Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Pokryty jasnym piachem pas terenu zarza przed wejściem do jaskini, w której znajduje się lecznica. Rubieże jest regularnie sprzątane, aby ograniczyć wnoszenie brudu do Ważkowej Groty, dlatego na próżno szukać tutaj kości, kamieni lub chwastów.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Spokój wygładzonego, przyklepanego w pedantycznym porządku co do ziarenka piachu zmąciły niemrawe kroki. W powietrze wzbiła się odrobina kurzu, gdy Zielarka powłóczyła łapami, kierując się w stronę Ważkowej Groty. Od wczoraj czuła się fatalnie, starała się jednak nie dawać po sobie poznać, że coś jest nie w porządku. Pomagała w uporządkowaniu obozu, wyścielaniu legowisk, trzymając się na uboczu i nie wchodząc nikomu w drogę. Nie potrzebowała więcej troski, zwłaszcza nie w takim wydaniu jak podczas wyprawy. Objawy niestety nie chciały ustąpić. Wręcz przeciwnie, nasilały się.
- Fairy - mruknęła niezbyt głośno, przekonana, że nietoperze uszy orientala są w stanie wyłapać każdy szmer w pobliżu jego terenu. Zakładając, że kocur był w środku. Przełknęła ślinę, walcząc z nieprzyjemnymi nudnościami. Czuła jakby miała w każdej chwili zwrócić swój ostatni, skromny posiłek, który z trudem w siebie wmusiła. Usiadła na uboczu, ciasno przytulając łapy do ciała, aby choć trochę sobie ulżyć w towarzyszącym przy mdłościach bólu brzucha.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Pokrzywę powitało ciche, upierdliwe zgrzytanie pazura o kamień. Fairy zajmował się właśnie wydrapywaniem porostów z pęknięcia w skale stanowiącej dno Ważkowej Groty. Pomimo ogromu pracy, która czekała na wykonanie, liliowy kocur nie był w stanie przestać myśleć o tej paskudnej ścieżce pośrodku jaskini. Jego uparte starania przerwało chybotliwe mruknięcie szylkretki - odwrócił się do niej natychmiast, z pytającym wyrazem na pysku. Jego przekrwione ślepia przesunęły się po jej zgiętej w bólu sylwetce. Podszedł bliżej, nie dając po sobie poznać, jak bardzo unoszący się wokół smród wymiocin mierzi jego nozdrza.
- Czy zjadłaś coś podejrzanego? Czy ugryzło cię coś? Czy boli cię ucho? - zadał kilka pośpiesznych pytań na raz, bo nie chciał, żeby męczyła się dłużej.
Przy wejściu do groty unosiło się głośne pociąganie noskiem oraz zirytowane postękiwanie. Mała bura kotka powoli przechodziła przez rubież, nie rozglądając się na boki. Od dnia ich wędrówki czuła się stopniowo coraz gorzej, co początkowo zignorowała zrzucając na zmęczenie. Jednakże gdy zatkał się jej nosek, a przez futerko zaczęło przebijać niepokojąco wysokie ciepło, Zroszony Listek kazała kociakowi pójść wreszcie do lecznicy. Lawina niechętnie wykonała polecenie i podreptała o własnych siłach do groty. Wolała, żeby ktoś ją zaniósł, ale ciągłe próby ponownego wciągnięcia lepkiej wydzieliny oraz ból przy mówieniu odebrały jej chęć do zawracania innym ogona.
-Feeeeejłyyyy, FEEEEJŁYYY!- Zawodziła żałośnie, mimowolnie zniekształcając imię medyka.
Nagle rozległo się głośne kichnięcie, a duży glut wylądował na jednej ze ścian przy wejściu. Kotka wydała z siebie niezadowolone "Yyyyych" i zaczęła się rozglądać za czymś do wytarcia.
-Feeejłyyy, zie sie ciuje. Gajło mie boji.- Poskarżyła się stękając. A gdy kocur podszedł do Pokrzywy, na którą dopiero teraz zwróciła uwagę, kotka od razu bez ostrzeżenia wytarła pyszczek w jego futro, oblepiając go i łącząc cienką lepką linią z glutem na ścianie.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Chrobotanie dobiegające z wnętrza lecznicy docierało do niej jak przez mgłę, lecz była wstanie domyślić się, że Medyk znów coś sprząta i układa. Podnisła zmęczone spojrzenie na Fairyego, który wychylił się ze swojej jamy. Marszcząc brwi, usiłowała się skupić nad zadanymi jej pytaniami. Czy zjadła coś podejrzanego? Ah. No, być może.
- Wczorajszy wróbel... Mógł nie być pierwszej świeżości - przyznała. Wiedziała, że jedzenie padliny nie jest dobrym pomysłem, ale ptak nie wydawał się podejrzany. Tylko tyle znalazła, gdy wyruszyła na polowanie. Nie mogła szukać dalej, bo zmęczenie przebyciem trasy ze starego do nowego obozu aż trzykrotnie, odbiło się na jej kondycji. Nie miała jednak zamiaru polegać w kwestii wyżywienia na innych.
Cofnęła uszy, gdy nieopodal wybrzmiał żałosny lament jednego z kociąt Zroszonego Listka. Jeszcze tego brakowało, żeby młodzież im się rozchorowała. Wiedziała, że składzik wyglądał licho, jednak do tej pory zawsze było coś innego, coś ważniejszego, a teraz nawet nie mogła się do niczego przydać.
- Zajmij się najpierw Lawiną - poleciła kocurowi, wskazując na buro-białą koteczkę nosem. Ciężko powiedzieć jakiego rodzaju priorytety miał liliowy. Miał manię na punkcie czystości i porządku, więc nie zdziwiłaby się, gdyby kolejność, w jakiej pojawiają się u niego pacjenci, definiowała listę ich przyjmowania. Oczywiście poza skrajnymi wypadkami, którymi należało zająć się natychmiast. Katar i ból brzucha mogły zaczekać, ociekająca posoką rana już mniej. Chyba, że i pod tym względem Medyk był w stanie ją zaskoczyć.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Ah, stare mięso. Pokiwał łbem, słysząc odpowiedź Pokrzywy. Cieszył się, że to tylko tyle, że to nie było coś zaraźliwego i że nie miało związku z dysfunkcją uszu, bo takie zapalenie ciężko byłoby wyleczyć bez dostępu do prawdziwych leków. Zatrucie pokarmowe było jedną z niewielu chorób, na które znał bardzo proste lekarstwo.
- Poczekaj chwilę, specjalnie dla ciebie został ostatni listek... - powiedział do kocicy, uśmiechając się z przekąsem.
Nim zdążył się odwrócić, do lecznicy wpadła Lawina. Dotąd niewiele razy miał okazję z nią rozmawiać, więc na widok jej nakrapianej głowy nie myślał o niczym szczególnym. Nie przypuszczał, że ledwo odrosła od ziemi kotka utworzy wokół siebie takie zamieszanie.
Z niedowierzaniem patrzył, jak smaruje swoimi wydzielinami świeżo wymyte ściany Ważkowej Groty. Nie zdążył się odsunąć, gdy postanowiła wytrzeć cieknący nos w jego bok. Skrzywił się z obrzydzenia.
- Ugh, odsuń się - bez zastanowienia burknął do Lawiny, siłą przesuwając ją byle dalej od siebie.
Wiedział, jak to musiało wyglądać. Musiało wyglądać źle. Łypnął na Pokrzywę niepewnie.
- To nie będzie takie proste - odparł na polecenie zielarki, po czym skierował się ku jednej ze szpar, w których leżały ułożone w stos motki pajęczyny i pojedyncza porcja pokrzywy, trzymana w miejscu ciężarem niewielkiego kamyka. Pokrzywę tę podał Pokrzywie.
- Przeżuj dokładnie i połknij, nie wypluwaj. Pij dużo wody.
Dopiero gdy skończyła wycierać nos w futro liliowego orientala, spostrzegła, co uczyniła. Kocur widocznie nie był z tego zadowolony, a że miał ją leczyć, to spróbowała schować swojego ego.
-Psiepiasiam.- Mruknęła niezbyt wyraźnie przez zatkany nos i posłusznie nieco się odsunęła. Na szczęście wszystkich w okolicy nie kichała na razie i nie zamierzała zamieniać kolejnego kota w chusteczkę. Czekała grzecznie, obserwując w miarę uważnie, jak Fairy krzątał się i podał liść Pokrzywie. Zaczęła się zastanawiać, czy ona również będzie musiała coś żuć. Lawina miała nadzieję, że nie, gdyż na zmianę żucie i oddychanie przez usta było bardzo męczące, a uświadczyły ją przy tym próby jedzenia posiłków. Kiedy tak czekała, jej ciało nieświadomie zaczęło bujać się lekko do przodu i tyłu, a ślepka powoli zamykać. Gorączka pomimo swojego nieznacznego stopnia wywoływała u małej koteczki senność.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
Żadnej uwagi, ani nagany. Niebywałe. Spodziewała się kolejnej przemowy o tym, jak bardzo szkodliwe dla organizmu może być spożycie padliny. Być może uznał, że już dostała swoją nauczkę i nie ma potrzeby nic dodawać. To, że Fairy mógł zwyczajnie chcieć czym prędzej załagodzić męczące ją objawy, nawet nie przyszło Pokrzywie przez myśl. Brwi drgnęły lekko, na słowa kocura. Specjalnie dla niej? Co to miało znaczyć? Zresztą... mniejsza, skoro lubi tak pleść trzy po trzy, to jego sprawa.
Pojawienie się Lawiny wprawiło ją w lekki dyskomfort. Miała już swoją szansę z kociętami i zawaliła ja po całości. Nie czuła się dobrze w roli opiekunki, tym bardziej matki. W jej życiu było niewiele tak młodych kotów, z którymi mogła mieć kontakt... W jej życiu tak na dobrą sprawę nie było zbyt wiele jakichkolwiek kotów, z którymi mogła mieć kontakt. Nie była w tym dobra, ale z pewnością posiadała trochę więcej wyczucia i taktu, niż poniektórzy. Ton Medyka był szorstki, ostrzegawczy, a jakby tego było mało, doszło jeszcze odepchnięcie. Poczuła... zmęczenie. Nie miała sił, żeby demonstrować, jak bardzo to zachowanie było nie w porządku, bez względu na idące za nim pobudki. Epidemia kataru na pewno nie była im na łapę, ale, na stos kości! to był tylko kociak.
- Już, spokojnie - mruknęła łagodnym tonem, pochylając się nad małą i trącając ją uspokajająco nosem w ucho. - Jest rozgrzana - zauważyła. Liliowy pewnie już to wiedział, z samej obserwacji, ale Pokrzywie brakowało na tym polu jeszcze wiele, wiele doświadczenia. Może sytuacja nie najlepsza, jednak chciała się dowiedzieć choć trochę, skoro była okazja. Szylkretki nie pocieszyły kolejne słowa Fairy'ego. To się musiało w końcu stać, że w składziku nie znajdą się potrzebne zioła.
- Brakuje ci ziół? Możemy ich poszukać, teraz - uniosła się energicznie, lecz utrzymujący się ból brzucha skutecznie posadził ją z powrotem przy ziemi. Posłusznie wzięła podany jej liść, przeżuła, a następnie połknęła. Wyglądał jak... pokrzywa. Przemycony wcześniej przez kocura żart, o ironii losu, jaka ją spotkała, dopiero do dotarł do kocicy w tym momencie.
Księżyce: 41
Mistrz: tundra
Płeć: kotka
Matka: tundra i pokrzywa
Partner: iksde
Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41
Mistrz: tundra
Płeć: kotka
Matka: tundra i pokrzywa
Partner: iksde
Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Pokrzywa zniknęła, a Tsunami była o to absolutnie wściekła. Pokrzywa obiecała jej, że pójdzie znaleźć z nią Roche, zemścić się na nim. A potem zniknęła - sama. Ot tak, z dnia na dzień, a Tsunami miała ochotę płakać gdy się zorientowała. Ale miała swoje kocięta, miała inne rzeczy na głowie i to było jedyne, co sprawiło, że nie oszalała po tym, jak Zielarka z dnia na dzień zniknęła.
Dobra. Jej dzieci będą lepsze niż Pokrzywa w tym, czym się zajmowała.
- Fairy - zachrypiała głośno do wnętrza Ważkowej Groty, z trójką włochatych kulek u swoich łap. Niemal od razu po ogłoszeniu medyka dwójka z jej dzieci, Aura i Rosomak przyszła oświadczyć, że... chcieliby spróbować. A Tsunami nie miała powodów do zmartwień, bo chociaż Fairy był dziwny, nie miała też powodów, aby mu nie ufać. Był z nią szczery, pomógł jej wielokrotnie.
A skoro jej dzieci chciały sprawdzić, czy droga zielarza czy medyka jest dla nich, to... śmiało. Do starszego rodzeństwa przyłączyła się też Ambient, chociaż bezsłownie, jak zawsze. - Moje dzieci, i to twoje. Medykowanie. Zielarstwo. Są zainteresowane. Tylko nie przegnij z tą nauką - wymruczała na odchodne, każde z trzech kociąt popychając lekko nosem ku wielkouchemu uzdrowicielowi - i wyszła.
Nie denerwowała się, zostawiając je z nim same. Nie była daleko.
zt i zapraszam fairy'ego, rurę, sosomak. i siebie jako ambient iksde
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Uśmiechnął się mgliście do odchodzącej Tsunami, ale grymas na jego pysku prędko przeistoczył się w coś mniej przyjemnego, w coś przesiąkniętego źle skrywaną goryczą, do której sam przed sobą nie chciał się przyznać - przecież sam się ogłosił, przecież sam do siebie wołał... młodzież. Przecież sam zaoferował swoją pomoc Rojstowi, przecież sam zadecydował się pozostać w dziczy nawet po jego odejściu, przecież sam wyprowadził Nowy Świt z tamtego zasranego cmentarza, sam ustanawiał jego prawa. Przecież sam w każdym momencie mógł odejść.
Potrząsnął łbem, starając się ocucić. Gestem tym symbolicznie miał otrząsnąć się z melancholii, aby całość swojej uwagi móc skupić na młodziutkich kociętach. Ile one miały? Cztery miesiące? Nie więcej. Powinien być dla nich przyjemny. Powinien dawać im poczucie bezpieczeństwa. Nie był nawet pewien, czy to potrafi, ale wątpił w to, że zachowa się wobec nich wystarczająco dobrze, żeby ich młode umysły nie wykoślawiły się jakoś przez niego. W końcu jego matka, Cichy Strumyk, wiedziała o wychowywaniu kociąt znacznie więcej i też się starała... ale nie sprostała temu zadaniu. Widział to po sobie.
Uśmiechnął się znowu, ale teraz już szczerzej. I szerzej. Nie dawał po sobie poznać stresu. Spojrzał po stojących przed nim dzieciakach. Kogo tu miał? Postawną Rosomak, która już rozglądała się po Ważkowej Grocie, już szukała nowych bodźców. Drobniutką Aurę, która w milczeniu patrzyła mu prosto w oczy. I Ambient, nakrapianą chyba-niemowę, która chyba unikała jego wzroku. Rosomak na pewno oczekiwała od tych lekcji czegoś zupełnie innego, niż jej siostry. Zastanawiał się, jak to pogodzić.
- Dobrze, witajcie. Ja jestem Fairy, jestem Medykiem i Radnym naszego stada, które nazywa się Nowy Świt. Dzisiaj będziecie miały okazję dowiedzieć się trochę o leczeniu i o roślinkach, których można do leczenia używać... ale szczegóły zależą od was - zaczął wprowadzenie tonem pogodnym i, jak na niego, entuzjastycznym. Kontrast między jego rozmiarem a rozmiarem kociąt był uderzający i dlatego bał się, że mogą się poczuć osaczone przez niego, więc utrzymywał dystans.
- Ambient. - Spojrzał na małą kotkę i wskazał na niedalekie zagłębienie w ścianie jaskini, które służyło mu za składzik znanych medykamentów. Leżały tam: liście kocimiętki, motki pajęczyny, plastry miodu i liście pokrzywy. - Idź do tamtej półki i wybierz rzecz, która najbardziej ci się podoba, to opowiem wam o niej.
Następnie zwrócił się do czarno-białej samiczki:
- Rosomak, masz jakieś pomysły na to, czego chciałabyś się nauczyć? Czy coś cię interesuje? - Z chęcią zapytałby wszystkie, ale nie był aż tak głupi. Wiedział, że może tym sfrustrować Ambient, dlatego dla niej zaplanował inne zadanie. - Auro, ty też mogłabyś się wypowiedzieć, chyba że wolisz pomóc Ambient w wyborze.
Księżyce: 86
Płeć: nie
Matka: tsunami
Ojciec: że kto [baranie runo]
czarny szylkret; tygrysie pręgi na rudych plamach; większość ciała pokrywa biel; długie futro; lewe oko lodowato-błękitne, prawe chabrowe
autystyczne dziecko z mutyzmem wybiórczym; brak własnej osobowości, tendencja do powtarzania czynności i nawyków rodziny; stroni od kontaktu fizycznego z rówieśnikami i matką
Ambient prawie zawsze, prawie cały czas unika wzroku wszystkich. Matki, rodzeństwa, obcych kotów. Zerka na ogromnego, szarego kota, patrzy w jego pysk ale nawet na chwilę nie nawiązuje kontaktu wzrokowego, a gdy on patrzy na Ambient, kocię odwraca wzrok kompletnie. Przebiera łapami, nie w nerwach - w dziwnej ekscytacji. Przynajmniej tak sądzi, że właśnie tym to jest. Ekscytacją.
Cieszy się, tak naprawdę, że Rosomak i Aura chcieli przyjść do Fairy'ego. Pstrokate kocię Tsunami też chciało, ale bało się pójść samo, a z rodzeństwem czuło się raźniej. Chociaż medyk wciąż jest trochę straszny, nieco dziwny, ale teraz, przy bliższym poznaniu, zdaje się być sympatyczny. Nie tak sympatyczny jak mama. Dużo mówi. Dla Ambient za dużo, kociak wyłącza się w połowie wypowiedzi medyka i wraca na ziemię dopiero, gdy słyszy swoje imię.
I kieruje się powoli ku półce skalnej, którą Fairy wskazał. Przygląda chwilę roślinom, złotemu płynowi, srebrnym nitkom. Kocimiętka i miód tak dobrze pachną, ale pajęczyna tak ładnie iskrzy, wydaje się być tak delikatna. Ambient staje na tylnych łapkach, sięga zębami patyka na którym zawinięta była pajęczyna i wraca do Fairy'ego, Rosomak i Aury ze znaleziskiem w pysku.
Księżyce: 40
Mistrz: mama Tsunami
Płeć: kotka
Matka: Tsunami
Ojciec: ... (Baranie Runo)
Trwałe urazy: brak 60% ogona
Rosomak to średniej wielkości kotka o długim, szylkretowym futerku. Jest ono wiecznie rozczochrane, głównie czarne poza rudą plamką na karku i białymi włosami na pyszczku, szyi, brzuchu i łapach – skarpetki u jej przednich łap są krótsze, zaś u tylnych zakrywają większość łapy. Biel na mordce kotki ciągnie się ponad sam pysk, tworząc cienką linię między dwukolorowymi, okrągłymi oczami. Lewe jest niebieskie, a prawe żółte. Rosomak ma długi, puszysty ogon i dosyć masywną budowę, długie łapy z różowymi poduszeczkami, oraz wiecznie zaciekawioną, poważną minę.
Bardzo ciekawska wszystkiego koteczka, dosyć uparta we wszystkim co robi. Jest aż zbytnio poważna, przynajmniej na zewnątrz – nie uśmiecha się często, zazwyczaj bierze słowa innych kotów na serio. Pełna energii, ekscytacji wszystkim co dzieje się wokół, gotowa poznawać świat i inne koty, choć zazwyczaj i tak trzyma się najbliższej rodziny, która jest dla niej najważniejsza. Miewa problemy ze zrozumieniem tego, co czują inni, jednak zależy jej na ich dobrym samopoczuciu. Rosomak jest aż zbytnio odważna, niewiele rzeczy ją rusza i przeraża.
Niedźwiedź (Klan Cienia), Raniuszek (zaginieni), Pajęcza Łapa (MGBG) i kilka innych trupków
Rosomak była bardzo podekscytowana. Może nie było tego widać jakoś bardzo, bo na jej pyszczku gościła powaga, jedynie momentami zamieniająca się w zaciekawienie, jednak w oczach młodej kotki widać było zachwyt sytuacją w której się znalazła. Gdy tylko usłyszała o tych naukach, poprosiła mamę o to czy mogłaby wziąć w nich udział. Brzmiało to ciekawie, a ją i tak ciągnęło do wszystkiego co jej obce - naturalnie musiała przyjść do Medyka. Gdy dodatkowo okazało się, że wraz z nią pójdzie część rodzeństwa, kotka ucieszyła się jeszcze bardziej. Z Aurą i Ambient zawsze było ciekawiej, milej, a Rosomak nie miała wątpliwości, że teraz będzie tak samo.
Po wymamrotaniu szybkiego pożegnania w stronę mamy, mała koteczka już w pełni skupiła się na swoim otoczeniu. Przyjrzała się wszystkiemu po kolei, ledwo rejestrując słowa Fairy’ego aż nie dotarł do jej imienia. Wtedy wpatrzyła się w niego szeroko otwartymi oczami, prawie nie czekając, już otwierając pyszczek żeby się odezwać:
- Chcę nauczyć się o roślinach. Co robią. - odparła z ledwo wyczuwalną ekscytacją w głosie, niecierpliwie poruszając końcówką ogona. Leczenie kotów też od zawsze ją ciekawiło, ale rośliny? Były tak ładne i na pewno miały wiele różnych zastosowań - ten temat jak dla niej wygrywał. W dodatku temat roślin i leczenia zapewne się połączy… to miało sens.
Widząc co niesie Ambient, Rosomak podeszła nieco bliżej żeby przyjrzeć się pajęczynie. Na jej pyszczek wkradł się lekki uśmiech. Nauki zapowiadały się ciekawie.
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Interesująca sprawa, to całe medykowanie. Jako że zgłosić się mógł każdy, to czemu by nie wybrać się i nie zobaczyć na czym to polega? Jeszcze lepszą rzeczą było to, że nawet nie było potrzeby pytania się o zgodę mamy – było to już zrobione przez kogoś innego. Jasne, młody kotek mógłby to z łatwością zrobić, nie byłoby to żadną przeszkodą, ale skoro już pytanie zostało zadane przez Rosomak, to czemu by nie skorzystać? No właśnie. Tak się oprócz Rosomak i Aury do małego pochodu dołączył się jeszcze jeden kot – Ambient. W przeciwieństwie do pierwszej dwójki mniej wygadane, ale nadal było świetnym towarzystwem. Zapowiadało się ogólnie ciekawie.
Po szybkim odstawieniu tych Trzech Jeźdźców zdecydowanie nie Apokalipsy do groty, należało zamienić się w słuch. Fejry? Śmieszne imię. Aurę zainteresowało to, że oprócz bycia medykiem, kanciasty kot przedstawił się również jako radny. Kremowy kociak nie spotkał się jeszcze z tym słowem, nie kwestionował jednak jego istnienia i tylko skinął główką.
Leczenie oraz rośliny. Ciekawe tematy, prawdopodobnie oba dość obszerne. Nasłuchiwanie głosu Fairy'ego nie było trudne i po chwili wszystko było wiadome. Jedno zadanie dla Ambient, drugie dla Rosomak i wybór dla Aury. Jasne, mogłaby się wypowiedzieć! Słysząc pytanie Rosomak, kremowy maluch zastanawia się nad własnym pytaniem.
– Jak ich używać? Całe... czy tylko części? – tak brzmiało pytanie. W mniej więcej podobnym czasie Ambient przynosi srebrną, cienką rzecz, pofalowaną i posklejaną w ładne wzory, kiedy się jej przyjrzysz dokładniej. Na dodatek ta rzecz... chyba nie była wcale rośliną, ale kto wie. Była powiem przyklejona do patyka. Może działało to podobnie jak parę z tych wystających z pni roślin o przyjemnym zapachu? To się chyba nazywało grzyb, a tamta konkretna odmiana na drzewach zwana była hubą. Czy ta srebrna sieć nitek rosła na patyku? Tyle pytań, a wystarczy tylko poczekać na wyjaśnienie liliowego medyko-radnego.
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Księżyce: 150
Mistrz: Dynia, Kos
Płeć: kocur
Matka: Cichy Strumyk [*]
Ojciec: Wężowy Język [*]
Trwałe urazy: trzy blizny po psich ugryzieniach - z obu stron grzbietu za łopatkami, na lewej stopie i łydce.
Jest dumny i ambitny, ale ma dosyć niestałe poczucie własnej wartości. Fiksuje się na każdym popełnionym błędzie, często reaguje agresywnie na zwrócenie mu uwagi. Bardzo ekstrawertyczny; chętnie przebywa z innymi kotami, zazwyczaj pierwszy nawiązuje rozmowę i nie boi się opowiadać o sobie. Mówi głośno, swobodnie i odznacza się dosyć teatralną manierą. Ze względu na pewną zuchwałość, na pewność siebie, dużo żartuje i znajduje humor nawet tam, gdzie nie powinno go być.
Gryząca Łapa [KG]; Złamana Łapa [Z].
Po wypowiedzeniu kilku pierwszych zdań poczuł się tylko gorzej. Widział wtedy doskonale, że kocięce rozumki zaczęły już wesoło odpływać w marzenia na jawie. Szczególnie Ambient, która z wejścia wydawała się bardziej zainteresowana kolorowymi żyłkami na skalnych ścianach, niż czymkolwiek, co próbował zrobić.
Z niepewnością przyglądał się temu, jak każda z sióstr drgała, gdy wywoływał jej imię. Okazało się to dobrą metodą na niepozorne indukowanie ichniego skupienia. Ucieszyło go to, że ostatecznie każde z kociąt zaangażowało się jakoś w zajęcia.
Śledząc kątem oka dreptającą ku ziołowej półeczce szylkretkę, pokiwał łbem na słowa Rosomak, która okazała się mniej śmiała, niż się spodziewał. Było mu to poniekąd na łapę, bo dzięki temu nie zachowywała się przesadnie głośno i była w stanie przyswoić trochę zewnętrznych sygnałów, miast pośpiesznie wypełniać sobą całą sytuację. W przeciwieństwie do Roche. Roche go irytował. Od małego.
Uśmiechnął się do Aury, gdy ta również zdecydowała się wypowiedzieć. Pytanie czarno-białej kotki było zupełnie niekonkretne i wkład rudej siostry niewiele pomógł w zawężeniu jego zakresu, ale uznał, że nie powinien spodziewać się niczego innego po oseskach bez najbledszego pojęcia o tym, jak kruche jest kocie ciało i o tym, jak różnorodna jest flora świata śmiertelnych.
- Leczniczych roślinek jest tyle, ile gwiazd na niebie, dlatego na pewno nie uda mi się teraz opowiedzieć wam o wszystkich. Po lekcji możecie poprosić kogoś dorosłego i wybrać się na poszukiwania ziół, może uda wam się zebrać coś ciekawego. Ale, uwaga!, istnieją też roślinki trujące. One mogą zrobić krzywdę kotu, na przykład zmusić go do wymiotowania. Zazwyczaj mają paskudny smak, są bardzo kwaśne albo gorzkie - Pokazał język w udawanym obrzydzeniu, chcąc rozbawić kociaki. - Dlatego nie wolno gryźć ani połykać nieznanych roślin, i nie wolno też lizać łap po zbieraniu ich. Najbardziej obrzydliwe są czerwone, czarne albo niebieskie jagody. Do takich nawet nie ma co podchodzić.
Gdy mówił, Ambient zdążyła już wrócić i usiąść z wybranym przez siebie motkiem pajęczyny. Wskazał łapą w jej kierunku.
- Zobaczcie! To jest pajęczyna. Nie jest rośliną, tylko pochodzi od pająków, takich robaków, które łapią w nią muchy. Zbiera się ją na patyczek, bo jest kleista i łatwo się zrywa. Służy do owijania ran, z których leci krew. Zatrzymuje krew w środku kota, chroni ranę przed pobrudzeniem i zabezpiecza opatrunek, żeby się nie przesuwał. Bardzo dobry wybór, Ambient. - Po krótkim wytłumaczeniu roli kociego bandaża, obowiązkowo pochwalił nieśmiałego berbecia, by zachęcić go do dalszej aktywności.
- Ale nie wolno nakładać pajęczyny od razu! Trzeba najpierw oczyścić ranę z zarazków mchem namoczonym w świeżej wodzie i nałożyć na nią magiczną maść. Taką maść robi się z pokrzywy, a dokładniej - z jej liści lub nasion. Pokrzywa ma miękką, mięsistą łodygę, ząbkowane liście, zielone kwiaty i parzące włoski. Mamy liście pokrzywy w składziku, w którym Ambient znalazła pajęczynę, więc możemy zrobić konkurs... Kto chce konkurs? - zadawszy pytanie, przesunął wzrokiem po młodym rodzeństwie. - Kto pierwszy znajdzie i przyniesie mi liść pokrzywy, ten wygrywa! I w nagrodę dostanie specjalny smakołyk!
Nie miał pewności, czy wszystkie siostry zapamiętały, gdzie znajduje się wspomniany przez niego składzik, więc odwrócił się przodem do niego i wyciągnął ku niemu łapę.
Księżyce: 150
Mistrz: Ćmia Gwiazda, Kos
Płeć: kocur
Matka: Pajęcza Noga
Ojciec: Gęsiopióry
Trwałe urazy: oddziobana 1/3 nosa, rozerwany pysk i policzek, oba z lewej strony
Ogromny, piękny kocur. Prezentuje się urokliwie, porusza z gracją. Ma chude, gibkie ciało z zarysem silnych mięśni, jego nogi są długie, a krótka, czarna sierść o głębokim odcieniu i oleistym połysku przylega do ciała. Oczy ma ognistopomarańczowe, uszy spore, nos prosty, ogon długi i cienki jak bicz.
Jest bardzo bystry. Zna swoją wartość, lubi być w centrum uwagi i nie brakuje mu pewności siebie, łatwo przejmuje stery. Ukrywa emocje, panuje nad mimiką i mową ciała, jest czujnym obserwatorem, a każdy jego ruch jest efektem dokładnych kalkulacji. Zdarza mu się jednak działać impulsywnie, szczególnie pod wpływem silnych emocji. Jest bardzo ambitny i ekscytują go wyzwania wymagające wysiłku. Ma problem z kontrolowaniem złości, w starciach jest bardzo brutalny.
Powracające Echo [MGBG]
Gdy skończył zajmować się tym, co pozostało z psa, zmęczenie coraz bardziej zaczęło dawać mu się we znaki, a wraz z nim ból, promieniujący coraz silniej z rannej łapy. Intruz zostawił po sobie ślady w bardzo niefortunnym miejscu. Czarnowron wiedział, że będzie musiał na siebie szczególnie uważać przez kilka następnych dni, i że może zapomnieć o wycieczkach poza obóz, jeśli nie chciał pogorszyć obecnego stanu.
Choć nie miał w zwyczaju pokazywać się innym w podobnym stanie, gdy przekroczył próg Ważkowej Groty jego sierść wciąż była pozlepiana zaschniętą krwią. Chciał zobaczyć jak zareagowałby liliowy medyk na taki widok. Obojętnością? Troską? Czy równie łatwo dałby się namówić do pomocy w doprowadzeniu jej do porządku, jak wtedy, gdy zgodził się przeżuć dla niego jedzenie?
– Fairy? – rzucił w przestrzeń, rozglądając się za medykiem. Ale odpowiedziała mu cisza. Ważkowa Grota była pusta.
Poczuł ukłucie zawodu, ale zdecydował się nie czekać. Rana stawała się coraz bardziej nieznośna. Wszedł do składziku, gdzie odszukał szypułkę nagietka i motek pajęczyny. Usiadł i dokładnie oczyścił językiem miejsce ugryzienia. Zmiażdżył kwiat w zębach, pozwalając uwolnionemu w ten sposób sokowi rozlać się po ranie, a następnie delikatnie owinął pajęczyną całą łapę.
Sam doprowadzi się do porządku. A może poczeka na liliowego kocura w jednym z legowisk w lecznicy. Opowie mu o dzisiejszym poranku.