26.01.2020 17:15
Ciekawość miała to do siebie, że bardzo szybko mogła przeistoczyć się w zwyczajną wścibskość. Ropuszka co prawda nie miała złych intencji, kierowała się jedynie kocięcą naiwnością i głodem wiedzy, jednak nie dało się zaprzeczyć faktu, że wpychała swój nochal tam gdzie nie powinna. Dlatego też, decyzja Imbirka o ignorowaniu przyszłych pytań w sprawie jego pochodzeni była dobrym posunięciem. W końcu owy temat nie posuwał treningu na przód; był jedynie źródłem nieprzyjemnych emocji dla pręgowanego kocurka. Co nie zmienia jednak faktu, że małe i głupie kocie poczuło się zmieszane tą nową sytuacją. To było po prostu dziwne dla najmłodszej córki Fiołkowego Świtu, pierwszy raz usłyszeć i zdać sobie sprawę, że nie każdy kot ma tyle szczęścia w życiu co ona.
Drobna stłuczka spowodowała, że obojga wylądowali w śniegu. Ropucha spoglądała na wojownika, badając jego pyszczek. Atmosfera nieco się odświeżyła, co było dobrym znakiem dla przerośniętego płaza. Idąc w ślady mistrza, podniosła się i otrzepała z białego puchu.
- Do Wichlu miszczu! Tak, tak! Tam nie śmieldzi - potrząsnęła łepetyną i żwawym krokiem zaczęła człapać za podopiecznym Lnianego Futerka, który obiecał opowiedzieć jej o dwóch pozostałych Klanach.
Kto by pomyślał, że przerwa między treningami mogła trwać tak długo. Śnieg zdążył stopnieć, trawa zzieleniała, liście opadły - a Ropuchy ani widu ani słuchu. No cóż, życie czasami zaskakuje i zmusza do podążania nową ścieżką. Terminatorka była wręcz magnesem na choroby różnego rodzaju: zielony kaszel, katar, gorączka, kleszcze, zatrucia po zjedzeniu bliżej niezdefiniowanej padlinki... No, kotka nie miała za bardzo szczęścia do zdrowia, choć to nie jedyny powód przedłużającego się treningu. Ropusza Łapa, mimo wieku i nowej rangi, pozostała głupiutkim płazem. Nie dało się zaprzeczyć, że pewnie kilkukrotnie zdarzyło jej sięzapomnieć o treningu, szczególnie gdy jakaś myszka czy motylek właśnie postanowił pojawić się w jej polu widzenia. A tak fajnie biega się za myszkami i motylkami. Był również czas, że spotkanie czarnej kotki w obozie było wręcz ograniczone z cudem. Ropucha zaczęła się szlajać. Samotnie lub w towarzystwie Żaby, człapała przez tereny Klanu Wichru i te niczyje, gubiąc się nie jedno krotnie na kilka krótkich dni. Wypadek Żaby sprawił, że ograniczała się z przechadzkami, siedząc przy rudym boku i słuchając jęków brata.
Wygnanie pierworodnego syna Czerwonego Pazura, zdenerwowało Krokusa. Może to te matczyne hormony, które po porodzie szóstki kociąt buzowały jak jeszcze nigdy, sprawiły iż starsza siostra złapała któregoś ranka Ropuchę za ucho i zaciągnęła na Wyjące Wzgórza. W końcu, jak się nie patrzeć, między Dynią i najmłodszą córką Maliny nie było aż tak dużej różnicy. Maksymalnie kilkanaście szarych komórek i duże pokłady szczęście, które prędzej czy później mogą się skończyć. Skończyć i spowodować porównywalne szkody do tych z którymi teraz boryka się Żabia Łapa i za które przepłaciła życie Sadza.
- Khrokus ale po czo my tutaj pszyszliśmy? Twoje kicie som w korzonkach - jęknęła Ropucha, przyglądając się starszej siostrze z zmarszczonym pyszczkiem. Biała kotka jedynie westchnęła, rozglądając się za burym wojownikiem, z którym rozmawiała jakiś czas temu o wznowieniu treningu terminatorki.
Drobna stłuczka spowodowała, że obojga wylądowali w śniegu. Ropucha spoglądała na wojownika, badając jego pyszczek. Atmosfera nieco się odświeżyła, co było dobrym znakiem dla przerośniętego płaza. Idąc w ślady mistrza, podniosła się i otrzepała z białego puchu.
- Do Wichlu miszczu! Tak, tak! Tam nie śmieldzi - potrząsnęła łepetyną i żwawym krokiem zaczęła człapać za podopiecznym Lnianego Futerka, który obiecał opowiedzieć jej o dwóch pozostałych Klanach.
***
Kto by pomyślał, że przerwa między treningami mogła trwać tak długo. Śnieg zdążył stopnieć, trawa zzieleniała, liście opadły - a Ropuchy ani widu ani słuchu. No cóż, życie czasami zaskakuje i zmusza do podążania nową ścieżką. Terminatorka była wręcz magnesem na choroby różnego rodzaju: zielony kaszel, katar, gorączka, kleszcze, zatrucia po zjedzeniu bliżej niezdefiniowanej padlinki... No, kotka nie miała za bardzo szczęścia do zdrowia, choć to nie jedyny powód przedłużającego się treningu. Ropusza Łapa, mimo wieku i nowej rangi, pozostała głupiutkim płazem. Nie dało się zaprzeczyć, że pewnie kilkukrotnie zdarzyło jej sięzapomnieć o treningu, szczególnie gdy jakaś myszka czy motylek właśnie postanowił pojawić się w jej polu widzenia. A tak fajnie biega się za myszkami i motylkami. Był również czas, że spotkanie czarnej kotki w obozie było wręcz ograniczone z cudem. Ropucha zaczęła się szlajać. Samotnie lub w towarzystwie Żaby, człapała przez tereny Klanu Wichru i te niczyje, gubiąc się nie jedno krotnie na kilka krótkich dni. Wypadek Żaby sprawił, że ograniczała się z przechadzkami, siedząc przy rudym boku i słuchając jęków brata.
Wygnanie pierworodnego syna Czerwonego Pazura, zdenerwowało Krokusa. Może to te matczyne hormony, które po porodzie szóstki kociąt buzowały jak jeszcze nigdy, sprawiły iż starsza siostra złapała któregoś ranka Ropuchę za ucho i zaciągnęła na Wyjące Wzgórza. W końcu, jak się nie patrzeć, między Dynią i najmłodszą córką Maliny nie było aż tak dużej różnicy. Maksymalnie kilkanaście szarych komórek i duże pokłady szczęście, które prędzej czy później mogą się skończyć. Skończyć i spowodować porównywalne szkody do tych z którymi teraz boryka się Żabia Łapa i za które przepłaciła życie Sadza.
- Khrokus ale po czo my tutaj pszyszliśmy? Twoje kicie som w korzonkach - jęknęła Ropucha, przyglądając się starszej siostrze z zmarszczonym pyszczkiem. Biała kotka jedynie westchnęła, rozglądając się za burym wojownikiem, z którym rozmawiała jakiś czas temu o wznowieniu treningu terminatorki.
owo
14
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W