03.01.2021 12:50
Dostrzegając zmieszanie, które zagościło chwilowo na pyszczku burej, Ropucha przymrużyła złote ślepia i uśmiechnęła się. Nie dało się zaprzeczyć, że czarna kocurzyca lubiła szokować swoją skromną osóbką i podobał jej się owy fakt, że już na dzień dobry udało jej się zaskoczyć swoją nową mistrzynię. Oczywiście nie oznaczało to, że najmłodsza córa Fiołkowego Świtu na złość będzie rzucać Szyszce kłody pod łapy, broń Gwiezdnym! Nie była upierdliwym sześcioksiężycowym podlotkiem, który wybrał sobie za życiowy cel utrudnić wojownikom wypełnianie swoich obowiązków. Przynajmniej już nie.
Przytknęła na pomysł kotki, kiedy ta przedstawiła jej plan dzisiejszego treningu. Doceniała podejście Szyszki do jej treningu jak i fakt, że nie traktowała ją jak kocię.
- Huhu, kto by pomyślał, sze tyle się zmieni przez te ksienżyce - odezwała się, kiedy Szyszka skończyła wymieniać nową władzę u sąsiadów, starając się zapamiętać imiona. - Ale ty pewnie tesz tak miałaś, czo? Duszo zmian jak wróciłaś do Klanu - zagaiła, z chęcią rozpoczynając temat nieobecności kotki. Kobiety należały do wścibskich i ciekawskich istot: Ropucha nie obiegała od stereotypu i z chęcią dowiedziałby się czegoś więcej o swojej nowej mistrzyni. Była pewna jednak, że wojowniczka musiała zniknąć z obozu w czasie lub jeszcze przed jej narodzinami, ponieważ nie kojarzyła jej w ogóle.
- Jest ich kilka - miauknęła zerkając na kotkę obok której dreptała. - Som kociaki, jak mój syn, które nie muszom szczególnie cokolwiek robić, oprócz siedzieć w obozie - fuknęła, krzywiąc łaciaty pysk, doskonale zdając sobie sprawę, że Traszka prędzej czy później i tak zignoruje owe zakaz. - Nie muszom ale mogom mieć nauki, a w wieku sześciuksienżyców mianuje sie ich na terminatorów. Jestem jednym z nich, pomagam madkom spszontać Splątane Korzenie, poluje, patroluje, pomagam ojcu i reszcie starszym w Skrenconym Pniu. Chodzem na trening pod okiem wojownika by kiedyś się nim stać i sama w pszyszłości trenować podlotki. Jest tesz zatępca, który zastempuje Gwiazde. W naszym pszypadku jest to Barwna Ścieszka, a kiedyś był nim wuje Sokół - miauknęła przypominając sobie masywnego kocura. Wiadomość o śmierci jego jak i Zajęczego Susa, nadal była czymś aktualnym dla Ropuchy. Nie to, że rozpadała się tylko na ich myśl, jednak zdawała sobie sprawę, że potrzebowała więcej czasu na żałobę. - Raz zawołał mnie na patrol z nim i miszczem Imbirkiem, wienc pewnie teraz to też robi Barwna, czo nie? - Zapytała, nie będąc do końca pewna co tak na prawdę taki Zastępca robić musi. - Przywódca... Jak kiedyś Mama, teraz Lawendowa Gwiazda zwołuje ceremonie i mianuje kicie. Jesz tesz jeszcze nasza MEDYK, która pilnuje żebyśmy się nie zapluli smarkami na śmierć - streściła się z uśmieszkiem, przypominając sobie swoje własne doświadczenie z klanową medyczką. Oh, powinna znowu zjeść coś niejadalnego i się do niej wybrać, jak za starych czasów. - I sama trenuje dwójke tereminatorow, terminatorów medyka ale nie wiem czo ci robiom, wienc no - mlasnęła po czym zamknęła mordkę, zerkając na Szyszkę. Wiedziała, że czegoś nie powiedziała lub może źle ujęła, więc znów zamieniła się w słuch.
[size=75]//tak trochę ble, bo nie wiem do końca jak to napisać
Przytknęła na pomysł kotki, kiedy ta przedstawiła jej plan dzisiejszego treningu. Doceniała podejście Szyszki do jej treningu jak i fakt, że nie traktowała ją jak kocię.
- Huhu, kto by pomyślał, sze tyle się zmieni przez te ksienżyce - odezwała się, kiedy Szyszka skończyła wymieniać nową władzę u sąsiadów, starając się zapamiętać imiona. - Ale ty pewnie tesz tak miałaś, czo? Duszo zmian jak wróciłaś do Klanu - zagaiła, z chęcią rozpoczynając temat nieobecności kotki. Kobiety należały do wścibskich i ciekawskich istot: Ropucha nie obiegała od stereotypu i z chęcią dowiedziałby się czegoś więcej o swojej nowej mistrzyni. Była pewna jednak, że wojowniczka musiała zniknąć z obozu w czasie lub jeszcze przed jej narodzinami, ponieważ nie kojarzyła jej w ogóle.
- Jest ich kilka - miauknęła zerkając na kotkę obok której dreptała. - Som kociaki, jak mój syn, które nie muszom szczególnie cokolwiek robić, oprócz siedzieć w obozie - fuknęła, krzywiąc łaciaty pysk, doskonale zdając sobie sprawę, że Traszka prędzej czy później i tak zignoruje owe zakaz. - Nie muszom ale mogom mieć nauki, a w wieku sześciuksienżyców mianuje sie ich na terminatorów. Jestem jednym z nich, pomagam madkom spszontać Splątane Korzenie, poluje, patroluje, pomagam ojcu i reszcie starszym w Skrenconym Pniu. Chodzem na trening pod okiem wojownika by kiedyś się nim stać i sama w pszyszłości trenować podlotki. Jest tesz zatępca, który zastempuje Gwiazde. W naszym pszypadku jest to Barwna Ścieszka, a kiedyś był nim wuje Sokół - miauknęła przypominając sobie masywnego kocura. Wiadomość o śmierci jego jak i Zajęczego Susa, nadal była czymś aktualnym dla Ropuchy. Nie to, że rozpadała się tylko na ich myśl, jednak zdawała sobie sprawę, że potrzebowała więcej czasu na żałobę. - Raz zawołał mnie na patrol z nim i miszczem Imbirkiem, wienc pewnie teraz to też robi Barwna, czo nie? - Zapytała, nie będąc do końca pewna co tak na prawdę taki Zastępca robić musi. - Przywódca... Jak kiedyś Mama, teraz Lawendowa Gwiazda zwołuje ceremonie i mianuje kicie. Jesz tesz jeszcze nasza MEDYK, która pilnuje żebyśmy się nie zapluli smarkami na śmierć - streściła się z uśmieszkiem, przypominając sobie swoje własne doświadczenie z klanową medyczką. Oh, powinna znowu zjeść coś niejadalnego i się do niej wybrać, jak za starych czasów. - I sama trenuje dwójke tereminatorow, terminatorów medyka ale nie wiem czo ci robiom, wienc no - mlasnęła po czym zamknęła mordkę, zerkając na Szyszkę. Wiedziała, że czegoś nie powiedziała lub może źle ujęła, więc znów zamieniła się w słuch.
[size=75]//tak trochę ble, bo nie wiem do końca jak to napisać
owo
14
Siła
S
6
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W