Był w okolicy, to co miał się nie przejść pod drzewka. W zasadzie to nawet nie był głodny, choć żołądek melodyjnie zaznaczał, że jednak był, sabotując jego całe 'nic mi nie jest, czuję się git'. Choć w rzeczywistości nigdy tak nie odpowiadał. Lubił narzekać, lubił zaznaczać, że cierpi, ale tylko psychicznie. Był w końcu zbyt silny na ból fizyczny. Ledwo pamiętał, żeby go bolała rana na oku, choć piekła jak diabli. Zapomniał, że go dawno temu Pierwiosnek nadepnął, choć z tyłu umysłu pamiętał, że zastępca ma u niego dług. Ból psychiczny natomiast można było okazać gniewem, zdenerwowaniem się, nie oznaczało to płaczu. Bo przecież płacz to słabość. Szczerbatek przez ostatnie księżyce był słaby praktycznie codziennie.
Lawirował pomiędzy drzewkami, niechętnie obserwując, czy po ziemi nie kręcą się jakieś drobne gryzonie. Latać za nimi nie będzie, ale jeśli się trafi jakaś pod łapami, to chętnie skorzysta. Szedł więc przed siebie, slalomem omijając pnie, przyprawiając się dodatkowo o zawroty głowy jeśli tylko się zatrzyma.

/zmierzch!
LVL 4 275 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W