Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
Za Kłującym Gąszczem, a jeszcze przed Łanem Rzepaku, znajduje się nora. Kiedy się do niej wejdzie można wyczuć jeszcze zwietrzały zapach borsuka, jednak nad ten wybija się inny zapach. Zapach Żbika, samotnika, byłego członka Klanu Rzeki. Młody kocur znalazł owe miejsce i w oczekiwaniu tutaj zamieszkał. Na samej ziemi nory znajduje się legowisko utkane z mchu, a do środka może wejść co najmniej jeden, duży kot. Nora chroni przed zimnem czy prażącym gorącem, wiatrem i innymi, nieprzyjemnymi zjawiskami natury.
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
Kocur nie robił dziś zbyt wiele. Zapolował przez chwilę, aż w końcu upolował wiewiórkę, którą mógł zjeść. Położył się przed swoją norą, aby w spokoju zjeść. Nie mógł jeszcze wrócić do klanu, po za tym nie chciał wracać do klanu bez uprzedniego przygotowania, no i z pustymi łapami. Nie był jeszcze po prostu gotowy. Moment relaksu działał kocurowi dobrze. Leżał w spokoju, jadł i myślał. Nic więcej.
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
Toń wybrał się na małą wyprawę, nie chcąc pozostawać niezmiennie w miejscu. To nie było coś, co sprawiało mu przyjemność, a im bardziej się starzał, tym bardziej doceniał to, że mógł wciąż jeszcze spacerować, że mógł oglądać piękno świata, mierzyć się z nim i po prostu się nim cieszyć. Nic zatem dziwnego, że skierował się aż w stronę Łanu Rzepaku, wspominając przy okazji dawny czas, to, co miało miejsce przed księżycami, co miało miejsce tutaj, pośród roślinności, której jeszcze nie było aż tak dobrze widać. Ostatnimi czasy wracał do przeszłości, odkrywał jednak, że o wiele lepiej pamiętał swoje dzieciństwo, niż to, co działo się później, jakby czas nabrał dziwnego sposobu na to, by biec torami, jakich nie rozumiał. Pamiętał dzień, w którym stracił ogon, pamiętał, jak Łosoś uczył go łowić ryby, pamiętał, jak Jeżyna zmusiła go do tego, żeby wsadził łapę do wody i Bratek, gdy się wygłupiali ponad miarę, nie zamierzając zatrzymywać się w miejscu. Było tego niesamowicie wiele, a on miał wrażenie, że wspomnienia atakowały go teraz nieustannie z każdej możliwej strony.
Przystanął na chwilę, wciągając głęboko powietrze, czując jednocześnie, że jego łapy są już zmęczone. Potrzebował odpoczynku, potrzebował chwili, by dojść do siebie i aż roześmiał się pod nosem, gdy zdał sobie sprawę z tego, że nie jest już tak sprawny, jak dawniej, że nie jest tym kotem, którym kiedyś był, że po prostu wszystko w nim przepadło bezpowrotnie. Nie martwił się tym zbyt przesadnie, ale miał coraz to większą świadomość tego, iż jego życie bezpowrotnie dobiegało końca. Usiadł, nie zastanawiając się nad tym zbyt mocno, chcąc po prostu zaczerpnąć głęboko tchu.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Mistrz: los
Płeć: kocur
Matka: Żołędziowa Cętka [NPC]
Ojciec: Słony Wiatr [NPC]
Partner: -
Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, blizna po pazurach na lewym barku, dziura w wardze po lewej stronie pyska
Schudło mu się trochę. Jego futro jest teraz matowe, mniej zadbane, w niektórych miejscach nawet trochę skołtunione. Mimo tego, że bury próbuje sobie je czyścić, to w koczowniczym życiu trudno o czyste ciało. Jest długowłosym, masywnym kocurem, o szerokich barkach i takim samym pysku. Ogon jest gruby i puszysty, zazwyczaj też przystrojony w różnorodne gałązki. Futro jest bure, pokryte w grubych, czarnych klasycznych pręgach. Oczy przybierają jadeitowego koloru, nie mniej jednak nie błyszczą się one jak za czasów Klanowych. Matka natura natomiast nie oszczędziła na Żbika białej farby, dzięki czemu jest obdarowany białym znaczeniem na czole w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a niżej na grzbiecie nosa znajduje się ładna, mała łezka. Ma zabarwioną na biało brodę, gdzie biała farbka przelewa się na szyję i klatkę piersiową kocura. Sięga ona gdzieś do około połowy brzucha samotnika. Końcowo - na palcach wszystkich czterech łap znajdują się białe skarpetki.
Jest cichszy, tak, ale nie skupia się już tak bardzo na swoich myślach. Stał się asertywny, delikatnie pewniejszy siebie. Może z niego wyjdą koty kiedyś. Nieufność wobec obcych kotów wryła się w jego głowę i prawdopodobnie już nigdy stamtąd nie wyjdzie. Mimo wszystko kocur jest nadal łagodny, dość przyjazny i pomocny. Zawsze poda łapę potrzebującemu, chociaż teraz łatwiej jest o wytrącenie go z równowagi. W przypadku, kiedy musi się bronić staje się dość poważny, czasami nawet można uznać, że agresywny. Stał się kotem, który woli samotność, bo cóż, został przez tą boleśnie zaadoptowany. Trudno będzie mu wrócić do życia w Klanie, chociażby z powodu tak długiej nieobecności i życia samemu. Chętnie słucha innych, nauk czy opowieści. Na pysku Żbika zazwyczaj można zauważyć powagę lub zwykłą neutralność.
Kocur odpoczywał w norze, dopóki nie dotarł do niego zapach samotnika. Co ciekawe, samotnika i ziół. Dlatego Żbik podniósł się na proste łapy i zostawił połowę z wiewiórki, aby porozglądać się za intruzem. Strzepnął delikatnie uchem i zaczął powoli iść w stronę zapachu, dopóki ten się nie nasilił i nie zobaczył siwiejącego, burego kocura, samotnika. To tutaj też zapach ziół się nasilał, na co kocur delikatnie zdezorientowany, ale również zainteresowany strzelił uchem. Przez chwilę obserwował z krzewów samotnika, po czym wyszedł z ukrycia.
Skinął mu delikatnie łbem i przez chwilę milczał.
- Dzień dobry. Ja, um, wyczułem od ciebie zapach ziół? Mogę się mylić, dawno nie miałem styczności z medykamentami, ale mogę się dowiedzieć dlaczego? - zapytał się, po czym strzepnął głową na boki. Gdzie jego kultura, uh.
- Jestem Żbik. Kiedyś należałem do Klanu Rzeki, i... jesteś głodny?
W związku z tym, że kocur wyglądał na starszego wiekem, nawet na takiego, który już może być w starszyźnie, Żbik zadecydował zwracać się do niego tak, jakby był w Klanie, jakby był już rangą w starszyźnie.
xxxxxxxx•Run boy run!Thisw o r l dis notmadefor you• Run boy run!They'retryingto catchyou xxRun boy run!Runningis avictory - ̗̀ Run boy run!Beauty lays behindthe hills ̖́-
Toń wyrósł, jednak nie jest wcale potężnym kotem. Wielkości bez dwóch zdań dodaje mu gęste, prążkowane futro przetykane białymi znaczeniami, które okala całe jego ciało. Całe? Niemalże. Tam, gdzie kiedyś pysznił się jego ogon, pozostał obecnie jedynie niezbyt apetyczny kikut, który porasta tę część skóry niewiele jeszcze włosów - jakby w ogóle nie chciały się tutaj przyjąć. Ten brak włosów z całą pewnością rekompensują mu całkiem ładne bokobrody i długie, śmieszne włosy, jakie wyrastają przy jego uszach, nadając mu nadal nieco komiczny, nieco starczy wygląd. Przez to, że ów uszy są wywinięte pod dziwnym kątem, jego mordka, choć już wyraźnie dorosła, nadal sprawia wrażenie nieco zdziwionej, jakby kocurek nieustannie miał uniesione brwi i spoglądał na świat z pewną dozą niedowierzania. Oczy zdążyły się już wybarwić i mają teraz kolor zielony, wpadający w złoto, a może orzech, wszystko zależy od tego, jak akurat padnie na niego światło.
Wielka tragedia, jaka dotknęła go wkrótce po mianowaniu na terminatora, wcale go nie zmieniła, ba!, być może dodała mu jeszcze więcej optymizmu. Po czasie załamania, gdy witał się już wręcz z Gwiezdnym Klanem, stał się o wiele silniejszy, pogodniejszy i wszystko co złe niszczy swym wyśmienitym humorem. Stał się również wspaniałym bajarzem, lubi zmyślać i bujać w obłokach, tam ma swój perfekcyjny, niesamowity świat pełne magii i czarów, których chociaż nie zna, umie sobie je wymyślić. Nie stąpa twardo po ziemi, zdaje się raczej ponad nią unosić. Lekko i zwiewnie. Czasem jedynie zdarzają mu się chwile melancholii, gdy wspomni się w jego obecności nie to, co by wypadało, sięgnie się tam, gdzie boli.
To, że nie był tutaj sam, było dla niego dość oczywiste. Wydawało mu się od dłuższej chwili, iż ktoś mu towarzyszy, był jednak za stary na to, by wykonywać jakieś nieprzemyślane, niesamowicie gwałtowne ruchy, tak więc po prostu czekał na to, co się wydarzy, czekał na to, co może go spotkać, a jednocześnie liczył się z dosłownie wszystkim. Nie był naiwny, trzeba to przyznać, przeżył już zbyt wiele, by z góry zakładać, że nic nie może się wydarzyć, że nic nie może spaść na jego łeb, że nikt nie może go zaatakować dla własnej przyjemności. Niemniej jednak obserwował spokojnie kota, który ostatecznie wyszedł z ukrycia, żeby się z nim przywitać i w zdziwieniu uniósł brwi, jednocześnie poruszając nieco swymi śmiesznymi, wywiniętymi uszami.
- Dzień dobry - odparł, wciąż zastanawiając się, jak doszło do tego, że pierwsze, co zostało rozpoznane, to zapach ziół, ale najwyraźniej trzymając część z nich w swojej norze, musiał nimi faktycznie presiąknąć, co nieznacznie go bawiło, ostatecznie bowiem w tej chwili musiał przypominać medyka, którym nigdy nie był, ale kiedyś marzył, że może się nim stać dla innych samotników. Ach, ulotne marzenie!
- Nie, dziękuję, nie jadam już tak dużo. Jestem Tonące Słońce i owszem, możesz czuć zapach ziół, bo kilka z nich nazbierałem. Czyżbyś się na nich znał? - odpowiedział, zawieszając nieco głos na koniec swojego pytania.
SEETHEWORLDINGREENANDBLUE seeChinarightinfront of you seethecanyonsbrokenbycloud see thetunafleetsclearingtheseaout see the Bedouinfiresat night seetheoilfieldsatfirstlight
Księżyce: 106
Mistrz: XDD
Płeć: kotka
Partner: twoja stara
Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106
Mistrz: XDD
Płeć: kotka
Partner: twoja stara
Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Pamiętała tak, jakby to było wczoraj jak jej pieprznięta kuzynka pogoniła ją i Ciemkę przez rzekę, tutaj, przy Króliczych Norach. Przy Grzmiącej Ścieżce. Musiała wracać naokoło, z zakrwawioną mordą i cała mokra, zziębnięta. Och, żałowała, że nie szukała po tym Ryk; że się na niej nie zemściła tak, jak tego chciała.
Bobrzyca prychnęła na tą myśl sama do siebie, krocząc przez śnieg wymieszany z błotem. Krew ciekła jej leniwie z nosa po tym, jak zając zasadził jej kopniaka w mordę.
Powróciwszy do lasu ciężko było nie słyszeć o szajbusie zwanym przez innych Szkiełko. Na osiedlu też coś o nim słyszała. Samozwańczy wróżbita, kaznodzieja? Potrafił przepowiedzieć przyszłość? Proszę bardzo, zobaczymy, co potrafił.
Bóbr poprawiła chwyt na napoczętym już przez nią truchle zająca w zębach i krążyła, rozglądając się za rudym, dziwnookim kocurem. Za Szkiełkiem. Może ją rozbawi.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Mała, smukła kotka o drobnej budowie i dużych, zielonkawych oczach. Ślepia zdają się wręcz emanować ciepłem, wewnętrznym spokojem, życzliwością, w jej przypadku całkowicie odzwierciedlając duszę. Szaro-bura, raczej krótsza, niż dłuższa sierść przeplatana jest ciemniejszym futerkiem, tworzącym tygrysie pręgi. Najwyraźniejsze na mordce, ozdabiają ją wraz z wąsami. Jaśniejszy odcień szarości przyjmują końcówki łapek, podbrzusze oraz pyszczek. Spośród innych może wyróżniać ją lewe, ciemniejsze ucho, dzięki któremu łatwo rozpoznać jej sylwetkę z daleka.
Zmienna. To słowo powie o niej najwięcej. Trzyma się jednak ustalonych przez siebie zasad, podążając od dawna znaną ścieżką. Bez względu na wszystko pozostanie lojalna, szczera, lecz nie do bólu i ciepła, chociaż czasem tylko w głębi serca. Bywa zdystansowana, ironiczna, chociaż to jedynie pozory. Wynikają z faktu, że kotka jest nieufna i nie chce zostać zraniona. Często 'gra' kogoś innego, zazwyczaj, gdy przebywa wśród obcych. W obozie jest po prostu sobą - oddana, pomocna, ale pozostająca na uboczu. Woli słuchać niż się wypowiadać, częściej milczy, odpływając w świat własnych przemyśleń. Zdecydowanie można na niej polegać, wiedząc że dotrzyma danego słowa.
Mętna Łapa [krz], Mała Łapa vel Huba [kw]
Zobaczyła ogon. Rudy, i gdyby nie ten kolor, mógł robić za jedną z gałązek brunatnego, poszarzałego krzewu, pokrytego w dużej mierze cienką warstewką wczorajszego śniegu. Ogon pozostawał nieruchomy. Sprawiał wrażenie doklejonego do zastanego obrazka. Jakby nie miał właściciela. Moment dłużył się w nieskończoność, jakby jakaś nienazwana siła zatrzymała przepływ czasu w okolicy Nory Borsuka, jeszcze nie tak dawno zamieszkiwanej przez byłego członka Klanu Rzeki.
Nagle ogon lekko drgnął, a zaledwie pół uderzenia serca później między wynędzniałymi konarkami rozbłysła zieleń. Bynajmniej nie zabłąkanego liścia, a zieleń zaplamiona czarną, rozszerzoną źrenicą. Zieleń oka. Jednego.
kiedy leżę nie nadaję się do wstania
leżenie zapuszcza korzenie
nie wierzę w poruszanie się
zawsze do wyrwaniazielony
Księżyce: 106
Mistrz: XDD
Płeć: kotka
Partner: twoja stara
Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
Księżyce: 106
Mistrz: XDD
Płeć: kotka
Partner: twoja stara
Trwałe urazy: głęboka szrama idąca od lewego policzka, przez żuchwę, do mniej więcej połowy szyi; gęste, ale krótkie ślady po pazurach nad nosem; poszarpane uszy; cienka blizna przechodząca przez prawy łuk brwiowy, urwana tuż nad górną powieką, ciągnąca się dalej przez policzek, rozcinająca wargę; ciągnie się prawie do żuchwy
ogromna, masywna czekoladowa szylkretowa z bielą; złote oczy; dużo blizn | KP
communal girlfriend; enigmatyczna, surowa, okrutna wobec słabszych jednostka z tendencjami socjopatycznymi, zapędami sadystycznymi, kompleksem boga i zamiłowaniem do ładnych kotek
Zobaczyła. I wpatrywała się w ogon przez dłuższą chwilę, mrużąc oczy i myśląc, wyraźnie myśląc nad czymś. Kusiło ją na ten ogon nadepnąć i zobaczyć reakcję właściciela, bo teraz nie wątpiła, że za tymi krzewami znajduje się jakiś kot. Może i ten, którego szukała? Uniosła brwi i podeszła nieco bliżej, wyszukując się pomiędzy cierniami faktycznej, kociej sylwetki.
I zobaczyła. Zielone oko. Drugie... szklane. Nawet nie niebieskie, czy szare - było zrobione ze szkła, a Bobrzy Kieł na ten widok uniosła brwi. Obeszła krzew tak, aby znaleźć się tuż przed rudym kotem z nadzieją, że ten nie zwieje. Puściła zająca, a ten upadł głucho u jej łap; przytrzymała go jedną z nich, wpatrzona w... Szkiełko.
- Psia mać, mówili, że masz oko ze szkła, ale nie wierzyłam. Ty jesteś Szkiełko? To zrób swoje czary mary i wyczytaj mi przyszłość z trupa, jeśli łaska - rozbaw mnie, chciałoby się powiedzieć.
───────────────────
na co dzień jestemxx,,dość s p o k o j n a lekarzxxx,,xmixx,,xxpomaga gdy wpadam czasem w depresyjne stany elektrowstrząsyx,lubx,hipnoza złoty lek na wszystko - pr•zac i znówxxsnuć mogęxxeuforyczne plany o wyzdrowieniu szybkim marzę jak wyjdę jeszcze wam pokażę
nie znasz dnia ani godziny ZNAMxxJE xxTYLKOxxJA
───────────────────
Troszeczkę się zawędrowali! Wiatr świadomie opuścił tereny Klanu Gromu, wyraźnie i otwarcie uprzedzając o tym Gadożer. W końcu nie miał interesu jej oszukiwać, nie ważne jak bardzo chciał ją zabrać na wycieczkę i pokazać to, że rzekomo - coś! tu jest. Nie wiedział jeszcze co, ale słyszał od innych, że cokolwiek to jest - jest to dziwaczne. - Wygląda jak taki wielki ubity śnieg, ale ma twarz jak dwunogi! - powiedział wesoło, posyłając jej krótkie spojrzenie. - Póki co nie słyszałem, żeby ktoś z nimi coś robił, ale... ale je widzieli, więc możemy spróbować się im przyjrzeć, co nie?
Nie musieli się nazbyt zbliżać, gdyby ta się miała bać. Obserwowanie z daleka nie brzmiało w każdym razie groźnie!
Przeciętnego wzrostu wiotka i mizerna niebiesko-kremowa szylkretka z bielą. Krótkie futro jest tygrysio pręgowane. Ślepia w złoto-zielonej barwie z intensywniejszą pomarańczową zewnętrzną aureolą.
Upór i wytrwałość to dwie cechy, którymi można idealnie opisać Gadożer. Dzięki tym oto cechom przetrwała, coś, po czym większość kotów mogłaby się załamać. Tak samo jak matka lubi mieć kontrolę nad sytuacją, w której się znajduje. Lubi mówić, a właściwie dyskutować na różne tematy roztrząsać je i składać w inną całość całą dyskusję, ale tylko z odpowiednimi kotami oczywiście. Sprawia to że gdy ktoś usłyszy taką dyskusję, może od razu stwierdzić, że kocica jest zmienna jak wicher, co chwila, zmieniając stronę, którą argumentuje lub podważa. Tak jednak nie jest, Gadzina takie dyskusje traktuje jak swego rodzaju umysłowe wyzwanie, a nie wybór strony. Nie potrafi jednak odnaleźć się w kontaktach między kocich. Lubi, a jednocześnie boi się swobody, którą zyskała wraz z wyjściem z lecznicy. Jest aż nazbyt świadoma własnej delikatności, większość jej kompleksów opiera się w końcu na tym, że nigdy nie doścignie zdolności innych kotów w swoim wieku. Kompleksy te przejawiają się w zazdrości. A Gadzina zazdrości wielu rzeczy. Jeśli jednak chodzi o sprawę dla siebie ważną, jest skłonna zignorować własną delikatność, narażając się przy tym własnemu organizmowi. Jeśli chodzi o bardziej pozytywne cechy Gada, to na pewno jest to jej cierpliwość i niechęć do oceniania. Najgorszy jest jednak z pewnością jej strach przed powrotem choroby, jak gdyby czaiła się ciągle gdzieś, tylko czekając, by wysłać ją do lecznicy na kolejne długie księżyce.
głuszec [wicher]
To było pierwsze wyjście Gadożer poza tereny klanu gromu. Pomijając fakt że musiała szybciej niż zwykle przebierać łapami, ze względu na długie łapy kocura. Powróciła ostrożność kocicy, taka sama, jak przy jej pierwszym wyjściu z obozu. Gdy Wiatr jej powiedział, gdzie idą, zawahała się, nad powrotem, albo zasugerowaniem innego miejsca... ale potem kocur wspomniał o "czymś". Czymś dziwnym, niezbadanym i nienazwanym co właśnie kocur opisywał. Nie mogła zignorować rozbudzonej w ten sposób ciekawości. - może jest nieagresywny?
Prawda jest taka, że nigdy nie widziała dwunoga. Ale słyszała o zwierzętach, które ignorowały obecność kotów. - możemy się przyjrzeć, jeśli uznamy, że jest niegroźny, zawsze można podejść bliżej.
And if I hadtheanswersId havewrittenthemout ⸺〔SoIcouldtellyouwhat to doand what this thing is about〕⸺ But allIveeverlearnedcomessecond hand And I darenotpreach whatIdontunderstand YOUandIwe share the same disease ꧁Cover up,compromisewhat we grieve ꧂
- Oby! No, ale nie przekonamy się póki nie sprawdzimy! - zaśmiał się cicho, robiąc pierwsze kroki w kierunku nieznanej, licząc na to że zaraz na dziwnego stwora wpadną. Rozglądał się w tym czasie na boki, węsząc w powietrzu za tym czymś - może ma to swój własny zapach? - Myślisz, że zna naszą mowę?
Zarzucił w jej stronę, odwracając delikatnie pysk. Jeśli nie, trudno... a jak tak, może powie im coś ciekawego?! Kim jest i skąd się tu wziął?!
Przeciętnego wzrostu wiotka i mizerna niebiesko-kremowa szylkretka z bielą. Krótkie futro jest tygrysio pręgowane. Ślepia w złoto-zielonej barwie z intensywniejszą pomarańczową zewnętrzną aureolą.
Upór i wytrwałość to dwie cechy, którymi można idealnie opisać Gadożer. Dzięki tym oto cechom przetrwała, coś, po czym większość kotów mogłaby się załamać. Tak samo jak matka lubi mieć kontrolę nad sytuacją, w której się znajduje. Lubi mówić, a właściwie dyskutować na różne tematy roztrząsać je i składać w inną całość całą dyskusję, ale tylko z odpowiednimi kotami oczywiście. Sprawia to że gdy ktoś usłyszy taką dyskusję, może od razu stwierdzić, że kocica jest zmienna jak wicher, co chwila, zmieniając stronę, którą argumentuje lub podważa. Tak jednak nie jest, Gadzina takie dyskusje traktuje jak swego rodzaju umysłowe wyzwanie, a nie wybór strony. Nie potrafi jednak odnaleźć się w kontaktach między kocich. Lubi, a jednocześnie boi się swobody, którą zyskała wraz z wyjściem z lecznicy. Jest aż nazbyt świadoma własnej delikatności, większość jej kompleksów opiera się w końcu na tym, że nigdy nie doścignie zdolności innych kotów w swoim wieku. Kompleksy te przejawiają się w zazdrości. A Gadzina zazdrości wielu rzeczy. Jeśli jednak chodzi o sprawę dla siebie ważną, jest skłonna zignorować własną delikatność, narażając się przy tym własnemu organizmowi. Jeśli chodzi o bardziej pozytywne cechy Gada, to na pewno jest to jej cierpliwość i niechęć do oceniania. Najgorszy jest jednak z pewnością jej strach przed powrotem choroby, jak gdyby czaiła się ciągle gdzieś, tylko czekając, by wysłać ją do lecznicy na kolejne długie księżyce.
głuszec [wicher]
Kocur zaskakiwał ją na każdym kroku swoją pozorną nieostrożnością. Jak gdyby zupełnie się nie przejmował, że w każdej chwili jakieś niebezpieczeństwo może na nich wyskoczyć. Gadożer powoli kroczyła za nim, choć musiała szybciej przebierać łapami ze względu na różnicę wzrostu.
Jej zmysły były dużo lepiej rozwinięte niż jej siła fizyczna, więc nastawiła uszu, węszyła i rozglądała się po okolicy, szukając tego czegoś... i potencjalnych zagrożeń. - Nie wiem.
Jeśli to coś znało koci, to mogli się dowiedzieć całkiem sporo, z drugiej strony skoro koty nie wiedziały czym to jest to czy znałoby to koci? Z jeszcze jednej strony myszy, lisy i tym podobne miały do czynienia z kotami, a kociego i tak nie znali.
To było zagmatwane.
And if I hadtheanswersId havewrittenthemout ⸺〔SoIcouldtellyouwhat to doand what this thing is about〕⸺ But allIveeverlearnedcomessecond hand And I darenotpreach whatIdontunderstand YOUandIwe share the same disease ꧁Cover up,compromisewhat we grieve ꧂
- Byłoby całkiem fajnie, gdyby tak! Pomyśl sobie, ile rzeczy mógłby nam powiedzieć. Choćby...! Uhhh... umm... - z ciekawych rzeczy - trudno było coś wymyślić. Stąd też moment czekał, aż jakiś super pomysł wpadnie mu do głowy, ale nie, nie było nic. - No, mógłby nam po prostu mówić dużo!
Idealne wyjście z sytuacji. Stając w obliczu śnieżnego potwora, na moment ugiął się na łapach. Posłał krótkie spojrzenie Gadożer. Był ogromny! Dużo większy niż oni razem wzięci. - Ekhm... Dzień dobry, śnieżny panie! - zamruczał zaraz, wzrok przenosząc na bałwana. - Przychodzimy w pokoju, chcieliśmy się dowiedzieć kim jesteś!
Uśmiechnął się, najweselej jak potrafił. Potem znów spojrzał na koleżankę, jakby prosił by ta też go zachęciła do mowy.
Przeciętnego wzrostu wiotka i mizerna niebiesko-kremowa szylkretka z bielą. Krótkie futro jest tygrysio pręgowane. Ślepia w złoto-zielonej barwie z intensywniejszą pomarańczową zewnętrzną aureolą.
Upór i wytrwałość to dwie cechy, którymi można idealnie opisać Gadożer. Dzięki tym oto cechom przetrwała, coś, po czym większość kotów mogłaby się załamać. Tak samo jak matka lubi mieć kontrolę nad sytuacją, w której się znajduje. Lubi mówić, a właściwie dyskutować na różne tematy roztrząsać je i składać w inną całość całą dyskusję, ale tylko z odpowiednimi kotami oczywiście. Sprawia to że gdy ktoś usłyszy taką dyskusję, może od razu stwierdzić, że kocica jest zmienna jak wicher, co chwila, zmieniając stronę, którą argumentuje lub podważa. Tak jednak nie jest, Gadzina takie dyskusje traktuje jak swego rodzaju umysłowe wyzwanie, a nie wybór strony. Nie potrafi jednak odnaleźć się w kontaktach między kocich. Lubi, a jednocześnie boi się swobody, którą zyskała wraz z wyjściem z lecznicy. Jest aż nazbyt świadoma własnej delikatności, większość jej kompleksów opiera się w końcu na tym, że nigdy nie doścignie zdolności innych kotów w swoim wieku. Kompleksy te przejawiają się w zazdrości. A Gadzina zazdrości wielu rzeczy. Jeśli jednak chodzi o sprawę dla siebie ważną, jest skłonna zignorować własną delikatność, narażając się przy tym własnemu organizmowi. Jeśli chodzi o bardziej pozytywne cechy Gada, to na pewno jest to jej cierpliwość i niechęć do oceniania. Najgorszy jest jednak z pewnością jej strach przed powrotem choroby, jak gdyby czaiła się ciągle gdzieś, tylko czekając, by wysłać ją do lecznicy na kolejne długie księżyce.
głuszec [wicher]
Co mógłby im powiedzieć tajemniczy śniegowy coś? Gadożer mogła się nad tym chwilę zastanowić. - Może powiedziałby nam skąd się wziął, albo opowiedział jakąś ciekawą historię.
Kocica zamarła, gdy stanęli naprzeciwko śnieżnego stwora. Nie zauważyła go, dopóki nie stanęli centralnie przed nim. Jego białe ciało idealnie wtapiało się w białe tło śniegu. Wszystkie jej mięśnie spięły się gotowe do ucieczki, ugięta na łapach przy ziemi a futro na jej karku zjeżyło się gwałtownie.
To stworzenie przed nimi było prawdopodobnie największym stworzeniem, jakie Gadożer w życiu widziała. No dobra nie widziała ich wiele, ale to coś przewyższało jej wszystkie oczekiwania i jeśli przy Ciepłym Wietrze czuła się mała, to przy tym była pchłą.
Mimo bycia tak wielkim stwór na nich nie zareagował, miała wrażenie, że nawet na nich nie spojrzał. Nijak się nie poruszył, to chyba był dobry znak prawda?
Przeniosła spojrzenie na Wiatr, który jednak chyba rzeczywiście zamierzał nawiązać jakikolwiek kontakt z tym czymś.
Po braku reakcji powoli jej futro opadło, a ona sama podniosła się z pozycji, w której była. - Witamy.
Nie miała pojęcia jak się zachować, miała problemy kocio-kocie, a co dopiero miałaby umieć rozmawiać ze śnieżnym stworzeniem. - Chcemy Cię tylko poznać?
Zero odpowiedzi? Dobra, to stworzenie było dziwne. To ich zignorowało.
Przeniosła spojrzenie na Wiatra. Co teraz?
And if I hadtheanswersId havewrittenthemout ⸺〔SoIcouldtellyouwhat to doand what this thing is about〕⸺ But allIveeverlearnedcomessecond hand And I darenotpreach whatIdontunderstand YOUandIwe share the same disease ꧁Cover up,compromisewhat we grieve ꧂
Reakcji... nie było. Aż dziwne. Dla Wiatru było to... nienaturalne, że ten nie chciał im powiedzieć absolutnie niczego. Nawet zdawał się na nich nie patrzeć! Przerzucił wzrok na Gadożer, wzruszył barkami, skrzywił się, pokręcił głową... Jakby chciał niemo powiedzieć, że bałwan to jeden wielki dziwak. - Haaaalo! Słyszysz nas? Chcieliśmy po rozmawiać! - powiedział głośniej, odbijając się od podłoża, żeby przednimi łapkami móc oprzeć się o śnieżną postać. Klepnął go parę razy w brzuch czy tam pierś i... nic! - On chyba jest głuchy... i jest niemową. Albo jest super gburem! To jak go dotykam musiał przecież czuć.
Mruknął szczerze przejęty, uszy odchylając do tyłu. - Uhh... może jak mu spojrzę w oczy? Może wtedy zareaguje?...