30.03.2020 16:16
l gniot bo drugi raz piszę tego posta i jestem zua
Skulił jedno z uszu na niezbyt przyjemny komentarz i wpuścił powietrze w policzki, przetrzymując je tam trochę, aż wreszcie wypuszczając ze świstem przez zęby. W chwilę później obrzucił Mistrza sztormowym spojrzeniem od góry do dołu, z wyraźnym wyrzutem.
- Daruj sobie, co? - burknął tylko. Skoro jego skromnym zdaniem Kałuży uda się dopiero NA STAROŚĆ, to może powie mu, co robi nie tak, żeby opanował sztukę łowiectwa już TERAZ? Chyba, że wcale nie popełnił błędu, tylko Bursztyn nie potrafił być dla niego neutralny, ani miły i co by się nie działo trzeszczał jak stara, zbutwiała, nadepnięta deska. Mysz, łapy, zając, oddech, ptak, maskowanie, zapisał skrótowo w pamięci, mając w duchu nadzieję, że kiedy nadejdzie odpowiedni moment będzie umiał rozwinąć nabazgrolone w umyśle notatki z teorii.
I nadeszła ta wiekopomna chwila, w której syn Ognistopręgiej wyruszy w las, by po stoczonej walce, głównie z samym sobą i Pieszczochowatymi przyzwyczajeniami, dorzucić coś od siebie na Stos Zwierzyny.
- Okej, łapię. Too... Lecę - miauknął z uśmiechem tańczącym na wargach, zapominając już pod naporem nowych wrażeń, a wśród nich dominującej ekscytacji, że troszkę się na Wschoda boczył. Ruszył biegiem długimi susami przed siebie, chcąc jak najszybciej zostawić za sobą Koci Grzbiet, marudę, a w zamian znaleźć zwierzynkę. Oddaliwszy się już nieco przyhamował, by z bijącym głośno sercem potoczyć roziskrzonym wzrokiem po wszystkim dookoła. Cudownie! Pierwsze polowanie! Zapach lasu! Wolność! Kałużowa Łapa zastrzygł ochoczo uszami i zajął odpowiednią pozycję; zniżył łapy, skoordynował położenie łba oraz wiecznie żywego ogona i tak przygotowany, najciszej jak potrafił, kroczek po kroczku przemierzał uważnie rewir.
Skulił jedno z uszu na niezbyt przyjemny komentarz i wpuścił powietrze w policzki, przetrzymując je tam trochę, aż wreszcie wypuszczając ze świstem przez zęby. W chwilę później obrzucił Mistrza sztormowym spojrzeniem od góry do dołu, z wyraźnym wyrzutem.
- Daruj sobie, co? - burknął tylko. Skoro jego skromnym zdaniem Kałuży uda się dopiero NA STAROŚĆ, to może powie mu, co robi nie tak, żeby opanował sztukę łowiectwa już TERAZ? Chyba, że wcale nie popełnił błędu, tylko Bursztyn nie potrafił być dla niego neutralny, ani miły i co by się nie działo trzeszczał jak stara, zbutwiała, nadepnięta deska. Mysz, łapy, zając, oddech, ptak, maskowanie, zapisał skrótowo w pamięci, mając w duchu nadzieję, że kiedy nadejdzie odpowiedni moment będzie umiał rozwinąć nabazgrolone w umyśle notatki z teorii.
I nadeszła ta wiekopomna chwila, w której syn Ognistopręgiej wyruszy w las, by po stoczonej walce, głównie z samym sobą i Pieszczochowatymi przyzwyczajeniami, dorzucić coś od siebie na Stos Zwierzyny.
- Okej, łapię. Too... Lecę - miauknął z uśmiechem tańczącym na wargach, zapominając już pod naporem nowych wrażeń, a wśród nich dominującej ekscytacji, że troszkę się na Wschoda boczył. Ruszył biegiem długimi susami przed siebie, chcąc jak najszybciej zostawić za sobą Koci Grzbiet, marudę, a w zamian znaleźć zwierzynkę. Oddaliwszy się już nieco przyhamował, by z bijącym głośno sercem potoczyć roziskrzonym wzrokiem po wszystkim dookoła. Cudownie! Pierwsze polowanie! Zapach lasu! Wolność! Kałużowa Łapa zastrzygł ochoczo uszami i zajął odpowiednią pozycję; zniżył łapy, skoordynował położenie łba oraz wiecznie żywego ogona i tak przygotowany, najciszej jak potrafił, kroczek po kroczku przemierzał uważnie rewir.
<table><tr><td>
</td> <td>
___________________ _ __ _ ____
Co mogę zrobić to żyć do utraty tchu!
Zawrócić zdążę wiem
Zaskoczę światłem zmierzch
Gdzieś na końcu świata odnajdę się
Chyba chciałbym już tam być
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯ ¯¯ ¯¯¯¯ ¯¯
</td></tr></table>
</td> <td> ___________________ _ __ _ ____
Co mogę zrobić to żyć do utraty tchu!
Zawrócić zdążę wiem
Zaskoczę światłem zmierzch
Gdzieś na końcu świata odnajdę się
Chyba chciałbym już tam być
¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯¯ ¯¯ ¯¯¯¯ ¯¯
</td></tr></table>
12
Siła
S
10
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W