Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Nic nie mógł wyczuć. Chyba on miał teraz zły dzień na jakiekolwiek polowanie lub Gwiezdni się na niego uwzieli. Jedno było pewne. Nic jeszcze nie znalazł i trochę z tego powodu był zirytowany. Jeszcze Gronostaj znajdzie więcej od niego zwierzyny i co będzie? Wyjdzie na to, że jego umiejętności łowieckie są na bardzo niskim poziomie. Eh... Nie chciał wypaść źle w oczach swojej przyjaciółki.
No nic. Jedynie co mu zostało to szukanie dalej.
Zmienił tym razem swoj kierunek. Szedł spokojnie pod wiatr i wytężył wszystkie swoje zmysły chcąc teraz cokolwiek znaleźć.
Księżyce: 111 Mistrz: Bobrzy Kieł Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Trwałe urazy: ślady pazurów na prawym barku; obroża z dzwonkiem
Poniżej przeciętnego wzrostu i o zaokrąglonej budowie; ciemnobura, tygrysio pręgowana, z bielą ciągnącą się od pyska przez przednie łapy, brzuch, tylne łapy aż do bioder i zaznaczającą końcówkę ogona. Beżowa plama pokrywająca mordkę, pomarańczowe oczy, opadnięte powieki; futro krótkie, gładkie i zadbane, wąsy opadające lekko w dół.
Nie różni się zbytnio od młodszej siebie; Gronostaj to w dalszym ciągu kotka uprzejma, a także nieco naiwna. Szybko wyrabia sobie opinię o innych kotach i z trudnością przychodzi jej spojrzenie na nich w innym świetle. Mimo łagodnego usposobienia nie jest tak cierpliwa, na jaką się wydaje, i zaskakująco łatwo zaleźć jej za skórę; zazwyczaj jest jednak zbyt pasywna, by otwarcie się komuś postawić i zbyt niepewna, by mówić o swoich uczuciach wprost, nie licząc rzadkich momentów odwagi. Nie radzi sobie ze stresem, który szybko ją przytłacza; z reguły unika konfliktów, a także często zwleka z wykonywaniem swoich obowiązków, szczególnie, jeżeli sprawiają jej trudność.
Pod skórą Gronostajowego Skoku dalej buzowała adrenalina, a myślami wciąż była przy zakopanej pod liśćmi jaskółce; nie zraziła się więc, gdy po chwili poszukiwań nie dobiegł jej żaden trop. Prawdę mówiąc, prawie nie zwróciła na to uwagi. Zamiast tego dziarsko brnęła przed siebie, jedynie podświadomie kierując się naprzeciw wiatru i manewrując pomiędzy przeszkodami. Nie była jednak szczególnie cierpliwym kotem - jeżeli nie wpadnie na coś nowego wkrótce, w końcu przypomni sobie o poprzednim gorzkim humorze. Albo o swoim towarzyszu. Jedno z dwóch.
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Bura kocica niestety dalej miała pecha. Nie dane było jej znaleźć kolejnej zdobyczy. Było pusto w okolicy, gdzie teraz się znalazła. Musiałaby poszukać jeszcze dłużej.
Płonący Las za to miał do czynienia ze zwierzyną. Za to dość podchwytliwą w upolowaniu. Była to śliczna orzesznica. Właziła na drzewo i póki nie była aż tak wysoko to nie była aż tak trudna do złapania. Także Płonący Las spokojnie mógł próbować póki miał możliwość.
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Księżyce: 111 Mistrz: Bobrzy Kieł Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Trwałe urazy: ślady pazurów na prawym barku; obroża z dzwonkiem
Poniżej przeciętnego wzrostu i o zaokrąglonej budowie; ciemnobura, tygrysio pręgowana, z bielą ciągnącą się od pyska przez przednie łapy, brzuch, tylne łapy aż do bioder i zaznaczającą końcówkę ogona. Beżowa plama pokrywająca mordkę, pomarańczowe oczy, opadnięte powieki; futro krótkie, gładkie i zadbane, wąsy opadające lekko w dół.
Nie różni się zbytnio od młodszej siebie; Gronostaj to w dalszym ciągu kotka uprzejma, a także nieco naiwna. Szybko wyrabia sobie opinię o innych kotach i z trudnością przychodzi jej spojrzenie na nich w innym świetle. Mimo łagodnego usposobienia nie jest tak cierpliwa, na jaką się wydaje, i zaskakująco łatwo zaleźć jej za skórę; zazwyczaj jest jednak zbyt pasywna, by otwarcie się komuś postawić i zbyt niepewna, by mówić o swoich uczuciach wprost, nie licząc rzadkich momentów odwagi. Nie radzi sobie ze stresem, który szybko ją przytłacza; z reguły unika konfliktów, a także często zwleka z wykonywaniem swoich obowiązków, szczególnie, jeżeli sprawiają jej trudność.
Wieść w lesie szybko się niesie - nie mogło być innego wytłumaczenia na to, że wraz ze śmiercią jaskółki cała pozostała zwierzyna Jagodowego Łanu postanowiła się ulotnić. Tak racjonalizowała to sobie Gronostaj. Co jak co, chyba nie zapomniała jak tropić zwierzyny?...
Kocica zatrzymała się w miejscu i trzepnęła ogonem, powoli wypuszczając powietrze. Po raz pierwszy od dłuższej chwili rozejrzała się za resztą patrolu, ale nie dojrzała wokół siebie ani siwej medyczki, ani płomiennego kocura. Może to i lepiej. Nie musieli widzieć, jak krąży bez celu.
Po raz kolejny ruszyła pod wiatr, oddalając się w głąb cienistych terenów.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
W końcu udało mu się coś znaleźć. Niestety ale nie było to nic specjalnego. Kolejny mały gryzoń. Nie mógł jednak długo się zastanawiać bo orzesznica próbowała wspiąć się na drzewo. Szybko przeszedł do pozycji łowieckiej kolejny raz. Zniżył swój grzbiet by zrównał się z ogonem i głową. Ugiął swoje łapy i wciągnął brzuch. Przeniósł również swój ciężar ciała na tylnie łapy.
Zaczął powoli się skradać w kierunku orzesznicy. Wcześniej sprawdzając wiatr, który wiał na razie mu na pysk. Starał się być cicho jak mysz i nie spowodować zbyt dużego hałasu. Uważnie układał łapy by po chwili zatrzymać się w bezpiecznym miejscu. Widząc gryzonia blisko korzeni drzewa, szybko zaatakował wybijając się z tylnich łap.
Z wysuniętymi szponami chciał pochwycić biedne zwierzę w swoje łapska.
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Gronostajowy Skos szybko irytowała się sytuacją w której nie może znaleźć żadnej zwierzyny. Stanęła na krótką chwilę i chyba to pomogło. Gdy ruszyła bowiem spotkała potencjalną zdobycz. Był to zdecydowanie większy ptak, nieco podobny do samicy bażanta lecz inny. Widać na nim było rdzawe i szare pręgi. Zdecydowanie wyróżniały się też jego rude policzki. Była to kuropatwa. Nie zdawała sobie sprawy z obecności kocicy. To była szansa dla Gronostaj.
Kocur się starał co zdecydowanie należy docenić. Jednakże wiatr nagle zmienił kierunek i badylarka wyczuła zapach wojownika. Płonący Las został bardzo szybko z pustymi łapami. Piszczek uciekł w natychmiastowym tempie, a chwilę później nic nie zostało.
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Niestety ale Płomyk znów musiał się obejść się smakiem upolowania badylarki. Wiatr na złość zmienił kierunek co doprowadziło do szybkiej ucieczki gryzonia. Wojownik prychnął z irytacji. Znów mu się nie udało. Miał dzisiaj gorszy dzień czy co? Przecież starał się jak najlepiej potrafił. No nic... Jedynie co mu teraz zostało to szukanie czegoś innego.
Bez dłuższego rozwodzenia się nad swym losem, ruszył dalej.
Uważnie zaczął węszyć, rozglądać się i nasłuchiwać. Liczył na to, że uda mu się coś upolować.
Księżyce: 111 Mistrz: Bobrzy Kieł Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Trwałe urazy: ślady pazurów na prawym barku; obroża z dzwonkiem
Poniżej przeciętnego wzrostu i o zaokrąglonej budowie; ciemnobura, tygrysio pręgowana, z bielą ciągnącą się od pyska przez przednie łapy, brzuch, tylne łapy aż do bioder i zaznaczającą końcówkę ogona. Beżowa plama pokrywająca mordkę, pomarańczowe oczy, opadnięte powieki; futro krótkie, gładkie i zadbane, wąsy opadające lekko w dół.
Nie różni się zbytnio od młodszej siebie; Gronostaj to w dalszym ciągu kotka uprzejma, a także nieco naiwna. Szybko wyrabia sobie opinię o innych kotach i z trudnością przychodzi jej spojrzenie na nich w innym świetle. Mimo łagodnego usposobienia nie jest tak cierpliwa, na jaką się wydaje, i zaskakująco łatwo zaleźć jej za skórę; zazwyczaj jest jednak zbyt pasywna, by otwarcie się komuś postawić i zbyt niepewna, by mówić o swoich uczuciach wprost, nie licząc rzadkich momentów odwagi. Nie radzi sobie ze stresem, który szybko ją przytłacza; z reguły unika konfliktów, a także często zwleka z wykonywaniem swoich obowiązków, szczególnie, jeżeli sprawiają jej trudność.
Widok kuropatwy okazał się miłą odmianą. Gronostaj nawet nie dostrzegła ironii tego, że po raz kolejny był to ptak. Była zbyt zachwycona rozmiarem zwierzyny - gdyby przyniosła coś takiego z powrotem do obozu, nikt nie mógłby stwierdzić, że nie umie polować!...
Nie tracąc czasu ostrożnie obniżyła ciało, zrównała ogon z kręgosłupem i przeniosła ciężar na tylne łapy. Przyczepiony do jej obroży dzwonek zamieniał skradanie się pomiędzy paprociami w większe wyzwanie, niż zazwyczaj - kocica musiała uważać, by nie zahaczyć nim o ziemię lub o inne przeszkody, jednak tym razem poruszała się o wiele pewniej, niż przy polowaniu na jaskółkę. Wiedziała już, na jak gwałtowne ruchy może sobie z nim pozwolić.
Podpełzła pod wiatr tak blisko, jak tylko mogła, uważając na grunt pod łapami i brzuchem. Chociaż szargało nią podekscytowanie, udało się jej też zapanować nad oddechem.
W końcu wybiła się w stronę kuropatwy, chcąc zaczepić pazurami o jej pióra i pozbawić ją życia ugryzieniem w szyję.
Mistrz: Wiewiórczy Skok Płeć: kotka Matka: Żołędziowa Cętka [NPC] Ojciec: Słony Wiatr [NPC] Trwałe urazy: cztery podłużne rysy po pazurach na lewym barku
Córka Żołędziowej Cętki zawsze była przeciętnego wzrostu. To nie zmieniło się z wiekiem. Jedynie jedna rzecz uległa uaktualnieniu. Z małej niewyróżniającej się kuli futra wyrosła bardzo urodziwa kocica. Jej ciało jest wyjątkowo smukłe, niesione na chudych nogach zakończonych małymi łapami. Całość pokryta jest krótkim, przylegającym do ciała futrem, o ciekawym umaszczeniu. Niemalże cała kotka ma rudy intensywny kolor przecinany przez ciemniejsze pręgi układające się w cętki po bokach. Na tym jednak się nie kończy bo niczym mgiełką w paru miejscach znajduje się czerń. Między innymi u nasadzie, końcówce ogona jak i lewym ramieniu oraz na prawej tylnej łapie. Najbardziej mocna czerń znajduje się na jej nosie idąc ku górze tworząc wzór niczym bujnego drzewa na czole kociaka. Jej niegdyś niewybarwione oczy z kolei są teraz niczym dwa ognie, soczysty i wyrazisty pomarańcz błyszczy na jej smukłym pysku. To wszystko zakończone jest małym brzoskwiniowym nosem z plamami czerni.
Rybka to jeszcze młodą istotą która przede wszystkim jest wybita z rytmu Klanowego życia. Czuje się dosyć zagubiona po długich księżycach w lecznicy. Odziedziczyła wręcz po matce swą umiejętność do bycia fajtłapą. Czasem zdarza się jej na coś lub nawet kogoś wpaść w swych powolnych ruchach jak i częstym zamyśleniu. Nie jest też jakoś wesołą i energiczną kocicą. Szylkretka to bardziej skryta w sobie i wstydliwa kotka. Obawia się wyrażania swoich opinii czy tego, że powie coś nie tak. Ma bardzo zawiłą wyobraźnię i zdecydowanie za dużo myśli. To wszystko łączy się z praktycznym brakiem humoru u Rybki. Wszystko bierze całkowicie dosłownie, a ona sama nie potrafi do niczego podchodzić z dystansem. Stąd też często bardzo się stresuje gdy weźmie coś na opak. Ma w sobie jednak ambitną duszę. Widzi w sobie te wszystkie wady i chciałaby siebie zmienić. Przede wszystkim bierze przykład ze starszych Klanowiczy i jest bardzo ambitna. Trening widzi jako coś co rozwinie ją i przystosuje do tego jakim być. Bardzo zależy jej na zdobywaniu wiedzy i zostaniu wojowniczką.
Szczęście nie było po stronie Gronostaj dzisiejszego dnia. Starała się ze wszystkich sił, ale świat był przeciwko niej. Gdy zaczęła się zbliżać nagle zmienił się kierunek wiatru. Woń burej szybko dotarła do kuropatwy, a ta zaczęła uciekać. Wzięła nogi za pas tak szybko, że nie było nawet sensu jej gonić. Szybko zniknęła z pola widzenia Gronostajowego Skoku.
Płonący Las szukał dalej zwierzyny. W pewnym momencie faktycznie wyczuł woń piszczka. Ale wymieszana ona była z odorem krwii. Kierując się dalej wreszcie ujrzał o co chodziło. Była to wiewiórka... lecz ktoś pożyczył chyba sobie jej głowę. Była bardzo martwa i bardzo bez głowy.
x | ·•● ☀ ●•· |thesky'd befallingand I'd holdyoutight and therewouldn'tbe a reasonwhy wewouldevenhave to saygoodbye |ifthe worldwas ending you'dcome over,right? |★right?★ |ifthe worldwasending you'dcome over,right? |r i g h t ?
✦
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Chodząc tak pośród traw wyczuł zapach gryzonia. Był trochę dziwny. Wydawał się taki...nieświeży i bez życia.
Tak też i było bo gdy tylko dotarł do źródła zapachu, zauważył wiewiórkę bez głowy. Obraz ten nie był apetyczny. Wręcz ochydny.
Kocur mruknął coś niewyraźnego pod nosem. Szybko się zabrał do wykopania dziury do której rzucił zwłoki a następnie zakopał. To powinno już nie przyciągać jakiś drapieżników.
Dziś wyjatko napotykał na zapach krwi, która donikąd go nie prowadziła. Może to jakiś znak? Może powinien sprawdzić jak tam się trzyma jego kumpela Gronostaj?
Postanowił więc iść w jej kierunku. Przy okazji szukając dalej jakieś o wiele ciekawszej i żywej poszlaki.
Księżyce: 111 Mistrz: Bobrzy Kieł Płeć: kotka Matka: Jaskółczy Głos Ojciec: Iglasty Grzbiet Trwałe urazy: ślady pazurów na prawym barku; obroża z dzwonkiem
Poniżej przeciętnego wzrostu i o zaokrąglonej budowie; ciemnobura, tygrysio pręgowana, z bielą ciągnącą się od pyska przez przednie łapy, brzuch, tylne łapy aż do bioder i zaznaczającą końcówkę ogona. Beżowa plama pokrywająca mordkę, pomarańczowe oczy, opadnięte powieki; futro krótkie, gładkie i zadbane, wąsy opadające lekko w dół.
Nie różni się zbytnio od młodszej siebie; Gronostaj to w dalszym ciągu kotka uprzejma, a także nieco naiwna. Szybko wyrabia sobie opinię o innych kotach i z trudnością przychodzi jej spojrzenie na nich w innym świetle. Mimo łagodnego usposobienia nie jest tak cierpliwa, na jaką się wydaje, i zaskakująco łatwo zaleźć jej za skórę; zazwyczaj jest jednak zbyt pasywna, by otwarcie się komuś postawić i zbyt niepewna, by mówić o swoich uczuciach wprost, nie licząc rzadkich momentów odwagi. Nie radzi sobie ze stresem, który szybko ją przytłacza; z reguły unika konfliktów, a także często zwleka z wykonywaniem swoich obowiązków, szczególnie, jeżeli sprawiają jej trudność.
Kuropatwa zniknęła w zaroślach w zaledwie uderzenia serca, pozostawiając sfrustrowaną wojowniczkę w tyle. Gronostaj warknęła coś pod nosem i wyprostowała się. Może czas pogodzić się z tym, że polowanie nieco ją przerasta?
Wykończona ciągiem porażek rozważała ruszenie przed siebie po raz kolejny, gdy kątem dostrzegła przebłysk znajomego futra. Odnalazła spojrzenie Płonącego Lasu i uśmiechnęła się do niego niemrawo. Czy złapał więcej, niż ona? Gwiezdni, oby nie. Takie upokorzenie! I to przed nim!...
Nie dostrzegła wyrazu jego pyska, natychmiast uznając jego obecność za sygnał, że czas się zbierać. Wojowniczka z westchnieniem ruszyła po swoją jaskółkę. Otrzepała zdobycz z ziemi i kucnęła na ziemi, uprzejmie czekając, aż Płonący Las do niej dołączy.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Nie spodziewał się, że tak szybko znajdzie żywą istotkę wśród zarośli. Niestety ale nie mógł jej tak brutalnie upolować gdyż to była jego przyjaciółka Gronostaj. Gdyby była wróbelkiem to kocur z sprzyjemnością upolowałby taki smaczny kąsek. Chociaż... Nawet jak nim nie była to wydawała się być smaczna.
Gdy bura, spojrzała się na niego, wojownik uśmiechnął się do niej szeroko. Podszedł do niej bliżej i obserwował uważnie jak wyciąga z dziury ptaszka. Płomyk westchnął i uśmiechnął się. - Dobrze wiedzieć, że poszło Ci lepiej ode mnie. Gratulację. - mruknął sympatycznie a następnie ruszył w stronę obozu razem z Gronostaj. Mimo iż nie miał ani jednego łupu to i tak miał do przekazania informacje innym wojownikom i przywódcy. Coś tajemniczego czaiło się tutaj i warto to potem jeszcze raz sprawdzić.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Zaraz po ceremonii wyprowadziła swojego brata, Lamparcią Łapę, poza obóz, bo miała z nim do pogadania od jakiegoś czasu, ale jakoś tak wyszło, że wcześniej się mijali i w ogóle, i nie mieli czasu, a raczej, Kukułka nie miała czasu do brata zagadać, ale teraz miała chwilę, akurat po ceremonii, więc uznała, że ukradnie niebieskiego na krótką rozmowę.
Gdy już odeszli kawałek od obozu obejrzała się za siebie, by zobaczyć, czy nikt za nimi czasami nie idzie, po czym odwróciła złociste spojrzenie ku bratu.
- Pewnie zastanawiasz się, po co cię tak ciągnę, co? Nie musisz mówić, wiem - rzuciła, lekko chichocząc, odnosząc się też do tego, że jej brat był niebywałą gadułą, po prostu, pysk się nie zamykał! - Z... Tońkiem wpadłam na mały pomysł. Słuchaj... Chcemy znaleźć naszych rodziców. Wchodzisz w to, nim ci powiem szczegóły? - spytała, zatrzymując się i wpatrując uważnie w Lamparta. Nie wiedziała, jak się czuł po stracie rodziców, jakoś nie wpadła na pomysł, by do niego zagadać, gdy najpierw zniknął Mknąca Zawierucha, a chwilę później Jasna Kropla, a potem jeszcze Olchowa Łapa, jakby wszyscy zamierzali ich zostawić, po kolei, zostawić po sobie tylko pustkę.
Jako jedyny ze swojego rodzeństwo posiada krótki, niebieski, utrzymujący się w ciemnych odcieniach włos. Pozbawiony jest jakichkolwiek pręg. Będzie wysokim, dobrze zbudowanym, szerokim wręcz kocurem. Ma okrągłe oczy, które obecnie są blado-błękitne, lecz w przyszłości wybarwią się na soczyście złoty kolor.
Nie odzywa się, nie zmienia wyrazu swojego pyszczka, a podczas rozmowy komunikuje się jedynie za pomocą gestów. Większość czasu spędza na obserwacji. Nie przejmuje się uwagami innych. Nie wzruszają go zachowania, które dla innych uchodzą za niestosowne. Kocha swoją rodzinę i czuje się z nią związany.
Krwawnikowy Liść, Topniejący Lód, Wróbelek
Pozwolił siostrze się prowadzić i jak tylko uznała, że to miejsce jest w porządku, wbił w nią swoje poważne, ale również nieco zaciekawione spojrzenie. Oczywiście, że chciał wiedzieć, po co go ciągnęła. Domyślał się, o co może chodzić, ale zaczekał, aż ta sama rozwieje jego wątpliwości… I, jak się okazało, właśnie o tym, o czym myślał, chciała porozmawiać. To oczywiste. Niby o co innego mogło chodzić? Oblizał pyszczek, nie będąc do końca pewnym swojej odpowiedzi. Bez wątpienia – chciał znaleźć swoich rodziców. W szczególności Jasną Kroplę, do której zawsze był najbardziej przywiązany. Choć czasami miewał wrażenie, że wojowniczka poszła na własną łapę szukać Mknącej Zawieruchy. Rzecz w tym, że zdawał sobie sprawę z tego, jak obecnie byli słabi. Byli zaledwie terminatorami, najpewniej nawet nie w połowie treningu, cóż mogli zrobić? Ich rodzice na pewno umieli więcej, byli silniejsi, wytrzymalsi, a wciąż nie znaleźli drogi do domu, zakładając, że w ogóle chcą wracać… Lamparciej Łapie bardzo zależało, żeby móc znowu ich zobaczyć, ale nie ukrywał przed sobą, że nie był na to gotowy. Na to, żeby ich szukać. Nie podobało mu się również to, że Kukułcza Łapa czekała na jego odpowiedź, zamiast od razu wyjawić te szczegóły. W czym był problem? Przecież od tego wszystko mogło zależeć, a podopieczny Tnącej Zawiei nie był kotem, który rzucał się w nieznane. Mógł uznać ich plan działania za idiotyczny i nieprzemyślany, a mógł też od razu się zgodzić. Wątpił, żeby jego siostra sądziła, że mógłby ich wydać. Nie spuszczał wzroku z czarnej kocicy. Nic nie odpowiedział. Nie kiwnął głową na zgodę, ani nie pokazał sprzeciwu. Jego spojrzenie mogło co najwyżej sugerować, że chciał wiedzieć coś więcej.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Brat nie odpowiedział od razu, ba, nie odpowiedział w ogóle, ale czego innego mogłaby się spodziewać Kukułka? Jej brat nigdy nie był specjalnie rozgadany, kto wie, może urodził się nawet niemową, bo jakoś nie przypominała sobie, żeby przy niej cokolwiek powiedział, jak się razem bawili, czy coś, ale jednak miała nadzieję, że może jakoś to skomentuje. Powie, czy jest zainteresowany, czy myślał o tym, czy mu się to nie podoba, czy uważa, że to zły pomysł, czy czuje się na siłach, by gdzieś iść, cokolwiek? Jedynie jego wzrok, tak wydawało się przynajmniej Kukułce, zdradzał, że nie jest całkowicie obojętny na to, co rodzona siostra ma mu do powiedzenia.
- No, mógłbyś powiedzieć cokolwiek, pf - odparowała natychmiast, chwilę po tym, jak zapadła między nimi cisza. Taka już była, żartowała ze wszystkiego, próbowała rozładować atmosferę żarcikami, jeśli czuła, że jest lekko napięta z jakiegoś powodu i czasami źle się to na niej odbijało, bo... nie potrafiła do końca wyczuć powagi sytuacji i momentu, kiedy nie powinna w ogóle żartować, nawet by rozładować jakiekolwiek napięcie, czy cokolwiek w tym stylu. Kiedy powinna milczeć, albo zmienić temat, albo coś, ale na pewno nie żartować. A niemowa Lamparta stała się dla niej wręcz ikoniczna, jeśli chodzi o robienie sobie z niego jaj, bo ten nigdy, ha, nie powiedział jej, że ma coś przeciwko. - Póki co, no, nie zamierzamy robić nic wielkiego, bo jesteśmy jeszcze tylko terminatorami, ale umówiłam się z Tońkiem, że chociaż poszukamy na granicach, wiesz, z innymi klanami. Czy nie widzieli nic podejrzanego, jakichś psów, czy czegoś, gdzie mogli iść, wiesz, czy ktoś widział ich w ostatnich momentach, jak jeszcze byli w klanie - przerwała na moment, by nieco się zasępić, ale potem znów lekko się ożywiła, bo nadal uważała, że ten plan, jaki miała w głowie, może się udać. I miała nadzieję, że tak będzie, że znajdą ich, żywych i zdrowych. - A potem, no, jak już będziemy umieć się bronić i w ogóle, to pomyślałam, że możnaby poszukać też za granicami. Popytać samotników... może przejść się na osiedle...? Tam jest dużo psów, może tam traifli, nie wiem, ale uważam, że... powinniśmy ich znaleźć. Wiem, że są wojownikami, wytrenowanymi, lepsi od nas w każdym calu, ale... może potrzebują pomocy? Którą mogą dostać z zewnątrz, od nas? - końcówkę wręcz wyszeptała, a nadzieję w jej głosie było słychać nadwyraz wyraźnie. Bo nadal się łudziła, że ich jeszcze zobaczy, że przed nią jeszcze wiele wspólnych wspomnień, tych radosnych, z rodzicami.