#69
Słysząc wydukaną, chamską odzywkę, stuliła uszy po bokach czaszki. Nie spodziewała się niczego, a i tak została zniesmaczona. Cały obraz pseudo-samotniczki przypominał jej teraz o wszystkim, co porzuciła w Klanie Gromu - tchórzliwie strawy wron pilnujące tylko własnych ogonów, słabeuszy oraz niewdzięczne żuki gnojaki. Z wyglądu Jaskółka przypominała tak samo apodyktyczną Lamparcią Cętkę, ale swoim zachowaniem bardziej sprawiała wrażenie słabej na umyśle Śnieżnej Zamieci, która też lubiła otaczać się towarzystwem kociąt z racji braku innych umiejętności.
- Oh, doprawdy? - sapnęła, przywdziewając na wargi jadowicie nieprzychylny uśmiech. - I dopiero teraz mi to mówisz? Kiedy przestał już na ciebie szarżować?
Taka była mądra, kiedy ktoś uratował jej życie? Gdy lis padł martwy, a ona mogła uściskać uratowaną córeczkę? Sasanka nie czuła złości choćby w połowie porównywalnej do tego, jaką czuła wobec Gromiaków srających na księżyce jej ciężkiej pracy oraz niezaprzeczalny potencjał, bowiem nie działała ani charytatywnie, ani bezinteresownie, ani się nie narażała, bo w walce nie spadł jej nawet włosek z głowy. Tyle, że drapieżniki dorastają - zwłaszcza te żywione kocim mięsem, które nie pogardzą ogołoceniem najbliższych ziem ze wszelkiej zdobyczy. To bardziej ona wykorzystała Jaskółkę jako żywą przynętę, by osłabić, oraz odciągnąć uwagę psowatego... ale liczyła się fatyga.
Nadal nie podobał jej się ten sztucznie odważny ton. A jeszcze bardziej nie podobało jej się nieumiejętne nazywanie rzeczy po imieniu.
- Myślisz, że taka jesteś sprytna? Że mnie przejrzałaś? Gówno prawda. - wycedziła, zbliżając się na krok do posłusznie kopiącej samotniczki, by przydeptać zesztywniały pysk lisa spiętą łapą. - Nie przejrzałabyś nawet lisa, który zabiłby ciebie, a potem twoją córkę. Nie wiem kogo próbujesz oszukać. Siebie?
Przechyliła głowę, mimo kąśliwych słów nie porzucając ani uśmiechu, ani drgającej prowokacyjnie końcówki ogona. Jeśli samotniczka faktycznie uważała ją za klanowe zagrożenie, powinna brać nogi za pas, zamiast pyskować. Niestety, mimo szczerych chęci, nie potrafiła zaprzeczyć słuszności ów awersji. Nie miała pojęcia, kto ją skrzywił, ale miała rację. Tyle, że z takimi tekstami, to nie do niej. Już nie.
- Najwidoczniej tak, jeśli myślisz, że klanowy kot zapuściłby się tak daleko od domu i przejął jakimś głupim lisem poza swoimi kochanymi granicami. Lub tobą? - aż parsknęła, łypiąc pobłażliwie z góry. - A może uważasz, że pozwoliłby swojemu zapachowi zwietrzeć i zmieszać się z fetorem samotnika? Albo że w ogóle zwlekałby ze skręceniem ci KARKU, bo nawet stanie obok takich jak WY podchodzi pod zniewagę!?
Kąciki warg zawirowały, diametralnie zaostrzając swe krawędzie niczym dwie ciągnące do dołu brzytwy. Wysuwając pazury, wbiła je z impetem w ziemię, wyrywając niewielki krzewik wrzosu razem z korzeniami, by odrzucić go na bok wraz z grudkami ziemi. Was? Powinna powiedzieć "nas". Przecież były teraz sobie równe, a może nawet Sasanka uchodziła za niższy sort, dźwigając na barkach piętno potępienia. Zamiast jednak rzucić się bezmyślnie na uprzedzoną do klanowych kotków Jaskółkę, wolała agresywnie kopać dół. Nie jest jedną z nich. Nigdy tak naprawdę nie była.
- Nie mam z Klanami nic wspólnego. Już nie. - dodała po chwili napiętej ciszy, pozornie poświęcając całą swoją uwagę oraniu twardej ziemi, jak gdyby nigdy nic. Wcale nie była ROZSIERDZONA w środeczku. Skąd. - A swoją wdzięcznością i tak możesz się udławić.
<table><td>[Obrazek: HOz3QDY.png]</td>
<td>so much i have lost
and so much i resent
my spite became the steps
upon the stairway of descent
</td>
</table>
LVL 5 30 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W