||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Był przez chwilę przekonany, że cisza będzie trwać w nieskończoność, akurat jemu szczęście sprzyjać nie będzie i nie trafi na dosłownie nic. Szafirek potem nagada innym wojownikom, jaki cienki bolek ze Szczerbatka i że nic z niego nie będzie...To znaczy, mógłby tak nagadać.
Całe szczęście nieprzyjemne myśli młodego odeszły w dal, gdy do jego uszu doszedł turkot gdzieś z oddali. To, raczej na pewno, oznaczało zwierzę, jest więc i szansa powodzenia w polowaniu! Ruszył w stronę źródła dźwięku, zakładając że niezbyt głośny odgłos może należeć do czegoś małego. Skradał się, zwalniając kroki i, jak to mówił Pyłek, przenosząc ciężar na tylne łapy. Przynajmniej na tyle, na ile myślał, że będzie w porządku. Zatrzymał się na chwilę, nie zmieniając pozycji, gdy znalazł się w chaszczach i rozejrzał dookoła, próbując wypatrzeć gryzonia, by następnie skoczyć w jego stronę. Szafirek nie podał żadnych innych informacji, więc w jego mniemaniu skakanie było najlepszą opcją.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Dotarł niespostrzeżenie na tyle blisko by jednyn susem dopaść gryzonia spożywającego posiłek. Mysz tylko pisnęła, gdy zobaczyła nad sobą cień kocich łap i cośtam próbowała zwiewać, ale na skuteczną ucieczkę było już za późno. Chwycona w pazurki nie miała już żadnych szans, więc miejmy nadzieję, że Szczerbatek był na tyle sprytny by ją teraz uśmiercić i ruszyć na dalsze łowy, a nie modlić się nad nią pół dnia.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Zamordowanie myszy przyszło mu z niezwykłą łatwością, a do tego poczuł przeogromną satysfakcję z udanego polowania. Podreptał aż nóżkami w jednym miejscu, by ukazać ekscytację, a następnie odłożył ofiarę na ziemię. Wróci po nią, w końcu Szafirek mówił o dwóch piszczkach.
Rozentuzjazmowany ponownie przystąpił do pozycji łowieckiej, w poszukiwaniu kolejnego gryzonia lub innego zwierzęcia, tym razem jednak nie pamiętając by poprawić ułożenie ogona.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Całe szczęście, że póki zwierzyny nie było w zasięgu wzroku, zadarty ogon nie przekreślał szans młodego aż tak. Przynajmniej nie na tym etapie, gdy bezowocnie kręcił się między zaroślami. Dopiero kilka kółek i slalomów później coś się zmieniło – przelatująca w pobliżu wrona coś upuściła, więc zaraz wylądowała wśród chaszczy i podskakując po ptasiemu szukała swojej zguby.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
A może tak podzielę mysz na pół i powiem Szafirkowi że dwie były tylko zgłodniałem, pomyślał, kręcąc się bezsensownie po krzakach, nie widząc niczego, co mogłoby się choć trochę nadawać na zaliczenie polowania. Mógł zawsze wygrzebać spod śniegu liścia i wmawiać, że to kamuflaż, ale byłoby to chyba zbyt żałosne, nawet jak na niego.
W pewnym momencie usłyszał głuche uderzenie o ziemię i ptasie skrzydła. Okej, jak to było? Nie widzą czy nie słyszą.... Szedł powoli w stronę dźwięku, starając się ostrożnie stawiać kroki, aby przypadkiem nie trafić na jakiś patyk, aż w końcu zatrzymał się, widząc skaczącą między krzewami wronę. Starał się robić kroki do przodu, jeśli akurat nie patrzyła w jego stronę i zamierać w bezruchu gdy robiła odwrotnie. To nawet nie dlatego, że takie były zasady i je faktycznie zapamiętał (bo głównie zapamiętał to, że ptaki są głupie), po prostu miał dziwne uczucie że nie chce się ruszać, jak ptak patrzy w jego stronę bo mu jeszcze wydziobie oczy. Dopiero jeśli udało mu się nie spłoszyć wrony, skoczył w jej stronę w ten sam sposób, jak zrobił to w stosunku do myszy, wyciągając przednie łapy z pazurkami przed siebie z zamiarem złapania jej.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Szczerbatek miał więcej szczęścia niż czegokolwiek innego. Jego technika ogólnie pozostawiała wiele do życzenia i gdyby wrona nie była zaaferowana utraconym orzechem (albo innym skarbem) to na sto procent już dawno by odleciała. Intensywne poszukiwania jednak trwały w najlepsze, a skrzydlata tylko przelotnie zerkała w stronę kocurka, który zlewał jej się z tłem. Dopiero w uderzenie serca przed atakiem terminatora, kabelki w ptasim mózgu połączyły. Nie dała się tak łatwo złapać jak głupia mysz i zdzieliła młodego skrzydłami, gdy na nią skoczył. I zaraz jeszcze przypuściła atak dziobem – pozbawiając Szczerbatka jednego z wibrysów. Dopiero wtedy podjęła próbę ucieczki (albo zastraszenia, albo dwa w jednym) i rozłożyła skrzydła z zamiarem odlecenia. Syn Ciemnej Mordki miał jeszcze szansę ją złapać. Chyba.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Nie zdążył nawet zrozumieć, co się właśnie zadziało. Przez jedno uderzenie serca stało się więcej niż był w stanie zarejestrować jego mózg. Wyrwania wibrysu nie odczuł tylko przez ilość emocji w bardzo krótkim czasie, dlatego też nie jęczał z bólu. Przynajmniej na razie. Bez żadnej konkretnej taktyki, skoczył ponownie za próbującą uciekać wroną, i starał się złapać ją za, tak naprawdę, cokolwiek łapami i zębami. Zdecydowanie nie planował odnosić porażki w takim momencie, szczególnie, że hej, ogólnie to szło mu nieźle. Przynajmniej z jego perspektywy.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Udało mu się chwycić uciekające ptaszysko na moment przed odlotem. Objął wronę łapami uziemiając ją, a ta stuknęła go dziobem w czoło nim się wgryzł jej w szyję. No i po wronie, krótko mówiąc.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Przechwycenie ptaszyska zakończyło się sukcesem z małym ubytkiem ze strony Szczerbatka. No i go dziobnęła, tak więc dobrze myślał, że byłaby w stanie wydziobać mu oczy! Całe szczęście, że udało mu się zadziałać szybko i uśmiercenie wrony było proste i krótkie, przez co przestała go bić. Zadowolony, rozentuzjazmowany i przede wszystkim dumny, stanął na proste łapy, chwycił wygodnie ptaka w pysk i szedł w stronę, gdzie pozostawił Szafirka. Wypluł mu wronę przed nogi i siedział chwilę z głupawym uśmieszkiem, gdy przypomniał sobie, że przecież złapał jeszcze mysz. Zniknął w krzakach na krótką chwilę, by pojawić się ponownie i położyć truchło tuż obok drugiej ofiary.
- Proszę bardzo, łatwizna, mógłbym tak cały dzień, ha! - zaśmiał się dumnie i wyprostował, napawając się zwycięstwem.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
No wrona ładna, ale to piszczka sztuk jeden. Więc Szafirek patrzył na martwe ptaszysko przez moment, jakby czekał aż Szczerbatek dokona cudu na miarę Jezusa i rozdwoi zdobycz, ale gdy nic takiego się nie stało, podniósł spojrzenie na brata i już otwierał pysk, by powiedzieć, że to za mało, gdy ten zniknął z pola widzenia. Aha.
Na szczęście zaraz wrocił z myszą i wszystko już było jasne.
– Jak mógłbyś cały dzień to możesz zapolować jeszcze. Klan doceni więcej piszczek. – odparł najpierw na słowa młodego, chociaż dałby sobie łapę odgryźć, że nie to Szczerbatek miał na myśli. Próba humoru, ot co, nawet wąsy mu drgnęły w rozbawieniu. Przesunął puchatą kitą po śniegu i wrócił do typowej szafirkowości. – Gratulacje. Poszło nieźle. – i na tym by można zakończyć, ale przypomniało mu się coś jeszcze. – A. Jak coś upolujesz. To chowaj to. W stercie liści, w śniegu, zakopane w miękkiej ziemi. Żeby nie przyciągnąć drapieżników. Albo żeby nie ukradli zwierzyny.
Podniósł się i przeciągnął leniwie, a następnie spojrzał na niebo. Zachmurzone po horyzont, ale jeśli dobrze mu się zdawało to wciąż było całkiem wcześnie i szkoda by było wracać do obozu. Spojrzał więc znowu na kocurka.
– Chcesz polować dalej czy coś innego?
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Nieźle? Nieźle?! PFF! Poszło FAN-TA-STY-CZNIE. No przyznaj - uśmiechnął się szeroko, skacząc dookoła w ekscytacji. Towarzyszyła mu energia i chciał ją spożytkować. Polowanie było fajnie, ale za dużo trzeba było się ograniczać. Chciałby kiedyś móc tak ruszyć za kimś w pogoń i po prostu złapać. - Ta jest szefuniu - pokiwał głową i zaczął zakopywać obie piszczki pod śniegiem, którego na szczęście było pod dostatkiem.
Po zakopaniu trupów, zaczął się przeciągać mocno, wyciągając łapy najdalej jak umiał. - Ja to już polowanie mam w pazurku. Dawaj coś innego, woo!!
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– W porządku. Poszło fan-ta-sty-cznie. – powtórzył posłusznie za młodym. Proszę bardzo, niech ma. Jak na pierwsze polowanie i pierwsze wyjście poza obóz rzeczywiście mogło być fantastycznie, chociaż osobiscie Szafirek nie rozumiał potrzeby rozwarstwiania ocen aż tak.
– Najlepiej zakopywać w takich miejscach, gdzie bez trudu znajdziesz piszczki potem. – dodał jeszcze (znów po czasie), gdy Szczerbatek zakopywał swoje zdobycze. Raczej nie będą mieli problemów ze znalezieniem ich potem, prawda? Powątpiewał by czarny kocurek po dwóch podejściach z pełni opanował sztukę łowiecką, ale na tłumaczenie mu, że to nie takie proste jeszcze przyjdzie czas. Teraz trzeba było znaleźć im zajęcie na już. I tak po prawdzie, bury point najchętniej zająłby się jakąś teorią, ale że młody skakał dookoła jak pchła to raczej nie było co liczyć na jego skupienie. Więc może jednak mogli wrócić do jego wcześniejszej propozycji. Szafi odetchnął lekko.
– Co wiesz o walce? Gdzie atakować?
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Hihi, awww. Dziękuję! - roześmiał się głośno na fakt, że udało mu się namówić Szafirka na jakiś bardziej rozbudowany komplement. Szczególnie, że powiedział to tak jak Szczerbatek, na czym mu zależało. - Mhm, spoko luz. Znajdę - pokiwał głową, uklepując jeszcze łapką zakopaną zdobycz. Bardzo prawdopodobne, że zapomni i znajdzie martwego ptaka i mysz, kiedy tylko stopnieją śniegi i na terenie klanu ukaże się na nowo trawa. Chyba, że w międzyczasie będzie w dużej potrzebie i akurat zwoje mózgowe zadziałają mu na tyle, by połączyć fakty i przypomnieć sobie miejscówkę ze skitranym jedzeniem.
- Hmmm, no nie wiem...wszędzie? - przekręcił głowę, zatrzymując się w miejscu i stając przed bratem. - W sensie no ja to zwykle w bok atakowałem czy coś. Albo głowę. I wychodziło nawet-że-git.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Jest w tym jakaś logika by atakować wszędzie. Z naciskiem na jakaś, więc Szafi kiwał z powagą łbem, ale daleko mu od przytaknięcia i stwierdzenia, że Szczerbatek rzeczywiście jest mistrzem walk i wie wszystko. Na szczęście pojawia się jakiś punkt zaczepienia. Taki konkretny.
– Głowa to dobry pomysł. Szczególnie obszar oczy-nos. Uszy też bolą bardziej i łatwo je urwać. – odprowadza ich od zakopanych piszczek, ale w gruncie rzeczy nie oddalają się nadmiernie. Ot, na tyle by nie klepać się nad ptasimi zwłokami, które ktoś potem będzie jadł. – Bok... średnio, chyba że chcesz kogoś przewrócić. Ale brzuch delikatniejszy. Walcząc z lisem nie przewrócisz go. Ale możesz pazurami w brzuch walnąć. To lepsze niż atakować bok. Szyja, gardło też wrażliwe. Jak walczysz z ptakami najlepiej uszkodzić skrzydło najpierw. Latające są dużo bardziej niebezpieczne. Rozumiesz póki co?
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Tak, tak. Dokładnie o to mi chodziło. Zawsze wiedziałem że ten...Że obszar oczy-nos i te tam - kiwał głową, przekonując samego siebie, że jego ataki do tej pory miały jakikolwiek przemyślany plan albo sens i nie były zwyczajnym przypadkiem. - Hmmm. Ale jak się dostać do brzucha pazurami jeśli go nie przewrócę? W sensie, no ja to bym sobie dał radę ale na przykład...Eh, nie wiem, jakiś inny, mniejszy...gorszy ode mnie kot by się bił z lisem, to ten lis by go zeżarł zanim by dotarł mu do brzucha, no nie? - dopytał, kładąc mocny nacisk na to, że to NIE CHODZI O NIEGO. - Tak tak, ogarniam szefie.