11.05.2022 07:28
Czy Kos była przeklęta? Zdecydowanie. Może dlatego, że miała brudną krew i Gwiezdni nie sprawowali nad nią wystarczającej opieki, może już taka się urodziła, bo przyszła na świat nie w obozie, a gdzieś na osiedlu... To nie był przypadek, że tyle pięknych kocurów umierało zaraz po spotkaniu z nią. Struga, Dymek, Koniczyna, Płomyk, Czarnowron... To na pewno nie był koniec tej listy, tylko ci akurat najbardziej wryli się jej w mózg. Nie chciała zabijać Rudzika ani robić mu żadnej krzywdy. Niby mogłaby zacząć z nim chodzić na randki, ale po co to? To oczywiste, że coś mu się stanie. Skoro każdemu się coś działo, na pewno i on źle skończy. A on miał całe życie przed sobą, nie to co Kos.
- Chciałabym w to wierzyć - mruknęła cicho, jako odpowiedź to obu wypowiedzi. - Ale naprawdę, wierzyłam, że żaden z nich nie zniknie... I później działo się coś i znikali, na zawsze, bezpowrotnie. Nie chcę, Rudziku, żeby coś się tobie stało. Za młody jesteś i nie zasługujesz na śmierć - wymruczała szczerze. Taka była prawda. Mógł przysięgać i zapierać się pazurami, ale ona wiedziała swoje. Była przeklęta... Taki już jej żywot. Jednak, ilekroć patrzyła na Rudzika wiedziała, że mu nie odmówi. Był taki struchlały, zrozpaczony... Wiedziała, że to dla niego ważne. I może to nie on w tej relacji miał zniknąć, tylko ona, bo mu złamie serce. Czy nie lepiej dałoby dać sobie szansę, na ten ostatni etap życia? Miała przed sobą niepełny sezon życia, a kocięta... Pragnęła je, pewnie tak samo jak Rudzik.
- Ja... Nie chcę tobie odmawiać - szepnęła. - Chcę znaleźć szczęście, partnera, mieć kocięta i umrzeć przeświadczona, że coś zrobiłam dla świata i dar mojego życia się nie zmarnował. Tylko... Przy tylu kocurach już sądziłam, że nie zniknął, a oni robili swoje... Wierzę, że nie odejdziesz, ale... Nie ufam już losowi. Albo coś się stanie mi, albo tobie, albo naszym bliskim i będziemy musieli o sobie zapomnieć... - wymamrotała, coraz bardziej gubiąc się w słowach.
- Chciałabym w to wierzyć - mruknęła cicho, jako odpowiedź to obu wypowiedzi. - Ale naprawdę, wierzyłam, że żaden z nich nie zniknie... I później działo się coś i znikali, na zawsze, bezpowrotnie. Nie chcę, Rudziku, żeby coś się tobie stało. Za młody jesteś i nie zasługujesz na śmierć - wymruczała szczerze. Taka była prawda. Mógł przysięgać i zapierać się pazurami, ale ona wiedziała swoje. Była przeklęta... Taki już jej żywot. Jednak, ilekroć patrzyła na Rudzika wiedziała, że mu nie odmówi. Był taki struchlały, zrozpaczony... Wiedziała, że to dla niego ważne. I może to nie on w tej relacji miał zniknąć, tylko ona, bo mu złamie serce. Czy nie lepiej dałoby dać sobie szansę, na ten ostatni etap życia? Miała przed sobą niepełny sezon życia, a kocięta... Pragnęła je, pewnie tak samo jak Rudzik.
- Ja... Nie chcę tobie odmawiać - szepnęła. - Chcę znaleźć szczęście, partnera, mieć kocięta i umrzeć przeświadczona, że coś zrobiłam dla świata i dar mojego życia się nie zmarnował. Tylko... Przy tylu kocurach już sądziłam, że nie zniknął, a oni robili swoje... Wierzę, że nie odejdziesz, ale... Nie ufam już losowi. Albo coś się stanie mi, albo tobie, albo naszym bliskim i będziemy musieli o sobie zapomnieć... - wymamrotała, coraz bardziej gubiąc się w słowach.
- ̗̀ jeśli świt przyłapie nas, wykrzyczę mu to prosto w twarz ̖́-xxxxxxxxxxxxxxmamy miłość, chcemy ż y c i e brać, na BŁĘDY mamy czas!
chcemy ????? dojść niż na w y c i ą g n i ę c i e ręki
jeśli świt przyłapie nas, staniemy z nim tu twarzą w twarz!xxxxxxxxxxxxxxxx
17
Siła
S
9
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W