Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Zarówno Rwąca, jak i Huraganowa Łapa skończyły już jakiś czas temu swoje treningi medyczne, dlatego po powtórkach przyszedł czas na wyprawę po ich imiona. Zasłużyły na to ciężką pracą i pomimo nienajlepszego samopoczucia medyk czuł na swój sposób ekscytację i radość. Dzieliły ich klany, ale to nie znaczyło, że nie spędził z nimi długich dni. Poznał je, był ich mistrzem. Czuł dumę.
Umówił się z nimi poprzedniego dnia na granicy przy dzięciolim drzewie, o świcie. Kotki dostąpią tego zaszczytu przejść przez wichrowe tereny. Krwawnik czekał już grubo przed czasem i wyglądał znajomych sylwetek.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Dzień wyprawy do Szepczącej Sadzawki nadszedł szybciej, niż ja, jak i Bóbr się spodziewaliśmy. Nie musieliśmy iść tam sami tylko razem z Krwawnikiem oraz Huragan. Na litość, mogłaby łaskawie usunąć się w cień, zostawić rangę medyka, a nie dalej w nią brnąć. Tak naprawdę ona w ogóle nie powinna zostać mianowana, a jeśli już, to co najmniej na pomocnika medyka. Skończyłam pierwsza trening, miałam lepszą wiedzę, miałam więcej umiejętności, WYTRENOWAŁAM TERMINATORA. Zasługiwałam na miano pełnoprawnego medyka już od dawna.
Całą TRÓJKĄ - ponieważ w rozmowie z Huragan poinformowałam ją o pełnej wiedzy medycznej Wzburzonej Łapy i jego chęci do wyruszenia razem z nami - pojawiliśmy się w wyznaczonym miejscu.
Machnęłam czarną kitą, delikatnie uśmiechając się do Krwawnikowego Liścia - tym bardziej, że miałam powód, do faktycznego uśmiechu.
- Witaj, Krwawnikowy Liściu - miauknęłam na powitanie, spoglądając w dwukolorowe oczy medyka. - Nie wiem, czy mieliście okazję się poznać. To Wzburzona Łapa, trzeci terminator medyka w Klanie Cienia. Przekazałam mu całą swoją wiedzę, zdobywał ją również na własną łapę. Jest bardzo zdeterminowany, aby również zostać mianowanym jednak nie miał stałego mistrza. Pomyśleliśmy więc, że jeśli nie będziesz miał nic przeciwko, to mógłby iść razem z nami do Szepczącej Sadzawki.
Hura jest sporych rozmiarów. Srebrno czarne, długie, klasyczno pręgowane miękkie futro. Biel pokrywa policzki, brodę (nie zakrywając nosa), łącząc się z plamą zakrywającą całą pierś, brzuch i tworzy ala spodenki na tylnych nogach. Skarpetki na przednich łapach. Zielonożółte oczy.
Hura jest cichym obserwatorem. Nie wychyla się i nie wtrąca, nie jest jednak nieśmiałe. Skupione na zadaniu i swojej misji udowodnienia Klanowi Cienia że nadaje się na medyka. Uprzejme i grzeczne, czyli takie jak ich wychowali rodzice i jakiego oczekują. Ogromne pokłady cierpliwości. Wrażliwe na uczucia innych kotów, zawsze stara się pomóc jeśli może.
Hura odczuwała niejako ekscytacja spowodowaną zbliżającą się ceremonią. Chociaż nie okazywała tego otwarcie. Nie było to w jej stylu, nigdy nie była zbyt ekspresywna. Nie czuła nawet takiej potrzeby, a wręcz przeciwnie wykazałaby się brakiem dojrzałości, tuż przed tak ważnym wydarzeniem. Byłoby to by ogromne faxus pas i kolejna katastrofa wizerunkowa. Odczuwała na sobie wzrok wielu kotów i nie zamierzała dawać im kolejnych powodów, by wątpić w jej umiejętności. Jeżeli chciała udowodnić, swoją wartość jako medyk Klanu Cienia, to musiała myśleć, nawet o takich szczegółach.
Fascynowała ją ceremonia medyczna, zapewne niczym nie przypominająca tej organizowanej w obozie przez przywódce dla wojowników. Uczestniczył w niej Gwiezdny Klan, odbywała się Szepczącej Sadzawce i możliwe że to jej jedyna szansa na uczestnictwo w tak podniosłym wydarzeniu. Wierzyła że nie okaże się to równie wielkim rozczarowaniem, co zgromadzenie, którego nie wspomina za dobrze.
Nie sprzeciwiała się obecności Wzburzonej Łapy. Nie miała ku temu żadnych powodów. Bezsłownie przyrzekła Porzeczkowej Pestce wspierać Rwącą Łapę, zatem zamierzała się tego trzymać. Jeżeli ta pragnęła zabrać ze sobą Wzburzoną Łapę, to popierała tą decyzje. Nie była jej wrogiem, a przynajmniej nie chciała nim być.
- Krwawnikowy Liściu - przywitała się i skinęła z szacunkiem głową.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Wiedział wszystko... skończył to co zaczął w sumie już sześć? osiem? jakoś tyle księżycy temu. Najmłodszy z cienistych terminatorów medyka. Wzburzona Łapa szedł z koleżankami ramię w ramię wpierw do Krwawnikowego Liścia, a później do miejsca gdzie powinien otrzymać należytą mu rangę, dla której... poświęcił dość wiele. W końcu nie miał zbyt wiele czasu na szczególne przyjaźnie, czy zabawy, trening wojowniczy również szedł nijako. - Dzień dobry Krwawnikowy Liściu, tak jak mówi Rwąca Łapa... chciałbym wam towarzyszyć jeśli to nie problem - skinął lekko łeb wyłaniając się zza kuzynki. Był... wyjątkowo spokojny jak na siebie, choć w jego głosie ciągle można było usłyszeć radosną nutkę. Całą wcześniejszą noc poświęcił na stresy i radosne rozmowy z Taflą. Dziś nieco niewyspany jakoś miał mniejszą ochotę na radosne dreptanie, czy szczerzenie pyska. Oby tylko wichrzak nie miał nic przeciwko jego obecności...
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Wkrótce zjawiły się jego terminatorki, choć nie same – bez problemu rozpoznał Wzburzoną Łapę, którego miał okazję już poznać na granicy. Był delikatnie skonsternowany widokiem kocura, jednakże nie pokazywał tego po sobie, jedynie kiwnął wszystkim głową na przywitanie, a następnie pozwolił Rwącej Łapie rozwiać jego wątpliwości w temacie kolejnego członka wyprawy. Jak się okazało, niebiesko-biały nie miał stałego mistrza, co jedyne utwierdzało go w tym, że władza w cieniu nie miała na sytuację, w którą się wpędziła, żadnego planu. Nieco kłóciła się z jego przekonaniami wizja mianowania na medyka kota, który nie miał mistrza, niemniej jednak skoro jego terminatorka twierdziła, że przekazała mu całą swoją wiedzę, to postanowił przystać na ich prośbę. To już Gwiezdni zadecydują o losie młodzieńca. Medyk kiwnął głową potakująco, wyrażając zgodę.
– Przejdziemy przez wichrrowe terreny. To najszybsza drroga – zadecydował, głową wskazując na okolice rozprzestrzeniające się za jego plecami i bez słowa ruszył w tamtym kierunku. Pogoda zdawała się być obiecująca, dlatego Krwawnik miał nadzieję, że obejdzie się bez deszczu. Spokojnym, ale w żadnym wypadku wolnym krokiem szedł w stronę Wysokich Drzew. – Denerrwujecie się? – zagadał do całej trójki, choć najbardziej zależało mu na odpowiedzi jego terminatorek. Trenowały długo pod jego okiem i nie miał wątpliwości, że będą wspaniałymi medyczkami.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Krwawnikowy Liść zgodził się na to, aby Wzburzona Łapa poszedł z nami. Obdarzyłam białego medyka delikatnym uśmiechem na jego aprobatę, a następnie skierowałam dwukolorowe oczy - w których zagościły wesołe iskierki - na niebiesko-futrego kocura i szturchnęłam go ogonem w bark. Zaraz potem skierowałam spojrzenie na moją siostrę, nie pozwalając sobie na uszczypliwości i inne tego typu rzeczy. Nie miałam teraz na to czasu, ani chęci - nie teraz, gdy stałam o krok od spełnienia swoich ambicji.
Ruszyłam za kocurem, wchodząc na tereny obcego klanu. Było to dla mnie dziwne uczucie, móc legalnie wejść na terytorium, które nie należało do Klanu Cienia. Był to jednak taki sam teren, jak każdy inny - po prostu nieco bardziej... otwarty. Nie sądziłam, że mi aż nieco nieswojo, idąc przez teren niemalże bezdrzewny.
- Bardziej się w sumie cieszę, niż denerwuję. Czekałam na tą chwilę odkąd zostałam mianowana na terminatorkę medyka i rozpoczęłam trening. Nie wiem jak wy, ale ja czuję również dumę. Od księżyców nie było w naszym klanie kotów z pełną wiedzą medyczną, a teraz są aż trzy - miauknęłam spoglądając to na białego medyka, to na pozostałą dwójkę terminatorów. Nie podobało mi się to, że faktycznie było nas aż trzech, mianowanych w tym samym czasie. Nie mogłam jednak nic z tym zrobić, a po prostu przełknąć ten niewygodny dla mnie fakt i pozostać w nadziei, że i tak będę tym... bardziej szanowanym medykiem.
Hura jest sporych rozmiarów. Srebrno czarne, długie, klasyczno pręgowane miękkie futro. Biel pokrywa policzki, brodę (nie zakrywając nosa), łącząc się z plamą zakrywającą całą pierś, brzuch i tworzy ala spodenki na tylnych nogach. Skarpetki na przednich łapach. Zielonożółte oczy.
Hura jest cichym obserwatorem. Nie wychyla się i nie wtrąca, nie jest jednak nieśmiałe. Skupione na zadaniu i swojej misji udowodnienia Klanowi Cienia że nadaje się na medyka. Uprzejme i grzeczne, czyli takie jak ich wychowali rodzice i jakiego oczekują. Ogromne pokłady cierpliwości. Wrażliwe na uczucia innych kotów, zawsze stara się pomóc jeśli może.
Hura uśmiechnęła się delikatnie do siostry. Miała wrażenie że siostra patrzy na nią inaczej. Nie w ten sympatyczny sposób, jak na Krwawnikowego Liścia czy Wzburka. Postanowiła nie poświęcać temu większej uwagi, nie psuć sobie humoru i i nastroju całej grupie. Zostawić to na później. Chociaż jak ostatnio zostawiła coś na później, to było za późno. Po prostu do tego czasu nie będzie wchodzić siostrze w drogę. Pogadają później.
Tereny Klanu Wichru, były interesujące. Chociaż tak bliskie cienistym ziemiom, to były zupełnie inne. Otwarte przestrzenie, łąki, polany, wiele różnych roślin, kolorowe kwiaty. Dobre miejsce do zbierania ziół. Było coś magicznego w tym miejscu i przez chwile oddała się fantazji, o wolności. Bez obowiązków, bez ciągłego udowadniania że nadaje się do swojej roli. Po prostu ona i kwiaty. Z zamyślenia wyrwał ją głos Krwawnikowego Liścia.
Czy się denerwowała? Nie, chociaż może trochę. Chciała wierzyć że Gwiezdni widzą jej starania i w przeciwieństwie do Klanu Cienia ufają jej. Pomu ją wspierała, nawet po śmierci. Mogła nie być jedną z gwiazd, ale to jej wystarczało. Chociaż miała nadzieje że odnalazła swoją drogę i zobaczy ją wśród przodków, na ceremonii. Pokręciła głową.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Na zgodę ze strony medyka zareagował jedynie wdzięcznym uśmiechem i skinieniem łba. Tyle wystarczyło, tym bardziej, że ruszyli! I to nie byle jaką drogą, bo zaraz mieli spotkać się z terenami Klanu Wichru. Nie każdy kot z innego klanu mógł sobie na coś takiego pozwolić. Oni jednak mieli błogosławieństwo Gwiezdnych... no i wietrznego przewodnika. - Trochę. Bardziej cieszę na możliwość spotkania się z Gwiezdnymi - uśmiechnął się delikatnie po czym zadał kolejne pytanie - W sumie... jak to dokładniej będzie wyglądać? - Rwąca Łapa nie opowiadała mu nic o przebiegu samej ceremonii, która ich czeka. Więc albo to było tajemnicą... albo on pozostawał niewtajemniczony. Niezależnie od tego jak było dreptał energicznie zaraz obok nieco spokojniejszej Rwącej Łapy.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Wycieczka wyruszyła przez Wichrowe łąki, a pogoda faktycznie póki co dopisywała. Trawa pod kocimi łapami była wilgotna i barwiła na zielono jaśniejsze kłaczki, ale jak spojrzeć w górę – brakowało chmur zwiastujących deszcz. Co prawda horyzont, w którego stronę zmierzali nie wyglądał już tak obiecująco (spowijały go ciemniejsze szarości), ale to problem na przyszłość o ile w ogóle. Przeprawa przez terytorium Klanu Wichru przebiegła bezproblemowo, żaden patrol ich nie zaczepiał widząc własnego medyka na czele grupy, żaden borsuk nie wyskoczył niespodziewanie z krzaków. Kłopoty mogły zacząć się dopiero na Grzmiącej Ścieżce, która co prawda nie była jeszcze widoczna, ale już dało się słyszeć, że dzisiaj sporo Potworów nią przebiegało.
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
– Ja rrównież czuję dumę – stwierdził z uśmiechem. Był ich mistrzem, widział jak się rozwijały – nie zapominając także o tym, że same musiały wziąć sprawę swojego treningu we własne łapy, bo widocznie nikt z władzy nie pofatygował się, aby poprosić jakiegoś medyka o pomoc po rezygnacji Lśniącej. W ten sposób pokazywały, że zasługują na swoją rangę. Fakt, że w klanie Cienia od tylu księżyców nie było medyka z prawdziwego zdarzenia również był imponujący i przemawiał na ich korzyść.
– Po napiciu się wody z Szepczącej Sadzawki zaśniemy. „Obudzimy się” przy Gwiezdnych, na Srrebrnej Skórrce, która być może przyjmie forrmę jakiegoś miejsca bliskiego waszym serrcom. Niczym na znanej wam z klanu cerremonii będzie dużo kotów, świadków. Na pewno przywita was ktoś wam znany, a ja mianuję was na medyków i nadam wam imiona – odpowiedział najmłodszemu z towarzystwa kocurowi. Było to niesamowite przeżycie, którego doświadczało się tylko raz. Jednak słowa nijak nie odzwierciedlały tego, jak było w rzeczywistości. To należało przeżyć.
Położył po sobie uszy, kiedy doszło do niego, że było słychać dużo potworów. To mogła być największa przeszkoda, jednak nie było co się martwić na zapas, skoro nawet jeszcze nie było widać Grzmiącej Ścieżki. Może zanim tam dojdą, sytuacja się uspokoi. Spokojnym krokiem prowadził pozostałych w kierunku wschodniej części Świszczących Traw.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Czułam, że trawa jest wilgotna, wręcz byłam pewna, że moje białe futro zostało zafarbowane. Nie zamierzałam nawet patrzeć na moje łapy, aby przypadkiem nie paść z zażenowania. Nie lubiłam być brudna, a zielone futro zdecydowanie się do tego zaliczało.
Uśmiechnęłam się delikatnie w stronę białego medyka. Był z nas... ze mnie dumny. Nieco łechtało to moje ego i naprawdę musiałam uważać, aby za chwilę nie popaść w samo zachwyt. Wiedziałam oczywiście, że jestem wyjątkowa - musiałam zdawać sobie z tego sprawę. W końcu byłam córką Tnącej Zawiei, czystej krwi, musiałam znać swoją wartość.
- Brzmi niesamowicie - skomentowałam po chwili, gdy kocur odpowiedział na pytanie Wzburzonej Łapy. WSZYSCY Gwiezdni będą widzieć moje mianowanie, będą przy powstaniu kogoś jeszcze większego i mądrzejszego od Lśniącej Sadzawki. To o mnie będą mówić księżycami po mojej śmierci. Ona namieszała, ja zamierzałam uważać na swoją reputację.
Hura jest sporych rozmiarów. Srebrno czarne, długie, klasyczno pręgowane miękkie futro. Biel pokrywa policzki, brodę (nie zakrywając nosa), łącząc się z plamą zakrywającą całą pierś, brzuch i tworzy ala spodenki na tylnych nogach. Skarpetki na przednich łapach. Zielonożółte oczy.
Hura jest cichym obserwatorem. Nie wychyla się i nie wtrąca, nie jest jednak nieśmiałe. Skupione na zadaniu i swojej misji udowodnienia Klanowi Cienia że nadaje się na medyka. Uprzejme i grzeczne, czyli takie jak ich wychowali rodzice i jakiego oczekują. Ogromne pokłady cierpliwości. Wrażliwe na uczucia innych kotów, zawsze stara się pomóc jeśli może.
Mistrz był z niej dumny. Tak przynajmniej twierdził i chociaż mogła być to zwykła grzeczność i puste słowa, to odnosiła wrażenie że mówił to zupełnie szczerze. Jeżeli Krwawnikowy Liść, pełnoprawny medyk był z niej dumny to ona też mogła. Nie był to zbyt rewolucyjny wniosek, już od dłuższego czasu odbudowaywała pewność siebie, ale usłyszenie tego od kogoś innego było nieczęste.
Jedyne co psuło tą chwile było przeczucie graniczące z pewnością, nie zobaczy dzisiaj Pomu. Od kiedy widziała jej ducha bardziej bądź mniej domyślała się że nie doszła na Srebrną Skórkę. Jej duch nie wyglądał jak jeden z mitycznych Gwiezdnych, a zupełnie zwyczajnie. Mogły być to jej dziecinne wyobrażenia na temat przodków, ale nie potrafiła się pozbyć się złych przeczuć. Nie miała nikogo, kogo chciałaby zobaczyć. Coś co jednak przykuło jej uwagę to stwierdzenie "miejsce blieskie waszym sercom", bo nie była pewna ich znaczeniu. Spodziewała się że każde z nich mogło wybrać na to miano inne miejsce. Byli zupełnie różni jako koty.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Medyka słuchał z widoczną fascynacją. Nie ukrywajmy. Wzburek nie zamierza zostać medykiem dla sławy, bądź poklasku. Kocurek jeśli był czymś zaślepiony to wiarą i dobrą wolą, w którą najpewniej ciężko komuś postronnemu może być uwierzyć skoro kilka razy podwinęła mu się łapa... Na całe szczęście było to dość dawno temu, a czas sprawia że zapomina się...
Jednak terminatorowi przeszła przez łepetynę jedna, wyraźna myśl Czy mama tam będzie? Wciąż nikt nie wiedział czy żyła, czy uciekła, czy porwano. Czy Gwiezdni wiedzieli? Jeszcze ciężej powiedzieć w momencie, gdy nie zamieniło się z nimi jeszcze słowa. Również popadł w lekką zadumę, choć nie zmniejszał tempa. Przed nimi jeszcze kawał drogi.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Niestety pozytywne myślenie na niewiele się zdało, bo gdy cała czwórka przedarła się już przez zarośla przy Szarych Topolach i ujrzała Grzmiącą Ścieżkę... no na brak atrakcji narzekać nie można było. Czerwony Potwór śmignął przed nimi z głośnym rykiem, podrywając w powietrze liście na ciemnej nawierzchni, a po przeciwnej stronie przemknął nieco większy, w teorii biały, chociaż mocno przybrudzony błotem.
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Niestety, sytuacja się nie uspokoiła, a medyk wręcz instynktownie przełknął ślinę widząc przebiegające potwory. Skąd tu się nagle ich tyle wzięło? Fakt, zdarzało się, że czasami Grzmiąca Ścieżka była bardziej oblegana, ale mimo wszystko miał nadzieję, że wczesna pora temu zapobiegnie.
− Ostrrożnie. Wyjątkowo dużo potworrów dzisiaj − zauważył niechętnie, przystając przed wejściem na ulicę. Rozejrzał się parę razy na dwie strony. − Na mój znak, biegniemy − oznajmił, nie poprzestając na rozglądaniu się. Kiedy wyglądało na to, że jest akurat spokojnie, medyk wypruł przed siebie: − Już!