuca serią pytań. - I skąd wiesz o Lśniącej Sadzawce?
Patrzy czujnie w oczy nieznajomej. Jakkolwiek nieustraszenie by nie brzmiał, takie spotkanie naturalnie wzbudza w nim lekki stresik. Nie powinno ich tutaj być. Nie powinni rozmawiać z nieznajomą, nawet pozornie nieszkodliwą. Nie potrafią walczyć. Nie wiadomo, gdzie podziewa się ojciec. Może jest blisko, może nie, a czego by o nim nie mówić, dobry z niego wojownik.

Barwna Łapa napisał(a):Leczył biały kaszel przynajmniej pięć razy w życiu. Więcej, na pewno; przestał liczyć. Nauczył się leczyć to choróbsko gdy tylko zaczął trening medyczny i jedyne, co usprawiedliwiłoby stan w jakim znalazła się rudo-biała kocica, było jej własne zaniedbanie choroby. Chciał pomóc. Próbował pomóc, ale co mógł zrobić, jeśli stan kocicy z dnia na dzień przerodził się w czarny kaszel? Z tego, faktycznie, nie mógł jej wyciągnąć, nieważne, jak bardzo się starał - bo Barwna Łapa zrobił, co był w stanie, ale wystarczyło, że Wysoka Fala przyszłaby trochę wcześniej; odrobinę wcześniej.
Znalazłszy zimną, sztywną Wysoką Falę, wyraźnie zaduszoną własną krwią, poczuł jednak, jak jemu samemu serce podchodzi do gardła i jak huk krwi zagłusza jakiekolwiek fale mózgowe. Jakby rozpędzony potwór dwunogów wjechał prosto w Barwinka, miażdżąc mu żebra i wbijając w ziemię, wyrywając serce z piersi, odbierając dech. To nie była jego wina, ale tak się czuł. Był odpowiedzialny za klanowiczów. Za ich zdrowie, za ich życie, a teraz jedna z wojowniczek je straciła - mogła przyjść wcześniej. On powinien coś zauważyć wcześniej, przecież, gdyby...
Barwna Łapa, przytłoczony emocjami związanymi ze wszystkim, co miało ostatnio miejsce w Klanie Rzeki, pierwszy raz w swoim życiu zaczął płakać. Usiadł w szerokim rozkroku nad rudo-białymi zwłokami, wysuwając i chowając naprzemiennie pazury w miękkich poszewkach łap i zaczął najnormalniej w świecie płakać; nigdy wcześniej w swoim życiu nie uronił łzy, chociaż był tego bliski gdy znalazł martwą Księżycowy Pył. Teraz... czuł się podobnie. Zniknięcie matki. Zdecydowanej części młodszego rodzeństwa, z dnia na dzień, zniknięcie Sroki, jego własne zaniedbanie treningów - jak miał się z tym czuć? Miał ochotę zwymiotować, przez chwilę dławił się własnymi łzami, aby jednak szybko zamilknąć. Łkał chwilę w ciszy.
Potrzebował kilku minut, aby ochłonąć i wziąć się za czyszczenie ciała Wysokiej Fali tak, aby wyglądała... jakkolwiek przyzwoicie. Gwiezdny Klanie, jak on to wyjaśni? To nie była jego wina, ale tak się czuł, tak to odbierze Klan Rzeki - bał się. I czuł się źle, winny, jakby on miał krew kocicy na łapach... dokładnie tak było.
Gorzka Łapa zajrzała w dobrym momencie, aby pomóc Barwnej Łapie wyciągnąć ciało wojowniczki pod Mroźną Skałę. Terminator wyglądał tragicznie i jeśli ktoś zamierzał mu się przyglądać, widać było, że płakał. Nie zwoływał nawet zebrania, głos utknął mu w gardle, nie potrafił spojrzeć na nikogo w Klanie, na Gorycz, na martwą Wysoką. Pierwszy raz w życiu naprawdę chciał zapaść się pod ziemię.
- Niech- - przełknął ślinę, próbując powstrzymać kolejne łzy przed spłynięciem po jego policzkach. Zmarszczył brwi, próbując zignorować szczypiące oczy i ból w klatce piersiowej jaki odczuwał. To okropne uczucie które go dusiło. - Niech Klan Rzeki- zbierze się pod- pod Mroźną Skałą - nie brzmiał pewnie, nie mówił głośno, ale... chyba wystarczająco.

Mętna Łapa napisał(a):Łososiowy nos-zwiadowca wsunął się w przestrzeń, teoretycznie zarezerwowaną dla kotów z innym drugim członem imienia niż to jej. Kręcił mini-spiralki w prawo i lewo, wykrzywiając się śmiesznie i węsząc za znajomymi zapachami. Już w sumie nie aż taka najmłodsza kotka, która niedawno osiągnęła niepostrzeżenie wiek uprawniający ją do zmiany rangi, posiadaczka owego nosa, stała w wejściu – a w zasadzie blokowała wejście – do legowiska Wojowników.
W centrum Obozu nie było za ciepło i to mało powiedziane. Pojawiły się śnieżne zaspy, zresztą całego tego śniegu, który zdawał się (jeszcze za kociaka) być jakimś dobrym bohaterem opowieści, miała już powyżej dziurek w nosie i to prawie dosłownie, a biorąc pod uwagę jej rozległe i wysokie, rude jestestwo, nie wróżyło to dobrze na przyszłość. Poza tym wiało, a płatki smagały z różnych stron, irytując Mętną Łapę niemiłosiernie, szczególnie gdy przez nie obraz, który miała przed pyskiem, tracił na ostrości. Woda, zimno i chłód zdawały osadzać się na wąsach i wsiąkać w całe futro. Wywoływało to uczucia zgoła odmienne od tych, które towarzyszyły jej przy Rzece, gdy pod koniec upalnego dnia po raz pierwszy schładzały ją krople wody.
Przy Jałowcowym Gąszczu było nieco cieplej, a pół mordki Terminatorki ochraniał już strop i inne zapory. Mętna zmrużyła oczy, nie potrafiąc określić czy w jej polu widzenia ktoś siedzi, stoi czy śpi. Z wibrysów na ziemię kapały drobne kropelki, bo powstały na nich wcześniej szron, powoli się rozpuszczał.

Złoty Język napisał(a):Unosi brew, gdy Schlatt podskakuje zaskoczony. Kocisko nie mówi dużo, ale okazjonalnie się odzywa, gdy zachodzi taka konieczność. Z drugiej strony mógł zwyczajnie nie mieć okazji usłyszeć więcej niż ciche półsłowka. Parska cicho, gdy ocelocik dalej gada, chwaląc się byciem ekspertem od mówienia. Interesujące. W to Czaik nie wątpią, od razu widać, że młodzik potrafi nawijać a nawijać.
Przygląda się jak Schlatt dorysowuje kolejne rzeczy do ich obrazu. Dopiero po chwili zaczyna rozumieć co to ma przedstawiać, i ostatecznie patrzy z uznaniem na ich wspólne dzieło. Kieruje ku niemu jedno z zakończonych pędzelkami uszu, gdy mówi dalej, tym razem spokojniej. Kiwa głową; nocne spotkania brzmią w porządku nawet o tej porze, choć może dlatego, że Czaik mają znacznie grubsze futro niż większość kotów, jakie widują. Wyłapuje, że dzieło jest dla nich, na co uśmiecha się krzywo i łapą targa sierść na czubku głowy młodzika.
Wzrusza barkami na pytanie, a raczej stwierdzenie o mówieniu. Schlatt odpowiedział sobie w zasadzie sam, więc nie ma potrzeby się odzywać.
- Mjeeejśmy - odpowiada na pytanie o znajomych w ich wieku, po czym zastanawia się chwilę nad tym, co mogliby porobić. - Hn. Spaarink - mówi ostatecznie, zerkając na młodzika i przechylając głowę na bok.

dziękujemy wszystkim zacytowanym graczom za zgodę na wykorzystanie ich postów.
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości