odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Końcówka burego ogona podryguje lekko. Owszem, Czubatkowa Łapa zachwycona nie była - zastój w treningu to tragedia dla młodego kota, ale tutaj dochodzi też fakt, że młoda nie potrafiła mu powiedzieć, co stało za nieobecnością Białego Puchu. Najpewniej żyła - i może nadal żyje - w przeświadczeniu, że mistrzyni się na nią wypięła. A w takim razie gniew jest jak najbardziej uzasadniony. Sam Jaśniejący Płomień czuł się skonsternowany, gdy trafiła do niego uczennica jego mistrzyni, którą od zawsze znał z pracowitości oraz sumienności w wykonywaniu obowiązków. Tyle że właśnie, on ją zna. I wyłącznie dlatego miał pewność, że Biały Puch się nie obijała, a już na pewno nie ignorowała terminatorki.
- Przydadzą jej się słowa wyjaśnienia - zgadza się, nie wnikając jednak w szczegóły swojego rozumowania. Mistrzyni nie musi wiedzieć, jak rozgoryczona była siostra Pigwy. - Zrozumie.
Uśmiecha się lekko. To zabawne, że po niezliczonych księżycach od końca treningu, ona wciąż jest wobec niego taka opiekuńcza. I jakkolwiek nie do końca wie, jak na to reagować - chyba żadne z dzieci Czerwonego Pazura nie może być przyzwyczajone do takiego traktowania, zresztą nie uważa troski o niego za potrzebną - to czuje się... dobrze. Dotychczas spięte mięśnie ukryte pod długim futrem rozluźniają się nieco, a sam wojownik czuje się lżejszy, jakby jej obecność działała jak maść na zbolałe stawy.
- Nie narzekam, wręcz przeciwnie - odpowiada szczerze. - Wreszcie czuję, że żyję. Kiedy nie miałem terminatorów albo treningi ciągle stały, nie wiedziałem, co ze sobą zrobić.
Krzywi się delikatnie na wspomnienie tamtych czasów. Powiedziałby ktoś, że zawsze jest coś do roboty i miałby rację. Rzecz w tym, że ani patrol, ani polowanie nie absorbuje na tyle, by wyłączyć myśli.
- Niemniej, będę pamiętał, dziękuję - dodaje z kurtuazyjnym skinieniem głowy, po czym lokuje poważne spojrzenie na jasnych oczach rozmówczyni. - To działa w obie strony. Masz dużo na głowie, a teraz jeszcze ta choroba, nie powinnaś się przepracowywać. - Dla podkreślenia tych słów, wykonuje zamaszysty wymach ogonem.
Uspokaja się słysząc, że Lśniąca Sadzawka nie próbowała żadnych numerów. Natomiast z kolejnymi słowami, tymi o czuciu się niepotrzebnym, potrafi utożsamić się w stu procentach. Nie spędził w połowie tak dużo czasu w lecznicy, jak Biały Puch, ledwie kilka wschodów słońca. I to wystarczy mu na długi czas, naprawdę. Ze zrozumieniem kiwa głową.
- Tak długo, jak żadnemu terminatorowi nie przychodzi do głowy zaprosić samotnika do obozu na posiłek, lubię to zajęcie - odpowiada z lekkim przekąsem, ale i humorem błyszczącym w oczach. - Bardzo dobrze wspominam trening z tobą, ale jednak lubię swobodę, jaką daje mi bycie po drugiej stronie. A jak z tobą? Jak to jest być zastępcą klanu, hm?
/sesja wygasła
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Podczas gdy jej rodzeństwo rosło wzwyż, ona zdecydowanie zwolniła. Początkowo średniej wielkości, teraz śmiało można powiedzieć, że została najmniejszą ze swojego miotu i ma zadatki na bycie jedną z najmniejszych z kociąt Trawiastej Polany i Wietrznego Dnia, ku własnej irytacji. Nie zostanie jednak zdmuchnięta przy pierwszym mocniejszym podmuchu wiatru, bo mimo, iż niska, to nie jest wychudzonym chuchrem. Jest co prawda bardziej szczupła niż pulchna, jednak jej tułów jest kanciasty, zbudowana niczym klocek, osadzony na mocnych, szerokich łapach, na których już można dostrzec rozwijające się mięśnie. Równie kanciasta jest jej mordka, trójkątna i o ostrych rysach, które wyraźnie zaznacza rozczochrane, odstające futro, o które kocica nigdy nie raczy zadbać. Jej sierść jest szorstka i w wiecznym nieładzie, odstająca w każdą możliwą stronę, przez co wygląda ona miejscami na dłuższą niż jest w rzeczywistości, barwy równie chaotycznej co jej ułożenie. Zgnilizna jest dymnym szylkretem o turkusowych ślepiach, które zdecydowanie przyciemniały odkąd wybarwiły się z kocięcego błękitu. Jej umaszczenie to mieszanka czerni, szarości, bieli i rudości, którą głównie widać w miejscu gdzie jej sierść jest krótsza i rozjaśnienie od spodu włosia nie jest tak widoczne. Gdyby ktoś się bardzo postarał, to być może byłby w stanie dojrzeć skryte na jej boku dymne, klasyczne pręgi, skryte pod tysiącem plam. Nawet nos, który na pozór wydaje się czarny, czy wibrysy sprawiające wrażenie białych, po dokładnej inspekcji okazują się być pomieszane kolorystycznie. Jedyne stabilne znaczenia na ciele kotki to niewielkie ilości bieli, osadzone na jej piersi w kształcie podłużnego rombu, brodzie, końcówce długiego ogona, lewej tylnej łapie, przedniej prawej łapie, oraz końcówkach zdecydowanie za dużych uszu, na których znajdują się ubogie pędzelki, które ledwie można takimi nazwać.
Nie jest już tak wycofana jak wcześniej, teraz nie bojąc się zabrać głosu i palnąć to co ślina przyniesie jej na język, bez wcześniejszego przemyślenia jak jej słowa mogą wpłynąć na jej rozmówców. Nie jest rozgadana, wypowiada się raczej krótko, ale dobitnie, często nieświadoma tego, że jej komentarze mogą kogoś urazić, czy też po prostu są nie na miejscu, co w połączeniu z jej niewzruszonym, chłodnym wyrazem mordki maluje obraz szorstkiego gbura... czemu nie pomaga fakt, że jest bezpośrednia i nie zawaha się powiedzieć tego co myśli. Bliższe jej osoby potrafią się jednak przebić przez jej maskę i wywołać na jej mordce uśmiech, który mimo, iż rzadki, to jednak czasami się pojawia, bo kotka jak najbardziej ma jakieś tam poczucie humoru, nawet jeżeli niekiedy bywa ono dość złośliwe, czy nawet dziwne, co nie do końca pomaga jej w nawiązywaniu nowych przyjaźni. Inna rzecz, która jej w tym przeszkadza to jej chorobliwa zazdrość, która często w niej buzuje, sprowokowana o największe głupoty, podsycając w niej negatywne emocje i potrzebę samo-idealizacji. Przeraża ją możliwość porażki, zwłaszcza na oczach innych, a jednocześnie łaknie cudzej aprobaty i komplementów, co stworzyło w niej niezdrowe tendencje do unikania pomocy i wsparcia, zamiast których zawsze wybierze samotne dążenie do celu.
Skrząca Łapa [KC]
_____________________________
Z dnia na dzień temperatury zdawały się stawać coraz to mniej i mniej dokuczliwe, a gryzące słońce coraz częściej chowało się za rozmytymi chmurami, które niekiedy pokrywały całe niebo. Pora opadających liści była coraz to bliżej, oznajmiła Trawiasta Polana dla jednej ze swych córek podczas wspólnej wizyty przy Płaczących Wierzbach. Świat się zmieniał i Zgniła Łapa mogła po raz pierwszy raz w życiu zobaczyć to na własne oczy. Zielone liście nie były już tak jaskrawe, wypalone przez słońce trawy traciły na swych złocistych barwach, a spacerki w południe nie były już tak uciążliwe. Wszystko co do tej pory znała - przemijało.
Wraz z matką przyniosły dla pogrzebanych jedynie parę stokrotek, bo tyle były w stanie zebrać w obozie na ziołowym wzgórzu - Trawiasta Polana nie była już na siłach na dłuższe wyprawy, zwłaszcza mając swój ostatni miot w tak podeszłym wieku. Zgniła Łapa jednak obiecała jej, że jeszcze dzisiaj skoczy w okolice południowej granicy, by zebrać tam więcej kwiatów. I gdy w końcu odprowadziła biało-kremową do obozu, tam też skierowała swoje kroki.
Nie musiała na szczęście iść pod samą granicę, bo jeszcze na krawędzi świszczących traw zaczęły pojawiać się sporadyczne kwiaty, tylko przybierając na ilości im dalej od obozu. Niektóre gatunki roślin obumarły już wcześniej, nieprzystosowane kolejnej pory, jednak pozostałych, wciąż w pełni życia było tu wystarczająca ilość, by zakłopotać terminatorkę wyborem. Bławatki, koniczyny i wrzosy, a to tylko niektóre z nich. No i nawet nie doszła do samej barwnej łąki. Podeszła do jednej z pierwszych lepszych roślin, nie pozwalając sobie na chwilę zawahania, od razu zniżając łeb, by odgryźć kwiecistą łodygę wrzosu, a za chwilę następną i następną. Być może powinna... zebrać część dla siebie? Wepchnąć w futro? Niektóre kotki w obozie lubiły się przyozdabiać w ten sposób. Ładne, zgrabne i delikatne. Powinna być taka jak one, jednak ta myśl przyprawiała ją o mdłości. Cofnęła się krok w tył i usiadła, wypuszczając bukiecik, pozwalając mu opaść na ziemię.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Będziesz mógł uczestniczyć w patrolach łowieckich by nie marnować swoich umiejętności, co? Więc oto właśnie uczestniczył w jednym z nich. Z Jodłową Gałązką, a jakże. Nie zdążył się jeszcze na dobre zadomowić w klanie, ale nie mógł przecież odpuścić okazji do wyjścia z obozu.
– To miejsce zapowiada się obiecująco. – stwierdził z przekonaniem, gdy przedzierali się przez kolejną łąkę. Nie miał pojęcia jak ta się nazywała i po co każdej jednej była nazwa własna, ale to mu nie przeszkadzało w niczym. – Tak czuję w kłaczku za prawym uchem, a on się nigdy nie myli w tych kwestiach. To co? Możemy zaczynać, czy ta łąka nie spełnia standardów klanowych? – trzepnął cynamonowym ogonem. Był gotowy by ruszyć już w swoją stronę w poszukiwaniu piszczek. Albo żeby podenerwować Jodłę, to też spoko.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Okej, w tym momencie zaczęła żałować wszystkiego. Jodłowa Gałązka przewróciła żółtymi ślepiami na słowa Azalii. Zdążyła już zapomnieć jaki cynamonowy point potrafił być irytujący i wyszczekany. A teraz będzie musiała z nim żyć w jednym Klanie. Ojej może jednak trzeba było mówić Lawendowej Gwieździe, żeby może się nad tym drugi raz zastanowiła? Co to będzie jeśli kocur przejdzie okres próbny a potem zostanie wojownikiem i będa musieli dzielić legowisko... oby do tej pory się ogarnął jakoś... jeśli nie całkowicie to chociaż trochę.
-Wszystkie łąki i lasy na terenie Klanu Wichru spełniają klanowe standardy -odparła- dlatego właśnie należą one do wichrowych terenów, jakbyś tego nie zauważył -oboje mogą grać w tę grę, Jodła też potrafiła powiedzieć swoje- zaczynajmy już, szkoda tracić czasu -ogłosiła wręcz a potem oddaliła się trochę od byłego samotnika -ale nie na tyle żeby stracić go z oczu- i rozpoczęła szukanie potencjalnych zdobyczy.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Niedługo po tym jak Jodła się oddaliła mogła dostrzec ciemny kształt cicho przecinający zachmurzone niebo. Jaskółka wylądowała na niewiele oddalonym, rozłożystym drzewie i rozłożyła długie skrzydło by pogmerać dziobem między piórkami.
Był zachwycony, że Jodła odpowiadała na zaczepki tak... sensownie. Co prawda szybko ucięła temat pod pretekstem polowania i tracenia czasu, ale była dość spora nadzieja, że uda się ją jeszcze rozkręcić. A Azalia miał masę czasu i okazji do wyćwiczenia w czarno-białej wojowniczce odpowiednich nawyków konwersacyjnych.
– Jasna sprawa, w końcu w obozie małe Bociana czekają na jedzonko. – przytaknął z należytą powagą. Nie miał okazji jeszcze poznać dzieciarni swojego ulubionego gołębia pocztowego, ale zamierzał to nadrobić. Przecież był przykładnym Wichrzakiem i chciał integrować klanowiczów. – Ale po polowaniu chciałbym żebyś coś mi wyjaśniła odnośnie tych klanowych standardów jeszcze. – ostrzegł ją z sympatycznym uśmiechem. Był miły, dawał jej czas na przygotowanie się do tej rozmowy.
Teraz jednak przybrał pozycję łowiecką i odbił w bok, by wypatrywać piszczek wśród traw.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Kiedy cynamonowy point zabrał się w końcu za polowanie znalezienie piszczki na łące nie było dla niego większym wyzwaniem, mimo iż robiło się już coraz zimniej. Niezbyt daleko przed sobą kocur mógł ujrzeć nieduży kopczyk, a jak się przyjrzał to mógł zauważyć, że z kopczyka coś wystawało. To był kret. Po co wyszedł z ziemi? Nie wiadomo, ale za to łatwiej go tak złapać.
Jodłowa Gałązka postanowiła na razie nie odpowiadać na słowa cynamonowego pointa. Wolała skupić się teraz na szukaniu zwierzyny. Gadaniem mogą się zająć później… chociaż chyba wolałaby nie. Azalia od zawsze potrafił szybko wyczerpać te pokłady energii czarno-białej, które odpowiadały za jej bycie towarzyską… a i tak zawsze były bardzo małe, więc Jodła nie była zbytnio towarzyska.
No, ale wracając do polowania. Córka Zwinnego Strumyka zatrzymała się kiedy ujrzała lądującą jaskółkę. Czarno-biała przybrała pozycję łowiecką i zaczęła powoli skradać się w stronę drzewa, na którym ptaszysko usiadło, starając się chować za czym tylko się dało na łączce albo zamierać w bezruchu kiedy kryjówek brakło. Pamiętała także żeby iść pod wiatr i uważać na zdradzieckie podłoże pod łapami. Jeśli udało jej się zbliżyć do drzewa to Jodłowa Gałązka wyskoczyła w górę jak najwyżej tylko potrafiła i spróbowała złapać ptaka w czarno-białe łapki z wysuniętymi pazurami. Jak dobrze, że ptak był całkiem nisko. Może nawet się uda.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
W momencie gdy kotka wyskakiwała w górę, jaskółka ją dostrzegła. Jak na rozsądną piszczkę przystało, od razu zerwała się do ucieczki, przeskakując na gałęzi poza zasięg kocich łapek. Nie czuła się już tu bezpiecznie, więc zaraz rozpostarła skrzydła by stąd odlecieć. Jodła jednak miała jeszcze szansę szybko zareagować i capnąć ptaszka, bowiem startując jaskółka zbliżyła się do ziemi i po łuku wzbijała się w górę. Starczyło ją dogonić i chwycić nim wzleci zbyt wysoko.
Nietrudno było dostrzec ciemny kopiec wśród wyblakłych traw. I nie było to też takim rzadkim widokiem, w gruncie rzeczy. To co było zaskoczeniem to wystający z niego kret. Azalia jednak nie zamierzał analizować krecich zwyczajów i prawdopodobieństwa takiej sytuacji. Może klanowe były bardziej nieostrożne, bo Wichrzacy nie odkryli, że można na nie polować, kto ich tam wie. W każdym razie cynamonowy oriental przyjął pozycję łowiecką, przeniósł ciężar na tylne łapy i ruszył pod wiatr w stronę kopca. Chciał zdążyć nim zwierzątko skryje się pod ziemią, więc stawiał dłuższe kroki. Gdy znalazł się w pobliżu celu, skoczył w stronę kreta z wyciągniętymi pazurami, licząc na bezproblemowe uśmiercenie.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Jak widać kret postanowił nie sprawiać Azalii większego problemu w złapaniu go. Zanim zdążył się pokapować, że w ogóle ktoś się do niego zbliża były samotnik miał go już pod pazurami, uśmiercając go szybko i prawdopodobnie może nawet i całkiem bezboleśnie.
Czarno-biała nie miała czasu do stracenia. Nie miała pojęcia jakim cudem nie udało jej się dosięgnąć jaskółki, ale będzie się nad tym zastanawiać później. Teraz musiała szybko ruszyć w pościg za ptaszyskiem. Jodłowa Gałązka ruszyła z miejsca bez zawahania i rzuciła się w stronę zwierzyny, mając nadzieję że złapie ją zanim ta odleci zbyt wysoko od jej pozycji.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Niestety dla wojowniczki – jaskółka kurczowo trzymała się swojej woli przetrwania, więc sprawnie wyminęła łapy kotki po raz kolejny i wzleciała na tyle wysoko, że dalsza pogoń by miała sens tylko gdyby Jodłowa Gałązka migiem wytworzyła skrzydła.
Oblizał pysk z krwi pierwszej piszczki zdobytej nie tylko wyłącznie dla siebie, a dla Klanu. Jak się z tym czuł? Czy czuł się z tym jakkolwiek? Raczej tak, chociaż nazwanie tego stanu jakkolwiek było kłopotliwe, więc zostawił sobie filozofię na wieczór. Teraz ukrył kreta w opadłych liściach i ruszył na dalsze poszukiwania zwierzyny. Nawet nie z tak podniosłych względów jak wyżywienie wszystkich obcych mu kotów, a ze zwykłej, szczeniackiej chęci pokazania się z lepszej strony. Lawendowa Gwiazda wspomniała o (nie)marnowaniu jego umiejętności łowieckich, więc chciał udowodnić, że rzeczywiście zamknięcie go w obozie aż do czasu ceremonii byłoby grzechem.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Tym razem Azalia nie trafił jednak na kolejną zwierzynę. Trafił na coś co może z daleka ją trochę przypominało, ale im bardziej zbliżał się do niej tym bardziej mógł zauważyć, że no coś było z nią nie tak. Nie poruszała się wcale. WCALE. Nawet ogonkiem nie poruszyła, a z oddali wyglądała jak taka jaszczurka. Potem jednak dało się zauważyć, że to nie jest piszczka a coś zgubione przez dwunogów co tylko przypominało wyglądem zieloną jaszczurkę bez prawej przedniej łapki. Była ona zaszyta w tamtym miejscu, żeby ze środka nic nie wypadło, więc najprawdopodobniej ktoś ją urwał. Ale… nie zmieniało to faktu, że na stos się tego nie dorzuci.
Jodła przeklęła swojego pecha pod nosem. Pierwsza zdobycz i już taki pech. No, ale cóż. Musiała z tym żyć i iść dalej, więc nie płakała nad rozlanym mlekiem tylko po prostu poszła szukać jakiejś kolejnej piszczki, która mogłaby jej się nawinąć pod łapy.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Szczęście kotce dzisiaj nie sprzyjało. Z kolejnymi krokami nie natrafiła na żadną sympatyczną piszczkę. Jedyne co mogło zwrócić jej uwagę to spore, płaskie liście o jednolicie zielonych liściach, chociaż u niektórych z nich prześwitywały lekko czerwonawe żyłki.
Azalia mógł być kotem klanowym na poważnej misji, ale nie zmieniało to faktu, że Orion bardzo lubił wszystkie ludzkie śmieci. Szczególnie te tworzone z myślą o najmłodszych, z mięciutkich materiałów i w śmiesznych kształtach. Jaszczurka bez łapki. Zdecydowanie bardziej cieszyła niż żywa jaszczurka bez łapki, którą by trzeba dogonić i dorzucić potem na stos – nie wydawało mu się by ktokolwiek rzeczywiście gustował w jaszczurzym mięsie. Przez chwilę przyglądał się z uwagą miejscu w którym grube nici pilnowały by plusz nie wydostał się na zewnątrz, ale ostatecznie chwycił delikatnie zabawkę w pysk i zaniósł do kreta by go pilnowała. Następnie ruszył na dalsze poszukiwania zwierzyny, w całkiem dobrym nastroju.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
W pobliżu nagle rozległo się ćwierkanie a potem cynamonowy point miał okazję ujrzeć w końcu jakąś kolejną piszczkę. Tym razem była to jego jakże ulubiona, pierzasta, zwierzyna. Dorodny drozd siedział sobie w pustym gnieździe, które zrobił sobie na czubku jednego z niewielu krzewów znajdujących się na łące, mając nadzieję że jego gałązki z żółknącymi liśćmi ochronią go przed wzrokiem drapieżników.
Jodłowa Gałązka nie znała się na roślinach. Nie była medyczką ani nie miała nikogo w rodzinie kto mógłby ją na jakieś rośliny wyczulić dlatego czarno-biała wojowniczka nie zwróciła większej uwagi na roślinkę i poszła dalej szukać piszczek. No… a poza tym zbieranie roślin nie było jej robotą, nie będzie wyręczać medyków w ich pracy.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Ruszyła więc dalej, wymijając roślinkę tak przydatną ostatnimi czasy w Rzecznej lecznicy, ale niestety okolica zbyt żywa w tym momencie nie była. Jeśli kotka nie uważała odpowiednio, mogła się lekko potknąć o wystający z ziemi przedmiot. Kawałek piankowatego materiału o wyblakło różowym kolorze. Jeśli zdecydowałaby się odkopać znalezisko prędko mogłaby je powiązać z ostatnim spacerem z Pszenicznym Kłosem, gdy dostała prezent o łudząco podobnym kształcie. Ten twór dwunogów również miał równe otwory od góry i jakkolwiek trudno byłoby doszukiwać się imitacji stokrotek na jego powierzchni, tak nadrabiał wściekle różową barwą tam gdzie nie dosięgało go słońce.
Drozd miał pecha, bo jakkolwiek żółknące liście stanowiłyby ochronę przed jakimś podrzędnym drapieżnikiem pokroju kuny, tak cynamonowy oriental nie dawał się tak łatwo oszukać zbliżonym barwom. Ugiął łapy, przybierając pozycję łowiecką, a następnie zaczął się skradać w stronę krzaczka, korzystając z osłony jaką gwarantowała mu okoliczna roślinność. Gdy ta przerzedziła się, zamierał w bezruchu ilekroć drozd drgnął chociaż w jego stronę. Planował jednym susem zmniejszyć dystans i strącić go pazurami z krzaka, by następnie dopaść ptasiej szyi.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
No i łatwo poszło. Normalnie bardzo łatwo. Drozd zorientował się zbyt późno o tym, że ktoś na niego poluje. Tak po prawdzie to niby pomachał trochę skrzydłami kiedy Azalia dopadł do niego swoimi pazurami, jednak nic to nie dało, nie udało mu się wyrwać i po chwili już był martwy.
Jodłowa Gałązka pewnie zostawiłaby swoje znalezisko, żeby tak sobie leżało, bo nie po to wyszła na polowanie… gdyby nie to że przedmiot praktycznie do złudzenia przypominał prezent, który dał jej Pszeniczny Kłos… tylko miał kolory, które bardziej rzucały się w oczy. Czarno-biała przez chwilę zastanawiała się co zrobić z tym fantem, który miała przed sobą… no i w końcu postanowiła schować go gdzieś w bezpieczne miejsce, żeby później zabrać go ze sobą. Jak tylko to zrobiła to poszła dalej szukać zwierzyny. Nie mogła wrócić do obozu z pustymi łapkami.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Ruszyła dalej, ale póki co zwierzyny wciąż nie było ani śladu. Jedynym elementem urozmaicającym blaknące trawsko była kępka małych kwiatów. Niskich, drobnych, o żółtym środku i licznych białych płatkach (chociaż niektóre zdawały się być różowe). Ich liście były zebrane w rozetę tuż przy samej ziemi.
Całkiem przyjemnie mu dzisiaj szło, to musiał przyznać. Schował drozda wśród opadłych liści przy pobliskim krzaczku i poświęcił parę uderzeń serca na pielęgnację futerka. Na ułożenie kłaczków, które zdążyły do tej pory się potargać i na zastanowienie ile by wypadało złapać tej zwierzyny nim przyniesie jej zbyt wiele. Ostatecznie jednak porzucił te rozważania, bo matematyka nigdy nie była jego mocną stroną i ruszył dalej wytężając zmysły i licząc na to, że szczęście go nie opuści.