Pogoda uległa... cóż, dość drastycznej zmianie, przez co wczesne treningi przestały być sposobem na przetrwanie, a stały się wyzwaniem, gdy świat dookoła otulała poranna mgła. Ale mleko się rozlało, Łabędź umówił się już ze swoją najmłodszą terminatorką i nie wypadało nagle zmieniać planów, prawda? Takie już było życie kotów w dziczy; to oni dostosowywali się do natury, a nie ona do nich. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
Dlatego syn Płonącego Świtu, z każdym ciepłym oddechem wydmuchując z siebie niewielką, białą chmurkę, wraz ze wschodzącym słońcem zajrzał do Zrośniętych Drzew, gdzie spodziewał się zastać srebrną koteczkę. Nie wchodził zbyt głęboko do środka, jedynie wepchnął głowę w przestrzeń między drzewami i rzucił niegłośno, świadom drzemiących terminatorów:
— Rozmarzona Łapo?
Po czym wycofał się w nadziei, że jego uczennica nie tylko już nie spała, ale siedziała u siebie z pełnym brzuchem oraz w pełnej gotowości na trening; a więc także z uszami wyczulonymi na najdrobniejszy szelest.
Świat czasami lubił sobie drwić z kotów. Gdy wkraczasz na nową ścierze życia, a co oznacza nowe zajęcia, to akurat pogoda staje się znośna, by wychodzić. Z jednej strony to dobrze, bo tak to na treningu nie będzie musiała się męczyć, nawet jeżeli od rana jest bardziej sennie, z drugiej — przez te poprzednie upały prawie że nie mogła wychodzić z kociarni i zwiedzać. Może teraz nadrobi jako terminator, nawet jeżeli nadal dziwnie czuła się z tą rangą. Potrząsnęła jednak swoją główką, nie warto o tym myśleć, ma się cieszyć i przede wszystkim — dokończyć swoje śniadanie wedle poleceń gwiazdy! Gdyż znów zaczęła odpływać myślami przy jedzeniu jak to miała w tradycji. Czasami to było związane z tym, co ma się stać, a czasami nawet nie. Także wzięła kolejnego porządnego kęsa większej rybki, którą wybrała i w mgnieniu oka skończyła.
A teraz pozostało czekać, o ile dobrze pamiętała — gdyż nie było chyba umówionego miejsca, tylko miała zjeść i wyspać się prawda? Zaczęła już wątpić w to, co pamiętała, szczególnie jak nie mogła nikogo o to spytać. Nie no, musi dobrze pamiętać, inaczej by powtarzała sobie w głowie miejsce spotkania. Tak więc leżała sobie spokojnie w Zarośniętych Drzewach, rozmyślając, patrząc jak liście lecą, aż nie usłyszała znajomego głosu. Od razu uszy kotki, jak i głowa podniosły się do góry. - Jestem - odpowiedziała uśmiechnięta, już stojąc przed legowiskiem terminatorów, a tym samym przed mistrzem. Jej dwa razu nie trzeba było wołać — szczególnie że po to wcześniej wstała, aby i zjeść i nie zapomnieć. - Wyspałam się, zjadłam i mam ogólnie energię na trening! - dodała jeszcze dla upewnienia, że wykonała swoją pracę domową.
oh,xxtravelerxxcomexxandxxbexxatxxease flyabove theheavens andswimbelow the seas allxxofxxyourxxchoicesxxarexxyoursxxtoxxuse traveler,xxwhatxxdoxxyouxxchoose? ✦xx✧xx✦
Odwzajemnił uśmiech — nie dało się nie uśmiechać, widząc ten zapał do rozpoczęcia treningu. Terminatorka nie zapomniała też o jego wytycznych, wobec czego nic nie trzymało ich w Obozie. Mogli ruszać bez zbędnej zwłoki.
— Bardzo mnie to cieszy — odparł wesoło. Machnął głową w stronę wyjścia i niespiesznym krokiem ruszył ku niemu, oglądając się na kotkę. — W takim wypadku przejdziemy się na Koci Grzbiet, co ty na to? To tam odbywać się będzie większość naszych spotkań, dlatego dobrze będzie od razu cię z nim zapoznać. Och, a jak już o wychodzeniu gdziekolwiek mowa, chciałbym cię prosić, byś nie opuszczała Obozu bez wojowników, możemy się tak umówić? Przynajmniej dopóki nie nauczysz się walczyć i polować, wolałbym wiedzieć, że poza Obozem jesteś w towarzystwie doświadczonych kotów.
Świat był okrutny. Pełen zagrożeń, przed którymi nie zawsze dało się uciec. Pełen niebezpieczeństw czekających na ten jeden nierozważny — a może tylko pechowy — ruch. Wiedział o tym aż nazbyt dobrze, jednak młodziutcy terminatorzy zwykli nie zdawać sobie sprawy z powagi sytuacji i dawali się pchać przez typowy dla ich wieku zew przygody. Łabędź bardzo się obawiał, by ten zew nie doprowadził do kolejnej tragedii. Nie dało się wiecznie unikać zagrożenia, ale o stokroć wolał, aby Rozmarzona Łapa była na nie przygotowana, gdy stanie z nim pysk w pysk.
— Pomyślałem sobie, że zrobilibyśmy sobie dzisiaj patrol — zobaczysz nasze ziemie, a przy okazji pogadamy i lepiej się poznamy, nim przejdziemy do bardziej wymagających, fizycznych zadań — zarzucił luźną propozycją. — O ile oczywiście łapy cię nie swędzą, by już teraz dorwać jakąś piszczkę albo złoić mi skórę — dodał żartobliwie.
Już wychodzili? W sumie kotkę nie powinno to dziwić, a jednak tak czy siak zdziwiło. Tyle myślała co kryje świat poza obozem, co tam można znaleźć i w końcu się tego doczekała. Nadal to było obce uczucie, jakby nie była gotowa, ale cieszyła się tak czy siak. Także skinęła głową na słowa gwiazdy i ruszyła z uśmiechem tuż za nim do wyjścia, a po chwili nawet znalazła się obok niego. W sumie to nie wiedziała gdzie powinna iść, nikt jej nigdy tego nie powiedział, ani nie miała wzoru, wiec trochę obawiała się, że źle postąpi. - Koci Grzbiet huh, w porządku! Ogólnie jest to ciekawa nazwa, taka inna niż te w obozie - odpowiedziała pozytywnie, ale też z zastanowieniem. Skąd mogła się wziąć? Czy to dlatego, że może być puchate jak grzbiet kota, czy po prostu takie małe? Niby nic, ale naprawdę zaciekawiło kotkę - I dobrze, możemy się tak umówić! - dodała szczerze na prośbę Łabędziej Gwiazdy. - Tylko jeżeli mogę spytać... nasze tereny są aż tak dzikie? Czy to znaczy, że powinnam być bardziej wyczulona? I czy rośliny mogą nawet zacząć atakować, a chmurki tu spadać? - tak mogło być to głupie pytanie, ale Marzenie pytała nie ironicznie — nie miała pojęcia, jak to wszystko wygląda poza obozem. Zawsze sobie wyobrażała wszystko na bardziej żywe, więc jeżeli potrzeba wojowników aż przy wychodzeniu, to oznacza, że nawet natura będzie mogła zaatakować prawda? Troszkę wydawała się zmartwiona tym, a nawet rozejrzała po otoczeniu dla upewnienia. Jeżeli trzeba było — mogła cały czas się nawet rozglądać, aby być bezpieczną! Aczkolwiek była też w towarzystwie mistrza, więc nie panikowała ani nic, po prostu trochę martwiła się i wolała wiedzieć na przyszłość te rzeczy. - Hah mogę poczekać na spokojnie! Lubię bardzo zwiedzać i poznawać, więc patrol brzmi bardzo dobrze - rzekła z uśmiechem, odpychając poprzednie myśli trochę. A później też lekko się zaśmiała na kolejne zdanie Łabędzia - Zgaduje, że większość terminatorów rwie od razu się do walki? - aż przekręciła lekko głowę w bok, gdyż w sumie faktycznie była ciekawa.
oh,xxtravelerxxcomexxandxxbexxatxxease flyabove theheavens andswimbelow the seas allxxofxxyourxxchoicesxxarexxyoursxxtoxxuse traveler,xxwhatxxdoxxyouxxchoose? ✦xx✧xx✦
— Prawda? — podchwycił, gdy kotka sklasyfikowała nazwę terenu treningowego jako ciekawą. — Wzięła się od kształtu Kociego Grzbietu. Przypomina zwiniętego w kłębek, śpiącego kota... Ach, zresztą oceń sama. To tam. — Wskazał naprzeciw, na znajdujące się przed nimi wzniesienie; niepokaźne, jednak znacznie wyróżniające się na tle równiny tworzącej większość terytorium Klanu Rzeki. Nie mieli do niego daleko, i gdyby nie szczelne obudowanie Obozu krzewami i drzewami, mogliby podziwiać je bez wychodzenia.
Wyraźnie się ucieszył na brak jawnego sprzeciwu — oczywiście po części ze względu na własną awersję do konfliktu (którego, jak na ironię, w jego obecnym życiu nie brakowało) oraz chęci zachowania pozytywnych stosunków z terminatorką, lecz w głównej mierze z obawy o jej bezpieczeństwo. Przed odpowiedzią na pytanie zwrotne musiał wziąć uderzenie serca zastanowienia; kłamstwo nie wchodziło w grę, co nie równało się przecież konieczności wystraszenia młodej.
— Dziękuję, doceniam to — wymruczał na wstępie, uśmiechając się lekko. — Tak, powinnaś mieć uszy i oczy szeroko otwarte. Bez obaw, świat nie staje się kompletnie inny o krok od Obozu, a zagrożenie nie czai się za każdym źdźbłem trawy. Nadal możesz ufać chmurom i kwiatom. — Puścił do niej oczko. — Ale jak zapewne zwróciłaś uwagę, znaleźliśmy się na otwartym terenie, bez wsparcia reszty Klanu. Nawet koty nie zawsze przestrzegają granic — drapieżniki tym bardziej nie dostrzegają w nich przeszkody nie do przejścia. Dlatego tak ważne są patrole. W naszym obowiązku jest minimalizować ryzyko, że borsuk, lis czy inny nieproszony gość dotrze aż do kociąt i starszyzny; do miejsca, które musi być bezwzględnie bezpieczne. Niestety poza nim zarówno polujemy, jak i ryzykujemy byciem upolowanym.
Wkrótce dotarli do celu. Tam Łabędź przystanął i obejrzał się za siebie. Minęły długie księżyce od jego pierwszych wyjść na Koci Grzbiet, a mimo to dalej potrafił docenić widok z wzniesienia.
— I proszę, jesteśmy. Chcesz się rozejrzeć, nim pójdziemy dalej? — zaproponował. Skoro zgodziła się na patrol, nie zagrzeją tu miejsca na długo, ale nikt nie bronił im zatrzymać się na trochę. — Do walki i do polowania. Mam podejrzenia, że tymi dwoma umiejętnościami łatwiej zaimponować, niż bezbłędną recytacją Kodeksu Wojownika — stwierdził z błyskiem humoru w błękitnych oczach. — Za to o wiele mniej rwą się do obowiązków poza treningiem, to jest wymiany mchu i sprzątania legowisk. Ciebie chyba nie będę musiał specjalnie pilnować?
Spojrzał na nią łagodnie. Nie przebywali w swoim towarzystwie zbyt długo, niemniej Rozmarzona Łapa wydawała mu się empatyczna i rozsądna. Szczerze wierzył, że nie będzie zaniedbywać swych powinności.
Czyżby w końcu świat, czy cokolwiek innego, przestało nękać srebrną kotkę? Miała taką nadzieję, gdyż przez ostatni czas coś ciągle się działo, co powodowało niedysponowanie do chodzenia na trening. Tu choroba, tu zatrucie, tu zapatrzenie i wypadek. Już miała wrażenie, że na dobre zadomowi się w królikarni. Pierwsze księżyce może były w porządku, ale później to już zaczęło jej się nudzić, przez to gdy tylko było jej lepiej, to starała się jakkolwiek pomagać — czy to przy wymianie mchu, czy cokolwiek innego, aby się po prostu przydać nawet w tym stanie.
Dlatego ucieszyła się, kiedy ostatnia z tych przypadłości ostatecznie minęła i jak wyszła z lecznicy, to również nagle nic się nie stało! Poszła więc jak najszybciej do Łabędziej Gwiazdy z uśmiechem, aby powiedzieć, że chyba w końcu będzie mogła kontynuować trening oraz aby umówić miejsce i porę o jakiej mają się spotkać. Gdy to też było jasne, to zjawiła się tam, gdzie się umówili — bądź też poczekała na przywódcę — ciągle powtarzając to wszystko jak mantra w głowie, by nie zapomnieć. Stresowała się trochę, że coś wypadnie znów i że jest strasznie do tyłu z wszystkim, ale jednocześnie próbowała odganiać te myśli, rozglądając się po otoczeniu oraz utrzymując lekki uśmiech na pysku. Co okazało się dobrym pomysłem, gdyż skupiła się na wietrze, który niósł za sobą małe płatki śniegu. Było coś w nich fascynującego i hipnotyzującego dla terminatorki, przez co również szybko zleciał jej tak czas.
oh,xxtravelerxxcomexxandxxbexxatxxease flyabove theheavens andswimbelow the seas allxxofxxyourxxchoicesxxarexxyoursxxtoxxuse traveler,xxwhatxxdoxxyouxxchoose? ✦xx✧xx✦
Łabędź mocno martwił się o swoją terminatorkę, której od czasu rozpoczęcia treningu więcej nie było niż było. Oczywiście jakiekolwiek wyrzuty w jej stronę to ostatnie, o czym myślał, jednak ileż razy takie przedłużające się pobyty w lecznicy kończyły się źle? Przykłady można mnożyć, i bardzo nie chciał, żeby równie przykry los spotkał Rozmarzoną Łapę.
Nic zatem dziwnego, że bycie zaczepionym przez nią w sprawie treningu wywołało w nim falę podszytej ulgą radości i zaraz zaproponował czas oraz miejsce — mogli wznowić spotkania od następnego południa, zobaczą się przed wyjściem z Obozu.
I istotnie, zobaczyli się, terminatorka przez noc nie zmieniła się w śnieżny puch, nie zachorowała, ani nic innego nie pokrzyżowało im planów. Cóż, może jedynie rozmowa z powracającym patrolem sprawiła, że odrobinkę się spóźnił, lecz nie zajęło to długo!
— Dzień dobry, już jestem — przywitał się ciepło, stając u boku córki Rozbitej Tafli. — Wybacz, że musiałaś czekać. Jak się czujesz? Cisowa Gałązka wypuścił cię z lecznicy, więc nie mam wątpliwości, że możesz iść na trening, ale... Coś przyszło mi do głowy. Trening nie zawsze musi odbywać się na zewnątrz, prawda? Moglibyśmy przycupnąć sobie gdzieś w Obozie i porozmawiać o Kodeksie Wojownika, przynajmniej nie wystawiałabyś się na wiatr.
Spojrzał na nią z zatroskaniem. Nie zdziwiłby się, gdyby siedzenia miała po dziurki w nosie i może dotąd cieszyła się na możliwość zasmakowania wolności — w takim wypadku oczywiście nie zamierzał twardo stać przy swoim, ale może akurat...