Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Łagodne słowa Rzecznego zastępcy i jego zrozumienie trochę go ułagodziły. Gwiazda jeszcze sobie poprychał, postroszył się z gniewu, po czym podszedl z powrotem do wody. Dobrze, że Ogniste Serce się z nim zgodził, bo ryby naprawdę były upierdliwe i głupie. Przycupnął z powrotem przy brzegu ustawiając się tak by nie rzucać wody i znieruchomiał, wcześniej wrzucając do wody samą końcówkę ogona, głównie kłaki, żeby nie poczuć zimna. Tym razem milczał, minę miał bardzo zaciętą, zęby zaciśnięte. Wpatrywał się w rzekę tak jakby chciał jej dać w pysk i chyba zaczął ją traktować jako swojego przeciwnika do pokonania.
xxxxGwiezdna Łapa wrócił udobruchany nad rzekę. Najwyraźniej wrócił z nową motywacją i ewidentnie ogromną chęcią złapania jakiegoś kąska. Tym razem nie musiał wcale długo czekać, najwyraźniej ryby nie zauważyły, że coś się dzieje na górze i wcale się nie spłoszyły. Do ogonka Gwiezdnej Łapy podpłynęła dużo większa ryba od tej, która uciekła mu poprzednim razem. Ogniste Serce, który podszedł bliżej, by obserwować taflę wody od razu rozpoznał, że była to płotka. Terminator jednak nie zaznajomiony z kształtem ryb mógł jednak nie wiedzieć, na co teraz poluje. Czy wiedział czy nie, nieważne - miał swoją szansę!
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Ten brak przekleństw chyba pomógł, ryba pojawiła się szybciej niż wcześniej. Zapatrzył się na nią starając sie ocenić czy to mógł być zębaty szczupak, zagrożenie od którego powinien uciekać, jednakże... rybka nie wyglądała groźnie i wydawała się mieć pyszczek pozbawiony czegokolwiek groźnego. Chyba już by zobaczył jej zęby gdyby je miała. Zaczekał aż podpłynie bliżej i uderzył łapą z wysuniętymi pazurami podobnie jak poprzednio chcąc ją wyrzucić na brzeg i tam dobić.
xxxxGwiezdna Łapa, ponownie jak poprzednio, zdołał pochwycić w pazury swoją zdobycz. Ta wywijała się dziko i walczyła o życie, chcąc wrócić do wody. Odbiła się od łap kocura, jednak ten był sprytniejszy - nie pozwolił sobie tym razem, by jego ofiara uciekła, zostawiając go z niczym. Wyrzucił całkiem sporą płotkę na ziemię i dobił, a rybka uspokoiła się niemalże do zera, co jakiś czas pośmiertnie jeszcze ruszając płetwą. Złapał.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Prawie mu się wymknęła, czuł że niewiele brakowało. Może dlatego ze tym razem jego cel był większy udało mu się dopiąć swego.
- HAAA!! - wrzasnął triumfalnie zupełnie jakby powalił jelenia, nie małą rybkę. Nastroszył dumnie futro i zaczął głośno mruczeć nad ciałem swojej ofiary. Nastroje Gwiazdy zmienialy się prędzej niż pogoda wiosną, po gniewie i fochu nie było już śladu, teraz promieniowało z niego samozadowolenie.
- Karpi Strumień może się kryć, ma konkurencje - ogłosił ucieszony. - Co teraz?
xxxxObserwowałem uważnie ruchy Gwiezdnej Łapy. Chyba zmiana nastawienia mu pomogła, bo płotka faktycznie zderzyła się z śniegiem, na którym została zabita. Uśmiechnąłem się do niego z dumą w oczach, kiwając głową z aprobatą. - Mm, brawo! Mówiłem, to ma się we krwi - pochwaliłem go. Chciałem, by jeszcze poćwiczył - prawdopodobnie następny raz przyjdziemy nad rzekę, gdy będzie już cieplej, więc dobrze było, by zaczął ćwiczyć nową umiejętność przed sporą przerwą. Kiwnąłem w kierunku wody. - Spróbujesz jeszcze raz? Jak będziesz ćwiczył to kto wie, może to ty wygrasz Połów Rozkwitu - uśmiechnąłem się.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Trochę mu się nie chciało próbować po raz kolejny, już te pierwsze próby wystrzępiły mu nerwy jak mało co. Ale chwila, wygra? Mógł coś wygrać?
- Czym jest Połów Rozkwitu? Co się tam wygrywa? - zapytał z żywym zainteresowaniem. Wygranie czegoś brzmiało bardzo fajnie. Jeśli będzie musiał konkurowac z Karpim Strumieniem to chyba faktycznie powinien jeszcze poćwiczyć. Poczekał na odpowiedź Ognistego Serca i wrócił na brzeg: ustawił się by nie rzucać cienia na wodę, znieruchomiał i zamilkł, ponownie jak wcześniej zanurzając w wodzie kłaki z końcówki ogona. Wpatrywał się w wodę siląc się na cierpliwość. Zabawiał się w myślach wyobrażaniem jakiej wielkości rybka wynurzy się z głębin.
xxxx- Nie wiesz? - zapytałem nieco zaskoczony. Byłem pewien, że Karpi Strumień rozpaplał już wszystkim o tym, że zamierza Połów Rozkwitu wygrać. Poza tym... wyszedłem z założenia, że Mknący Strumyk opowiadał dzieciom o rzecznych tradycjach, a jednak, Bór także nie wiedział czym był Połów Rozkwitu, gdy mu o tym wspomniałem. - Połów Rozkwitu to tradycja, którą Klan Rzeki wita Porę Nowych Liści. Idziemy całym Klanem nad rzekę łowić ryby, a ten, kto złapie największą, wygrywa. Najczęściej idą nawet ci, którzy nie chcą łowić, by po prostu dotrzymać innym towarzystwa - opowiedziałem po krótce. - Jest sroga konkurencja, więc dobrze jest ćwiczyć. Karpi Strumień, jego syn, Karasiowa Łapa... poprzednim razem wygrała moja siostra, Wodny Wir, oraz Poeta. Jeśli wtedy byli tak dobzi, to aż strach pomyśleć jak jest teraz - wymruczałem radośnie, mając nadzieję, że to nieco zachęci go do łowienia ryb.
xxxxGwiezdna Łapa nie czekał wcale długo. Wpatrywał się intensywnie w wodę, a po krótkiej chwili zauważył malutkie bąbelki na tafli wody, które zdradzały terminatorowi obecność ryby. W końcu coś skubnęło terminatora za ogon.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
- Inaczej bym nie pytał - mruknął jak na dzieciaka przystało i wzruszył barkami. - Największą, tak, nie najwięcej? W takim razie muszę być silniejszy, złapię rybę większą od kota - postanowił sobie. Wizja konkurencji podziałała na niego zaskakująco dobrze, poczuł wzbierający w nim entuzjazm, choć sama wizja tłumów i kotów do towarzystwa zabrzmiała już słabiej. Wolałby spokój i zaciszne miejce.
- Co wygrywa zwycięzca? - powtórzył pytanie; kwestia nagród była dla Gwiazdy niezwykle istotna.
Później zamilkł skupiając się na łowach, a lodowata woda jakby przestała mu przeszkadzać. Albo się do niej przyzwyczaił, albo zapomniał przez Połów Rozkwitu. I tym razem zaczekał aż ryba podpłynie bliżej i zacznie go skubać. Zacisnął zęby czując szarpnięcie, wysunął pazury i trzepnął łapą wodę celując w rybę, którą planował wyrzucić na brzeg i tam dobić.
xxxxUśmiechnąłem się słysząc determinację Gwiezdnej Łapy. Będzie z niego dobry wojownik, ambitny, chętny, by pracować dla Klanu. Był kapryśny i szybko się zniechęcał, ale trzeba było wiele, by na nowo go zmotywować. Wiedziałem, że dużo osiągnie. Już teraz, a znaliśmy się ledwie parę dłuższych chwil. xxxx- Szacunek. I tytuł najlepszego łowcy w Klanie. Nieźle, co? Każdy będzie chciał się od ciebie uczyć, jeśli nim zostaniesz - miauknąłem, a potem usiadłem w ciszy, widząc, że ten ponownie zabiera się do łowienia ryb.
Z wody wyciągnął ciernika - malutką, ale jakże szybką rybkę! Panicznie ruszała się na boki w jego łapach, chcąc uniknąć śmierci, jednak... nie zdążyła. Terminator przygwoździł ją do ziemi, a krótko potem pozbawił życia. Ciernik ruszył się pośmiertnie tylko raz, nim stał się nieruchomy... już na zawsze.
xxxx- Pięknie, Gwiezdna Łapo. Jeśli będziemy ćwiczyć, na pewno będziesz mieć szansę dorównać mojej siostrze - nie mógł obiecać, że wygra, ale to, że pomoże mu się dobrze przygotować - na pewno.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
- ...Nie najgorzej - miauknął powoli. Nie było w tym nic materialnego, niemniej pozycja równiez mogła mu coś dać. Pozycja to profity, inne koty by się go sluchały, a on mógłby wyznaczyć cenę za nauczanie się od mistrza jakim się stanie. Musiał to jeszcze dobrze przemyśleć, żeby nie dać się wykorzystać, ale już teraz brzmiało to obiecująco.
Złowienie kolejnej ryby wydało mu się prostsze, przyszło mu to łatwiej niż poprzednio, a jego ruchy były już minimalnie pewniejsze. Czy to była ta wprawa, o której mówiły starsze koty?
- Już za niedługo nikt nie będzie miał ze mną szans! Będziemy to ćwiczyć codziennie? - miauknął z nadzieją spoglądając na Ogniste Serce z pazurami wbitymi w rybkę. Pomimo pierwszych ciężkich wrażeń teraz zaczynało mu się to podobać.
xxxxZaśmiałem się pod nosem. Jak sukces i jego wizja potrafiły zmienić nastawienie terminatora... - Często, obiecuję, ale nie codziennie. Chory nic nie złowisz, daję słowo, lepiej cię nie zaganiać do Królikarni co trening - zapewniłem. Nie mogliśmy nad rzekę przychodzić codziennie, były dni, które były jeszcze zimniejsze niż dzisiaj. Wtedy na pewno nie zjawimy się nad rzeką. Ale wiedziałem, że Gwiezdnej Łapie zależy, więc nie mogłem wykluczyć tego całkowicie... miałem nadzieję, że pogoda w następnych dniach będzie dla nas łagodna. xxxx- Wracajmy, musisz pochwalić się mamie co złowiłeś - wymruczałem, machając ogonem w stronę obozu. Dobrze się dziś spisał.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
- No tak, nie chcę być chory - mruknął przyznając mu rację. Gdyby Ogniste Serce powiedział po prostu nie, Gwiazda byłby skłonny się wykłócać. Tutaj chodziło jednak o jego własny interes, dlatego przyjął to bez pomruku rozczarowania, zwłaszcza że przecież mógl trenować łowienie ryb samodzielnie poza treningami.
- Co tam mama, rodzeństwu to pokażę, niech im oczy wyjdą na wierzch z podziwu - zaśmiał się pod nosem i zebrał swoje zdobycze. Chwycił je w pysk za ogony; trochę obijały mu się o pierś i będzie się musiał wyczyścić nim wróci do swojego legowiska, ale to nie miało znaczenia. Młodziutki terminator stąpał dumnie niczym paw.
xxxxRozważałem pomoc w zaniesieniu zdobyczy, ale widząc, jak dumnie kocurek idzie do obozu wiedziałem, że ten by się nie zgodził. Nie wyglądałby tak mężnie tylko z jedną rybą w pysku, a tak na pewno zrobi wrażenie! Podreptałem więc za nim z lekkim, głupim uśmiechem na pyszczku - wnuk Nocnej Gwiazdy sprawił mi wyjątkowo dużo frajdy, naprawdę... dobrze się dziś z nim bawiłem.
***
xxxxCzekałem na Kocim Grzbiecie o czasie, siedząc cierpliwie i czyszcząc sobie jedną z przednich łap. Byłem nieco przed czasem, więc nie mogłem wytknąć terninatorowi spóźnienia. Jeszcze.... a znając temperament Gwiezdnej Łapy nie mogłem być tego taki pewny.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Młody terminator przyszedł na miejsce w swoim tempie. Pośpiech wydawał się być dla niego obcym słowem. Kroczył nonszalancko i pewnie siebie, a dostrzegłszy Ogniste Serce skierował się do niego i zatrzymał się przed nim nie siadając, gdyż spodziewał się, że gdzieś pójdą i będą coś robić. Najchętniej zawlókłby kocura nad rzekę i kazał mu pokazywać kolejne techniki połowu ryb (kto by pomyślał, że po pierwszych raczej negatywnych wrażeniach tak mu sie to spodoba?).
- Siemanko - przywitał się z mentorem.