⠀⠀⠀Adrenalina rozsadzała jej mięśnie, które drżały niespokojnie, a razem z nimi drżała cała ona, kipiąca wściekłością do tego stopnia, iże mogłaby topić skute lodem pustynie tylko i wyłącznie dzięki stawianym na nich krokom. Nie chciała go widzieć w obozie. Nie chciała go widzieć w Jałowcowym Gąszczu. Nie chciała widzieć jego oczu, które powinny być wydrapane, tak jak i nie chciała widzieć jego krzywej gęby, która powinna gryźć piach. Czuła się dobrze, zaciskając zęby na jego gardle i czuła się niesamowicie, kiedy na języku poczuła gorącą krew i metaliczny posmak, a zaraz później poczuła, jak w jej sercu zakołatało się mdłe przerażenie. Otworzyła szerzej oczy, kiedy ciało Wietrznego Wąsa zaciążyło w jej pysku, przestało się szamotać i zastygło. Co ona zrobiła. Co, najlepszego w świecie, poczyniła...
⠀⠀⠀Wypluła rude futro z pyska i zaniemówiła. Przecież nie chciała go zabijać. Nie chciała, prawda? Owszem, chciała, żeby zdechł i chciała, żeby nigdy więcej nie pojawił się przed jej oczami, lecz... nie w ten sposób. Nie, nie, na pewno tego nie chciała. Pragnęła mu jedynie przylać tak mocno, żeby bolało, ale nie zasadzać taką lepę, przez którą wyleci do samego Gwiezdnego Klanu. Nie wiedziała co robić. Nie wiedziała co myśleć. Chciała się usprawiedliwić, ale nie miała pojęcia jak. Miała krew na swoich łapach, dosłownie i w przenośni, w dodatku nie krew byle jakiego drapieżnika czy samotnika, lecz krew członka jej klanu, którego przysięgała chronić kosztem własnego życia, a nie zatrzymywać bijące w nim serca z powodu Gwiezdny Klan wie jakiego. Jej sumienie poruszyło się u podstaw. Zadrżała i oddaliła się od ciała Wietrznego Wąsa i Pożaru na kilka kroków, po czym wróciła, nie mogąc utrzymać rozbieganego spojrzenia w ryzach, a zaraz później znowu przestąpiła w bok i po chwili w kolejny, mamrocząc pod nosem niezrozumiałe rzeczy. Kręciła się tak niespokojnie z miejsca w miejsce przez kilka dobrych uderzeń serca, nie akceptując strachu, który do niej przylgnął. Była przerażona tym, że była zdolna do czegoś takiego, a jeszcze bardziej była przerażona tym, co się teraz stanie.
⠀⠀⠀Nie.
Wróć. Nic nie mogło się stać. Nie dopuści do tego. Nie ma. Takiej. Opcji. Nie pozwoli na to, aby prawda ujrzała światło dzienne i nie pozwoli na to, aby została z tym powiązana. Za długo pracowała na swój wizerunek i za długo patrzyła pod swoje łapy, korygując wszelkie potknięcia, aby teraz zaprzepaścić to jedną złą decyzją. Uniosła wyżej podbródek i powzięła głęboki wdech orzeźwiającego powietrza, nim zaczęła trzeźwo, szybko i bardzo dokładnie myśleć. Ocknęła się nagle, jakoby piorun trzasnął ją w tył głowy i... przesunęła spojrzenie na Płonące Niebo, który wciąż tu był i co jej się nie przewidziało. Była na niego zła. Była zła, że jej pomógł i była zła, że wpakował się w bagno zaraz za nią. Nie rozumiała go. Nie wiedziała dlaczego to zrobił i po co. Nie chciała, żeby spotkały go przez to jakiekolwiek konsekwencje, jako że to była jej decyzja. Tylko i wyłącznie jej, a nie jego. Martwiła i bała się o niego, mimo że to ona z ich dwójki bardziej ulegała emocjom i pozwalała im na wydawanie rozkazów. Nie mogła jednak pozwolić, aby jakikolwiek ciężar spadł na jego barki - ten będzie nosiła tylko i wyłącznie na swoich. Nie mogła żałować swoich dekretów, na które była teraz w stanie znaleźć tak wiele usprawiedliwień, że zamknęłaby jadaczkę każdemu krytykowi, nawet jeśli musiałaby ponaciągać nieco fakty i rzeczywistość. Skoro powiedziała A to musiała powiedzieć też B. Pozbyła się ze swojej drogi ostatniej kłody, ostatniego paprocha, który uwierał ją w oko od wielu księżyców. Teraz jeszcze tylko posprzątać... i będzie w domu.
⠀ - Klan się nie dowie - zadecydowała ostro, przymknąwszy oczy, czy też raczej obiecała. - Zatrzyj wszystkie ślady i zbierajmy się... proszę. - Ich tu nie było. Oni nic nie zrobili. Nie mieli nic wspólnego z zaginięciem Wietrznego Wąsa. Uznała, że Pożar i tak zrobi co będzie chciał, lecz skoro postanowił użyczyć jej swojego noża, może zechce również pomóc w wywożeniu śmieci, a porozmawiają sobie później, kiedy indziej, o ile w ogóle. Zimno nie mogła sobie pozwolić na dalsze potknięcia, a już na pewno nie na tak karygodne. Nie była dzieckiem i poradzi sobie z tym wszystkim, o ile Pożar będzie trzymał gębę na kłódkę, jako że ona nie piśnie ani słowem. Chwyciła w zęby ciało martwego kocura i podsunęła się tak, aby zarzucić je sobie na grzbiet, nim zacisnęła szczęki na jego dyndającej przy jej pysku łapie. W ten sposób nie pozostawi za sobą żadnych szlaczków ciągniętego truchła, a spływająca z kocura krew, cóż, będzie musiała wsiąknąć w jej futro. Pozbędzie się jej z łatwością.
⠀⠀⠀Byli bardzo blisko granicy z Szarymi Brzozami, a ostatni patrol, będący w tej okolicy, wrócił niedawno do obozu i to dzięki niemu klan dowiedział się o śmierci Rudej Łapy. Byli bezpieczni. Gdy przekroczyła niewidzialną linię wysunęła się ku Grzmiącej Ścieżce, której odór był tak intensywny, obrzydliwy i ostry, że maskował wszelkie zapachy. Wyczekała odpowiedniego momentu i prześlizgnęła się na drugą stronę, przez chwilę podążając poboczem, a późnej kierując się w nieznane razem z bagażem.


Zt
[Obrazek: m9ny7ej.png]
LVL 4 190 / 300
MedLVL 0 5 / 100
17
Siła
S
11
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W