Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Może minimalnie. Nie przeszkadzało to jednak jakoś bardzo. Może jednak imiona rzadko mają jakieś znaczenie głębsze, nic po prostu definicja słowa. No cóż, zawsze kiedyś Pokrzywa może wymyśleć sama sobie znaczenie, albo zmienić imię i nadać mu znaczenie, to chyba też było możliwe.
— Oh. W sumie. Ciekawe. Chyba zapamiętam. Może się pochwale, że w końcu wiem. Dzięki. — uśmiecha się w stronę kota-który-wygląda-jak-Tsunami-jest-szansa-że-jest-ich-babcią. Tak. Aura lubi zdobywać wiedzę. Różne jej rodzaje. A to było dość ważne, w końcu wie jak się nazywa, tak konkretniej. Pokrzywa serio byli dotychczas bardzo pomocni. Gdyby Aura mógł, to pewnie by zagłosował, aby pozostała w Nowym Świcie. No ale nie może, więc zostaje mieć nadzieję, że reszta grupy zagłosuje na ten wybór. — Dziękuję. Nawet jeśli. Nie wiesz co twoje. Imię znaczy. To też jest ładne. No i, właśnie używaliście. Pokrzywy. Więc. Może to to. — komplementuje pstrokatego kota, odbijając piłeczkę. W sumie ciekawa myśl. Może serio jest taką aurą, nie kotem?
Miejmy nadzieję, że w takim razie zapamiętała dobrze zastosowanie pokrzywy. Może się przydać na przyszłość, jak ktoś wróci poturbowany do obozu.
— Pewnie. Dzięki za pomoc. Miło się z tobą rozmawia, Pokrzywo. To... Widzimy się za niedługo? — Aura jeszcze nie odchodziło, czekając czy może Pokrzywa ma jeszcze coś do powiedzenia. To, co powiedział było szczere. Pokrzywa spoko kot. Do rozmowy, nawet też może pomóc z bólem brzucha. Właśnie, dobrze jeśli by leczenie wyszło. Pokrzywa, roślina, nie była zbyt smakowita, miejmy nadzieję, że nie będzie trzeba tego powtarzać.
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXOdwzajemniła uśmiech wnuka, ciesząc się że mogła mu pomóc. Zarówno w dotykających go dolegliwościach, jak i w poszerzeniu odrobinę jego wiedzy. Nie było tego wiele, ale małymi kroczkami do przodu. Zauważyła, że dość neutralne nastawienie rudego pod koniec ich spotkania zdecydowanie nabrało cieplejszych barw. Dostała nawet komplement! Poruszyła wąsami, zarówno zaskoczona jak i rozbawiona. Przyjęła ten drobny dar z wdzięcznością.
Na pytanie odparła skinięciem głowy i już była gotowa wrócić do poprzedniego zajęcia, lecz... pewna drobna sprawa nie dawała jej spokoju. XXX- Auro...? - odezwała się, licząc na to, że jeszcze nie oddalił. Czuła już wcześniej, że coś jej nie do końca pasowało, jednak ni jak nie potrafiła określić, co. Do czasu. Do czasu, gdy Aura użył w stosunku do niej liczby mnogiej. Dotychczas w żadnych ze słów opuszczających jasną mordkę nie usłyszała męskiej formy, ani żeńskiej, w stosunku do samego siebie. - Nie jesteś kocurem, prawda? - dopytała wprost.
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Pokrzywa na to zasłużyła. Tym bardziej, jeśli leczenie zadziała, to Aura w ogóle będzie chyba wielbić pstrokatego kota. Chyba przypadkowo, po tylko jednym spotkaniu, stali się wzorem dla młodego dziecka Tsunami. Chyba nie taki był Plan, ups.
Oh? To było dość niespodziewane, jako że prawie już wstawali z miejsca by powrócić do mamy. To nic, mogą jeszcze odpowiedzieć na jedno czy dwa pytania. Może związane z zielarstwem? Nie? No cóż. O czym?
Ah, to.
— Dobre. Pytanie. Odpowiedź brzmi. Nie wiem. Nie. Zawsze. Trudno... Powiedzieć. Co o tym. Sądzisz ty? — nie wymyśla, skoro Pokrzywa praktycznie od razu rozgryźli w czym może być problem. Nie było potrzeby zmyślać, bo również... Zaufali. Ufność Aury nie była jakimś osiągnięciem trudnym, ale dość nietypowym, jeśli została rozdana już przy pierwszym spotkaniu z danym kotem. Pokrzywa może czuć się kotem zaszczyconym tym tytułem. Więc teraz może się wypowiedzieć na ten temat. Nie okrzyczy Aury, prawda?
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXWięc to tak. Pokrzywa miała krótkie doświadczenie z kotami, podobnymi Aurze. Niewielkie, znikome wręcz, ale miała. Identyfikacja płciowa innych kotów po prawdzie jej zwisała, nie wartościowała nikogo po tym co miał lub nie miał pod ogonem, ale nie widziała także przeszkód w tym, aby zwracać się do innych w taki sposób, jaki preferowali. To nie miało znaczenia. Przynajmniej nie dotychczas. W przypadku Aury chciała okazać wsparcie, nawet jeżeli nie do końca to wszystko pojmowała. XXX- Sądzę, że to normalne. Masz czas, dużo czasu, żeby odnaleźć odpowiedź. Nie musisz też decydować wcale, albo możesz zmienić decyzję w dowolnym momencie - odparła łagodnie. Była zaskoczona, że rudzi zapytali o jej punkt widzenia. Nie spodziewała się tego. - Istotne jest tylko to, żebyś... żebyście się dobrze czuli ze sobą - poprawiła się, obserwując reakcję wnuczęcia. Czy w taki sposób powinna się teraz do nich zwracać? A może jakoś inaczej? Nie była pewna.
Kociak Tsunami nie zmienił się znacznie. Nadal ma te same, bladorude futro poprzecinane ciemniejszymi, grubymi, klasycznie układającymi się pręgami. Od spodu jednak rudy kolor zanika, przechodząc dość szybko w biel. Biel znajduje się między innymi na pysku, po policzka i aż do czoła, na koniuszkach jak i na futrze wewnątrz ucha, na całych łapach (za wyjątkiem jasnorudych przebarwień na piętach tylnych łap), części brzucha (gdzie nieregularnie bije się o dominację z rudością) oraz na spodzie ogona. W długim i gęstym futrze Aury często goszczą kwiaty. Ich piwne (bądź ciemnomiodowe) oczy wybijają się na tle przydymionych odcieni. Trójkątne uszy oraz poduszki łap są w jasnoróżowej barwie, nos odcień lub dwa ciemniejszy. Aura jest kotem wyższym niż przeciętny, o lekkim zarysie mięśni pod długim futrem.
Aura to kot nietypowy, zaszyty we własnym świecie, gdzie skupia się na obmyślaniu planów, opisywaniu konkretnych zadań, jakie musi wykonać, bo w innym wypadku straciłby się już na początku, nie wiedząc od czego musi zacząć. Nienawidzi faktu, że niektórzy nie myślą, zamiast tego impulsywnie podejmują działania — nie potrafi pojąć, jak to robią. Nie lubi czekać, nie tylko jest niecierpliwy, ale też boi się rezultatu, który zajmuje dłużej niż pięć sekund, aby go otrzymać. Gdy ich plany się zmieniają, Aurze trudno jest przystosować się do nowych warunków. Aura stara się podejmować decyzje używając głównie logiki, a nie swoich uczuć w stosunku do tematu związanego z ową decyzją. Stara się wpasować do grupy kotów ją otaczających, mimikując często styl wypowiedzi albo używane frazy. Trudno jest im się zdecydować, jak na prawdę się czują, dlatego może tak mało mówią o uczuciach. Wszystko zostaje w środku.
Aurze nigdy nie został przedstawiony motyw identyfikacji płciowej. Prawdopodobnie takowy temat po prostu nie pojawił się... bo nie było po co. Mimo to, rudy kotek usilnie próbował zrozumieć, jak to wszystko działa. I to na dodatek na własną łapę! Nadal trudno było rozróżnić czemu mama Tsunami raz mówi o kocie "on", a raz dodaje na koniec słowa jeszcze "a". To kwestia, o którą będzie trzeba spytać pstrokatego kota.
Młody kot był w stanie tylko kiwnąć głową na odpowiedź Pokrzywy. Trochę daleko było jeszcze do podjęcia decyzji o czymś, o czym nie miało się pojęcia. To będzie kwestia, która będzie rozwijać się powoli. I która, miejmy nadzieję, kiedyś zostanie rozwiązana.
— Okej. Ja... spróbuję. Tak zrobić. — odpowiada, po dłuższej chwili ciszy. Kot zwrócił też uwagę na użycie "cie". Ciekawa sprawa, taka, którą będzie trzeba zapamiętać i do której kiedyś wrócić. Na ten moment młody kotek nie miał wiele więcej pytań. W przyszłości takowe nadejdą... na ten moment jednak nie ma nic więcej do dodania. Dopiero co przed chwilą rudo-białego kociaka bolał brzuch, a teraz zaczęła również boleć głowa od tego natłoku informacji! A dobrze wiadomo, że co za dużo, to nie zdrowo! — Pokrzywo... ja już pójdę. Chcę spać. Dziękuję. Jeszcze raz. — proponuje mały uśmieszek, a nawet ociera się lekko pyszczkiem o bark pstrokatego futra w wyrazie podzięki. Tym razem wstaje już na swoje niekształtne łapki i zaczyna się zbliżać ku wyjściu z lecznicy. Wróci tu. Kto wie kiedy, ale wróci. Potrzebuje pierwsze zebrać trochę myśli, może i pogadać z jednym czy dwoma kotami.
//zt. Bardzo dziękuję za tę cudowną sesję <3
Ioncehada thought Butdont knowwhere itwent Cause Ive beenlivingoffsoda Andcheapcigarettes Maybewhen I was akid I wasdroppedon my head Yeah,thatwouldmakesomesense IDONTwannaBEmyself It´smaking mesounwell I dontWANNAbeMYSELF Just wanna besomeone else
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Alaska, od kiedy tylko został uczniem, zaczął... znikać. Może nie na dalekie odległości, jednakże nieczęsto można było go złapać w obozie, gdy młodzik szperał w czymś na zewnątrz - i jego szkolenie stanęło w miejscu, ponieważ gdy już był gotowy się stawić... zdrowie psychiczne przysiadło mu jeszcze bardziej. Może była to wina tego, iż zawsze był nadto ekspresyjny, a w końcu jego psychika potrzebowała przerwy? Niemniej jednak, wciąż zdawał się być coraz większym widmem.
Najprawdopodobniej długie spacery i nieobecności przyczyniły się do jego obecnej dolegliwości - próbował ignorować nieprzyjemny ból łap i ich swędzenie, które, mimo wcześniejszych prób białego kocura, uprzykrzały jego życie i nie pozwalały mu na dalsze wędrówki. Tak więc, chcąc czy nie chcąc, musiał pojawić się u bram jednego ze swoich ulubionych kotów w Nowym Świcie.
- Aaaaaartem... Chyba diabli mnie wzięli, albo już biorą... zapisz moją ostatnią wolę...! - dotoczył się do lecznicy i dramatycznie opadł na puszysty tyłek, czekając grzecznie przed wejściem. Mógłby wytrzymać ten ból, w końcu nie był ciotą... ale w sumie to stęskniło mu się za rozmowami z innymi, a to była dobra wymówka, prawda?
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Księżyce: 88
Mistrz: Nagietkowy Prześwit
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Latte [NPC]
Ojciec: Suchy [NPC]
Partner: what is love?
Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88
Mistrz: Nagietkowy Prześwit
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Latte [NPC]
Ojciec: Suchy [NPC]
Partner: what is love?
Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Artem raczej nie spodziewał się dzisiaj wizyty, a zwłaszcza nie tak głośnej i dramatycznej jaką zrobił wchodzący do lecznicy Alaska. Ciemnobrązowy point spojrzał się w tamtą stronę i faktycznie tak jak głos zapowiadał przy wejściu siedział biały syn Tsunami. Kocur podszedł do niego i obejrzał go dookoła. Nie no nic takiego dramatycznego się nie działo… to czemu nagle miał spisywać mu ostatnią wolę jakby biały kocurek już szykował się na odejście na tamten świat?
-O co chodzi? Co się dzieje? -zapytał, spoglądając na kocurka.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Na szczęście Alaska nie musiał długo czekać na swoje wybawienie, gdyż już po chwili zjawił się przed nim Artem. Oh, dzięki niebiosom, nie wytrzymałby tak dłużej! Ból z czasem stawał się coraz bardziej irytujący, a sam białofutry kocurek zaczynał być coraz bardziej zrzędliwy i nieprzyjemny, jeszcze bardziej, niż za kociaka. Uśmiechnął się promiennie do starszego kocura i podniósł mu najpierw pierwszą łapę, a później drugą, krzywiąc się przy tym nieprzyjemnie.
- Bolą. I swędzą w dodatku! Tak, że nie da się cokolwiek zrobić! - wyjęczał, gryząc policzek od środka. Jak miał podróżować i spełniać się dalej, gdy nawet nie potrafił się teraz poruszać, bo ta paskudna dolegliwość nie dawała mu spokoju?! - Artem. Czy to już mój koniec? Czy ja tak zgrzeszyłem, że teraz taka kara mnie spotykaaaaaa... - mamrotał dalej, przyzwyczajony do swojego częstego dramatyzowania. Cóż, miał to już we krwi od urodzenia!
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Księżyce: 88
Mistrz: Nagietkowy Prześwit
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Latte [NPC]
Ojciec: Suchy [NPC]
Partner: what is love?
Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88
Mistrz: Nagietkowy Prześwit
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Latte [NPC]
Ojciec: Suchy [NPC]
Partner: what is love?
Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
-Nie umierasz, to tylko popękane łapy -Artem wypuścił powietrze nosem a potem pokręcił głową w rozbawionym geście. Alaska zawsze dramatyzował, od ich pierwszego spotkania. Teraz jak widać nic się nie zmieniło z wiekiem, oby się tylko nie pogorszyło- zaraz coś z tym zrobimy -powiedział i poszedł w stronę składzika na zioła, w którym wszystkie były trzymane.
Ciemnobrązowy point wziął z niego trochę pokrzywy a na powrocie zgarnął jeszcze mokry mech, żeby po powrocie do białego kocura przemyć mu te łapy przed leczeniem. Leczył już kiedyś takie popękane łapy Jesionowi, więc mniej więcej wiedział co robić. Artem po przemyciu opuszek młodemu kocurowi zmielił pokrzywę, którą wziął na papkę, a następnie ostrożnie zaczął ją nakładać na wspomniane wcześniej opuszki.
-Niedługo powinieneś poczuć się lepiej, ale na razie poczekaj trochę aż się wchłonie zanim wstaniesz -oznajmił.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Średniej wielkości kocur o czystej, śnieżnobiałej sierści, którą odziedziczył po nieznanym sobie ojcu. Jego ciało jest lekko umięśnione, choć zakryte przez długie futro, które pokrywa jego sylwetkę. Bystre oczy z heterochromią - lewe oko kocura jest złote, zaś prawe błękitne, a oba ślepia zerkają na świat z rozbawieniem i uwagą. Mordki kocura nie opuszcza uśmiech, jest jego najbardziej ekspresyjną częścią i wiele rzeczy na temat Alaski można wyczytać z samych ruchów pyska. Ma długie, masywne łapy oraz puszysty, powiewający na wietrze ogon.
Głośny i nie do zniesienia, Alaska kompletnie nie przypomina z charakteru swojego wyglądu anioła, udowadniając to za każdym razem, gdy uchyla pyszczek. Wszystko mówi wprost, niewiele zastanawiając się nad swoimi słowami - unosi ton głosu pod wpływem każdego ciut silniejszego impulsu, który wzbudza w nim ostrzejsze emocje. Nie boi się konfrontacji, zawsze pragnąć być w centrum uwagi, ukazując swoje niezadowolenie bez krzty zawahania. Zdawać by się mogło, że jego pysk nigdy się nie zamyka, bo ten cały czas ma coś do powiedzenia, czasami nie pozwalając nawet swojemu rozmówcy dojść do słowa. Ekscytujący się wieloma rzeczami, ale również irytujący, z pewnością wrzuci ci zgniłą mysz do legowiska, gdy odwrócisz wzrok na parę uderzeń serca, by po chwili odegrać scenkę, jakoby zobaczył ten wandalizm po raz pierwszy. Przyniesie ci rybę pełną ości przekonując, iż jest czysta jak łza. Owija się w kłamstwach, zawsze chcąc wyjść jako poszkodowany i niewinny, zrzucając całe konsekwencje na drugą stronę sporu. Wręcz wulgarny, podłapując chętnie brzydkie słowa z rozmów, wprowadzając je do swojego słownika. Sekretem jego jednak jest większa delikatność dla bliskich, której nie okaże reszcie świata, preferując zamykanie się w swojej bańce.
Powrócił wzrokiem do Artema, gdy ten powiedział... że wcale nie umiera. Ale... ale jak to? Zamrugał parę razy dwukolorowymi ślepiami, przekrzywiając głowę jak niewiniątko. Ale przecież czuł się, jakby miał zaraz zejść z tego świata! Może Artem chciał go tylko tak pocieszyć, a tak naprawdę jest w opłakanym stanie?!
Pozwolił jednak pointowi na zajęcie się sobą i uśmiechnął się pod nosem, znudzony już swoją dramaturgią, mimo wszystko ucieszony, że jego ból będzie odjęty. Nie wyobrażał sobie łazić na dalsze wędrówki z taką udręką! Na szczęście jego przyjaciel był utalentowany, i w mig pozbył się jego kłopotu!
- Mhmmm, jasna sprawa! - usiadł sobie wygodnie i odetchnął, zamykając oczy. Po chwili jednak otworzył jedno z nich wpatrując się w starszego kocura, a na białym pyszczku pojawił się uśmiech. - Jak tam dzieciak? Nie miałem szansy jeszcze z nim porozmawiać, a szkoda! Gdzie go znaleźliście, jak się nazywa? - kompletnie wypadł z obrotu spraw stada! Co z niego za przyszły Radny, co?
a my nie chcemy uciekać stąd krzyczymy w szale wściekłości i pokory stanąłxxx,,w ogniuxx,,xnasz wielki dom dom dla psychicznie i nerwowo chorych
STANĄŁxxx,W OGNIUxxxNASZ WIELKIxx,DOM DOM DLA PSYCHICZNIE I NERWOWO CHORYCH
Księżyce: 88
Mistrz: Nagietkowy Prześwit
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Latte [NPC]
Ojciec: Suchy [NPC]
Partner: what is love?
Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88
Mistrz: Nagietkowy Prześwit
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Latte [NPC]
Ojciec: Suchy [NPC]
Partner: what is love?
Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Kiedy Artem skończył swoją część przy leczeniu Alaski zaczął sprzątać to wszystko co po tym pozostało. Nie chciał zostawić syfu w Ważkowej Grocie, bo nie dość że będzie to tylko przeszkadzać to jeszcze będzie wyglądać nieestetycznie. Jakiś porządek musi być w miejscu pracy kotów leczących innych.
Ciemnobrązowy point spojrzał na młodego kocura kiedy ten się odezwał. Ah tak, przecież wszyscy wiedzieli, że Artem razem z Sekwoją mają teraz kociaka pod swoją opieką. Ciężko było raczej tego nie zauważyć.
-Wydaje mi się, że w porządku, na pewno musi się przyzwyczaić do życia w Nowym Świcie -odparł- chyba trochę mu ciężko, jednak bo rzadko widzę, żeby gdzieś wychodził. Znaleźliśmy go niedaleko dużego jeziora przy Wysokich Szuwarach. Sekwoja nadała mu imię Nasionko.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Pokrzywa jest kocicą o szczupłej, proporcjonalnej sylwetce. Posiada długie łapy, dzięki czemu zalicza się do tych wysokich, choć z pewnością znajdzie sporo kotów, które ją przerastają. Ciało pokrywa długa, mocno przylegająca do ciała, buro-ruda ozdobiona tygrysimi pręgami sierść, na którą nachodzą miejscami białe plamy. Biel pokrywa wszystkie łapy, tworząc niewysokie skarpetki, a także rozlewa się na dolną szczękę, aby dalej rozejść się szerokim pasmem na szyi i skończyć się na brzuchu. Pyszczek Pokrzywy jest wąski i delikatnie wydłużony. Ma miodowe oczy w kształcie migdałów, ceglasty nos oraz długie, szpiczaste uszy, zakończone drobnymi pędzelkami. Charakterystycznym elementem wyglądu kocicy jest niewielka smuga białego futerka na czole.
Ciekawa świata, ale nie z tych, co to wkładają łapę do ognia, żeby przekonać się, że naprawdę parzy. Woli obserwować z oddali i wyciągać wnioski. Pochłonięta jakimś nurtującym jej zagadnieniem potrafi świata nie widzieć poza tą jedyną kwestią. Przy spotkaniu z kimś, kto nie zalicza się do najbliższego otoczenia, Pokrzywa zachowuje dystans. Niechętnie dzieli się szczegółami dotyczącymi jej życia, natomiast z przyjemnością wyciąga takie informacje od innych. Nie zwykła kłamać, ale szylkretce często zdarza się miarkować prawdę w zależności od własnych potrzeb. Otwarcie się przed kimś zajmuje kocicy wiele czasu, a przy tym mocno przywiązuje się do tych, którzy się do niej zbliżyli.
Pszeniczny Kłos [w], Różana Łapa [rz], Kolec [w]
XXXNajpierw kleszcze, teraz pchły. Cudownie. Przestrzeżona przez Alojzego o skutkach długiego odkładania leczenia, zabrała się za to natychmiast, gdy tylko odkryła, że swędząca ją uporczywie łydka miała swoich sprawców w postaci małych, skocznych robaczków. Weszła do lecznicy i skierowała się w stronę składziku, skąd wyciągnęła jeden liść dzikiego czosnku. Nie miały takiego aromatu jak główki, ale wciąż dawały po nosie i nie był to zapach, z którym chciałaby być kojarzona. Niestety nie miała wyboru, nie znała innego medykamentu, który mógłby równie skutecznie odpędzić pchły, co ten. I wcale się nie dziwiła, że tak działał, sama chętnie by uciekła, mając z nim do czynienia. Położyła liść na ziemi i zaczęła się tarzać, chcąc jak najbardziej przesiąknąć zapachem liścia. Przestała, dopiero gdy intensywna woń przywarła do każdego włoska na jej ciele. Liczyła na to, że nikt jej przy tym nie widział. Następnie wyrzuciła wymiętoszony liść, a sama wyszła z obozu, żeby się przewietrzyć. Oby jedno podejście wystarczyło.
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
//czaso dla kontekstu: po pogrzebie, kos zrobiła hurr durr i nie dała się leczyć na pogrzebie bo inni mają powinni być pierwsi
Kos musiała postawić na swoim i nie dała się wyleczyć, jak chciał Artem. Była Tundra z poważniejszą raną, był roztrzęsiony Raniuszek i jego dzieciaki, były jeszcze kocięta Tsunami, które potrzebowały przytulenia... Za dużo kotów, żeby skupiać się teraz na małej Kos. Chociaż z czasem zaczęła żałować tej decyzji, bo nabrała wrażenia, że przez to łażenie nabawiała się jeszcze gorszej rany, niż miała ją przedtem. Bywa i tak. Ale ma silny organizm i jakoś się zaleczy. Tylko żeby ją dobrze znachorzy poskładali i jakoś to będzie.
- Halo? - rzuciła w głąb lecznicy, kiedy dopiero pod koniec dnia zdecydowała się wpaść na leczenie. Nic jej nie będzie, prawda? - Już przyszłam - poinformowała. Nie wiedziała, kto tu się zna najbardziej i do kogo zagadać. Pokrzywa niby zna się na ziołach, tak samo jak Cyryl, a Aura to dopiero uczeń... Zostaje Artem. Nie ważne, byleby ktokolwiek trochę ulżył jej w bólu i jakoś ją posklejał.
//rana 2 stopnia: krwawiąca rana cięta na piersi
Księżyce: 88
Mistrz: Nagietkowy Prześwit
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Latte [NPC]
Ojciec: Suchy [NPC]
Partner: what is love?
Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88
Mistrz: Nagietkowy Prześwit
Płeć: Kocur
Zaimki: on/jego
Matka: Latte [NPC]
Ojciec: Suchy [NPC]
Partner: what is love?
Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Kos zupełnie zignorowała prośbę Artema w czasie pogrzebu. Nie spodobało mu się to. Jej rana nie była najmniejsza, a teraz jeszcze się tylko pogorszyła. Cud, że nie wdała się infekcja! Może powinien być bardziej stanowczy następnym razem. Nie dać się tak łatwo zbyć.
Ciemnobrązowy point wysunął głowę ze składzika kiedy usłyszał głos Radnej. No w końcu! Długo jej to zajęło. Nawet stąd Artem był w stanie ujrzeć krwawiącą ranę na piersi kotki.
-Idę, usiądź tam -powiedział, pokazując na jedno z legowisk, a potem marszcząc brwi i wrócił się do składzika. Wziął szypułkę nagietka oraz motek pajęczyny a potem podszedł do Kos, żeby zająć się jej raną.
Point przeżuł szypułkę nagietka na maść i wtarł ją ostrożnie w krwawiącą ranę. Powinno to pomóc szylkretce. Potem zawinął ranę motkiem pajęczyny, żeby ją porządnie zabezpieczyć. Powinno być w porządku.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125
Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon
Płeć: kotka
Matka: Jesionowa Kora (*)
Ojciec: Słodki Język/Markiz (*)
Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Artem zrobił, co miał zrobić. Kos oczywiście podziękowała. Zaleczył ją jak umiał, coś tam posmarował, przyłożył i Kos odeszła odpocząć w lecznicy, w razie gdyby w czasie nocy wydarzyło się coś złego. Na razie nie czuła żadnej poprawy, ale hej, świeża rana, z rana powinno być lepiej. Na razie jakoś musi zasnąć i zapomnieć o bólu. Obowiązki wzywają i nie może sobie pozwolić na długi odpoczynek.
***
Następnego dnia nie było ani trochę lepiej, może i nawet gorzej. Albo przynajmniej tak jej się wydawało. Nie chcąc robić sobie większych problemów, odnalazła Artema z samego rana. Może niepotrzebnie wariuje? Znachor zna się przecież na rzeczy, wie, co robi i Kos najprawdopodobniej po prostu znowu wymyśla. Ale nie jest zaraz taka najmłodsza i była prawie pewna, że kocur nigdy kogoś tak starego jak Kos nie leczył. Może pomiędzy żywym młodziakiem a przygaśniętą staruszką była jakaś różnica z ranami?
- Artem? Moja rana... Nie jest z nią lepiej, przynajmniej tak mi się wydaje. Przepraszam, że zawracam ci głowę, może mi się tylko wydaje. Jednak chyba rozumiesz, jestem Strategiem, Radną, jak najszybciej muszę wracać do obowiązków.