Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Nie udało się ustalić niczego z młodszym bratem zaraz po zakończeniu ceremonii, bo tak jak rodzeństwo (i przypadkowa dzieciarnia) obsiadło Szafirka na początku, tak po mianowaniu rozmyło się w powietrzu. W trakcie ogłoszeń o tym terminatorze z Klanu Wichru zapewne, wtedy Szczerbata Łapa zniknął, a buremu pointowi udało się go odnaleźć dopiero wieczorem, przy stosie zwierzyny. Nie żeby aktywnie go szukał przez cały ten czas, ale... no właśnie. Zapowiedział, że będzie czekał na niego następnego dnia o świcie koło wyjścia z obozu.
I właśnie tu się znajdował. Koło wyjścia z obozu. Dnia następnego. O świcie. Językiem rozplątał kołtuny w puchatej sierści i ziewnął potężnie, czekając aż zjawi się czarny kocurek.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Szczerbatek się spóźnił. Trochę bardziej niż o świcie. Z początku kompletnie zapomniał, że teraz będzie go czekało coś w stylu, hmm, obowiązków. Przynajmniej tak to nazywała Ciemna Mordka. Potem, gdy już sobie przypomniał, że faktycznie Szafirkowy Pyłek coś tam mu mówił, że coś tam o świcie, coś tam koło wyjścia z obozu. Albo mu się to może przyśniło...Nie zaszkodziło mimo wszystko sprawdzić, czy starszy brat faktycznie tam nie siedzi.
No i siedział.
- Dobra, możemy to zrobić HU-HU szybko i mieć to z głowy czyyyyyy będziesz to specjalnie przeciągał? Ja wolę HU-HU szybko, zostanę wojownikiem i może dostanę fajne wyczesane w dechę imię jak na przykład... - zamyślił się, a następnie przybrał dynamiczną pozę, poruszając się szybkimi ruchami wokół wojownika. - SZYBKI KIEŁ. Bo jeśli dalej będę wyszczerbiony jakiś niedorobiony to chyba umrę - westchnął głęboko i padł na ziemię tuż przed bratem. - Albo może CZARNA WRONA. Wrony są fajne. Albo taki nietoperz albo te. Te takie duże pająki, co nie? No, wiesz jakie. Zresztą nieważne, cokolwiek byłoby super.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Liczył na to, że młodszy brat zjawi się o czasie. No i się przeliczył. Jednak nim zdążył uznać tak na oko, że spóźnienie już jest ogromne i nie ma co łudzić się, że młody się dzisiaj zjawi, czarna sylwetka wyskoczyła z legowiska terminatorów. No i od razu zaczął nawijać. Z jednej strony dobrze – cieszyło, że miał energię o tak wczesnej porze. Z drugiej strony jeśli jego energia utrzyma się na tym poziomie przez cały dzień, to bury point niechybnie wróci z tego treningu ze srogim bólem głowy.
– Jak wolisz szybko, przychodź na czas. – zasugerował na sam początek, całkiem neutralnie. Podniósł się, otrzepał sierść i ruchem łba wskazał leżącemu wyjście z niemym ruszajmy. A gdy już się wytoczyli z obozu, mógł wrócić do poprzednich tematów. – Możemy szybki, intensywny trening. Jeśli dasz sobie radę. – z młodszego rodzeństwa zdążył poznać jedynie Siniak, więc nie miał pojęcia jak to tam ze Szczerbatkiem wygląda, może był jak Skalista Łapa i rzeczywiście sprawne przebrnięcie przez materiał było osiągalne? Z synem Skrzącego Słowa zostały już im jedynie powtórki, więc Szafirek powoli zaczynał rozważać rozmowę z Łabędziem o gotowości Skały do mianowania. Z naciskiem na powoli. – Jak chcesz konkretne imię możesz porozmawiać z wujkiem. Znaczy z przywódcą. Raczej się zgodzi na Szybkiego Kła. Nie umie odmawiać. Albo nie lubi, nie wiem. Ale. Nie lubisz tego imienia? – uniósł brew w zdziwieniu, obserwując młodego kątem oka. To była dla niego abstrakcja, tak po prawdzie, nie przepadać za swoim imieniem.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Mogę przychodzić na czas, jeśli 'czas' to nie będzie ŚWIT - odpowiedział, robiąc nacisk na ostatnie słowo. Naprawdę nie uważał, żeby pierwsze słońce to były gwiezdne godziny, by rozpoczynać jakikolwiek wysiłek. Chyba że wystarczyłoby biegać ósemki albo rozmawiać o tym, jak połowa szczupaka to 1/2 całego szczupaka, nic wymagającego myślenia, bo Szczerbatek wie z doświadczenia że to boli w mózg.
- Phaaa, ja nie dam rady? Phaaa - zadrwił, otrzepując się ze śniegu, który co jakiś czas przyklejał mu się do futra, ponieważ młody terminator znalazł sobie zabawę w skakaniu przez zaspy, kiedy szedł za bratem.
Zatrzymał się na chwilę, jakby nie rozumiał pytania Szafirka. - Poważnie pytasz? Gościu, ty się nazywasz Szafirkowy Pyłek, to ja się nie dziwię że cię to dziwi - westchnął i podbiegł, przecinając drogę Mistrzowi, by stanąć tuż przed nim. - Czy ty widzisz żebym był szczerbaty? - otworzył szeroko pysk, prezentując uzębienie - bo ja nie widzę. To znaczy, wiadomo że nie widzę ale rozumiesz tak. Poza tym, słyszałeś jakie tam były imiona na ceremonii? Kwitnący Jaśmin, albo ten Szalejąca Zamieć. Jest nawet Szpon! On na wojownika pewnie dostanie jakiegoś morderczego szpona i będzie mnie tylko denerwował, a ja dostanę jakiegoś Szczerbatego Zęba albo coś. Jak to brzmi w ogóle! Ząb nie może być szczerbaty, nie? Tylko te. Miejsca w mordzie. Albo morda sama.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– W porządku. O której chcesz treningi? – spytał od razu, by mieć wszystko ustalone i z głowy. Tak długo jak będą się spotykać o konkretnej porze, nie miał problemu z przesunięciem ich w odleglejszą część dnia. Chyba że pójdą polować na ryby, wtedy jednak wycieczka o świcie byłaby wskazana. Albo przed, skoro trzeba było dotrzeć na miejsce jeszcze.
Gdy Szczerbatek zaprezentował stan swojego uzębienia, Szafirkowi nie pozostawało nic innego jak nachylić się by przyjrzeć się wszelkim (nieistniejącym) ubytkom w rozdziawionej paszczy.
– Faktycznie. Nie jesteś. – potwierdził. I jak się tak nad tym zastanowić to młodsze rodzeństwo miało trochę... dziwne imiona, to trzeba było przyznać. Lwia część pierwszego miotu została nazwana po kwiatkach i innych roślinkach, poza dwoma wyjątkami, więc ciężko było zrozumieć co poszło nie tak w przypadku drugiego. Wojownik nie spodziewałby się takiej inwencji twórczej po ich matce. Ciemna Mordka w życiu by tak nie nazwała przecież swoich dzieci. Potężny Strumień? To również wydawało się nieprawdopodobne. Topniejąca Łapa? Może... ale przecież jego nie było w czasie porodu i nazywania kociąt. To ci zagadka. Z rozmyślań wyrwało go pytanie, więc zaraz na burym czole pojawiła się głęboka bruzda. – Ząb nie może. Szczerbaty to brak zęba. – odpowiedział zgodnie ze swoją wiedzą. I powtórzył raz jeszcze to co zasugerował moment temu. – Porozmawiaj z wujkiem. Że chcesz inne imię. Teraz. Albo jako wojownik.
Jeśli aż tak mu nie leżało i się nijak nie utożsamiał ze Szczerbatą Łapą to niech idzie prosić o zmianę, czemu nie. Szafirek ogólnie by nie namawiał, bo jeszcze mamie będzie przykro, że Szczerbatkowi nie podobało się imię przez nią nadane, ale... no właśnie, to nie brzmiało nawet jak coś co ona by wymyśliła. Wziął głęboki wdech. Koniec pogaduszek, do rzeczy.
– Idziemy na Koci Grzbiet. Tam odbywają treningi, więc zapamiętaj trasę. Będziemy tam spotykać zwykle. Miałeś nauki?
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Bo ja wiem. Może być troszkę później niż o świcie, co nie? Poranek dalej mi tam pasuje - przyznał. Szczerze był pewien, że jest w stanie przychodzić na czas, jeśli przyśpieszy to jego trening. Z drugiej strony miał obawy, że znudzi się za szybko, a przyswajanie wiedzy będzie zbyt mozolne i ciężkie jak na jego umysł, co tylko wydłuży spotkania z Szafirkiem. Nie żeby coś do niego miał, swój gość, tylko Szczerbatek w życiu potrzebuje chyba kogoś bardziej.
- Wiem, że to brak zęba! Przecież o tym mówię, nie? A wszystkie zęby mam, nie? Nie odpowiadaj na to. - westchnął i pokiwał głową na powtórzoną propozycję brata. - Może jest to jakaś myśl, zaczepię go - zgodził się. Mimo, że szanował swoich rodziców, na swój sposób, tak nie uważał, że imię to coś, czego powinien był się trzymać tylko dlatego, że nadało mu je któreś z nich. Może i starsi, może i rodzice, ale wcale nie wiedzą lepiej od Szczerbatka!
- Eeh, coś tam miałem, coś tam rodzice mówili. Ale tak średnio się skupiłem, wiesz? Bo, wszystko super, fajnie tak, ale skoro i tak muszę tego się dowiadywać teraz, to po co brać jakiś....no wiesz, czynny udział, nie? Bo to jest tak, jakby, no wiesz, ciało twoje szło. Tam, na te nauki, nie. Ale oczy widzą jakby co innego. W sensie, no wiesz, myślisz sobie o czymś fajnym, a reszta robi co trzeba i bajlando.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– To może. Wychodźmy na trening jak rusza poranny patrol? – zaoferował by mieli jakiś konkretniejszy odnośnik w tym poranku. Coś bardziej precyzyjnego niż cały okres od pojawienia się słońca aż do jego dotarcia na szczyt nieba.
Pokiwał tylko na zgodę łbem, gdy młody się oburzył. Ogólnie bez sensu, że pytał skoro nie chciał odpowiedzi, ale w porządku, Szafirek będzie od tej pory bardziej uważać na kontekst, ton i... i miał nadzieję, że będzie mu się udawało dobrze wstrzelić z tym kiedy odpowiedź będzie oczekiwana.
Zmarszczył czoło wsłuchując się w tłumaczenia kocurka, a z każdym kolejnym słowem bruzda jedynie się pogłebiała. Starał się zrozumieć o co mu chodziło, ale ciężko, oj ciężko. Ale chyba wiedział najważniejsze. Szczerbatek nie wyniósł ze swoich nauk nic konkretnego. W porządku, poradzą sobie jakoś.
– A wiesz czego się uczy na treningu? – spytał kontrolnie, chociaż zamiast czekać na odpowiedź zaczął wymieniać przykłady. – Kodeksu, polowania, granic i terenów. Łowienia, pływania. Rang. I inne. Czego chcesz dzisiaj uczyć?
Zależało mu na tym by jakoś się dogadać z bratem, więc mógł mu odstąpić wybór od czego zaczną.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Niech będzie - zgodził się ostatecznie. Czas ustalony, chęci do treningu brak, ale pewnego rodzaju motywacja żeby skończyć jako pierwszy gdzieś się gnieździła w głębi umysłu młodego terminatora. Zdecydowanie miał nadzieję, że da radę prześcignąć Siniak. Nie wiedział nawet, czy jej zależało na tym, a jednak chciał utrzeć jej nosa. Nawet jeśli jej to nie zaboli, tak on odczuje satysfakcję.
- WALCZYĆ CHCĘ WOOO!! - wykrzyczał, zakładając że MUSZĄ walczyć na treningach. Co to jest wtedy za trening bez walki? - A jak nie to chociaż polowanie!!
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– To może polowanie. – wybrał mniejsze zło skoro również wchodziło w grę. Taka pora, że Rzece zdecydowanie przyda się jak najwięcej kotów potrafiących zdobywać pożywienie. Walką będą mogli zająć się w następnej kolejności. – Na początek pozycja łowiecka. Patrz. – ugiął łapy i zrównał łeb oraz ogon z linią grzbietu, a następnie zrobił tak kilka kroków nim się wyprostował. – Do tego uważaj pod łapy i idź pod wiatr. To podstawy skradania. Poza tym. Jest zasada. Mysz cię wyczuje, królik usłyszy, a ptak zobaczy. Ptaki mają dobry wzrok, ale tylko jak coś się rusza. I są głupie. Więc trzeba się ukrywać za krzakami, trawami. Albo zastygać w bezruchu jak patrzą w twoją stronę. Tyle starczy by je oszukać. Króliki i zające mają dobry słuch. Słyszą nawet jak oddychasz. Więc trzeba wyciszyć oddech. Możesz oddychać przez pysk, to jest cichsze. Zasada z myszami... dotyczy każdej innej zwierzyny. Jaszczurki, węże, krety, wszystkie gryzonie. Trzeba przenieść ciężar na tylne łapy. Pytania?
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Hmmm, to chyba na ptaki najlepiej, co? W sensie, są głupie. No i jeśli są na ziemi i się zatrzymam to mnie nie widzą, tak? Więc wystarczy się nie ruszać aż przestanie patrzeć i SIUP, mamy jedzenie? - dopytał. Coś miał wrażenie, że mu się wszystko nie klei. - Za łatwe się to wydaje. Dawaj jakieś wyzwanie! Ptak widzi tylko jak się ruszam, te gryzonie i inne nie słyszą jak oddycham mordą, coś tam, brzmi sensownie chyba. Tylko po co przenosić ciężar na tylne łapy? W sensie żeby szybciej pobiec czy coś? - okazuje się, że polowania brzmią faktycznie ciekawie, a tak się bał że umrze z nudów z Szafirkiem. W sumie wszystko przed nim. - Albo czekaj czekaj - zatrzymał go, jeśli chciał odpowiedzieć i ugiął łapy pod sobą, zniżając łeb, robiąc kilka kroków. - Tak wyglądała ta pozycja? Coś takiego?
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Zwykle tak. Ale wiatr może zmienić kierunek. I wtedy ptak ciebie nie zauważy, fakt. Ale wyczuje. I może odlecieć na wszelki wypadek. Bo nie chce być zjedzony. – uzupełnił, żeby przypadkiem Szczerbatek nie myślał, że to jest takie hop siup złapać ptaszysko i że szanse na powodzenie wynoszą sto procent. – Króliki i zające nie słyszą jak oddychasz przez pysk. Gryzonie nie wyczuwają jak ciężar na tylnych łapach. A przenosi się, bo... – zamyślił się na moment. W sumie racja, dlaczego? Już dawno się nad tym nie zastanawiał. Działało? Działało, no to po co drążyć temat. Ale pamiętał, że było mu to tłumaczone. – Gryzonie są blisko ziemi. Wyczuwają twoje kroki. Jak przeniesiesz ciężar na tylne łapy to myślą, że jesteś pół kota dalej niż rzeczywiście. To pomaga. – dopowiedział jeszcze nim rozmowa wróciła do pozycji łowieckiej. Przyglądał się kocurkowi przez moment, ale niestety nie obyło się bez uwag. – Jeszcze ogon. Ogon i głowa równo z grzbietem.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Hmmmm. Mhmmmmm. Mhm. Mhm!! Ok.
Wcale nie miało to sensu, bo tak naprawdę trzeba było uważać na wszystko! Usłyszą, zobaczą, wyczują. Ptak niby widzi, ale niby nie, ale tak naprawdę może wyczuje! Z początku wszystko plątało się Szczerbatkowi w głowie, choć im dłużej nad tym myślał, tym bardziej zaczynał łączyć kropki i dopowiadać sobie fakty. Jak trzeba zapamiętać to zapamięta, ale czy się zastosuje to inna bajka. - Aha. To ma sens chyba.
Pokiwał głową, by następnie poprawić swoją pozycję, zrównując łeb i ogon z grzbietem i ponownie robiąc kilka kroków. - I co, to wszystko? Dobrze, jedziemy dalej! Będziemy mieć jakieś polowanie takie w terenie?
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– To wszystko, tak. – potwierdził, uprzednio jeszcze komentując samą pozycję, która była już całkiem całkiem. Zaś co do polowania. – Tak, będziemy. Jak dotrzemy do Ptasich Krzewów. Tam sporo ptaków, niezależnie od pogody. – wyjaśnił tylko tyle póki co, gdy truchtali przed tereny. Po pewnym czasie ich oczom ukazało się specyficzne wzgórze (i jedno z nielicznych wzniesień na ich płaskich terenach), więc Szafi poinformował, że właśnie na jego szczycie będą się spotykać od jutra. I że Koci Grzbiet był miejscem, gdzie odbywała się większość treningów. Niewiele później dotarli do ośnieżonych krzewów. – To tutaj. Możesz ruszać, ja będę w pobliżu. Spróbuj upolować dwie piszczki.
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Hm, no dobra, ty tu rządzisz szefie złoty - zgodził się i podreptał, trzymając się w miarę blisko Szfirka. Dotarcie na Koci Grzbiet nie trwało długo, co było akurat pozytywnym aspektem. Szczerbatek nie będzie musiał długo iść sam z własnymi myślami, szczególnie że niewiele ich miał, a głucha cisza nie była czymś, czego by chciał.
- Co? Już teraz? - zmieszał się. Nie, że nie dałby rady! Nie chciał się mimo wszystko zbłaźnić. W końcu różne są sytuacje i może mu się nie udać (nie z jego winy!!!) albo gdzieś wpadnie albo się potknie (również nie z jego winy!!!). - No dobra. Jedziemy z tym - wziął wdech i wytężył umysł, by przypomnieć sobie pozycję łowiecką, której jeszcze niedawno uczył go Pyłek. Zgiął łapy, zniżył łeb i zrównał z grzbietem, początkowo zapominając o ogonie, ale chwilę później poprawiając ustawienie ciała.
Ruszył przed siebie, starając się już teraz oddychać przez pysk, chcąc być przygotowanym na cokolwiek (trzeba się pochwalić że się coś jednak pamięta), nasłuchując i węsząc za ewentualną ofiarą.
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Już teraz. – potwierdził po szafirkowemu. Spokojny i totalnie głuchy na namacalne wręcz zmieszanie w głosie młodego. Nie żeby specjalnie oczywiście, ale...
Na szczęście Szczerbata Łapa się nie zapierał, że w sumie to jednak nie chce dzisiaj polować i że wolałby porobić coś innego, więc Szafirkowi pozostawało jedynie przyglądać się jak ten wyrusza przed siebie (na początku zapomniał o obniżeniu ogona, ale zaraz sam się poprawił i point nie musiał nic mówić, miło).
Szczerbatek wyruszył nasłuchując, węsząc, wypatrując i parę miniętych krzewów później dotarł do niego chrobot mysich zębów o jakieś nasionko czy inne twarde jedzonko. Gryzoń krył się w cieniu rzucanym przez łyse gałęzie pobliskich chaszczy i liczył na brak towarzystwa.