Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Gęsiopióry obudził się przed świtem. Nie wstawał - ostrożnie, aby nie obudzić Pajęczej Nogi, przewrócił się z boku na bok i leżał tak, świadom, że już nie zaśnie. Jego ciało i umysł wypełniały jeszcze emocje z Ceremonii. Tamtego wieczoru zupełnie nie był w stanie ich ogarnąć, porozdzielać, poszeregować, przypisać do konkretnych kotów i zdarzeń. Do teraz wiele już uporządkował. Miał plany.
Pierwszym z nich było wejście w nowy obowiązek - trening Białej Łapy. Najchętniej by go nie zaczynał, ani teraz, ani nigdy. Leżałby w przytulnym legowisku ze swoją ukochaną, nawet jeśli mieliby się do siebie nie odzywać. Nie wynikało to bynajmniej z jakiejś niechęci do nowej Terminatorki czy pełnienia roli Mistrza. Po prostu... nie miamł ochoty.
Wiedział jednak, że nie tylko musi to zrobić. Chciał. Przez księżyce bolesnych doświadczeń, które nie pytając o zdanie zrzucał na niego los, zdał sobie sprawę, że rozpaczanie nad rzeczami, na które nie ma wpływu, donikąd go nie zaprowadzi. Rozważanie ich, rozpatrywanie z każdej możliwej strony, najprawdopodobniej nawet nie da mu odpowiedzi na pytania, które go nurtują. Nie ukoi jego nerwów, wręcz przeciwnie, będzie ciągle szarpać je w różnych kierunkach. Nie. Zamiast tego musiał skupić się na czymś produktywnym.
Na tym, co może stworzyć, a nie tym, co dawno stało się ruiną.
Dotknął nosem ucha partnerki. "Kocham Cię, dobrego dnia', wyszeptał w nie, gdy lekko drgnęła, po czym wyszedł z ich wspólnego schronienia i udał się w stronę Zrośniętych Drzew. Słońce zdążyło już wstać i pobłogosławić świat ciepłymi barwami. Niebo było bezchmurne, powietrze rześkie. Po Obozie porozkładane były długie, chłodne cienie.
- Biała Łapo? - wymówił jej imię, zatrzymawszy się przed legowiskiem Terminatorów.
Księżyce: 135 Mistrz: Gęsiopióry, Wiosnek Płeć: afab Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Trwałe urazy: Trzy ślady na szyi po przejechaniu po okruchach skalnych.
Księżyce: 135 Mistrz: Gęsiopióry, Wiosnek Płeć: afab Matka: Kwiatowa Przełęcz Ojciec: Kwitnący Jar Trwałe urazy: Trzy ślady na szyi po przejechaniu po okruchach skalnych.
Niebieski szynszylowy, niski i drobny kot pokryty dużą ilością bieli. Jego długie futro jest bardzo zadbane, a złociste oczy są duże i okrągłe. Na szyi widnieją trzy blizny.
fajny
Gwiezdna Łapa [KRz], Śniąca Łapa [KW]
Zawilcowi... Nie, teraz Białej Łapie nie przeszkadzało to, że nie rozpoczęli treningu tak szybko, jak tylko mogli. Czekał wiele księżyców w Królikarni, to może zaczekać jeszcze jeden dzień. Był cierpliwy.
Tego dnia budził się dość wcześnie. Chciał już wyjść z legowiska, jednak coś go powstrzymywało. Ułóż futro. Porządnie. Musisz dobrze wyglądać z okazji pierwszego treningu. Musisz wyglądać idealnie. Tak by brzmiały jego myśli z tyłu jego głowy, gdyby je ładnie ubrać w słowa, bo w ich oryginalnej formie były tylko bardzo nieprzyjemnym uczuciem, które nie pozwalało mu odejść, póki nie zrobi tego, co ma zrobić. Więc zaczął czyścić swoje futerko. Układał je długo. I nawet gdy już się wydawało, że jest ułożone perfekcyjnie, wciąż coś mu się nie zgadzało. To uczucie nie mijało. Więc układał je dalej, póki nieprzyjemne uczucie nie zniknęło. Teraz jest dobrze.
Gdy skończył wreszcie pracować nad swoim futrem, usłyszał głos swojego mistrza - Dzień dobry, Gęsiopióry - miauknął, wychodząc ze Zrośniętych Drzew. Był nawet bardziej niż gotowy na rozpoczęcie swojego treningu. Naczekał się już naprawdę długo. Wreszcie nadszedł jego czas i chciał dołożyć wszelkich starań, by kiedyś wreszcie został ważnym wojownikiem.
apersonwhothinksallthetime hasnothingtothinkaboutexceptthoughts so,he losestouchwith reality and lives in aworldofillusions
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Gęsiopióry czuł się odrobinie dziwnie, myśląc i mówiąc o Treningu z kimś, kto z całą pewnością nie był Mętną Łapą. Miał wrażenie, że współpraca z nią stała się jakby stałą częścią jego tożsamości. Nie dawał tego po sobie poznac, ale miał w sobie pewien dyskomfort, a im bardziej zdawał sobie z niego sprawę, tym bardziej było mu wstyd, że tęskni za poprzednią Terminatorką, gdy powinien zająć się nowym. "Uspokój się", skarcił sam siebie za wpadanie w taką paskudną spiralę. "Odetchnij", polecił sobie i dokładnie to zrobił.
Uśmiechnął się pogodnie.
- Cześć - zaczął, bo jakoś trzeba - Bardzo miło mi, że będziesz moim Terminatorem. Mam nadzieję, że nie zawiodę Cię jako Mistrz - mrugnął do niego okiem - Chodźmy od razu na Koci Grzbiet, tam zaczniemy, a potem przejdziemy się na spacer. Opowiesz mi po drodze parę słów o sobie? Wybacz, że się nie orientuję, byłem trochę na uboczu przez ostatnie księżyce. Kim są Twoi rodzice, rodzeństwo? Jak się nastawiasz na Trening, co?
W ten sposób zagadywał go, gdy przechodzili Ciemnym Szlakiem i spacerowali w stronę wzgórka, na którym odbywały się treningi. Prowadził Białą Łapę niespiesznym krokiem, chcąc dać mu okazję dobrego rozejrzenia się po tych nowych widokach. Co prawda w Porze Nagich Drzew nie wyglądało to wszystko zbyt urodziwie, ale nadal, jako pierwszy rzut oka poza Obóz, musiało robić pewne wrażenie na kocurku. Szczególnie przy jego wieku. Czy nie będzie się bał? A może tak naprawdę już nie raz się wymykał? Mistrz obserwował go kątem oka, chcąc wyczuć sytuację po jego reakcjach.