"Nie wpędzę się sam do grobu", powiedział Barwna Woda na treningu z Księżycowym Pyłem, po czym przyjął bez szemrania rangę medyka Klanu Rzeki.
Był wykończony już od dawna. Łapy miał pełne roboty, denerwował się wszystkim i starał się tego nie okazywać zbytnio. Księżycowy Pył uczyła go o tym, aby nie trzymać w sobie uczuć, rozmawiać o nich, wyrażać je głośno, ale on... wciąż czuł, że nie mógł. I, ironicznie, w pełen nadopiekuńczości i hipokryzji sposób, chciał nauczyć Rybołów i Cisa, że oni mogą te uczucia głośno wyrażać, nie tłumić ich w sobie.
Oni mieli siebie nawzajem. On... miał tu być z Goryczą, ale jej nie było. Zniknęła, nie skończyła treningu. Z Goryczą byłoby mu teraz dużo łatwiej, ale niedługo miał wyszkolić swoich następców, pomocników, koty, które go zrozumieją i dadzą mu wsparcie.
Rybołowia Łapa od kilku księżyców spała w starym legowisku Barwinka, po Ceremonii w to samo miejsce został skierowany Cisowa Łapa. Minęło kilka wschodów słońca od Ceremonii na której Cis i jego rodzeństwo zostali mianowani - kilka wschodów słońca aby w pełni zaaklimatyzować się z Królikarnią, z zadaniami tak prostymi jak sprzątanie lecznicy, wymieniane mchu.
W końcu jednak Barwna Woda przywołał do siebie swoich obu uczniów, prosto do składzika. Tam czekał na Rybołów i Cisa, z pewną kupką ziół pod łapami. Zamierzał zacząć od kodeksu medyka, od podstawowych, najbardziej powszechnych ziół. Potem...
Potem chociaż krótki fragment treningu wojowniczego.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Było inaczej, z pewnością inaczej. Dziwnie było nie słyszeć odgłosów małych grzybków z chruśniaka, dziwnie było wychodzić do obozu bez obawy, że mama zaraz przyjdzie i zagoni cię z powrotem. Dziwnie było nazywać siebie Łapą, dziwnie było myśleć, że już był KIMŚ WIĘCEJ. Ale! Cis wcale nie przejmował się dziwną dziwnością jaka go spotkała, ba, nawet jej nie zauważył! Z ekscytacją zwiedził każdy najmniejszy i zakurzony zakątek Królikarni, doglądał chorych i opowiadał im czasem jakieś super fajne historie. Ale tylko czasem, jak chcieli, bo jak nie chcieli to grzecznie wychodził i dawał im odpoczywać. Obiecał w końcu, że będzie pamiętać że to odpoczynek i spokój jest bardzo potrzebna w wykurowaniu, a oriental też nie chciał działać na szkodę, w życiu! Nauczył się też wymieniać mech w legowiskach (no dobra, robi to bardzo niechlujnie i niestarannie, choć bardzo się stara, naprawdę!), czyścić jakieś brudy i wyganiać natrętne muchy które tylko bzyczą nad uchem. To znaczy, z tym ostatnim ma jeszcze problem bo głupie owadziska się go nie słuchają, ale JUŻ NIEDŁUGO! Starał też bliżej poznać się z Rybołowią Łapą i rozmawiał z rodzeństwem, żeby nie było że zapomniał o niich przez te ostatnie parę terminatorskich dni.
Obserwował akurat... no, obóz, przed królikarnią, kiedy to usłyszał jak Barwna Woda woła jego imię. Jego i niebieskiej kuzynki, no, oczywiście! Liliowy jak poparzony zerwał się, w mgnieniu oka pojawiając się przy medyku. W końcu nadszedł ten dzień! Dzień treningu! Oczywiście, że nie mógł się doczekać i był absolutnie PODEKSCYTOWANY, no kto by nie był, co nie???? - Barrrwna Wodo, dzień dobry - uśmiechnął się najszerzej jak tylko umiał, pilnując by przypadkiem nie krzyknąć z nadmiaru wszystkich swoich emocji. W końcu byli w lecznicy. A w lecznicy miała być cisza. Tak. - Ty to nie uwierrrzysz jak terrraz jest fajnie! Pamiętasz jak ci kiedyś mówiłem że goniłem takiego motylka? No i on potem uciekł poza obóz i już go nie mogłem gonić, pamiętasz? Na pewno pamiętasz! No i dzisiaj to spotkałem tego samego motylka, naprrrawę, to był na pewno TEN SAM! I dziś nie uciekł poza obóz, bawił się ze mną tak o, fajnie nie??? No ja myślę że fajnie. Nazwałem go... e... Bebech. Nie wiem w sumie co to jest dokładnie, ale tak ma na imię, mój nowy kolega - pochwalił się niesamowicie dumny z siebie. No, w końcu nie codziennie zdobywa się kolegę-motylka, co nie? A on tego dokonał! On! - A co dziś rrobimy? No co? No co? Ja to mogę dziś zrrobić wszystko, o, najlepiej! Co ty na to?
jest to proporcjonalnie zbudowana, harmonijna kotka. Ani za gruba, ani za chuda, niemal jak wycięta z katalogu ze swoją budową ciała. Delikatnie wyższa niż przeciętnego wzrostu. Nie wyróżnia się z tłumu w żaden sposób. O niektórych kotach można powiedzieć, że mają garbate nosy, wielki uszy, skośne oczy lub coś podobnego - o niej natomiast nie. Uszy średniej wielkości, nos trochę prosty, ale ogólnie to ładnie wygięty, niezbyt mocno zaznaczone kości policzkowe, okrągłe ślepka. Futro krótkie, miękkie i przyjemne, ale dosyć gładkie, w kolorze jednolicie niebieskim. Jedynym co się odróżnia na tle szarości jest biel, która ukazuje się na końcu ogona Rybołów, na jej tylnych łapach po pięty oraz na klatce piersiowej, gdzie znajduje się niewielka plama w kształcie "serca". Kotka porusza się energicznie a wzrok ma bystry. Właśnie, jeśli chodzi o kolor jej oczu, to lewe jest jaskrawo zielone niczym świeże liście, a prawe intensywnie niebieskie niczym niebo podczas słonecznego dnia.
Idealistka, ale nie naiwna. Stara się wierzyć w dobro i lepszy świat oraz w to, że swoimi czynami może pomóc innym. Nie ma skomplikowanego charakteru, wręcz przeciwnie, jej osobowość opiera się na bardzo prostych zasadach. Inteligencji, otwartości, chęci do pracy i chęci pomocy innym. Wciąż jest dosyć energiczna i gadatliwa, ale zdecydowanie jest bardziej stonowana w porównaniu z czasem gdy była małym kocięciem, głównie przez utratę całej bliskiej rodziny oraz tragedie z jakimi musiała sobie radzić. Bardzo starała się ukrywać swoją depresję spowodowaną śmiercią, zaginięciami i zdradą rodziny, ale im była starsza tym szło jej gorzej, przez co czasem sprawiała wrażenie wyalienowanej lub melancholijnej, pogrążonej we własnych myślach. Nie chciała jednak nikogo martwić swoją osobą. Rybołów ogólnie zdaje sobie sprawę ze swoich cech, wie, że jest wystarczająco silna by sobie poradzić. Ma silną psychikę i wielkie pokłady determinacji, które mogą być nieco przerażające. Dużo myśli, czasem odrobinę za dużo, analizując wszystko, co ją otacza.
Płonące Niebo, Liliowa Łapa, Bratek [KRz]
Rybołowia Łapa była o dwa księżyce dłużej terminatorem medyka od Cisowej Łapy, swojego kuzyna, ale jej trening jeszcze nie zdążył się zacząć. Wiedziała, że Barwna Woda czekał, aż Cis będzie mógł do niej dołączyć, by byli w stanie zacząć razem, z równej stopy, ale nawet mimo tego, Rybołów zdążyła już podejrzeć to i owo. Nie uważała się przez to za lepszą od kuzyna, wręcz przeciwnie. Miała nadzieję, że jej szczątkowo większe doświadczenie może się okazać dla liliowego przydatne i da im trochę prężniejszy start nauki.
Przyszła dosłownie krótką chwilę po Cisie. Była akurat z tyłu, za królikarnią, szukając tam jakiś ciekawych rzeczy. Znalazła dwa ładne piórka - jedno brązowe, sowie, a drugie gołębie, srebrne z czarnym pasem. Dotarła do składzika z nimi w pysku, słysząc już przy wejściu entuzjastyczny głos Cisowej Łapy. xxx - Proszę, to dla was - powiedziała wesoło, kładąc sowie pióro przed kuzynem a gołębie pióro przez Barwną Wodą. Na jej pysku był uśmiech, ale kotka ostatnio czuła się odrobinę przybita. Coraz więcej członków jej rodzeństwa zapadało się pod ziemię i nie widywała ich w obozie, Czarna Łapa był... dziwny i wysyłał dziwne wibracje, mama się załamała i praktycznie nikomu nie pokazywała się na oczy a tata był chory. Rybołowia Łapa była kotem pozytywnie nastawionym do świata, takim, który uważał, że szklanka zawsze jest w połowie pełna, ale nawet ona nie była w stanie w pełni nie reagować na wszystkie negatywne bodźce jakie ją spotykały. xxx - Od czego zaczniemy, Barwna Wodo? - zagadnęła go z zaciekawieniem, starając się nakierować swoje myśli na właściwe tory. Musiała się skupić, jeśli chciała się odpowiednio dużo nauczyć i nie opóźniać także treningu Cisa, który był obok niej.
Zaproszędzieńi noc, zaproszę czterywiatry Dlawszystkich [ drzwi ] otwarte, ktoś poda pierwszyton Zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
> Nasiąkną ścianygrą < [ Bo takibędzie mój>>DOM << ]
Ostatnio dużo się działo i chociaż widział, rozumiał, jak dzielnie to znoszą jego uczniowie, rozumiał także - lepiej, niż ktokolwiek inny - że nawet oni, pełni życia, energii, optymizmu... coś w sobie duszą. Przynajmniej Rybołów, po tym, co ostatnio działo się z jej rodziną. Było mu przykro z powodu stanu Jaja, Pajęczej Nogi, Maczka, tego, co działo się z Czarnowronem i nie wątpił, że na jego uczennicy się to odbija, mniej lub bardziej. Ale była silna. Bardzo ją podziwiał.
To on miał uczyć ją i Cisa, ale na ten moment, to raczej oni uczyli jego pewnych bardzo ważnych, fundamentalnych w życiu medyka rzeczy.
Uśmiechnął się delikatnie do Cisowej Łapy. Kocurkowi coraz lepiej szło mówienie ciszej, coraz mniej krzyczał i Barwna Woda był z tego powodu bardzo zadowolony. Wpatrzony w terminatora łagodnym, pełnym czułości wzrokiem wysłuchał opowieści o motylku Bebechu którego Cis namierzył, z którym się zaprzyjaźnił. Sam chciał potrafić wrócić do tego entuzjazmu i cieszenia się nawet najmniejszymi rzeczami w życiu.
- Bebech to... określenie brzucha. Nieco wulgarne, ale w wypadku motyla całkiem urocze - przyznał Barwinek, poruszając wąsami. A zaraz potem zastrzygł uszami, wyłapując kroki Rybołów. Kiwnął jej głową i odetchnął ze świstem przez nozdrza, przyglądając się piórom, które przyniosła. - Dziękuję - medyk od razu zgarnął prezent do siebie, przyglądając mu się chwilę.
Wziął głęboki oddech, zanim zaczął mówić. Chyba musiał nieco zmienić plan dnia.
- Od podstaw. Prostych, niby oczywistych, ale tak łatwych do zbagatelizowania i zignorowania podstaw - Barwinek zamyślił się na chwilę, lustrując obu młodych wzrokiem. -Wasze uczucia i wasze własne zdrowie, emocjonalne jak i fizyczne... wasze obowiązki jako przyszłych medyków, kodeks medyka i kodeks wojownika... która z tych trzech rzeczy jest najważniejsza i o której zawsze musicie myśleć jako pierwszej?
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Barwna Woda miał dobre przeczucia. Może to właśnie na Rybołów skupił się bardziej, nic dziwnego, w końcu w jej życiu działo się tak wiele. W jej rodzinie, w jej otoczeniu. Cisowa Łapa jednak też dusił coś w sobie, coś tak głęboko, że w tym momencie sam by się tego nie doszukał. Nie zmienił się wcale - dalej łaził uśmiechnięty od ucha do ucha, zagadywał towarzysko inne koty, bawił się z motylkami. Dalej był pasjonatem kamyczków, dalej opowiadał z ekscytacją i gardłowym śmiechem. I tylko czasem, ale tylko czasem przebywając w Królikarni miał wspomnienia co do słów mamy. Słyszał, jak ta mówi że nie chce takiego syna jak on, bo został medykiem. Bo zrobił coś wbrew jej woli, bo pierwszy raz zadecydował sam o sobie, nie słuchając się jej opinii i zdania.
I czasem, ale tylko czasem miał wrażenie, że zrobił źle. Że już teraz nie będzie kochany, że nie będzie mógł nazywać się Światłokonarkiem. Czasem.
- No! To dlatego kojarrrze! Mama mówiła, że jak będę dużo jeść to będę mieć WIEEELKI bebech! - zaśmiał się, wbijając swoje duże, pomarańczowe oczy w postać Rybołów, która właśnie pojawiła się zza rogu. Uśmiechnął się do niej najszerzej jak tylko umiał, zainteresowany przyglądając się prezencikowi. - Wooooo, Rrrrybołów, dziękuję! Skąd wiedziałaś że lubię piórrrka? Ale... ale ja dla ciebie nic nie mam. No, to... to ja następnym razem dam prrrezent tobie, dobrrra? Będzie bombowy, zobaczysz! - no, co prawda pióra nie miały w ogóle podskoku do pięknych kamulców które kolekcjonował, ale taka odmiana też była miła, piękna, cudowna! No i dostał ją od swojej kuzynki! To sprawiało, że nowy nabytek był jeszcze cenniejszy niż jego wszystkie kamulce razem wzięte.
Ponownie spojrzał się na Barwinka, starając się skupić choć na moment. Musiał, jeśli traktował to, co właśnie się dzieje na poważnie. A traktował! - E - wyjąkał. Nie tego się spodziewał. Nie takiego pytania, nie takiego tematu. O jakie uczucia chodziło??? O zdrowie???? Co??? - No chyba to zdrrrowie, nie? Że jak coś boli to prrrzychodzimy, bo potem będzie boleć barrdziej. Na prrrzykład nóżka - bo chyba o to chodziło, nie? Nie dało się wykonywać obowiązków w momencie, gdy bardzo boli głowa albo żołądek robi fikołka.
jest to proporcjonalnie zbudowana, harmonijna kotka. Ani za gruba, ani za chuda, niemal jak wycięta z katalogu ze swoją budową ciała. Delikatnie wyższa niż przeciętnego wzrostu. Nie wyróżnia się z tłumu w żaden sposób. O niektórych kotach można powiedzieć, że mają garbate nosy, wielki uszy, skośne oczy lub coś podobnego - o niej natomiast nie. Uszy średniej wielkości, nos trochę prosty, ale ogólnie to ładnie wygięty, niezbyt mocno zaznaczone kości policzkowe, okrągłe ślepka. Futro krótkie, miękkie i przyjemne, ale dosyć gładkie, w kolorze jednolicie niebieskim. Jedynym co się odróżnia na tle szarości jest biel, która ukazuje się na końcu ogona Rybołów, na jej tylnych łapach po pięty oraz na klatce piersiowej, gdzie znajduje się niewielka plama w kształcie "serca". Kotka porusza się energicznie a wzrok ma bystry. Właśnie, jeśli chodzi o kolor jej oczu, to lewe jest jaskrawo zielone niczym świeże liście, a prawe intensywnie niebieskie niczym niebo podczas słonecznego dnia.
Idealistka, ale nie naiwna. Stara się wierzyć w dobro i lepszy świat oraz w to, że swoimi czynami może pomóc innym. Nie ma skomplikowanego charakteru, wręcz przeciwnie, jej osobowość opiera się na bardzo prostych zasadach. Inteligencji, otwartości, chęci do pracy i chęci pomocy innym. Wciąż jest dosyć energiczna i gadatliwa, ale zdecydowanie jest bardziej stonowana w porównaniu z czasem gdy była małym kocięciem, głównie przez utratę całej bliskiej rodziny oraz tragedie z jakimi musiała sobie radzić. Bardzo starała się ukrywać swoją depresję spowodowaną śmiercią, zaginięciami i zdradą rodziny, ale im była starsza tym szło jej gorzej, przez co czasem sprawiała wrażenie wyalienowanej lub melancholijnej, pogrążonej we własnych myślach. Nie chciała jednak nikogo martwić swoją osobą. Rybołów ogólnie zdaje sobie sprawę ze swoich cech, wie, że jest wystarczająco silna by sobie poradzić. Ma silną psychikę i wielkie pokłady determinacji, które mogą być nieco przerażające. Dużo myśli, czasem odrobinę za dużo, analizując wszystko, co ją otacza.
Płonące Niebo, Liliowa Łapa, Bratek [KRz]
Nie wtrącała się w rozmowę o bebechach, bo, w gruncie rzeczy, nie bardzo ją zrozumiała - chyba przyszła odrobinę za późno, by być "na czasie" z szalonym nazewnictwem swojego kuzyna. - Ależ nie musisz mi dawać niczego w zamian! - żachnęła się, delikatnie dotykając go swoją łapką w bark - to znaczy możesz, jeśli chcesz, będzie mi bardzo miło! Ale nie czuj się zobligowany tylko dlatego, że dostałeś ode mnie piórko - powiedziała z rozbawieniem, a jej biały koniuszek ogona lekko zadrgał. Następnie zamilkła, zastanawiając się nad odpowiedzią na trudne pytanie zadane przez mistrza. Wlepiła wzrok w ziemię przed sobą, jakby zamierzała coś tam dostrzec, ale niczego tam nie było, a jej brewki się w charakterystyczny sposób zmarszczyły. - Myślę, że to nie jest tak, że możemy udzielić na to jednoznacznej odpowiedzi - powiedziała w końcu - Nie znam jeszcze kodeksu wojownika ani kodeksu medyka, ale samo słowo kodeks wskazuje na coś, co... ktoś stworzył, a zatem można to zmienić. Dlatego skłaniałabym się ku pół na pół względem naszego zdrowia i naszych obowiązków jako medyka i nawet, jeśli nie wiem jeszcze w pełni jak wygląda życie medyka i jego praca, to mam wrażenie, że skłanianie się za bardzo w którąkolwiek stronę mogłoby być problematyczne... każde ze swojego własnego powodu. Więc wydaje mi się, że jako przyszli medycy powinniśmy starać się znaleźć w tym złoty środek by jak najmniej narażać tak siebie, jak i innych. Na miarę naszych możliwości... i naszych dobrych chęci. - Spojrzała krótko na Cisa. Nie wątpiła w ani swoje dobre chęci ani jego, a chęci to już jakiś malutki element sukcesu. To chęci sprawiły, że tu teraz byli. - Przepraszam, jeśli mówię chaotycznie, mam problem z dobraniem prawidłowo słów tak, by dało się zrozumieć o co mi chodzi, jeśli wcześniej nie myślałam zbyt dużo nad odpowiedzią na takie pytanie - dodała speszona, mając wrażenie, że nikt chyba nie zrozumiał co miała na myśli, bo sama pewnie słuchając swojego własnego monologu by tego nie zrozumiała.
Zaproszędzieńi noc, zaproszę czterywiatry Dlawszystkich [ drzwi ] otwarte, ktoś poda pierwszyton Zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
> Nasiąkną ścianygrą < [ Bo takibędzie mój>>DOM << ]
Nie potrafił powstrzymać uśmiechu który aż cisnął mu się na pysk gdy obserwował interakcje Rybołów i Cisa. Czasem zapominał, że byli tak blisko spokrewnieni, że byli rodziną... i teraz zachowywali się jak rodzina, jak najlepsi przyjaciele. Niewinni i nieświadomi jeszcze wielu rzeczy, pełni zapału, energii - czegoś, czego Barwinkowi już od księżyców brakowało, co gasło w nim po trochu z dnia na dzień od śmierci Księżycowego Pyłu.
Tak się cieszył, że ich wybrał. Tętnili życiem, energią, optymizmem. Tego było mu trzeba. Tego trzeba było całemu Klanowi Rzeki, tego było trzeba w Królikarni. W dwójce terminatorów płonął zapał, chęć zdobywania wiedzy, ta energia, iskra, i na wszystkich Gwiezdnych, Barwna Woda obiecał sobie teraz, że zrobi wszystko, aby w nich to nie zgasło tak, jak w nim.
Dlatego rozmawiali o tym, o czym rozmawiali.
- Dobra odpowiedź - i ta Cisowej Łapy i Rybołowiej Łapy, satysfakcjonowały go obie. - Nie. Nie, Rybołów, nie mówisz chaotycznie. Bardzo dobrze wyraziłaś swoje myśli, wszystko jest w pełni zrozumiałe. Rozumiem, o co chodzi. I... oboje macie rację, tak naprawdę.
- Kodeks medyka... zabrania nam wielu rzeczy, których nie zabrania się innym kotom. Przywódcom, zastępcom - nikomu, tylko medykom, pod pretekstem tego, że medyk musi skupić się na swoich obowiązkach. Odrzucić uczucia, bo te mogą go... zaślepić. W przypadkach niektórych kotów, być może, jest to prawda, jednak to, jak wiele według kodeksu zabraniane jest medykom, jest... niesprawiedliwe. I na dłuższą metę krzywdzące - Barwinek westchnął, owijając łapy ogonem, zerkając na oboje swoich uczniów. - ... tylko medykom zabrania się kochać drugiego kota. W założeniu medycy mają tłumić swoje uczucia aby skupić się na obowiązkach. To wszystko finalnie prowadzi do ignorowania nie tylko swoich uczuć, ale też podstawowych potrzeb. W ten sposób... zmarła moja mistrzyni, Księżycowy Pył. Przepracowała się, stawiając kodeks, Klan ponad wszystko inne - minęło tyle czasu, prawie dwa obiegi pór, a dla Barwinka mówienie o Księżycowym Pyle wciąż przynosiło... ból. Nic więcej. Nieprzyjemne, lodowate ukłucie w sercu.
- Dlatego o tym mówię. Aby być w stanie dbać o innych, musicie być w stanie najpierw zadbać o siebie. Dlatego w Klanie Rzeki nigdy nie pozostanie tylko jeden medyk. Przynajmniej dwóch, trzech. Musicie się wspierać nawzajem, możecie, powinniście szukać wsparcia w innych kotach. Wiem, że może to brzmieć absurdalnie... ale po dłuższym czasie nawet o takich rzeczach... można zapomnieć - kocur uśmiechnął się blado, smutno. - Więc wy nie zapominajcie.
A potem wskazał łapą na medykamenty przed sobą.
- Chcecie zacząć od kodeksu medyka, czy... ziół?
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
xxx- Co ty, moja drrrroga, w ogóle wygadujesz - parsknął z niedowierzaniem na słowa Rybołowiej Łapy. - Oczywiście że nie muszę, bo ja NIC nie muszę, ale ja chcę, tak, barrdzo chce! Dostaniesz coś tak superrraśnego, że nawet terrrraz nie możesz sobie tego wyobrrazić. Zobaczysz! - uśmiechnął się szeroko w jej stronę, a pewność siebie aż biła z jego słów na pewną odległość. Był pewny tego, że jego prezent wywoła uśmiech na pysku niebieskiej kotki. Był tego pewny, bo o to w tym chodziło. O uśmiech. xxx- Ja też rrrozumiem, Rrrybołów! To znaczy nie, ale to nie znaczy że mówisz chaotycznie! To znaczy, że ja chaotycznie myślę - dodał niemalże od razu, żeby przypadkiem jego kuzynka nie chciała przepraszać za coś takiego. To znaczy już przeprosiła, ale żeby nie robiła tego znowu! Barwna Woda rozumiał. On... też, gdyby tylko był bardziej uważny, też na pewno by zrozumiał! NA PEWNO!
Zamyślił się wyraźnie nad słowami medyka. Coś tu nie pasowało. xxx- Czyli co. Nie mogę kochać mamy ani taty??? Nie??? A Blizny też nie mogę??? Prrrrzecież to totalnie bez sensu i głupie. Czemu coś mi zabrrrania kochać kogoś. Ja kocham moje kamulce i nawet nie myśl, Barrwna Wodo, że przestanę! Przecież to horrrorrr! Prrrawdziwy horrrorr, nie, to gorrzej! Nie zostawię moich kamulców, NIE MA OPCJI - powiedział całkowicie poważnie. Nie był gotowy na taką informację. Nie był gotowy na to, że nagle ma zostawić swoje ukochane kamyczki dla jakiegoś kodeksu. Czemu. Czemu. Nie rozumiał. - No i, jak mówisz, to wszystko prrrowadzi do tego, że... ta twoja Księżycowy Pył umarła. Prrrzecież ty też możesz. I ja. I Rrybołów. To niebezpieczne. Trrrzeba to usunąć w takim razie, gdzie jest ten cały kodeks? To ja usunę i będzie wszystko superr.
Jego oczy rozbłysły jeszcze bardziej, kiedy to usłyszał że mają zacząć się UCZYĆ. - ZIOŁA! Rrrrybołów prrroszę, powiedz że zioła, mówię ci to na pewno ciekawsze! No i ten cały kodeks zabija, to nie ma co się go terrraz uczyć. Wybierrrz zioła, wybierrz zioła!!!!
jest to proporcjonalnie zbudowana, harmonijna kotka. Ani za gruba, ani za chuda, niemal jak wycięta z katalogu ze swoją budową ciała. Delikatnie wyższa niż przeciętnego wzrostu. Nie wyróżnia się z tłumu w żaden sposób. O niektórych kotach można powiedzieć, że mają garbate nosy, wielki uszy, skośne oczy lub coś podobnego - o niej natomiast nie. Uszy średniej wielkości, nos trochę prosty, ale ogólnie to ładnie wygięty, niezbyt mocno zaznaczone kości policzkowe, okrągłe ślepka. Futro krótkie, miękkie i przyjemne, ale dosyć gładkie, w kolorze jednolicie niebieskim. Jedynym co się odróżnia na tle szarości jest biel, która ukazuje się na końcu ogona Rybołów, na jej tylnych łapach po pięty oraz na klatce piersiowej, gdzie znajduje się niewielka plama w kształcie "serca". Kotka porusza się energicznie a wzrok ma bystry. Właśnie, jeśli chodzi o kolor jej oczu, to lewe jest jaskrawo zielone niczym świeże liście, a prawe intensywnie niebieskie niczym niebo podczas słonecznego dnia.
Idealistka, ale nie naiwna. Stara się wierzyć w dobro i lepszy świat oraz w to, że swoimi czynami może pomóc innym. Nie ma skomplikowanego charakteru, wręcz przeciwnie, jej osobowość opiera się na bardzo prostych zasadach. Inteligencji, otwartości, chęci do pracy i chęci pomocy innym. Wciąż jest dosyć energiczna i gadatliwa, ale zdecydowanie jest bardziej stonowana w porównaniu z czasem gdy była małym kocięciem, głównie przez utratę całej bliskiej rodziny oraz tragedie z jakimi musiała sobie radzić. Bardzo starała się ukrywać swoją depresję spowodowaną śmiercią, zaginięciami i zdradą rodziny, ale im była starsza tym szło jej gorzej, przez co czasem sprawiała wrażenie wyalienowanej lub melancholijnej, pogrążonej we własnych myślach. Nie chciała jednak nikogo martwić swoją osobą. Rybołów ogólnie zdaje sobie sprawę ze swoich cech, wie, że jest wystarczająco silna by sobie poradzić. Ma silną psychikę i wielkie pokłady determinacji, które mogą być nieco przerażające. Dużo myśli, czasem odrobinę za dużo, analizując wszystko, co ją otacza.
Płonące Niebo, Liliowa Łapa, Bratek [KRz]
I Barwna Woda i Cis powiedzieli... dużo, przez co Rybołów potrzebowała chwilki by przetworzyć informacje. Jej brwi zmarszczyły się w charakterystyczny dla niej sposób, zdradzając to, że kotka intensywnie się zastanawia. Coś tu mocno nie miało sensu w tym, co mówił starszy kocur. - Nie sądzę, by można było być dobrym medykiem bez miłości - skomentowała krótko, zwłaszcza, że Cisowa Łapa i tak się charakterystycznie dla niego rozgadał. Wydawało jej się, że kuzyn nieco powierzchownie odebrał słowa Barwnej Wody, ale i tak miał sporo racji. - Dwóch, trzech medyków... - powtórzyła cichutko. Była Księżycowy Pył, a ona miała dwóch terminatorów, Gorzką Łapę, jej ciocię, oraz Barwną Łapę. Ale teraz i tak tylko Barwna Woda był medykiem, a Gorzka Łapa zapadła się pod ziemię tak, jak gdyby nigdy nie istniała. Jakby nikt, poza tatą, wujami i Barwinkiem, za nią nie tęsknił. I Barwinek teraz miał dwóch terminatorów. Czy z nich też koniec końców ostanie się tylko jedno? Oby nie. Rybołowia Łapa nie była w stanie pogodzić się z taką wizją. - Kiedy skończymy trening - bo oboje skończymy, nie ma innej opcji - to będzie nas akurat trójka! I może będziemy mogli wtedy wszyscy razem mieć jeszcze jednego terminatora. Klan Rzeki wtedy na pewno będzie bezpieczny, a my się nie przepracujemy - pokiwała lekko głową, a następnie skupiła się na słowach Barwnej Wody. - Skoro pytasz, Cisowa Łapo... Poznałam mak. To takie czerwone, delikatne kwiaty. Ale Barwna Woda podawał nie kwiaty ani liście z niego, a malutkie, czarne ziarenka maku. Z tego, co zrozumiałam, były chyba na uspokojenie albo uśpienie kota. A może uśmierzenie bólu. Oprócz tego miałam do czynienia z mysią żółcią. Barwna Woda powiedział, że wyciąga się ją z myszy. I służy do odczepiania kleszczy! Dzięki niej sama byłam w stanie się pozbyć kleszczy z mojego futra, po tym jak łaziłam po łęgach. No i Jakubek, o którym wspomniałam już podczas leczenia Wydmowego Wiatru. Służy do leczenia, yyy, obić, siniaków. Robi się z niego maść. Och, i, ummm, pajęczyna! Dzięki niej tamuje się krwawienie. Używa się jej przy ranach. Mam nadzieję, że to wszystko - powtarzała sobie te informacje w głowie tak często, że miała je wykute na blachę. Nie chciała niczego zapomnieć, by nie rozczarować Barwnej Wody. Czuła, że pokłada w niej wielkie nadzieje, skoro wybrał ją jako jednego ze swoich terminatorów. I chciała tym nadziejom sprostać - była typem, co sam dużo od siebie wymagał.
Zaproszędzieńi noc, zaproszę czterywiatry Dlawszystkich [ drzwi ] otwarte, ktoś poda pierwszyton Zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
> Nasiąkną ścianygrą < [ Bo takibędzie mój>>DOM << ]
Musiał w pełni zgodzić się z Rybołów. Cis podchodził do tego wszystkiego nieco bardziej dziecięco, ale też miał rację - zakaz kochania przez kodeks medyka był czymś krzywdzącym i bez sensu. Uczucia, owszem, potrafiły przyćmić zdrowy osąd, ale zmuszanie medyków do tłumienia tych uczuć, chowania ich przed resztą świata na rzecz obowiązków było czymś równie krzywdzącym. Bardziej krzywdzącym, na dłuższą metę.
Kot, którego umysł i serce cierpią, nie jest w stanie poprawnie wykonywać jakichkolwiek obowiązków.
- Otóż, to, Rybołów. I zgadzam się z Tobą - westchnął głęboko. - Kodeksu się nie usunie... ale żaden kot z Gwiezdnego Klanu nigdy nie powinien mieć pretensji do nas, medyków, o to, że coś wobec kogoś czujemy. To normalne. Nie zabronię wam nikogo kochać. Powinniście być do tego zdolni, to... niektórym wręcz potrzebne do normalnego funkcjonowania. Tylko tyle... chciałem wam powiedzieć. Abyście nie zapomnieli, tak jak ja, że wasze zdrowie jest najważniejsze.
Barwna Woda cierpiał przez kodeks medyka i własną głupotę wystarczająco długo i nie chciał, aby jego uczniowie przeszli przez to samo.
Właściwie cieszył się, że od razu przechodzili do ziół.
- Bardzo ładnie, Rybołów. Dużo zapamiętałaś - pochwalił Rybołowią Łapę, palcami sięgając do kupki ziół które miał rozłożone przed sobą. Korzeń, kilka liści, patyk z pajęczyną, nasączony śmierdzącą cieczą mech... między innymi. - Przyjrzyjcie się tym medykamentom; występują wszędzie. Zapamiętajcie, jak wyglądają. Powąchajcie. Jest tutaj między innymi mysia żółć i właśnie pajęczyna.
Barwinek wskazał palcami duży, szary od spodu, sercowaty liść i tuż obok mięsisty, białawy korzeń. Całość nie pachniała zbyt przyjemnie. - Dwie części łopianu których używa się do opatrywania ran. Roślina... szeroko się rozrasta, fioletowe lub różowe kwiaty przypominają nieco oset. Sami czujecie, jak pachnie. Maść z liścia albo korzenia mieli się na maść, którą potem rozprowadza się na otwartych ranach aby zwalczyć infekcję, wspomóc gojenie.
Dał młodzikom chwilę na zarejestrowanie informacji o łopianie, przyjrzeniu się liściowi i korzeniowi, a potem odseparował z kupki ziół liść pachnący ogórkami. - Ogórecznik. Roślina szorstko owłosiona, z dużymi, zwisającymi ze szczytu łodygi, niebieskimi kwiatami. Liście... zwalczają gorączkę, działają na uspokojenie... ale działają też moczopędnie. Wspomagają produkcje mleka u karmiących kotek.
Następny medykament; złocisty plaster niemal ociekający miodem. Niewiele trzeba tłumaczyć. - Miód. Na ból gardła, poprawia stan pacjenta gdy ten ciągle kaszle... czasem można go podać aby załagodzić smak wyjątkowo gorzkich medykamentów. Plastry wyciąga się z pszczelich uli łapami. Ryzykowny, ale niezbędny proces.
Kolejny liść który dwójce terminatorów wskazał medyk był drobny, niewiele wyróżniający się od zwykłych liści na niektórych z drzew; był tylko zdecydowanie delikatniejszy, cienki. - Gwiazdnica. Roślina jest... drobna, delikatna, jak jej liście. Rośnie tworząc łany. Kwiaty białe. Liście używane do leczenia zielonego kaszlu.
- Pajęczyna - oczywistym było, co zostało starannie owinięte na patyku, który przyniósł Barwinek. Srebrne nitki. - Delikatny materiał pajęczej sieci. Zbiera się ją ostrożnie, nawijając na sztywną gałązkę... powoli, delikatnie, aby nie uszkodzić nici. Zakleja się nią otwarte rany, tamuje krwawienie.
Na koniec Barwna Woda wskazał śmierdzący, przesiąknięty dziwną cieczą kłębek mchu. - ... mysia żółć. Z woreczka żółciowego myszy. Używana przy kleszczach - do owada w futrze dociska się mech nasiąknięty żółcią... a kleszcz się dusi i w końcu odpuszcza.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Cisowa Łapa podchodził do tematu dziecięco, bo był dzieckiem z krwi i kości. Od zawsze. Od zawsze się bawił, śmiał i krzyczał, od zawsze dużo mówił i niezwykle się wszystkim interesował. Prowadził życie, które obfite było szczęściem i śmiechem, pewny też był, że nigdy się to nie zmieni. Zawsze będzie tryskającym promyczkiem szczęścia, zawsze będzie tą pozytywną, optymistyczną stroną, cokolwiek się nie stanie. Zawsze. Na zawsze.
Następnie jego niebieska kuzynka zaczęła bardzo długi monolog o ziołach które znała. Przełknął gorzko ślinę, starając się szybko wszystko zapamiętać. Potem zabrał głos i Barwna Woda, a Cis to w pewnym momencie myślał, że padnie na miejscu przez nadmiar informacji jakie do niego dochodziły. Skupiony był jednak w stu procentach. Przyglądał się też nieznajomym medykamentom, krzywiąc się strasznie przy mysiej żółci. Odór jednak nie przyćmił go na tyle, by nie wyłapał już parę kwestii o co KONIECZNIE musiał zapytać. Bo skoro miał się uczyć to tak, by absolutnie nic nie było dla niego zagwostką. xxx- Czy jest rrrróżnica, Barrrwna Wodo, między liściem a korrrzeniem łopianu, czy działają tak samo? Czy to, że ogórrrecznik sprrrawia że rrrobi się więcej siku - bo chyba tak działa ten cały śmieszny moczopęd - jest też zastosowaniem na jakieś totalnie okrrropne chorrróbsko, czy jest takim nieplanowanym skutkiem ubocznym? No a ta cała mysia żołć to jest taka niezbędna-niezbędna? Nie ma czegoś innego????? Ja prrrrędzej zwymiotuje niż tego łapą dotknę!
jest to proporcjonalnie zbudowana, harmonijna kotka. Ani za gruba, ani za chuda, niemal jak wycięta z katalogu ze swoją budową ciała. Delikatnie wyższa niż przeciętnego wzrostu. Nie wyróżnia się z tłumu w żaden sposób. O niektórych kotach można powiedzieć, że mają garbate nosy, wielki uszy, skośne oczy lub coś podobnego - o niej natomiast nie. Uszy średniej wielkości, nos trochę prosty, ale ogólnie to ładnie wygięty, niezbyt mocno zaznaczone kości policzkowe, okrągłe ślepka. Futro krótkie, miękkie i przyjemne, ale dosyć gładkie, w kolorze jednolicie niebieskim. Jedynym co się odróżnia na tle szarości jest biel, która ukazuje się na końcu ogona Rybołów, na jej tylnych łapach po pięty oraz na klatce piersiowej, gdzie znajduje się niewielka plama w kształcie "serca". Kotka porusza się energicznie a wzrok ma bystry. Właśnie, jeśli chodzi o kolor jej oczu, to lewe jest jaskrawo zielone niczym świeże liście, a prawe intensywnie niebieskie niczym niebo podczas słonecznego dnia.
Idealistka, ale nie naiwna. Stara się wierzyć w dobro i lepszy świat oraz w to, że swoimi czynami może pomóc innym. Nie ma skomplikowanego charakteru, wręcz przeciwnie, jej osobowość opiera się na bardzo prostych zasadach. Inteligencji, otwartości, chęci do pracy i chęci pomocy innym. Wciąż jest dosyć energiczna i gadatliwa, ale zdecydowanie jest bardziej stonowana w porównaniu z czasem gdy była małym kocięciem, głównie przez utratę całej bliskiej rodziny oraz tragedie z jakimi musiała sobie radzić. Bardzo starała się ukrywać swoją depresję spowodowaną śmiercią, zaginięciami i zdradą rodziny, ale im była starsza tym szło jej gorzej, przez co czasem sprawiała wrażenie wyalienowanej lub melancholijnej, pogrążonej we własnych myślach. Nie chciała jednak nikogo martwić swoją osobą. Rybołów ogólnie zdaje sobie sprawę ze swoich cech, wie, że jest wystarczająco silna by sobie poradzić. Ma silną psychikę i wielkie pokłady determinacji, które mogą być nieco przerażające. Dużo myśli, czasem odrobinę za dużo, analizując wszystko, co ją otacza.
Płonące Niebo, Liliowa Łapa, Bratek [KRz]
Tym razem Rybołów milczała, z szeroko otwartymi oczami wpatrując się w to, co Barwna Woda im przyniósł. Nie chciała pominąć ani jednej małej informacji. Było tego tak dużo! A była pewna, że to tylko niewielki fragment ziół, który będą musieli wykuć. Nie zazdrościła Cisowej Łapie, ona z częścią miała już styczność i niektóre miała zapamiętane, a on zaczynał praktycznie od początku. Wiedziała jednak, że ten da sobie radę - w końcu był jej kuzynem! Synem wujka Kornika! Nie było innej opcji, jak tylko poradzenie sobie z tym wszystkim z wysoko uniesioną głową.
- Chyba... chyba będę musiała to wszystko spokojnie przemyśleć zanim będę miała jakieś pytania - odpowiedziała, w przeciwieństwie do Cisa, który od razu zalał medyka gradem pytań. Ona musiała mieć chwilę by to wszystko spokojnie przeanalizować, pomyśleć o każdej roślinie, jej wyglądzie, zastosowaniu, zapachu, cechach szczególnych. Zaczęła ostrożnie wąchać, oglądać i delikatnie obracać łapką to, co przyniósł im starszy kocur, a jej brwi zmarszczyły się w kamiennym skupieniu. Wyglądała, jakby rozwiązywała jakąś niesamowitą zagwozdkę matematyczną na studiach fizycznych.
- Nie próbowałam nigdy miodu. Wszyscy mówią, że jest bardzo smaczny, ale też intensywny. Czy to prawda, Barwna Wodo? Pszczoły i osy zaciekle go bronią, musi być bardzo cenny - powiedziała, ale jej mina i pozycja nijak się nie zmieniły, tak, jakby niebieska kotka mówiła na całkowitym autopilocie.
Zaproszędzieńi noc, zaproszę czterywiatry Dlawszystkich [ drzwi ] otwarte, ktoś poda pierwszyton Zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
> Nasiąkną ścianygrą < [ Bo takibędzie mój>>DOM << ]
- Mamy czas - wymruczał łagodnie Barwinek, lustrując obu terminatorów wzrokiem. To prawda, mieli sporo czasu. Rybołów i Cis byli młodzi, chłonęli informacje jak suchy mech, ale, jednocześnie, wciąż jeszcze się rozwijali. Mieli czas wszystko przemyśleć, poprzyglądać się, dopiero potem zadawać pytania, i nie było w tym nic złego.
- W zastosowaniu nie ma różnicy. I to i to przeżuwa się na maść... i to i to działa tak samo. Korzenia używam, gdy opatruję nieco bardziej rozległe, głębsze rany. Moczopędne efekty ogórecznika to mało przyjemny skutek uboczny, nic więcej - odpowiedział na pytanie Cisa. - Jest niezbędna, Cisie. Praca medyka... właśnie tak wygląda. Dotykanie ran otwartych, zainfekowanych, sprzątanie brudnych legowisk... i między innymi używanie śmierdzącej, mysiej żółci. To wszystko jest nieodłączną częścią... naszych obowiązków, czy nam się to podoba, czy nie. Na początku trudno przywyknąć, ale. Z czasem jest łatwiej - mówił z doświadczenia. Pamiętał doskonale, jak na pierwszym dniu swojego własnego treningu prawie zwymiotował przy wydobywaniu mysiej żółci, ale musiał to zrobić. Oni też będą musieli.
- Tak, miód jest słodki, bardzo smaczny. Dla owadów jest ich najcenniejszym skarbem - prawda była taka, że Barwinek nie wiedział, do czego tak naprawdę owadom był miód, wiedział jednak, że bronią go kosztem własnego życia. Tak jak koty broniły swoich klanów.
- ... pokażę wam, jak zdobywa się mysią żółć - Barwna Woda mówiąc to wstał i wyszedł na chwilę, a do swoich uczniów wrócił ze stosunkowo świeżo złowioną, drobną myszą. - Któreś z was chce spróbować pierwsze?
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Słuchał Barwnej Wody, kiwając głową co każde jego słowo. To, czy rzeczywiście zrozumiał, zostawię już dla siebie, ale jeśli nie, to przynajmniej udawał że każda informacja była dla niego bardzo jasna. Skrzywił się, gdy srebrny potwierdził jego największe obawy - zbieranie mysiej żółci było koniecznie. Nie odpowiedział jednak, westchnął tylko dramatycznie na tę nowinę.
Jego ogon drgnął niespokojnie, gdy medyk przyniósł mysz. O nie. O nie. O nie. Czemu teraz??? Tak od razu??? W pierwszym dniu treningu! Barwinek to naprawdę nie miał litości. - No.... wiesz, Rrrybołowia Łapo, kotki, a zwłaszcza tak piękne jak ty, mają pierrrwszeństwo, prrrawda? Znaczy jeśli chcesz! Mogę ci ustąpić, nie ma prrroblemu - uśmiechnął się szeroko, jakby na potwierdzenie swoich słów.
jest to proporcjonalnie zbudowana, harmonijna kotka. Ani za gruba, ani za chuda, niemal jak wycięta z katalogu ze swoją budową ciała. Delikatnie wyższa niż przeciętnego wzrostu. Nie wyróżnia się z tłumu w żaden sposób. O niektórych kotach można powiedzieć, że mają garbate nosy, wielki uszy, skośne oczy lub coś podobnego - o niej natomiast nie. Uszy średniej wielkości, nos trochę prosty, ale ogólnie to ładnie wygięty, niezbyt mocno zaznaczone kości policzkowe, okrągłe ślepka. Futro krótkie, miękkie i przyjemne, ale dosyć gładkie, w kolorze jednolicie niebieskim. Jedynym co się odróżnia na tle szarości jest biel, która ukazuje się na końcu ogona Rybołów, na jej tylnych łapach po pięty oraz na klatce piersiowej, gdzie znajduje się niewielka plama w kształcie "serca". Kotka porusza się energicznie a wzrok ma bystry. Właśnie, jeśli chodzi o kolor jej oczu, to lewe jest jaskrawo zielone niczym świeże liście, a prawe intensywnie niebieskie niczym niebo podczas słonecznego dnia.
Idealistka, ale nie naiwna. Stara się wierzyć w dobro i lepszy świat oraz w to, że swoimi czynami może pomóc innym. Nie ma skomplikowanego charakteru, wręcz przeciwnie, jej osobowość opiera się na bardzo prostych zasadach. Inteligencji, otwartości, chęci do pracy i chęci pomocy innym. Wciąż jest dosyć energiczna i gadatliwa, ale zdecydowanie jest bardziej stonowana w porównaniu z czasem gdy była małym kocięciem, głównie przez utratę całej bliskiej rodziny oraz tragedie z jakimi musiała sobie radzić. Bardzo starała się ukrywać swoją depresję spowodowaną śmiercią, zaginięciami i zdradą rodziny, ale im była starsza tym szło jej gorzej, przez co czasem sprawiała wrażenie wyalienowanej lub melancholijnej, pogrążonej we własnych myślach. Nie chciała jednak nikogo martwić swoją osobą. Rybołów ogólnie zdaje sobie sprawę ze swoich cech, wie, że jest wystarczająco silna by sobie poradzić. Ma silną psychikę i wielkie pokłady determinacji, które mogą być nieco przerażające. Dużo myśli, czasem odrobinę za dużo, analizując wszystko, co ją otacza.
Płonące Niebo, Liliowa Łapa, Bratek [KRz]
Wysłuchała dokładnie tego, co mówił Barwna Woda, co jakiś czas kiwając twierdząco głową, na znak, że przyswaja to sobie. Nie była pewna, czy uda jej się to wszystko dokładnie zapamiętać już za pierwszym razem, ale przynajmniej miała ogólny ogląd na to wszystko i zawsze to była jakaś dobra podstawa do dalszej nauki, czyż nie?
Na słowa Cisa zachichotała lekko.
- Mogę zacząć pierwsza! Nie brzydzę się wnętrzności myszy, kuzynku, pokażę ci jak to się robi - mrugnęła do syna Kornikowego Konara, po czym podeszła bliżej ich mistrza i stanęła tuż obok, nad myszą - Wytłumacz mi, proszę, Barwna Wodo, co po kolei mam zrobić - poprosiła.
Zaproszędzieńi noc, zaproszę czterywiatry Dlawszystkich [ drzwi ] otwarte, ktoś poda pierwszyton Zagramy na góry koncert buków porą pachnącą
> Nasiąkną ścianygrą < [ Bo takibędzie mój>>DOM << ]