Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Kolejny dzień w Nowym Świcie, kolejny trening. Nie wiedziała nawet, czy powinna to nazywać treningiem. W końcu były to Lekcje, coś tylko podstawowego, żeby Jenot mógł zostać Uczniem. Ten system, szczerze powiedziawszy, odpowiadał jej o wiele bardziej, choć co chwila powtarzać to w głowie, żeby nie zapomnieć całej mechaniki. To był dobry system. Każdy mógł zostać kim chciał, pełnić obowiązki, które mocno go interesowały. Nie było tak jak w Klanie, że każdy jest taki sam. To było coś... Świeżego. Dobrego. Każdy mógł się spełniać, czuć, że należy do Nowego Świtu. Teraz nadszedł czas poprowadzenia czegoś takiego przez nią, chyba po raz pierwszy w życiu.
- Witaj Jenocie - mruknęła do kocura, gdy ten podchodził do umówionego miejsca. - Dobrze się wyspałeś? Dzisiaj będziesz musiał dużo myśleć i jeszcze więcej słuchać. Zasady Nowego Świtu są bardzo ważne, ale to chyba rozumiesz - podchodziła do kocura jak do świeżego terminatora. Był młody, to na pewno, a ona musiała go w pewien sposób wychować. W końcu Uczniem zostaje się tylko wtedy, jeśli ktoś dorósł, żeby nim być. Miała szczerą nadzieję, że tego nie zawali. - Wiesz coś może o naszych Zasadach? Albo o rangach? - spytała luźno. Dzień pierwszy rozpoczęty.
Wyraźnie urósł od czasu bycia małą kluską. Młody kocur jednak nadal nie jest szczególnie duży, a także nie wykształcił jeszcze masy mięśniowej typowej dla starszych i bardziej doświadczonych życiem kotów. Na tą chwilę jest dziwnie zaokrąglonym kłakiem futra, wyciągniętym nierówno w każdą stronę, jako że nadal rośnie. Długie futro kocura ma dość ciemną burą barwę z gęstym klasycznym pręgowaniem. Dość dużą część ciała pokrywa jednak biel. Na głowie pokrywa ona trochę nierówno mordkę, ciągnąc się do góry. Dalej biel rozpościera się na szyję, tworząc ładny, szeroki trójkąt. Kolor przechodzi także na brzuch kocura. Białe skarpetki Jenota sięgają miej-więcej do połowy przednich łap, w przypadku tylnych wchodzą lekko na uda. Głowę kota przyozdabiają pędzelki na uszach, oliwkowo-zielone oczy i różowy nosek.
Nastoletni kocur nie zmienił się szczególnie od czasu gdy był małym kociakiem. Jest otwartym i przyjaznym młodym kocurem, które chętnie zawiera nowe znajomości. Jest empatyczny i zawsze stara się wszystkich uszczęśliwić, nawet jeżeli nie zawsze wychodzi to jak powinno. Stara się być odpowiedzialny i przemyśleć swoją każdą decyzję, ale jak każdego młodzika...czasem go poniesie. Jest fajtłapą, potrafi się zamyślać i wpadać na koty. Chociaż Jenot lubi zawierać znajomości, bycie centrum uwagi wielu kotów na raz bywa dla niego bardzo stresujące. Pod presją łatwo zaczyna panikować.
System objaśniony poprzedniego dnia przez Fai...Żelazo...wydawał się całkiem dobry i uczniowi Kos. Co prawda ciężko powiedzieć czy młody kot do końca dobrze zrozumiał znaczenie i zinterpretował. To pewnie z resztą wyjdzie dzisiejszego dnia. Z resztą od tego miały być lekcje, by upewnić się że każdy młody kot dobrze rozumiał funkcjonowanie Nowego Świtu i narzucone zasady. Usłyszenie jednorazowo natłoku informacji mogło być mylące dla młodego kota. Zwłaszcza gdy wszystko było przepełnione nerwami i ekscytacją związaną z mianowaniem.
Okazało się że Jenot raczej nie był jednym ze spóźnialskich. Zdążył się obudzić na czas, coś przekąsić by mieć siły na naukę i spotkać się Kos. - Dzień Dobry, Kos. – Biało-bury kocur przywitał kocicę. Oczywiście był podekscytowany samym faktem że niedługo będzie mógł wyjść z obozu. Co prawda już raz to zrobił, jednak teraz mógł to zrobić...legalnie... - Mhm. Tak. O czym będziemy się uczyć? – Pamiętał ogółem że będzie zaczynać od lekcji. Czyli na pewno będą to rangi i kodeks. Tylko to przed złożeniem własnej przysięgi? Czy jednak będą mieli coś więcej?
Jenot usiadł chwilowo na przeciw Kos, jednak jeżeli ta chciałaby wyjść był czujny by za nią podążyć. - Fairy...Żelazo mówił wczoraj dużo o rangach. Teraz w Nowym Świcie są trzy ścieżki na które kot może się szkolić. – Jenot zaczął swoją odpowiedź na pytanie. - Każdy kot tutaj zaczyna od nowicjusza, gdy jest gotowy się uczyć. Nowicjusze uczą się głównie jak Nowy Świt działa i obowiązujących zasad. Ci którzy przyszli z zewnątrz także mają wtedy czas na to by poznać się lepiej z resztą z nas. Gdy kot zakończy lekcje, składa przysięgę, staje się uczniem i wybiera na co chce się szkolić. Kot może szkolić się na: piastuna, stróża i...zielarza...? Czy znachora? – Jenot zdecydował że najprościej będzie wymienić rangi od najniższego stopnia. Jednak po prawdzie to nie do końca rozumiał jak działa ścieżka salamandry w swym podziale. - Em...czym różni się właściwie zielarz od znachora? Jest jakaś różnica? – Kojarzył że ta ścieżka jest ściśle związana z ziołami i leczeniem. Jednak nie do końca pamiętał z czego wynikał podział.
Kocur poruszył nerwowo końcówką ogona. Co mógł jeszcze powiedzieć by dobrze określić to co wiedział? W jaki sposób miał zacząć?
- Piastuni...zajmują się kociętami. I szkoleniem nowicjuszy. Ponad piastunami jest opoka. Ona zajmuje się sprawami wszystkich kociąt, piastunów i nowicjuszy. – Chociaż nadal poniekąd tajemnicą było dla Jenota co to tak naprawdę znaczy być opoką. Być może któregoś dnia powinien zapytać Tundrę o doświadczenia?
- Stróże dbają o bezpieczeństwo Nowego Świtu. Patrolują granicę i walczą w razie potrzeby dla bezpieczeństwa wszystkich. Także zajmują się polowaniem dla tych którzy nie mogą lub jeszcze nie umieją. Nad stróżem jest jeszcze...strateg? Trochę jak opoka, tylko zajmuje się kierowaniem stróżami. – Było tutaj widać że młody Jenot nie miał do końca pełnej wiedzy na temat rang w Nowym Świcie, jednak było ich sporo...więc ciężko się do końca dziwić. Zwłaszcza że Jenot nie dokończył do końca pierwszych nauk z Sekwoją, ponieważ niestety zachorował.
- I jak mówiłem, są zielarze i znachorzy. Za nich odpowiada alchemik, który także zbiera zioła i leczy koty. – Czy był to koniec tego co do powiedzenia miał Jenot. Nie do końca. Wiedział że w stadzie była jeszcze jedna ranga nad wszystkimi, która mogła jednak się także pokrywać z inną.
- Jest jeszcze rada. Żelazo mówił wczoraj że radnym może zostać każdy kto przeszedł nowicjat, jeżeli zostanie wybrany. Rada razem podejmuje najważniejsze decyzje w Nowym Świcie. Jednak kot w radzie może też pełnić nadal inną rolę, tak jak babcia Tundra jest opoką... – Jenot krótko wyjaśnił własną perspektywę tego co wiedział o radzie. Ogółem coś już wiedział, nawet jeżeli potrzebował nadal nieco dopełnienia i sprostowania pewnych rzeczy. Wiadome z resztą było że kot urodzony w Nowym Świcie słyszał już chociaż jakieś urywki teorii i połączył je w całość.
Drugim tematem był kodeks. Oczywiście, Jenot znał kilka podstawowych zasad, jednak czy słyszał go kiedykolwiek w całości? - Znam parę zasad, ale nie wiem czy to wszystkie... – Młody kocur odpowiedział nieśmiało. Czy powinien w tym momencie wiedzieć już więcej?
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Skinęła głową i przysiadła, podwijając pod siebie ogon. To było całkowite przeciwieństwo Klanów. Czuła się tak, jakby prowadziła komuś nauki... Zdecydowanie bardziej wolała być w ruchu. Jednak wierzyła, że zmiany Żelaza były dobre. Teraz wszystko zaczynało mieć sens i czuła, że pójdzie im dobrze. W końcu za jakiś czas, czyli kiedy w Nowym Świcie będzie więcej Piastunów, ona nie będzie zajmowała się Lekcjami, tylko Ścieżkami. I to ją ekscytowało. Myśl, że będzie w ruchu, zamiast siedzieć na zadzie i omawiać teorię. Teoria była nudna, nawet dla kota w jej wieku.
- Tak - przytaknęła mu, chcąc pokazać, że słucha. Mieli trzy ścieżki, nie więcej, ni mniej. - Pamiętasz może nazwy tych Ścieżek? - Trzmielojada, Wilka i Salamandry, pamiętała to, czyli nie było z nią tak źle. - Dokładnie, każdy nowonardzony lub świeżo przyjęty kot zaczyna od rangi Nowicjusza. Taki kot może opuścić Nowy Świt bez problemu. Nowicjusz poznaje wiedzę o naszym stadzie na naukach. Będą prowadzić je Piastuni, nie Stróży - dodała jeszcze, tak dla pewności, że kocur zrozumiał. - Później, jak mówisz, kot składa przysięgę wierności, czyli już nie może odejść z naszego stada bezkarnie. Uczniowie wybierają sobie jedną z trzech ścieżek, jaką chcą podążać i pod okiem mistrza szkolą się na kogoś takiego. Jako Uczeń będziesz miał uprawnienia do zostania Radnym lub do głosowania - dwie najprostsze rangi za nimi, co dalej. - Masz już upatrzoną jakąś ścieżkę? - spytała uprzejmie, chcąc wykazać inicjatywę. Nie chciała być suchym mistrzem, który zapomina o swoich uczniach zaraz po skończeniu uczenia.
- Spokojnie, są różne stopnie w różnych ścieżkach i znaczą co innego. Więc na przykład, w ścieżce Wilka kot szkoli się na Piastuna, czyli takiego opiekuna, zaraz dokładniej o nim opowiem. Wilkowcy są po prostu opiekunami w stadzie. Jest też ścieżka Trzmielojada i tam są koty poruszające się w terenie, czyli walczą, polują, patrolują. W ścieżce Salamandry chodzi o to, że kot uczy się lecznictwa i ziół. Rozwinę ci wszystko w swoim czasie - zapewniła go. - A Znachor uczy się leczenia ran, zaś Zielarz zbiera zioła, dzięki czemu Znachor ma czym leczyć. Wiesz, kiedy będzie nas dużo, to będzie miało więcej sensu - dodała jeszcze. Czuła, że znowu nagada się dużo.
- Więc tak. Uczeń ma do wyboru trzy ścieżki: Salamandry, Wilka i Trzmielojada. Omówiła ci wcześniej czym charakteryzuje się każda ścieżka więc nie będę się powtarzać. Podstawową rangą jest Zanchor lub Zielarz. Zielarz skupia się na zbieraniu ziół i wyprawami na bliskie i dalekie tereny. Uczy również przyszłych Zielarzy. Znachor skupia się na leczeniu rannych oraz chorych kotów i na uczeniu przyszłych Znachorów. Alchemik skupia pod sobą wszystkich Zielarzy i Znachorów. Umie opatrywać rany i leczyć choroby, edukuje duchowo nasze stado i decyduje kto powinien zostać przyjęty do Ścieżki Salamandry, wysłuchuje Znachorów i Zielarzy, jeśli ci mają jakąś sprawę oraz przekazuje informacje radzie. Rozumiesz to na razie, prawda? - wolała się upewnić, żeby później nie zrobić sobie wstydu. - Na Ścieżce Wilka są Piastuni i Opoka. Opoka zajmuje się nowicjatami, przydziela nauczycieli Lekcji i zarządza Piastunami. Decyduje ona również, kiedy ktoś może zakończyć Nowicjat. Oczywiście, jak inne rangi naczelne ścieżek, przemawia do Rady jeśli jest taka potrzeba. Piastuni dbają o społeczność, zajmują się organizowaniem pogrzebów i innych wydarzeń. Łagodzą oni konflikty wewnątrz stada, dbają o naszą jedność, prowadzą Lekcje. Oni również potrafią polować, tak dla jasności. Jest też ścieżka Trzmielojada, tam najważniejszą ranga jest Strateg. Jest dowódcą Stróżów i Zwiadowców, zajmuje się wykonywaniem zadań poleconych mu przez Radę, przydziela patrole, obowiązki w obozie oraz mentorów uczniom chętnych do bycia kimś w ścieżce Trzmielojada. Również współpracuje z Radą i przekazuje im wszystkie rzeczy od Stróżów i Zwiadowców. Dla jasności Alchemik, Opoka, Strateg i Zwiadowcy to jedyne rangi, które mają ograniczoną ilość, resztę rang może wykonywać nieograniczona ilość kotów. W trzech pierwszych przypadkach jest tylko jeden kot wykonujący te rangi, zaś Zwiadowców jest trzech. Zwiadowcy zbierają informację w i poza stadem, może być wysłany na misje zwiadowcze w pewnych sytuacjach. Jeśli nie dzieje się nic podejrzanego - wraca do obowiązku Stróża. Stróże zaś są kotami umiejącymi polować, patrolować i walczyć. Masz jakieś pytania? - no skończyła to, skończyła! Sprawnie im poszło.
- Yhm, tak. Radny zajmuje się organizacją zebrań, przeprowadzaniem głosowań, przyjmowaniem nowicjuszy i przyznawaniem rang. Decyduje również, co zrobić jeśli liderzy danych ścieżek mają jakiś wątek do nich. Mają oni własny Kodeks, do którego zaraz przejdziemy. Radny pełni normalne obowiązki swojej rangi, oczywiście, poza byciem Radnym - odetchnęła. Rangi z głowy. - Tak, mów co wiesz, nie ma stresu, przecież nikt przed ukończeniem Lekcji nie zna wszystkich zasad - zachęciła go z ciepłym uśmiechem.
Wyraźnie urósł od czasu bycia małą kluską. Młody kocur jednak nadal nie jest szczególnie duży, a także nie wykształcił jeszcze masy mięśniowej typowej dla starszych i bardziej doświadczonych życiem kotów. Na tą chwilę jest dziwnie zaokrąglonym kłakiem futra, wyciągniętym nierówno w każdą stronę, jako że nadal rośnie. Długie futro kocura ma dość ciemną burą barwę z gęstym klasycznym pręgowaniem. Dość dużą część ciała pokrywa jednak biel. Na głowie pokrywa ona trochę nierówno mordkę, ciągnąc się do góry. Dalej biel rozpościera się na szyję, tworząc ładny, szeroki trójkąt. Kolor przechodzi także na brzuch kocura. Białe skarpetki Jenota sięgają miej-więcej do połowy przednich łap, w przypadku tylnych wchodzą lekko na uda. Głowę kota przyozdabiają pędzelki na uszach, oliwkowo-zielone oczy i różowy nosek.
Nastoletni kocur nie zmienił się szczególnie od czasu gdy był małym kociakiem. Jest otwartym i przyjaznym młodym kocurem, które chętnie zawiera nowe znajomości. Jest empatyczny i zawsze stara się wszystkich uszczęśliwić, nawet jeżeli nie zawsze wychodzi to jak powinno. Stara się być odpowiedzialny i przemyśleć swoją każdą decyzję, ale jak każdego młodzika...czasem go poniesie. Jest fajtłapą, potrafi się zamyślać i wpadać na koty. Chociaż Jenot lubi zawierać znajomości, bycie centrum uwagi wielu kotów na raz bywa dla niego bardzo stresujące. Pod presją łatwo zaczyna panikować.
Ciężko ukryć że teoria nie była raczej ulubioną rzeczą Jenota do nauki. Ale wiedział tyle by zdawać sobie sprawę że tego nie przeskoczy. A jak od razu miał okazję by sprostować jakiekolwiek wątpliwości jakie miał, to jakoś przez to przebrną. Zarazem jednak Jenot nie koniecznie był kotem rwącym się by ćwiczyć bitkę. Co w sumie kocura bardziej interesowało, to wiedza sama w sobie. Zrozumienie pewnych niuansów kierujących działaniem stada, jak i postępowaniem samych kotów...nawet jeżeli nie potrafił do końca dobrze tego określić.
- Tak. Z ścieżki salamandry kot staje się znachorem lub zielarzem. Z ścieżki trzmielojada koty stają się stróżami. Z Ścieżki Wilka, kot staje się piastunem. – Jenot przedstawił poszczególne nazwy ścieżek. Informacje były nadal dość świeże w łepetynie.
Na wyjaśnienia Kos na temat dodatkowych informacji o nowicjuszach, kot przytaknął głową. Wiedział że koty nowicjusze mogli opuścić Nowy Świt bezkarnie, jeżeli tego sobie życzyły. Kojarzył też coś że to piastuni mieli prowadzić lekcje. Zastanawiające że akurat w jego przypadku to Kos je prowadziła, jako że nie była piastunem. Ale może wszyscy piastuni mieli pełne łapy na tą chwilę...?- Rozumiem że jeżeli kot odejdzie po złożeniu przysięgi, zostaje zdrajcą. Tak jak ten...Roche...? – Kocur zapytał. Nie szczególnie lubił myśleć o takich rzeczach, ale jednocześnie chciał wiedzieć. - Czy Żelazo nie mówił o tym że odchodzimy od...klanowej nazwy "mistrza". – Kocur zauważył że Kos nadal używała tego słowa. Chociaż jemu w zasadzie ten detal był dość obojętny, jednak sama Kos musiała być dość przyzwyczajona do użycia tego słowa.
Gdy Stróżka zapytała go jaką ścieżką chciałby podążać, Jenot lekko się zawahał. Czy chciał konkretnie teraz decydować? Zarazem jednak może warto było to powiedzieć już teraz. - Nie jestem jeszcze do końca pewny, ale myślałem o ścieżce wilka. Chciałbym zostać piastunem. – Kocur przyznał, nie będąc pewnym czy tego spodziewała się po nim szylkretowa kocica.
Kos niezależnie od jego odpowiedzi postanowiła się upewnić że młody kocur dobrze rozumiał z czym tyczy się każda ze ścieżek. Jednak oprócz ogólnych wyjaśnień tego co już wiedział, Jenot otrzymał kilka odpowiedzi na to o czym nie wiedział (bądź po prostu zapomniał). Jak chociażby podział obowiązków zbierania ziół i leczenia między znachorów i zielarzy. Z nazwy w sumie miało to sens. - W sumie dzięki temu zawsze ktoś zdolny do leczenia będzie w obozie, gdyby ktoś potrzebował natychmiastowej pomocy. – Jenot zastanowił się. Może jednak miało to całkiem sporo sensu. Jak i też mógł dowiedzieć się więcej na temat tego co w zasadzie zmieniał fakt że Żelazo został alchemikiem. W zasadzie nie wiele poprzedniego stanu, bo Żelazo i tak był już radnym. Ale znaczyłoby to więcej gdyby alchemikiem stał się ktoś z poza rady. - Tak, rozumiem. – Kocur mógł wydawać się nieco pogrążony w myślach, ale przynajmniej starał się analizować wszystko co słyszał.
W następnej kolejności Kos przeszła do objaśnienia działania roli piastunów i opoki. W dużej mierze rola opoki była podobna co alchemika, sprawując opiekę nad resztą kotów podążających tą ścieżką, a także w przypadku opoki...nowicjuszy. W tym przypadku Jenot mógł rzeczywiście dowiedzieć się więcej, jako że nie zdawał sobie sprawy z części zadań jakie mieli wypełniać piastuni. Opieka nad kociętami, prowadzenie lekcji nowicjuszom, wprowadzanie kotów z poza stada w jego życie. O tych rzeczach ogółem wiedział. Nie miał jednak pojęcia jak wiele rzeczy w to wszystko wchodziło. - Czyli można powiedzieć że piastuni w zasadzie zajmują się dbaniem o stado i koty. W każdym znaczeniu, może oprócz leczenia...? – Zadanie które nie wydawało się czymś łatwym.
W następnej kolejności kocica wytłumaczyła zasady działania ścieżki trzmielojada. Strateg oczywiście był kolejną organizacyjną rangą, tym razem odpowiadając za koty na ścieżce trzmielojada. Jak się okazało, Jenot kompletnie przeoczył pozycję zwiadowcy. - Czy...mamy aktualnie jakichś zwiadowców w Nowym Świcie? – Kocur zapytał. Gdyby nie było aktualnie żadnego, tłumaczyłoby to czemu kot o tym do tej pory nie słyszał.
O radzie kocur trochę wiedział, ale dobrze było mimo wszystko usłyszeć co dokładnie robili w stadzie. Co właściwie się dzieje gdy radni nie zgadzają się ze sobą. Chyba mogli to zobaczyć właśnie na ostatnim zebraniu, gdy Żelazo dość negatywnie przyjął podejście babci Tundry do sprawy Pokrzywy i jej pościgu za zdrajcą.
Na pytanie o zasady kodeksu, Jenot skinął głową ze zrozumieniem i zastanowił się na chwilę by przypomnieć sobie jak najwięcej.
- Władzę w Nowym Świcie sprawuje rada, wybierana przez głosowanie.
Każdy pełnoprawny członek Nowego Świtu musi złożyć przysięgę wierności stadu.
Każdy członek stada jest sobie równy, niezależnie od jego pochodzenia.
Jest zakaz zdradzania położenia naszego obozu komukolwiek z poza Nowego Świtu.
Koty spoza Nowego Świtu nie powinny być traktowane jako wrogowie, lecz potencjalni sojusznicy.
Jeżeli ktoś jest w potrzebie, powinniśmy mu pomóc, niezależnie od pochodzenia.
Przemoc wobec kota z poza Nowego Świtu jest jedynie uzasadniona jeżeli ktoś sprawia dla nas bezpośrednie zagrożenie.
Em...Kot który jest nowicjuszem nie może brać udziału w głosowaniach, radzie lub jakimkolwiek...podejmowaniu decyzji w stadzie.
Nowicjusz może odejść z Nowego Świtu bez żadnych żadnych konsekwencji.
Nowicjusz staje się pełnoprawnym członkiem stada, gdy jego opiekun uzna że jest gotowy i musi wtedy złożyć przysięgę. – Jenot wymienił wszystko co mu przyszło po kolei do głowy. Części mógł się samemu domyślić. Część usłyszał przypadkiem z rozmowy innych kotów. O jeszcze innych dowiedział się bezpośrednio od różnych członków jego rodziny.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Westchnęła. Temat Rocha nie był dla niej tematem łatwym, ale na to nic nie mogła poradzić. Roche, podobnie jak Rojst, pozostaną zdrajcami Nowego Świtu na wieki, więc ich imiona muszą być powtarzane.
- Tak, tak się dzieje. Roche odszedł ze Stada gdy skończył trening, nikt nie zna powodu, dlaczego zniknął. Zdrajców powinniśmy przepędzać... Jednak znam niejedną historię gdy ktoś został porwany podczas polowania i nie potrafił nawet nikogo ostrzec, że go nie będzie - mruknęła. Pozostawiła kocurowi opinię, co powinien zrobić. Jenot może nie był najdoroślejszy, jednak jeśli przyjdzie mu odebrać kogoś z granicy, z całą pewnością będzie to późno i będzie wystarczająco dorosły, żeby dobrze tę decyzję podjąć.
- Tak tak, odchodzimy, zapomina mi się czasami... - wiedziała, że chyba nie ma już głowy do wyplenienia sobie tych cechy Klanowych. Dopiero jej dzieci chyba będą mówić normalnie, ale do tego daleka droga.
- Piastun to bardzo dobry wybór - pochwaliła go. Ktoś w końcu musiał zastąpić Opokę, a Tsunami raczej na pewno nie zostanie kimś takim. - I mniej więcej tak, Piastuni jeszcze nie polują i nie walczą, chyba że w sytuacjach kryzysowych.
- Niestety, nie mamy póki co. Jednak w Nowym Świcie mamy wiele kociąt i ktoś z nich na pewno zostanie zwiadowcą w przeszłości - odetchnęła. Rangi za nimi. Jednak kodeksy i zbiory zasad... Najcięższe przed nimi.
- Tak, głosujemy my, koty Nowego Świtu. Jak już będziesz mógł głosować, wybieraj koty, które są kompetentne, nie, które lubisz.
I tak, jak już skończymy lekcje, złożysz przysięgę Stadu. Jeśli później będziesz chciał odejść, zostaniesz uznany za zdrajcę. Musisz również, tego zapomniałeś, przekładać dobro stada ponad swoje własne. Czyli musisz być nie tylko wierny, ale i oddany Stadu.
Yhm, nie ważne, czy ktoś pochodzi z Klanu, czy ma czystą krew Nowoświtocwa, wszyscy jesteśmy równi, ja, ty Żelazo, Tundra czy Mama Tsunami. To bardzo ważne.
Dokładnie, nawet jeśli komuś bardzo ufasz, nie zdradzaj mu miejsca położenia naszego obozu. To kwestia bezpieczeństwa, żeby nikt na nas nie napadł lub nie składał nam niespodziewanych wizyt. Tutaj jesteśmy bezpieczni, bo nikt o nas nie wie.
Tak, jeśli zobaczysz kogoś na granicy, nie skacz na niego z pazurami i nie mów, żeby się wynosił. Nie znasz, jaka historia stoi za tym kotem i głupim pomysłem byłoby atakować, zamiast przeprowadzić normalną rozmowę. Bo wiesz, inna zasada mówi, że jeśli ktoś jest zaufany i dorosły, to można mu zaproponować przyłączenie do Nowego Świtu jako Nowicjusz. Ale, jak mówi zasada, nie proponuj tego każdemu. Dopiero jak chwilę z nim pogadasz i uznasz, że można mu zaufać, dopiero wtedy proponuj.
Dokładnie, powinniśmy pomóc komuś, kto jest w potrzebie. Nie porzucaj kogoś, kto nie wiem, jest ranny, albo po prostu jest samotny i potrzebuje rozmowy. Kocie życie jest tak samo ważne jak każde inne i jeśli to możliwe, powinniśmy postarać się jak najwięcej kocich żyć utrzymać. Inna z zasad mówi nam, żebyśmy pomagali najpierw kotom w stadzie, dopiero później spoza niego. Więc jeśli widzisz, na przykład, ranną Mamę Tsunami, a jakiegoś samotnika, to wybierz Mamę, nawet jeśli miałbyś jej nie lubić. Pamiętaj: najpierw ktoś od nas, nawet jeśli go nie znosisz, dopiero później ktoś spoza stada.
Yhm, jeśli możesz zaatakować dopiero wtedy, kiedy ktoś ciebie zaatakuje. Nawet jeśli jesteś prowokowany, ktoś ciebie wyzywa, lepiej odejść, niż atakować. Czasami może być tak, że ktoś się na ciebie rzuci, ale nie wyciągnie pazurów. Ty również wtedy nie wyciągaj, po prostu staraj się go zepchnąć. Jednak nawet jeśli będziesz zmuszony użyć pazurów, walczy tylko do momentu, w którym przeciwnik będzie pokonany. Wiesz może, kiedy zabicie lub jakakolwiek przemoc, nawet bez wcześniejszego ataku przeciwnika, jest uzasadniona? Żelazo użył tej zasady, kiedy mówił o przewinieniach Pokrzywy - no, to prawie mieli główny Kodeks skończony. Teraz tylko dwa mniejsze i tyle.
- Tak, Nowicjusz nie może podejmować tego, co wymieniłeś. Ma on jednak prawo do jedzenia, leczenia i bezpiecznego odpoczynku. Nowicjusz, ogółem, posiada te same obowiązki co my, jednak wiadomo, szkoli się na Ucznia poza tym wszystkim. Jeśli chce, jak mówisz, może odejść i nie zostanie uznany za zdrajcę. Nie bądź zły na takie koty, może po prostu nie podpasują im zasady albo stanie się coś innego.
I tak. Ogólnie, jeśli ktoś jest Nowicjuszem, przydziela mu się opiekunka, który po prostu wdraża go w życie Nowego Świtu, uczy zasad, życia u nas i tych innych. Taki opiekun decyduje, kiedy Nowicjat powinien zostać zakończony, wtedy informuje o tym Radę i Nowicjusz składa przysięgę, zostając oficjalnie pełnoprawnym członkiem Nowego Świtu - odetchnęła. To mieli z głowy. Jeszcze tylko parę zasad.
- Znasz może jakieś inne zasady? Albo cokolwiek z Kodeksu Rady?
Wyraźnie urósł od czasu bycia małą kluską. Młody kocur jednak nadal nie jest szczególnie duży, a także nie wykształcił jeszcze masy mięśniowej typowej dla starszych i bardziej doświadczonych życiem kotów. Na tą chwilę jest dziwnie zaokrąglonym kłakiem futra, wyciągniętym nierówno w każdą stronę, jako że nadal rośnie. Długie futro kocura ma dość ciemną burą barwę z gęstym klasycznym pręgowaniem. Dość dużą część ciała pokrywa jednak biel. Na głowie pokrywa ona trochę nierówno mordkę, ciągnąc się do góry. Dalej biel rozpościera się na szyję, tworząc ładny, szeroki trójkąt. Kolor przechodzi także na brzuch kocura. Białe skarpetki Jenota sięgają miej-więcej do połowy przednich łap, w przypadku tylnych wchodzą lekko na uda. Głowę kota przyozdabiają pędzelki na uszach, oliwkowo-zielone oczy i różowy nosek.
Nastoletni kocur nie zmienił się szczególnie od czasu gdy był małym kociakiem. Jest otwartym i przyjaznym młodym kocurem, które chętnie zawiera nowe znajomości. Jest empatyczny i zawsze stara się wszystkich uszczęśliwić, nawet jeżeli nie zawsze wychodzi to jak powinno. Stara się być odpowiedzialny i przemyśleć swoją każdą decyzję, ale jak każdego młodzika...czasem go poniesie. Jest fajtłapą, potrafi się zamyślać i wpadać na koty. Chociaż Jenot lubi zawierać znajomości, bycie centrum uwagi wielu kotów na raz bywa dla niego bardzo stresujące. Pod presją łatwo zaczyna panikować.
Jenot nie wiedział zbyt wiele na temat Rojsta, czy już tym bardziej Roche. O tym drugim nikt mu do tej pory nie wspominał aż do wczoraj. Zastanawiało go co skłoniło koty do tego by ich porzucić w taki sposób. Jeżeli nie czuli się dobrze w Nowym Świcie, czemu nie odeszli jeszcze przed złożeniem przysięgi. Fakt że nowicjusz może odejść był Jenotowi znany od dawna i traktował to jako normę. Raczej nie widział powodu by stado miało trzymać na siłę kota który nie jest tu szczęśliwy. Czemu jednak składać obietnice, jeżeli kot nie ma zamiaru ich dotrzymać?
- Czy...miałaś kiedyś kontakt z kotami z klanów? – Po tym jakiego słownictwa używała Kos, Jenot potrafił wywnioskować że tak było. Nie chciał bezpośrednio zakładać skąd kocica pochodziła, bo może się mylił, ale miałoby to sporo sensu. - Dynia także używał czasami tych słów. – Kocur przyznał.
Jenot uśmiechnął się lekko słysząc że kocica pochwalała jego wybór. - Prawdopodobnie. Naszego miotu jest piątka. I teraz mamy kolejną piątkę. Oraz kilka innych kotów które nie skończyły jeszcze nowicjatu. Byłbym zaskoczony gdyby nikt z nich nie chciał być Stróżem. – Kocur zaśmiał się lekko, przymykając oczy.
- Co właściwie sprawia że kot jest kompetentny? – Głosować na tego kto się nadaje, nie kogo lubisz. Jednak rozróżnienie między rzeczywiście kompetentnym kotem a własną sympatią do kogoś mogło rzeczywiście okazać się trudniejsze niż wygląda na pierwszy rzut oka. Może dlatego teraz Jenot chciał wydobyć jak najwięcej informacji jak mógł.
Chwilę później Kos przeszła w dłuższy monolog, przechodząc po kolei przez zasady. Na każdą zasadę której sam nie wymienił, kocur przytakiwał lekko głową. Prostą logiką, wiele rzeczy wydawało się dość jasne, jak chociażby żeby nikomu nie zdradzać położenia obozu. Niezależnie czy kot który się dowie ma złe intencje, zawsze takiemu może się nawet przypadkiem coś wymsknąć na ten temat. Lepiej było trzymać tą informację w obrębie członków stada.
Jenot jasno mógł sobie wyobrazić dlaczego bezpodstawne atakowanie kotów po przekroczeniu granic nie byłoby dobrym pomysłem. Nie widział powodu czemu od razu przechodzić do przemocy, nie wiedząc nawet czy "intruz" da się przekonać pokojowo do opuszczenia terenów. Nie mówiąc o utracie potencjalnych nowicjuszy. Zaś jednak propozycja nowicjatu mogła wymagać więcej czasu niż na początku myślał. Faktycznie lepiej było poznać takiego kota, dowiedzieć się o nim więcej. I przede wszystkim dowiedzieć się czy kot byłby w ogóle tym zainteresowany. Lub czy był potencjalnie godny zaufania. Oczywiście też że koty z Nowego Świtu miały priorytet przed innymi.
Kos zdecydowała się nieco rozwinąć kwestie kiedy użycie przemocy było uzasadnione. Nie spodziewał się przy wszystkim sugestii potencjalnej sytuacji by ktoś rzucił się na niego bez pazurów. - Em...czemu ktoś z poza Nowego Świtu miałby zaatakować mnie bez pazurów? Skoro atakuje mnie to chyba chce mi zrobić krzywdę...? – Rozumiał w zupełności o co chodziło jej z krzykami i wyzywaniem. Niektórzy mogli być dobrzy w zastraszaniu, ale niekoniecznie przejdą do użycia fizycznej siły. Poza tym nie mogli wtedy zarzucić mu że to on zaczął bitkę. Jednak nie za bardzo rozumiał ostatni przykład. Byłoby to zrozumiałe gdyby ktoś zaskoczył go dla żartu w obozie...z resztą sam to nie raz robił. W tym przypadku nie przeszłoby mu przez myśl by podnieść łapę (z użyciem pazurów) na członka stada. No chyba że komuś działaby się rzeczywiście fizyczna krzywda.
Na pytanie Kos, Jenot musiał się dobrze zastanowić. Co takiego mówił Żelazo na zebraniu w kwestii Pokrzywy i zdrajcy? - O tym że Pokrzywa podniosła łapę na innego kota mimo że nie była w niebezpieczeństwie z jego powodu? Czy w kwestii tego że się tym chwaliła, a zabicie kogoś nie jest czymś chwalebnym w Nowym Świcie? – Kocur zapytał. Słuchał dalej. Ogólnie działanie nowicjatu znał. Słyszał że był to okres na uczenie się podstawowych zasad i rozwijanie więzi w stadzie.
- Rada ma własny kodeks? – Kocur zapytał niepewnie. Tego raczej nie słyszał do tej pory, chociaż pewnie nie było po prostu powodu by wdrażać kociaka w dokładne działanie rady. - Hm...wiem że każdy kto może głosować, może oddać tylko jeden głos. Oraz że jeżeli liczba głosów będzie równa, to rada wtedy podejmuje końcową decyzję. – Kocur dodał krótko co wiedział na temat głosowań.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
- Tak, ja... Byłam w jednym z Klanów. Mam Klanowe pochodzenie - wyjaśniła dokładniej. A jednak, Jenot potrafił myśleć logicznie. To dobrze, że tak wywnioskował. Szkoda tylko, że zastraszająco zwiększająca się liczba kotów wiedziała o jej klanowym pochodzeniu. Ale to chyba nic strasznego. Chyba. - To dlatego, że Dynia również pochodził z Klanu.
- Kompetentny? To taki ktoś.. Inteligentny, mądry, taki nadający się na stanowisko w Radzie. Wiesz, ty na razie nie jesteś kompetentny, bo nie masz potrzebnej wiedzy, ani nie masz hm, doświadczenia życiowego, ale jak skończymy lekcje, pewnie już będziesz kompetentny. Tak to z resztą działa - Uczniowie mogą być kandydatami na Radnych.
- Nie wiem, co kotu siedzi w głowie. Czasami ktoś jest samotny i chce się pobić tak dla zabawy, albo coś. Ty też będziesz się uczyć walki i będziesz walczyć bez pazurów i kłów - objaśniła pośpiesznie.
- To, że się chwaliła jest kompletnie niechwalebne, ale nie ma tego spisanego w zasadach, po prostu tak nie rób. Żelazo mówił, że Pokrzywa nie poinformowała Rady, tylko zaatakowała. Jest zasada, która mówi, że jeśli kogoś podejrzewamy o bycie niebezpiecznym, to zgłaszamy to Radzie, i Rada decyduje, czy możemy go atakować, czy nie. Pokrzywa nie skonsultowała tego z Radą - no, to główny Kodeks mieli za sobą.
- Tak, Rada ma Kodeks, zaraz ci go powiem:
Tak, każdy upoważniony do głosowania, czyli każdy, kto zakończył Nowicjat, może głosować. Taki kot może również być kandydatem na radnego. Ogólnie - jak skończyłeś Nowicjat, to jesteś pełnoprawnym członkiem Nowego Świtu i możesz zarówno głosować, jak i kandydować.
O, bardzo dobrze, jeśli jakieś koty mają taką samą ilość głosów, to Rada wybiera zwycięzcę.
I kadencja Radnego trwa jeden obieg pór. Wtedy następuje głosowanie, które trwa jeden księżyc, wybory na Radnego trwają jeden księżyc, i jeśli ktoś zostanie wybrany ponownie, to może pełnić funkcję radnego ponowie. Może tak robić dowolną liczbę kadencji, o ile, rzecz jasna, zostanie wybrany. A głosownie rozpoczyna się maksymalnie w ciągu dwóch księżyców od zakończenia obecnej kadencji Radnego. Czyli jeśli ktoś odejdzie z Rady, do dwóch księżycy musi zostać zorganizowane głosowanie - no, już zaraz to skończą, dobrze im idzie, naprawdę dobrze.
- Dobrze, Zasady i Rangi mamy za sobą. Teraz czas na coś ciekawego. Czy wiesz może, czym różnią się Stare Klany od Nowego Świtu? Albo jak powstał Nowy Świt?
Wyraźnie urósł od czasu bycia małą kluską. Młody kocur jednak nadal nie jest szczególnie duży, a także nie wykształcił jeszcze masy mięśniowej typowej dla starszych i bardziej doświadczonych życiem kotów. Na tą chwilę jest dziwnie zaokrąglonym kłakiem futra, wyciągniętym nierówno w każdą stronę, jako że nadal rośnie. Długie futro kocura ma dość ciemną burą barwę z gęstym klasycznym pręgowaniem. Dość dużą część ciała pokrywa jednak biel. Na głowie pokrywa ona trochę nierówno mordkę, ciągnąc się do góry. Dalej biel rozpościera się na szyję, tworząc ładny, szeroki trójkąt. Kolor przechodzi także na brzuch kocura. Białe skarpetki Jenota sięgają miej-więcej do połowy przednich łap, w przypadku tylnych wchodzą lekko na uda. Głowę kota przyozdabiają pędzelki na uszach, oliwkowo-zielone oczy i różowy nosek.
Nastoletni kocur nie zmienił się szczególnie od czasu gdy był małym kociakiem. Jest otwartym i przyjaznym młodym kocurem, które chętnie zawiera nowe znajomości. Jest empatyczny i zawsze stara się wszystkich uszczęśliwić, nawet jeżeli nie zawsze wychodzi to jak powinno. Stara się być odpowiedzialny i przemyśleć swoją każdą decyzję, ale jak każdego młodzika...czasem go poniesie. Jest fajtłapą, potrafi się zamyślać i wpadać na koty. Chociaż Jenot lubi zawierać znajomości, bycie centrum uwagi wielu kotów na raz bywa dla niego bardzo stresujące. Pod presją łatwo zaczyna panikować.
Kocur wydawał się dość zainteresowany tematem. Jego przypuszczenia się potwierdziły. Miał jedynie nadzieję że nie sprawiał Kos przykrości poruszając ten temat. - Ja...Jakie było życie w klanach. Co skłoniło cię do odejścia? – Zapytał z ciekawości, nim zorientował się że może pytać i zbyt wiele. - Oh...przepraszam. Jak nie chcesz o tym rozmawiać, nie musisz odpowiadać... – Kocur położył po sobie uszy, chociaż poniekąd nadal miał nadzieję że kocica zechce odpowiedzieć na kilka pytań.
To nie tak że kocur nie wiedział w ogóle co znaczyło to słowo. Bardziej nie był pewny co czyniło kota kompetentnym. W jaki sposób mógł rozpoznać? Oczywiście że wiedział że nie mógłby być w radzie, bo zasady na to nie pozwalały. Jak i nawet gdyby został teraz uczniem, nadal miałby duże wątpliwości czy był najlepszym kotem do tak odpowiedzialnej roli. Były koty które lepiej sprawdziłyby się w tej roli.
- W sumie mam jeszcze jedno pytanie. Mówiłaś oczywiście że jeżeli spotkam dorosłego kota w okolicy i wydaje się godny zaufania, mogę zaproponować nowicjat. Co jednak jak znajdę kociaka i nie mogę znaleźć rodzica? Mam go przynieść od razu do obozu. Bo chyba nie można takiego zostawić samego i iść po opokę lub kogoś z rady. – Kocur przypomniał sobie. Może było to głupie dość pytanie z oczywistą odpowiedzią, ale wolał upewnić się że dobrze myślał.
Jenot nadal miał wątpliwości w kwestii co w głowie ma kot który podchodzi w ten sposób do nieznanych mu kotów, które z resztą mogłyby (co byłoby raczej uzasadnione) odebrać to jako atak. Na pewno kompletny brak rozumu. Ale nie zamierzał się wspierać. Ogólnie uważał że przemoc nie jest wyjściem w znacznej większości sytuacji i jeżeli wymagano od niego trzymania pazurów przy sobie, nie miał powodu by się temu przeciwstawiać.
Kos sprostowała dość szybko o co jej chodziło z Pokrzywą. Czyli głównie chodziło tu o poinformowanie rady. - Rozumiem. Czyli raportować radzie o każdym kocie który wydaje się być niebezpieczny. Nigdy nie atakować bez zgody na to z ich strony. Chyba że sam lub ktoś inny jest atakowany. – Kocur krótko przytaknął głową, podsumowując co zrozumiał. Miejmy nadzieję że dobrze to zinterpretował, jak Kos zamierzała.
Kos następnie dość krótko przedstawiła treść kodeksu rady, po kolei przedstawiając punkty. Jenot słyszał że uczniowie teoretycznie też mogą kandydować, chociaż nie przypuszczał by ktoś bez doświadczenia miał duże szanse by zostać wybrany. Chyba że naprawdę nie mieliby żadnego lepszego kandydata. Ale już jako uczeń, Jenot miałby możliwość głosować, więc jego zdanie już w jakimś stopniu by się liczyło. Nawet jeżeli nie byłby jeszcze w pełni wytrenowanym kotem.
- Czy kot może w wyborach rady oddać głos na siebie? - Kwestie działania kadencji i głosowań na członków rady mogły być nieco trudniejsze do spamiętania, ale nadal dość zrozumiałe. Najważniejsze prawdopodobnie było że co obieg pór członkowie Nowego Świtu głosowali na skład rady i kto zostaje wybrany zależało głównie od woli większości. - Hm. Czy teoretycznie jeżeli dochodzi do remisu między kotem będącym akurat w radzie, a kimś kto w niej aktualnie nie jest, to wtedy radny może sobie zadecydować po prostu że nadal będzie członkiem rady? Czy to jest dozwolone, czy wtedy decyzje podejmują jedynie pozostali członkowie rady? – Kocur zapytał z czystej ciekawości. Nie trudno było bardziej doświadczonemu kotu dostrzec że Jenot może być osobnikiem który pokłada zainteresowanie w zachowaniu kotów i w potencjalnie dość trudnych sytuacjach.
Jak powstał Nowy Świt? Jenot miał w tym zakresie ograniczoną wiedzę. - Wiem że nasze stado zostało przegonione z terenów gdzie wcześniej mieszkaliśmy przez klany, pod groźbą wojny. Że musieliśmy uciekać, bo nie mielibyśmy tak naprawdę szans obronić się. Chyba wtedy także po raz pierwszy postała rada. – Nikt jednak nie powiedział Jenotowi o Pożodze, pewnie dlatego że nikt nie chciał żeby młode koty zaczął paplać na ten temat przy pierwszym spotkaniu z kotem z poza stada. - Em. Wiem że klany nazywają pewne rzeczy inaczej. Tak jak my mamy Stróży, u nich są wojownicy. Oraz podobno wierzą w coś nazywane Gwiezdnym Klanem oraz w to, że przywódcy mają dziewięć żyć. – Dynia opowiedział mu odrobinę, ale nigdy w zasadzie nie wprowadzał głębiej w to jak funkcjonowały.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Jenot zaczął zdawać niezbyt przyjemne pytania, jednak Kos jakoś nie czuła tej dziwnej, nienawistnej aury, jaką za zwyczaj odczuwała. Jej rola w Nowym Świcie z każdym dniem była coraz ważniejsza, w końcu została nawet samym Strategiem, i nie da rady uciec od tego typu pytań. Lada chwila kolejny miot Tsunami zostanie mianowany, podobnie jak Tundry, a któreś z tych kociąt na pewno trafi pod jej skrzydła.
- Nie, możemy... Pogadać - odparła na słowa kocura. - Nie mogę przecież wiecznie uciekać od przeszłości. Było minęło, teraz jestem tutaj, i jest mi tu dobrze. Poza tym, i tak musimy porozmawiać o Starych Klanach, więc nam się przyda. - miauknęła, biorąc głęboki oddech. Po chwili odchrząknęła, szykując się na dłuuugą wypowiedź.
- Jak powiedziałeś, w Starych Klanach popularna jest wiara w Gwiezdny Klan. Polega ona na tym, że zamarłe koty wędrują na Srebrną Skórkę, czyli na pasmo pełne gwiazd, to rozgwieżdżone niebo w nocy. Właśnie, jak mówisz, kiedy przywódca przychodzi odebrać swoje imię, bo przywódcy w Klanach muszą przyjść do takiej specjalnej Sadzawki, żeby odebrać swoje imiona... Ogólnie, może struktura Klanu. W klanach nie ma nowicjuszy czy uczniów, są terminatorzy, terminator zostaje wojownikiem, czyli takim stróżo-piastunem, później może być zastępcą, a zastępca zastępuje przywódcę. Mamy rzecz jasna medyka, u nas to będzie Alchemik. Więc kiedy przywódca umrze, jego zastępca musi iść do sadzawki, żeby zostać mianowany. Przywódca ma dziewięć, żyć, jak mówisz, i jest najważniejszym kotem w Klanie. Medycy otrzymują specjalne przepowiednie od Gwiezdnego Klanu jeśli dzieje się coś złego. Te przepowiednie nie są podawane do wiedzy ogólnej, to wiedza tajna, nawet nie wiem czemu. W Klanach nie ma takiej równości jaka jest tutaj, wszystko ma sztywne zasady, sztywne obowiązki, a rangi takie jak zastępca, przywódca czy medyk to elita. Więc cóż, u nas jest z pewnością równiej i... Lepiej. Ja odeszłam dlatego że... Ogółem, to nie urodziłam się w obozie Klanu Cienia, tylko poza nim, bo moja mama w ciąży wyszła z obozu i urodziła no, poza granicami bezpiecznego obozu. Jestem, byłam, mieszańcem. Mama jest z Klanu, tata był samotnikiem przyjętym do Klanu. W Klanach mieszańce nie są mile widziane. Później dużo się działo i skończyłam jako kociak niewiele starszy od ciebie kompletnie sama, bez rodziców, czy przyjaciół, bo oni... Poumierali. Jeśli nie masz kogoś z rodziny w Klanie, to nikt się tobą nie interesuje. Nikt do ciebie nie podejdzie, jak mamy to w Nowym Świcie. Mój wujek, brat mamy, nie łączyło nas nic poza więzami krwi dość mocno nie lubił mieszańców, a że miał poważnie w Klanie, nie lubił mnie nikt. Któregoś razu już miałam dość i uciekłam... Wiadomo, brakowało mi kotów, byłam samotna, lecz kiedy chciałam wrócić, ich ówczesna przywódczyni kazała mi zawalczyć o miejsce w Klanie. To przez nią mam te blizny - dała czas, żeby kocur przyjrzał się jej naczelnym bliznom, rozchodzącym się po pysku. - Ona była za silna, nie dało radny z nią wygrać, więc cóż, jestem tutaj - uśmiechnęła się na koniec. To mieli już chyba za sobą. Teraz tylko definicja Nowego Świtu i koniec!
- Jeśli spotkasz kociaka? Cóż, najpierw upewnij się, że nie ma wokół niego matki. Jeśli sam kociak nie jest w stanie określić, gdzie jest jego mama, albo którykolwiek z rodziców, czy go ktoś nie porzucił, czy coś, wtedy chyba możesz takiego kociaka zabrać do nas. Ale najpierw musisz się upewnić, że nie zostaniemy przez to oskarżeni przez kogoś, że ukradliśmy komuś kociaka - objaśniła, najjaśniej, jak potrafiła, co w cale nie było takie łatwe, jak myślała. Nowy Świt był kompletnie inny od Klanów i prawie zawsze Kos się w tym wszystkim gubiła.
- Nie wiem, czy można, niedługo się o tym przekonamy. Fairy lada dzień pewnie ogłosi wybory na kolejnych radnych. Obawiam się, że Tundra nie będzie w stanie pełnić funkcji radnej... - zemdlała i nikt do końca nie wiedział, co się tam stało. Ale cóż. - Nie, wtedy wybierają koty, które już na pewno są w radzie - tutaj gładko rozwiała jego wątpliwości.
- Tak. Klan Pożogi, tak się kiedyś nazywaliśmy, ale masz absolutny zakaz mówienia tego komukolwiek - podkreśliła. - Chciał być uznawany za piąty Klan, bo jest ich cztery: Klan Wichru, Gromu, Rzeki, Cienia. Każdy z nich charakteryzuje się czym innym, bo Rzeka łowi ryby i mieszka nad rzeką, Gromu poluje w poszyciu leśnym, Wicher goni za królikami na otwartych przestrzeniach, Cień poluje na bagnach. Wracając do historii, Klany stwierdziły, że nie będę nas tolerować i wykurzą nas stamtąd siłą. Rojst, nasz ówczesny przywódca, stchórzył i uznał, że odchodzimy na osiedle i tyle. Rzecz jasna, my się temu sprzeciwiliśmy i powiedzieliśmy, że już woli zostać i walczyć. On odszedł. Stchórzył - warknęła z pogardą. - Więc... Uciekliśmy od Klanów. Mieszkamy od nich daleko, jesteśmy tutaj bezpieczni.
Wyraźnie urósł od czasu bycia małą kluską. Młody kocur jednak nadal nie jest szczególnie duży, a także nie wykształcił jeszcze masy mięśniowej typowej dla starszych i bardziej doświadczonych życiem kotów. Na tą chwilę jest dziwnie zaokrąglonym kłakiem futra, wyciągniętym nierówno w każdą stronę, jako że nadal rośnie. Długie futro kocura ma dość ciemną burą barwę z gęstym klasycznym pręgowaniem. Dość dużą część ciała pokrywa jednak biel. Na głowie pokrywa ona trochę nierówno mordkę, ciągnąc się do góry. Dalej biel rozpościera się na szyję, tworząc ładny, szeroki trójkąt. Kolor przechodzi także na brzuch kocura. Białe skarpetki Jenota sięgają miej-więcej do połowy przednich łap, w przypadku tylnych wchodzą lekko na uda. Głowę kota przyozdabiają pędzelki na uszach, oliwkowo-zielone oczy i różowy nosek.
Nastoletni kocur nie zmienił się szczególnie od czasu gdy był małym kociakiem. Jest otwartym i przyjaznym młodym kocurem, które chętnie zawiera nowe znajomości. Jest empatyczny i zawsze stara się wszystkich uszczęśliwić, nawet jeżeli nie zawsze wychodzi to jak powinno. Stara się być odpowiedzialny i przemyśleć swoją każdą decyzję, ale jak każdego młodzika...czasem go poniesie. Jest fajtłapą, potrafi się zamyślać i wpadać na koty. Chociaż Jenot lubi zawierać znajomości, bycie centrum uwagi wielu kotów na raz bywa dla niego bardzo stresujące. Pod presją łatwo zaczyna panikować.
Nie było raczej co udawać że Jenot z tego wszystkiego w pełni rozumiał funkcjonowanie klanów. Oczywiście, podstawowe fakty zostały przedstawione, jak czym był Gwiezdny Klan, ile jest klanów lub struktura hierarchii. Nadal jednak koncept wydawał się tak obcy dla kota urodzonego w Nowym Świcie. - Imię? – Kocur zapytał. - Oh. Przywódcy mają słowo Gwiazda w imieniu, prawda? – Udało mu się przypomnieć coś o czym kiedyś wspomniał Dynia. Sama struktura klanu niby w budowie była prostsza niż Nowego Świtu, jako że mieli mniej rang. Chociaż już z samego procesu zmiany przywódcy Jenot rozumiał naprawdę niewiele. Ale chyba tyle co musiał to wiedział: przywódca najważniejszy kot w klanie, ma podobno dziewięć żyć i zastępca staje się kolejnym przywódcą po jego śmierci. Sam bardzo powątpiewał w ten cały mit o dziewięciu życiach, ale jeżeli klanowe koty wierzyły w to z przekonaniem, warto było pamiętać by ich przypadkiem nie obrazić. Podobnie z tymi całymi przepowiedniami. - Że...medycy są w stanie rozmawiać z tym Gwiezdnym Klanem? – Kocur zapytał, chcąc sprecyzować czy dobrze to zrozumiał.
Kos po krótkiej chwili przeszła do streszczania swojej historii. Szczerze mówiąc, Jenot nie chciał by czuła się przez to niekomfortowo i nie miał już i tak zamiaru naciskać, ale kocica i tak sama do tego przeszła. Z jej wyjaśnień, klanowe życie nie brzmiało szczególnie ciekawie. W miarę jak mówiła, oczy młodego kocura się rozszerzały. Oceniać kogoś tylko za to gdzie i z kogo kot się urodził!? W dodatku Kos nawet nie była jakiś włóczęgą który chciał dołączyć, była kocięciem które się wśród nich wychowało! I jak widać, później wcale nie było lepiej. Czy wszystkie klany były takie? Możliwe było że akurat Kos miała po prostu pecha znaleźć się wokół takich. Albo że Jenot był zbyt młody i naiwny, a Kos nieco przekoloryzowała historię. Niezależnie jednak od tego, wszystko to wydawało się tak niesprawiedliwe.
Nie myśląc za bardzo co robi, kocur zbliżył się błyskawicznie do swojej mentorki, przytulając się do niej. Miała rację, była w Nowym Świcie, nie była sama. Nie musiała być już sama.
- N...n i e b ę d z i e s z s a m a. N i k t t u t a j n i e d b a o t a k i e r z e c z y. – Kocur odpowiedział, delikatnie drżącym głosem. No co zrobić...Jenot był emocjonalny. - Jeżeli będę piastunem to się upewnię że to cię nie spotka, ani nikogo innego. – Kocur mruknął.
Po chwili gdy emocje opadły i Jenot ponownie odsunął się od Kos, mogli z powrotem przejść do nauki i pytań. Kos dość jasno nakreśliła jak Jenot miał postępować w sytuacji odnalezienia kocięcia. Jenot odczuł drobne ukłucie smutku na wspomnienie o Tundrze, ale w był w stanie zrozumieć dlaczego tak się stało. Jak Kos powiedziała, nie powinien się kierować jedynie sympatią do kogoś.
Kocur stanowczo skinął głową na wieść że ich związek z Pożogą nie może się wymknąć. Jeżeli klany chciały zniszczyć Pożogę, to pewnie nie wiele stałoby im na przeszkodzie by tak samo potraktować Nowy Świt. Lepiej było nie plątać się w ich sprawy. O Rojście Jenot słyszał kilka faktów. Wiedział już że był przywódcą przed radą i zdradził ich samemu uciekając w obliczu niebezpieczeństwa. - Lepiej tu niż na 'osiedlach'. Podobno tam naprawdę nie jest bezpiecznie i naprawdę śmierdzi. – Kocur mruknął.
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Szybko przez to przebrnęli i jeszcze szybciej to chyba skończą. Lekcje zdawały się być prostą, przyjemną rzeczą, jednak to nie było dla niej. To było zadanie dla Piastunów, jednak póki co, Piastunów u nich brakło i ona musiała się tym zajmować. Nie był zła, co to, to nie, po prostu wolała pracować w terenie i uczyć młodziki jak walczyć czy polować.
- Tak, u przywódców drugi człon to zawsze "Gwiazda". W moim przypadku byłaby to Kosowa Gwiazda, w Twoim Jenocia Gwiazda... - szybko objaśniła tę kwestię. Kocur chyba to zrozumiał, przynajmniej na to liczyła.
- Medycy nie są w stanie rozmawiać. Tylko kot, który zaśnie przy wodach Sadzawki może przyjść do Gwiezdnych. Ale tak, to tylko Gwiezdni mogą schodzić do kotów. Więc jeśli jest jakaś przepowiednia, albo na medyka zsyłany jest sen, albo Gwiezdny przychodzi do medyka we śnie i mówi mu, o co chodzi - to też chyba sobie wyjaśnili.
- Wiem Jenocie, nie czuję się tutaj samotna. Jesteście wy, jest Tundra, Czarnowron, Lawina, Spinka i Rudzik i naprawdę wiele innych. Ale dziękuję, że się o mnie troszczysz. Będziesz dobry piastunem, może nawet w przyszłości uda ci się zostać Opoką - pochwaliła kocura. Opoki to oni akurat pilnie potrzebowali.
- Dokładnie. Osiedla są brudne, ohydne, bo rządzą tam gangi, gdzie ważna jest siła, nie współpraca i równość. Ale tu już wiesz co jest ważne. Chyba przerobiliśmy wszystko, co mieliśmy przerobić, wiesz? Jestem z ciebie bardzo dumna, bo uważałeś i potrafiłeś zadać bardzo mądre pytania. Jeśli Tundra się obudzi, poinformuję ją, że jesteś gotowy, żeby rozpocząć Szkolenie, a jeśli będzie nieobecna przez jakiś czas, przekażę to jakiemuś innemu Piastunowi, albo Żelazu, żeby mógł ciebie mianować na przyszłym Zebraniu. Ale na razie będziemy powtarzać, żeby na pewno utrwaliło się to tobie w głowie. Jeśli masz jakieś pytania, zadaj mi je proszę teraz - gdyby miał wątpliwości, odpowiedziałaby mu, jednak jeśli by ich nie miał, pożegnałaby się z nim, informując, żeby jutro spotkali się o tej samej porze w tym samym miejscu i że powinien sobie wszystko powtórzyć.
//Chyba zt.?