Relacje i ich zmiany między NPC
#16
Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
Ostatnie wydarzenia nie mogły przejść w Klanie Cienia bez echa. Mimo, iż zdania na temat Psiej Gwiazdy były w Klanie podzielone, to do teraz wszystko funkcjonowało, przynajmniej z pozoru, sprawnie. Ale od momentu mianowania czteroksiężycowych kociąt na terminatorów i zawalenia się w obozie Klanu Martwego Drzewa sprawa nie wyglądała już tak kolorowo.

Klan zaczynał być coraz bardziej podzielony. Orli Szpon, niemalże całkowicie już głuchy, co zaczęło powoli wpływać na jego percepcję rzeczywistości i ilość przyjmowanych przez niego informacji, zaczął głośno popierać Psią Gwiazdę. Jako najstarszy kot w Klanie Cienia spędzał całe dnie w obozie, patrząc jak inne koty sprzątają walajace się wszędzie drzazgi i kawałki gałązek, wymyślając na głos jak to wina wszystkich tylko nie Psiej Gwiazdy, że stało się to, co się stało, i jak to Klan Cienia swoją niesubordynacją i odwróceniem się od przywódcy ściągnął na nich złość Gwiezdnego Klanu.

Choć nie tak głośno i otwarcie, wtórowali mu Wielka Stopa i Dziczy Dół, często siedząc wspólnie gdzieś z boku obozu. Przecież oczywiste było, że taką złość Gwiezdnego Klanu mogło wywołać tylko to, w jaki sposób zachowywał się cały Klan Cienia, a nie sam Psia Gwiazda, prawda? W ich mniemaniu, jako kotów często z nim rozmawiających i z którymi przywódca zbudował solidną relację opartą na zaufaniu, w zachowaniu Psiej Gwiazdy nie było nic nieprawidłowego. Nie szczędzili zatem otwartych słów poparcia w dyskusjach z innymi Klanowiczami. A kocięta Psa, zrodzone z jego krwi, przecież były wystarczajaco silne i dojrzałe by przejść trening… prawda?

Zupełnie inaczej sprawa miała się, gdy zaczęło chodzić o Klanowe kocice. Pierwszą, która zaczęła przejawiać sprzeciw względem tego, jak rządzi bury kocur, była Śpiewający Raniuszek. Na początku nieco ostrożnie, ale z każdym dniem coraz głośniej, wyraźniej i bardziej otwarcie, wykorzystując swój długi język i słowne zacięcie. Co doprowadziło do skazy na jej relacji z Orlim Szponem. Do tej pory kotka zabiegała o uznanie i dobrą relację ze swoim “ojcem”, ale teraz nie mogła uwierzyć, że ten opowiada się za działaniami okrutnego, łamiącego Kodeks tyrana. Kotka bez problemu spostrzegła, że Gwiezdny Klan kara ich za czyny Psiej Gwiazdy i to, jakie zepsucie ten sprowadził na ich Klan, jak i za jego narażanie życia czteroksiężycowych kociąt, zbyt młodych by rozpoczynać trening. Po głośnych i otwartych kłótniach z Cienistym ojcem (bardzo głośnych, biorąc pod uwagę problemy ze słuchem kocura) Śpiewający Raniuszek zadeklarowała, że dopóki nie zrozumie, jak źle rządzi Psia Gwiazda, to nie będzie się do niego więcej odzywać.

Zachowanie młodej wojowniczki wywarło wielkie wrażenie na Zgniłym Jabłku. Ta, wciąż rozczarowana postawą swojej córki, Pylącej Jabłoni, która to stała murem za Psią Gwiazdą, była od czasu ceremonii pogrążona w melancholii. Nie miała jednak w sobie tyle ikry i odwagi by, tak jak młodsza koleżanka, otwarcie stawać w opozycji do silnego, wielkiego przywódcy. Nie zgadzała się z nim jednak, również dostrzegając, że gniew Gwiezdnego Klanu był skierowany względem burego kocura. Odrobinkę zaczęło ją też frustrować nieco beztroskie podejście swojego partnera, Pchlego Grzbietu. W jej mniemaniu, sprawa była bardzo poważna i tyczyła się życia i bezpieczeństwa członków Klanu Cienia, kiedy kocur nie miał intencji opowiadać się po żadnej ze stron i po prostu wzruszył barkami na to wszystko, zamierzając dalej żyć tak jak dotychczas. Brak zgody w kwestii brania na poważnie ostatnich wydarzeń zaczął doprowadzać do wyraźnego rozłamu w relacji tej pary, nawet, jeśli się ze sobą nie rozstali. Ale w sercu Zgniłego Jabłka rodziło się coraz więcej żalu.

Jeśli natomiast chodzi o Gasnący Dech… Jej partner był jednym z większych popleczników Psiej Gwiazdy, ale ona sama nie była taka pewna, czy rządy kocura są takie dobre dla Klanu Cienia. Jej wahanie wyłapała Śpiewający Raniuszek, która zaczęła więcej z nią rozmawiać, ukradkiem przekonując ją, jak to wszystko jej winą Psiej Gwiazdy i tak to zostali ukarani zwaleniem Martwego Drzewa przez Gwiazdy Klan właśnie z powodu łamania Kodeksu Wojownika przez ich własnego przywódcę. Jej relacja z nową przyjaciółką zaczęła się zacieśniać… za plecami Wielkiej Stopy, który nic nie wiedział o tym, że Gasnący Dech zaczyna żyć w coraz większej niż wcześniej opozycji do działań ich przywódcy. Już kiedyś para miała w związku z tym scysje, dlatego teraz Gasnący Dech nie planowała wychylać się, dopóki nie była pewna swego, zamiast tego snując plany i analizując sytuację wraz ze Śpiewającym Raniuszkiem.

Cichy Deszcz, mocno sfrustrowana, że jej ograniczenia w kwestii mowy trochę utrudniają jej w pełni wyrażenie w tej kwestii własnego zdania, zaczęła częściej siedzieć u boku Śpiewającego Raniuszka, by z dumą pokazać, że i ona jest przeciwna mianowaniu tak młodych kociąt na terminatorów, co nie spodobało się Dziczemu Dołowi. Nie wiadomo jednak, jak to wpłynęło na relację obu kotów - nikt do tej pory nie był świadkiem żadnej ich dyskusji na ten temat. Najwyraźniej wszyscy czekali na to, jak sytuacja w całym Klanie dalej się rozwinie.

A jeśli chodzi o Chrabąszczowy Pancerzyk… Psia Gwiazda pewnego dnia obudził się z rozkładającym się, martwym krukiem u wejścia do swojego legowiska.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Odpowiedz
#17
Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
Drobna Grusza nie kryła ani swojego zdziwienia ani obrzydzenia, gdy Gęsia Skórka bez uprzedzenia podrzucił jej dwa obce, obco pachnące kocięta, które na pewno zostały przez niego przytargane spoza Klanu. Nawet, jeśli przypominały trochę wojownika, to ich matka ewidentnie musiała nie być stąd. Niestety, kocica wiedziona swoją nieukrywaną nienawiścią do kotów spoza Klanu Cienia, ani myślała się nimi zająć, wykarmić je albo chociaż na nie spojrzeć. Mimo, że to ona była obecnie karmiącą kocicą w Klanie Cienia.
Z pomocą przyszła Zgniłe Jabłko, która nie mogła patrzeć na płaczące kocięta - mimo, iż teraz nie miała małych, to bycie Matką na pełen etat, odchowanie wcześniej miotu i kontakt z potrzebującymi kociętami pobudził jej instynkt do produkcji mleka. Dlatego mimo odrzucenia przez Drobną Gruszę, Zgniłemu Jabłku udało się zacząć je karmić. Cała sytuacja doprowadziła jednak do poważnego i ognistego konfliktu między oboma kocicami, a to wprowadziło w kociarni bardzo napiętą i nieprzyjemną atmosferę. Zgniłe Jabłko mogła jednak liczyć na żywiołowe wsparcie Śpiewającego Raniuszka, która broniła jej przed nieprzyjemnymi słowami Drobnej Gruszy.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Odpowiedz
#18
Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
Cały klan Gromu wstrzymał oddech podczas ciężkiego porodu Trzepoczącej Łapy. Nowoprzyjęta terminatorka ciężko zniosła ciążę, a po porodzie jej stan pozostawał ciężki. Większość dni przesypiała, nie będąc w stanie aktywnie uczestniczyć w życiu jej kociąt. To jednak się zmieniło. Dzięki wysiłkom dwóch Medyczek, stan kotki powoli się poprawił. Śmiało można było stwierdzić, że jej życie nie jest już zagrożone, ale potrzebowała jeszcze trochę czasu, żeby w pełni wrócić do siebie. Wszyscy mogli dostrzec poprawę, a kocięta mogą cieszyć się spędzaniem czasu z mamą dłużej niz przez paręnaście uderzeń serca. Choć sytuacja ta powinna cieszyć, w rzeczywistości miała istotny minus - jak się okazuje, dwójka rodziców ma kompletnie inne podejście do wychowywania kociąt. Trzepoczącej Łapie nie podoba się podejście Piaszczystej Plaży do kociąt. Choć w dalszym ciągu słaba, matka zdążyła zauważyć że kocur nie ma oporów przed krzyknięciem na kocięta, czy byciem oschłym w stosunku do nich, gdy ona podchodzi do nich z ciepłem i cierpliwością. Całkiem często można usłyszeć odgłosy intensywnych kłotni między tą dwójką, jednak ostatecznie zawsze kończą w jednym legowisku, mocno do siebie przytuleni. Pytanie tylko - jak długo to potrwa?
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Odpowiedz
#19
Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
Śmierdzący Śledź od czasu porodu nie zmienił się w ogóle, można było nawet pokusić się o stwierdzenie, że rozleniwił się jeszcze bardziej. Wszystko za sprawą Nakrapianej Mordki, która z miłością podchodziła do każdego, a już w szczególności do Śledzia, którego otoczyła ponadprzeciętną opieką. Kotka po prostu lubiła dbać o innych, a samej niedawno rodząc pierwszy miot - dobrze wiedziała jakie to może być męczące. W taki oto sposób, Śledzikowi zaczęły wpadać pod pysk najróżniejsze piszczki, a nawet i darmowe dzielenie języków, przy którym nie musiał nic robić. Żyć nie umierać. Oboje nie widzieli w tym nic dziwnego, przecież Nakrapiana była taka w stronę każdego, a Śledź po prostu wykorzystywał sytuację. Wzrok Zakurzonej Ścieżki, która piekliła się po kątach jednak mógł dawać trochę do myślenia, jej partnerka w końcu zaczęła więcej czasu spędzać z nowym matkiem, niż z nią, co doprowadziło do przynajmniej trzech sytuacji, w których Zakurzona Ścieżka nieumiejętnie rozładowała swoją złość na sytuację, której nie umiała poruszyć z partnerką. Pierwszy raz wykrzyknęła nieprzyjemnym tonem, że Księżycowe Wzgórze ma się do niej nie zbliżać, "bo oberwie", poskutkowało to oczywiście tym, że starsza kocica nasyczała na młodą Wojowniczkę, a na patrol poszła sama. Druga sytuacja eskalowała między nią, a Czarnym Koniem, kiedy to największa plotkara Wichru po prostu grzecznie zasugerowała, że trzeba przynieść Śledziowi coś do jedzenia. Zakurzona najwyraźniej poczuła się tym na tyle oburzona, że wybuchnęła obrzucając Konia nieprzyjemnym spojrzeniem i paroma wyzwiskami, a potem szybko uciekła z miejsca zdarzenia. Nie było jednak mowy, że po takiej sytuacji Czarny Koń nie zaczęłaby się przyglądać trójce kotów z większym zainteresowaniem bacznie obserwując ich poczynania. Trzecia i ostatnia sytuacja eskalowała między Zakurzoną, a… Śmierdzącym Śledziem, kiedy to specjalnie przyszła do legowiska na niego pokrzyczeć, że cała ta wściekłość, którą w sobie nosi to jego wina. Zanim jednak doszło do o wiele nie przyjemniejszych scen na ratunek przybiegła Nakrapiana Mordka każąc swojej partnerce wyjść ze Splątanych Korzeni. I tak zaczęły się ciche dni. Czarny Koń jako pierwsza z kotów, które zobaczyły zaistniałą akcję nie omieszkała rozpuścić plotki o tym, że Zakurzona i Nakrapiana są na skraju rozstania się, a Śledź wychodzi dziwnie na plusie z tym wszystkim.

Złota Gęś zakochany od dawien dawna w swojej dobrej przyjaciółce Czarnym Koniu nie miał raczej wielkich nadziei na zostanie jej partnerem. Szczególnie po jej pierwszym miocie, w którym starał się odegrać rolę dobrego wujka, ale gdzieś w głębi duszy bolało go, że z jakiegoś powodu nie był odpowiedni dla kotki, by założyła z nim rodzinę. Nic więc dziwnego, że ukrywał swoje uczucia względem Wojowniczki najlepiej jak mógł i starał się nie przekraczać granic. Przynajmniej tych uczuciowych, bo nagle pewnego dnia znalazł się poza Wichrowymi i to prosto w objęciach Drucika. Wpadł na kocura przypadkiem kiedy to jak zwykle po głowie galopowała mu jedna kotka, a jak wiadomo Gęś należał raczej do tych niezdarnych. I tak oto rozpoczęła się przyjaźń dwóch kocurów, którzy zbliżyli się do siebie przez rozmowy o kotkach, które ich nie chcą.

Stres nie wpływał najlepiej na Kozią Płetwę, a kompletnie inny charakter od rodzeństwa nie pomagał jej również zrozumieć co takiego siedziało w głowie Śmierdzącego Śledzia. Czasami zdarzało się, że była wpuszczana w to zawiłe, chociaż leniwe miejsce - tak jak w tym przypadku - kiedy to została poproszona o poinformowanie dobrego przyjaciela Śledzia o tym, że przez jakiś czas nie będą mogli się razem spotykać. Krótko mówiąc: nie zgodziła się. Była nieustępliwa swojemu postanowieniu przez parę dni, bo w jej mniemaniu Śledź i Monte Christo zbyt nakręcali się do wspólnego leniwienia się. Ciekawość oraz parę pytań, które jednak miała ochotę mu zadać nie dawały jej spokoju i niedługo potem wyczekiwała kocura co jakiś czas przy Krzywym Drzewie, ale ten jakby rozpłynął się w powietrzu. Koza dostała zadanie, więc łatwo się nie poddawała, ale czas leciał, a po przyjacielu Śledzia ani śladu. Rodzeństwo zaczęło sobie zadawać pytanie: “co takiego stało się z kocurem?”.

Bławatkowa Łąka od zawsze chciała perfekcyjne życie, dlatego dawała z siebie wszystko i znosiła wszystkie niedogodności losu, by zostać tym kim sobie postanowiła. Życie pokarało ją jednak związkiem z Zajęczym Uchem, który na początku wydawał się równie perfekcyjny co ona. Pomyłka jednak sporo ją kosztowała. Dzielnie wytrzymywała każde poniżenie, które musiała przez niego przeżywać. Nie wspominając już o dzieciach. Nie mogła pochwalić się żadnym, nie mogła też powiedzieć, że jej rodzina była perfekcyjna. Jedyna skaza w jej perfekcyjnym życiu, która zaczęła się od… Zajęczego Ucha. Bławatek jednak bała się, że wyszłoby na jaw jak nieperfekcyjny związek posiadała, także dzielnie trwała u boku kocura. Czas jednak leciał, a jej wytrwałość niczym nie zostawała nagrodzona.Chciała spróbować. Ostatni raz. Ale bez udziału swojego partnera. Dlatego też, pewnego wieczornego spaceru, poinformowała go, że to jego geny są po prostu wadliwe, a ona chce kocięta, z których będzie mogła być dumna. Rozmowa była krótka, burzliwa i przyczyniła do przedwczesnego zakończenia spaceru – Zając wrócił do obozu tak wściekły, że wszyscy bez szemrania schodzili mu z drogi. W kolejnych dniach wyraźnie dało się wyczuć ciężkie, granatowe chmury nad związkiem dwójki wojowników, jednak burza nie nadchodziła. Nadeszła jednak Czarny Koń, która niechcący podsłuchała jak Bławatek marudzi na dziecinne zachowanie partnera Zakurzonej Ścieżce. Niewielki trop, ale starczył by wzbudzić zainteresowanie szylkretki i zachęcić do uważnego przyglądania tej parce.

Karpi Strumień został przyłapany przez Srebrzyste Jezioro na próbie wyprowadzenia grupki swoich kociąt z obozu, podczas gdy Kormorania Szyja spała. Oburzony, stwierdził że przecież idzie z nimi i ich przypilnuje, chce jedynie pokazać im jak się łowi. Nieprzekonane tym argumentem Srebrzyste Jezioro zgłasza sytuację Przywódcy, który dowiaduje się, że to nie pierwszy wybryk tego typu na koncie młodego ojca. Kocur przyznał się, że wcześniej próbował tez uczyć kilka kociąt pływać w wodzie gdzieś z tylu obozu,i nie uważa by było to coś złego. Zaniepokojony beztroską kocura Łabędzia Gwiazda zakazuje wojownikowi spędzać czas z dziećmi, gdy w pobliżu nie ma ich matki. Przecież jeszcze przyjdzie czas na zaprzyjaźnianie ich z rzeczną kulturą. Gdy Kormorania Szyja się o tym dowiedziała, para ostro się pokłóciła. Choć ich relacje uległy zdecydowanemu pogorszeniu, kocur dostaje od partnerki czas na widzenie kociąt, jednak czuje na sobie jej palący, wściekły wzrok, gdy dogląda ich w ciszy. Rywalizacja między Karpim Strumieniem a Srebrzystym Jeziorem weszła na kolejny poziom, gdy kocur dodał dwa do dwóch i zorientował się, że to właśnie ono na niego naskarżyło.

Trzepocząca Łapa wróciła już całkowicie do pełni sił, co jest fantastyczną wiadomością dla jej kociąt, ale nieco gorszą dla jej partnera. Para w dalszym ciągu kłóci się o sposób wychowywania kociąt, aż dochodzi do sytuacji, w której Piaszczysta Plaża dostaje zakaz zbliżania się do dzieci. Trwa to zaledwie księżyc i para ostatecznie się schodzi, ale kłótnie nie ustają, co świadczyć może o tym, że prawdopodobnie będzie to jeszcze miało miejsce w przyszłości.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Odpowiedz
#20
Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
W wyniku działań Rwącej Zawiei po obozie rozniosła się plaga zatruć, bólu brzucha, jak i, nazwyczajniej w świecie mówiąc - śmierci. Niektórym kotom objawy wystąpiły od razu, innym po dniu lub dwóch od spożycia zatrutego pokarmu. Byli też tacy, co już od pierwszej chwili zorientowali się, co się dzieje i gdzie leży niebezpieczeństwo, co pomogło im uniknąć otrucia. Jednym z takich kotów był Biały Kruk, który w mgnieniu oka powiadomił swoją partnerkę, Śpiewającego Raniuszka, i razem zaczęli informować najbliższe sobie koty o tym, by nie ruszać zwierzyny.
Niestety, za późno było dla dwójki małych kociąt Zgniłego Jabłka - dwie córki kotki, Jaszczurka i Żmijka, były jednymi z pierwszych kotów które spożyły zatruty pokarm. Niestety, ich ciała były zbyt małe i słabe by wytrzymać truciznę lub nawet doczekać do momentu ratunku. Obie zmarły niedługo po ukazaniu się objawów spożycia trucizny. Po rozstaniu z partnerką śmierć dwójki jego małych kociąt to było zbyt wiele dla Pchlego Grzbietu - kocur z własnej woli, za plecami wszystkich, najadł się zatrutej zwierzyny i jego martwe ciało zostało znalezione w krzewach za obozem. Jedynym kotem, który wie o tym, że Pchli Grzbiet intencjonalnie się otruł, jest Zgniłe Jabłko.

Dorosłe koty natomiast wykazały większą odporność na truciznę w porównaniu z dwoma malutkimi kotkami które dopiero zaczęły jeść stały pokarm. Objawy otrucia ukazały się u Gasnącego Dechu, której Biały Kruk wraz ze Śpiewającym Raniuszkiem nie zdążyli poinformować o tym, by nie jeść zwierzyny ze stosu. Na szczęście życiu kotki nie grozi niebezpieczeństwo. Intensywne wymioty pozwoliły jej pozbyć się części trucizny z żołądka, radzi sobie jednak z wielkimi bólami brzucha i osłabieniem całego organizmu, co spowodowało, że zaległa w swoim legowisku, czekając aż odzyska siły. Gorzej się miała Chrabąszczowy Pancerzyk, która niemalże straciła życie i w walce z otruciem utrzymała ją chyba tylko determinacja i siła woli. Kotka straciła przytomność niemal na dobę a jej życie wisiało na włosku. Po odzyskaniu przytomności jednak jej stan był ciężki, ale stabilny. Wyglądało na to, że odzyska zdrowie po rekonwalescencji - chociaż była szansa, że spotkają ją dożywotnie problemy z żołądkiem lub nerkami. Aroniowy Krzew tymczasem przeszedł otrucie silniej niż Gasnący Dech ale lepiej niż Chrabąszczowy Pancerzyk. Miał on nieustanne wsparcie swojej partnerki, Drobnej Gruszy, która pomagała mu sie myć jak i przynosiła mu mech nasączony czystą wodą. Dzięki jej pomocy wyglądało na to, że wojownik szybko wróci do siebie po spożyciu zatrutej zwierzyny.

Jednak nie był to koniec ofiar. Do obozu zostało przyniesione ciało Wielkiej Stopy, targane na plecach przez Białego Kruka. Na szczęście płaskopyski wojownik był na tyle silny i powstawny, by poradzić sobie z transportem zwłok kocura. Ze słów białego wynikało, że skutki otrucia dopadłu Wielką Stopę podczas polowania i znalazł jego ciało, już bez życia, na granicy Klanu Cienia z ziemiami niczyimi. Wielka Stopa nie miał żadnych fizycznych obrażeń a na pysku widać było resztki spienionej śliny, co miało potwierdzać słowa Białego Kruka. Gasnący Dech miała rozpaczać nad ciałem swego partnera, ale było w tym coś teatralnego, zwłaszcza, że nie sekretem było, iż oboje nie dogadywali się ostatnio zbyt dobrze, a kotka za plecami swojego partnera zaprzyjaźniła się ze Zgniłym Jabłkiem, Śpiewającym Raniuszkiem i Cichym Deszczem.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Odpowiedz
#21
Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
Dżdżysty Świt po księżycach w kociarni stwierdza, że w końcu czas by dołączyła do partnera w Starszyźnie. Widok kociaków sprawia jej zbyt duży ból kiedy wspomina swoje mioty. Nie nadaje się już jako Matka, jednak nie ma nic przeciwko, by dzieci czasami odwiedzały ją jak babcie w Borsuczej Norze. Czaple Pióro również nie opiera się przed zostaniem dziadkiem nowych pokoleń.

W końcu po księżycach zmagań ze samym sobą Migoczący Świetlik zdecydował się powiedzieć wszystkim, że identyfikuje się jako kocur i prawdopodobnie gdyby nie wsparcie dobrej przyjaciółki Sennej Doliny młody Matek nadal nie miałby odwagi poprosić klan o uszanowanie jego decyzji.

Czym byłby dzień bez krzyków i pisków Maleństwa (Baziego Puchu)? Dniem straconym oczywiście. Klan Gromu pewnie powinien już być przyzwyczajony do tego jaka jest kotka, ale niektórych nadal może zaskakiwać swoją osobą. Tym razem Wojowniczka znalazła się w słabym punkcie kiedy to po raz kolejny starała się poderwać Roztargnioną Myśl, który nadal niezmiennie patrzył na nią politowanym spojrzeniem. Gardłowy Ryk która obserwowała całą sytuację z daleka nie patrzyła na to jednak z politowaniem, a wściekłością. Chwilę później można było więc zobaczyć Maleństwo uciekającą w krzyku na drzewo kiedy to partnerka Myśli była gotowa wydrapać jej oczy. Powstrzymana przez Dżdżysty Świt i swojego partnera zawróciła jednak i wyszła z obozu, by ochłonąć. Można jednak spekulować, że sytuacja nie została rozwiązana, a temat kiedyś wróci. Możliwe, że boleśnie dla jednej z kotek.

Stokrotkowa Górka w końcu po księżycach opiekowania dziećmi zdecydowała się wrócić na granicę, by spotkać ojca swoich dzieci. Rozmowa z Drucikiem przebiegło w napiętej atmosferze, w której Stokrotka pierwszy raz dała upust emocjom, które się w niej kotłowały. Cicha Noc polująca w okolicy jest świadkiem całej sytuacji i niewiele myśląc po powrocie z roztrzęsioną Stokrotką do obozu, informuje o tym Danieli Trop zaniepokojona sytuacją koleżanki i jej nietypowym zachowaniem. Piaszczysta Plaża, który przypadkiem podsłuchał całą rozmowę, specjalnie zwraca uwagę Paprociowej Łapy na to wszystko, by go zdenerwować. Kocur jednak zamiast się załamać, mocno i nachalnie naciska na Stokrotkę, by ta się mu zwierzyła z tego co ją gryzie, a kiedy mu się udaje to chwilę później rozpowiada jej kociętom, że ich ojciec jest beznadziejny, więc to jego powinny uznać za rodzica. Stokrotka oczywiście próbuje znowu wyjaśnić sytuację, ale wcześniejsza kłótnia z ojcem kociąt wcale nie pomaga jej ułożyć w głowie odpowiednich odpowiedzi.

Migoczący Świetlik zostaje zaatakowany na granicy klanu przez samotniczkę, której nie umie opisać. Nic w większości mu się nie dzieje… nie licząc szyszek, którymi został obrzucony, a przez fakt, że posiadały w sobie żywicę dokleiły mu się do futra. Gdyby tego było mało wylądował również w błocie do którego został wepchnięty. Nikomu nie zdradza jednak, że zanim sytuacja się zdarzyła przeprowadzał miłą konwersację z Kapuśniaczkiem, która opowiadała mu jakąś historyjkę z jej życia. Nieprzewidywalna i zawsze idąca na całość siostra kotki - Kostrzewa - nie była zadowolona z zachowania siostry, dlatego za karę popsuła jej sympatyczne spotkanie z Gromiakiem. Kapuśniaczek przeprosiła Świetlika tylko smutnym wzrokiem i popędziła jak cień za siostrą z dala od granicy. Czaple Pióro po usłyszeniu o zaistniałej sytuacji zaczyna częściej zrzędzić na to jaki świat jest niesprawiedliwy poza ścianami obozu i zawsze porządne koty muszą oberwać po głowie, tym samym przytaczając swoje nieprzyjemne przygody z przyszłości.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Odpowiedz
#22
Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
Pora Opadających Liści nastała, ciche poranki stały się zimniejsze, ale zapewniały spokój jakich mało. Słoneczna Plamka wychodząc na poranny patrol wraz z Sarnim Kopytkiem raczej nie spodziewała się niczego co nastąpiło po tym jak dotarły na granicę z Szarymi Brzozami. Z nieba nagle zaczęły lecieć kamienie obijając im lekko ciała, oraz szyszki oblepione żywicą, które nieprzyjemnie zaczęły przyczepiać się do futra. Odpowiedzialne były za to jakieś dwie płaskie mordki siedzące na brzozach przy granicy z Rzeką. Kostrzewa i Kapuśniaczek po całej akcji zeskoczyły szybko z brzozy i pospiesznie przebiegły na drugą stronę Grzmiącej Ścieżki ryzykując życiem w imię szczeniackiego żartu.

Makabryczne i nieprzyjemne wydarzenia wśród klanowiczów Cienia raczej nie pozostawiały miejsca na żarty, a nad głowami krążyło widmo żałoby. Życie jednak toczyło się dalej i Drobna Grusza dobrze o tym wiedziała. Na swoim typowym nocnym patrolu połączonym z polowaniem dzielnie obserwowała okolicę w poszukiwaniu zagrożenia, które najwyraźniej czasami niespodziewanie potrafiło pojawić się wewnątrz klanu. Nie mogąc jednak popadać w paranoje wolała zająć się tym co robiła od kiedy została Wojownikiem. Dwie wichrowe siostry miały jednak dla niej inne plany kiedy to nagle w okolicach Syczącego Dołu jak dwie bandziorki wyskoczyły z jakiejś nory i mocnym pchnięciem wrzuciły kotkę w syczące węże. Chociaż na jej szczęście nic tam akurat nie było, ale co najadła się strachu to jej. Kostrzewa i Kapuśniaczek oczywiście jak zawsze zmyły się z miejsca zdarzenia zanim tylko ofiara zdążyła się obrócić, nie dając Drobnej Gruszy nawet szans na zobaczenie sprawców całego zajścia.

Danieli Trop na jednym ze spacerów przy Śliskich Grzbietach spotkał niespodziewaną rzecz - stos piszczek, który może jakiś ciepły nie był, ale świeże już jak najbardziej. Nie bardzo wiedząc co z tym zrobić zaczął rozglądać się za kotami, czy czymkolwiek co mogło zostawić tutaj niespodziewaną zachętę dla drapieżników. Opuszczając gardę na pół uderzenia serca nie spodziewał się jednak ataku z wody, z której wyskoczyły dwie płaskie mordki z dziwną szeleszczącą powłoką. Narzuciły na kocura owe dziwne czarne coś i przytrzymały dłuższą chwilę, przy okazji obrzucając go wszystkimi możliwymi bluzgami, śmiejąc się przy tym jak opętane. Całe szczęście nie zrobiły mu większej krzywdy. Kostrzewa i Kapuśniaczek zaczęły jednak uciekać w popłochu kiedy tylko usłyszały nadbiegające Gardłowy Ryk i Cichą Noc. Ślad po samotniczkach zaginął jak tylko przekroczyły rzekę. Stosik zwierzyny został natomiast zakopany zanim stał się potencjalnym zaproszeniem dla drapieżników.

Stokrotkowa Górka pomimo losu, który ją pokarał nadal stara się nie stracić w sobie szczęścia i wesołości jaka w niej zasiadła od urodzenia. Nic więc dziwnego, że Wojowniczka zaczęła kręcić się wokół Trzpiotki (Trzepoczącej Łapy), by spróbować ją rozweselić i pokazać, że życie nadal może być przepiękne. Często można zobaczyć jak Stokrotka słodko stara się rozbawić byłą samotniczkę, oprócz tego dbając o jej stan fizyczny z obawy, że znowu podupadnie na zdrowiu. Migoczący Świetlik oraz Senna Dolina co jakiś dołączają do Stokrotki tworząc przez to wesołą kompanię najbardziej szczęśliwych gromowych kotów.

Słoneczny Brzeg nie zmienił się praktycznie w ogóle. Nadal marzył o wycieczkach poza tereny klanu i zastanawiał się co takiego jest poza tym wszystkim co już widział. Zniknięcie większej ilości dzieci wcale go nie martwiło, ani nie dziwiło. W przeciwieństwie do Księżycowego Wzgórza. Kotka ewidentnie posmutniała już jakiś czas temu i zaczęła częściej zatracać się w obowiązkach, które wpadały jej w łapy. Najgorszym ciosem - bo wymierzonym od bliskiego kota - była jednak niespodziewana informacja od Koziej Płetwy, która powiedziała jej krótką, ale dość istotną rzecz. Jej partner podczas patrolu spoufalał się dość często z jakąś samotniczką na granicy. Jakby tego było mało nie dawał sobie przemówić do rozsądku. Księżycowe Wzgórze załamana tą informacją, bez żadnego tłumaczenia zaczęła ignorować Słoneczny Brzeg, aż w końcu wybuchła kiedy ten nie chciał dać jej spokoju i wyszedł za nią z obozu. Świadkiem całego zdarzenia została Przybrzeżna Łapa, która akurat lizała błoto, by sprawdzić różnicę między gruntem przy rzece, a tym mokrym od deszczu.

Każdy rzeczny kot, który przechodził ostatnio obok Szarych Brzóz mógł obawiać się ataku od dwóch płaski mordek. Jak się jednak okazało nie tylko złośliwe siostry upodobały sobie tę granicę. Pojawił się również nowy kocur. Obawiać się go nie trzeba (chociaż można, jeśli nie lubiło się być zaczepianym), bowiem Wabik zasiada gdzieś przy odpływie Grzmiącej Rzeki po bezpańskiej stronie granicy. Czeka tam na jakieś Rzeczne mordki, które to zachęca na połowienie z nim ryb, jako że obiły mu się o uszy same zachwyty nad ich umiejętnościami.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Odpowiedz
#23
Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
Ostatnie zmiany w Klanie Gromu nie mogły przejść bez reakcji. Po powrocie Zmierzchającej Gwiazdy i pierwszej przeprowadzonej przez niej ceremonii musiały pojawić się głosy sprzeciwu. Choleryczna Gardłowy Ryk, wzburzona zachowaniem nowej przywódczyni i lekceważeniem roli Gwiezdnych w życiu klanowym, zaczęła chodzić po obozie i bezustannie zawracać innym głowę, że wszystko to zmierza w złym kierunku. Wtórował jej Roztargniona Myśl, równie oddany przodkom, co partnerka, aczkolwiek ciężko stwierdzić, czy niewychylający się kocur przytakiwał jej z własnej woli. Tę szopkę ukrócić postanowiła Cicha Noc, wspierana przez Senną Dolinę i Dżdżysty Świt. Zmierzchająca Gwiazda została w końcu przywódczynią za zgodą Gwiezdnych, gdzie im to oceniać? Gardłowy Ryk zdaje się jednak nie akceptować tych tłumaczeń i w dalszym ciągu próbuje nakłonić innych do wzięcia swojej strony.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Odpowiedz
#24
Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
Nie można było zaprzeczyć, że Czarny Koń wraz ze Złotą Gęsią od zawsze tworzyli miłą parkę. Niektórzy pewnie nie raz spekulowali, czy dwójkę naprawdę coś łączy, kocur przecież wyglądał jakby był zakochany w swojej starszej przyjaciółce, a wychowanie kociąt szylkretki spadło na barki ich obu (chociaż większość ciężaru spoczęło na matce miotu). Koń jednak zawsze traktowała niezdarnego Wojownika jak przyjaciela i nic więcej. Jednak oczywistym było, że ceniła go oraz ich relację; nie było więc nic dziwnego w tym, że kiedy Złota Gęś spędzał coraz mniej czasu w obozie, a coraz więcej na granicach z Drucikiem, zdarzało się usłyszeć narzekanie szylkretki na całą sytuację. Marchewkowe Pole nie omieszkała w tym wszystkim wyrazić swojej opinii na temat sytuacji, nakłaniając Czarnego Konia na przeprowadzenie szczerej rozmowy ze swoim przyjacielem. Wojowniczka wyjątkowo posłuchała dobrej rady i przy najbliższej okazji podzieliła się swoimi odczuciami z kocurem. Złota Gęś zapewnił, że nic się między nimi nie zmieniło i obiecał, że postara się znaleźć dla niej więcej czasu. Czasami jednak, mimo pogodzenia, można było wyczuć niezręczną atmosferę w towarzystwie tej dwójki.

Zakurzona Ścieżka po swoim ostatnim wybuchu ukryła się przed wzrokiem kotów i przestała wchodzić w większe interakcję z tymi, którzy nie byli jej bliscy. Nakrapiana Mordka w tym czasie starała się jej przemówić do rozsądku i nakłonić do przeproszenia Śmierdzącego Śledzia jako, że nie był niczemu winien. Wojowniczka nie była najprostszym kotem, jeśli chodziło o charakter, a wstyd jaki czuła wcale jej nie pomagał. Minęły cztery księżyce zanim zdołała się w sobie zebrać, przezwyciężając w końcu negatywne emocje. Śledź ostatecznie doczekał się niezręcznych przeprosin ze strony kotki, które przyjął bez większego rozdrapywania zamierzchłej sytuacji, a nawet uraczył ją leniwym uśmiechem. Nakrapiana Mordka natomiast mogła w końcu szczęśliwie zaciągać Zakurzoną Ścieżkę w towarzystwo kotów. Obie kotki również zaczęły rozpowiadać jak dumne są ze swojej córki Dzikiego Czarta, a Jaskrową Łapę dopingują w skończeniu treningu.Jedynie Czarny Koń nie mogła czuć się częścią tego szczęśliwego zakończenia. Niechętne spojrzenie Zakurzonej Ścieżki jasno przekazywało, że wojowniczka nadal żywiła do niej uraz w związku z całą sytuacją.

Granice praktycznie codziennie mogły doświadczyć spotkań z ciekawskimi samotnikami, czy przechodniami, którzy szukali guza. Niecodziennym był ktoś proszący o konkretnego kota, a może raczej niecodziennym było żeby prośba dotyczyła Bławatkowej Łąki. Przekazując wojowniczce informację o szukającym jej kocurze, Złota Gęś nie ukrywał swojego zdziwienia, ale nie komentował tego bardziej. Reakcja kotki była jednak przerażająca; jej roztrzęsiona postawa i kompletny szok w oczach zmusiły obecnych do wezwania Niezapomnianej Łapy, by ta podała Wojowniczce zioła na uspokojenie. Zajęcze Ucho, widząc stan kotki, nie potrafił zostać obojętny i skonfrontował – jak się okazało – Kingsmana, któremu kazał odejść i więcej nie pokazywać się na granicy. Widząc całą sytuację z boku uznać można, że Wichrzak odpędził kocura. W końcu samotnik odszedł dobrowolnie i bez wszczynania awantury.
  ... jednakże w obozie nietrudno było zauważyć, że tajemniczy gość osiągnął swój zamierzony cel. Wizyta Kingsmana przyczepiła się jak rzep do myśli Zająca, który przez następne parę wschodów słońca chodził zdenerwowany, jak i również odbiła się na stanie Bławatek, która dalej była przesiąknięta stresem. Nikt jednak nie wiedział, że powodem nie był jedynie czekoladowy kocur, a także ceremonia kociąt, która miała odbyć się na dniach. Bławatek nie wierzyła, że Kingsman już nie wróci na Wichrowe granice, a w przypadku spotkania kociąt z biologicznym ojcem – spodziewała się najgorszego.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Odpowiedz
#25
Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
Każdy kto chociaż przez chwilę oglądał Stokrotkową Górkę i Paprociową Łapę może pomylić się na pierwszy rzut oka. Kocur kręci się wokół kotki bez przerwy, czasami szepcze zarzekając się nawet, że miot razem wychowywali, chociaż sama Wojowniczka zawsze zaprzecza tym wymysłom. Ostatnia sprzeczka szylkretki na granicy ze swoim niedoszłym partnerem otworzyła nową ścieżkę dla wiecznego Terminatora, który robił wszystko, by ta go zauważyła. Wszystkiego jego starania skończyły się jednak ponownie na kompletnym odrzuceniu i zirytowanej już reakcji Stokrotkowej Górki. Paprociowa Łapa opowiadając o zdarzeniu zaprzeczał o jakimkolwiek konflikcie między nimi, a jedynie nieporozumieniu, które doprowadziło do takiej reakcji. Roztargniona Myśl będąc obecnym przy wywodzie kocura nie powstrzymywał się od komentarza, w którym stwierdził, że brzmi gorzej od porannych jaskółek, które powtarzając w kółko ten sam dźwięk. Paprocia po tym zdarzeniu, nie dało się zobaczyć w obozie przez następne parę wschodów słońca.

Piaszczysta Plaża nie był raczej znany ze swojej wspaniałej osobowości i przyjaznego usposobienia. Zawsze chciał mieć wszystko robione po swojej myśli, a wszystko inne było po prostu - złe. Czy można było się w takim razie dziwić, wrogiej reakcji jaką otrzymał Migoczący Świetlik kiedy poprawił kocura, który użył względem niego błędnych zaimków? Wojownik nie był zadowolony ze zwracania mu uwagi i już po chwili do uszu obecnych na miejscu mógł dobiec wykład, jak bardzo nie ma sensu takie poprawianie skoro nie rozmawiają ze sobą na co dzień, a jemu tak naprawdę koło ogona lata cała osoba Świetlika, który był już wtedy na skraju płaczu. Dżdżysty Świt będąc na miejscu nie dała rady zignorować tego co się właśnie działo, a każdy kto chociaż kojarzył kotkę zdawał sobie sprawę, że coś się wydarzy. Chwilę później po obozie rozniósł się głośny dźwięk łapy uderzającej o pysk, a dawna klanowa Matka bez słowa zabrała Migoczącego Świetlika i odeszła zostawiając Piaska w osłupieniu na paręnaście uderzeń serca.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Odpowiedz
#26
Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
Od śmierci Psiej Gwiazdy w Klanie było... spokojniej, mniej więcej. Z dwojga złego lepsi problematyczni terminatorzy, aniżeli przywódca dyktator. Spopielona Gwiazda starała się z całych sił, by odbudować to, co zniszczył jej ojciec. Wciąż: w Klanie nadal zdarzały się zgrzyty. A zgrzyt pomiędzy Cichym Deszczem a Dziczym Dołem… ciągnął się od księżyców – i nie zniknął bynajmniej po śmierci poprzedniego przywódcy.
Dziczy Dół w dalszym ciągu sądził, że Psia Gwiazda nie zrobił nic złego, i chociaż nie mówił o tym już tak otwarcie, to wciąż czuł niesmak do swojej partnerki, która się mu sprzeciwiła. Uznał wreszcie, że dłużej tak być nie może, a ciche dni i brak kontaktu z, notabene, partnerką, wskazywały na parodię, nie związek. W niczym nie pomagał fakt, że w klanie ostała się tylko jedna ich córka, co również komplikowało ich nastroje. Podszedł któregoś dnia do złotej kocicy i przyznał wprost, że z nimi koniec. Oczywiście Cichy Deszcz nie byłaby sobą, gdyby nie zareagowała na tę nowinę agresją – w rezultacie wojownik szybko znalazł się w lecznicy, prosząc o złagodzenie bólu po ostrym plaskaczu. Nie miał jednak odwagi przyznać przed kadrą medyczną w jaki sposób dorobił się tej rany.

Przez chorobę Orli Szpon nie opuszczał wręcz lecznicy. Leżał tam dniami i nocami, nie skory nawet do rozprostowywania łap. Kazał sobie przynosić jedzenie pod nos, a wszelkie opuszczanie lecznicy, urozmaicone było jego narzekaniem i obrażaniem każdego, kto się nawinął. Nie trudno więc było usłyszeć, że chodzi się jak kretyn, że za głośno się oddycha, a za takie mocne wymachiwanie ogonem, powinno się zostać ukaranym. Jest w końcu zimno, a dodatkowe podmuchy wiatru nie były niczym przyjemnym.
Jednego dnia Płaski Nos, upolował zacną, tłustą myszkę. Stwierdził, iż jest to idealny kąsek dla starego, schorowanego gbura i na pewno umili mu to dzień. Wojownik wszedł więc do lecznicy, witając się z Orlim Szponem, dając mu pod nos upolowaną piszczę. Jakie więc było jego zaskoczenie, gdy piękny kąsek, został skrytykowany, a starszy kocur zaczął krzyczeć w niebogłosy, jak przez płaski pysk wojownika, niesiona przez niego mysz została osmarkana. Płaski Nos przejął się słowami Orlego i opuścił lecznicę ze łzami w oczach, słysząc za sobą kolejne epitety skierowane w jego osobę, a dokładniej odnoszące się do jego płaskiego pyska.
Opuścił obóz, udając się na samotny spacer. Przy Księżycowym Jeziorze natknął się jednak na kotkę - Komosowe Ziarenko. Kotka przeżyła ogromną stratę i widział, że przez ostatnie księżyce nie była najlepszej kondycji. Nieśmiało usiadł obok, trwali tak w zupełnej ciszy, czując jedynie swoje towarzystwo. Cisza choć długa, nie była niezręczna. Pierwsza odezwała się Komosa, podziękowała Noskowi na towarzystwo, nie sądząc, że takie ciche, wspólne spędzanie czasu, okaże się być dla niej czymś tak przyjemnym. Uczucie, że nie jest sama, że nie musi rozmawiać, by spędzać z kimkolwiek czasu. Doceniała to. Płaski Nos również podziękował i zaproponował wspólny powrót do obozu. Nie spieszyli się, szli, cieszyli się spokojem, który oboje teraz czuli. Nosek zaoferował, że mogą chodzić na wspólne spacerki nawet i codziennie, jeśli to tylko poprawi Komosie humor i jakkolwiek przyniesie jej spokój - zgodziła się.
Gdy tylko wrócili do obozu Płaski Nos usłyszał, że Orli Szpon zmarł jakiś czas temu… a osmarkanej myszy nawet nie tknął.

Po zaginięciu własnych dzieci, które okazały się porażką, Drobna Grusza i Aroniowy Krzew częściej wychodzili na wspólne "patrole", rozważając to wszystko, zastanawiając się, w którym momencie popełnili błąd. Podczas jednego z takich samozwańczych patroli dotarli do granicy z Ziemiami Niczyimi, gdzie ku ich zdziwieniu zauważyli Śpiewającego Raniuszka i Białego Kruka, kręcących się podejrzanie blisko terenów Klanu Cienia. Zainterweniowali natychmiast, każąc im się wynosić, a Śpiewający Raniuszek przyznała, że chcieli spotkać się z dziećmi, poznać je, skoro były w odpowiednim wieku i z pewnością zostały terminatorami. Szybko została wyśmiana przez Cienistych i cudem nie doszło do walki. Gdy dwójka samotników oddalała się od granicy, Biały Kruk od razu powiedział swojej partnerce, że był to nierozsądny plan i powinni byli rozegrać to inaczej.
Drobna Grusza i Aroniowy Krzew natomiast od razu po powrocie do obozu powiadomili o tym zdarzeniu Spopieloną Gwiazdę. Nie z przyzwoitości, nie z szacunku do obecnej przywódczyni, a ze zwykłej zawiści – w końcu tamci byli samotnikami, w przeciwieństwie do nich byli przeciw Psiej Gwieździe, a ponadto Drobna Grusza doskonale pamiętała, jak Śpiewający Raniuszek potraktowała ją po porodzie, gdy odmówiła wykarmienia kociąt Gęsiej Skórki.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Odpowiedz
#27
Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
Zabawowe trio chodziło po Wichrze już od bardzo dawna, każdy kto ich znał dobrze wiedział, że ta grupka była definicją kłopotów, posiadającą w sobie ogromne pokłady energii. A mimo to szczyt głupoty osiągnęli, kiedy Pszczeli Taniec podpuścił pozostałą dwójkę do naszczekania na stado jeleni. Polny Wiatr oraz Kwieciste Grzbiety w tym doborowym towarzystwie o konsekwencjach nie myśleli i przystąpili do działania. Łanie nie widząc nigdzie hałasujących psów, rozbiegły się na wszystkie strony - w tym także wprost na żartownisiów, których własny żart kopnął w zad i to prawie dosłownie! Całość nie skończyła się jednak tylko na tym. W momencie, w którym byk rozgryzł zagadkę nieistniejących psów, tak pogonił oba koty, że do wieczora bały się zejść z drzewa, na wypadek gdyby wrócił.
Pszczoła wyznał wszystkim w obozie, że dawno się tak nie uśmiał, Kwiatki niewyraźnie starało się przekazać jak okropnym przyjacielem jest bury; jedynie Polny wydawał się zawstydzony.

Powrót do zdrowia ukochanej przez wszystkich dwójki staruszków, był wspaniałą wiadomością. Żbikopręga jak i Klekoczący Bocian po wyjściu z Ziołowego Wzgórza, mimo licznych siwych włosów na pyszczkach, przeżywali drugą młodość. Wokół nich powiewała świeżość i energia jakiej raczej spodziewać się można było po młodo zakochanych Terminatorach. Gołąbeczki nie mogły się od siebie oderwać, cały czas gdzieś razem chodząc i zachowując się jakby znowu mieli po dwadzieścia księżyców. Nie raz dało się ich zauważyć podczas wojen na śnieżki, czy lepienia bałwana. Widok ten mógł rozczulać nawet te najbardziej zimne serca i roztapiać wszystkie zaspy śniegu.

Ciężko stwierdzić co sprawiło, że po tylu księżycach milczenia Czarny Koń zdecydowała się uchylić rąbka tajemnicy co do pochodzenia swoich kociąt. Może nie zgadzała się z padającymi w obozie komentarzami na temat kotów niepełnej Wichrowej krwi, może po prostu chciała wprowadzić trochę zamieszania kosztem swoich dzieci, a możę kierował nią jeszcze inny, mniej oczywisty powód? Bez różnicy, efekt był ten sam. W trakcie wieczornego dzielenia języków wskoczyła na skarpę obok legowiska przywódcy i oznajmiła, że cieszy się z osiągnięć swoich dzieci. Mimo niezrozumienia na mordkach obecnych kotów, kontynuowała o tym jak świetnie sobie radzą i jak wiele robią dla Wichru. Na puentę tego wystąpienia nie trzeba było długo czekać. Czarny Koń z wielkim entuzjazmem zwróciła na koniec uwagę na fakt, że jej dzieci, pomimo posiadania ojca w Klanie Rzeki, nigdy w niczym nie odstawały od tych pełnokrwistych, prawdziwych Wichrzaków.

Skoro Roziskrzona Gwiazda uznał prośbę Bławatkowej Łąki jako istotną to kryzys powinien zostać zażegnany, prawda? Dzieci kotki nie mogły wychodzić na granicę bez kogoś dorosłego, dopóki nie nauczą się walczyć, a to przecież na pewno chwilę potrwa. Okazuje się jednak, że dla Bławatek była to jedynie chwila odpoczynku przed ciągłym stresem, kiedy tylko wracały do niej myśli o Kingsmanie i jego obecności na granicach. Patrole nie zdawały informacji o żadnym kocurze, który wyglądałby jak on, a mimo to Bławatek nie potrafiła odetchnąć z ulgą.
Dzieci mogły spotkać się z jeszcze większą nadopiekuńczością ze strony rodzicielki, jako że pytania dotyczące treningu pojawiały się bez przerwy, chociaż często z ust Zajęczego Ucha. Kocur zaczął przejmować inicjatywę, bojąc się o stan i zdrowie partnerki. Niedawno jeszcze niedopuszczany do dzieci, aktualnie przejmował rolę pytającego, tak często jak potrzebowała tego Bławatek, często na jej życzenie. Sam Wojownik był dość spokojny, chociaż zmartwiony stanem kotki, którą starał się wspierać na każdym kroku, również przynosząc jej świeże jedzenie, czy biorąc na spacery blisko obozu.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Odpowiedz
#28
Wygląd
Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
Kurza Stopa znany był ze swojego wesołego podejścia do życia, chociaż spóźnialstwo i nieogarnięcie, chyba zawsze zajmowały dwa pierwsze miejsca, a mimo to tak się złożyło, że to właśnie uśmiech na mordce zesłał mu kompana, kiedy to przedzierał się przez zaspy. Pszczeli Taniec przez cały śnieg i zimno, doświadczył okropnego. Mniej chętnych kotów na pogawędki i wysłuchiwanie jego beznadziejnych wspaniałych żartów. Widok rzecznego Wojownika, tak wesołego pośród mroźnej krainy od razu do niego przemówił. Kocury zaczęły rozmawiać i spotykać się co jakiś czas, co nie umknęło uwadze Zajęczemu Ogonowi, który pokłócił się z partnerem, że ten zaniedbuje ich dzieci. Uważni obserwatorzy mogli mieć jednak nie lada zagwozdkę, jako że Zając parę wschodów słońca temu spędzał praktycznie cały czas na obserwowaniu ptaków... daleko od Chruśniaka i dzieci.
W tym czasie Lipowy Śpiew i Sarnie Kopytko starały się pogodzić skłóconych, jednak zamiast deeskalować sytuację... zrobiło się gorzej. Zajęczy Ogon obraził się na całą trójkę, a kiedy tylko jego dzieci starają się rozmawiać z dziećmi kotek od razu je rozgania i stara się odciągnąć jak najdalej od siebie, pomimo tego iż są właściwie dorosłe.

Do klanu po księżycach oczekiwać dotarła również Pipi Pończoszanka. Jak twierdzi, załatwiła wszystko ze swoim partnerem i jest gotowa zacząć nowe życie ze Słoneczną Plamką, jednak na granicach, głównie pod osłoną nocy, widoczny jest jakiś nieznajomy kocur. Ucieka, gdy tylko ktoś go dostrzeże.
Pipi w klanie Rzeki znana jest jako Fiołkowa Łapa i stara się nadrobić księżyce rozłąki ze swoimi maluchami.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
Statystyki - lvl: 0 | S: 0 | Zr: 0 | Sz: 0 | Zm: 0 | HP: | W: | EXP:
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości