#89
Na osty i ciernie. Trzmiel, ty idioto.
Szerszeniowy Jad miała już ochotę rzygać, obserwując klan Gromu. Przez większość czasu już się nawet nie fatygowała. Miało być lepiej, ale problem nie był tylko w przywódcy, tylko w tych kotach; kotach, z którymi się już nie utożsamiała. To nie był jej Grom. Zwróciła jednak jedno oko w stronę klanu, gdy umarła Rumiankowy Listek; gdy odbył się jej pogrzeb; gdy jej brat walczył ze szczurami; gdy Ognisty Żar jadła truciznę, jakby to był najlepszy posiłek w jej życiu; gdy jej ciało na ceremonię wciągnęła rozszalała zastępczyni, jej, fuj, bratanica. Przednia rozrywka, nie ma co.
Z tym wyjątkiem, że ją to napawało jedynie obrzydzeniem i wściekłością. Dokładnie tak, jak wtedy, gdy przyszła po Słodkiego Języka.

Ciało Trzmielej Gwiazdy ogarnęła… nicość. Spokój. Cisza. Ciemność. I chwilę to trwało, dopóki nagle do jego umysłu nie wdarł się głos:
– WSTAWAJ – warknęła Szerszeniowy Jad prosto w ucho kocura swoim ochrypłym, lekko skrzekliwym głosem. Nigdy nie szła na kompromisy. Nigdy nad nikim się nie rozczulała i nie trzęsła jak galareta nawet nad własnym bratem. Nie było czasu, niech wstaje i się ogarnie, na litość Gwiezdnych. Kto to widział, dostać udaru jak jakiś byle słabeusz, bo ot, zobaczył swoją martwą córeczkę? BOOHOO. Tak bywa.
Gdyby już Trzmiela Gwiazda pofatygował się, by otworzyć ślepia, ujrzałby swoją siostrę, kogóż by innego, skrzywioną na pysku i patrzącą na niego z góry. W zasadzie wydawała się wyższa, niż kiedykolwiek wcześniej. Jej sierść, jak zwykle, skrzyła się niczym nocne niebo, podobnie jak cała okolica, która jednak była nijaka – ot, gwiezdna łąka.
– Tracisz trzeźwy osąd! – huknęła, nic nie robiąc sobie z faktu, że jej brat może być zdezorientowany, skołowany, że właśnie stracił jedno z żyć. Ma jeszcze osiem takich, nie ma co się przejmować. Ale jak tak dalej pójdzie, to klan Gromu sam mu je wydrze. – Jak się nie ogarniesz i przede wszystkim nie ogarniesz tego swojego zawszonego klanu, to się zeżrą nawzajem! – warczała dalej, wściekła, niezadowolona i w zasadzie to zażenowana, że musi mu to mówić. Zostawił klan, przerywając ceremonię, bo mu uciekła córeczka, zastępczyni od siedmiu boleści. Zamiast zrobić porządek, to ledwo wzbudzał autorytet nawet w obecności swojego klanu, już nie wspominając o tym, co się działo, gdy tylko nie patrzył. Na ch**lerę dała mu dar pokory, jak nie potrafił przyznać się do błędu? Dostawał wcześniej sygnały, że albo Ognisty Żar nie jest dobrym wyborem, albo Malinowe Chaszcze jako jej mentorka to poroniony pomysł. To wszystko można było przewidzieć i się wycofać. Medyk nie był ponad przywódcą, a zwłaszcza ci medycy, na których ostatnimi czasy był skazany Grom. Na ch**lerę dostał dał siły, skoro go nie wykorzystywał? Zdolność do poświęceń dla swojego klanu, gdzie się to podziało? Dla żartów dostał te życia? Szerszeń nie obchodziły inne dary – słabe dary. Miłość, przebaczanie. Sr*nie w banię!
„Klan Gromu otrzymał od nas ostrzeżenie. Nie pozwól na to, by otrzymał kolejne.” Sama mu to powiedziała. A teraz Grom znajdował się na równi pochyłej, prowadzącej ku przepaści. ZNOWU. Ile można, na najstarsze pryki siedzące w Gwiezdnym Klanie!
≡ ONLY THE GOOD DIE OLD ≡
that's what they told me
but I don't know

[Obrazek: aYd51Ub.png]

so long and goodnight
so long,
NOT GOODNIGHT…
LVL 4 120 / 300
MedLVL 0 0 / 100
17
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W