Data wysłania: 06.07.2021, 11:08
  Wygląd: szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Zaskoczenie pierwszego kota, który zobaczył w tym miejscu leżące do góry dnem gniazdo, musiało być niemałe. Sama ptasia konstrukcja musiała spaść z jarzębiny, zostać przesunięta siłą wiatru i w ten sposób wylądować w jaskini, która wiele księżyców później została kociarnią Nowego Świtu. Już jedno spojrzenie na to dzieło wystarczy, by uświadomić sobie ile pracy i dokładności wymagało od rodziców stworzenie tego cudu. Obecnie nie ma w niej śladów po byłych lokatorach, a złożone głównie z gałązek i suchego mchu gniazdo służy teraz między innymi do kocięcych zabaw. Zmieści się w nim nieduży miot nowonarodzonych kociąt lub dwójka dwuksiężycowcyh maluchów.
[Obrazek: ttW6Y7l.png]
Były dni - roz­pa­lo­ne szczę­ściem nie­zmie­rzo­nym,
były dni - za­chla­pa­ne bło­tem li­lie bia­łe,
były dni - jak per­ła­mi usia­ne ko­ro­ny,
były dni ci­che, smut­ne, ni­ja­kie, nie­śmia­łe.
Ty za­wsze je­steś we mnie, trwasz we mnie krwio­pły­nem
i trwasz tak ziem­sko, jed­nak nad­cza­so­wo...
Statystyki - lvl: 4 | S: 14 | Zr: 16 | Sz: 4 | Zm: 4 | HP: 85 | W: 45 | EXP: 60/300
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP: 94/100

Data wysłania: 23.09.2021, 18:14
  Wygląd: długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
Z dnia na dzień docierało do niej, co faktycznie miało miejsce. Rzeczywistość uderzyła ją jak grom z jasnego nieba po rozmowie z Tundrą, po rozmowie z Pokrzywą. Ciągle myślała, co zrobić z Gronostajem. Nie czuła się dobrze, nie czuła się komfortowo z tym wszystkim, ale pogodziła się z tym, że tak już... jest, tak teraz będzie i nie miała odwrotu. Nie mogła cofnąć czasu, nie mogła wyrwać nienarodzonych kociąt z własnych trzewi i udawać, że nic nigdy się nie stało. Stało się i Tsunami płakała z myślą o tym, że teraz sama zostanie matką przynajmniej kilka nocy.

Potem się uspokoiła, zajęła myśleniem o dosłownie czymkolwiek innym, niż sama ciąża. Sam poród. Teraz już wiedziała, jak wygląda proces. Będzie jeszcze trochę w ciąży, a potem wypchnie z siebie te larwy, a potem... nie mogło być tak źle, co nie? Chciała wierzyć, że nie mogło być tak źle jak myślała na początku. Im bliżej rozwiązania tym intensywniej szylkretka myślała, chyba pchnięta jedynie pierwotnym instynktem nad tym, gdzie urodzić. Nie czuła się z tą myślą komfortowo, chyba nigdy nie byłaby w stanie poczuć się z tą myślą komfortowo, ale zaakceptowała to jako naturalną kolej rzeczy.

Do przewróconego gniazda kosa zaczęła znosić pióra, mech, żeby było bardziej miękko i wygodnie. Nie mieli teraz małych kociąt, byłaby w Ukrytej Pieczarze sama. I o to jej chodziło. Ona i... te larwy. Te gluty. Potwory które czasem miała wrażenie, że najchętniej wygryzłyby sobie drogę na zewnątrz przez jej brzuch.

Nie chciała tych kociąt, ale mleko się wylało. Nie mogła ich podrzucić Baranowi, nie - nie mogła im nawet powiedzieć o istnieniu Barana.

Nie chciała tych kociąt, ale jej też nikt nie chciał. Cokolwiek się nie wydarzy, te kocięta będą... jej. Nie jej i Barana - jej i tylko jej.

Przesiadywała z Sekwoją, Tundrą i Pokrzywą więcej, niż wcześniej. Nie chciała nawet wychodzić z obozu, co u Tsunami było niespotykane. Siedziała na dupie, niemal turlała się z miejsca na miejsce, finalnie przenosząc już na stałe do gniazda, kiedyś ptasiego gniazda, teraz przerobionego na jej własne gniazdo. Nie wiedziała, czym konkretnie odznacza się poród. Jak to miało wyglądać, poza tym, że będzie, podobno, bolało.

Tsunami nie bała się bólu, może i powinna, ale przed tym wszystkim... nie bała się bólu. Bała się samych kociąt.

Padało. Grzmiało wręcz, deszcz lał się z nieba nieubłaganie, co jakiś czas gdzieś na horyzoncie błyskało, grzmiało. Tsunami nie mogła spać. Nienawidziła deszczu. Nienawidziła wody, pamiętała, że pogoda była podobna w dniu, w którym prawie utonęła. Gdy tylko wieczorem z nieba zaczęły lać się pierwsze krople deszczu poczuła niepokój, potem - rozpętała się burza, a ona wcisnęła się w najdalszy kąt swojego legowiska w Ukrytej Pieczarze. Próbowała zasnąć, ale grzmienie jej to uniemożliwiało. Burza miała miejsce nie tylko na zewnątrz, ale też... wewnątrz. Wewnątrz Tsunami, niekoniecznie emocjonalnie.

Okazjonalnie kopniaki zdążyła zaakceptować - miały miejsce raz na jakiś czas, ale tamtej nocy były intensywniejsze, połączone ze skurczami jej mięśni. Na początku do zniesienia, porównywalnie do srok które jakiś czas temu próbowały wydziobać jej oczy. Każdy kolejny skurcz jednak wyrywał z gardła Tsunami coraz to głośniejsze warkoty, fuknięcia - finalnie żałosne jazgoty. Rzucała się na swoim legowisku, dysząc ciężko, warcząc, sycząc, krzycząc niekontrolowanie. Skurcze szargały jej ciałem i nie do końca wiedziała, co się dzieje, dopóki nie zjawiły się obok niej znajome koty z Nowego Świtu.

Chyba nawet wtedy nie była pewna, co tak naprawdę się dzieje. Bolało bardziej, niż mogła przypuszczać - i płakała, nie wstrzymywała się z krzykami, z płaczem. Nie chciała, żeby to tak wyglądało, chciała, żeby się to skończyło.

Tsunami w pełni zarejestrowała moment w którym na świat przyszło pierwsze z jej dzieci. Obróciła się, przyjrzała temu, co z siebie wypchnęła z mokrym od łez i własnej śliny pyskiem i warknęła znowu, gardłowo, zszokowana. Nie widziała najlepiej przez półmrok panujący w pieczarze, przez łzy w oczach, ale widziała ciemny, mokry kształt z białymi przebarwieniami. Przełknęła ślinę, nie mając pojęcia, co z kocięciem zrobić - w przypływie paniki i realizacji odsunęła się, pozostawiając pierworodnego samego sobie na kilka chwil.

Drugie kocię wypchnęła z siebie niedługą chwilę potem; czarne. Widziała, że czarne. Oddychała ciężko, nierównomiernie, ale tym razem panikę i strach stłumiła ciekawość, która pchnęła Tsunami do faktycznego przyjrzenia się drugiemu dziecku. Czarno-białe... i mogła przysiąc, że z rudą plamką gdzieś na karku. Jednym uchem wyłapała polecenie, aby wylizać kocięta, chyba ze strony Tundry... albo Fairy'ego? Nie miała pojęcia. Zaczęła od czarno-białej kotki, niesamowicie zszokowana, niemal przerażona jej piskiem gdy ten faktycznie wydobył się z różowej, maleńkiej mordki. Potem pospiesznie wylizała pierwszego kociaka, o ile nie zabrała się za to wcześniej któraś z jego babć. Instynktownie przysunęła małe, wciąż wilgotne glisty do siebie jedną z łap.

Ale skurcze nie ustawały. Ile tych pasożytów rosło wewnątrz niej tyle księżyców? Trzy? Cztery? Więcej?

Kolejne kocię wylizała niemal od razu, dławiąc się przy tym własnymi łzami, śliną, ale już automatycznie. Jasne. Jak... jak Sekwoja. Tsunami parsknęła śmiechem pod nosem, tak, jak poprzednią dwójkę przysuwając dzieciaka bliżej do siebie, przesuwając językiem po kremowym futerku jeszcze kilka razy, zanim nie szarpnął nią kolejny skurcz. Przycisnęła grzbiet do ściany pieczary, pazurami rwała mech.

Serce jej stanęło na widok czwartego dzieciaka. Przez chwilę myślała, że to... żart, nieśmieszny. Że chyba już miała halucynacje, że urodziła tylko trójkę, a czwarte z dzieci kompletnie nie istniało. Po pośpiesznym wylizaniu i oględzinach syna jednak, faktycznie, potwierdziło się - był biały. Tsunami warknęła cicho, wciskając łeb w mech, nie fatygując się już, aby to kocię przysunąć do całej reszty, do swojego brzucha.

Była wykończona. Obolała i nieco zła na jedno białe dziecko; na tyle, że na początku nie zarejestrowała, że urodziła kolejne. Odwróciła się leniwie, unosząc jedną z tylnych łap i chwytając kruszynę zębami delikatnie, przysuwając bliżej, aby móc ją wylizać. Też białe... ale nie całkiem. Rude, czarne plamy. Kocię tak małe w porównaniu do pozostałej czwórki...

Czy ona kiedyś też była tak mała?

Skurcze ustąpiły a Tsunami opadła wiotko na swoje legowisko, wciskając zapłakany, zaśliniony pysk w mech i chwilę łapiąc oddech. Już nie bolało, czuła tylko zmęczenie, nic więcej. Kątem oka, jakby od niechcenia zerkała na Tundrę, Pokrzywę; na piątkę - o cholera, aż piątkę - wijących się larw u jej brzucha. Pociągnęła nosem kilka razy. Nie wiedziała, co czuć, co myśleć o tym wszystkim.

Nie chciała tych kociąt, ale... jej też nikt nie chciał. Ona sama za szybko straciła dzieciństwo. Zbyt długo nie miała matki, może powinna się postarać, aby jej, jej i tylko jej kocięta mogły ją mieć?

Tsunami zasnęła niedługo po wszystkim, jakąkolwiek kwestię doczyszczania, oglądania kociąt pozostawiając siostrze i obu... matkom.

pędraki w kolejności, pokrzywa, tundra, sekwoja i fairy jeśli chcą
[Obrazek: i1Nc3SN.png]
Statystyki - lvl: 2 | S: 9 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 50/150
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP: 24/100

Data wysłania: 23.09.2021, 19:02
  Wygląd: Jedne z mniejszych kociąt Tsunami, Jenot jest długowłosym puszystym kociakiem, jego futro jest bure z klasycznym, gęstym pręgowaniem. Oprócz tego na ciele kocurka pojawia się biel. Na głowie pokrywa ona trochę nierówno mordkę, ciągnąc się do góry. Dalej biel rozpościera się na szyję, tworząc ładny, szeroki trójkąt. Kolor przechodzi także na brzuch kocurka. Białe skarpetki Jenota sięgają miej-więcej do połowy przednich łap, w przypadku tylnych wchodzą lekko na uda. Na końcu ciemnych uszu znajdują się małe pędzelki. Nosek jest różowy. Oczy kociaka są nadal koloru szaro-niebieskiego, jednak z czasem wybarwią się na oliwkowy.
Tak miało być, że jako pierwszy został wypchnięty na zewnątrz. Na chłodny, nieprzyjemny i nieznany mu świat, pełen niebezpieczeństw. Czemu akurat on? Któż wie.
Można powiedzieć że pojawił się jakiś pewien początek świadomości. Jeszcze w brzuchu matki. Bardzo prymitywnej świadomości, bądź co bądź. Ale jednak jakaś była. Poczucie spokoju i bliskości. Wiedział w jakiś sposób że nie był sam. Było tu dość tłoczno, gdyż brzuch dzielił z innymi. Cztery...? Pięć...? Zawsze był obok nich, otoczony przez ciepłe ciało Tsunami.
Wszystko było w porządku, póki nie nastąpił pierwszy skurcz. Jako że znajdował się najbliżej...wyjścia...jako pierwszy został przemieszczony. Oderwany od reszty rodzeństwa, gwałtownie wychodząc na świat.
Wszystko stało się dość szybko dla niego, nim się zorientował. Jego ciało znalazło się na ziemi, gdzie teraz leżał. Jego organy się uaktywniły i bezimienny jeszcze kociak zaciągnął się pierwszą dawką zimnego powietrza. Zaraz po tym wydał z siebie pisk. Płacz. Nie czuł nigdzie reszty w pobliżu. Jego małe ciałko przeszywało zimno, głośny dźwięk ulewy i burzy budził instynktowny strach. Kociak zaczął kwilić, próbując zwrócić na siebie uwagę. Być może uzyskać jakąś odpowiedź że nie jest sam. Jednak nie uzyskał jej...przynajmniej nie od razu. Zaczął drzeć pyszczek głośniej, chcąc odpowiedzi...od kogokolwiek. Jednocześnie instynkt mówił mu że nie mógł bezczynnie leżeć. Musiał szukać źródła ciepła, jedzenia.
Kociak nadal drąc pyszczek, zaczął przebierać łapkami, próbując ruszyć się z miejsca. Powoli i pomału czołgał się. W końcu ktoś zwrócił uwagę na jego błagania, zabierając z twardej ziemi. Czuł że ciepły język na sobie. I chociaż nie wiedział jeszcze co się właściwie działo, zamilkł...czując się lepiej. Pojawiło się jakieś poczucie bezpieczeństwa w tej nieprzyjaznej otchłani. Chwilowo się uciszył, czujnie nadsłuchując i czekając na odpowiedź. Nie chciał być tu sam...
Statystyki - lvl: 1 | S: 3 | Zr: 7 | Sz: 5 | Zm: 5 | HP: 50 | W: 50 | EXP: 0/100
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:

Data wysłania: 23.09.2021, 19:10
  Wygląd: Rosomak jest okrąglutka, całkiem spora jak na kociaka, choć nie wiadomo jeszcze na jakiego kota wyrośnie. Ma długie, nieco rozczochrane, szylkretowe choć głównie czarne futro które staje się białe na jej pysku, szyi, brzuchu i łapach, tworząc tam jasne skarpetki - u przednich łap krótsze, u tylnych zakrywające większość łapy. Biel na mordce młodej kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między głęboko niebieskimi, okrągłymi oczami. W przyszłości jedno z nich zmieni kolor, ale aktualnie to nieistotne. Rosomak ma białe wąsy, drobny, czarny nosek i wiecznie zaciekawioną minę. Poza czernią i bielą kotka ma również na futrze nieco koloru rudego, ale jedynie w postaci niewielkiej plamki na karku
Nikt nie mógł się spodziewać na jaką ciekawską, cichą istotę miała wyrosnąć ta koteczka, biorąc pod uwagę fakt, że wcale nie była zadowolona ze zmiany otoczenia i dawała to głośno do zrozumienia. Najpierw było ciepło, ciemno, to uczucie było jedyną rzeczą jaką jeszcze bezimienna kotka znała – a tutaj nagle coś zaczęło się dziać, a ona musiała zostać wypchnięta z tego bezpiecznego miejsca. W momencie w którym się narodziła nie była wcale duża, była jedną z kilku innych małych, mokrych kulek, zapewne przerażających w tamtej chwili swoją matkę. Została wylizana, przez kogoś, nie wiedziała kogo bo nie wiedziała nawet co się stało... i po chwili, tak samo jak i rodzeństwo, zaczęła piszczeć, pokazując to jaka jest niezadowolona i wystraszona nagłą zmianą. Ale poczuła coś. Nie zważając już na nic zaczęła instynktownie szukać jedzenia, pełzając po ziemi jak włochaty robak.
Statystyki - lvl: 1 | S: 7 | Zr: 4 | Sz: 4 | Zm: 5 | HP: 60 | W: 40 | EXP: 0/100
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:

Data wysłania: 23.09.2021, 19:53
  Wygląd: Aktualnie niskie, wątłe kocię. Ma długie, splątane kołtunami futro w kolorze jasnorudym, z ciemniejszymi, grubymi pręgami o klasycznym ułożeniu, z jedną główną idącą przez cały grzbiet, od koniuszków uszu aż po koniec ogona. Kolor pod innym kątem mógłby przypominać płowy, jako że rudość ta jest dość nietypowej barwy. Na mniej więcej połowie swojego małego ciałka kociak posiada białe futro zamiast rudego. Biel zastępuje kolor na koniuszkach uszu, w uszach, na pyszczku, gdzie zaczyna się około brwi i spływa aż po koniec brody, z jedną pojedynczą rudą plamką na prawym poliku (z perspektywy widza). Wszystkie łapy ma białe, z jasnorudymi przebarwieniami na tylnych nogach. Na grzbiecie biały wzór przypomina falę niż regularną linię, z obu stron inną. Na puchatym i długim ogonie też ma trochę bieli, zaczynającej się od połowy jego długości i ciągnącej się aż po jego kraniec. Oczy Aury są w szarobłękitnym, typowym dla kociaków kolorze, w przyszłości jednak wybarwią się na barwę zbliżoną do koloru ciemnego miodu, kory drzewa, albo, jeśli ktoś zna takie słowo – piwnego.
Stoicyzm. Spokój. Oczekiwanie.
X Zamierzenie życia w kompletnej ciemności nie wydawało się niczym złym. Jednym z argumentów było to, że jeszcze nie zaznane zostało życie w żadnej innej formie. Rozgrywanie się egzystencji wydawało się tylko ciasnym pomieszczeniem, ciągle poruszającym się i szurającym po powierzchni szorstkiego, kocięcego futra. Definicja życia kojarzyła się z ciągłą wilgocią, klaustrofobią i gorącem, bijącym od każdej strony.
X Tak więc jaką niespodzianką było, kiedy nagle zrobiło się jeszcze goręcej i ruchliwiej. Czuć można było jak miejsce w czarnym lokum powoli się zwalnia, jak za każdym skurczem powoli nadchodzi pora na kolejne i kolejne stworzenia. Tylko, że na co?
X Takie kompletne odwrócenie świata było tak dziwne. Nietypowe. Niespodziewane. Tak więc pierwszym, co wyrwało się z młodych strun głosowych, jeszcze nigdy nie używanych, był krzyk. Przynajmniej wydawało się to krzykiem w głowie. Poza nią dźwięk był zbliżony do pisku, któremu można by z łatwością przypisać łatkę żałosnego. Bo taki był. Świat odwrócił się do góry nogami. Wszystko, co było znane, kompletnie się zmieniło. Najlepiej byłoby... wrócić tam z powrotem. Tam było bezpiecznie, nie było niczego niewiadomego. Wszystko było znane, powtarzalne. Każdego kopnięcia można się było spodziewać w każdej chwili, ale przynajmniej było wiadomo, że prędzej czy później nadejdzie.
X Jasne, że trzeba było próbować powrócić do ciemnego miejsca. Wcześniej wydawało się tam tak parno, tak gorąco. Tak ciasno, niewygodnie. Ale teraz, patrząc na to z perspektywy aktualnej sytuacji, było to tak miłe miejsce. Tak idealnie dostosowane do wszystkich potrzeb. Nie trzeba było nic robić, jedynie egzystować.
X Kopiując ruchy wcześniej poznane w łonie Tsunami, instynktownie trzeba było zbliżać się w stronę najbliższego źródła ciepła. Futro może było długie, ale całe polepione i z każdej strony napierało na nie zimne powietrze. Tak się złożyło, że najwięcej ciepła wydzielało się teraz z miejsca bardzo blisko, co było sporą dogodnością, nie trzeba było za dużo się męczyć. Już pomijając pomoc ze strony, szczególnie przydatną asystą był rozgrzany język Matki. Pomagał bowiem dodatkowo w oczyszczeniu wnętrza gardła i pyszczka z nieciekawej cieczy, przeszkadzającej w zabieraniu pierwszych oddechów.
X Finalnie, zderzenie z gorącą powierzchnią spowodowało bezwiedne ssanie ze strony nowonarodzonej kuli mięsa i futra (z paroma dodatkami). Poszukiwanie jedzenia wydawało się ważniejsze w tym momencie niż myślenie nad tym, co się w ogóle wydarzyło. O ile możliwe było wyobrażenie sobie tego. To wszystko było takie dziwne.
XZaczęło się prawdziwsze życie, nawet jeśli nie było to planowane. Plany się zmieniają i oby była to pierwsza nauka.
[Obrazek: tvViBxM.png]
Rysunek zrobiony przez Fernsai
Statystyki - lvl: 1 | S: 4 | Zr: 7 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 70 | W: 30 | EXP: 5/100
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP: 0/100

Data wysłania: 23.09.2021, 20:34
  Wygląd: wielki, orientalny, krótkowłosy, liliowy, jednolity, bez bieli, pomarańczowooki; łagodna wiotkość stawów.
Słyszał jej krzyki, jej potępieńcze wrzaski, jej zrezygnowane jęki i lepki, nieustający płacz. To był koszmar, ale koszmar nadzwyczaj... ekscytujący. Pierwszy raz miał okazję obserwować poród na żywo; Ważka nie opowiadał mu o tym nic ponad technikami zbywania płodów. Dłuższy czas stał u progu kociarni, moknąc wśród grzmotów drapieżnej burzy. Zaglądał do jej wnętrza, nieśmiało wpatrując w ciemności skręcającego się ciała młodej uczennicy.

Czy była w ciąży dlatego, że wytłumaczył jej co to seks? Czy to była jego wina? Zazgrzytał zębami, czując wstyd ściskający jego pierś. Ledwo mógł oddychać. Wtedy wszedł do środka.

Nie potrafił dokładnie odtworzyć w pamięci tego, jak pomagał odbierać poród młodziutkiej matki. Każde kocię sprawdzał pod względem oddechu, rzężenia w klatce, drożności nosa i anatomii kończyn. Miały takie cieniutkie futerko, takie wydęte brzuszki. Jak Tsunami te kilka miesięcy temu.
Gdy szylkretka zasnęła, pozostał u jej boku, nie pozwalając kociętom oddalać się od jej ciepłego ciała. Nie wierzył, że Nowy.Świt był teraz gotowy na kolejny miot kociąt, ale wiedział, że będą musieli zapewnić im najlepsze możliwe dzieciństwo. Bez podtopień, bez ataków psów, bez krwiożerczości Starych Klanów i bez oblewania moczem.
Bez oblewania moczem? Uśmiechnął się mgliście i zaraz sam siebie poprawił. Bez porwań i zdrad. Muszą wychować dziatwę na wierne koty o czystych sercach.
Statystyki - lvl: 2 | S: 9 | Zr: 11 | Sz: 2 | Zm: 7 | HP: 50 | W: 60 | EXP: 55/150
Stat. Med. - lvl: 3 | MED.EXP: 84/300

Data wysłania: 23.09.2021, 20:48
  Wygląd: Na pierwszy rzut oka? Czysty aniołek, jak i również kopia swojego ojca. Póki co jest małą larwą, która w przyszłości nie osiągnie zbyt dużych rozmiarów. Drobne, pulchniutkie ciało kocurka pokryte jest długim futrem o śnieżnobiałej barwie, niezmącone żadnym innym kolorem, tudzież pręgami. Szczególnie puszyste są jego poliki, gdzie sierść w nieładzie sterczy synowi Tsunami na obie strony. Oczy Alaski póki co mienią się w błękitnoszarej barwie, w przyszłości wybarwiając się na dwa kolory - lewe osiągnie kolor głębokiego złota, prawe zaś nasiąknie intensywniejszym, niebieskim kolorem. Różowy nosek akcentuje niewinny wygląd tego szkraba, tworząc wizerunek czystego, grzecznego kocięcia. Co wykorzystuje sam Alaska, często oczętami słodko wpatrując się w kota, od którego chciałby coś dostać.
To nie tak, że w brzuchu było mu źle.
Było wręcz cudownie - ciepło, przyjemnie, bez żadnych obowiązków ciążących nad małą główką, a i czasem udało się kopnąć któregoś ze współlokatorów, gdy ten znalazł się zbyt blisko. I mógłby sobie tak żyć kolejne parę księżycy, powtarzając gesty co jakiś czas, rosnąc jak bąk na kobylej pupie, egzystując sobie w tej przestrzeni.

Wiadome jednak, że to co dobre, zawsze kończy się najszybciej. W ten sposób jego rodzeństwo wydostało się jako pierwsze na powierzchnię, podczas gdy jemu... niezbyt się spieszyło. W końcu jednak i on musiał pojawić się na ziemskim podłożu, jako przedostatni, swoje przybycie oznajmiając głośnym piskiem. Widział ciemność. Taką samą ciemność, która otaczała go jeszcze parę chwil temu, jednak teraz doznania z zewnątrz nie były tak przyjemne, jak w poprzednim miejscu. Ostry chłód uderzał jego małe ciałko, przez które przechodziły dreszcze, a on sam pozwalał się sobą zaopiekować, nie będąc niczym więcej w tej chwili niż małą, futrzastą, a zwłaszcza obślizgłą larwą, taką samą, jaką była czwórka jego rodzeństwa. Lgnął do ciepła, tak jak światło przyciąga do siebie ćmy, łaknąc otaczającego ciepła z wcześniej.

W ten sposób na świat zstąpił anioł, tak czysty i pełen niewinności, wydając z siebie tylko cichsze lub głośniejsze popiskiwania, nie otwierając nawet oczu. Oh, lecz jakże los zabawił się z Tsunami, obdarzając jej przedostatniego syna futrem tak białym, jak futro jego ojca, tworząc jej malutką pamiątkę po wichrowym kocurze w formie własnego dziecka. Może było to żartem zaplanowanym z góry, jakoby Gwiezdni uważnie obserwowali ruchy Baraniego Runa, zsyłając syna jako grzeszne przypomnienie tego, co już zawsze będzie plamiło jego wspomnienia.
[Obrazek: Alaska.png]
Statystyki - lvl: 1 | S: 6 | Zr: 4 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 70 | W: 30 | EXP: 0/100
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:

Data wysłania: 23.09.2021, 20:59
  Wygląd: czarna szylkretka; tygrysie pręgi na rudych plamach; większość ciała pokrywa biel; długie futro; oczy szaroniebieskie (w przyszłości jedno błękitne drugie ciemnoniebieskie)
Ostatni będą pierwszymi.

Ruch. Zgiełk. Poruszenie. Trzy czynniki które od początku towarzyszą małemu, bezimiennemu jeszcze stworzonku. To pamięta - ruch, ciasnotę, wilgoć, ciepło... ciszę. Równomierne bicie serca istoty większej, wielokrotnie większej. Istoty, przy której rzeczone stworzonko czuje się bezpieczne, na miejscu. Może nie wychodzić, może tu zostać. W środku. Tam jest dobrze.

W końcu jednak siła wyższa postanawia zmusić drobne, jasne stworzonko do wyjścia na świat. Ciasnota powraca, ze zdwojoną siłą... a potem, nagle, więcej przestrzeni. Więcej miejsca do wymachiwania nieforemnymi kończynami, do leniwego rozpychania się.

Następnie - uderzenie o zimną ziemię. Kocię niewiele słyszy poza oddalonymi, stłumionymi popiskiwaniami i dziwnym, głośnym, nieznanym dźwiękiem. Zaczyna drżeć, ledwo poruszając różowiutkim pyszczkiem, jakby zupełnie bez woli walki, instynktu przetrwania. Dopiero pchnięte ruchami szorstkiego języka wielkiej, znajomej istoty; matki, zaczyna się poruszać, pełzać powoli w mchu, grzecznie daje się czyścić z krwi i wszelakich płynów.

Bierze wdech - jeden, drugi. Żaden pisk nie wyrywa się z jego mordki - ale oddycha, i żyje. Małe, kruche, słabe, ale żyje, zaraz wtulone w znajome, ruchliwe, piszczące kształty i miękki brzuch matki, szukając źródła mleka.

Zaczyna żyć.
[Obrazek: ambient.png]
Statystyki - lvl: 1 | S: 1 | Zr: 11 | Sz: 6 | Zm: 3 | HP: 60 | W: 40 | EXP: 5/100
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:

Data wysłania: 25.09.2021, 12:45
  Wygląd: długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
***

Kilka dni temu w jej życiu otworzył się kolejny, zupełnie nowy rozdział. Taki, którego nigdy się nie spodziewała. Do trzech razy sztuka, jak to mówią... i za trzecim faktycznie zaszła w ciążę, teraz boleśnie świadoma tego, że jednak, wbrew temu, co początkowo myślała - jest to możliwe. Musiała być ostrożniejsza na przyszłość.

Ale teraz nie myślała o przyszłości. Myślała o tym, co działo się wokół niej w tej chwili. To, że została matką, dotarło do niej w pełni dopiero po przebudzeniu się, gdy burza się uspokoiła, gdy poza Ukrytą Pieczarą w końcu się rozpogodziło. Piski kociąt drażniły jej uszy, to, jak pchały się do jej brzucha... to wszystko było dla Tsunami obce. Dziwne. Przerażające i pierwsze kilka dni w panice próbowała odepchnąć od siebie własne dzieci, gdy te tylko szukały u niej ciepła, mleka. Miała ochotę płakać.

W końcu jednak niechęć przeminęła, został tylko strach. Strach o to, jak faktycznie sobie poradzi jako matka. Strach o kocięta, które... cóż, już tu były. I były jej, i gdy mogła im się lepiej przyjrzeć, były... niekoniecznie piękne, ale nie były też tak brzydkie jak natychmiast po porodzie, z pozlepianym od płynów porodowych i krwi futerkiem. Wtedy wyglądały jak szczury, teraz?

Wciąż szczury. Ale przynajmniej suche i przyjemnie kosmate. Tsunami odpoczywała z łbem między wyciągniętymi do przodu łapami, niechętnie zerkając na jakiś czas ku dziatwie obok jej włochatego brzucha. Czuła się dziwnie. Nie chciała się nimi zajmować, nie do końca wiedziała... jak powinna się nimi zajmować. Ale póki nie krzyczały, to chyba nie było źle, prawda?
[Obrazek: i1Nc3SN.png]
Statystyki - lvl: 2 | S: 9 | Zr: 7 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 65 | W: 45 | EXP: 50/150
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP: 24/100

Data wysłania: 25.09.2021, 15:54
  Wygląd: Jedne z mniejszych kociąt Tsunami, Jenot jest długowłosym puszystym kociakiem, jego futro jest bure z klasycznym, gęstym pręgowaniem. Oprócz tego na ciele kocurka pojawia się biel. Na głowie pokrywa ona trochę nierówno mordkę, ciągnąc się do góry. Dalej biel rozpościera się na szyję, tworząc ładny, szeroki trójkąt. Kolor przechodzi także na brzuch kocurka. Białe skarpetki Jenota sięgają miej-więcej do połowy przednich łap, w przypadku tylnych wchodzą lekko na uda. Na końcu ciemnych uszu znajdują się małe pędzelki. Nosek jest różowy. Oczy kociaka są nadal koloru szaro-niebieskiego, jednak z czasem wybarwią się na oliwkowy.
Pięć włochatych glizd krążyło po ziemi, piszcząc, przepychając się i próbując dorwać się do brzucha matki. Były jeszcze małe i nie wiedziały praktycznie nic o świecie. Ich głównym sensem życia na razie było pozostać w cieple i dorwać się do żarcia. I z tym nie zawsze było łatwo. Niechęć Tsunami do bycia matką sprawiała że kocięta nie raz desperacko płakały o jedzenie. A jak już była okazja, wszyscy pchali się dziko do brzucha, nie wiedząc kiedy będzie kolejna okazja kiedy mama ich dopuści do siebie.

Mimo tego że małe kluski nadal były maleńkie, już można była zauważyć pewne cechy którymi się wyróżniały. O nie chodzi tu o wygląd, a zachowanie. Na przykład, jedyny buro-biały kociak wydawał się dość cichy, o ile nie był naprawdę głodny lub stawał się naprawdę wychłodzony. Zazwyczaj raczej po cichu próbował dostać się do matki, wtedy gdy nikt się tego nie spodziewał i nie poświęcał mu uwagi. Czasami wręcz pojawiając się znikąd. Podobnie było z karmieniem. Często był ostatni by dopchnąć się do sutka, ale zarazem wydawał się dobry w wyszukiwaniu okazji. Gdy reszta kociąt już ustawiła się przy brzuchu, mógł spokojnie w własnym tempie znaleźć miejsce dla siebie, bez ryzyka stratowania przez rodzeństwo.

Dni mijały, a kocięta Tsunami stawały się coraz bardziej ruchliwe. Mały samiec był w stanie całkiem dobrze słyszeć, a także dzisiejszego dnia po raz pierwszy powieki się rozkleiły, ukazując jeszcze kocięco-niebieskie oczka. Po raz pierwszy widział i wszystko wydawało się ogromne i zupełnie nowe. Gniazdo w którym się znajdowali, jego rodzeństwo, mama, nawet jego własne ciałko. Rozglądał się z zaciekawieniem przez jakiś czas, przypatrując się także Tsunami, ale po chwili ziewnął wystawiając maleńkie pazurki i przeciągając się. Może warto będzie jeszcze wrócić spać?
[Obrazek: Maluchy_Tsu.png]

By your side, In seconds if you ask it
XXXX Arms out wide, to welcome you to stay
Near enough, to listen to your heart's song
XXXXX Always there to help you on your way
Statystyki - lvl: 1 | S: 3 | Zr: 7 | Sz: 5 | Zm: 5 | HP: 50 | W: 50 | EXP: 0/100
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:

Data wysłania: 25.09.2021, 16:25
  Wygląd: Rosomak jest okrąglutka, całkiem spora jak na kociaka, choć nie wiadomo jeszcze na jakiego kota wyrośnie. Ma długie, nieco rozczochrane, szylkretowe choć głównie czarne futro które staje się białe na jej pysku, szyi, brzuchu i łapach, tworząc tam jasne skarpetki - u przednich łap krótsze, u tylnych zakrywające większość łapy. Biel na mordce młodej kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między głęboko niebieskimi, okrągłymi oczami. W przyszłości jedno z nich zmieni kolor, ale aktualnie to nieistotne. Rosomak ma białe wąsy, drobny, czarny nosek i wiecznie zaciekawioną minę. Poza czernią i bielą kotka ma również na futrze nieco koloru rudego, ale jedynie w postaci niewielkiej plamki na karku
Dla tej małej kotki wszystko również było zupełnie obce, nowe, choć teraz przeżywała to zdecydowanie mniej niż matka. Przy Tsunami było ciepło, gdy kociak miał już dostęp do jedzenia to było mu dobrze i choć młoda matka nie wiedziała co robić, nie odpychając od siebie młodych już dawała im poczucie bezpieczeństwa. W każdym razie tej małej, która z czasem zdecydowanie się uspokoiła i wyciszyła, piszcząc jedynie okazjonalnie, gdy czegoś wyjątkowo bardzo chciała. Nie miała pojęcia gdzie jest, ani co się tak naprawdę wokół niej dzieje, ale wiedziała że ma póki co wszystko czego potrzebuje i to wystarczyło. Spała bardzo dużo, jak to kocię które ma jeszcze zamknięte oczy, a gdy nie spała to jadła, rozpychając się małymi łapkami między rodzeństwem. Ile miała sióstr, braci również nie wiedziała, ale wiedziała że są dosyć głośni i lubią jeść tak samo jak ona. Spędziła te kilka dni właśnie w ten sposób, cały czas wpół śpiąc lub drzemiąc już zupełnie, może jeszcze nieświadoma zmian które miały nadejść i całego wielkiego świata który czekał na nią poza tym przytulnym miejscem. Ale to nie trwało długo. Kociakowi takiemu jak ona odpowiadał ciągły sen, jednak z czasem zaczęła wiercić się coraz bardziej, poruszać więcej.

Tamtego dnia stało się - kotka po raz pierwszy otworzyła oczy. Zrobiła to instynktownie i szczerze mówiąc była zadziwiona faktycznie widząc wszystko wokół siebie. Pisnęła cicho, ziewnęła, poruszając niezdarnie łapkami, prawie jakby chciała zwrócić na siebie uwagę matki, ale skończyło się jedynie na tym że wyprostowała się i położyła na brzuchu, a nie na boku, dla odmiany. Wszystko było zupełnie nowe, jej mama była ogromna, blade światło wpadające do środka gniazdka raziło małą kotkę w oczy. Rozejrzała się po reszcie włochatych kulek leżących obok siebie i stwierdziła że wyglądają w większości podobnie do siebie. Potem spojrzała na swoje łapki i zrozumiała, że chyba też ich przypomina. Nie rozumiała jeszcze dlaczego, ale wiedziała że chce być bliżej tej dużej, włochatej, więc zaczęła gramolić się w kierunku mamy.
Statystyki - lvl: 1 | S: 7 | Zr: 4 | Sz: 4 | Zm: 5 | HP: 60 | W: 40 | EXP: 0/100
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:

Data wysłania: 25.09.2021, 22:03
  Wygląd: mała | chuda | kremowa | długie, kręcone futro | pomarańczowo-złote oczy | ciemne pręgi na pysku, łapach i ogonie
Sekwoja przybiegła jak tylko usłyszała dzikie wrzaski siostry. Czy to już? Na pewno tak bo z jakiego innego powodu Tsunami miałaby krzyczeć? Raczej nie z głodu. Była pierwsza, a przynajmniej jedną z pierwszych. Była trochę poddenerwowana, bo nigdy nie była przy niczyim porodzie. Ciężko jej się patrzyło na wywijającą się w bólu kotkę. Chciała jakoś pomóc siostrze wypchnąć te kluchy na zewnątrz, zabrać chociaż część jej bólu, ale nie mogła. Mogła się jedynie gapić i co najwyżej pomóc przy wylizywaniu. Wiedziała co nie co na ten temat, bo dużo rozmawiała z Zroszonym Listkiem, która, co bardzo zdziwiło kremową kotkę miała nie tylko jeden, ale aż trzy porody za sobą. Dziwie że ktokolwiek chciał mieć z nią kocięta.
Widząc że siostra chyba nie wiedziała co się powinno robić z noworodkami, podeszła powoli do pierworodnego synka Tsunami i wylizywała go. Tak jak tłumaczyła jej Zroszony Listek. Potem już tylko przysunęła go siostrze, a sama odsunęła się o kilka kroków. Gdy Fiary zbliżył się do Tsunami prychnęła na niego, ale nie przeszkadzała mu robić tego co robił. Wiedziała że pomagał rodzącej. Jedynie obserwowała go uważnie. Niech wie by lepiej niczego nie próbować, bo ona tu jest i czuwa. Mocno ją zdziwiła reakcja siostry na czwarte kocie. Nie była pewna o co chodzi. Brakowało mu jakiejś kończyny albo miał o jedną za dużo? Z tej odległości nie była pewna, ale wydawał jej się w porządku. Będzie musiała kiedyś zapytać o to Tsunami.
Gdy w końcu poród się zakończył odetchnęła z ulgą, bo wszystko było dobrze. Z kociętami i z matką. Troskliwie polizała Tsunami między uszami, a potem znowu obserwowała Fairyego i jeżeli ten potrzebował pomocy to pomogła. Gdy została już sam na sam z siostrą i jej kociętami położyła się gdzieś niedaleko. Obserwowała uroczę małe kulki futra dopóki nie zasnęła.

***

Przez kilka następnych dni codziennie odwiedzała Tsunami. Zawsze przynosiła jej coś do jedzenia, czasami rozmawiała, a innym razem po prostu przyglądała się jej w ciszy. Serce jej się łamało gdy widziała jak traktuje swoje nowe kocięta. Często chciała jej powiedzieć żeby przestałą być wobec nich taka oschła, że to tylko niewinne dzieci, że to nie ich wina że istnieją, żeby je przytuliła, że są głodne i potrzebują mleka i ciepła. Ale zwykle gdy to widziała to siedziała cicho gdzieś w kącie Ukrytej Pieczary i nic nie mówiła. Nic nigdy nie kosztowało ją tyle cierpliwości i wyrozumiałości. Nikt nigdy nie wymagał od niej cierpliwości. Nikt wcześniej nie wymagał by była wyrozumiała. To wszystko było dla niej nowe i wiele ją kosztowało. Ale dla Tsunami to też było nowe i ją to kosztowało jeszcze więcej niż Sekwoje. Dlatego była cicho i nic nie mówiła na to jak paskudnie siostra traktuje swoje kocięta. Cieszyła się więc gdy widziała poprawę w jej zachowaniu.
Tego dnia przyniosła jej kosa, którego udało jej się wcześniej upolować. Położyła go gdzieś przy pyszczku Tsunki i wzięła się za witanie każdego malucha krótkim liźnięciem, jak to miała w zwyczaju. Najpierw lizneła jasnorudego w białe plamy, potem białego, potem czarną szylkretkę z ruda plamą na karku, następna w kolejce była druga szylkretka, a na koniec został jej pierworodny, biało-bury. Wszystkie, chociaż wyglądem bardziej przypominały szczurki niż koty były na swój sposób uroczę.
- Cześć Tsunami - przywitała się na koniec z siostrą. - Jak się czujesz?
What my family would think if I ever
Fail at anything?
I'm a diamond – that means you'll never break
No matter what be the cost of the path I take
Whatever I have to do to win in the end
[Obrazek: wcdSNwi.png]

Statystyki - lvl: 1 | S: 3 | Zr: 5 | Sz: 6 | Zm: 6 | HP: 65 | W: 35 | EXP: 25/100
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP:

Data wysłania: 25.09.2021, 22:43
  Wygląd: Na pierwszy rzut oka? Czysty aniołek, jak i również kopia swojego ojca. Póki co jest małą larwą, która w przyszłości nie osiągnie zbyt dużych rozmiarów. Drobne, pulchniutkie ciało kocurka pokryte jest długim futrem o śnieżnobiałej barwie, niezmącone żadnym innym kolorem, tudzież pręgami. Szczególnie puszyste są jego poliki, gdzie sierść w nieładzie sterczy synowi Tsunami na obie strony. Oczy Alaski póki co mienią się w błękitnoszarej barwie, w przyszłości wybarwiając się na dwa kolory - lewe osiągnie kolor głębokiego złota, prawe zaś nasiąknie intensywniejszym, niebieskim kolorem. Różowy nosek akcentuje niewinny wygląd tego szkraba, tworząc wizerunek czystego, grzecznego kocięcia. Co wykorzystuje sam Alaska, często oczętami słodko wpatrując się w kota, od którego chciałby coś dostać.
Aniołeczek głośno oznajmiał swoje niezadowolenie, gdy nie mógł trafić do źródła pożywienia, rozpychając się na ślepo małymi kończynami, sadząc kopniaki rodzeństwu na prawo i lewo. A gdy w końcu dawał radę napełnić swój żołądek, oddychał zaspokojony i zwijał się w mały kłębek, chcąc zachować jak najwięcej ciepła przy sobie, nie chcąc pozwolić mu uciec ani na moment.
Kolejne dni mijały mu tak samo, do momentu, aż w pewnym momencie... nie otaczała go już ciemność cały czas, a jego widoczność stała się tak jasna, oh jak jasna! Zmrużył małe oczka i skonfundowany rozejrzał się wokół, jednocześnie czując, jak więcej dźwięków dociera do jego małych uszu. Machał głową na boki, oglądając swoje rodzeństwo i przyglądając się im, by po chwili spojrzeć na swoje odnóża. Były małe, futrzaste i białe, po czym zerknął na łapki pozostałych osobników, przypatrując się, czy również wyglądają tak, jak jego. Po tym spojrzał na matkę, otwierając błękitne oczka szerzej i otwierając mordkę szeroko. Jaka ona była... duża! Kompletnie nie przypominała wielkością jego, albo jego rodzeństwa, przez co maleńkie brewki kocurka zmarszczyły się w zdziwieniu. Dlaczego tak było? On też chciał być już taki duży, dlaczego był taką kluską?
Pojawiła się nowa sylwetka, która najwyraźniej przyszła zobaczyć ich wszystkich. Zarejestrował mgliście w głowie matczyną postać jako Tsunami, lecz niewiele sensu miało to dla białofutrego. Odkrywając jednak, że z każdym dniem czołganie się idzie mu coraz lepiej, po liźnięciu w głowę zaczął jak larwa sunąć się w stronę kremowej ciotki, nie znając jeszcze ich powiązania, jednakże nie mogąc powstrzymać iście kocięcego zaintrygowania jej osobą.
[Obrazek: Alaska.png]
Statystyki - lvl: 1 | S: 6 | Zr: 4 | Sz: 6 | Zm: 4 | HP: 70 | W: 30 | EXP: 0/100
Stat. Med. - lvl: | MED.EXP:

Data wysłania: 26.09.2021, 16:12
  Wygląd: Aktualnie niskie, wątłe kocię. Ma długie, splątane kołtunami futro w kolorze jasnorudym, z ciemniejszymi, grubymi pręgami o klasycznym ułożeniu, z jedną główną idącą przez cały grzbiet, od koniuszków uszu aż po koniec ogona. Kolor pod innym kątem mógłby przypominać płowy, jako że rudość ta jest dość nietypowej barwy. Na mniej więcej połowie swojego małego ciałka kociak posiada białe futro zamiast rudego. Biel zastępuje kolor na koniuszkach uszu, w uszach, na pyszczku, gdzie zaczyna się około brwi i spływa aż po koniec brody, z jedną pojedynczą rudą plamką na prawym poliku (z perspektywy widza). Wszystkie łapy ma białe, z jasnorudymi przebarwieniami na tylnych nogach. Na grzbiecie biały wzór przypomina falę niż regularną linię, z obu stron inną. Na puchatym i długim ogonie też ma trochę bieli, zaczynającej się od połowy jego długości i ciągnącej się aż po jego kraniec. Oczy Aury są w szarobłękitnym, typowym dla kociaków kolorze, w przyszłości jednak wybarwią się na barwę zbliżoną do koloru ciemnego miodu, kory drzewa, albo, jeśli ktoś zna takie słowo – piwnego.
Czas mijał. Wszystko zlewało się w jedno, młode kocię nie było w stanie zarejestrować tego, jak mijał czas. Trudno tu było w ogóle znać pojęcie czasu, jeśli jedynym, co się widziało to czerń. Trochę jaśniejsza niż kiedyś, jeszcze w gorącym schronieniu pełnym uciśniętego rodzeństwa, wydawałoby się, że to było tak dawno temu, tak na prawdę jednak, minęło tak mało czasu. Zjawisko mijania czasu było jeszcze czymś, co należy odkryć. Tak jak wiele innych rzeczy, o których nawet jeszcze nie dało rady się zastanowić.
X Stopniowo wszystko stawało się wyraźniejsze. Definicja zimna i ciepła była znana od początku, ale stała się dokładniejsza. Samym dotykiem młode stworzonko miało wrażenie, że rzeczy dookoła się zmieniają. Futro równie młodego rodzeństwa, o które tak często musiało się ocierać stawało się bardziej puchate, tak na przykład. Również łatwiej było rozpoznać kierunek w który trzeba było iść, aby znaleźć pożywienie, tak ważne dla rozwoju, a to dzięki coraz to lepszemu węchowi.
X Dużo wyraźniej też dawało się rozróżniać różne dźwięki, które kiedyś zostaną rozpoznane jako głosy. Każdy o innej intonacji, wkrótce powinien spowodować, że kremowo-białemu kociakowi będzie łatwiej rozpoznać to, kto nadchodzi. Dźwięki z miejsca, z którego pochodziło najwięcej zimna zaczęły się powoli zbliżać, co przykuło uwagę młodziaka. Zamiast jednak zobaczyć czerń, tym razem napłynęła fala dużo większej ilości barw. Jak to się stało? Za każdym razem, gdy napierało siłą na powieki nic się nie działo. Pomimo wielu prób przecierania po pyszczku, nigdy to nie dawało żadnych rezultatów. Co teraz się zmieniło?
X I czemu to wszystko jest takie jasne. Należało od razu je zamknąć. Po chwili jednak... jak każde kocię, ciekawe świata, należało to sprawdzić. Jak to wszystko wygląda. Wcześniej już można było słyszeć o tak wielu dziwach, powinno je się teraz zobaczyć. Zaczynając od tego, po co w ogóle wcześniej kocię oderwało się od ssania i zdobywania w ten sposób pożywienia, kiedy usłyszało zbliżający się dźwięk i również później wyczuwalne wibracje podłoża.
X Po chwili przyzwyczajania się do tego, co było pod spodem (co było dość nudne, było przecież tak powtarzalne, nie działo się tam nic ciekawego!), kremowo-rudy stworzonko zaczęło ruszać powoli główką, obserwując po raz pierwszy w życiu otoczenie. Na myśl o tym, dopiero teraz będąc w stanie to logicznie przemyśleć – bo w końcu widzi coś więcej! – kocię pisnęło radośnie, główkę odwracając na wielokolorową sylwetkę, do której się wtulało. Kojarzoną z ciepłem i bezpieczeństwem, najmiększym i najmilszym futerkiem. Potem ponownie, trochę za szybko, bo aż zakręciło się w głowie, spojrzało na drugą postać, zbliżającą się w stronę grupy, o zupełnie innym odcieniu niż reszty (nie licząc siebie, ale o tym jeszcze nie wiedziało). Z zaciekawieniem obserwowało wszystko wokół, próbując powoli się przyzwyczaić do otoczenia (co nie przychodziło łatwo, jako że mózg stworzonka jeszcze miał trudności z zapamiętywaniem tak na prawdę czegokolwiek, zobaczenie czegoś nie równało się zapamiętaniem o tym, że coś takiego istnieje). Ale może kiedyś?
[Obrazek: tvViBxM.png]
Rysunek zrobiony przez Fernsai
Statystyki - lvl: 1 | S: 4 | Zr: 7 | Sz: 5 | Zm: 4 | HP: 70 | W: 30 | EXP: 5/100
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP: 0/100

Data wysłania: 27.09.2021, 17:49
  Wygląd: szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
- Jak się czujesz, kochanie? - spytała spięta Tundra, kiedy już pokonała wejście do kociarni i znalazła się w zasięgu słuchu obecnych w tym miejscu kotów. Rzuciła szybkie spojrzenie na same kocięta i bardzo szybko stwierdziła, że przeważa w nich czerń i biel. Czyżby ojciec miał dużo bieli w swoim futrze? Tsunami miała jej przecież dość niewiele. Zmarszczyła brwi, czując w tej chwili, że nieznana, tajemnicza postać ojca kociąt jej córki będzie do końca jej dni sunęła za nią niczym ponure widmo. Przez cały okres ciąży pstrokatej kotki, czekoladowa zastanawiała się, czy ma to dla niej właściwie jakiekolwiek znaczenie. I czy powinno mieć dla niej znaczenie. Zdecydowała na pewno, że nie będzie przyszłej matki o to pytać. Gdyby chciała powiedzieć o tym własnej matce, zrobiłaby to w tej samej chwili, w której informowała ją o samej ciąży.
Kocięta przyszły wreszcie na świat i Tundra żałowała, że nie była przy samym porodzie. Był przy nim za to Fairy, za co była mu ogromnie wdzięczna.
Posłała delikatny uśmiech i skinienie głowy obecnej w tym miejscu Sekwoi.
- Mają już imiona? - zapytała cicho i zamiast przyglądać się kociętom, patrzyła na ich matkę, próbując ocenić jej samopoczucie albo to, jak w ogóle odnajduje się w roli, w której się znalazła.
[Obrazek: ttW6Y7l.png]
Były dni - roz­pa­lo­ne szczę­ściem nie­zmie­rzo­nym,
były dni - za­chla­pa­ne bło­tem li­lie bia­łe,
były dni - jak per­ła­mi usia­ne ko­ro­ny,
były dni ci­che, smut­ne, ni­ja­kie, nie­śmia­łe.
Ty za­wsze je­steś we mnie, trwasz we mnie krwio­pły­nem
i trwasz tak ziem­sko, jed­nak nad­cza­so­wo...
Statystyki - lvl: 4 | S: 14 | Zr: 16 | Sz: 4 | Zm: 4 | HP: 85 | W: 45 | EXP: 60/300
Stat. Med. - lvl: 0 | MED.EXP: 94/100

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości