Nie spodziewała się, że bury kocur powściągnie się od uszczypliwości, których mógłby z całą pewnością rzucać masowo w kierunku Krogulec. Miłe zaskoczenie, jednak nie przebiło się przez masę negatywnych uczuć, chociaż zostało dostrzeżone. Emocje z każdym wziętym ciężkim oddechem opadały, szylkretka musiała zacisnąć pysk, aby wspomóc się tym drobnym gestem w utrzymaniu równowagi, by nie upaść pod ciężarem własnego ciała. Była zmęczona dzisiejszym dniem, który praktycznie nawet się nie zaczął. Wciągnęła powietrze w płuca, ponownie się prostując i kierując wzrok morskich ślepi na syna. Skupiała się obecnie na zadaniu, jakie zostało jej powierzone. Pomoc w przeniesieniu ciała. Nie chciała skupiać się na uczuciach, nie w obecnej chwili. Dopiero co opanowała panującą wewnątrz burzę, gdy ponownie skupi się na chaosie, który zapanował po wichurze, nawet po tornadzie, mogło to ciągnąć za sobą opłakane skutki. Skierowała spojrzenie najpierw na wojownika, by potem przenieść go na martwego, po czym ruszyła dość ciężkim krokiem w stronę rudej sierści. Poczuła, jak gardło się zaciska, ponownie z nadmiaru odczuwanych emocji. Uświadomiła sobie, że już nigdy nie porozmawiają. Nigdy już go nie wyzwie, nie będą toczyć ze sobą starć słownych, nie pójdą razem na patrol czy spacer po terenach. I spotkają się dopiero po jej śmierci, a wyglądało na to, że ta nie chce zbyt szybko przyjść.
- Porozmawiam z Płomykówkowym Lotem o tym — powiedziała, starając się nadać głosu bezlitosny, neutralny ton, przepchnąć składne zdanie przez ściśnięte gardło, które nie chciało wypuścić żadnych normalnie brzmiących słów. Nie do końca się to udało, wyczuwalne było drżenie, jednak starała się, jak mogła. Teraz musiała być oparciem dla rodziny. Śmierć ojca wycelowana jest w młodszy miot, który go lubił i kochał, ale wojowniczka nie wykluczała też, że dotknie ona chociaż trochę też te starsze dzieci. Wsunęła ciało pod jedną łapę byłego zastępcy, by móc wziąć go na grzbiet. Wiewiór był masywny, jednak córka Traszkowego Grzbietu była silna i prawdopodobnie, gdyby miała ogon i w pełni sprawną łapę, sama przeniosłaby trupa do obozu. Teraz jednak musiała zwrócić się o pomoc.
- Pomóż mi. Sama nie dam rady — powiedziała do Pluskającego Potoku, gdyby w takiej sytuacji tylko stał i się przyglądał. Spacer do obozu będzie długi. Bardzo długi. Na dodatek okropnie męczący i wyniszczający. Jednak przynajmniej będzie mieć czas, aby to wszystko przemyśleć. Musieli się przygotować do drogi, oboje.
[Obrazek: d86kpls-359c10b8-1779-4663-b5ec-7066fd2dd134.png][Obrazek: d86kp7h-7066584f-fa2b-4e29-acfe-58d17d385b0e.png]

I look inside myself and see my heart is black.

I see my red door and must have it painted black.

Maybe then I'll fade away and not have to face the facts.

It's not easy facing up when your whole world is black.
LVL 7 30 / 500
MedLVL 0 0 / 100
21
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W