#16
- No ten cały, eh... Węsz - pół sukcesu. - To jest tatom tej całej Wiewiórki o której mówiłeś? Tej która go zastępuje? - Drążyła temat, nadal przekonana, że bury Przywódca pomógł wydać na świat przynajmniej połowę Klanu Cienia. O kogo jej tak na prawdę chodziło? A o nikim innym, niż już zmarłym Wiewiórczym Ogonie. - Aaaa... To skoro moja mama jest tylko moją mamą, to kto jest twoją? - Wystrzeliła następnym pytaniem, niczym mały, ciekawski karabinek maszynowy. Nie dało się ukryć, że wysiłki Imbirka by tym razem utrzymać swoją wypowiedź do minimum, w przeciwieństwie do ostaniej, pomogło Ropuszce znaleść twardy grunt pod łapkami. Nie to, że kotka nie lubiła jego bogatych i barwnych monologów, bo wręcz przeciwnie! Spodobały jej się sposób w jaki wojownik mógł zamienić najmniejszy banał w coś ciekawego, jednak łączenie zawiłych faktów i zwracanie uwagi nie należały do jej mocnych stron.
- Uhhh... - Mruknęła posępnie jak to na kociaka przystało, kiedy Imbirek pogrzebał jej plan zwiedzenia terenu Klanu Cienia i sabotowaniu ich krzaków. Pfff, Ropuszka zaczęła pomału podejrzewać, że słowa "nie" należy do ulubionego słowa kocurka, bo je wręcz nadużywał. Nie wolno było agresywnie łapać zębami innych kotów, nie wolno przekraczać granicy, nie wolno wychodzić sam poza obóz... Oj bycie trzeźwo myślącym dorosłym kotem musiało być męczące i nudne. - A co się stanie jak i tak to się zrobi? Cały Klan Cienia by to usłyszał? - Ah, te alarmy na granicach. Niesamowita technologia! - A co jakby ktoś z Cienia by tu przyszedł i by chciał wejść do nas? I, miszczu, dokond mogę iść w takim razie? Do tego dużego 'myczka? Czy może tamtego? - Spytała się, pokazując białą bródką leżący głaz, który znajdował się kilkanaście lisich długości od nich. Kamienna Przełęcz była wręcz wypełniona, jak nazwa wskazuje, kamieniami do których Ropucha tak swoją drogą była bardzo podejrzliwa. Nawet na jednego fuknęła, kiedy go mijała.
- Na prawde? Moge im porywać wonski?! - Chciała się upewnić czy przypadkiem wiatr nie zgrywał się nad jej osobą i się nie przesłyszała. Mogła? Na prawdę mogła kogoś walnąć, kiedy ten pojawił się na ich bagnie? Miodzio! Banan na pysiu kotki pogłębił się a z jej gardła wydarł się niski rechot. Oczywiście, że się jej to spodobało.
W drodze do Czterech Dębów ogon kotki tańczył w powietrzu, choć z reguły była rozluźniona, teraz dało się dostrzec, że niektóre słowa wojownika dziwiły ją bardziej od innych rzeczy. Nazwa drzewa, które z wyjaśnień burego nie było adekwatne do miejsca, zgromadzenia i ziemie niczyje, które pachniały jak mieszanka wszystkiego i niczego w tym samym momencie. To było dziwne, obce i ekscytujące. Mięśnie Ropuchy napięły się a futro na karku stanęło nieznacznie dębem, zaś złote spojrzenie lustrowały każdy skrawek Czterech Dębów.
- Ta! - Mruknęła dziarsko, po czym przykucnęła i zaczęła się "skradać" na przód. Stawiał grube łapki ostrożnie i choć jak na kociaka, umiała dobrze się skradać, Imbirek mógł dostrzec oczywiste błędy w jej postawie. Przeszła tak kilka lisich długości, aż w końcu odwróciła się, tak jakby upewniała się, że jej mistrzuniu nadal stał tam gdzie go zostawała. - Uhm, miszczu! Tu strasznie śmieldzi! I... I nie wiem czy nie minołem niewidzialnej granicy - no bo jak młodziutka kotka, mogła być pewna, której lini nie może przekraczać? Gdzie kończyły się tereny niczyje a tereny Klanu Rzeki? Imbirowy Pyle ruszaj na ratunek!
owo
LVL 2 70 / 150
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W