11.08.2020 22:52
Lawendowy Kwiat natychmiast zasnęła zamykając oczy, które po chwili otworzyła. Była nieco zdezorientowana, gdyż znajdowała się w zupełnie innym miejscu. Rosła tam bujna trawa oraz kawałek dalej wrzosy, które od razu skojarzyły jej się z Tonącym Słońcem oraz wycieczkami na Dziką Plaże. Lawenda rozejrzała się i nagle zobaczyła Porywisty Wiatr, z którym o poranku się żegnała. Był teraz w świetnej kondycji, nie to co przez ostatnie parę wschodów słońca. Gdy tylko padły pierwsze słowa z jego pyszczka, w szmaragdowych oczach Lawendy zaczęły gromadzić się łzy. Gardło zacisnęło jej się i nie mogła wydobyć żadnego słowa, toteż tylko kiwała głową. Po dłuższej chwili łzy zaczęły spływać jej po policzkach i uśmiechała się jako reakcja na stres. Zabolało ją jak były Przywódca oznajmił, że umrze jako Zastępczyni. Oczywiście, to zawsze było logiczne i dobrze zdawała sobie z tego sprawę, jednak jak powiedział to na głos to nie było przyjemne. Lawenda zaśmiała się cicho, gdy usłyszała, że Kijanek nie przybył tu smęcić. Rzeczywiście ma coś dzisiaj dużo do powiedzenia, co nawet cieszyło niebieską kotkę. Jednak jej radość nie trwała długo, gdyż została uświadomiona ile jeszcze spraw do rozwiązania ją czeka i z jakimi trudnościami musi się zmierzyć.
- Powiem mu!- powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha. Ach, tego Gronostaja to dużo zaszczytów spotyka! Najpierw nauki, potem trening z Przywódcą, teraz wyprawa i do tego pochwała od samego Gwiezdnego! Nie do wiary! Po tych słowach pojawili się inni Gwiezdni, a ona doznała bólu. Początkowo nie rozumiała o co chodzi. Czyżby tak otrzymywało się dary? W bólu i cierpieniu? Po styknięciu się nosami poczuła siłę i łzy przestały spływać jej po policzkach. Po całym przemówieniu Zrywka i otrzymaniu daru poczuła się lekka jak piórko, jakby wszystkie problemy zniknęły, wyparowały. Potem poczuła zmęczenie i ból, wtedy podszedł do niej... tata! Jej kochany tatuś, który podczas przeprowadzki na obecne tereny poświęcił życie i ochronił swoim ciałem inne koty, przyjmując kopnięcie Dwunożnego na siebie.
- Dziękuje, tato- powiedziała drżącym z emocji głosem. Znowu zalała się łzami, lecz tym razem szybko je wytarła łapką i postanowiła wziąć się w garść. Następnie podeszła do niej Miętowy Pąk. Lawenda poczuła lekkie ukłucie żalu, że nie zdążyła z kotką porozmawiać. Znały się tylko z widzenia.
- Zaopiekuje się, zrobię wszystko, co w mojej mocy!- zareagowała pewnym tonem głosu. Zrobi wszystko, aby Zaśnieżona Ścieżka wróciła do dawnej formy. Na pewno otoczy ją opieką i może jeszcze poprosi, aby Trawka wraz z Gałązką i Krwawnikową Łapą spędzali czas z matka wspierając ją. Może dwójka terminatorów Medyka będzie wiedziało jak działać, gdy kot jest w takim stanie. Może są jakieś specjalne ziółka na kiepski stan psychiczny? Na widok kolejnych kotów, Lawendzie zrobiło się cieplutko na serduszku. Jeszcze rano razem z Szybująca Łapą zanosiła ich ciała na środek Obozu, a teraz stoją przed nią w całej okazałości. Kiwnęła głową w ramach odpowiedzi na słowa Zająca i poczuła się lekka jak ptak, aż ją dziwnie płuca zapiekły, przez co musiała wziąć głęboki oddech.
- Dziękuje wam!- odpowiedziała łamiącym się głosem. Jak ona będzie tęsknić za tymi kotami! Tyle dla niej znaczyły! Na zawsze pozostaną w jej serduszku i będzie je dobrze wspominać. Kolejnej kotki, Lawenda w ogóle nie kojarzyła. Dopiero, gdy się do niej zwróciła, przedstawiając się jako siostra, wtedy ją olśniło. Poznała Gruszkową Łapę na... jej pogrzebie, który był pierwszym tego typu wydarzeniem w życiu niebieskiej kotki. Lawenda była wtedy kociakiem i z wielu spraw nie zdawała sobie sprawy. Córka Mknącego Ptaka uśmiechnęła się zakłopotana i kiwnęła potakująco głową. Zaraz poczuła napływ siły oraz odwagi. W mgnieniu oka na miejscu Gruszkowej Łapy pojawiła się Piaszczysty Brzeg. Ją też Lawenda poznała za kociaka i bardzo przeżyła jej śmierć. Biało- ruda kotka była drugą wojowniczką jaką poznała w życiu. Do tego Piaszczysty Brzeg podczas zebrania zwołanego przez Zająca i Sokoła, na spokojnie wytłumaczyła jej kim jest ryś, dzięki czemu w pełni zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji jaka miała miejsce w Tymczasowym Obozie Klanu Wichru. Jak szybko Piasek się pojawiła tak szybko zniknęła. Wylewna to ona nie była. Zresztą podczas ich pierwszej rozmowy też raczej gadulstwem się nie wykazywała. Kolejnym Gwiezdnym okazał się jej brat Szafran. Lawenda ucieszyła się bardzo, że go widzi. Był taki jak go zapamiętała za kociaka. Wesoły i z błyskiem w oczach. Pasowało od niego otrzymanie daru pomysłowości, gdyż on miał same ciekawe pomysły na przykład słynne dzieci z siana. Podziękowała mu ładnie za dar i mrugnęła okiem. Zaraz po bracie przed oczami niebieskiej kotki pojawiła się Żonkilowa Łapa!
- Żonkil!- zareagowała z entuzjazmem. Ach, jej siostra nic się nie zmieniła. Jej ton głosu pozostawał wciąż taki sam! Niebieska kotka zaśmiała się słysząc wahanie siostry. Czyżby zgubiła język w pyszczku? Dobrze zdawała sobie sprawę, że Żonkil pewnie nie wie jak odpowiednio dobrać słowa.
- Domyślam się- odparła rozbawiona. Siostra zawsze miała o niej nie najlepsze zdanie, za to ona ją bardzo kochała, zawsze, bez względu na jej nie chęć.
- Dziękuje ci-odpowiedziała. Po dotknięciu się z siostrą nosami poczuła taką siłę, że mogła by przenieść Wyjące Wzgórza i Borsucze Pagórki gdzie indziej. Kiedy wszystkie wrażenia przeminęły Żonkil znów przemówiła. W życiu nie spodziewała się takich słów od siostry, przez co nie była w stanie zareagować. Nawet nie zdążyła, gdyż rozległy się głos, a po nim skandowano jej nowe imię. Gdy już myślała, że to koniec ceremonii pojawiły się trzy koty. Jednego rozpoznała od razu. Dynia! W pierwszym momencie zalała ją fala szczęścia, że go widzi, jednak po chwili dotarło do niej, że nie żyje. Może to dla niego lepiej? Nie jest przynajmniej skazany na samotność.
- Och, Dynia! Ja... Myślałam... Też bardzo się cieszę, że cię widzę- odpowiedziała zmieszana. Wysłuchała rudego kocurka z uśmiechem na pyszczku. Wspomniała w myślach jaki był cudowny oraz jak otrzymywała od niego bukiety kwiatów.
- Już nie będę. Widzę, że jesteś szczęśliwy i dziękuje. Aha! I macie wszyscy pozdrowienia od Barwnej Ścieżki- oznajmiła pogodnie. Następnie wysłuchała siostry Dyni. Zabawnie było widzieć jak jedna mówi przez drugą. Nie zdążyła im odpowiedzieć, gdy pewna siła zabrała ją z Wrzosowisk. Obudziła się i znów była przy sadzawce. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w tafle wody analizują wszystko, co się przed chwilą wydarzyło. W końcu podniosła się i spojrzała uśmiechnięta na Barwną Ścieżkę oraz Gronostajową Łapę. Czuła się po ceremonii dużo lepiej i odzyskała trochę swojego dawnego wigoru.
- Barwna Ścieżko! Rozmawiałam z Dynią i Sadzą i Jesionową Łapą! Przekazałam twoje pozdrowienia! Dynia jest tam szczęśliwy i nie mam się nim martwić! Twoje siostry poprosiły mnie, aby przekazać ci, że są z ciebie dumni i, że cię kochają!- mówiła cała podekscytowana. Nawet nie analizowała, jakie słowa padają z jej pyszczka, tylko chciała się wszystkim jak najszybciej podzielić.
- A dla ciebie Gronostajowo Łapo mam słowa od Porywistego Wiatru. Powiedział, że masz duży potencjał! Powinieneś również bardziej interesować się Klanem i innymi kotami, a konkretniej ich dobrem, bo inaczej daleko nie zajdziesz - powiedziała wesoło. Gdy już wszystko przekazała, ochłonęła trochę i dała znak, że mogą wracać do Obozu.
/zt
- Powiem mu!- powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha. Ach, tego Gronostaja to dużo zaszczytów spotyka! Najpierw nauki, potem trening z Przywódcą, teraz wyprawa i do tego pochwała od samego Gwiezdnego! Nie do wiary! Po tych słowach pojawili się inni Gwiezdni, a ona doznała bólu. Początkowo nie rozumiała o co chodzi. Czyżby tak otrzymywało się dary? W bólu i cierpieniu? Po styknięciu się nosami poczuła siłę i łzy przestały spływać jej po policzkach. Po całym przemówieniu Zrywka i otrzymaniu daru poczuła się lekka jak piórko, jakby wszystkie problemy zniknęły, wyparowały. Potem poczuła zmęczenie i ból, wtedy podszedł do niej... tata! Jej kochany tatuś, który podczas przeprowadzki na obecne tereny poświęcił życie i ochronił swoim ciałem inne koty, przyjmując kopnięcie Dwunożnego na siebie.
- Dziękuje, tato- powiedziała drżącym z emocji głosem. Znowu zalała się łzami, lecz tym razem szybko je wytarła łapką i postanowiła wziąć się w garść. Następnie podeszła do niej Miętowy Pąk. Lawenda poczuła lekkie ukłucie żalu, że nie zdążyła z kotką porozmawiać. Znały się tylko z widzenia.
- Zaopiekuje się, zrobię wszystko, co w mojej mocy!- zareagowała pewnym tonem głosu. Zrobi wszystko, aby Zaśnieżona Ścieżka wróciła do dawnej formy. Na pewno otoczy ją opieką i może jeszcze poprosi, aby Trawka wraz z Gałązką i Krwawnikową Łapą spędzali czas z matka wspierając ją. Może dwójka terminatorów Medyka będzie wiedziało jak działać, gdy kot jest w takim stanie. Może są jakieś specjalne ziółka na kiepski stan psychiczny? Na widok kolejnych kotów, Lawendzie zrobiło się cieplutko na serduszku. Jeszcze rano razem z Szybująca Łapą zanosiła ich ciała na środek Obozu, a teraz stoją przed nią w całej okazałości. Kiwnęła głową w ramach odpowiedzi na słowa Zająca i poczuła się lekka jak ptak, aż ją dziwnie płuca zapiekły, przez co musiała wziąć głęboki oddech.
- Dziękuje wam!- odpowiedziała łamiącym się głosem. Jak ona będzie tęsknić za tymi kotami! Tyle dla niej znaczyły! Na zawsze pozostaną w jej serduszku i będzie je dobrze wspominać. Kolejnej kotki, Lawenda w ogóle nie kojarzyła. Dopiero, gdy się do niej zwróciła, przedstawiając się jako siostra, wtedy ją olśniło. Poznała Gruszkową Łapę na... jej pogrzebie, który był pierwszym tego typu wydarzeniem w życiu niebieskiej kotki. Lawenda była wtedy kociakiem i z wielu spraw nie zdawała sobie sprawy. Córka Mknącego Ptaka uśmiechnęła się zakłopotana i kiwnęła potakująco głową. Zaraz poczuła napływ siły oraz odwagi. W mgnieniu oka na miejscu Gruszkowej Łapy pojawiła się Piaszczysty Brzeg. Ją też Lawenda poznała za kociaka i bardzo przeżyła jej śmierć. Biało- ruda kotka była drugą wojowniczką jaką poznała w życiu. Do tego Piaszczysty Brzeg podczas zebrania zwołanego przez Zająca i Sokoła, na spokojnie wytłumaczyła jej kim jest ryś, dzięki czemu w pełni zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji jaka miała miejsce w Tymczasowym Obozie Klanu Wichru. Jak szybko Piasek się pojawiła tak szybko zniknęła. Wylewna to ona nie była. Zresztą podczas ich pierwszej rozmowy też raczej gadulstwem się nie wykazywała. Kolejnym Gwiezdnym okazał się jej brat Szafran. Lawenda ucieszyła się bardzo, że go widzi. Był taki jak go zapamiętała za kociaka. Wesoły i z błyskiem w oczach. Pasowało od niego otrzymanie daru pomysłowości, gdyż on miał same ciekawe pomysły na przykład słynne dzieci z siana. Podziękowała mu ładnie za dar i mrugnęła okiem. Zaraz po bracie przed oczami niebieskiej kotki pojawiła się Żonkilowa Łapa!
- Żonkil!- zareagowała z entuzjazmem. Ach, jej siostra nic się nie zmieniła. Jej ton głosu pozostawał wciąż taki sam! Niebieska kotka zaśmiała się słysząc wahanie siostry. Czyżby zgubiła język w pyszczku? Dobrze zdawała sobie sprawę, że Żonkil pewnie nie wie jak odpowiednio dobrać słowa.
- Domyślam się- odparła rozbawiona. Siostra zawsze miała o niej nie najlepsze zdanie, za to ona ją bardzo kochała, zawsze, bez względu na jej nie chęć.
- Dziękuje ci-odpowiedziała. Po dotknięciu się z siostrą nosami poczuła taką siłę, że mogła by przenieść Wyjące Wzgórza i Borsucze Pagórki gdzie indziej. Kiedy wszystkie wrażenia przeminęły Żonkil znów przemówiła. W życiu nie spodziewała się takich słów od siostry, przez co nie była w stanie zareagować. Nawet nie zdążyła, gdyż rozległy się głos, a po nim skandowano jej nowe imię. Gdy już myślała, że to koniec ceremonii pojawiły się trzy koty. Jednego rozpoznała od razu. Dynia! W pierwszym momencie zalała ją fala szczęścia, że go widzi, jednak po chwili dotarło do niej, że nie żyje. Może to dla niego lepiej? Nie jest przynajmniej skazany na samotność.
- Och, Dynia! Ja... Myślałam... Też bardzo się cieszę, że cię widzę- odpowiedziała zmieszana. Wysłuchała rudego kocurka z uśmiechem na pyszczku. Wspomniała w myślach jaki był cudowny oraz jak otrzymywała od niego bukiety kwiatów.
- Już nie będę. Widzę, że jesteś szczęśliwy i dziękuje. Aha! I macie wszyscy pozdrowienia od Barwnej Ścieżki- oznajmiła pogodnie. Następnie wysłuchała siostry Dyni. Zabawnie było widzieć jak jedna mówi przez drugą. Nie zdążyła im odpowiedzieć, gdy pewna siła zabrała ją z Wrzosowisk. Obudziła się i znów była przy sadzawce. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w tafle wody analizują wszystko, co się przed chwilą wydarzyło. W końcu podniosła się i spojrzała uśmiechnięta na Barwną Ścieżkę oraz Gronostajową Łapę. Czuła się po ceremonii dużo lepiej i odzyskała trochę swojego dawnego wigoru.
- Barwna Ścieżko! Rozmawiałam z Dynią i Sadzą i Jesionową Łapą! Przekazałam twoje pozdrowienia! Dynia jest tam szczęśliwy i nie mam się nim martwić! Twoje siostry poprosiły mnie, aby przekazać ci, że są z ciebie dumni i, że cię kochają!- mówiła cała podekscytowana. Nawet nie analizowała, jakie słowa padają z jej pyszczka, tylko chciała się wszystkim jak najszybciej podzielić.
- A dla ciebie Gronostajowo Łapo mam słowa od Porywistego Wiatru. Powiedział, że masz duży potencjał! Powinieneś również bardziej interesować się Klanem i innymi kotami, a konkretniej ich dobrem, bo inaczej daleko nie zajdziesz - powiedziała wesoło. Gdy już wszystko przekazała, ochłonęła trochę i dała znak, że mogą wracać do Obozu.
/zt
![[Obrazek: t5l0DMD.png]](https://i.imgur.com/t5l0DMD.png)
13
Siła
S
16
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W