Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Przynajmniej umrę więc piękny i młody. – wzruszył beztrosko barkami. – Jeśli wybitna pamięć ma jedynie zagwarantować, że dotrwam do etapu pomarszczonego winogrona, którego kruche kości nie zniosą już nawet potknięcia bez uszczerbku to podziękuję. Znaczy wiesz, jeśli ty marzysz o dożyciu do takiego wieku to proszę cię bardzo, nie oceniam. – no skąd, wiadomo że był ostatni do oceniania kogokolwiek. Kolejne słowa dodał, niby to ciszej, z wyraźnym ociąganiem na początku. – Aaaalee... musisz przyznać, że to jednak dość smutne marzenie.
Zaskoczyłoby go w tej chwili jedynie, gdyby jego logika zdobyła minimalne uznanie w tym momencie. Jakiekolwiek negatywne określenie jego priorytetów było jak najbardziej spodziewane i nawet nie wynikało z krytycznego nastawienia Jaśniejącego do wszystkiego (szczególnie z Orionem związanego), a tego jak świat był zbudowany. Ale w przypadku rdzawego było więc gwarantowane, tak jak że po nocy nadejdzie dzień.
– Czyli na przykład, gdy będziesz wystarczająco absorbujący. Przyłożysz się minimalnie do sposobu wykładania wszystkich treści to nie będziemy mieli problemu z brakiem skupienia. – wyjaśnił cierpliwie z mordką rozciągniętą w leniwym uśmiechu, bo oczywiście jemu najbardziej zależało na sprawnie przeprowadzonym treningu. Więc klarowna komunikacja była podstawą, nie było powodów do zatajania kiedy cynamon mógł się łaskawie skupić.
Nastawił uważniej uszy słysząc pierwszy komentarz. Wyśmienicie, w to mu graj.
– Oo, piękna sprawa. Ciekaw jestem ile krzywych akcji klany sobie wzajemnie wybaczały w imię przyjaźni. I gdzie leży granica, której przekroczenie sprawi, że nawet ten strach nie będzie w stanie powstrzymać wojny. – krótka, zamyślona przerwa – Wiem, że podejrzenia o morderstwo to nie jest jeszcze ta granica skoro klan Gromu nigdy nie zdecydował się wymierzyć sprawiedliwości na Rzece za ich terminatorkę z urwaną głową. A mieli nawet konkretnego podejrzanego i kawałek wygryzionego mu policzka na miejscu zbrodni. – ile radości płynęło z możliwości do odwołania się do historii usłyszanej szmat czasu temu.
– A jak brzmi ta legenda? – pociągnął, bo lubił mieć pełny obraz sytuacji, nawet jeśli legendy były dużo mniej wiarygodnym źródłem informacji od plotek.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Wznosi oczy ku niebu. Iskra będzie musiała się postarać, żeby wynagrodzić mu poświęcenie, na jakie się dla niej zdobył. Tak na marginesie, ma nadzieję, że siostra zdaje sobie z niego sprawę. I że je docenia. (Ta, jasne.)
- Byłeś pieszczochem, co? - zagaduje z ciekawością tylko troszeczkę zmąconą drwiną. - Powiedz szczerze.
To całkiem w stylu pieszczocha stawiać wygląd wyżej od przetrwania. Starość rządzi się swoimi prawami i nie bez powodu starszyzna cechuje się ponadprzeciętną marudnością, ale jest coś w postawie Oriona, co oddziela go grubą kreską od typowego młodzika zarzekającego się, że starość nie jest dla niego, prędzej położy się na Grzmiącej Ścieżce niż doświadczy pierwszych niedogodności związanych z wiekiem.
- Rozwiewanie twoich wątpliwości nie jest dla ciebie absorbujące? - Unosi brew. - Zaraz zacznę podejrzewać, że jednak wcale ich nie miałeś i świetnie bawisz się odciągając mnie od sedna.
A stąd krótka droga do zauważenia, że ktoś tutaj może nie chce przykładać się do treningu tak, jak to deklaruje. Cóż za przykra perspektywa.
W zasięgu ich wzroku pojawia się płytkie koryto - Czarny Ogon, którego wschodnia strona robi za przedłużenie granicy z Ziemiami Niczyimi. Wojownik daruje sobie otwarte informowanie o nowym punkcie na ich mapie. Różnicę w zapachu mógłby przeoczyć sześcioksiężycowy terminator, nie ktoś, kto żył na własną łapę, to po pierwsze. Po drugie, widzieli się w tych okolicach jeszcze za samotniczych czasów orientala i obaj doskonale zdawali sobie sprawę z funkcjonujących granic.
Podobnie nie komentuje zaskakująco specyficznej wiedzy Azaliowej Łapy odnośnie klanowych zatargów. Lekkie zdziwienie objawia się wyłącznie w już nie jednej, a dwóch uniesionych na krótki moment brwiach.
- Pojedynczy kot nigdy nie będzie wart podjęcia większych działań - zauważa może nieco obok tematu, aczkolwiek z konkretną myślą w głowie. - I koty szybko zapominają. Tak długo, jak balans nie zostanie zachwiany w stopniu, którego nie da się ignorować, głowy mogą latać.
Ciekawe, że legenda jakoś ciekawskiemu ex-samotnikowi umknęła. Niepowetowana strata dla Płomienia, który bez trudu znalazłby stek aktualniejszych rzeczy do poruszenia.
- A dasz radę wysłuchać do końca, czy skupienie nie domaga przy dłuższych opowieściach? - pyta uszczypliwie, ale w uzasadnionej obawie, mimo wszystko. Wolałby uniknąć przytaczania całej legendy po to tylko, żeby odpowiedzią zwrotną była prośba o powtórzenie, bo komuś nie chciało się słuchać z uwagą.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Powiedz szczerze? Toć wszystko co mówię jest zupełnie szczere. – zauważył krótko z przymilnym uśmiechem. I już miał zbyć pytanie niezbyt konkretną odpowiedzią, bo kłamstwa faktycznie rzadko kiedy opuszczały cynamonową mordkę, ale z pomijaniem pewnych informacji jak najbardziej była zaznajomiona, gdy między przydużymi uszami zapaliła się lampka. – Ale w porządku, mogę ci zupełnie szczerze, z łapą na sercu i tym podobnymi zapewnieniami, opowiedzieć skąd pochodzę czy cokolwiek byś chciał wiedzieć, jeśli też mi odpowiesz szczerze na pytanie. – zaoferował, wewnętrznie zachwycony taką możliwością, chociaż starał się nie nakręcać zbytnio, gdy odmowa była najbardziej prawdopodobna. – Co powiesz na taki układ? Brzmi jak uczciwa wymiana, nic do stracenia. No chyba że masz jakieś sekrety, które nie mogą ujrzeć światła dziennego, wtedy to faktycznie byłoby ryzykowne. – mógł się z nim minimalnie podroczyć, gdyby to było złe to już dawno, by go jakaś siła wyższa zdjęła z tego świata.
– Ach, widzisz, ja już tak na zapas wspominam, byśmy zaoszczędzili na czasie, gdybyś wpadł na pomysł wyrecytowania mi całego kodeksu z kamiennym wyrazem pyska. To lojalnie uprzedzam, że mógłbym się wyłączyć gdzieś przy drugiej zasadzie. – kontynuował swoje wyjaśnienia z niegasnącą cierpliwością dla bardziej podejrzliwych jednostek. Co prawda, faktycznie, wyśmienicie się bawił obecnie, ale to nie on dzisiaj zaczął schodzić z tematu. Nie miał sobie nic do zarzucenia.
Nie żeby kiedykolwiek miał.
– Mm, smutne. Jeśli rodzina i przyjaciele prędko zapomnieli o bezgłowym trupku zakopanym na ich terenach. Oczywiście ma sens, że tragedia pojedynczego kota nie będzie warta komfortu całego klanu i lepiej nie mieć jawnego konfliktu niż mieć, ale jeśli nie dążyli do żadnej sprawiedliwości w tej sytuacji to, hm, pokusiłbym się o stwierdzenie, że zachwianie tego balansu to prawdziwe wyzwanie. – i aż kusiło sprawdzić na ile można sobie pozwolić nim klanowe kotki przestaną odwracać wzrok. Jedyne co powstrzymywało Oriona przed rozpoczęciem planów, to fakt, że na jego ofiarę najbardziej by się nadawał Cień, a to jak kopanie leżącego, skoro regularnie szczury zjadały im medyków. Czasem pomagały im w tym gawrony.
– Ach, to zależy. Jeśli jest nudna to możesz podzielić mi ją na łatwiej przyswajalne fragmenty. – zaproponował wybitne rozwiązanie, bez jakiegokolwiek względu na swoją godność. Proszę bardzo, jeśli Jaśniejący obawiał się o skupienie mógł co piąte zdanie robić przerwę i sprawdzać czy oriental wciąż tu z nimi był, jego by to nawet bawiło. Przez dwie pierwsze przerwy, dlatego też odetchnął i dodał zaraz, ugodowo wręcz. – Ale jeśli uważasz, że jest minimalnie ciekawa to postaram się skupić na całości. Specjalnie dla ciebie.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Jasssne - odpowiada przeciągle. A tu mu potwór przebiega. Przez grzeczność nie zaprzecza, pozwalając tonowi w pojedynkę robić za wskaźnik tego, jak wiarygodna jest dla niego osoba Azaliowej Łapy. Choć naprawdę wątpi, by kocur miał mu za złe nawet bezpardonowe i przesadnie dobitne wygłoszenie zdania na jego temat prosto w oczy. Przypuszczenie poparte doświadczeniem, można rzec.
Padła od cynamonowego propozycja spotyka się z drgnięciem uszu wojownika i następującym po nim subtelnym odchyleniem głowy, jak gdyby Płomień chciał przyjrzeć się mu z większej odległości. Powiedzmy sobie otwarcie, znaczna część - o ile nie każda - propozycji autorstwa Oriona to gwarant nieufności z jego strony, a kiedy w grę wchodzi szczere udzielanie odpowiedzi na (w domyśle - osobiste) pytania, predyspozycje syna Czerwonego Pazura do stawienia grubej ściany między sobą a rozmówcą wyłącznie wzrastają. Połączenie skazane na porażkę, a mimo to po otwarciu się jego pyska pada:
- Niech będzie moja strata. - Bądź co bądź, ryzyko, że pomimo zapewnień nie usłyszą prawdy, leży po obu stronach. To tylko rozsądne nie spodziewać się pełni uczciwości, w związku z czym rzeczywiście, nie ma nic do stracenia. - Ty pierwszy.
Na tej uroczej pogawędce płynie im czas wędrówki od Czarnego Ogona do Czaplich Gniazd, znajdujących się na skraju Dzikiego Sadu, o który chcąc nie chcąc zahaczają. Bez zbędnych sentymentów, nadal interesują ich stricte granice.
- Dobre mi na zapas. - Chyba raczej z prezentacją testową dla lepszego zobrazowania.
Uśmiecha się gorzko pod nosem. Smutne. Jaśniejący Płomień dawno wyszedł poza fazę określania sterujących ich światem mechanizmów tego typu słowami, ale może coś w tym jest.
- Zabójca został wygnany z klanu przed morderstwem, zemsta na rzece nie przyniosłaby rodzinie żadnej ulgi. Niechby rozpętała się wojna, faktyczny winowajca nie straciłby włosa z głowy, gdzie tu sens? Grom musiałby znaleźć go we własnej osobie. Pewnie próbowali, ale szukaj ciernia w kupce mchu. - O ile gdzieś w zwichrowanej mózgownicy Czarnowrona było miejsce na szczyptę inteligencji, nigdy nie dał i nie da się odnaleźć. Ale jako że to równie prawdopodobne, co móżdżek wielkości mysiego bobka, kto wie, czy dawny rzeczniak nie wyleguje się właśnie głęboko pod ziemią.
Dreszcz żenady przebiega mu po ciele. Koty z reguły wolą wypaść lepiej niż gorzej i nierzadko dochodzi do naginania rzeczywistość w imię namalowania godnego obrazka. Oriental nie pląta się w tańcu, bez skrępowania wystawia najsłabsze karty.
- Nie jest ciekawa. Będzie w skrócie - zaznacza na wstępie. Nie jest Fiołkowym Świtem, żeby wejść w rolę gawędziarza i snuć piękne historie, ale dla tego osobnika to powinno wyjść na plus. - Zanim utworzyły się klany, na zajmowanych przez nie później ziemiach żyli - niespodzianka - samotnicy. Czasem w parach, czasem w grupach, ale ani ich liczba, ani podział terytorium nie był wyryty w kamieniu. Kotów przybywało, zwierzyny ubywało, co chwilę dochodziło do walk, a te stawały się coraz częstsze i bardziej zażarte. Którejś pełni coś pękło i niepozorna wojenka sprowokowała wielką wojnę. Jesteś tutaj?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
O gwiazdy najjaśniejsze, zgodził się? To dopiero było niespodziewane i z łapą na sercu Orion mógł przyznać, że tego scenariusza nie przewidywał. Z tą samą łapą, oczywiście, którą moment temu dałby sobie odgryźć za to, że super oferta zostanie zaklasyfikowana jako zbyt dziecinna czy inna strata czasu. Do tego stopnia niesamowite, że minęło parę sekund nim na cynamonowy pysk wrócił typowy grymas.
– Wedle życzenia. Moja matka była pieszczochem. Jednak jej ludzie bardzo luźno podchodzili do tej kwestii przetrzymywania kotów w środku, więc zabierała mnie na odkrywanie świata zewnętrznego. Później musiała tego niezwykle żałować, bo wiele czasu nie minęło nim zaczęły się samotne wycieczki bliższe i dalsze. – no dobra, nie do końca samotne, bo z Onyks. Mógł to jednak przemilczeć. – Więc zgaduję, że w tym momencie myślisz sobie, że starczyłoby krótkie tak i po co rozdrabniać temat, aaale w wieku, w którym w klanie mógłbym zostać mianowany na terminatora i dopiero zacząć się uczyć samodzielności, jako, niech będzie, pieszczoch, byłem w stanie przeżyć bez łaski innych kotów. Co średnio wpisuje się w klanową definicję pieszczocha, z tego co się orientuję. Stąd obszerniejsze wyjaśnienia, skoro już tak szczerze sobie rozmawiamy. – na krótki moment uśmiech zahaczył o przesłodzone tony. Nawet jeśli Jaśniejący wyniesie z tego faktycznie jedynie tyle, że miał rację, Orion wciąż był pewien, że w alternatywnym świecie, gdzie spotkaliby się zaraz po mianowaniu burego, ten zaliczyłby kompromitującą porażkę. Mniejsza jednak z tym. Jako że ze swojej części się wywiązał to oczywiście zaraz wyskoczył z pytaniem. – To co tam, gotów na moje pytanie?
Nie miał jeszcze nic przygotowanego, ale nie było co kłopotać się na zapas, dopóki nie dostanie potwierdzenia.
– Och, ale oberwałoby się za to rodzinie winowajcy, więc myślę, że krewni bezgłowej wciąż by znaleźli ukojenie chociażby w takiej zemście. Ale widzisz, ogólnie ta historia jest zwyczajnie niesatysfakcjonująca. Normalnie Klany kładą przecież taki nacisk na pochodzenie, bardzo wygodnie, że w tym momencie uznali, że typ był Rzeczniakiem, ale na szczęście zdążyli go wygnać zanim zamordował. Ale wyobraź sobie scenariusz, w którym Grom przychodzi do Rzeki domagać się sprawiedliwości dla bezgłowej, a Rzeka wspaniałomyślnie oferuje, że wraz z nimi wytropi swojego wygnańca, bo jednak wypchnięcie go poza granice Klanu to było za mało i trzeba było od razu połamać mu wszystkie łapki czy skręcić kark. I czy znaleźliby go, czy też nie, jaki poruszający byłby widok dwóch klanów zjednoczonych wspólną misją. Faktycznie by dało się zauważyć, że nie mają swoich sąsiadów głęboko pod ogonem, nawet jeśli technicznie morderca nie jest już jednym z nich. – nieco zszedł z tematu, nic nowego. – A zamiast tego nawet niespokrewnieni z terminatorką mieli problem z tym brakiem reakcji. Na tyle by się żalić z sytuacji przypadkowym samotnikom, więc chyba rzeczywiście musiało ich to mocno uwierać. – nie do końca, jeśli Oriona pamięć nie zawodziła, tamta rozmowa wynikała w większej mierze z troski o jego cynamonową kitę, niż z rozczarowania władzą. Nie było jednak kłamstwem stwierdzenie, że rudy był zawiedziony tamtą postawą.
Westchnął cierpiętniczo na wieść, że historia należała do tych nudnych, ale zaraz machnął łbem na znak, by dalej mówił. Niech będzie, przecierpi. Głównie dlatego że jak nie z tego źródła, to z innego. Lepiej było wiedzieć niż nie.
– Oczywiście, obecny i skupiony! Zagęszczenie kotów na niewielkim obszarze i walka o zasoby. Nic zaskakującego. – powtórzył na znak, że faktycznie był tu jeszcze myślami. Chociaż jeśli następnie usłyszy, że straty były ogromne, nie było jasnego zwycięzcy, ale z ocalałych akurat udało się uklepać jedną spójną grupę (która potem się rozrosła i podzieliła na cztery) to może oriental odkryje u siebie narkolepsję, która dzielnie ukrywała się przez tyle księżyców.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Krótki, rozbawiony uśmieszek przepływa falą po pysku wojownika. Ciężko winić orientala za niechęć do przyznawania się do swoich korzeni ani za upór w zaznaczaniu, jak minimalny wpływ miały one na jego dalsze losy, przy równoczesnym odcinaniu się od nich jak tylko się da. Na dobrą sprawę, niczyi wybór, gdzie się urodzi. Wciąż, jest coś rozbrajającego w tej próbie nakreślenia, jego zdaniem, odpowiedniej perspektywy dzieciństwa wśród dwunożnych i Płomień nie może powstrzymać się od chwilowego uczucia prowadzenia rozmowy nie z nadmiernie pewnym siebie cwaniaczkiem, a z broniącym kruchego ego dzieciakiem... co stoi znacznie bliżej wrażenia wyciągniętego z ich pierwszego spotkania. Które wydarzyło się zbyt dawno, by komfortowym było do niego wracać choćby myślami.
- Ależ oczywiście, poza ciepłym gniazdkiem czekała na ciebie tak twarda szkoła życia, że potem, kiedy przyszło co do czego, żyłeś z drobnych przysług oferowanych w zamian za pomoc. Współczuję - odpowiada z wyrozumiałością dla trudów młodego kota, który na hobbistycznych wycieczkach krajoznawczych praktycznie walczył o życie... Do czasu powrotu do domku na posiłek podsunięty pod nos. Ale, nie zrozumcie mnie źle, kilkuksiężycowy Orion wygryzłby z biznesu byle terminatora, dzień w dzień przechodzącego przez trening. Bez dwóch zdań. - Gotowy. Chyba że powinienem specjalnie się na nie przygotować?
Mogą pomachać na pożegnanie kodeksowi wojownika, rozmowa nie tyle zboczyła z toru, co obrała nowy. Żaden problem, zdążą wrócić do sedna, bądź co bądź mają co nieco do przejścia; dopiero przechodzą przez Barwną Łąkę, mijając po drodze Bujny Jałowiec. Gorzej, że temat, do którego przykleił się długołapy, nie pasjonuje Płomienia w połowie tak mocno.
- Cóż za idealistyczne myślenie, no no. Ukojenie jednej rodziny nikogo nie obchodzi - stwierdza sucho. I mówi z doświadczenia - generalnie, jedna rodzina nikogo nie obchodzi, o ile nie stanowi znacznej części klanu. Losy Jodłowej Igły klan zbył wzruszeniem ramion. Czerwonego Pazura albo unikano, albo respektowano, nikt nie widział niczego złego w zrzuceniu na niego radzenia sobie z kociętami; bez pomocy z zewnątrz ani żadnej kontroli. To sobie poradził. Ba, gdyby wówczas któregoś z nich rozszarpał brutal na granicy, dowiedziałby się co najwyżej, że dzieciak sam sobie zasłużył. Mała strata, krótki żal. Wichrzacy już lecą szukać sprawiedliwości. - Skoro grom nie potrafi wyegzekwować od rzeki poczuwania się do odpowiedzialności, powinien trzymać paszczę zamkniętą, zamiast wypłakiwać swoją urazę losowym kotom. Stawia ich to w niekorzystnym świetle.
Grom gromowi nierówny, niewykluczone, że Orion trafił na rozgoryczonego krewnego, którego opinia nie odzwierciedla ogólnego nastroju klanu. Co nie znaczy, że przywódca nie mógł zareagować lepiej. Albo że to gadulstwo nie odbiło mu się później czkawką.
- Super. To może zaskoczy cię, że mnogo trupów później, kiedy organizmy wyczerpanych ocalałych odmówiły dalszej współpracy, wszystkich żywych nawiedził identyczny sen. W roli głównej - te same koty, które ledwie co udało im się wymordować, z tą różnicą, że w jednym kawałku, z futrami połyskującymi jak srebrna skórka. - Koty, bądź spersonifikowane wyrzuty sumienia, zależnie od interpretacji. Jaśniejący Płomień miał tę wątpliwą przyjemność doświadczyć czegoś podobnego na własne oczy, gdy Krucza Gwiazda zszedł ze swojego posterunku wśród gwiazd i namieszał podczas ceremonii. Ograbiło go to ze sporej dawki sceptycyzmu w niektórych tematach, ale nadal nie potrafi nie brać tej historii przez warstwę ziemi. Nazwijcie to mechanizmem obronnym; jak by nie patrzeć, niezależnie od istnienia gwiezdnych, wciąż mowa tu o legendzie. - Śmierć zbawiennie wpływa na rozum, najwyraźniej, bo doznali masowego olśnienia, a w przypływie miłosierdzia - albo niechęci do dzielenia się gwiezdnymi łąkami ze swoimi mordercami - podzielili się nim z ocalałymi: albo ci się zjednoczą, albo ich też czeka śmierć. Ziemia do Azaliowej Łapy.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Jak to było za każdym razem prawidłowo przewidywać przyszłość? Cóż, tak jak z reguły było to wygodne, tak zdarzały się dni, gdzie ten dar ciążył orientalowi. Szczególnie w chwilach, gdy rozmowa z drugim kotem przebiegała zgodnie z założeniami, bez szans na jakąkolwiek niespodziankę.
– To dopiero by było interesujące, nieprawdaż? – posłał krótki uśmiech. By uchronić się przed zaciśnięciem szczęk, najprościej było dalej mówić. – Powinieneś rozważyć zmianę branży, marnujesz się jako wojownik, jeśli tak prędko przychodzą ci do głowy takie historie. Trochę nad nią posiedzieć, rozbudować i gwarantuję, że zrobiłbyś z nią furorę w świecie. Mogę się nawet zjawiać czasem, jako główny bohater, słuchacze z pewnością oszaleją. – pomogło. Mógł wrócić do chwili obecnej. Machnął zamaszyście cynamonową kitą. – Jeśli od uzewnętrzniania bez odpowiedniego przygotowania miałbyś tu zaraz implodować, to jasne, przydałoby się na nie nastawić. Ale wierzę, że sobie poradzisz. Otóż. Czy w całym swoim długim życiu rozważałeś odejście z Klanu, choćby chwilowe, na wycieczkę? Czy od zawsze byłeś jak Gwiezdni, posępność, Wicher i na myśl o spacerze wystarczająco dalekim by granice Klanu zniknęły ci z oczu, umierałeś mentalnie? – odpowiedź musiała być przecząca. Nawet jeśli w zamierzchłych czasach by raz spojrzał z ciekawością w stronę terenów niczyich, nie było szans, by się teraz przyznał do tego Orionowi, miał przecież swój wizerunek do utrzymania.
– Och, a to Klan nie jest jedną, wielką rodziną? Oszukali mnie... – no po prostu, nie do wiary. A przecież oriental szczerze wierzył, że faktycznie wszyscy troszczyli się o siebie nawzajem jak o rodzoną rodzinę. A nie tylko o najbliższych krewnych obecnego przywódcy. Co zabawne, to przecież właśnie syn samej Gwiazdy mu opowiedział o tamtej sytuacji. – Tak jak Cień powinien nauczyć swoich medyków jak się bronić przed szczurami, zamiast niemalże stracić drugiego w identycznej sytuacji. To też ich stawia w niekorzystnym świetle. Aż można zacząć podejrzewać, że Klany zupełnie nie interesują się swoim wizerunkiem. – a to, trzeba przyznać, było żenujące. I gdyby nie osobisty interes Oriona w dołączeniu do jednego z nich, w życiu nie chciałby być nawet widziany obok takiej grupy. Co dopiero uznawany za jej część.
– Ta, jest, słucham, zbiorowe halucynacje. To faktycznie zaskakujące, że takie historie są opowiadane w Klanie. To prosta droga do grupek kociąt eksperymentujących z grzybami i zjadającymi, nieszczęśliwie, jakieś trujące. – ach, nie, to by przecież wymagało odrobiny kreatywności, połączenia faktów i te sprawy. Klanowa dzieciarnia raczej co najwyżej by się próbowała wzajemnie pomordować, a potem przysypiała razem, licząc na interwencję zmarłej babci. – Ale no w porządku, żywi nie potrafili sami z siebie wysnuć takich wniosków, trzeba było ich postraszyć, że zaraz sami też umrą za nic. Co dalej? Podzielili się terenami na cztery i rozeszli w swoje strony, a tradycja wzajemnego mordowania przetrwała w formie obrony granic?
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Hm? - dziwi się niewinnie. - Nie powiedziałem niczego, czego nie dowiedziałem się od ciebie, zdaje się. Nie powiesz mi chyba, że jednak zdarza ci się przeinaczać prawdę?
Cóż za cios to by był, kłamstwa jak pazury wbijane prosto w serce. Co lepsze, Płomień nawiązuje do słów padłych... dawno, kiedy cynamonowy nie miał powodów przypuszczać, że zdarzy im się jeszcze wielokrotnie skrzyżować drogi. On zresztą też; gdyby dane mu było wtedy zajrzeć w przyszłość, uważniej przemyślałby niektóre swoje decyzje. Mądry wojownik po szkodzie. To jest to pytanie? Zaczepiony o odpowiedź, jakiego sortu pytania się obawiał, syn Czerwonego Pazura ze szczerością wzruszyłby ramionami - nie zastanawiał się i, jak by nie patrzeć, nie ma powodów do stroszenia futra, nie kryje żadnych mrocznych sekretów. A jednak, z jakiegoś powodu, rozluźnia się, gdy już wie.
- Jasne że rozważałem. Jakoś na początku treningu, moja mistrzyni pokazała mi Grzmiącą Ścieżkę, potwory, opowiedziała co nieco o swoim epizodzie w gnieździe dwunożnych. Nie ciągnęło mnie do gniazd i zamknięcia, ale perspektywa skrajnie różnego świata była nęcąca - odpowiada gładko i bez zająknięcia, nie wychylając się poza ramy prawdy nawet na moment. Pominął rozdział, w którym motywator do opuszczenia klanu był ciut poważniejszy od młodzieńczej ciekawości, niemniej pytanie obejmowało czy a nie ile razy, więc tyle będzie musiało ex-samotnikowi wystarczyć.
Ciemne uszy drgają lekko. Przyzwyczajaj się, powiedziałby, gdyby miał do czynienia z rodowitym wichrzakiem. To, że teraz Orion tapla się w tym samym błocie nie oznacza, że można traktować go na równi. Aczkolwiek, trzeba przyznać z ubolewaniem, znajdowanie się wewnątrz granic klanu nieznacznie zaciera granice tego, co wypada, a czego nie wypada mówić na głos.
- Na rzekę też coś masz? - parska, ubawiony popisami z wytrzepywaniem z futra kolejnych faktów o sąsiadach. Ciekawe jak wiele wiedział o wichrze przed dołączeniem. Znając ten klan od podszewki, Płomień spodziewa się, że mógł wiedzieć sporo. Więcej niż losowe ciekawostki służące do popisywania się i tworzenia iluzji posiadania rozległej wiedzy dla wtajemniczonych. - No wiesz, prócz tego, że nie po drodze im z odpowiedzialnością.
To ploteczka gromu, nie odbierajmy im jej. Chociaż chybotka wie, równie dobrze informator może być jeden, oriental niekoniecznie musi latać po klanach i wyciągać od każdego z nich najróżniejsze strzępki informacji. Ale coś takiego brzmi bardziej w jego stylu.
- Streszczając, owszem - zgadza się, bo w zasadzie do takiego finału zmierza ich dzisiejsza opowieść. Uprzedzał o braku sensacyjności, nieprawdaż? - Kilka słów zmarłych nie wystarczyło do zgaszenia temperamentów i po sugestii zjednoczenia się, kotka imieniem Cień powiedziała, że grupie będzie niezbędny przywódca. Nie ona jedna taka gorliwa do objęcia władzy, zaraz wtrącili się Rzeka, Wicher i Grom. Muszę zwracać uwagę na rodzącą się tu pewną zbieżność? Chwilę później szykowała im się kolejna jatka, na co oburzyli się gwiezdni - obecnie mają o stokroć więcej cierpliwości i tolerancji na głupotę - zasłonili księżyc chmurami i nakazali podzielenie się na grupy; każdy miał znaleźć podobnych sobie, żeby zmniejszyć ryzyko przegryzionych tętnic. Stąd mamy rzekę-rybojadów, grom wiecznie szukający siniaka, wicher latający za uszakami po otwartych przestrzeniach i specyficzny cień, niegdyś lubujący się w nocnych łowach. Obdzielili las, wyznaczyli granice, a w nagrodę nowi przywódcy dostali od swoich zmarłych kompanów dodatkowe życia i kodeks wojownika, którego klany odtąd miały się trzymać, jako wojownicy właśnie. Gwiezdni obiecali przychodzić w potrzebie, żywi zobowiązali się do spotykania na pokojowe zgromadzenia każdej pełni, aby uczcić pełnię zaznaczającą początek istnienia klanów, i wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Koniec. Nie śpisz jeszcze?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Hm? – on z kolei zdziwił się autentycznie. Nie przypominał sobie by w ostatnim czasie mieli więcej okazji do omawiania jego dzieciństwa, więc wniosek prosty, że rdzawy musiał coś krzywego wyciągnąć z obecnej rozmowy. Ale skoro twierdził, że dowiedział od orientala, który nic takiego teraz nie powiedział to... – Wiesz, że kłamstwem się brzydzę, więc chyba musisz odświeżyć mi pamięć do jakiej rozmowy teraz nawiązujesz. Dość koślawo, bo nie przypominam sobie bym kiedykolwiek żył z drobnych przysług, ale wspólnymi siłami na pewno odkryjemy co takiego nie do końca zapamiętałeś.
Bo Orion szczerze nie pamiętał o jaką rozmowę w tym momencie chodziło. Z pewnością nic od dołączenia do Wichru, z pewnością nic z okresu gdzie w ogóle zaczął rozważać taką ewentualność, więc... do jak dawnych czasów Jaśniejący nawoływał? Oriental powinien w tym momencie mu to wytknąć, wbić tę malutką szpileczkę, że chyba musi mu niezwykle zależeć na ich relacji by przykładał aż taką wagę do każdego ze słów cynamona, by potrafił sobie ot tak, przywołać w pamięci rozmowy, których on już nawet nie kojarzył. Ponabijać się, podroczyć, cokolwiek, ale było mu zbyt... dziwnie z tym odkryciem. Mógł sobie racjonalizować, że ewidentnie starość wojownika jeszcze nie dopadła i po prostu pamiętał każdą nic nie znaczącą konwersację. Ale nikt normalny tak nie robił.
I jakby to nie było zbyt wiele na jego serce, zaraz jeszcze okazało się, że cały bardzo szkicowy zarys dalszej rozmowy, po przeczącej odpowiedzi (no nie uwierzyłby przecież, że ani razu nie rozważał wycieczki) mógł jedynie wyrzucić. Zastrzygł uszami słysząc najpierw potwierdzenie, a potem jeszcze rozwinięcie, gdy wojownik jak najbardziej mógł ograniczyć się do dwóch-trzech słów i stwierdzić, że wywiązał się ze swojej części umowy. Zamrugał kilkukrotnie, nim cynamonowy pysk rozciągnął się w typowym uśmiechu.
– Jaka szkoda, że zdążyłem więc poznać dopiero poważnego wojownika. Może wczesnotreningowy ty dałby się porwać na jakąś ciekawszą wycieczkę niż wzdłuż granicy. – westchnął lekko, nie do końca gotowy porzucić jeszcze ten temat, ale też nie po to umawiali na wymianę pytań, by teraz cisnął intensywnie o dalsze informacje.
– Nie, do Rzeki żywię zbyt głęboki szacunek. A już w szczególności do ich medyka. – zarzekł się ze starannie wymalowaną powagą na mordce. Co do ostatniego pociągnięcia pędzlem. Zaraz jednak pokręcił łbem, rozmywając obecną ekspresję w coś weselszego. – Ale jasne, że mam, poważnie podchodzę do tematu i zbieram informacje na temat każdego klanu, za kogo ty mnie masz? – obruszył się lekko, bo jakkolwiek ostatnio mogło mu się zdarzyć zaniedbanie Rzecznej części plotek, tak przecież ta Gromowa również do najświeższych nie należała. To nie tak by rybki olewał bardziej.
Poznanie całej historii stworzenia Klanów niestety nie wpłynęło zbyt pozytywnie na opinię orientala o jego obecnych towarzyszach. Jakby nie mogli się zdecydować, w którą stronę chcieli z tym pójść. Mogli obrać sobie za cel bardziej odklejoną, poetycką historię, pełną metafor, interwencji trupów, decyzji sił wyższych i wszystkiego co klanowe dzikusy lubią najbardziej. Albo też mogli postawić na przyziemną opowieść o tym jaki to był mozolny proces, tworzenie mniejszych i większych grupek. A oni... poszli na wprost. I w efekcie mieli koty nazwane Cień, Grom, Wicher, Rzeka. Żenujące. Może jak będzie mu się nudziło to ułoży im ładniejszą wersję opowieści i puści w obieg. Ale jakkolwiek wytknięcie każdej dziury w uczciwej recenzji nie byłoby kuszące, zapytany o to czy nie zasnął, mógł zareagować jedynie w jeden sposób – zamykając oczy, symulując chrapanie i udając głęboko nieprzytomnego. Połączenie tego przedstawienia z dalszym marszem było raczej średnim pomysłem, bo starczyła jedna krzywo postawiona łapa, by Orion wpadł na idącego obok kocura. Albo na ziemię, jeśli ten w porę uskoczył.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Niedbałe majtnięcie gęstą kitą musi zastąpić wzruszenie barków.
- Starej, bo zastanawiało mnie, co taki szczeniak robi samopas, na granicach w dodatku. Wybacz, nie przywołam ci konkretnych okoliczności przyrody, ale ja, w przeciwieństwie do ciebie, pamięć mam dobrą. Zaufam swojemu wspomnieniu bez twojego wkładu, dzięki za hojną ofertę.
Obraz młodości dawnego pieszczocha ma całkiem nieźle wyrysowany w głowie, prawdopodobnie ponad potrzebę, toteż nie widzi sensu w rozgrzebywaniu prehistorycznych rozmów i rozdrabnianiu się w szczegółach. Z których na własną łapę musiałby potem wyciągać strzępki prawdy, jakby perspektywa podobnych, przyszłych dociekań nie rozciągała mu się już na kilka kolejnych księżyców. Stanowcze: nie, dziękuję.
- Ogromna strata. Gdybyś tylko nie był wtedy zajęty ciamkaniem mleka matki, może byśmy się przekonali - zauważa kąśliwie, jak gdyby zniesmaczony samą myślą o zagranicznych wycieczkach z orientalem. I może coś w tym jest, bo nie przesadzajmy - starszy czy młodszy, jeśliby chciał dokądkolwiek się udać z kimś, dobrałby sobie lepsze towarzystwo.
Na wypowiedź odnoszącą się do sąsiadów reaguje czujnym uniesieniem uszu.
- Ostrożnie. Nie chcesz chyba, bym pomyślał, że rzekę darzysz większym szacunkiem od wichru - ostrzega, popatrując na niego z ukosa. Płomień nie jest naiwny by wierzyć, że Orion jest tutaj z przyczyn głębszych od butnego przekonania co to nie ja i wrodzonej złośliwości, jednak skoro decyduje się brnąć w swoje gierki, nie będzie mu to ułatwiane. Mógłby ciut bardziej wysilić się ze zgrywaniem lojalnego wichrzaka, drzwi otwarte do działania.
Omawianie legendy powstania czterech klanów przebiega im produktywnie również pod względem odwalanego patrolu - w trakcie udaje im się opuścić Barwną Łąkę, zaczepić o wschodnią część Świszczących Traw i wkroczyć na Wydeptane Ścieżki. Miła odmiana po przedzieraniu się przez zarośla.
Przechadzka trwa dalej, opowieść dociera do końca, ale teraz ze strony Azaliowej Łapy nie dochodzi krótkie podsumowanie na wzór poprzednich razów. Wojownik zerka w stronę, z której dochodzi chrapanie, idealnie na porę, by zobaczyć wpadające na niego cielsko. Na usunięcie się w bok już za późno i Jaśniejący Płomień ugina się pod nieoczekiwanym ciężarem. Zdziwienie na ułamek uderzenia serca zastępuje znudzony wyraz pyska, nim łuki brwiowe burego marszczą się, wargi zaciskają, a on sam ratuje się przed upadkiem, mocniej napierając łapami wolnego boku, prostując się i naturalną koleją rzeczy wybijając kocura do pionu. Dopiero wtedy, już znacznie bardziej planowanym ruchem, niedelikatnie odpycha go pchnięciem łapą w bark.
- Nie wydurniaj się - karci go. No pewnie, zbyt poważnie się zrobiło, zaraz jeszcze to spotkanie faktycznie zaczęłoby przybierać formę treningu, niedopuszczalne dla pana rozrywkowego. - Lepiej powiedz, o czym właśnie mówiłem. Czeka nas powrót do kodeksu, pamiętasz?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Szczeniak na granicach. Borze szumiący, przecież to dawno i nieprawda. Dosłownie całe życie Oriona temu. Rozmowy dalej sobie nie przypominał, chociaż dodając dwa do dwóch, łatwo mógł wywnioskować, że musiało chodzić o pierwsze spotkanie i to chyba jeszcze bardziej wybijało go z rytmu. Może mniej niż wspomnienie rozmów z drugiego czy trzeciego spotkania, ale wciąż dużo bardziej niż cokolwiek dziejącego się przynajmniej trzydzieści księżyców później, gdzie sam był już pewny, że wprosił się w życie rdzawego na dłuższą chwilę.
– Ależ nalegam, bo teraz to aż mnie zaciekawiłeś do jak archaicznej rozmowy się odnosisz. – drążył dalej, bo gorsze od tej rozmowy byłoby już tylko porzucenie tematu, czy zbycie go jakoś krótko. Nie mógł przecież przegrać. – Czyżby chodziło o to samo, gdzie ja zastanawiałem się co taki poważny wojownik robi na granicach z rozwaloną, nieopatrzoną łapą? Serio byłem skłonny podejrzewać, że medycyna jest dla klanów pojęciem obcym, dlatego byłeś zdany jedynie na los i nie mogłeś wspierać się wspaniałym działaniem nagietka. A tu się okazało, że w Wichrze całkiem stabilnie z pomocą medyczną i ot, zagadka. Do tak dawnej rozmowy się odnosisz czy jednak jakiejś minimalnie świeższej?
Nie był w pełni zadowolony z siebie teraz, chociaż dbał o to by szeroki uśmiech świadczył wręcz przeciwnie. Jaśniejący nie musiał wiedzieć, że Orion dużo lepiej by się czuł, gdyby mógł skupić się i w stu procentach polegać na słowach wojownika, a nie odwracać kota ogonem i to jeszcze po to by skierować jego uwagę na belkę w oku.
– Słuszna uwaga, poprawię więc. Ubolewam nad alternatywną rzeczywistością, w której nie jesteś stary, że mózg się marszczy i faktycznie mielibyśmy okazję się spotkać w takich okolicznościach. – jeśli kąśliwość rdzawego miała polegać na podkreślaniu, że Orion był piękny i młody, to on poprosi więcej, ok. Nie było mu głupio, że był wtedy małym glutem. No znaczy może trochę dziwnie było pomyśleć o tym, że był nim w momencie, gdy Jaśniejący już zaczynał biegać na treningi, ale miał na to wybitnie proste rozwiązanie. Po prostu o tym nie myślał.
– A racja, przepraszam. Rzeka śmierdzi, nie szanuję. Proszę bardzo, lepiej? – poprawił się od razu, najlepiej jak potrafił oczywiście. Nic tak przecież nie podkreślało lojalności względem swojego klanu jak obrażanie sąsiadów, wiedza powszechna.
Gwiazdy ewidentnie wciąż uważały go za swojego ulubieńca i miały w swojej opiece, bo jego szlachetna mordka nie spotkała się z twardym gruntem po jednym nierozważnym krokiem. Co prawda Jaśniejący Płomień był równie nieprzyjazny (o ile nie bardziej) co ziemia, ale chociażby – nie był tak usyfiony. Więc dla Oriona pełen wygryw, nie dość, że udało się zachować jak totalny pajac, to jeszcze nie ucierpiał w żaden sposób od tej decyzji. Nagana? Pf, taka nagana to nic, mogło być dużo gorzej. Odepchnięcie łapą? Przy odpowiednim nastawieniu mógł to zaliczyć jako zalążek przyjaznego gestu. Wciąż, na sekundę zatrzymał się by strzepnąć osiadły przez to na sierści pyłek.
– Że nazwy klanów pochodzą od imion kotów, które Gwiezdni nagrodzili dziewięcioma życiami za darcie kotów, już moment po nakazie zjednoczenia by nie było w lesie więcej trupów niż drzew. Serio kocięta i terminatorzy o tym słuchają? Nie chcę martwić, ale mogą z tej opowieści wyciągnąć okropne wnioski, jak to że Gwiezdni nagradzają nieposłusznych. – uprzejmie streścił ostatni fragment, zrównując krok z oddalającym się wojownikiem. – Widzisz, staram się.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Idą wzdłuż Szarych Topoli, uświadczając roślinnych woni pochodzących z Bylicowych Łąk, a kiedy wiatr spogląda na nich mniej przychylnie, naturalny zapach miesza się z drażniącym swędem leżącej po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki, który nie daje o sobie zapomnieć nawet wtedy, gdy przed nimi jawią się pierwsze sztuki Jasnych Skał. Ale to nie fetor potworów wykrzywia pysk Jaśniejącego Płomienia w wyrazie zniecierpliwionej dezaprobaty.
- Widzę, co próbujesz. Nie jesteśmy tutaj na pogaduszkach, zapomniałeś? Czyżbyś jednak nie był zainteresowany treningiem, że zbiera ci się na wspominki? - rzuca krytycznie.
Dać palec, to weźmie i odgryzie całą głowę. Jedno krótkie zboczenie z tematu to oczywiście wystarczający powód dla Azaliowej Łapy, by podążyć tą ścieżką, i z każdym zdaniem oddalać się o lisie długości od sedna spotkania, bynajmniej nie towarzyskiego. Bury liczy na to, że jego rozgadany podopieczny bierze swoją własną grę na poważnie i będzie konsekwentny w odgrywaniu kota dążącego do ukończenia treningu.
Ale ma nadzieję, że potknie się po drodze i maska zleci mu z pyska. Najgorsze są półśrodki, prawda?
- Ja nie - ucina chłodno. Jeśli point chce odwdzięczać się pięknym za nadobne i wypominać mu wiek, proszę bardzo. Płomień o stokroć woli być stary, niż istnieć w rzeczywistości, w której dystans między nimi jest skrócony przez samą naturę, a ich pierwsze spotkanie przypada jeszcze wcześniej na jego osi czasu życia. Dość, że musi znosić go obok siebie teraz. I przez najbliższe księżyce, domniemywać można.
Czy nie znalazł się aby w jakiejś takiej - tylko niewiele łaskawszej - alternatywnej rzeczywistości?
- Po najmniejszej linii oporu... Miałem minimalne oczekiwania, a i tak udało ci się rozczarować, gratuluję. - Chyli głowę z uznaniem. - A co tam wie od ciebie o wichrze ten szanowany medyk?
Po drobnych... turbulencjach, mogą wrócić do tematu legendy. I dobrze, wypadałoby wreszcie zamknąć tę przydługą dygresję.
- Może część wyciąga. A potem podejmuje głupie decyzje i kończy jako zabawka dla lisa. Witam w dziczy, szczątkowy instynkt samozachowawczy to tylko próg wejścia do dorosłego życia. - Nie każdy zrozumie; za niektórych w młodości myśleli inni, przez co potem można doświadczyć w lesie takich kwiatków jak ten tu. - Chwali ci się. Przy okazji tematycznie zahaczamy o zasadę, która zaliczyła poprawkę. "Zgromadzenie czterech klanów odbywa się z woli przywódców podczas pełni księżyca, kiedy trwa rozejm" - tak brzmi dzisiaj. Jeżeli starałeś się wystarczająco, domyślisz się, jak brzmiała wcześniej. Aha, to nie jest zasada numer dwa, to jedenasta. Możemy wrócić do omawiania w oryginalnej kolejności, chyba że masz jeszcze jakieś pytania.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Aj no i cały misterny plan na nic. – westchnął cierpiętniczo. – A ja tylko próbowałem wykazać się uprzejmością, skoro ciebie naszło na takie cofanie w przeszłość. – chętnie zrzucił winę na rozmówcę, jednocześnie samemu sobie dorysowując aureolę. Zmieniający krajobraz niewiele go interesował, umówmy się. Większość tych terenów zdążył już obejść, a nawet jeśli by skręcili w nową, nieodkrytą ścieżkę, jakie były szanse, że byłaby ciekawsza od rdzawej sylwetki tuż obok? No właśnie.
– Pan marudaa. – rzucił pod nosem, chociaż jedynie pozornie ściszył ton by umknąć uwadze ciemnych uszu. Bo tak jak Orion potrafił poprawnie zinterpretować moment bezlitosnego morderstwa tematu (próby reanimacji były bezcelowe), tak wymaganie od niego by darował sobie zupełnie otwieranie pyska, nawet dla niewiele wnoszącego komentarza, zakrawało o znęcanie się.
– Polecam się. – błysnął kiełkami w szerokim uśmiechu. – Ale nic takiego nie wie, nie zaprzątaj sobie tym swojej ślicznej główki, potrafię nie udzielić nawet pół konkretnej informacji jeśli nie chcę. – powinien mieć tego świadomość na tym etapie znajomości, no nie oszukujmy się. Wciąż nie przeszkadzało to cynamonowi w podkreśleniu faktów.
– Och, to byłaby taka piękna przestroga, gdyby tylko ci posłuszni terminatorzy również tak nie kończyli, bo nie nauczyli się nigdy podejmowania własnych decyzji. – kim byłby Orion, gdyby nie skorzystał z okazji do podkreślenia, że nie tylko zbuntowane jednostki były narażone? Że życie w klanie zmuszało do zduszenia w sobie egoizmu, który pomagał przetrwać? – Ranisz sugerując, że nie słuchałem uważnie każdego słowa. Otóż wcześniej zgromadzenia przypadały co księżyc i składano Gwiezdnym na nich ofiarę z młodego terminatora z każdego klanu dla zachowania przyjaznych stosunków. Jednak zbyt prędko zmniejszało to liczebność klanów i konieczne było ograniczenie tego typu spotkań. Widzisz? Wszystko pięknie zapamiętane, można wracać do drugiego punktu.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Mnie naszło - mruczy z ironią. - Bez twojego najmniejszego wkładu.
Liczba skałek zaczyna się zmniejszać, aż oficjalnie ich terytorium pozostaje w tyle i wesoły pochód wstępuje na Ukryty Pagórek. Jaśniejący Płomień nie zatrzymuje się, ale wykorzystuje wygodny punkt widokowy, aby rozejrzeć się za ewentualnymi zmianami w krajobrazie. Wszystko po staremu. Ani piorun nie uderzył w środek Bzyczącej Polanki, ani nie złamała się żadna z Szarych Topoli, wstępując na ich ziemie, ani nawet lis nie rozgląda się za przekąską. Sielanka.
- W to nie wątpię. - Wszystko rozchodzi się o te chęci, hm? Bury śmie przypuszczać, że Orion sypie informacjami wedle kaprysu, któremu daleko do rozsądnego dysponowania cennymi zasobami. Jakie istnieją szanse na zrobienie z piórka na wietrze zaufanego wojownika? I dlaczego, choć sięgają zera, nadal są większe od szansy na przekonanie władzy wichru co do tego, kogo tak chętnie goszczą na swoich włościach?
Łapie się na tym, że przyspieszył kroku. Zwalnia, najpierw trochę, później jeszcze odrobinę. Docierają do Podmokłego Brzegu, a nadal są w lesie w kwestii omawiania kodeksu. Nie będą ciąć kilka krótkich zasad na dwa dni tylko dlatego, że Azaliowa Łapa nie potrafi nie wybiegać na poboczne tematy, ale wolałby uniknąć sytuacji, w której kończą patrol, a omawianie wciąż trwa.
- Mówisz o kimś konkretnym? - pyta, unosząc brew, jednak jego zainteresowanie jest raczej znikome. - Cóż za szkoda, że coksiężycowe zgromadzenia nie są dłużej kultywowane. Może młodego stażem terminatora od biedy by przyjęli. - I bez dosłyszalnej przerwy dodaje: - Zasada numer dwa brzmi: "nie poluj i nie wstępuj na teren innego klanu".
To będzie długi dzień.
***
To nie tylko długi dzień. To długie dni, księżyce, wreszcie pełen obieg pór wspólnych treningów - a dłuższy od tego staż ex-samotnika w klanie wichru. Wszelkie założenia Jaśniejącego Płomienia runęły szmat czasu temu, równie niespostrzeżenie jak to, kiedy regularne wyjścia na Wyjące Wzgórza, początkowo postrzegane jako krótki epizod do przeczekania, zmieniły się w rutynę, stały element życia. Orion nie znudził się własną grą. Nie zniknął bez śladu, w przeciwieństwie do wielu innych kotów. Nie zaliczył śmiertelnego w skutkach spotkania z drapieżnikiem. Jednocześnie nigdy nie wykazał chęci stania się w klanie kimś więcej; gdyby mu zależało, dawno poprosiłby o zmianę mistrza, a Iskra z entuzjazmem przyklasnęłaby temu pomysłowi. Zwęszyłaby okazję jak wtedy, po powrocie Mglistej Łapy.
Trwanie twardo przy swoim coraz bardziej przypomina zatapianie się w pajęczej sieci.
Syn Czerwonego Pazura jednym stanowczym ruchem przylizuje krótką sierść burej części łapy. Typowo dla siebie, oczekuje terminatora na ziemiach treningowych na trochę przed umówioną porą. Z samego rana - po pierwsze w imię dyscypliny, po drugie ze względu na bezlitosną pogodę. Słońce będzie dzisiaj ich wiernym towarzyszem, nie muszą iść za ciosem i od razu pchać się w najgorsze upały.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Każdego poranka w Skręconym Pniu, Orion odnosił wrażenie, że otaczające go ściany przesuwały się odrobinę bliżej. Ignorował to. Tak samo jak wiążący się z tym niepokój ściskający mu gardło. Na tym etapie świadomość nieuchronnej zguby była oczywista. Nie był głupi. Wiedział, że potrzebował zmiany, jakiejkolwiek odskoczni od rutyny, nim zmiażdżą go zbliżające się ściany.
Idąc w stronę Wyjących Wzgórz, potrafił jednak z przekonaniem stwierdzić, że nie byłaby to najgorsza możliwa śmierć. Że był z nią na tyle pogodzony, że mógł zaryzykować zwlekanie z ucieczką do ostatniego możliwego momentu. Że nie będzie szczerze zawiedziony, gdy okaże się, że spóźnił się z nią.
Dzisiaj wyjątkowo powstrzymał się od zbierania całego bukietu. Po drodze zerwał jeden, najzwyklejszy kwiat rumianku. W imię rutyny, bo czemu by się nie przykładać do czegoś od czego wkrótce umrze? Instynkt przetrwania? Nie znał.
Dlatego też, jeśli nadarzyła się sposobność, zaczepił łodyżkę za ciemnobrązowym uchem. Jeśli jednak nie miał szczęścia i jego przybycie zostało zawczasu odnotowane, po prostu upuścił kwiatka przed łapami Jaśniejącego.
– Czemu od razu nie spotykamy się nocą? To by była niewielka różnica od tej okrutnej pory. – zagaił w ramach powitania, przeciągając się tuż pod ceglastym nosem i ziewając leniwie. Jakby obudził się zaledwie moment temu i w półśnie przywlókł na pagórki. Jedynie starannie ułożona jasna szata zaburzała jego wizerunek niesłusznie i przedwcześnie wyrwanego ze snu terminatora.