14.06.2021 08:44
Nagłe wybiegnięcie Kos zmusiło go gdzieś podświadomie do tego, żeby ją czym prędzej dogonić i iść chociaż obok siebie. Cholera wie co ich tam spotka - mieli się nie rozdzielać! Spojrzał na nią ostrzegawczo w chodzie, sugerując żeby się nie oddalała, ale żadnego ciętego komentarza nie rzucił. Kotka była przy tym jak już obdarzał innych krzyczeniem, mogła więc sobie sama w głowie ułożyć piękną wiązankę jaką Roche mógł jej zaserwować. Mogła też po prostu to zignorować i zrozumieć, że to - podobnie jak wcześniej - wysuwa się jedynie ze względu na troskę o wyprawę. Gdyby leciała sama, a tam był pies - co jakby nie uciekła?...
Cała wędrówka do skałek była... przyjemna, nawet dla niego. Było spokojnie, ładnie, o wiele milej niż jak na Pożogowym cmentarzu, gdzie największą atrakcją były różne kształty nagrobków. Tutaj ładniej pachniało, dało się do czegoś przykuć oko... A, no, właśnie. A propos tego. Roche słusznie się obawiał, że kogoś można tu spotkać. Staruch, wylegujący się na kamieniu, zaczął mówić do nich.
- Wyszliśmy na spacerek. Widoki podziwiać, o tej porze są urokliwe. Jak coś padnie, to nawet nie czuć jak się ciało rozkłada, bo zapachy to zasłaniają - wymruczał spokojnie, wychodząc przed resztę. - A teraz postanowiliśmy sobie zrobić postój, bo nas strasznie bolą łapy.
Można zacząć spokojnie. Jeśli stary kłak będzie stawiał opór czy się kłócił - zgodnie z kodeksem miał prawo go zabić. Nie było opcji, że po przejściu tak długiej drogi ktoś nagle im zabierze to, co znaleźli. Stanął w niedalekiej odległości od starca. Z łbem nisko, aby to chronić gardło. Nie wiadomo czy w tym łbie mu się nie zacznie przewracać i go nie zaatakuje bez słowa. Lepiej uważać.
- Przyszliśmy zająć te ziemie, starcze. Reszta Klanu nadejdzie niedługo - dodał w końcu głośniej, poważniej. Bez głupich żartów jak na początku. Klan oznaczał, że przyjdzie tu co najmniej naście innych kotów, więc pojedynczy dziad za wiele sam nie zrobi. Miał tu do zrobienia biznes, nie? Musiał myśleć nad straszeniem. Do zwykłych głupich rozmówek ma Dynię. - A jeśli nie zająć, to chociaż się dokładnie rozejrzeć. Żyjesz tu?
Cała wędrówka do skałek była... przyjemna, nawet dla niego. Było spokojnie, ładnie, o wiele milej niż jak na Pożogowym cmentarzu, gdzie największą atrakcją były różne kształty nagrobków. Tutaj ładniej pachniało, dało się do czegoś przykuć oko... A, no, właśnie. A propos tego. Roche słusznie się obawiał, że kogoś można tu spotkać. Staruch, wylegujący się na kamieniu, zaczął mówić do nich.
- Wyszliśmy na spacerek. Widoki podziwiać, o tej porze są urokliwe. Jak coś padnie, to nawet nie czuć jak się ciało rozkłada, bo zapachy to zasłaniają - wymruczał spokojnie, wychodząc przed resztę. - A teraz postanowiliśmy sobie zrobić postój, bo nas strasznie bolą łapy.
Można zacząć spokojnie. Jeśli stary kłak będzie stawiał opór czy się kłócił - zgodnie z kodeksem miał prawo go zabić. Nie było opcji, że po przejściu tak długiej drogi ktoś nagle im zabierze to, co znaleźli. Stanął w niedalekiej odległości od starca. Z łbem nisko, aby to chronić gardło. Nie wiadomo czy w tym łbie mu się nie zacznie przewracać i go nie zaatakuje bez słowa. Lepiej uważać.
- Przyszliśmy zająć te ziemie, starcze. Reszta Klanu nadejdzie niedługo - dodał w końcu głośniej, poważniej. Bez głupich żartów jak na początku. Klan oznaczał, że przyjdzie tu co najmniej naście innych kotów, więc pojedynczy dziad za wiele sam nie zrobi. Miał tu do zrobienia biznes, nie? Musiał myśleć nad straszeniem. Do zwykłych głupich rozmówek ma Dynię. - A jeśli nie zająć, to chociaż się dokładnie rozejrzeć. Żyjesz tu?
11
Siła
S
10
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
![[Obrazek: tEPFcXH.png]](https://i.imgur.com/tEPFcXH.png)