#54
Ci medycy to widocznie jakoś często ginęli lub znikali w niewyjaśnionych okolicznościach. Niedobrze. Przynajmniej Wicher miał Lśniącą Sadzawkę i póki co nie musiał się tym martwić. Pokiwała głową na znak, że zrozumiała, starając się też przy okazji zapamiętać imiona tych wszystkich medyków, pomocników i w ogóle. A kto wie, może jeszcze kiedyś jej się to przyda? W ogóle ci medycy to był ciekawy temat, musiała przyznać. Hmm, a gdyby tak podejść kiedyś do Lśniącej i wypytać o, ee, to medykowanie? Nie to żeby samo bycie medykiem ją interesowało, a raczej to, co w ogóle wiązało się z tą rangą. Łączność z Gwiezdnymi, tak na przykład, i to, że tak właściwie w pewnym sensie stali ponad podziałami. To było zwyczajnie, huh, interesujące.
Wsłuchała się w wyjaśnienia. Pierwszy punkt brzmiał, no, bardzo logicznie i nie miała w sumie zbyt dużo do dodania. Nie sądziła, żeby kiedyś jakiś przywódca mógłby postępować w jakiś bardzo zły dla klanu sposób, nie chciała w ogóle za bardzo wierzyć w taką możliwość, ale warto było to zapamiętać. Na gadkę o dwunogach sama się natomiast nieco skrzywiła, bo generalnie jej się to nie podobało. Utrata wolności, tak na przykład... Słonecznik znaczną większość swojego życia spędzała gdzieś na świeżym powietrzu i ogólnie robiąc to, co chciała. Z rozsądkiem i umiarem oczywiście, ale nie wyobrażała sobie, żeby miała być możliwości decydowania o tym, co i jak zrobi, pozbawiona.
– Pozbawiony... Och – mruknęła pod nosem, uznając, że w sumie chyba nie chce wnikać w to, w jaki dokładnie sposób taki pieszczoch mógłby być tego Pozbawiony. Cokolwiek to było, nie brzmiało to zbyt przyjemnie nawet z takiego bardzo krótkiego opisu. Sama nie myślała w sumie o tym całym przedłużaniu linii i tak dalej, ale zwykłe pozbawienie czegoś naturalnego zdawało się przerażającą perspektywą. Tymczasem doszli już do kolejnego charakterystycznego miejsca. Słonecznik mruknęła aprobująco pod nosem i ruszyła za Fiołkowym Świtem, patrząc uważnie pod łapy. Brr, kamienie!
– Nooo... ten pierwszy punkt jest raczej, ee, zrozumiały, tylko co właściwie powinno się zrobić, kiedy się, no nie wiem, znajdzie takiego kociaka w bólu, niebezpieczeństwie albo, yy, w ogóle małego kociaka gdzieś samego? Zdarza się tak? I co właściwie jak to kociak z innego klanu? Bo to raczej chyba mało prawdopodobne, żeby takie spotkać, ale... Nie wiem w sumie. – Trochę zaplątała się w swoich słowach, ale Fiołek pewnie zrozumie, o co chodzi. – A ten drugi, no, to po prostu nie trzeba zabijać w walce, żeby ją wygrać, ale gdyby trzeba było się obronić i wtedy doprowadziłoby się do tego, że ktoś umrze, to, ech, można tak zrobić – powiedziała, trochę marszcząc się przy tym na pyszczku. Nie żeby się z tym punktem nie zgadzała, nie, był mądry, ale po prostu sama perspektywa zabijania kogoś była niezbyt ciekawa.
<table><td><img src="https://imgur.com/JkojFdS.png" height="180px"></td><td><p align="center">will you remember the word <br> I loved with every bit inside me? <br> <br> ❀ that happiness ❀ <br> <br> ah, how strange it is, the feeling <br> and as tomorrow breaks <br> I hope you love it too</p></td></table>
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
16
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W