20.05.2021 23:18
Brwi Pokrzywy uniosły się ku górze, gdy cętkowany kocurek zaczął się rzucać w jej kierunku bez żadnego powodu. Do tej pory posłusznie znosiła decyzję Tundry. Doszukiwała się w młodym właściwie czegokolwiek, co mogłoby stanowić podstawę tego wyboru. Nie znalazła nic. Owszem, nie brakowało mu sprawności fizycznej, i chęci do pomocy (nawet wobec tych, którzy jej nie chcieli), ale... to było za mało. Szylkretka nie wiedziała jak kocica, którą podziwiała od pierwszego spotkania, mogła popełnić taki błąd. Już nawet nie chodziło o wiek ich dowódcy, ale o jego temperament.
Stała wyprostowana, mierząc Rocha spojrzeniem. Czuła jak wzbiera w niej gniew. Jak futro na karku się unosi, a łapa aż świerzbi, aby go zdzielić. Same słowa spływały po niej jak po kaczce. Były warte tyle, co zeszłoroczny śnieg i nie miały żadnego pokrycia. Złościło kocice natomiast to, że szczeniak stawiał się w pozycji, w której miał rzekomo prawo w ogóle się do niej zwracać w taki sposób. Do takiego obrazu Nowego Świtu dążyli? Żeby ten, kto był o stołek wyżej, mógł się wyżywać na tych „na dole”? Od tego uciekła. Nie zamierzała do tego wracać. Nie dopuści do tego, żeby to się tak skończyło. Roche chyba nie pojmował tego, nad czym tak naprawdę pracowali. Jedna destrukcyjna jednostka mogła obrócić w popiół ich starania.
Musiała być ponadto wszystko. Wzięła głęboki wdech i rozluźniła napięte mięśnie. Nie chciała być „tą złą”, która odbiera kociakowi nową zabawkę, ale w tym momencie nie miała wyboru. Ich misja była zagrożona przez mentalnie niestabilnego nieletniego dowódcę. Wypuściła powietrze w krótkim, zmęczonym westchnięciu.
- Widzę, że to zadanie cię przerasta, Roche. To nie twoje wina, Tundra przeceniła twoje umiejętności pracy pod presją. Uważasz, że tak powinien zachowywać się odpowiedzialny dowódca? Szamotać się jak ryba wyrzucona na brzeg, bo ktoś powiedział, coś co ci się nie spodobało? Nie zajdziemy daleko, jak będziesz się rzucać za każdym razem, jak coś będzie nie po twojej myśli – odparła spokojnym tonem w stronę kocurka, na tyle głośno aby i Kos i Voodoo ją usłyszały. Widziały całą szopkę, mogły wyciągnąć z tego wnioski same.
- Ta misja jest najważniejsza. Jest ważniejsza niż wszystko, czego dokonał każdy z nas przez całe swoje życia. Cała reszta czeka, aż przyniesiemy im dobre wieści, a do tego potrzebujemy kompetentnego dowódcy. Kos jest z nas najstarsza, najbardziej doświadczona i zna te tereny najlepiej. Proponuję, aby od teraz to ona dowodziła - odwróciła łeb do jednej i drugiej z kocic, a następnie na Rocha. Nie spodziewała się, że ustąpi. To byłoby zbyt odpowiedzialne zachowanie, ale tym samym pokaże co jest dla niego ważniejsze – dobro Nowego Świtu, czy jego pięć minut chwały. Kos już wcześniej zadeklarowała chęć przejęcia dowodzenia, ponadto Fairy osobiście wytypował ją jako zastępstwo, więc wychodziło na to, że decydujący głos przypadał Voodoo.
Jednej rzeczy Pokrzywa żałowała – że nie odezwała się wtedy na zebraniu. Mogliby teraz tego wszystkiego uniknąć i pewnie w tym momencie byliby już za Grzmiąca Ścieżką.
Stała wyprostowana, mierząc Rocha spojrzeniem. Czuła jak wzbiera w niej gniew. Jak futro na karku się unosi, a łapa aż świerzbi, aby go zdzielić. Same słowa spływały po niej jak po kaczce. Były warte tyle, co zeszłoroczny śnieg i nie miały żadnego pokrycia. Złościło kocice natomiast to, że szczeniak stawiał się w pozycji, w której miał rzekomo prawo w ogóle się do niej zwracać w taki sposób. Do takiego obrazu Nowego Świtu dążyli? Żeby ten, kto był o stołek wyżej, mógł się wyżywać na tych „na dole”? Od tego uciekła. Nie zamierzała do tego wracać. Nie dopuści do tego, żeby to się tak skończyło. Roche chyba nie pojmował tego, nad czym tak naprawdę pracowali. Jedna destrukcyjna jednostka mogła obrócić w popiół ich starania.
Musiała być ponadto wszystko. Wzięła głęboki wdech i rozluźniła napięte mięśnie. Nie chciała być „tą złą”, która odbiera kociakowi nową zabawkę, ale w tym momencie nie miała wyboru. Ich misja była zagrożona przez mentalnie niestabilnego nieletniego dowódcę. Wypuściła powietrze w krótkim, zmęczonym westchnięciu.
- Widzę, że to zadanie cię przerasta, Roche. To nie twoje wina, Tundra przeceniła twoje umiejętności pracy pod presją. Uważasz, że tak powinien zachowywać się odpowiedzialny dowódca? Szamotać się jak ryba wyrzucona na brzeg, bo ktoś powiedział, coś co ci się nie spodobało? Nie zajdziemy daleko, jak będziesz się rzucać za każdym razem, jak coś będzie nie po twojej myśli – odparła spokojnym tonem w stronę kocurka, na tyle głośno aby i Kos i Voodoo ją usłyszały. Widziały całą szopkę, mogły wyciągnąć z tego wnioski same.
- Ta misja jest najważniejsza. Jest ważniejsza niż wszystko, czego dokonał każdy z nas przez całe swoje życia. Cała reszta czeka, aż przyniesiemy im dobre wieści, a do tego potrzebujemy kompetentnego dowódcy. Kos jest z nas najstarsza, najbardziej doświadczona i zna te tereny najlepiej. Proponuję, aby od teraz to ona dowodziła - odwróciła łeb do jednej i drugiej z kocic, a następnie na Rocha. Nie spodziewała się, że ustąpi. To byłoby zbyt odpowiedzialne zachowanie, ale tym samym pokaże co jest dla niego ważniejsze – dobro Nowego Świtu, czy jego pięć minut chwały. Kos już wcześniej zadeklarowała chęć przejęcia dowodzenia, ponadto Fairy osobiście wytypował ją jako zastępstwo, więc wychodziło na to, że decydujący głos przypadał Voodoo.
Jednej rzeczy Pokrzywa żałowała – że nie odezwała się wtedy na zebraniu. Mogliby teraz tego wszystkiego uniknąć i pewnie w tym momencie byliby już za Grzmiąca Ścieżką.
![[Obrazek: QeWlgfB.png]](https://i.imgur.com/QeWlgfB.png)
I like standing still but that is just a wishful plan
Ask me where I come from, I will say a different land
But I have got memories and travel like gypsies in the night
I count gates and numbers, then play the guessing game
It is just the place that changes, the rest is still the same
But I have got memories and travel like gypsies in the night
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W