22.11.2021 16:20
Noc przyniosła trochę ukojenia. Łabędź z początku myślał, że nie zdoła zmrużyć oka, lecz nie minęło wiele czasu, nim zwinięty w kłębek w Jałowcowym Gąszczu pogrążył się we śnie. We śnie, w którym troski schodziły na drugi, trzeci, może dziesiąty plan. Gdzie nie funkcjonowało myślenie o tym, co realne, co tu i teraz, co przyniesie przyszłość. Kocur polował jak gdyby nigdy nic, jego ciało otulały promienie słońca pory zielonych liści, nieopodal piętrzył się stosik dorodnych piszczek i nic nie zakłócało jego wewnętrznego spokoju.
A później się obudził. Przywitała go subtelna jasność dnia, chłód oraz fala wspomnień z dnia poprzedniego. Łabędzia Szyja ziewnął przeciągle i potrząsnął głową, jakby chciał powstrzymać tę falę przed zalewaniem mu głowy. Nieskutecznie. W rzeczywistości panowała pora opadających liści, ich przywódczyni nie żyła, a tego dnia miała wznieść się nowa. Kosowa Pieśń. Kotka szlachetna, oddana, opiekuńcza i czysto dobra. Przyjaciółka jego matki, ale bliska również jego duszy, mimo że porozmawiać od serca zdarzyło im się raz. Było w niej coś, czego nie wyczuwał od jej poprzedniczek. Coś, co nie wzbudzało suchego respektu i lekkiego dystansu, a zaufanie... jak do członka rodziny. Łabędź był zaszczycony mogąc brać udział w jej drodze na ceremonię, mogąc pełnić znaczącą rolę. To niestety nie uwalniało go od przytłaczającego uczucia niepokoju. Ani to, ani doświadczenie, które posiadł podczas wyprawy Ćmiej Gwiazdy. Teraz nie było z nimi Kornikowego Konara, naturalnego lidera i entuzjastycznego przewodnika. Pewnie na to zasługiwał; na spokój w obozie po utracie kolejnego członka rodziny. Niemniej, dawny uczeń kruczoczarnego wojownika wiedział, że Kornikowy Konar spisałby się na tej misji jak nikt inny.
Zauważywszy, że Kosowej Pieśni już nie ma wśród śpiących wojowników, Łabędź podniósł się szybko, otrzepał z przylegających do futra szczątków mchu, pospiesznie przylizał kilka niesfornych kłaczków i czym prędzej wyłonił się z Jałowcowego Gąszczu. Było wcześnie i większość kotów wciąż spała w legowiskach. Bez trudu wypatrzył siedzącą samotnie, ciemną sylwetkę. Skinął do niej głową, podchodząc do jej boku. Jedno ucho skierował do tyłu, spodziewając się kroków ukochanej. Czy spała dobrze? Co myślała, jak się czuła? Czy nosi w sobie odrobinkę lęku przed tym, co czekało przy Szepczącej Sadzawce? Nie mieli brać udziału w ceremonii, ale nadal zbliżali się do miejsca kontaktu z Gwiezdnym Klanem. Niezwykłego miejsca.
- Jestem - oznajmił cicho. Miał o wiele więcej na myśli, niż czyste stwierdzenie oczywistości. Nie powiedział nic więcej, spojrzał tylko miękko, z jakąś wewnętrzną determinacją w te zielone oczy.
A później się obudził. Przywitała go subtelna jasność dnia, chłód oraz fala wspomnień z dnia poprzedniego. Łabędzia Szyja ziewnął przeciągle i potrząsnął głową, jakby chciał powstrzymać tę falę przed zalewaniem mu głowy. Nieskutecznie. W rzeczywistości panowała pora opadających liści, ich przywódczyni nie żyła, a tego dnia miała wznieść się nowa. Kosowa Pieśń. Kotka szlachetna, oddana, opiekuńcza i czysto dobra. Przyjaciółka jego matki, ale bliska również jego duszy, mimo że porozmawiać od serca zdarzyło im się raz. Było w niej coś, czego nie wyczuwał od jej poprzedniczek. Coś, co nie wzbudzało suchego respektu i lekkiego dystansu, a zaufanie... jak do członka rodziny. Łabędź był zaszczycony mogąc brać udział w jej drodze na ceremonię, mogąc pełnić znaczącą rolę. To niestety nie uwalniało go od przytłaczającego uczucia niepokoju. Ani to, ani doświadczenie, które posiadł podczas wyprawy Ćmiej Gwiazdy. Teraz nie było z nimi Kornikowego Konara, naturalnego lidera i entuzjastycznego przewodnika. Pewnie na to zasługiwał; na spokój w obozie po utracie kolejnego członka rodziny. Niemniej, dawny uczeń kruczoczarnego wojownika wiedział, że Kornikowy Konar spisałby się na tej misji jak nikt inny.
Zauważywszy, że Kosowej Pieśni już nie ma wśród śpiących wojowników, Łabędź podniósł się szybko, otrzepał z przylegających do futra szczątków mchu, pospiesznie przylizał kilka niesfornych kłaczków i czym prędzej wyłonił się z Jałowcowego Gąszczu. Było wcześnie i większość kotów wciąż spała w legowiskach. Bez trudu wypatrzył siedzącą samotnie, ciemną sylwetkę. Skinął do niej głową, podchodząc do jej boku. Jedno ucho skierował do tyłu, spodziewając się kroków ukochanej. Czy spała dobrze? Co myślała, jak się czuła? Czy nosi w sobie odrobinkę lęku przed tym, co czekało przy Szepczącej Sadzawce? Nie mieli brać udziału w ceremonii, ale nadal zbliżali się do miejsca kontaktu z Gwiezdnym Klanem. Niezwykłego miejsca.
- Jestem - oznajmił cicho. Miał o wiele więcej na myśli, niż czyste stwierdzenie oczywistości. Nie powiedział nic więcej, spojrzał tylko miękko, z jakąś wewnętrzną determinacją w te zielone oczy.
| . . ![]() |
⊹₊˚‧︵‿₊.So let's Run..₊‿︵‧˚₊⊹ uwu x ᴍᴀᴋᴇ ᴀ ɢʀᴇᴀᴛ ᴇsᴄᴀᴘᴇ x ˚.⋆⁺₊xxxxxx ܁ . ⊹܁xxxxxxx⋆.˚xx uwu xxxxxxxxxx≽^•˕ •^≼
It doesn't matterxxxxxxxxxxxxxxxxx⌞ And I'll be waiting outside for the. getaway ⌝ ✩°。⋆˚⁺xx[ who ]x・. xxxxxx xxxxxxxxxx.・x[ we ] xxx.˚xxx ๋࣭₊˚ xxxxxxxxxxx܁ . [ are ] ܁ .x. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁₊ ⊹ . ݁ x.xxwe'll keep runningxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx. ݁ ๋࣭xx܁ .xthrough the dark .✦ ݁˖ uwu xAnd all we'll ever need is another dayx uwu xxxxWe can slow down, 'cause ˎˊ- -ˋˏ Tomorrow. is a mile awayxxxxxxxxx ╭───────────────────.★..─╮ ܁. And live like shooting stars ⊹˚ ╰─..★.───────────────────╯ . ݁₊ ⊹ . ݁˖ . ݁ x'Causexhappy endings'xhardest to fakex . ݁₊ ‧₊˚. x |
27
Siła
S
27
Zręczność
Zr
16
Szybkość
Sz
17
Zmysły
Zm
115
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
![[Obrazek: labondz.gif]](https://sig.grumpybumpers.com/host/labondz.gif)