Skunks to duży kocur, masywny i umięśniony. Jego długowłose futro jest zawsze ułożone i ładnie pachnące, nie ważne w jakich jest warunkach. Dba o swój wygląd najbardziej jak potrafi. Jest prostego umaszczenia, bo po co coś trudniejszego, jeśli i tak jest piękny! Jest czarnym kotem, poplamiony białymi plamami. Posiada białe środki uszu, trójkątną plama na głowie, z wyłączeniem grzbietu nosa i brody. Na jego ciele widać również duże plamy pokrywające większość ciała, w tym kryzę, barki, brzuch, przednie łapy, z wyłączeniem plamek na obydwóch łapach i dwóch palców lewej łapy. Cały aspekt bieli kończą białe palce na tylnych łapach. Ma zakręcone do tyłu uszka, jego oczka są jasno-zielone, można powiedzieć, że szałwiowe. Całą budowę kocura kończą białe wibrysy oraz czarny nos. Cechami charakterystycznymi kocura są na pewno zakręcone do tyłu uszy oraz dodatkowy palec u przedniej, prawej łapy.
Skunks zawsze był kocurem o silnym charakterze. Dumny i pewny siebie, nie znający smaku przegranej. Być może trochę ostentacyjny w swojej dumie, ale generalnie chce dobrze. Chyba. Jest kotem o przekonaniu, że potrafi najlepiej i kto jak nie on, jest kotem o wolnej duszy, pragnący doświadczeń, przeżyć i przygód, jakby to było powietrze. Prędko się odnajduje w nowych sytuacjach, jest charyzmatyczny, zadufany w sobie. Kręci wszystkimi tak, aby wyszło na niego, jak tylko może! Prawdy to on raczej nigdy nie powie ci prosto w twarz. Chyba, że nagle mu się zapomni, że ma kłamać. Stara się grać mądrzejszego niż jest, co też nie oznacza, że jest głupi.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowe Rozlewisko, Błędna Skra, Gryka [KC], Rdzawa Wiewiórka, Jesionowy Las [KRz], Sol [S] | Nawalnicowy Ryk i inni [GK]
Skunks się kręcił w okolicy, jak to Skunks. Wszędzie go było pełno, nie ważne gdzie spojrzeć. Teraz kocur z gangu Południowego Przystanku odpoczywał na gałęziach, ogon i głowa zwisała w dół, obserwując to, co się działo niżej.
Nagle w piękną scenerię lasu wszedł kremowy kot. Zielone oczy Skunksa delikatnie się zmrużyły, przez moment analizując to co widzi i czuje. I po chwili dotarło, że hej. Tego kota zna!
- Witam pięknego pana! - Skunks zakrzyknął, po czym prędko zszedł z gałęzi, aby wylądować przed Piołunem. - To nie twoje tereny, nie? Co tutaj robisz?
Księżyce: 93 Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok Płeć: transpłciowy kocur Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
Spiąłem się, gotów może nie do ataku, ale na pewno do zabrania się stąd możliwie szybko. Chwilę mi zajęło skojarzenie kota, który przede mną wylądował, ale w końcu zmusiłem się do zrelaksowania. Wszystko w porządku, nikt mnie nie porywa. Jeszcze nie.
- A, to ty - jak ci na imię, nieznajomy, bo akurat wypadło mi z głowy. - W sumie nic. Spaceruję. Łażenie przez cały czas w kółko po tych samych terenach każdemu się czasem nudzi. - Uśmiechnąłem się lekko, nawet nie kłamiąc. Nie miałem raczej powodu, typ wydawał się bardzo daleki od bycia agresywnym. Gdyby chciał, już mógłby mnie przygwoździć do ziemi, po prostu skacząc mi na grzbiet, a jednak tego nie zrobił, nie? - A ty? Po prostu się tu kręcisz czy na kogoś czekasz?
Skunks to duży kocur, masywny i umięśniony. Jego długowłose futro jest zawsze ułożone i ładnie pachnące, nie ważne w jakich jest warunkach. Dba o swój wygląd najbardziej jak potrafi. Jest prostego umaszczenia, bo po co coś trudniejszego, jeśli i tak jest piękny! Jest czarnym kotem, poplamiony białymi plamami. Posiada białe środki uszu, trójkątną plama na głowie, z wyłączeniem grzbietu nosa i brody. Na jego ciele widać również duże plamy pokrywające większość ciała, w tym kryzę, barki, brzuch, przednie łapy, z wyłączeniem plamek na obydwóch łapach i dwóch palców lewej łapy. Cały aspekt bieli kończą białe palce na tylnych łapach. Ma zakręcone do tyłu uszka, jego oczka są jasno-zielone, można powiedzieć, że szałwiowe. Całą budowę kocura kończą białe wibrysy oraz czarny nos. Cechami charakterystycznymi kocura są na pewno zakręcone do tyłu uszy oraz dodatkowy palec u przedniej, prawej łapy.
Skunks zawsze był kocurem o silnym charakterze. Dumny i pewny siebie, nie znający smaku przegranej. Być może trochę ostentacyjny w swojej dumie, ale generalnie chce dobrze. Chyba. Jest kotem o przekonaniu, że potrafi najlepiej i kto jak nie on, jest kotem o wolnej duszy, pragnący doświadczeń, przeżyć i przygód, jakby to było powietrze. Prędko się odnajduje w nowych sytuacjach, jest charyzmatyczny, zadufany w sobie. Kręci wszystkimi tak, aby wyszło na niego, jak tylko może! Prawdy to on raczej nigdy nie powie ci prosto w twarz. Chyba, że nagle mu się zapomni, że ma kłamać. Stara się grać mądrzejszego niż jest, co też nie oznacza, że jest głupi.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowe Rozlewisko, Błędna Skra, Gryka [KC], Rdzawa Wiewiórka, Jesionowy Las [KRz], Sol [S] | Nawalnicowy Ryk i inni [GK]
- No ja - uśmiechnął się wesoło, szczerząc zęby. - A no racja. Dlatego ja wszędzie łażę, nie? - mruknął w sumie, kiwając łbem kremowemu kocurowi. No w tym się mogli zgodzić, to na pewno. Nuda by była, gdyby się każdy trzymał swoich terenów. A tak to sobie mogą chociaż pogadać czy cokolwiek.
- Nie, po prostu. Lubię się kręcić w różnych miejscach, no bo przyjemnie poznać różne koty i w ogóle. Pogadać sobie z kimś, kto nie chce mi rozerwać gardła! - dodał.
Księżyce: 93 Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok Płeć: transpłciowy kocur Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
- No to chwilowo dobrze trafiłeś! - Nie miałem wątpliwości, że znalazłoby się kilku takich, co po spotkaniu z samotnikiem raczej kończyli dzień kopiąc dół i czyszcząc łapy z krwi. Ale nie ja, przecież musiałbym się do tego wysilić bardziej niż zwykle. I po co? Żeby przegonić kogoś ciekawszego niż rzeczonych kilku agresorów z okolic terenów klanu? Bez przesady.
- To jak, poznałeś ostatnio gdzieś kogoś ciekawego? Trochę czasu minęło odkąd się ostatnio widzieliśmy.
Jeśli ktoś z naszej dwójki miał coś interesującego do powiedzenia, to raczej nie byłem to ja. Biało-czarny kocur za to… On pewnie mógł sypać opowiastkami niczym purchawka zarodnikami.
Skunks to duży kocur, masywny i umięśniony. Jego długowłose futro jest zawsze ułożone i ładnie pachnące, nie ważne w jakich jest warunkach. Dba o swój wygląd najbardziej jak potrafi. Jest prostego umaszczenia, bo po co coś trudniejszego, jeśli i tak jest piękny! Jest czarnym kotem, poplamiony białymi plamami. Posiada białe środki uszu, trójkątną plama na głowie, z wyłączeniem grzbietu nosa i brody. Na jego ciele widać również duże plamy pokrywające większość ciała, w tym kryzę, barki, brzuch, przednie łapy, z wyłączeniem plamek na obydwóch łapach i dwóch palców lewej łapy. Cały aspekt bieli kończą białe palce na tylnych łapach. Ma zakręcone do tyłu uszka, jego oczka są jasno-zielone, można powiedzieć, że szałwiowe. Całą budowę kocura kończą białe wibrysy oraz czarny nos. Cechami charakterystycznymi kocura są na pewno zakręcone do tyłu uszy oraz dodatkowy palec u przedniej, prawej łapy.
Skunks zawsze był kocurem o silnym charakterze. Dumny i pewny siebie, nie znający smaku przegranej. Być może trochę ostentacyjny w swojej dumie, ale generalnie chce dobrze. Chyba. Jest kotem o przekonaniu, że potrafi najlepiej i kto jak nie on, jest kotem o wolnej duszy, pragnący doświadczeń, przeżyć i przygód, jakby to było powietrze. Prędko się odnajduje w nowych sytuacjach, jest charyzmatyczny, zadufany w sobie. Kręci wszystkimi tak, aby wyszło na niego, jak tylko może! Prawdy to on raczej nigdy nie powie ci prosto w twarz. Chyba, że nagle mu się zapomni, że ma kłamać. Stara się grać mądrzejszego niż jest, co też nie oznacza, że jest głupi.
Szumiący Wodospad, Świetlikowa Knieja, Rojstowe Rozlewisko, Błędna Skra, Gryka [KC], Rdzawa Wiewiórka, Jesionowy Las [KRz], Sol [S] | Nawalnicowy Ryk i inni [GK]
- Kogoś ciekawego? Eh, chyba nie. W sensie, coś się głupiego w Cieniu dzieje, bo kocur chce odejść z Klanu ale jednocześnie chyba go tam trzymają, nie wiem. Głupie. Nikt nie rozmawia za bardzo z samotnikami, od razu się rzucają do gardła - mruknął, marszcząc brwi. Pokręcił łbem i spojrzał na Piołuna. - A ty?
Księżyce: 93 Mistrz: Szafirkowy Pyłek, Głębinowy Minóg, Płotkowy Potok Płeć: transpłciowy kocur Matka: Trujący Kieł, Zbożowy Kłos Trwałe urazy: Zboże jako rodzic; na lewej tylnej stopie ledwo widoczna blizna po zaplątanym drucie
Niewielki, długowłosy, kremowy klasycznie pręgowany kot z bielą. Bladozielone oczy. || pełny w kp
leniuszek i obibok, prędzej ucieknie od bójki niż da w pysk || pełny w kp
Kasztanowa Łapa (KW/nkt) || Kruczy Ogon/Gwiazda, Trujący Kieł i inni
- Coś o tym słyszałem, powiedzmy. Ale ledwo pamiętam czas, w którym w Cieniu się nie działo nic głupiego. - Musiał to być dzień jak co dzień u sąsiadów po drugiej stronie lasu, ale głupio przyznać, że niewiele mnie to obchodziło. Znałem kilka kotów stamtąd i jeszcze nie spotkałem takiego, który by się wypowiadał w superlatywach o tym, co się działo w ich stadku.
- Ach, nie. Spotkanie z tobą to najciekawsze, co mi się w ostatnich księżycach przydarzyło.
Bo śmierci i narodziny kolejnych kotów w klanie nie były ciekawe - były tak zwyczajne, jak liście na drzewach i woda w rzece. Zmrużyłem lekko oczy, przyglądając się kocurowi. Trochę nie wiedziałem, jak ugryźć myśl, która właśnie pojawiła się gdzieś z tyłu mojej głowy. Trzepnąłem uchem.
- Swoją drogą… Czemu akurat tutaj się kręcisz? Koło klanów, znaczy się. Nie, żebym miał coś przeciwko, oczywiście, ale zazwyczaj samotnicy w okolicy mają jakieś powiązania z klanami, albo coś w tym stylu, więc… Jak jest z tobą? Jakaś rodzina, korzenie, czy tak wyszło?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
W obecnym stanie gniazda nie było nic zaskakującego – nie było komu wymieniać kwiatów wplecionych między gałązkami krzewów, nie było komu uzupełniać piórek w konstrukcji z traw i patyków. Więc można powiedzieć, że Orion całkowicie spodziewał się zastania właśnie takiego widoku, a jednak, wbrew wszystkiemu, poczuł delikatne ukłucie po dotarciu. To przecież tylko miejsce, starał się przekonać samego siebie. Ten zdradliwy organizm, któremu zdarzało się niby zgadzać z logicznymi wnioskami, a zaraz potem reagować w sposób temu przeczący.
Oriental spędził całe popołudnie na porządkowaniu porzuconego gniazda. Na wygrzebywaniu mokrych liści by rozkładały się gdzieś dalej, na znoszeniu świeższych piórek. Gdy się z tym uporał, zaczynało już szarzeć. Postanowił spędzić tu noc, jak za starych czasów, nie analizując tego nadmiernie. Miejsce jak miejsce, równie dobrze mógł przejść się kawałek dalej do lasu i tam szukać czegoś znośnego, ale po co, skoro już się wysilił żeby tu było akceptowalnie? Zwinął się w kłębek otulając szczelnie puchatym ogonem. Mimo zmęczenia, sen wcale nie chciał nadejść prędko. Ale Orion prędzej zje własną kitę niż przyzna, że odwykł od zasypiania w samotności.
//bestie Jodła, która lepiej niech pamięta że musi być dla niego miła, bo mu mąż umarł
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
No cóż, bestie Jodła chyba nie otrzymała tej informacji, na którą można było liczyć, bo przy zjawianiu się w śnie podstarzałego cynamonowego pointa nie wyglądała ona na jakąś wielce zadowoloną z ponownego przybycia Oriona w okolice Czterech Klanów.
-No proszę, proszę -czarno-biała miała wypisz wymaluj grymas na pysku. Chyba ucieczka Pszenicznego Kłosa od odpowiedzialności na długo jeszcze pozostanie w jej pamięci i będzie miała wpływ na jej poglądy dotyczące wszystkich spraw podobnego pokroju, a już w ogóle zwłaszcza, że kotka od małego była bardzo lojalna Klanowi Wichru, to też nie pomagało- kto tutaj się znów przypałętał? Myślałam, że na dobre sobie zrobiłeś wolne.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
A kto to przyszedł, pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy... i to nawet nie ten, z którym był cień nadziei na nieco bardziej interesujący rozwój fabuły w śnie. Wręcz przeciwnie, oriental wolałby żeby z tą marudą fabuła zrobiła trzy kroki w tył dla bezpieczeństwa i odpowiedniego zachowania strefy osobistej.
Ale nie żeby tak ogólnie miał coś przeciwko jej towarzystwu. Może raczej... było niespodziewane. Ostatnio niezbyt pozostawali w kontakcie. Obrócił się na bok i rozciągnął na legowisku. W snach chłód nie doskwierał tak jak na jawie. I w sumie... w sumie nawet nie wiedział czy to jego podświadomość wykreowała postać monochromatycznej wojowniczki, czy może to faktycznie Jodła we własnej osobie pofatygowała się do niego ze Srebrnej Skórki. Obie opcje były możliwe.
– Och, widzisz, jestem tym równie zaskoczony co ty. – westchnął teatralnie. – Tyle się mówi o tym, że marudne zgredy żyją najdłużej. Myślałem, że przy odrobinie szczęścia umrzemy wtuleni w siebie i ot, koniec historii. A tu proszę, zrobił mnie w balona i zostawił samego. Więc za mój powrót możesz podziękować Jaśniejącemu jak na niego trafisz. Chyba że jednak faktycznie trafił do Ciemnego Lasu, hm?? Co tu mówić, należało mu się za to perfidne porzucenie. – ton orientala był tak lekki, że aż dziwne, że nie fruwał gdzieś pod gwiaździstym nieboskłonem w tym momencie. Zbyt lekki by był naturalny. Wzdrygnął się na ulotne wyobrażenie rdzawego w Ciemnym Lesie i zaraz zmienił główny punkt skupienia rozmowy. Uśmiechnął się szeroko do Jodły. – Ale co u ciebie, moja droga? Nie powiesz mi chyba, że przebyłaś taki kawał tylko po to by mnie niezasłużenie skrytykować?
Szczerze? Nie zdziwiłby się, było w jej stylu.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Jaśniejący Płomień nie żyje? A to ci heca, bo do tej pory Jodłowa Gałązka nie natknęła się jeszcze na niego w Gwiezdnym Klanie. Czyżby taki wojownik jak brat Roziskrzonej Gwiazdy trafił do Ciemnego Lasu? To by było dość pozbawione sensu, patrząc na to, że taki kot jak Lśniąca Sadzawka cieszyły się łaskami Srebrnej Skórki bez większego “ale”.
-Mogę mu przekazać, jeśli na niego trafię, ale do tej pory go nie spotkałam -w sumie postanowiła podzielić się z cynamonowym pointem tą informacją. Srebrna Skórka była duża i rozległa, więc w sumie jeśli zmarł niedawno to mogli się po prostu rozmijać, więc może to tylko przypadek, że do tej pory się nie zobaczyli, a nie sprawa tego, że Orion -niedoczekanie, ona nigdy nie przyzna… ponownie, cicho Samotne Jodły- mógł mieć potencjalnie rację- A jeśli chodzi o to dlaczego tu jestem to w sumie musiałam sprawdzić czy to ty, czy może ktoś się podszywa pod ciebie bardzo zmyślnie, bo po tobie nigdy nie spodziewałabym się wrócenia na stare śmieci po odejściu z jakiegoś miejsca, wiesz? -prychnęła- Bawisz się w nagłe powracanie do odpowiedzialności jak mój były niedoszły?
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
W całej wymuszonej lekkości pojawiło się drobne pęknięcie, gdy Jodła wspomniała, że jeszcze nie zdążyła spotkać rdzawego. Minął grubo ponad księżyc. Jasne, patrząc na to ile kotów umierało na porządku dziennym, zaświaty musiały być niesamowicie zatłoczonym miejscem, ale chyba nawet tam musiał panować jakiś porządek? Koty żyjące większość życia w jednym Klanie, w jednym przedziale czasu, chyba trafiałyby w ten sam obszar? Na myśl nasuwało się jedyne rozsądne wytłumaczenie. Jaśniejącego tam nie było. Ale jeśli nie tam – gdzie? Z całą pewnością nie pośród żywych. Całe życie był sztywny i oziębły, jasne, ale nie w ten pośmiertny sposób.
– Och, niczego innego bym się po nim nie spodziewał. Śmierć nie zmieniłaby go przecież w duszę towarzystwa, hm? Ale powiedz, orientujecie się tam u was kto gdzie wędruje po śmierci? Możecie zrzucać szyszki na głowy kotów w Ciemnym Lesie? Czy każdemu jego pośmiertna chmurka i co najwyżej obserwujecie co tam w klanowym świecie? – spytał od niechcenia, chociaż gwiazdy świadkiem, że cynamonowe ucho uważnie wyczekiwało odpowiedzi.
– Ranisz, wiesz? Jedynego, wyjątkowego, niepowtarzalnego mnie nie da się naśladować. A już na pewno nie tak dobrze by moja najdroższa przyjaciółka dała się oszukać. – pokręcił ze smutkiem nosem. – Ale nie martw się, kochana, nie idę w ślady twojego byłego niedoszłego. Nie znajdziesz mnie na Wichrowej granicy kajającego się przed władzą i proszącego o drugą szansę. To zamknięty rozdział, prawda? Dopisywanie tam czegokolwiek może jedynie skutkować zbędnym chaosem. Dzisiaj jestem tu, jutro będę gdzie indziej, tak jak wszechświat przykazał. Zgodnie z wolą przywódczyni, która sama nadała mi takie imię, nieprawdaż? Nie ma ryzyka, że zatrzymam się tu zbyt długo. – zapewnił kotkę ze spokojem, chociaż jedna wątpliwość trzymała się go jak rzep. Przejechał językiem po szczupłej łapie. Czuł jej teksturę pod językiem, ale nie czuł przyklejających się włosków. Jodła wyglądała jak Jodła, ale to niewiele znaczyło. – Powiedz mi jeszcze, jeśli to nie problem. To faktycznie ty mnie odwiedziłaś, czy moje sumienie postanowiło przybrać niezbyt atrakcyjną dla mnie, w sensie wizualnym, formę? Wiesz, nic do ciebie nie mam, to potargane futerko pasuje do aury, którą roztaczasz, ale jeśli jesteś jedynie wytworem mojej własnej świadomości to spodziewałbym się, hm, innych mordek, innych kształtów, jeśli celem jest zrobienie ze mnie lepszego kota. Wciąż jednak, są pewne wątpliwości, mam nadzieję, że rozumiesz, nic osobistego.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
-Nie spotkałam się jeszcze z sytuacją gdzie kot z Gwiezdnego Klanu spotkał się losowo z kotem z Ciemnego Lasu, więc bazując na mojej wiedzy jestem raczej zmuszona odpowiedzieć, że nie możemy -odparła- Jak ktoś się pojawia w Gwiezdnym Klanie to mogą być opóźnienia, bo Srebrna Skórka jest duża i no wiesz, nie każdy nawet po śmierci chce się socjalizować, niektórzy odizolowują się od innych Gwiezdnych całkowicie, jeśli mają taki kaprys, ale zwykle przechodzi chociaż słowo, że ktoś zmarł albo przybył do nas, bo są przecież momenty gdzie koty z Gwiezdnego Klanu schodzą po dusze nowo zmarłych kotów, żeby je przyprowadzić -wyjaśniła wręcz jakby prowadziła w tym momencie czyjś trening i odpowiadała na pytanie terminatora. Co jak co, ale po śmierci Jodle chyba brakowało zwyczajnie zajęcia w postaci trenowania młodych na wojowników.
Na kolejny wywód Oriona Jodła nie potrafiła nie wywrócić oczami. Na starość ani trochę się nie zmienił, dalej paplał pierdoły i dalej ukrywał swoje prawdziwe intencje za fantazyjnymi i “przyjaznymi” słówkami, żeby mu nikt nie mógł udowodnić co ten tak naprawdę myśli czy czuje.
-Jedna wymiana zdań wystarcza, żeby poznać, że to oryginał -prychnęła- Twojego sposobu wypowiedzi raczej nie da się podrobić nawet jak by się próbowało całe życie -więc się faktycznie mógł uznać za niepowtarzalnego jedynego jego- To co tutaj w ogóle robisz skoro nie chcesz wracać? I tak, to ja we własnej osobie. A tak w ogóle to wiesz, coś czuję, że twoje sumienie nie jest na tyle miękkie, żeby ci po nocach robić lekcje z zachowania w mojej postaci tak czy siak.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Czy Orionowi przeszkadzało, że mógł poczuć się jak na treningu? Cóż, nie zrozummy się źle – w każdym innym dniu chociaż by pomyślał o wokalizowaniu swojego oburzenia tym faktem, w imię zasad. W tej sytuacji jednak... hm, jakby nie było, oryginalnie Lawendowa Gwiazda chciała by to właśnie Jodła go uczyła, prawda?
– Hm... to by było zupełnie w jego stylu, odizolować się zupełnie od Gwiezdnych kolegów, tak jak izolował się od żywych. – dodał w zamyśleniu do słów Jodłowej Gałązki. Ale czy faktycznie to był najbardziej prawdopodobny scenariusz? Czy raczej oriental chciał żeby tak było? Skoro Gwiezdni nie mieli możliwości zrzucania Bezgwiezdnym szyszek na głowy, nie było opcji wykluczyć tego miejsca pobytu dla rdzawego. Ugh... Orion uśmiechnął się niewinnie do monochromatycznej i zadbał o proszące spojrzenie najbiedniejszego szczeniaka. – Oczywiście byłabyś tak kochana i rozejrzała się dla mnie za tym gburem, prawda? Dałabyś znać jak się dowiesz czegoś więcej ode mnie?
Może będzie na tyle zgorszona, że się szybko zgodzi byle nie wciągał jej teraz w swoje przedstawienie. A może się chociaż trochę nudziła i zgodzi się dla samej idei posiadania jakiegoś celu? Mogłaby też z miłości do orientala, ale gdzie w tym zabawa? Skoro już sama sytuacja go niezbyt bawiła to chociaż na to minimum rozrywki mógł zasłużyć.
Uśmiechnął się szeroko i wyprostował, gdy go tak chwaliła. Tak na wypadek, gdyby nie zorientowała się, że właśnie mu powiedziała dużo miłych słów na raz – musiał jej zwrócić na to uwagę swoją postawą.
Ale też, skoro faktycznie doświadczył zaszczytu spotkania z Gwiezdną, nie wypadało mu leżeć i podniósł się do siadu, owijając łapy puchatą kitą. Ale tylko dlatego że tą Gwiezdną była Jodła, nie oszukujmy się. Nie wykształcił w niedawnym czasie szacunku do klanowych przodków.
– Niesamowite, jak zmieniłaś odrobinę perspektywę i nagle masz o mnie takie dobre zdanie. – pokręcił łbem z niedowierzaniem. I może faktycznie trochę ciężko mu było uwierzyć. Nie tylko w jej słowa, ale też... w całość sytuacji. – Muszę, chcę, zobaczyć co u Nurt. Dzień przed naszym odejściem z nią rozmawiałem i życie zdawało się ją przerastać. I chciałbym upewnić się, że przez te kilka księżyców wszystko się naprawiło, nic już się jej na głowę nie wali i te sprawy, rozumiesz. – może nie była to pełna prawda, może nie chciał tylko skontrolować sytuacji i znowu zniknąć, ale... nie było co się nastawiać na ciepłe przyjęcie. Jeśli nie oczekiwał wiele, nie mógł się rozczarować. Stąd też – krótka kontrola i w drogę.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Z miłości do orientala? Nie. To to na pewno nie. Z nudów z kolei, już tak. W sumie po śmierci za wiele do roboty nie miała. Swoim kociętom też się raczej nie przyglądała po tym jak sobie obiecała, że nie będzie się więcej w ich życie wtrącać, bo wychodzi na to, że jedynie co to je psuje, więc tym bardziej nie miała co na Srebrnej Skórce robić… to co jej szkodziło?
-I tak chyba nie mam nic innego lepszego do roboty to mogę -powiedziała ostatecznie, wzruszając barkami, żeby pokazać, że w sumie to jej specjalnie nie zależy, ale może skoro tak ładnie prosił. Potem jednak jej żółte oczy rozszerzyły się, kiedy Orion zwrócił uwagę na to, że niby jej się perspektywa zmieniła. Chyba zbyt pozytywnie odebrał jej słowa i teraz taki obrazek mu się w głowie ułożył- Chyba się trochę zapędzasz, wiesz? -burknęła niezręcznie, a potem przestawiła się na następne słowa orientala- W sensie u Gwiezdnego Nurtu z Gromu? -miał aż tak bliską relację z gromową medyczką?
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– O jak to się szczęśliwie dla mnie składa – podsumował z niewinnym uśmiechem. Zależało mu jednak na tym by Jodłowa Gałązka faktycznie się rozejrzała za rdzawym, więc był gotowy zejść jej tym samym z barków i dać działać w spokoju. Bez sympatycznych uszczypliwości, które były niczym innym jak wyrazem pozytywnych odczuć. I o ile nie podejrzewał, że monochromatyczna by się obraziła o te żarty, tak już było po niej widać, że powoli zaczyna ją to przytłaczać.
– Dokładnie u niej, nikogo innego – zgodził się z kiwnięciem łba. I gdy kontynuował, można by wysnuć teorię, że potrafił czytać w myślach. – Nurt to trochę taka młodsza siostra, która niby jest już dorosła, ale nadal wymaga by ktoś miał na nią oko. I ta rola spada na ciebie, nie na wiecznie nieobecnych rodziców. Więc widzisz, nie jest zbyt łatwo.