#36
Miała to na uwadze. Wiedziała, że nawet jeśli lubiła natłok pracy i rzeczy do zrobienia, jako przywódczyni musiała wybierać mądrze, żeby się przypadkiem nie przepracować i znaleźć czas na wszystko, żeby istnieć w życiu klanu, a nie być tylko widmem, które wiecznie coś robi albo go nie ma. Rzecz tkwiła jednak w tym, że jeszcze przywódcą nie była. Topniejący i Mknący mieli teraz czas na odpoczynek, ona poniekąd również, zjeść za to mogła potem. Nie spieszyła się z byle powodu, a do skraju jej wytrzymałości było jeszcze daleko. Była pewna, że da radę i postępuje słusznie. Z początku jednak po zapadnięciu w sen nie miała nawet świadomości. Nie miała pojęcia, ile upłynęło czasu, zanim obudziła się na Srebrnej Skórce, ale kiedy wreszcie otworzyła oczy, od razu spostrzegła zmianę. Zagajnik już wcześniej emanował spokojem, ale jednocześnie siłą. Łącząc to wszystko z widokami Gwiezdnego Klanu, ba, w ogóle z byciem gdzie indziej, wszystko sprawiało oszałamiające wrażenie. Wszystko lśniło gwiezdnym pyłem, a nieprzyjemna pora Opadających Liści ustąpiła wczesnej porze Zielonych Liści... lub późnej porze Nowych Liści, kto wie. Nie mogła dokładnie stwierdzić, bo kiedy zaczęła się rozglądać, żeby się dowiedzieć, co właściwie powinna ze sobą zrobić, zauważyła, że nie była tam sama i poruszyła lekko wąsami z zaskoczeniem. Obok niej leżał kocur, niewątpliwie Gwiezdny, sądząc po jego wyglądzie, szczególnie po lśniących oczach, którego jednak absolutnie nie kojarzyła, a więc musiał najwyraźniej umrzeć jeszcze przed jej narodzinami. Och? To było ciekawe. Czyżby w bonusie do wyprawy dostawała jakichś ciekawych przodków do poznania? W każdym razie, kiedy się odezwał, stwierdziła, że głupio byłoby go zostawić bez odpowiedzi, a więc postanowiła się odezwać.
– W rzeczy samej – stwierdziła, być może odnosząc się do pierwszego zdania, być może drugiego, a być może do obu. W końcu nie mieszkała pod kamieniem i fakt, że Ciernisty Kwiat niewątpliwie potrzebowała odpoczynku, wcale jej nie umknął. Liczyła na to, że teraz, kiedy miała już swojego terminatora, będzie jej trochę łatwiej, aczkolwiek może gdyby dostała jakiś impuls od Gwiezdnych, szczególnie jeśli byli to Gwiezdni, których jej kuzynka znała. Póki co jednak nie miała czasu się nad tym rozwodzić, bo kocur nie zamierzał wyraźnie zostawać nad Szepczącą Sadzawką. Skinęła głową i również się podniosła, żeby już po chwili ruszyć za nim. Na wrzosowiska, jak się okazało, które były równie piękne (a może nawet bardziej), jak gwiezdna odsłona zagajnika. Pozostali faktycznie czekali, po części znajomi, po części nie, ale póki co skupiła się na słowach kocura, który ją tam zaprowadził. Na jedno konkretne słowo poruszyła jednak bliższym Gwiezndemu uchem, jakby w zdziwieniu. Dobiegła końca? Spojrzała na niego spokojnie. Nie, nie. To zdecydowanie nie był koniec. Nie tylko nie tej fizycznej podróży, bo będą musieli jeszcze wrócić. To był początek całej drogi. Długiej i nieznanej jej drogi.
– Wręcz przeciwnie. Uważam, że to dopiero początek – odpowiedziała więc, bo chociaż Gwiezdny wcale nie musiał mieć na myśli czegoś większego, to nie zgadzała się z tym, że to w ogóle mógł być koniec czegokolwiek. Dotarcie do Szepczącej Sadzawki było końcem jednej drogi, ale rozpoczynało kolejną. Znacznie ważniejszą. Z powrotem do klanu i dalej. – A co do gotowości... Nie wiem. To zależy, co masz na myśli przez "gotowa" – powiedziała ostrożnie. Czy była gotowa psychicznie? Szczerze powiedziawszy – tak. Przez cały dzień zdążyła już wszystko przyswoić, a lęk, jaki poczuła, kiedy zobaczyła ciało Wężowej Gwiazdy, zdawał się wyparować. Nie obawiała się dłużej zadania, które na nią czekała. Nie mogła jednak być pewna, czy była gotowa na prowadzenie klanem. Dużo o tym myślała. I doszła do wniosku, że nie pozna na to jednoznaczej odpowiedzi, bo nie było też jednoznaczego sposobu. Nie było wzoru na bycie przywódcą. Będzie musiała sama się tego nauczyć, według własnych standardów. Ale odkąd wyszła z lecznicy zaszło w niej tyle zmian; zaczęła od chęci dowiedzenia innym, że jest dobra, może i nawet najlepsza, przeszła przez okres, kiedy wszystko robiła dla siebie, dla własnego rozwoju i własnych celów, aż w końcu zaczęła trenować terminatorów, została zastępcą i przez cały ten proces uczyła się coraz bardziej tego, że wojownikiem jest się dla klanu. A teraz stała tu, jako przyszła przywódczyni, z kompletnie innym światopoglądem i innymi celami niż na początku. I nawet jeśli była młoda i niedoświadczona, poradziła już sobie z wieloma rzeczami. Dlaczego teraz miałaby sobie nie dać rady? Po chwili milczenia spojrzała na Gwiezdnego i odezwała się ponownie:
– Ale myślę, że jestem gotowa.
<table><td><br>if every night I go to sleep knowing<br>that . I . gave . everything . that . I<br><br>.............「 HAD TO GIVE 」<br><br>≡ then it's all I could've asked for ≡<br>I've . been . standing . u p . beside <br>e v e r y t h i n g I've ever said, but<br><br>OH, IT'S SATURDAY NIGHT, YEAH
</td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
LVL 6 170 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
15
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W